LbnP XXI Leszczynowi ludzie muszą umrzeć

Sansi miał ciemne oczy. Kiedy spadł pierwszy od wielu miesięcy deszcz, dziadek poderżnął mu gardło, twierdząc, że pies jest tłusty i będzie idealną pożywką na trudne czasy. Zwierzę było zbyt słabe, by walczyć, a ja nie mogłam go uratować. Stałam tam i patrzyłam jak wzrok mojego jedynego przyjaciela staje się spojrzeniem trupa.

Nastały długie, chmurne tygodnie, gdy bezsilne słońce krwawiło za horyzontem. Wszystko zrobiło się ciemne i jednolite.

***

W naszej wsi jest mnóstwo ziemi. Czasami, w deszczową pogodę, błoto robi się tak rozległe, że trudno dotrzeć gdziekolwiek. Wtedy mężczyźni i starsi chłopcy idą z łopatami i rozrzucają je tak, by móc przejść choćby do źródła. Blask słoneczny nie potrafi wydobyć żadnych barw, niebo, domy, ściana lasu na końcu drogi różnią się jedynie odcieniami czerni. Monochromatyczny nokturn przejmujący chłodem.

Nie zmieniają się także ludzie. Odkąd pamiętam, wszyscy sąsiedzi wyglądają podobnie. Noszą stare, leszczynowe ubrania i ciemne kalosze chroniące przed mokrą ziemią. Kiedy idą drogą, wyglądają jak skradające się zwierzęta, które z daleka wyczuwają zastawione sidła. Stąpają lekko, mistycznie, często pochylając głowy. Większość to starcy. Wiecznie zgarbieni, o szarych, gęstych brwiach i wyblakłych tęczówkach. Kobiet jest niewiele. Tata, kiedy jeszcze żył, mówił, że od zawsze były słabe, a wyniszczająca praca sprawiła, że wiele z nich pomarło zanim doczekało potomstwa. Ich ciała, a właściwie już szkielety, można zobaczyć na błotnistych łąkach. Te, które umrą nie doczekawszy starości, nie mogą być pogrzebane w ziemi. Leżą więc jak lalki, zdane na łaskę pogody, osłonięte jedynie szarym, jak większość naszych dni, kamieniem. Mężczyźni zaś, bez względu na wiek chowani są tak jak należy.

Byłam tam tylko raz, kiedy umarła Nazaret, moja siostra. Pamiętam, że strasznie płakałam uczepiona spódnicy babci. Dziadek też płakał. Trzymali się za ręce, a staruszka choć garbata i pomarszczona, głaskała mnie po głowie i uspokajała, ilekroć tylko robiłam krok, żeby dotknąć zimnej twarzy siostry. Potem zastawiono wszystko, a babcia rzuciła krótkie:

— No, dziecko, dość tego płaczu. Trzeba zrobić kolację. — Machała przy tym drewnianą laską i gdyby nie trafiła nią w moje nogi, najpewniej dalej stałabym po kostki w błocie. — Czas nas goni, czas! — ponaglała, podczas gdy ja wpatrywałam się w chmarę ptaków, która krążyła w górze.

Zdążyłam tylko odpowiedzieć:

— Ale tak nie można, trzeba dać duszy ulgę, bo potem w człowieku zgromadzi się zbyt wiele i żadne łzy takiego robactwa nie oczyszczą.

Pokreciła tylko głową i raz jeszcze uderzyła mnie kijem.

To szybkie, bezemocjonalne przejście od śmierci do rzeczy tak trywialnej i prostej jak jedzenie, wydawało się wtedy zatrważające. Jeszcze gorsze było zostawienie małej Nazaret i powrót do domu. Zastanawiałam się wtedy, czy ciężki kamień będzie w stanie ochronić ją przed ptactwem. Ta myśl nie dawała mi spokoju, ale od tamtego, koszmarnego dnia nikt nie chciał rozmawiać ze mną o tym co zaszło. Nigdy też nie dowiedziałam się dlaczego umarła. Ani ona ani mama. Wierzyłam, więc, że co jakiś czas wioskę nawiedza jakaś dziwna choroba, która powoduje, że ludzie słabną, a ich ciała wiotczeją. Bałam się, że któregoś dnia też tam trafię. Prosiłam więc bóstwo, by nie pozwoliło, żeby moja skóra zrobiła się blada jak pergamin.

Zostawiliśmy podpłomyki obok niewielkiej skały i odeszliśmy. Choć wspomnienie Nazaret żyje w pamięci do tej pory, nadal nie odważyłam się pójść w tamto miejsce, ale zawsze kiedy pieczemy z babcią serowe placki, chowam jednego w szafce, na wypadek gdybym miała zmienić zdanie. Zazwyczaj znajduje je dziadek i donośnym, co dziwne przy takim wieku, głosem mówi:

— Marnujesz jedzenie, dziewucho!

Wtedy ja spuszczam wzrok i przepraszam. On z kolei podchodzi bliżej i szepcze, że kiedyś na pewno pójdziemy we trójkę. Uśmiecham się, gdy tak obiecuje, choć wiem, że to kłamstwo. Nigdy nie odwiedził przecież mamy.

***

Od śmierci Nazaret zrobiło się bardzo cicho. Wieś, choć początkowo maleńka nagle zaczęła nabierać rozmiarów. Większość domów wyglądała podobnie, ale kiedy pierwsi mężczyźni wyjechali do pracy na Wschód i dorobili się pieniędzy, stawiali ogrodzenia z metalowych słupków i drucianych siatek. Nie tak jak u nas, ze zbutwiałych desek. Nadal nosili leszczynowe stroje, ale coraz częściej sięgali też po marynarki i długie, kolorowe koszule. Lubiłam siadać na drodze i przyglądać się jak złote cekiny błyszczą w niemrawym słońcu. Wtedy dotarło do mnie, że jesteśmy biedni, a gdzieś tam jest świat, w którym istnieje coś więcej niż błoto i wszechobecna monotonia. Może nie umiera się też tak szybko, niezwyczajnie. Może nikt nie rozkłada trupów na polach, nie przejmując się ich losem, tak jakby nigdy nie istnieli. Jakby ludzka historia nigdy się nie wydarzyła.

Deszcz nie ustawał. Nie było ani światła ani barw. Choć codziennie wychodzono z łopatami, to już nazajutrz robiło się grząsko i mokro. Do źródła mieliśmy blisko, ale ciężkie dzbany w połączeniu z zimnymi kroplami sprawiały, że przechodził mnie niepokojący dreszcz. Mijałam starsze, pokurczone kobiety, które tak jak ja wybrały się w drogę. Ich skronie poprzetykane były paskami siwizny, a szyję zdobiły bliźniacze rany. Wszystkie, co rusz zastygały w pozach świadczących, że ich dusze nasiąknęły deszczem.

Trudno było mi zrozumieć, dlaczego nie możemy pić wody z nieba. Dziadek powtarzał, że kiedy nadchodzą ciemne dni, krople spadające z chmur są przeklęte. Chodziłam więc nadal, przynosząc pełne dzbany bezbarwnej cieczy.

Tego dnia zapomniałam chusty, więc ciężkie naczynie wwiercało się w czubek głowy tak mocno, a buty wpadały głęboko w ziemię, że ledwie utrzymywałam równowagę. Tęskniłam za Sansi, z którego babcia przyrządzała szaszłyki, tęskniłam za Nazaret i wreszcie za ciepłymi tygodniami bez gniewnych obłoków. Często przychodziły mi na myśl smutne oczy zwierzęcia. Obiecałam kochać go nawet po śmierci, a pieczonego mięsa nigdy nie tknęłam.

Wiatr przybierał na sile, a ubranie było coraz bardziej mokre. W oddali zamajaczyło kilka podobnych do siebie kształtów. Czułam, że jest mi ciężko. Od myśli i od naczynia. Zaczęłam płakać. Łzy mieszały się ze strugami deszczu tak, że prawie nie było widać między nimi różnicy. Kiedy dotarłam do domu, jakiś mężczyzna wynosił nasze dywany. Przed drzwiami stało też kilka mniejszych mebli. Babcia coś krzyczała i mocno wymachiwała rękami, a gdy tylko nasze oczy się spotkały, jęk przeszedł w niezrozumiały bełkot.

— Kto to? — zapytałam.

— Człowiek z miasta.

W istocie, wyglądał zupełnie inaczej niż my. Błyszcząca marynarka i popielate, luźne spodnie stanowiły jedyny kolorowy punkt na mapie naszej szarości. Uśmiechał się tak, jakby odkrył coś niezwykłego. Jego dusza nie przemokła od deszczu. Była sucha. Pochodził zza horozyntu, gdzie nie znano ciemnych dni.

— Dlaczego wynosicie to wszystko? Jest mokro — stwierdziłam.

— Sprzedaliśmy — zaczął dziadek, który nagle wyjrzał zza ściany. Stare, wyblakłe tęczówki świeciły od łez. — Dostaliśmy dużo mięsa — rzekł i rozpłakał się tak, jakby skrywał w sobie coś bardzo złego. Później podał mi małe zawiniątko i pierwszy raz, odkąd pamiętam, przytulił. Pachniał machorkowymi papierosami i wiatrem. Babcia nadal gestykulowała, a jej skóra zaczynała nabierać różowego odcienia.

— Trzeba było zrobić tak jak z Nazaret. Trzeba było! Mięso kiedyś się skończy, a ja jestem już za słaba, żeby chodzić po wodę. Ktoś musi zająć się tkaniem. Źle zrobiliśmy, źle. Oj nie ma odwrotu. — Kiwała się jak w dziwnym trasie.

Człowiek z miasta zapakował rzeczy, a następnie wyciągnął w moją stronę bladą rękę. W tym samym momencie drzwi do domu zamknęły się. Słychać było tylko nerwowe stukanie lasek w podłogę. Chwilę później, zapłakane twarze staruszków dotykały brudnego okna. Ich powłóczyste palce kreśliły w powietrzu jakieś kształty. Patrzyli niemo, wyczekując czegoś, czego ja nie byłam świadoma. Czasem otwierali usta, jakby trzymali na uwięzi nigdy niewypowiedziane słowa.

Nim zdążyłam zapukać, przybysz uniósł mnie do góry i szepnął coś, co na zawsze pozostawiło ślad w mojej pamięci.

— Nazaret mogła żyć.

Zrozumiałam wtedy, że wszyscy leszczynowi ludzie skazani są na jedno. Nikt nie ominie błotnistych łąk. Spojrzałam na szybę, na nich i ogarnęło mnie obrzydzenie. Potem wszystko zrobiło się ciemne i jednolite.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 14

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • pkropka 5 miesięcy temu
    Bardzo zgrabnie napisane.
    W dobrym momencie wyjaśniłaś, czemu nie piją deszczówki. Akurat zastanawiałam się, czemu chodzą po wodę, skoro dosłownie spada im z nieba.
    "co rusz zastygały w pozach świadczących, że ich dusze nasiąknęły deszczem." - ładne określenie.

    Zakończenie jest niesamowite. Tym bardziej, że subtelnie zarysowałaś podstawy pod nie już na początku.
    Bardzo mi się podobało.
  • jolka_ka 5 miesięcy temu
    Tak sobie właśnie z tą woda wymyśliłam. Dziękuje, pani kropko :)
  • inkarnacja 5 miesięcy temu
    To się chyba nazywa klimat. Co prawda utonęła w nim kwestia dziecka —najciekawsza wg mnie w całym opowiadaniu, jeśli jednak zamiarem było przede wszystkim odmalować świat tajemnicy(tytuł nawet zdradza, że warstwa wizualna ma pierwszeństwo), wyszło całkiem-całkiem. Duch tych ludzi jest do wydobycia implicite z tych kilku krótkich scenek, za co wielki szacun.
  • jolka_ka 5 miesięcy temu
    Miło mi. Dziękuje.
  • Justyska 5 miesięcy temu
    Jeśli chodzi o budowanie nastroju, to jesteś mistrzynią. Bardzo ciekawy tekst, świetnie nakreślona tajemnica tej osady po drugiej stronie tęczy. Przyznam, że czytałam dwa razy i to z zainteresowaniem i wciąż zastanawia mnie wypowiedź babci... Czyli wszystko dla mięsa?
    A tak z innej beczki ten tekst przypomniał mi pewną rozmowę z koleżanką z Bangladeszu. Opowiadała o noworodkach, które w jej kraju są porzucone na pustyni, bo nie są chłopcami wedle oczekiwań rodziny. Wydaje mi się, że takie błotniste łąki istnieją po obu stronach tęczy.
    No dobra koniec tych moich rozmyślań.
    Piąteczka jak nic i pozdrowienia:)
  • jolka_ka 5 miesięcy temu
    Tak, dobrze to zinterpretowałaś. Wszystko dla mięsa. Dziękuje za to zdanie z nastrojem, bardzo mi zależało na stworzeniu klimatu. Dziękuje. Co do historii brrr.
  • kalaallisut 5 miesięcy temu
    Tajemniczość, sekret wsrod mieszkańców małej miejscowości. Szybkie odcinanie od rozpaczania po śmierci bliskiej osoby. Muszę jeszcze raz jak więcej sił będzie.
  • jolka_ka 5 miesięcy temu
    Dokładnie, kala;)
  • jesień2018 5 miesięcy temu
    Bardzo przekonująco przedstawiłaś ten świat. Straszna rzeczywistość, straszni ludzie. Współczuję bohaterce. Tylko nie do końca zrozumiałam: oni zabili Nazareth? I sprzedali bohaterkę? I jeszcze jedno: "zrobiło mi się bardzo przykro" wydaje mi się jakieś takie zbyt lekkie, jak na to, co musiała czuć bohaterka na końcu... Ale ogólnie to brrr aż mi się zimno zrobiło po lekturze.
  • jolka_ka 5 miesięcy temu
    Dobrze zrozumiałaś, jesień. I z jednym i z drugim. A końcówce się przyjrzę. Dziękuje.
  • Freya 5 miesięcy temu
    No... dosyć ciekawa sprawa – którą pokazałaś na piśmie...
    Tam gdzieś na początku jest literówka jakaś, ale czytałem niezbyt przytomnie ;) Pzdr
  • jolka_ka 5 miesięcy temu
    Nie możesz spać? Dzięki za przeczytanie :)
  • Literkowa Bitwa na Prozę 5 miesięcy temu
    Witamy w Bitwie I życzymy wygranej.
  • jolka_ka 5 miesięcy temu
    Dziękuję.
  • pasja 5 miesięcy temu
    Dzień dobry
    Zawsze deszcz jest skutkiem czegoś tam w górze. Zwiastuje szereg stanów pogody. Obraz jaki malujesz w opowiadaniu jest depresyjny i bez widoku na poprawę. Czasem przyjęte kanony pozostają tak zakorzenione w ludziach, że zaślepieni nie widzą innego wyjścia. Trwają w tym swoim stanie. Mężczyźni żyli dlużej, kobiety umierały a nawet pozbawiano ich pochówku. Główna bohaterka jest bardzo dobrym obserwatorem dziwnych zachowań swoich bliskich. Nie potrafi zrozumieć ich brak empatii. Koniec zatrważa, bo dowiaduje się o ciemnych sprawkach swoich bliskich.
    Kolory twojej tęczy są mroczne. Jednak pośród tych ciemnych plam istnieje jaśniejsza strona.

    Od śmierci Nazaret zrobiło zrobiło się bardzo cicho... czy to specjalny zabieg 2x?

    Pozdrawiam pięknie
  • jolka_ka 5 miesięcy temu
    Oj nie, to zdecydowanie błąd. Dziękuje za wylapanie. I piękny komentarz.
  • Adelajda 5 miesięcy temu
    Aż mnie ciarki przeszły w pewnym momencie. Ależ to ma klimat. Nie do końca wiadomo, co się w tej wiosce dzieje, co ukrywają starsi ludzie. Dosłownie i w przenośni wiele niewypowiedzianych słów. Piękny tytuł przyciąga, nie zawiodłam się treścią.
    Intrygujący i świetnie napisany utwór.
    Pozdrawiam :)
  • jolka_ka 5 miesięcy temu
    Tak, mniej więcej chciałam wszystko ukryć w jakąś dziwną tajemnicę ;) A, że ciarki to dla mnie bardzo hmm miłe.
  • jagodolas 5 miesięcy temu
    "Monochromatyczny nokturn przejmujący chłodem" - piękne. Całość bardzo na tak
  • jolka_ka 5 miesięcy temu
    Dziękuję :)
  • Mia123a 5 miesięcy temu
    No witam i czytam i mówię że to jest bardzo intrygujące opowiadanie. Mam wrażenie że oba tematy doskonale wpisują się w tą całą historie. Wszędzie mrok i zło i nikt nie może tego zatrzymać. Ciekawie to przedstawiłaś ;)
  • jolka_ka 5 miesięcy temu
    Dzięki Mia :)
  • Wrotycz 5 miesięcy temu
    Chodzili za mną leszczynowi ludzie od momentu, kiedy opublikowałaś tekst. Nie potrafiłam rozgryźć, ale zatopił mnie klimat.
    Kojarzył się z glodem na Ukrainie, z gettem żydowskim i jedzeniem trupów.
    A wszystko umoczone w ciężkiej jak kamień poezji.
    Rytuały - beznadziejność - alegoria ciężkiego życia.
    Ofiary składane deszczowi i wykorzystane do cna.
    Bardzo, bardzo dobry utwór.
    Jestem pod ogromnym wrażeniem.
  • jolka_ka 5 miesięcy temu
    Cieszę się, że chodzili - to miłe, jeśli ktoś ma tekst gdzieś z tyłu głowy. Ty akurat jesteś ostatnią osobą, która miałaby z czymkolwiek problem jeśli chodzi o interpretację. Ten utwór jest akurat w miarę prosty, mniej poezji, ale sporo tajemnic i ciemnych, nieodkrytych stron. Dobrze, że jest klimat. Miał być. Dziękuje.
  • Wrotycz 4 miesiące temu
    Przeceniasz:) Trudno rozwikłać tajemnicę. Jawi się opcja nieprawdopodobna, ale tłumacząca fakt pochówku tylko starych kobiet - to kanibalizm z głodu ciał nadających się do spożycia. Ultra surowe warunki przetrwania, konieczność poświęcania najbliższych, ale czemu tylko kobiet? Mężczyźni bardziej zdatni do pracy na polach?
    Alegoria totalnej biedy, Nazaret mogłaby ocaleć (nie zostać zabita), gdyby i ją wymieniono na mięso? Tak jak bohaterkę opka? No i rejestrowane zmiany - wyjście z zamkniętego kręgu biedy, beznadziei, ale kosztem utartych praw tej enklawy.
    Mega ksenofobia.

    Pozdrawiam:)
  • jolka_ka 4 miesiące temu
    Wrotycz skoro nie tak łatwo odszyfrowac to chyba dobrze. Jeszcze raz dziękuję.
  • Dekaos Dondi 4 miesiące temu
    Bardzo ciemno - nastrojowo. Tak napisałaś, że mogłem bez trudu to wszystko sobie wyobrazić. To przytłoczenie, kałuże i to wszystko i tych wszystkich, co w tym tkwili. To mi się skojarzyło z pewnym filmem, ale nie kojarzę z jakim. Klimat oddany bardzo dobrze.
    Pozdrawiam→5
  • jolka_ka 4 miesiące temu
    Cieszę się, że nastrojowo. Miało pobudzić wyobraźnię. Dziękuje Ci bardzo :)
  • Literkowa Bitwa na Prozę 4 miesiące temu
    Szanowna Autorko masz pięć dni na zagłosowanie. Czytaj i zadecyduj kto najlepszy!
    Dziękujemy.
  • jolka_ka 4 miesiące temu
    Zrobione ;)
  • Ritha 4 miesiące temu
    Jeze, jak żeś wystartowała mocno. No, no, no.
    Świetne opisy.

    „— Ale tak nie można, trzeba dać duszy ulgę, bo potem w człowieku zgromadzi się zbyt wiele i żadne łzy takiego robactwa nie oczyszczą” – to trafne
    Swoją drogą – przerażająca babcia.

    Dużo mi się w tym tekście podoba. Na przykład to:
    „Trudno było mi zrozumieć, dlaczego nie możemy pić wody z nieba. Dziadek powtarzał, że kiedy nadchodzą ciemne dni, krople spadające z chmur są przeklęte. Chodziłam więc nadal, przynosząc pełne dzbany bezbarwnej cieczy”

    „Błyszcząca marynarka i popielate, luźne spodnie stanowiły jedyny kolorowy punkt na mapie naszej szarości” – cudne

    Sporo niedopowiedzeń (albo ja jestem jakaś przydymiona). Tytuł fajny, opko prześwietne. Bardzo mi się podobało :)
    Pozdrawiam
  • Ritha 4 miesiące temu
    Jezu* ( a nie Jeze xd)
  • jolka_ka 4 miesiące temu
    Ritha starałam się, żeby nie było aż tak niezrozumiałe, a po prostu trochę tajemnicze, ale skoro nie wyszło to hmm nie wiem. Dzięki Ci bardzo. :P
  • Ritha 4 miesiące temu
    jolka_ka nieee, nie mówie, ze niezrozumiale, mniej więcej kumam zamysł, jestem zrypana, mam średni tydzień, moja wina, nie Twoja, luz.
  • Enchanteuse 4 miesiące temu
    muszę tu wrócić, przeczytać.
  • jolka_ka 4 miesiące temu
    Zapraszam ;)
  • Enchanteuse 4 miesiące temu
    Jestem.

    "Ale tak nie można, trzeba dać duszy ulgę, bo potem w człowieku zgromadzi się zbyt wiele i żadne łzy takiego robactwa nie oczyszczą." - no ładne to, ale nie wydaje mi się szczególnie prawdopodobne żeby dziecko było zdolne do wymyślenia takiej odpowiedzi. Nawet biorąc pod uwagę, że dzieci Leszczynowych ludzi dorastają szybciej.

    "Ani ona ani mama" - przecinek przed "ani" chyba. Sprawdź.

    Kurde, rzeczywiście kawał dobrego tekstu. Tylko mam teraz zagwozdkę - czym jest koniec i o co chodzi ze śmiercią Nazaret.
    Btw, śliczne imię jej wybra£aś.

    Tyle chyba, emocjonalnie nic mnie nie jest w stanie ruszyć obecnie, ale i tak przez ten dziwny mur dociera do mnie, jak dobry tekst spłodziłaś.
    Chyba pozostaje mi tylko pogratulować. Pięć
  • jolka_ka 4 miesiące temu
    Dziękuje.
  • Enchanteuse 4 miesiące temu
    jolka_ka :)
  • Jared 4 miesiące temu
    (Początek) wykorzystanie cierpienia zwierzęcia do pobudzenia empatii czytelnika i zaangażowania go emocjonalnie, to chwyt stary jak świat, ale widzę, że wciąż działający :P Znalazłyby się tutaj fragmenty z zainteresowań postmodernistycznych, trącona krytyka feministyczna (jako dziedzina badań), trochę realizmu magicznego i takiej filozofii... ontologicznej? Problem starzenia mam na myśli i jego konsekwencje, o których piszesz. Trochę hybryda Tokarczuk i Marqueza + próba oswojenia śmierci i... istnienia? Z jednej strony prawie wszyscy wybrali narracje mniej lub bardziej psychoanalityczne (których nie jestem fanem), z drugiej tutaj mamy jedną z lepszych jej realizacji. :P Trochę mnie zakończenie rozczarowało - spodziewałem się przytupu, ale poza tym jest bardzo bardzo w porządku ;)
  • jolka_ka 4 miesiące temu
    No cóż, nie każdemu przypadnie do gustu. Dzięki:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania