Poprzednie częściLBnP XV - Tuuli  LBnP XX – Ten stan  

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

LBnP XXI – Nikomu nie możemy powiedzieć

Było nas czterech i zawsze trzymaliśmy się razem. Mateusz, będący logistycznym zapleczem każdej operacji, miał manię na punkcie grafików i notatek. Zapisywał wszystko w starym zeszycie z Sandrą Bullock na okładce. Zawsze wiedział, o której odjeżdżają autobusy, którą zmianę mają matki każdego z nas, która nauczycielka ma dyżur, wszystko. Jako jedyny z naszej paczki miał komputer i zgodnie uważaliśmy, że zapewne przez to jest mądrzejszy. Piątkowe popołudnia zawsze spędzaliśmy u niego, wlepieni w ekran monitora. Mati był fajnym kumplem, lubił się dzielić, a jego matka zawsze częstowała nas racuchami. Potem nad lekturą Burdy, jednego z tych krawieckich magazynów, wykrawała materiał, podśpiewując pod nosem „Widziałam orła cień”. Mati był spoko i jego matka krawcowa też była spoko. Jego starego nie znaliśmy. Siedział za granicą, wracał tylko na Boże Narodzenie. Kuba z kolei był grubasem, ale wypracował sobie w szkole należyty szacunek. Trochę przez przyjaźń z Przemkiem, ale głównie dlatego, że jego ojciec miał twardą rękę i wychował go należycie. Kuba, pomimo że szczeniak, miał zasady, trzymał się ich i lubił, gdy inni szli w ślad za nim. Nie kłamał, nie oszukiwał, pomagał rodzicom, a na sprawdzianach odpisywał tylko, gdy kujonki zgadzały się, by bezczelnie żerował na ich wiedzy. Dziewczyny go lubiły, wzbudzał zaufanie. Rozpatrując jego osobę w kategoriach potencjalnych wad, minusem było zapewne to, że wymagał kręgosłupa moralnego także od innych. W skrócie – miał tendencje do kablowania. Długo próbowaliśmy go tego oduczyć. Jeśli natomiast ktoś mu dokuczał, wtedy uderzał do Przemka. Przemo był najwyższy i złamał kiedyś rękę Kamilowi z szóstej klasy, jak twierdził – w samoobronie, a tak naprawdę przez przypadek. To w zasadzie wystarczy do charakterystyki Przemka. Choć może jeszcze fakt, że podpalał od drugiej klasy. Czwarty w paczce był Łukasz. O tym ostatnim nie opowiem wiele. Ten ostatni to ja. Sierota, wychowana przez ciotkę. Czasem wpadałem na jakiś pomysł, z którego cieszył się Przemo. Przeważnie jednak byłem najbardziej obojętnym na wszystko dzieciakiem w promieniu trzech powiatów.

W dziewięćdziesiątym siódmym roku byliśmy w piątej klasie. Siódmy listopada wypadał w piątek. Zapamiętałem piątek siódmego listopada dziewięćdziesiątego siódmego roku.

 

*

Przez cały tydzień lało i dopiero w ostatni dzień wyjrzało słońce. Cały tamten pieprzony rok lało. Po czwartej lekcji, na długiej przerwie, w świetnych humorach, wysypaliśmy się przed szkołę, zjeść bułki na murku. We wtorek wypadał jedenasty – święto, mieliśmy więc przed sobą cztery, długie wolne dni i co najmniej dwa popołudnia zamierzaliśmy tłuc u Mateusza w Hexen. Przemo co prawda wolał Postal, a Matiemu wszystkie znudziły się doszczętnie i czekał, bo końcem miesiąca wychodził Quake II. Miał to zapisane w zeszycie z Sandrą Bullock.

— W sobotę jadę ze starymi na zakupy i potem, kurde mamy wstąpić na cmentarz, bo matka uparła się, żeby posprzątać po Wszystkich Świętych. Że znicze się wypaliły na pewno i, kurde, w ogóle nie wiem, ale ona by tam jeździła co tydzień najchętniej — Kuba wpadł w słowotok — babcia była fajna, ale to już pół roku i…

Dźwięk podrzucanych kluczy przerwał kanonadę żali. Przemek oparł się o murek obok Kuby, wzbił cwany wzrok w dal, popijał zielone Frugo i co jakiś czas podrzucał tajemniczy przedmiot w ręce. Wiedzieliśmy, że czeka, aż zapytamy.

— Od czego te klucze? — Mati spełnił w końcu jego nieme życzenie.

— Zgadnij.

— Nie wiem, od kantorka Kryśki.

Pani Krysia była sprzątaczką. Do długiej spódnicy ubierała klapki i skarpety. Gdy zakładała nogę na nogę, siadając z petem w ustach w drzwiach prowadzących na boisko, na światło dzienne wystawiała niegolone łydki. Miała zachrypły głos, męża pijusa i córkę, której ktoś zafundował ciążowy brzuch w pierwszej klasie technikum. Kryśka najbardziej nie lubiła Przemka, a Przemo jej.

— Nie od kantorka, głąbie. Od budy i od szatni. Czaisz? Zrobimy sobie bibę.

— Co?

— Stara Krycha zawinie kiecę dziś koło czwartej, noo, piąta maks. Akurat zdążymy wszamać obiad i zakomunikować starym, że idziemy do Matiego. O osiemnastej w szatni zrobimy sobie imprezę.

— No i po co? — wtrącił Mati. — Możecie przecież przyjść do mnie. Jak zawsze.

— Jednakowe rzeczy non stop robią starzy ludzie. Zróbmy coś innego. Piłeś kiedyś alkohol?

— Co?

— Wódkę, piłeś?

Mateusz zamilkł. Wiedzieliśmy, że nie pił, bo matce pękłoby serce. Zawsze powtarzała, że jeśli zrobi coś, z czego ojciec nie byłby zadowolony, to jej pęknie serce. Stary trzymał kasę, stary miał władzę. Matka podśpiewywała jedną piosenkę od kilku tygodni. Była sentymentalna.

— Łuki, a ty piłeś? — Przemek drążył.

Wzruszyłem ramionami w odpowiedzi. Mieliśmy dwanaście lat. Niedawno przestaliśmy pić kakao na śniadanie.

— No widzicie, to ja wam dziś zapewnię przygodę. Podwędziłem staremu z garażu. Nie doliczy się. Szybko robi się ciemno, nikt nas nie zobaczy. Magda przyjdzie też. — Dopił Frugo, butelką wycelował w kosz. — Tylko nikomu nie możemy powiedzieć.

 

*

Przyszły we dwie. Magda i jej przyjaciółka Aśka. O ile ta pierwsza była ładną, uśmiechniętą dziewczyną o kasztanowych włosach, to jej kumpela składała się grubych okularów i przemądrzałego łba. Nie wiedziałem, po co w ogóle przyszła i jak dała się namówić. Nie miała w sobie nawet ćwierć odwagi Magdy i, szczerze mówiąc, uważała nas za kretynów.

Przemek chwilę szamotał się z kluczami, opowiadając jednocześnie, jak to zapieprzył je Kryśce, już od dawna mając przyfilowane, gdzie trzyma zapasowy komplet. Potem zamknął drzwi od wewnątrz i przy świetle samych latarek poczłapaliśmy do szatni. Magda trochę chichotała. Całkiem słodko chichotała. Aśka miała wypieki na twarzy, a przynajmniej tak zapamiętałem, co, biorąc pod uwagę marne oświetlenie, mogło być spostrzeżeniem na wyrost. Szatnię również zamknęliśmy od wewnątrz. Przemek posiadał papierosy, jedną literatkę i dwie butelki – pełną i pustą. Usiedliśmy w kręgu – on, ja, Kuba, Magda, Aśka i Mati. Najpierw rozlał kolejkę, potem drugą butelkę położył pomiędzy nami i zakręcił.

— Co to jest za idiotyzm, skoro ja siedzę naprzeciwko Kuby — warknął Mati.

— Właśnie — zawtórował tamten.

— Przysuń się do mnie bliżej, będziesz naprzeciwko Magdy. A Kuba bliżej Łukiego, to będzie naprzeciwko Aśki. — Przemek zaplanował wszystko. Z premedytacją usiadł vis a vis Magdy. Była ładniejsza.

Dziewczyny zamoczyły język w Żubrówce i chichotały jak pojebane. Szyjka butelki wskazała mnie. Pierwszy raz był najdziwniejszy. Aśka mi się nie podobała, ale darowanemu koniowi, i tak dalej. Pocałowałem ją tak jakoś pokracznie. O dziwo była chętna i rozchichotała się jeszcze bardziej. Po chwili rozkręciliśmy się wszyscy. Literatka krążyła, pusta butelka również, a my korzystaliśmy, że te dwie były chętne na najbardziej erotyczną z zabaw, na jaką wpadliśmy, mając dwanaście lat. W pewnym momencie, gdy Przemek pocałował Magdę, lekko się obruszyła. Chyba za mocno przyatakował albo coś. Literatka trafiła pod mój nos po raz trzeci. Magda, pomimo chwilowego focha, sama zakręciła butelką w kolejnej rundzie. Przemek odpalił każdemu po papierosie. Czuliśmy się tak kurewsko dorośli, że bardziej dorosły nie czułem się przez dwadzieścia kolejnych lat.

 

*

Pijani w sztok wytoczyliśmy się na boisko. Było zupełnie ciemno. Pierwszy haust świeżego powietrza lekko nas ożywił. Zapaliliśmy jeszcze po jednym. Wtedy nauczyłem się, że papierosy podbijają działanie alkoholu. Mati zwymiotował. Obok boiska, oświetlone blaskiem księżyca, skusiły nas drabinki do ćwiczeń. Drabinki, huśtawki, tego typu rzeczy. Jedna z nich działała na zasadzie przeciwwagi, tak zwana ważka. Po obu stronach siadały dwie osoby i odbijając się nogami, wprawiały machinę w ruch. Upatrzyliśmy sobie właśnie tę huśtawkę, korzystając z niej we wszystkich możliwych kombinacjach – pojedynczo, po dwie osoby na każdym z końców, Kuba po jednej, dziewczyny po drugiej i tak dalej. Mati wciąż rzygał. Rzygał i rzygał. Jak kot, po zjedzeniu starego żarcia. Aśka zapytała, czy usiądę z nią po jednej stronie. Usiadłem. Po drugiej Przemek usadowił się z Magdą. Huśtaliśmy się tak przez chwilę, odbijając nogami z całych sił, ale po chwili i to stało się nudne. Wtedy Przemek stwierdził, że na stojąco byłoby ciekawiej. Bez trzymanki. Spojrzeliśmy po sobie, nawet Mati wycierający rękawem resztki bełtów z ust, wyraźnie się zainteresował. Zlustrowałem beton pod huśtawką. Nie byłem przekonany.

— To nie jest najlepszy pomysł — padło w końcu. Aśka lekko się obszczała ze strachu. — To jest bardzo głupi pomysł. Chodźmy już do domu.

Przemek spojrzał na nią, potem na Magdę, na końcu na mnie.

— Huśtaj, Łuki. — Postawił obie nogi na siedzeniu huśtawki, rozłożył ręce na boki, na twarzy wyrysowało się skupienie. — No, dawaj!

Usiadłem po drugiej stronie i lekko, naprawdę lekko, odbiłem się nogami. Na wszystkim wokół osiadała wilgoć. Zastanawiałem się, czy Przemek się nie poślizgnie i nie spadnie. Odbiłem raz jeszcze, i drugi, i trzeci. Mój kumpel huśtał się, trzymając długaśne nogi wyprostowane i twardo postawione na siedzisku. Powtórzyłem to kilka razy, nim rzucił, że wystarczy. Tym też się znudził. Magda patrzyła na niego jak zaczarowana i właśnie to go zainteresowało. Poczuł, że zaimponował, więc ten punkt miał odhaczony. Kolejny zakładał interakcję z nią.

— Spróbujesz? — Uraczył dziewczynę uśmiechem z rodzaju tych, których nigdy nie stosował do nas. Do nas po prostu szczerzył zęby. Do niej się uśmiechnął. — Rozhuśtam cię.

— Wiecie co... — W Aśce rosło zdenerwowanie.

— Jeden raz i idziemy — wtrącił Przemo, po czym podał Magdzie rękę, pomagając jej wejść na huśtawkę.

Stała tak samo, jak on przed chwilą. Przemo usiadł po przeciwnej stronie i odbił się nogami jak przed chwilą ja. Magda miała dwanaście lat i pierwszy raz piła alkohol. Stała na huśtawce, pod spodem był beton, Przemek odbił się jeden, raz, miał dużo siły, zbyt dużo, straciła równowagę, gdy tylko się uniosła, upadła od razu, do tyłu, groteskowo wręcz, pamiętam, kurwa, że to było wizualnie zabawne.

Zamarliśmy.

Nie pamiętam dzisiaj ich, zapewne skrzywionych, min po pierwszym łyku wódki, ale doskonale wizualizuję wyraz twarzy Przemka w tamtym momencie. Otworzoną szeroko gębę i ogromne oczy. Magda uderzyła głową o beton i ten tępy dźwięk również zapisał się w mojej pamięci dość wyraźnie. Ostatni kadr prezentował krew wylewającą się wąska strużka z jej ucha. A potem wszystko przyspieszyło. Mati ożył, podbiegł do niej pierwszy. Potem ja i Kuba. Tylko dla Przemka i Aśki czas się zatrzymał.

— Zabiliśmy ją — wyartykułował w końcu.

— Przestań! — wrzasnął Mateusz. — Trzeba jej zrobić sztuczne oddychanie. Umiecie?

— Trzeba iść do domu, zabrać ją, do domu, Jezu — stwierdziłem, bojąc się podejść bliżej. — Albo zawołać kogoś. Pójdę po ciotkę.

— Nie! — Przemek zaskoczył w końcu. — Do szatni ją weźmy, szybko, zanim ktoś nas zobaczy! — Pobiegł z kluczami do drzwi. — No chodźcie, szybko!

Kuba i Mati wymienili spojrzenia, po czym jeden złapał Magdę za nogi, drugi za ręce i zataszczyli w stronę Przemka.

— Ej, chłopaki, może jednak pójdę po ciotkę? Ciotka jest spoko, pomoże nam.

— Nie, Łuki, chodź! — wrzasnął Kuba, celując nogami Magdy w mrok szkolnego korytarza. — Nikomu nie możemy powiedzieć.

Aśka rozwyła się jak syrena, truchtając kilka kroków za nami. Biegliśmy w stronę szatni.

 

*

Magda leżała na podłodze, otoczona rzędem wieszaków na kurtki i nami. Mati postanowił zrobić masaż serca i usta-usta. Nie bardzo wiedział, ile razy trzeba ściskać i ile razy pompować powietrze.

— Krew jej idzie z nosa — zauważył Kuba — jak ma HIVa to się zarazisz.

— Nie ma HIVa, kurwa — Przemek trzymał się za głowę i chodził w kółko. Wymiękł. Pamiętam, że Przemek wtedy wymiękł.

Nie otworzyła oczu. Krew na jej twarzy zaczęła zasychać. Zapaliliśmy jeszcze po jednym papierosie.

— Chcę do domu! — Aśka wciąż wyła. — Otwórz drzwi, chcę do domu!

— Zamknij się — syczał Przemo. — Oddycha w ogóle?

— Nie wiem. Chyba nie — Mati przyłożył głowę do jej klatki piersiowej, nasłuchując. — Trzeba odkazić rany. Resztką wódki możemy to zrobić.

Odwróciliśmy ją na bok, była całkowicie bezwładna. W okolicach skroni rozlewał się krwiak. Polaliśmy go alkoholem, wyczekując reakcji.

— Na pewno piecze, powinna się skrzywić — Mati co niedzielę o osiemnastej oglądał z matką dr Quinn. Wiedział, co robi.

— Nie krzywi się. Nie żyje... — stwierdził Kuba. — Umarła. Czaicie?

Aśka rozwyła się na całą szatnię. Twarz zalewały jej łzy, z nosa poszły gile. Wyglądała jak sto nieszczęść, ale jeszcze była w miarę opanowana. Jeszcze przez kilkadziesiąt sekund, zanim dopadła Przemka, próbując mu wyrwać klucze. Szarpali się przez chwilę, po czym odepchnął ją na tyle mocno, że wylądowała na drewnianej ławeczce. Wedy podszedł i uderzył ją w twarz.

— Ani słowa nikomu! — warknął. — Nie możemy jej tu zostawić — zwrócił się do nas. — Tu są nasze odciski palców.

— Co? — Mati nie zajarzył. — Tu są odciski palców całej szkoły.

— O Boże, o Boże! — Aśka wpadła w histerię. Przemek zdzielił ją drug raz. Głowa dziewczyny złapała jednostajny rytm, wpatrzona tępo w Magdę, oddychała, jakby właśnie przebiegła kilka okrążeń boiska. Lekko się uspokoiła.

— Co zrobimy? — zapytałem. Byliśmy obsrani. Byliśmy totalnie obsrani. Założyliśmy, że Magda nie żyje. Że ją zabiliśmy. Że to nie był wypadek. I że musimy pozbyć się zwłok.

Staliśmy tak kilka kolejnych minut, dzieląc się ostatnimi dwoma papierosami. Aśka obejmowała własne nogi, bujając się w przód i w tył.

— Tu jest staw, niedaleko — stwierdził Przemek. Przyjęliśmy tę informację milcząco. Jakbyśmy nie mieli wyjścia. Jakby to było jedyne rozwiązanie. — Tylko wiecie... Nigdy nikomu nie możemy powiedzieć.

Skinęliśmy głowami, kątem oka spoglądając na Aśkę. A potem dokładnie wytłumaczyliśmy jej, co się z nią stanie w więzieniu, jeśli ktoś się dowie. Uwierzyła. Sami wówczas w to wierzyliśmy.

 

*

Magda ocknęła się nad stawem. Tuż przed tym, jak chcieliśmy ją wrzucić.

Nigdy nikomu nie powiedziała.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 13

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • jolka_ka 3 miesiące temu
    Przypomniało mi to jedną z książek Kinga, tam też była niezła akcja w szkole (tak, wiem jestem nudna już z tym Kingiem xD) Ogólnie bardzo fajne. Czytało się, wracając miejscami do różnych wspomnień (frugo, murek) :d Bardzo fajnie też wplątane słowa "nie możemy nikomu powiedzieć", chociaż moim zdaniem wystarczyłoby tam na początku, bo za którymś razem to już brzmiało hmm trochę sztucznie.
    Końcówka świetna. Trochę się uśmiałam, bo dzieciaki spanikowały, a tu proszę ożyła. Pożarłam opowiadanie jednym tchem :D Fajnie, że umiesz w różnych stylach.
    5;)
  • Ritha 3 miesiące temu
    Hejo. Taa, możliwe, ze wystarczyłoby raz użyć tego zdania. Przeszlo mi przez mysl piszac, czy nie za czesto. No staram się w roznych stylach, co by się nie zaszufladkować.
    Dzięki piekne, pozdrawiam :)
  • Literkowa Bitwa na Prozę 3 miesiące temu
    Witamy w Bitwie. Życzymy wygranej.
  • Ritha 3 miesiące temu
    Witam :)
  • Dekaos Dondi 3 miesiące temu
    Ritha→Tekst fajnie i dobrze napisany.I zakończenie!! Ale czegoś mi tu brakuje. Za bardzo ''ciurkiem'' o tym samym podobnym. Jakby jedno długie zdanie...''pospieszny pociąg''. Brak nagłych kontrastów, dziwności jakiś. Ale za mało Ciebie czytam, a nie można kogoś oceniać, nie znając więcej, bo można się zdziwić. Tak sobie pomyślałem, że przeważnie najbardziej lubimy czytać w cudzych tekstach... samych siebie, w sensie : stylu, tempa, dialogów itp. Nie jest to regułą, ale coś w ten deseń. Kurdę, ale mnie wzięło na relacje:)) Pozdrawiam:))
  • Ritha 3 miesiące temu
    Hej, Dekaos. Pospieszny ciąg? Mi się wydaje, że to akurat jedno z moich spokojniejszych opek :D
    Dziwnosci u mnie raczej malo zazwyczaj, raczej na fundamentach realizmu bazuję.
    Dzieki piękne ze wizytę, pozdrawiam :)
  • Dekaos Dondi 3 miesiące temu
    Mój wzwód myślowy, dotyczy jeno wyłącznie - tego tekstu:))
  • jesień2018 3 miesiące temu
    Łooo naprawdę dobre! Język, obserwacje, historyjka. I zdenerwowałam się! I czytałam dalej w zdenerwowaniu. Dobrze, że tak się skończyło! Dobrze piszesz, Ritha, no ale co ja Ci mówię, na pewno to wiesz od dawna. Pozdrowienia!
  • jesień2018 3 miesiące temu
    Aaa tylko jedno w sumie: moim zdaniem te dzieciaki mogłyby mieć po 13/14 lat, trochę tak za dorośle brzmią jak na 12-latki.
  • jesień2018 3 miesiące temu
    No i tak się ucieszyłam, że się dobrze skończyło, że zapomniałam o błędzie: pani Krysia raczej nie ubierała klapek i skarpet, a zakładała je :)
  • Ritha 3 miesiące temu
    jesień2018 nie znam sie na dzieciach, rzadko moi bohaterowie są dziecmi (w zasadzie nigdy), wiec bardzo mozliwe, ze jezyk zbyt dorosly.
    Wiem, wiem, ze zakladala, ale tuz obok mam, ze zakladala noge na nogę i byloby powtorzenie.
    Dzieki, Jesień.
    Pozdrawiam :)
  • jesień2018 3 miesiące temu
    Ritha to może "nosiła"? ;)
  • Ritha 3 miesiące temu
    jesień2018 noo, moze być "nosiła", na pewno lepsze, ale tera nie moge zmienic :)
  • pkropka 3 miesiące temu
    Oooo, to ciekawe. Szczególnie zakończenie, nie spodziewałam się takiego.
    Aż się zestresowałam czytając, bardzo wyraźnie zarysowałaś co się stanie, zanim się stało.
    Bardzo ładny wstęp, przedstawiłaś nam chłopaków i realia pierwszorzędnie.
  • Ritha 3 miesiące temu
    Noo, to git jesli zaskoczylam koncowką, kontentam.
    Dziekuje pieknie i Tobie pkropciu za wizytex.
    Pozdrawiam :)
  • Agnieszka Gu 3 miesiące temu
    Witaj,
    Przeczytałam, i stwierdzam że bardzo ładnie piszesz, choć chwilami z lekka mi się dłużyło. Ale tak leciutko.
    Od połowy mniej więcej spodziewałam się, że wydarzy się coś niedobrego, choć sama końcówka była zaskakująca :)
    Pozdrawiam :)
  • Ritha 3 miesiące temu
    Hejo, ja zawsze piszę na zasadzie ciach-ciach-ciach, tutaj chcialam inaczej wprowadzic w historię, stad moglo miejscami sie dluzyc.
    Dzieki Aga, pozdrawiam :)
  • Justyska 3 miesiące temu
    Hejka. Ciekawa historia. Trzymalo w napięciu, bo napisane sprawnie, fajnie dobralas jezyk i fajne szczegóły, typu frugo, murek i panie sprzataczka ( w mojej podstawówce byla podobna), ale zakonczenie mnie nie przekonuje. Jakos nie umiem sobie wyobrazic ze grupa dwunastolatkow niesie cialo dziewczyny najpierw do szkoly, potem nad staw i nikt tego nie widzi i ze siłę mają... nie wiem moze sie czepiam, ale po swietnym wprowadzeniu, takim realnym i w ogole to jakos mi nie pasuje. Moze gdyby byli troche starsi? Sama nie wiem.
    Tak czy siak ocena wiadomo, bo styl sama wiesz jaki masz :))) superowy.
    Pozdrawiam i co zlego to nie ja ;)
  • Ritha 3 miesiące temu
    Hej. Wiec tak - nikt tego nie widzial, bo noc, ciemno, skoro staw, to zapewne zadupie. A czy daliby rade podniesc dziewczynke, czterech ich bylo, chocby nawet dwoch, tak, mysle, ze daliby.
    Ale oczywiscie przyjmuje zarzut, dziekuje za spostrzezenia i ogolnie wizytację :)
    Pozdrawiam, Justys :)
  • Justyska 3 miesiące temu
    Ritha no taaa ciemno. Wybacz zmeczonej glowie...
  • Ritha 3 miesiące temu
    Spoko, Justyś :)
  • pasja 3 miesiące temu
    Witam
    Młodość i pragnienie bycia dorosłym często wymyka się spod kontroli. Okres ponad dwadzieścia lat temu różnił się zupełnie od
    dzisiejszego.
    Bardzo dobrze to nakreślasz... czwórka przyjaciół z przeciętnych domów jak na tamte czasy. Ogólnie chłopcy byli spoko, w miarę grzeczni i słuchający rodziców. Jednak panika wyzwoliła w nich strach i nikt nie przeciwstawił się Przemkowi, bo w końcu on był winny.
    Jeden skok w dorosłość mógł przekreślić ich całe życie. Dobrze, że dziewczyna się ocknęła i nic jej nie było. Pewnie była świadoma tego, co chcieli z nią zrobić. Nie chciałabym być na jej miejscu.
    Czuliśmy się tak kurewsko dorośli, że bardziej dorosły nie czułem się przez dwadzieścia kolejnych lat... można tym przypieczętować "melanż" w szatni.

    Pozdrawiam
  • Ritha 3 miesiące temu
    Tak, dokladnie tym cytatem mozna przypieczetowac melanż w szatni. Dziekuje, Pasjo, za obszerne refleksje.
    Pozdrawiam cieplo :)
  • Mia123a 3 miesiące temu
    No cześć. Przyznam że czekałam na ten Twój tekst. Naprawdę ciekawe. Chociaż może na początku trochę mi się nudziło, to później się wciągnęłam i jeszcze ta końcówka! Genialna. Super, że dziewczyna się ocknęła, i wogóle. Że przeżyła. Dość mam już tych zakończeń typu "nikt nie przeżył, ktoś zabił kogoś." Muszę Ci powiedzieć że to opowiadanie średnio mi do ciebie pasuje. W sensie dostrzegam w nim nowa Rithe. Inną. Brawo.
  • Ritha 3 miesiące temu
    Hej, Mia. Czy nowa Ritha - raczej nie. Po prostu na spokojniej pisane (co koniec końców nie wiem czy jest plusem). Tak czy siak, no utłukłam takie opko. Dzięki piękne za wizytę :)
  • sensol 3 miesiące temu
    tak się łudzilem do końca, że może przeżyje ta dziewczyna. nie zawiodłem się. super napisane, ale jednak mam wrażenie, że jednak trochę "na autopilocie" (spodobał mi się ten zwrot bardzo ostatnio :))
  • Ritha 3 miesiące temu
    Na autopilocie - w sensie?
  • sensol 3 miesiące temu
    to znaczy, że wszystko jest git. ale nie włożyłaś w ten tekst całej siebie. stałaś "obok". to chyba komplement w sumie :)
  • Literkowa Bitwa na Prozę 3 miesiące temu
    Szanowna Autorko masz pięć dni na zagłosowanie. Czytaj i zadecyduj kto najlepszy!
    Dziękujemy.
  • Ritha 3 miesiące temu
    O Jezusie, chyba zdążę :(
  • Adelajda 3 miesiące temu
    Przyjemny tekst. Trochę przypominający beztroskie dzieciństwo i różne, głupie pomysły. Fajnie, że jest happy end i dziewczyna przeżyła, końcówka zaskakująca. Ja się nie dziwie, że taki język, bo jak czasami idę ulicą i słyszę jak bluzgają dzieciaki z podstawówki, to ja bym chyba momentami nie wymyśliła takich zdań i w ogóle :D
    Ładnie.
    Pozdrawiam.
  • Ritha 3 miesiące temu
    A mi ciężko pisać językiem dzieciaków, bo się wśród dzieciaków nie obracam. No ale jakoś, kanciasto, próbowałam się wczuć :D
    Dzięki piękne za opinie, pozdrawiam :)
  • Margerita 3 miesiące temu
    pięć nie ma to jak zgrana paczka
  • Ritha 3 miesiące temu
    Noo, można powiedziec, ze zgrana... (biorąc pod uwagę, że zgodnei chcieli pozbyć się zwłok xd)
    Pozdro, Mar
  • Jared 3 miesiące temu
    Zawsze się zastanawiałem, czy przedstawianie kilku bohaterów na krótkim odcinku ma sens - czytelnik rzadko tak szybko łączy imię z charakterystyką, ale potem się odnalazłem więc okej :D Faktycznie dużo Kinga, znowu szczegóły, zeszyt z Sandrą Bullock i inne jego manewry, ba, nawet niespójność behawiorystyczna ("wizualnie zabawne") - u niego też często postacie reagują rozbawieniem na tragiczne wydarzenia :P Dobrze że zadbałaś o spójność czasową Postala (1997) i Hexena (1995) i mistrzowsko Quake 2, który faktycznie wyszedł 2 tygodnie po czasie narracji (30.11.97) :D Tylko nie wiem, czy tam nie powinno być "PostalA" - biernik chyba. Ogólnie troszkę drobnych błędów - "jak ma HIVa to się zarazisz." - zgubiony przecinek. "Wedy" - wtedy. :P Najlepsze chyba zakończenie, chociaż nie lubię teenage stories, ale finał zostawia w takim gorzkim niesmaku i zachęca do snucia domysłów odnośnie tego, jak się czuła. Poza tym chyba jeden z lepiej przemyconych tematów - tragiczny i niedosłowny. Tekst oceniam wysoko ;)
  • Ritha 3 miesiące temu
    No cześć :) "wizualnie zabawne" - po prostu sobie wyobraziłam, jak fika orła w tył. Kinga się nie naczytałam za dużo, (póki co!) przyznam szczerze, ale porównanie zacne... Zbyt zacne.
    tak, te gry, to sprytnie zasięgnęłam opinii i konsultacji riserczowych :3 datę premiery Quake'a wygooglowałam :> Takam sprytna. Ale i tak, powiem Ci, że napisałam trochę na mus, miejscami mogło być lepiej, błędy widzę - napoprawiam po głosowaniu, bo tera ni można.
    Też nie lubię teenage story, chyba pierwsze moje, tak mnie jakoś naszło.
    Dzięki piękne za wizytę i szeroką opinię, Jared :)
  • kalaallisut 3 miesiące temu
    Zakończenie dobre!
  • Ritha 3 miesiące temu
    Dzięki :)
  • Canulas 3 miesiące temu
    Świetny tytuł.
    Bardzo fajnie rozpracowane charakterystyki. Nie są na chama. Nikną w tekście. Ja w drugiej części "Córy" jestem lata świetlne za tym, co tu robisz.

    "Przeważnie jednak byłem najbardziej obojętnym na wszystko dzieciakiem w promieniu trzech powiatów." - ładne.

    Sprawdziłem datę. Faktycznie. Prosty za reaserch.

    Haa, Hexen :)
    "We wtorek wypadał jedenasty – święto, mieliśmy więc przed sobą cztery, długie wolne dni i co najmniej dwa popołudnia zamierzaliśmy tłuc u Mateusza w Hexen." - nie wiem, może sie mylę, ale nie wiem czy nie Hexena?

    "— Jednakowe rzeczy non stop robią starzy ludzie. Zróbmy coś innego. Piłeś kiedyś alkohol? " - kurde, niebezpiecznie prawdziwe.

    "O ile ta pierwsza była ładną, uśmiechniętą dziewczyną o kasztanowych włosach, to jej kumpela składała się grubych okularów i przemądrzałego łba." - haha, jaka charakterystyka. O kurwax. W ogóle tu świetne charakterystyki. O sprzątaczce też.

    Cholera. Źle się skończy to jebane opko :(

    Ale wyjebana końćówka. Ale ciary.
    Ja pierdzielę.
    Dziękuję. Dobranoc.
    Ech.
  • Ritha 3 miesiące temu
    Hello.
    Risercz to wisz.. Cześć mój riserczu powinnam rzec :) Ale tak, datę sprawdziłam, czy już się zdążyłam poszczycić wyżej.
    Możliwe, że Hexena winno być, ni mogie poprawić teraz.
    Opisy, właśnie, widzisz, ludzie mówią, że inne opko, że nie podobne do moich. Akcje zwolniło, bo wprowadziłam opisy postaci. Gdzieś muszę to poćwiczyć, akurat była okazja.
    Fajnie, że siało :)
    Dzięki piękne, Can :)
    Dobranoc
  • Ritha 3 miesiące temu
    siadło* (a nie siało :/)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania