LBnP V - Świąteczne kocie miauczki

Zakrywam łapą swój koci pyszczek, bo Pani wygina się w każdą stronę i okropnie jęczy, próbując naśladować głos jakiegoś człowieka, który dochodzi z dziwnego czarnego pudła. Spać w tym domu nie można, bo od rana ciągle leci ta sama melodia. Chyba nikt jej nie powiedział, że nie potrafi śpiewać, a za każdym razem, gdy chciałem się wtrącić, groziła mi pustą miską.

Odwracam się na grzbiet i patrzę na królika, który schował się w swoim domku. Od roku staram się z nim porozumieć, ale chyba nie mówimy w tym samym języku, bo kompletnie nie reaguje, czasami decydując się rzucić miską na drugi koniec klatki. Chyba w taki sposób pokazuje, że ma jakieś problemy emocjonalne z samym sobą. No i wtedy, Pani zawsze się nad nim lituje i daje mu jakieś wysuszone zielsko, które jest okropne w smaku. Zresztą, te jego jedzenie też wcale lepsze nie jest, bo nie ma w sobie ani trochę mięsa.

Przewracam się na brzuch i opieram pyszczek na łapach, aby przyjrzeć się poczynaniom Pani, bo dziwnym trafem, dzisiejszego dnia ciągle omija moją miskę.

- Miau! - Odwraca się na krótką chwilę, po czym wraca do swoich zajęć. – Miau! Miau! Miau!!!

„Jedzenie! Pora na jedzenie! Mam pusty brzuch, bo jestem głodny od samego rana!”

Wzdycha ciężko, ale ostatecznie podchodzi do mnie i kuca, przyglądając mi się z ukosa.

- Co byś kotku chciał?

- Miau! Miau!

„Potrzebuję jedzenia, bo za chwilę tu umrę!”

- Jedzenia?

Automatycznie podnoszę się i zaczynam ocierać o jej nogi, prostując ogon.

- Miau!!!

„Tak, tak, tak!”

- Może Pan podzieli się z tobą swoją rybą. - Mrugam oczami, a język samoistnie oblizuje pyszczek. – Widzę, że podoba ci się pomysł, ale najpierw przekonajmy się, czy on rzeczywiście jada łososia. A tymczasem, powstrzymaj swój wiecznie niezaspokojony apetyt i nie bierz mnie na litość.

Łosoś brzmi dobrze, nawet bardzo. I chyba kiedyś go jadłem. Pani rzadko daje mi ryby, chociaż wielokrotnie jej powiedziałem, że je uwielbiam. Niby się rozumiemy, a czasami mam wrażenie, że nikt mnie nie słucha.

- Miau?

„Chyba nic złego się nie stanie, jak da mi kawałeczek?”

Pani porusza ustami, znowu próbując śpiewać.

- Miau!!!!!!

„Moje biedne kocie uszy! Mam dość tego jęczenia!”

Jednak Pani nic sobie nie robi z mojego zawodzenia, bo po chwili bierze mnie na ręce i zaczyna się obracać, głośniej wyjąc, więc wyję razem z nią. Jej to sprawia radość, a ja proszę ją, aby okazała litość moim biednym uszom.

- Miau…

„Za jakiego grzechy… ?”

 

***

 

Czarne pudło chyba się zepsuło, bo Pani gryzie nerwowo palce i klika dziwne przyciski, coś tam mamrocąc pod nosem. Klęczy na podłodze i wygląda tak, jakby miała się za chwilę rozpłakać. Moje kocie serce mięknie, chociaż uszy wciąż jej nie wybaczyły tych okropnych jęków, jakie wydawała z siebie jeszcze piętnaście minut temu.

Nagle wstaje i idzie do drugiego pokoju, a moje oczy robią się ogromne, bo… choinka! Podbiegam szybko do tego wielkiego drzewka, które bardzo dziwnie pachnie, ale jest niejadalne, bo już próbowałem. Lampki znowu migają, a te czerwone kulki tuż pod nimi aż proszą, abym nimi się pobawił, więc zerkam niepewnie w stronę Pani, ale ta ciągle opłakuje czarne pudło. Stukam łapką kulkę, a ona wydaje z siebie taki dziwny dźwięk, który bardzo przypada do gustu moim kocim uszom. Poruszam łapką szybciej, a kulka zaczyna obracać się w każdą stronę. Próbuję ją zrzucić na podłogę, ale Pani postarała się, abym miał z tym problem, bo co chwilę zahaczam pazurem o ostre igiełki tego przeklętego drzewka.

- Miau…

„Chcę tę kulkę! No, spadnij wreszcie…”

- Kocie! - Stroszę uszy, bo Pani mnie usłyszała. Szybko chowam się za choinką, starając się być niewidocznym. – Widzę twój ogon! Wyłaź stamtąd!

Ogon nieruchomieje, a po chwili Pani łapie mnie za brzuch i wyciąga. Jest zła – rozpoznaję to po jej twarzy.

- Miau…

„Nudzi mi się. Chciałem się tylko pobawić…”

- Bombki nie są do zabawy. Mówiłam ci to tysiące razy!

Bombka. No tak, jak mógłbym o tym zapomnieć, chociaż jak dla mnie, bardziej wygląda mi na kulkę, tylko taką inną niż ta, którą się codziennie bawię.

- Miau, miau, miau…

„To tylko jedna kulka…”

- Powiedziałam, że nie i koniec.

- Miauuuuuu!

„Chcę kulkę!”

Nie dostaję kulki, a Pani wynosi mnie z pokoju, więc pozostaje mi tylko rzucić pożegnalne spojrzenie w stronę moich czerwonych kulek i mieć nadzieję, że Pan będzie mniej czepialski. Tak, Pan na pewno pozwoli mi się bawić!

 

***

 

Siedzę na blacie i przyglądam się Pani, która co chwilę wkłada głowę do piekarnika. W moją stronę bucha gorące powietrze, a Pani znowu nic nie widzi, bo zaparowały jej okulary. Czuję bardzo smakowity zapach, ale nie zamierzam znowu parzyć sobie łapek, bo ostatnim razem, prawie usmażyłem się na tej czarnej płycie, która niespodziewanie zaczęła świecić się na czerwono i to wcale nie znaczyło, że pora na zabawę!

- Jeszcze pięć minut – mówi Pani i obraca się do Pana, który opiera się o krzesło i wygląda na równie głodnego co ja. – Wytrzymasz?

- A coś oprócz łososia?

- Ugotowałam też rosół, skoro gardzisz barszczem z uszkami.

- Super!

No tak, super, ale czemu ja wciąż nie dostałem niczego do jedzenia?

Zerkam to na jednego, to na drugiego, ale nie zwracają kompletnie na mnie uwagi. Pan nagle podnosi długi i biały kawałek materiału, który Pani położyła na moim ulubionym stole. Moje oczy robią się ogromne, bo zauważam tam zielsko królika. Zeskakuję szybko na podłogę, po czym wskakuję na krzesło i łapię pazurami przysmak mojego przyjaciela, ale Pan w porę mnie łapie i odciąga.

- Miau!

„To należy do królika!”

- Kocie, przecież nie jesz siana.

- Nie rozumiem go dzisiaj. Odbija mu od samego rana.

- Wiesz, dziś Wigilia, więc może próbuje nam coś powiedzieć?

Zerkam zaskoczony na Pana.

- Miau.

„Przecież ciągle do was mówię! Tylko nie zawsze mnie słuchacie…”

- O co mu chodzi tym razem?

- Nie wiem.

- Przecież to ty go najlepiej rozumiesz, więc jak możesz nie wiedzieć, o co mu chodzi?

Pani jest zirytowana, bo wywraca oczami, ale podchodzi do nas i bierze mnie na ręce.

- Kotek, o co ci chodzi? – pyta, więc wzdycham ciężko. – Już tak nie sap tylko mów. Miau, miau, miau?

„Dać łóżko jeść?”

Co? O czym ona mówi?

- Wygląda na przerażonego. Co mu powiedziałaś?

- Miau, miau, miau?

„Ryba śmierć jutro nie jedzenia ma”

- Wiesz co? Chyba teraz powiedziałaś, że zamordowałaś mu matkę – odzywa się Pan, śmiejąc się głośno. – Zostaw już tego kota w spokoju.

Pani mruczy coś pod nosem, ale odstawia mnie na podłogę. Zerkam w stronę Pana i mrugam do niego.

- Miau.

„Dziękuję.”

 

***

 

Znowu okupuję blat, bo Pani coś gotuje w takim dużym garnku. Pachnie ładnie, a jeszcze nigdy nie jadłem niczego podobnego. Po chwili nakłada zawartość na talerz, a zapach robi się jeszcze smaczniejszy. Odwraca się w stronę Pana, więc korzystam z okazji i zrzucam łapką jeden kawałek na podłogę i szybko zeskakuję, łapię zdobycz w zęby i uciekam.

- Kocie!!!

- Co zrobił? – pyta Pan.

- Ukradł pieroga!

Chowam się pod choinką, ale tym razem chowam również ogon, żeby mnie nie zauważyli. Zdobycz dobrze smakuje, ale jest zbyt duża, żebym zjadł od razu, więc wypluwam ją na podłogę i zaczynam skubać, kawałek po kawałeczku.

- Kocie… - Podnoszę łebek i przyglądam się Panu, który leży na podłodze i mi się przygląda. – Zjadłeś całego pieroga? Boże…

- Miau.

„Dobry był.”

 

***

 

Siedzą przy stole, a ja na nim. Pani ma coś czerwonego na talerzu i topi w tym małe kawałeczki mojej dzisiejszej zdobyczy. Oblizuję się, bo z chęcią zjadłbym jeszcze trochę tego dobrego jedzenia.

- I jak rosół?

- Pyszny.

- Wiesz, że to takie średnio świąteczne danie?

Przenoszę na chwilę wzrok na talerz Pana, ale makaron nie robi na mnie takiego wrażenia, jak zawartość talerza Pani.

- No i co z tego? Mam być głodny w święta?

- Gardzisz pierogami! – mówi oburzona Pani.

- Nie gardzę, tylko po prostu ich nie jem, a to różnica.

Korzystam z ich chwilowej nieuwagi i maczam łapkę w czerwonym czymś, a potem szybką ją oblizuję.

- Kocie!

Pani wygląda na złą.

- Miau?

„Co znowu?”

- Koty barszczu też nie jedzą!

- Miau!!!

„Mogę jeść co zechcę!”

- Chyba ci właśnie powiedział, że nie jesteś jego matką – mówi Pan ze śmiechem.

 

***

 

Próbowałem spać na stole, ale Pani mówi zbyt głośno i trzaska talerzami.

- Ostatni raz gotuję ci coś, czego nie jesteś pewny…

- To nie moja wina! Byłem pewien, że jadłem łososia i mi smakował!

- Specjalnie wczoraj szukałam go po sklepach, bo to była jedyna w miarę świąteczna potrawa, którą jadłeś! Stałam w kolejce do kasy dwie godziny i po co? Powąchałeś i to tyle, jeśli chodzi o jedzenie.

- Przepraszam! Naprawdę, nie wiedziałem!

- To znaczy, że nie lubisz żadnej ryby!

- Nieprawda! Jadłem kiedyś taką jedną, ale najwidoczniej to nie był łosoś.

- Dobra, dość. Zjedz same ziemniaki, ewentualnie mogę ci usmażyć do tego jajko…

Przymykam oczy, bo zapowiada się koniec kłótni. Wciąż nie rozumiem, o co im poszło, ale Pani jest taka wzburzona, że nawet nie śpiewa, chociaż Pan naprawił czarne pudło, które znowu gra.

- Kocie, proszę. Może chociaż ty, nie pogardzisz łososiem.

Otwieram gwałtownie oczy i zerkam na talerz, postawiony przede mną. Przenoszę wzrok na Panią, ale ta na mnie nie patrzy, zajmując się rozbijaniem jajka na patelni. Pan również nie zwraca na mnie uwagi, więc zabieram się do jedzenia.

Łosoś. Jaki pyszny!

Pamiętam trochę inny smak, ale ten jest o wiele lepszy.

- Chyba kotu smakuje – odzywa się Pan. – Patrz, wylizał cały talerz!

- Chociaż jemu jednemu smakuje, co gotuję.

Podnoszę łebek w tym samym momencie, w którym Pan ściska mocno Panią.

- Doceniam! Przecież wiesz… - Mrużę oczy, bo chcę mieć pewność, czy patelnia z jajkiem została bez nadzoru. – Kocham cię.

Jakbym mógł, wywróciłbym oczami, bo ludzkie okazywanie uczuć jest przereklamowane. On dostał łososia – bez proszenia, co samo w sobie znaczy, że ona musi go kochać. Przecież to takie proste!

 

***

 

Leżę na fotelu do góry brzuchem, bo dostałem drugą porcję pysznego łososia. Jestem szczęśliwy. Wyginam się w drugą stronę, a mój pyszczek haczy o kulkę. Czerwona kulka! Otwieram szybko oczy i zerkam w stronę Pani, ale ta zajęta jest oglądaniem telewizji.

- Naprawdę, musimy kolejny raz obejrzeć tego Kevina?

- Tak!

- Przecież wiemy, że zostanie sam w domu. Co roku to samo. Zobaczmy coś innego.

- Nie ma świąt bez Kevina.

Trącam łapą kulkę, a ona znowu się obraca. Dokładam drugą łapkę i skupiam się na zrzuceniu kulki na podłogę.

- Patrz, kot bawi się bombką. Chyba mu się podoba.

- Kocie! Mówiłam coś!

Zamieram, ale wtedy Pan chwyta kulkę i kładzie ją przede mną.

- Masz, pobaw się.

- Dałeś mu bombkę!

- Plastikową. Nic złego się nie stanie, a będzie miał zajęcie. - Podnoszę się i przeciągam, a potem wskakuję na fotel, na który siedzi Pan i zaczynam ocierać się pyszczkiem o jego rękę, a potem brzuch. – Widzisz, jaki jest zadowolony?

- Oszuście, przekupiłeś go!

Szybko wracam na swój fotel i do swojej czerwonej kulki, która jest cała moja.

 

***

 

Leżę na kolanach Pani, która głaszcze mnie pod pyszczkiem. Tylko ona potrafi to robić i jest mi tak przyjemnie.

- Czy przypadkiem o północy, zwierzęta nie powinny przemówić ludzkim głosem? – pyta, przyglądając mi się z każdej możliwej strony. – Kocie, powiesz coś?

- Miau?

„Co mam niby powiedzieć?”

- Nie miaucz tylko powiedz coś.

- Miau?

„A co ja właśnie zrobiłem?”

- Chyba nic z tego – odzywa się Pan. – Próbowałaś już z królikiem?

- Tak, ale co roku to samo. Patrzy się na mnie, a potem rzuca miską.

- Chyba zwierzęta postanowiły się zbuntować.

- Jasne, co roku strajkują w Wigilię.

Nie mam pojęcia, o co tym ludziom chodzi, bo królik również ze mną nie rozmawia i jakoś nie robię z tego wielkiej afery.

- Kocie, to powiesz coś?

Otwieram oczy i patrzę na Panią, która nie spuszcza ze mnie wzroku i jeszcze przestała mnie głaskać.

- Miau, miau, miau! – Pani milczy, więc zbieram się z jej kolan i zeskakuję na podłogę. – Miau!!!

„Mówię do ciebie od samego rana! Ciągle mówię!”

- Chyba kotek znowu przeżywa swoje problemy egzystencjonalne – mówi Pan.

- No tak, bo ma na co narzekać!

Idę stąd, bo pewnie Pani zaraz znowu wpadnie na jakiś głupi pomysł. Jak tydzień temu, gdy próbowała mnie wcisnąć w ubranko renifera.

Wzdrygam się i biegnę do kuchni.

Może zostało jeszcze trochę pierogów w tym czerwonym czymś.

Następne częściLBnP XIV - Trzy grzechy główne  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Bożena Joanna rok temu
    Pięknie napisana opowieść oczami kotka. Ciepła tonacja, fajnie się czyta o życiu widzianym oczami kotka i jego problemach. Pozdrowienia!
  • Elorence rok temu
    Bardzo dziękuję :)
  • Canulas rok temu
    Bardzo spokojne i wyciszające.
    Spodobało mi się.
  • Elorence rok temu
    Cieszę się :)
  • Na Forum ruszyło głosowanie. Zapraszamy
  • fanthomas rok temu
    Świetnie się czytało. Ciekawe jak by to wyglądało na przykład z punktu widzenia królika. 5
  • Elorence rok temu
    Dziękuję :)
    Obserwując swojego królika... on naprawdę ma swój świat i nie wiem, czy chcę się w nim zagłębić :P
  • Elorence zapraszamy do zagłosowania. Masz czas do godz. 20.00
  • Tanaris 9 miesięcy temu
    Cóż dodać, klimat wyciszenia, domowego ciepła, poczucia humoru. 5 :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania