LBnP XVI - Po ostatni grosz

Ocknął się nagle. Wciąż nie potrafił wyraźnie zobaczyć, gdzie się znajduje. Rozmazany obraz i jedynie lekko zarysowane kontury bliższych przedmiotów. Odcienie szarości i czerni mieszały się ze sobą, tworząc złudną kurtynę, za którą kryła się prawdziwa rzeczywistość. Ciężki, przesiąknięty do najcieńszej nitki krwią stary płaszcz ciążył na nim niczym najgorsza zbrodnia. Przygniatał go swoim ciężarem i ciężarem win osób, na których barkach spoczywał wcześniej. Ile ich było? Nie wiedział. Znalazł go przypadkiem pewnego zimowego poranka w ciasnej uliczce. Leżał samotnie pośród gnijącej zbieraniny odpadków z pobliskiej knajpy. Wahał się, czy ot, tak powinien go stamtąd zabierać. Możliwie, że na kogoś czekał. Nie ważne czy godziny, czy miesiące stanowił część życia posiadacza, który tylko go tam zostawił na chwilę albo więcej chwil. Pragnienie przetrwania wzięło górę nad rozmyślaniami, które w jednej sekundzie straciły jakikolwiek sens. Kiedy poczuł to napływające, błogie ciepło i uczucie jakby śnił w królewskim łożu, bez zastanowienia zamknął oczy. Od teraz było tylko lepiej. Czuł, jakby rodził się na nowo. Zapomniał o każdej krzywdzie i każdym, kto tylko czekał, aby zatopić scyzoryk w jego plecach. Po prostu płynął gdzieś w dal, do lepszego miejsca, do zielonych ogrodów. Kiedy był już bardzo blisko, czuł, że zaraz przekroczy tę magiczną granicę, ponownie poczuł przeszywający ciało dreszcz. Wszystkie bóle i tęsknoty powróciły, przygniatając go do skutej lodem nawierzchni chodnika. Potem widział tylko kilka nieznaczących obrazów. Nastała ciemność.

Wstał z uporem, powtarzając wartości, dla których warto żyć. Połowę z nich wymyśliły bachory z pierwszej lepszej podstawówki, a mimo wszystko, to nawet działało. Skutecznie oszukiwał sam siebie, tworząc podwaliny pod złudną namiastkę nadziei. Pierwsze co zrobił, gdy wstał, to sięgnął do kieszeni płaszcza. Wymacał ją dokładnie, po czym z lekkim uśmiechem wyjął monetę — grosz. Upaprany w dziwnej lepkiej substancji stanowił kolejną siłę napędową człowieka, który nie był na dnie. Był siedem metrów niżej. Żyć po ostatni grosz. Póki ten zmyślnie obrobiony kawałek brązu podskakiwał w kieszeni płaszcza, to istnienie miało sens.

Mógł tylko stać. Co jakiś czas obmacywał dłońmi ceglaną ścianę budynku, która służyła mu za podporę. Słyszał tuziny głosów ludzi przechodzących niedaleko. Kłótnie, ckliwe komplementy, sprośne żarciki o babie. Wiatr wzmógł się nagle i niepodziewanie. Mężczyzna ukląkł i wsłuchując się w melodyjny taniec zawiei, próbował oszczędzić jak najwięcej ciepła. Kilka salw arktycznego podmuchu skłoniło go przeczołgania się w poszukiwaniu schronienia. Znalazł je między dwiema kupami nadgniłej sterty szmat. Leżące wszędzie szczurze truchła zmienione w lodowe rzeźby kruszył eis pod jego ciężarem.

Czekał prawie wieczność. Czuł, że widzi coraz gorzej. Nawet kontury bliskich przedmiotów zlewały się ze sobą w niejednolitą szarawą plamę. Otuchy dodawał mu spoczywający w jego dłoni grosz. I choć odmrożone coraz mocniej dłonie z każdą kolejną godziną wyglądały coraz gorzej, siniejąc do granic możliwości, on nadal kurczowo trzymał w jednej z nich kawałek obrobionego brązu. Nawet nie wiedział, czy to autentyczna moneta. Nigdy nie przekroczył progu supermarketu ani zwykłego osiedlowego warzywniaka. Zniżał się do poziomu bezpańskich psów, żyjąc na łasce odpicowanych szczurów biegających codziennie, co noc bez przerwy aż do usranej śmierci.

— Chcesz coś do jedzenia? — usłyszał na wpółprzytomny. Nawet nie zorientował się, kiedy zasnął.

— Czerstwy chleb. Sopel lodu — wydusił obojętnie.

— Masz pieniądze?

— Gdybym je miał.....

— Nie, źle. Nie chcę słuchać niczego. Odpowiedz tylko czy masz?

— Nie takie, jakich oczekujesz.

Mężczyzna bez uprzedzenia pochwycił praktycznie oślepionego biedaka i z zaciekłością kanibala zaczął szukać jakiejkolwiek wartościowej rzeczy. Tamten widział tylko czarną plamę i delikatne przebłyski promieni słońca. Nie potrafił się specjalnie bronić, z drugiej strony to był znak. Stracił ostatni grosz. Ostatnią rzecz, która nakazywała mu dalej żyć.

Upadł głucho na stertę szmat. Nie wiedział, czy facet nadal tam jest, czy już odszedł. Po prostu zniknął. Rozpłynął się w powietrzu, jakby jego jedynym zadaniem było zakończenie tej wędrówki. Ostatni grosz przepadł, ostania iskra zgasła. Żywot sprzedany, pora umierać.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Literkowa Bitwa na Prozę 8 miesięcy temu
    Brawo! Witamy w Bitwie.
    Jeszcze prosimy o wrzucenie linku i życzymy wygranej.
  • Ritha 8 miesięcy temu
    Fajnie Majonezzo, anonsuje, iż przeczytam wszystkie hurtem przed głosowaniem.
  • jolka_ka 8 miesięcy temu
    Przygnębiające dosyć. Albo może to mój humor taki nijaki.

    Nigdy nie przekroczył progu supermarketu ani zwykłego osiedlowego warzywniaka. Zniżał się do poziomu bezpańskich psów, żyjąc na łasce odpicowanych szczurów biegających codziennie, co noc bez przerwy aż do usranej śmierci. - trochę, ale to troszeczkę skojarzyło mi się z pewnym tekstem Canulasa. Ładne to zdanie i smutne.

    Piątkę łap.
  • Majonez XvX 8 miesięcy temu
    Ciekawe z którym, ale jak coś to ja mam rączki tutaj. Dzieki :)
  • Blanka 8 miesięcy temu
    Smutne to strasznie, ale ładne. Bardzo ładne.
    "Ciężki, przesiąknięty do najcieńszej nitki krwią stary płaszcz ciążył na nim niczym najgorsza zbrodnia. Przygniatał go swoim ciężarem i ciężarem win osób, na których barkach spoczywał wcześniej." - np ten fragment
    "Upaprany w dziwnej lepkiej substancji stanowił kolejną siłę napędową człowieka, który nie był na dnie. Był siedem metrów niżej. Żyć po ostatni grosz." - i ten.
    Wow. Zostawiam komplet gwiazd. Pzdr.
  • Majonez XvX 8 miesięcy temu
    Jakoś tak mam że tylko smutek mi w głowie. Kiedy to przejdzie?
    Dzięki
  • Literkowa Bitwa na Prozę 8 miesięcy temu
    Głosowanie rozpoczęte. Zapraszamy na Forum do urny.
  • Cyber.Wiedźma 8 miesięcy temu
    Urocza końcówka.
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Przybijam się pod słowami Wiedźmy. Super koniec wyszedł. Są różne oblicza happy-endu
  • fanthomas 8 miesięcy temu
    no takie trochę wesołe inaczej, ale warsztatowo dobra robota
  • pasja 8 miesięcy temu
    Witam
    Smutny i emocjonalny tekst. Życie ludzkie jest tyle warte co ten ostatni grosz. Jeśli Ci ktoś ukradnie zostajesz sam jak palec. Ładnie snujesz los bezdomne istoty.
    Pozdrawiam serdecznie

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania