Poprzednie częściLBnP XVIII Proza życia  

LBnP XXIII Rozmowy przy dołku

Jest takie miejsce, gdzie ciszy nie mąci

Śpiew ptaków i gwar na ulicy.

To miejsce, gdzie wiatr jest bez dreszczy

A słowa bez dźwięku.

Tam stoją ich cienie i patrzą nie widząc.

 

— Ciekawe, jakie miał życie? — Chłopak oparł się rękoma o styl szpadla i uniósł głowę. Mógł sprawiać wrażenie rozmarzonego.

— Nie gadaj tyle, tylko machaj tą łopatą — odpowiedział mu mocno zasapany głos.

Styliszcze stęknęło pod ciężarem. Glina głucho spoczęła na świeżej pryzmie.

— Ale co ja zrobię, że mnie to zastanawia? — chłopak niechętnie oderwał się od swoich myśli.

Kamienie i stal zagrały pod naporem buta.

— Więcej nabieraj! — stary coraz trudniej łapał powietrze. Pochylił się dysząc ciężko. Musiał odpocząć. A była to doskonała okazja, by nie przyznać się do swoich słabości. — No dobrze. Odpowiem. Podejdź bliżej.

Nabrał głęboko powietrza i wypuścił powoli wsłuchując się rozszalały puls w skroniach.

-Co on tam ma na tabliczce napisane?

Chłopak odrzucił szpadel na bok. Przedarł się przez leżące wieńce i odszukał tabliczkę nagrobną. Palcem przesuwał po wymalowanych literach.

— Bernard Kmy... Kwy... albo... nie dowidzę. Do dupy są te czcionki.

— Ale czy to ktoś ważny był?

— A skąd mam wiedzieć?

— Na tabliczce znamionowej zawsze jest wszystko, co ważne — warknął zniecierpliwiony stary.

— No jest. Imię, nazwisko. Sześćdziesiąt dziewięć lat. Bóg tak chciał. I daty.

— Czyli nikt ważny.

Chłopak odpowiedział pytającym spojrzeniem. Jego towarzysz kontynuował.

— Napisaliby coś. Dyrektor albo profesor chociaż. Kiedyś to pisali nawet magister inżynier.

— Też mi coś. Ja jestem magister inżynier.

— Ale tobie tego nie napiszą — stary oparł się dłońmi o styl i prostował nadwyrężony kręgosłup. — Dziś liczy się fach w ręku. A ty masz studia i łopatę do dyspozycji. Jakoś żyć trzeba.

Machnął w powietrzu szpadlem jako niezbitym dowodem potwierdzającym uniwersalność przytoczonej myśli. Podobał mu się własny mentorski ton, zatem przystąpił do dalszego objaśniania logiki życia.

— Zobacz ile jest tu kwiatów. Mnóstwo kasy na to poszło.

— A jak umarł? — chłopaka interesowało zupełnie coś innego.

— A bo ja wiem.... chyba nagle. Jakby był chory długo, to kwiatów byłoby mniej.

Młodzieniec nie dostrzegał związku między sposobem zgonu a ilością kwiatów na grobie. Zapytał więc:

— A co to ma do rzeczy?

— Ooo, bardzo dużo, chłopcze. Kiedy jesteś długo i ciężko chory, to jest problem. I dla ciebie, i dla innych. Ile razy znajomi mogą Cię odwiedzić w szpitalu? W końcu im się znudzi. Koledzy z pracy? Też mają swoje problemy. Jak się złożą parę razy na prezenty, to w końcu wolą poczekać na zbiórkę na wieniec. Ekonomia, chłopaku. No i wiesz, te więzi z czasem zanikają. - Wyprostował się gotów do dalszej pracy. - No, chyba, że jesteś ważny. To wtedy wypada przyjść się pokazać. Ale ten nie był ważny.

— Bo tego nie napisali…

— Dokładnie tak.

— Ale po co ludzie piszą takie rzeczy na tych tabliczkach? — młodszy nie ustawał w poszukiwaniach.

— Powody są przeróżne. Najczęściej właśnie po to, żeby pokazać innym, że w tym oto miejscu zakopano kogoś ważnego. Ludzie zatrzymują się, czytają. A jak stoisz przy takim grobie, to myślą, że też jesteś ważny, bo miałeś ważnego przodka. Tak to działa.

— Aha.

— No dobra, młody. Koniec tej przerwy. Machaj, machaj tym wiosłem.

Przez chwilę kopali nic nie mówiąc. Ciężkie oddechy mieszały się z chrzęstem wbijanych łopat i dudnieniem rozrzucanej ziemi.

— Ja już nie mam siły — odezwał się wreszcie chłopak i rzeczywiście ton jego głosu przypominał ostatnie tchnienie.

— Chryste Panie! — stary ze złością odrzucił szpadel, — coraz słabszych was robią. Ja w twoim wieku, to potrafiłem sam taką robotę wykonać w godzinę. A wy dziś nic, tylko siedzieć na ławce i odpoczywać. Do żadnej uczciwej roboty się nie nadajecie. Mięczaki. Lenie zasrane. Człowiek całe życie dba, pielęgnuje, wykształcenie daje. Do fachu sposobi, a tu żaden pożytek, tylko kłopoty. Jak ty będziesz na życie zarabiać słabeuszu?

— Ale tato! — chłopak nie krył oburzenia, — staram się!

Stary zreflektował się chyba, że trochę za ostro potraktował młodzieńca i dobrotliwym gestem wskazał ławeczkę przy sąsiednim grobowcu.

— Chodź usiądziemy. Może faktycznie trzeba trochę odpocząć. Ale pamiętaj. Robotę trzeba skończyć, a odpoczywać wtedy, kiedy obowiązek jest spełniony. Młody jesteś. Charakter masz niewyrobiony. Ale z drugiej strony, jak ty ten charakter masz mieć, skoro roboty masz w rękach tyle co nic. Ale dobrze. Nauczę cię i jeszcze będę z ciebie dumny. Siadaj. Wody się napij.

Młody chwycił butelkę z wodą i pił chciwie. Ojciec ciągnął dalej.

— Jest tylko jeden sposób, by w życiu do czegoś dojść. Praca. Ciężka i uczciwa praca — to był dobry moment, by zapalić papierosa. Pauzy pomiędzy zaciąganiem się tytoniowym obłokiem wzmacniały siłę myśli, a i pozwalały niespostrzeżenie dla słuchającego je zbierać w całość. — Ja nie miałem tyle szczęścia, co ty. Mój ojciec, a twój dziadek nie trudnił się niczym chwalebnym, co wreszcie zawiodło go pod sąd. Słowem, dyndał na linie, zanim skończył trzydzieści lat. Postanowiłem wtedy, jako mały jeszcze chłopaczek, że nie pozwolę, aby taki los mnie spotkał. Nie będę wystawał na gościńcach czekając na łatwą okazję. Pamiętaj synu, Bóg wynagradza tylko ciężką pracę.

—I dlatego zacząłeś kopać groby...

Chłopak pytał serio, jednak nie został dobrze zrozumiany. Ojciec wybuchnął:

— A co ty myślisz gówniarzu jeden, że to hańba? Dzięki temu, że twój ojciec jest sumiennym kopidołem masz i szkołę, i szansę na fach, który nie pozwoli ci z głodu zdechnąć. A i twoim dzieciom też, jeśli jakaś cię kiedyś zechce.

Spoglądał pogardliwie na syna, do głębi najmniejszej komórki ciała oburzony niewdzięcznością swego pierworodnego.

— I taka mnie nagroda spotyka za lata ciężkiej pracy i poświęcenie. — Zdusił papierosa pod butem. — Do roboty.

—Tato… — chłopak nie dawał za wygraną.

— Czego jeszcze?

— Ale to chyba nie jest w porządku?

Stary wbił z całych sił szpadel w świeżą kupę ziemi.

— Wszystko, co nie szkodzi innym jest uczciwe. Do roboty.

***

Uderzenie szpadla zadudniło na czymś twardym. Jednak chłopak miał swoje wątpliwości.

— Chyba sosna, kiepsko to widzę.

Stary wskoczył do dołu.

— Przestań marudzić i dawaj siekierę.

Mimo, że sosna to dość miękkie drzewo, wieko rozpadło się dopiero po kilku uderzeniach.

— Dawaj tu latarkę!

Chłopak posłusznie skierował snop światła na wyrąbany otwór.

— A niech to jasna cholera. — Stary ryknął tak, że młody wzdrygnął się wystraszony.

— Co się stało?

— Nawet butów mu nie założyli...

***

Usiedli na skraju rozkopanego grobu wpatrując się w świetle latarki na owinięte w obrus ciało.

— Tato, może jednak obejrzymy dokładnie...

Stary milczał długo nie dowierzając temu, co widział.

— Oj chłopcze, ten świat zszedł na psy. Jak żyję, nie widziałem, żeby zmarłego wyprawić w ostatnią drogę w taki sposób. Nie pozostawiając mu nic, co miało dla niego wartość- można było odnieść wrażenie, że łkał.

— Nie widzę dla ciebie przyszłości synu. Oj, nie widzę.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Literkowa Bitwa na Prozę 3 miesiące temu
    Witamy kolejne opowiadanie w Bitwie i życzymy wygranej
  • Wrotycz 3 miesiące temu
    Niesamowite... :) Ale długo, praktycznie do ostatniego akapitu opoko trzymało mnie w błędzie. Współczułam tatusiowi, a jakże:)
    Znakomite pióro! Nie chcę spojlerować, milknę, i zachęcam do czytania!
    5.
  • Mane Tekel Fares 3 miesiące temu
    :-)
    Dziękuję.
  • kalaallisut 3 miesiące temu
    Mam z tyłu głowy. Wpadnę ale później:)
  • kalaallisut 3 miesiące temu
    I tutaj twój cytat pod moim tekstem nabiera głębszego znaczenie. Zakończenie mocne! Brawo. Daje do myślenia!
  • Mane Tekel Fares 3 miesiące temu
    :-)
  • Literkowa Bitwa na Prozę 3 miesiące temu
    Zapraszamy na Forum! Rozpoczęto głosowanie.
  • pkropka 3 miesiące temu
    Piękne obserwacje ludzi i świata zakrapiany pięknym opisem relacji ojca i syna.
    Zakończenie lekko zaskakujące, to na duży plus. Z początku spodziewałam się czegoś innego.
    Bardzo, bardzo super.
  • Mane Tekel Fares 3 miesiące temu
    Dziękuję.
  • Literkowa Bitwa na Prozę 3 miesiące temu
    Autorze wziąłeś udział w Bitwie - to zagłosuj! Zapraszamy na Forum.
  • Mane Tekel Fares 3 miesiące temu
    Wieczorkiem
  • Maurycy Lesniewski 3 miesiące temu
    „Jest takie miejsce, gdzie ciszy nie mąci
    Śpiew ptaków i gwar na ulicy.
    To miejsce, gdzie wiatr jest bez dreszczy
    A słowa bez dźwięku.
    Tam stoją ich cienie i patrzą nie widząc.”

    To rozpoczęcie jest świetne i dało pogląd co do jakości reszty tekstu. Pierwszy, chyba, raz u Ciebie, ale na pewno nie rozczarowany.
    Pozdrowienia
  • Mane Tekel Fares 3 miesiące temu
    Dziękuję za wizytę i ciepłą recenzję. Zapraszam częściej.
  • sensol 2 miesiące temu
    och! koniec wymiata. gratulejszyn!
  • Mane Tekel Fares 2 miesiące temu
    Płonę...-:)
    Dzięki za wizytę.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania