Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Lea cz. 1

Albert z każdym przejechanym kilometrem, pomimo sprzyjających warunków, jechał coraz wolniej. Pod nogami miał, standardowo — sprzęgło, hamulec, gaz, i niestandardowo — gin i tonic. Choć to chyba raczej dość klasyczne połączenie, przynajmniej tych dwóch cieczy. Wypiłby teraz nawet płyn do spryskiwaczy, gdyby ten miał w sobie choć krztę alkoholu, a niczego innego akurat nie byłoby w pobliżu. W głowie ciążyły mu myśli, łomotały, walczyły między sobą, odbijały się echem od splotów nerwowych, żył, tętnic i wszelakiego badziewia, jakie skrywało jego wysokie czoło. Tylko idiota mógł dać się tak orżnąć babie. „Wypaliłam się”, usłyszał poprzedniej nocy. Nie odpowiedział, patrzył tępo, przekręcając ze zdziwieniem głowę, niczym pies, który zauważył odblask zegarka na ścianie i próbuje zrozumieć, w czym rzecz. Pięćdziesiąt na liczniku, łyk ze szkła, łyk z plastiku, przekleństwo, czwórka. Mógł wymieszać to cholerstwo albo co, bo diabelnie ciężko ogarnąć manualnie procedurę odkręcania nakrętek jedną ręką, ewentualnie zębami. Jego eks najpierw się wypaliła, potem dała dupy radcy prawnemu szwagra sąsiadki czy innemu kudłatemu typowi, o rumuńskiej urodzie chłopaka sprzedającego kradzione zegarki na bazarze, a w międzyczasie przywłaszczyła sobie cały dobytek i sprzedała chałupę, składając podpis jego zapitą łapą. Jego — Alberta, który fakt, lubi sobie dziabnąć. Choć, cholera, może on sam to podpisał, no nie sposób spamiętać. Notariusz, ciul, zatwierdził wszystko elegancko, bez jego obecności. Z nim też się pewnie, suka, puściła. I wszystkie te informacje Albert zebrał w ciągu ostatnich dwunastu godzin. Czterdzieści, łyk ze szkła, łyk z plastiku, przekleństwo, trójka. I ten cholerny asfaltowy zaduch. Zachciało mu się podróży, na stare lata, z puszczalską żoną, awersją do upałów, domatorskim usposobieniem i alergią na kurz. Szlag by to.

 

Eva uciekła do Tunisu albo na Maltę, być może ambitniej — do Grecji lub po linii najmniejszego oporu, całkiem niedaleko, na Sardynię, gdzie notabene, już pewnie czekał na nią bazarowy fagas, a tymczasem on, Albercik, rogacz-idiota, sam wywiózł ją aż tu, na południe Włoch, żeby niby ratować związek. A proponował klasycznie — Toskania, romantyzm, pejzaże, lawendowe pola, szmery bajery. To nie, bo turyści. Umbria, w samym sercu! Nie, brak dostępu do morza. Tu akurat racja, dlatego do Czech nikt nie jeździ na wakacje. Brnął dalej — Neapol! Wszak sam Goethe pisał „zobaczyć Neapol i umrzeć”. Nie, bo śmietnik. Rzym — tłumy wiernych, Mediolan — drogo, Wenecja — szambo, San Marino — turnusy nastolatków, Bolonia, Turyn, Florencja — nie, nie, nie. Ona chciała tu. Do Reggio di Calabria, gdzie stały ląd łączy się z Sycylią. Czubek palców makarońskiego kozaczka. Na samo południe. Na koniec świata. Wylotówka... Kurwa mać. I poszła w pizdu. Trzydzieści, łyk ze szkła, łyk z plastiku, przekleństwo, dwójka. Smród spalonego sprzęgła. Dobra, pomyślał, trzeba albo zaprzestać dalszej trasy, albo otrzeźwieć, albo dokupić ginu, bo się kończy. Zero sklepów po drodze, ewentualnie pieprzony Autogrill, zawalony po sufit kluchami we wszystkich kolorach i kształtach, jakie świat widział i wszędzie — buongiorno!, tutto bene?, come stai?, i inne grzecznościowe, italijskie zwroty, podczas gdy jego życie, bella, psia krew, vita, poszłooo, razem z całym hajsem, babą, resztkami godności i dobrego humoru w siną dal.

 

Z przemyśleń wyrwał go widok stacji, cóż, nie miał wyjścia, stara lancia — włoska myśl techniczna, którą miał wątpliwą przyjemność prowadzić, już jakiś czas temu odmawiała posłuszeństwa i z włoską ziemią zdawała się wcale nie współgrać. Dziwne. Zatrzymał wóz na parkingu, dopił gin, dopił tonic, butelki wrzucił do kontenera i spostrzegł, że spod maski wydobywa się dym. Jak to mówią, nie ma dymu bez ognia, zerknął więc, wajcha, klapa, rzut okiem, hm... Tak jakby brak płynu chłodniczego. Chociaż kto to wie, te wszystkie zbiorniki, silnik, alternator, zdawały się krążyć przed jego oczami jak w kole fortuny. Zatrzasnął klapę i poszedł w kierunku budynku.

— Un caffe! — wrzasnął, ciut za głośno, w kierunku chuderlawego kelnera, i zanim niezgrabnym łapskiem zdążył wygrzebać drobne, kwintesencja kawy — mocne, czarne espresso w mikroskopijnej filiżance, już czekało tuż przed jego nosem. Tu byle cyc jest baristą, pomyślał. Wyssali ten szatański, czarny wywar z mlekiem matki. Dopił szybko kawę i ewakuował się przed, jak się okazało, bardzo bezpośrednim i jeszcze bardziej gadatliwym kelnerem. Wyszedł z alkoholem, płynem do chłodnic i tagliatelle pod pachą. Tagliatelle gratis.

 

Malownicza krajówka, Strada Statale 18, ciągnąca się zachodnim wybrzeżem od Reggio, aż po Neapol, z zapierającym dech w piersiach widokiem na Morze Tyrreńskie robiła wrażenie nawet na zdruzgotanym Albercie. Jechał przed siebie na północ, byleby dalej od... od... od wszystkiego. Chociaż w zasadzie nie bardzo było od czego uciekać. Wszystko, co miał, krótko mówiąc, samo uciekło. Chciał odwiedzić jeszcze jedno miejsce, wręcz idealne, żeby zrealizować plan, który od kilku godzin świtał w jego głowie. W międzyczasie rozdzwonił się z telefon, ale Albert zignorował to na rzecz zainteresowania grappą. Jego umysł balansował w przygranicznej strefie świadomości, gdzie z jednej strony czuł, że nadal nadąża za rzeczywistością, a z drugiej przestał troszczyć się o tak nieistotne szczegóły, jak bezpieczne kierowanie pojazdem w ruchu drogowym. Srał pies czy zginie tu, czy za godzinę skoczy z najwyższego, na jaki zdoła się wdrapać, klifu. Już postanowił. Taka melodyjna nazwa, Cittadella del Capo, w innej części świata byłaby zapuszczoną dziurą, ale, że słynie z kurewsko pięknego, skalistego wybrzeża wpadającego wprost do bezkresu wód o najbardziej intensywnym odcieniu błękitu, jaki Albert kiedykolwiek widział, to dziurą nie jest. Jest natomiast niekomercyjnym rajem na ziemi, gdzie turystów jak na lekarstwo, za to miejscowi chłoną poczucie estetyki z powietrzem. Gdzieś tam jakaś niunia opala się toples na jachcie czy innej łajbie. Gdzieś tam kuter rybacki wypływa w głębokie wody. Gdzieś tam plażą sunie turecki handlarz ręczników i bikini we wszystkich odcieniach tęczy. Zasadniczo — sielanka — cud, miód, orzeszki, malinki.

 

Albert trzasnął drzwiami i poszedł spacerowym krokiem w stronę plaży. Zero piachu, tylko kamole. Popołudniowe słońce grzało go w głowę, grappa grzała w przełyk. Nawet niezłe to winogronowe gówno, pomyślał. Zobaczymy, czy doda odwagi. Odczytał sms — „Alberto! Coś tam, ti zapomniał dokumenti, coś tam, Autogrill, kawa ci smakować, ti zapomnieć, portafoglio, soldi, musieć zawracać, coś tam, my znaleźć numer infolinia, coś tam, pozdrowienia, całusy, uściski, smacznego (i inne tutejsze, obowiązkowe zwroty grzecznościowe)”, podpisano — Luigi. Portafoglio? Portfolio? Co on pierdoli… Portfel chyba. Nieważne, Albert miał teraz priorytet na skok wyczynowy prosto w otchłań piekieł. Upatrzył sobie już klif, wyrzucił telefon, wyrzucił pustą butelkę i inne klamoty z kieszeni i zaczął się wspinać. To teraz życie powinno mu przelatywać przed oczami jak jakieś wyrwane kadry z filmu, slajdy czy inne historie obrazkowe. Nic takiego się nie działo, nie pamiętał nawet, co przedwczoraj jadł na śniadanie, a co dopiero bardziej złożone wspomnienia. Na samym szczycie zdjął buty i skarpetki, w zasadzie nie bardzo wiedząc, co po. Ale zdjął i wyrzucił daleko, tuż nad brzeg, gdzie porwała je pierwsza fala, oddając w zamian kilka muszelek. Albert rozejrzał się jeszcze raz i poczuł zadowolenie, że przynajmniej zdechnie w malowniczym miejscu. Jedno mu w życiu wyjdzie. Spojrzał w dół na ostre skały, poczuł, jak jego serce pulsuje pod falującą klatką piersiową, w ustach robi się sucho, a w uszach zaczyna nerwowo szumieć. Zamknął oczy.

 

Kwadrans i kilometr później smutny i lekko trzeźwiejący facet w średnim wieku szedł boso wybrzeżem Cittadella del Capo i zastanawiał się, jak wróci po kasę i dokumenty na stację, bez butów. Duże problemy, małe problemy, ogromne problemy i pierdołowate problemy tworzą jego marny żywot na tym łez padole. I resztę tego wieczoru pewnie też spędziłby na jałowych rozważaniach, gdyby nie zauważył nogi. Gdzieś tam spośród skał i kamieni wystawała noga. Całkiem zgrabna stópka z wymalowanymi paznokciami i połyskującą bransoletką nad kostką. Trochę się zdziwił, ale szedł dalej, coraz bliżej i bliżej. Noga leżała nieruchomo, za to z każdym metrem widać było więcej — łydkę, kolano, udo, drugą nogę, jakoś tak sztywno podkurczoną, a po chwili już całą postać. Była to ładniutka blondynka, w czarnej bieliźnie, co prawda niewyglądającej na strój kąpielowy, bo koronkowej, ale co on tam wie. Nie zna się na tych wszystkich „must have” sezonu, zwłaszcza tu, w Citta coś-tam del coś-tam. Była trochę blada i zmizerowana, ale bardziej martwił go fakt, że była przykuta za obie ręce do metalowej barierki, która chroniła odpadające elementy, tego akurat klifu, przed zapewne, odpadnięciem. Wytrzeźwiał całkiem, podszedł zdezorientowany, dziewczyna była nieprzytomna. Spanikował, zaczął nią potrząsać, klepać po twarzy, mówić, krzyczeć, szturchać. Podbiegł do morza, nie miał w co nabrać wody, zanurzył więc obie dłonie, i z tą ociupinką, wylewającą się na wszystkie strony, wrócił i chlusnął jej w twarz. Czynność powtórzył kilkukrotnie. Przeklinał w duchu, że wcześniej pozbył się butelki z grappy, czy choćby butów, bo takim butem to by nabrał wody jak człowiek, a tak — głupiego robota. W końcu się zdenerwował, chlasnął kobietę otwartą dłonią w twarz z całej siły i voila, otworzyła granatowe oczy.

— No nareszcie! Dziewczyno, co ty... Jak ty... Skąd... — nawet nie wiedział, od jakiego pytania zacząć. Blondwłosa piękność patrzyła ogromnymi, przestraszonymi oczami i zdawała się tak wyczerpana, że zaraz zaśnie. Wisiała bezwładnie na przykutych rękach i trzepotała rzęsami, nie wypowiadając nawet słowa.

— Okej. — Ciut wyhamował cisnące się trudne pytania. — Może najpierw powiedz, jak masz na imię?

— Egh... — Dwa mrugnięcia rzęsami, podkurczenie nóg, delikatne chrząknięcie, odgłos mewy w oddali i w końcu wydusiła. — Lea.

Taa, Lea, wyczytał to tuż potem z tatuażu na nadgarstku, kiedy główkował jak uwolnić jej ręce.

— Ładnie cię ktoś urządził Lea, jakiś szlaban rodzicielski? Wkurzony mąż? Głupi dowcip kumpli z akademika?

Cisza.

— Zakład? Wyzwanie? — Albert był niestrudzony — Dieta cud? — Próbował rozluźnić atmosferę.

Cisza.

— Opowiesz mi? Czy będziemy sobie milczeć dalej? — Tym razem nie udało mu się ukryć zniecierpliwienia w głosie. Wytrzeźwiał na zero i znów nabrał ochoty na grappę.

Cisza. Zaczął więc szarpać kajdany, piłować je o, niestety gładką barierkę, lecz bez efektów. Czas poszukać ostrego kamienia.

 

Po półtoragodzinnej, męczeńskiej szarpaninie, podczas której relaksował się, wyobrażając sobie przykuwanie Evy do skał, w ramach szeroko pojętej pokuty, w końcu spłynęła gratyfikacja. Lea, oprócz subtelnej bransoletki na nodze, miała teraz dwie solidne bransolety, po jednej na każdej ręce, ale przynajmniej była wolna.

— To nie wiem, mogę cię gdzieś podwieźć, czy coś? — Albert próbował wrócić do normalności, skoro panna nie była rozmowna. Co go to obchodzi, kto ją przykuł? Może zasłużyła. Siedzieli na kamieniach, z mieszanką wyczerpania, załamania i obłędu w oczach. Przed nimi tafla wody mieniła się odbiciem świateł gwiazd, latarni Cittadella i kutrów rybackich.

— W zasadzie… — wymruczała nieśmiało. — Jest taki klasztor tu niedaleko. Tam w podziemiach... Eee, bo jak nie, to ja sama spróbuję, albo coś, eee.

— Hm? — Albert wpadł w melancholię sugerującą, że jest mu już wszystko jedno.

— Bo tam może być... Ines — wydusiła z niemałym trudem.

— Ines? — powtórzył zdezorientowany, nie odrywając wzroku od mew walczących o miejsce na wąskim kamieniu nad samym brzegiem. Zapanowała obustronna konsternacja. — No dobra, nie mam butów, ale jedźmy.

— Tylko może — teraz już szeptała. — Może weźmy ten kamień. Albo coś innego... ostrego. Może się przydać.

Następne częściLea cz. 2  Lea cz. 3  Lea cz. 4  

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 16

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Niemampojecia96 dwa lata temu
    Byczo, bo ja w ogóle chłonę jak zadowolona gąbka wszystko, co cośkolwiek zostało nasączone Twym poczuciem humoru, zdrowym sarkazmo-cynizmem, teraz we włoskich zaułkach widzę, ciekawie, zastanawiam się, czy byłaś-wiesz, czy dlaczegóż takie włoskie zakątki zainspirowały Cię, czy się nasprawdzałaś jakie autostrady i miejscowości, no ale kontent z wywiezienia mnie z tego smutnego państwa do innego, pewnie nie mniej smutnego. Opiewam w piosence do lustra Twą fantazjo-wyobraźnię, to dopiero pierwsza część, ale kobieto, co Ty za krwiste, smaczne absurdy wymyślasz, masz jedną z mych ulubionych zdolności ludzkich - potrafisz tak łagodnie, dobrze wprowadzić w absurd, że się człowiek nie orientuje. Ach. Uwielbiam, że jesteś taka zdrowo sceptyczna, nierzewna, ach. Kontent, sprawdziłam jak po włosku i:
    ja jestem
    contenuto
    z Ciebie xd.
  • Ritha dwa lata temu
    Ahahaha, Niemampojęcia96 rozbawiłaś mnie tym contenuto xD Najs. Tyle miłych słów... Dziękuję Ci bardzo, jestem sceptykiem z natury, gdzieś tam to się przekłada na pisanie me (me?moje!) I tak, byłam w Citadella del Capo, najpiękniejszym miejscu na tej parszywej Ziemi, pamiętam każdy zakątek, nawet klif, który by się nadał, żeby zrobić sobie "kuku" xD Ale nie pamietam już dokładnie nazw itepe, zguglałam częściowo ;) A absurd, a no miałam taką akurat "przykuwającą" inspirację ;) Baci! Ślę buziaki :*
  • Okropny dwa lata temu
    "linii najmniejszego oporu"
  • Ritha dwa lata temu
    poprawiłam :)
  • Okropny dwa lata temu
    takim butem to by nabrał wody jak człowiek
    XD
  • Ritha dwa lata temu
    No co XD
    Czytasz Okropniś, najs:)
  • Okropny dwa lata temu
    Ritha no kurwa
  • Ritha dwa lata temu
    Okropny to jestem bardzo srutututo z tego powodu :)
  • KarolaKorman dwa lata temu
    Ines miała na imię moja kura, miała niestety, ale idzie wiosna, znów kupię czarną i dam jej tak na imię. Ines musi być czarna :)
    Warto byłoby zapłakać, a ja uśmiechałam się, czytając :) Niewielu potrafi z smutnych, nawet tragicznych rzeczy zrobić coś takiego. Piszę coś takiego, bo przecież to nie komedia, a inaczej nazwać tego nie umiem, a nie będę powtarzać innych. Z przyjemnością przeczytam kolejne części, ale już później, 5 :)
  • Ritha dwa lata temu
    Bo lepiej żartować, niż chorować, czy jakoś tak :D Ines będzie czarnowłosa, to będzie czaaarnaa Iiiineees, specially for you ;)
  • Ritha dwa lata temu
    Ps. Nazwać kurę Ines... No masz egzotyczną wyobraźnię kobieto :D
  • KarolaKorman dwa lata temu
    https://www.youtube.com/watch?v=sgcdyzsEzU8
  • Ritha dwa lata temu
    Też o tym pomyślałam ;)
  • Tanaris dwa lata temu
    Rozwalił mnie ten tekst, ciekawie opisujesz, mając swój styl obrazowania. Dziwne, że facet miał jeszcze siłę, aby się wspinać. Z ciekawością lecę dalej. :D
  • Ritha dwa lata temu
    Dziękuję :D
  • Desideria rok temu
    Coś czuję, że dziewczyna narobi mu kłopotów. Pozdrawiam 5 :)
  • Ritha rok temu
    Zdziwisz się jak dużych ;) Pozdrawiam:)
  • Canulas rok temu
    Hallooo, jest pytanie. Se chciałem od jedynki zacząć, a tam kropka. To przejściowe, celem poprawy czy poszło w piździec na stałe. Jeśli na stałe, to czy części są powiązane. No może to luzne twory i se można wydłubuwać wybiórczo?
  • Ritha rok temu
    Hej, nosilam się z zamiarem wywalenia calosci, alem sie2 powstrzymala xD id cz.10 zacznij, skumasz bez problemu ;)
  • Ritha rok temu
    No i będziesz miał mniej czyrania:p a najlepsza akcja się teraz rozgrywa, więc luz :>
  • Canulas rok temu
    Lubie całości, ale ok. Przynajmniej wiem, na czym stoję
  • Canulas rok temu
    No ale to jak będę w domku. Chwilowo zarabiam na takie zachcianki jak jedzenie i spanie.
  • Ritha rok temu
    Spoko, ja też tyram, międzyczasie kitrając się z napadami weny :D Pozdro
  • Canulas rok temu
    Pod nogami miał, standardowo, sprzęgło, hamulec, gaz, i niestandardowo, gin i tonic. - bardzo zacne.

    Siedzieli na kamieniach, z mieszanką wyczerpania, załamania i obłędu w oczach. - wręcz, przezacne.

    Ogólnie, moje oblubienie dla pojedynczego zdania, mikro-myśli znajduje u Ciebie sporą pożywkę. Zawsze potrafiła mnie zachwycić pojedyncza myśl, czy detal. To wyżej, yo jedynie przykłady, ale dwa najlepsze z tej części
    Dalej.
    Kwadrans i kilometr później smutny i lekko trzeźwiejący facet w średnim wieku - tu bym się kłócićł czy nie lepiej: "Kwadrans później i kilometr dalej" - niby wiadomo o co chodzi, ale niesmak jest.

    Wnioski: Ogólnie czytanie od 10 części byłoby niepełne i nie wiem, jak można sądzić inaczej. Tak samo nie wiem, czemu wcześniejsze są usunięte. Jeśli szykujesz pod druk, to ok, rozumiem, ale jeśli, bo coś Ci w nich nie gra, to nie podzielam.
    Jedynka jest zajebista. Jako konstrukcje poszczególnych zdań, "fajność i nieszablonowe ujęcie myśli" bije na głowę dziesiątkę, a przecież dziesiątka jest spoczi.
    Całość mi się kojarzy z Chandlerem, albo jakimś wykreconym Noir przeplatanym Sin City - Franka Millera.
    Jest naprawdę git. Choć moje achy i ochy mogą być zwielokrotnione trochę przez to, że naprawdę mam pierdolcie na nieszablonowo ukleconej myśli. Jak mi coś podejdzie, potrafię to pamiętać latami.

    Podsumowując: Very Git, Ritha. Very Git.
  • Canulas rok temu
    pierdolca* - autokorekta
  • Ritha rok temu
    Całość mi się kojarzy z Chandlerem - strzał w dychę, chociaż Chandlera zaczęłam czytać dopiero po napisaniu kilku początkowych części, gdy ktoś mi właśnie powiedział prywatnie, że trąca czarnym kryminałem Chandlera. Zaczęłam więc go czytać i tak, facet miał tok myślowy, który bardzo mi pasi. Czemu skasowałam - bo chciałabym coś więcej z tym zrobić, niż żeby tu gniło. Poza tym, nie sądziłam, że ktoś jeszcze się skusi poczytać od początku, ludzie tu nie lubią serii :D Kwadrans i kilometr później - napisałam tak celowo, hm, być może wyszło pokracznie. Twoje komentarze są mega motywujące! Radam fest :D
    Może zarabiaj na to spanie i jedzenie, nie chciałabym żebyś przeze mnie nie wyrabiał na zakrętach :D
  • Canulas rok temu
    Po stwierdzeniu: "Kwadrans i kilometr dalej" jestem w stanie na miękko przepłynąć, jednak ludkom mniej obecnanym z Twoją twórczością, zwłaszcza z konstrukcją zdań i myślowym tokiem, może to trzeszczeć. I tak, wiem. Serie obligują, więc nie dziwota, że zwolenników mają mniej. Jednak (przynajmniej ja) jak coś czytam, to wolę od pierwszej części, bo tak, to dziko jakoś.
    O moje zarabianie się nie martw. Najwyżej, jak coś się stanie, prześlę Ci numer konta dla spokoju ducha.
  • Ritha rok temu
    Myślę, że się dogadamy :>
  • Pan Buczybór rok temu
    Ta, piszesz od dawna, a ja dopiero teraz się biorę za czytanie - nie żałuję. Jak dla mnie świetny początek. Wprowadza w klimat, zaciekawia i zachęca do czytania dalej. I tak, będę czytał dalej. Na plus dodam jeszcze postać Alberta - naprawdę fajna kreacja. Drugi plus - Włochy. Wprost idealne miejsce akcji. Także, czytam dalej, a tutaj
    Gratki i pozdro.
  • Ritha rok temu
    Buuuucz! Jak mi miło:) Zaskoczyleś mnie <3
  • Adam T 10 miesięcy temu
    Jo i tak, na tapecie jest już sam nie wiem która część, a ja walczę od początku ;) Lepiej późno, niź jeszcz później. Nie powiem, że nie jest barwnie, bo jest. Nie jest niebogato, bo jest przebogato. Takie mam skojarzenie, że czytając niektórych, ma sie wrażenie oglądania fotografii - płaki
    obrazek, szerokość, wysokość i koniecznie bez czerwonych oczu. U Ciebie jest szerokość, wysokość, głębokość, a na dodatek głowę i resztę człowieka widać dookoła, a jakby tego było mało - widać także to, co w głowie, a i to, co w reszcie człowieka widać również. Zauważyłem, że lubisz słowko "choć" w różnych odmianach i formach.
    Wrażenia mam bardzo pozytywne.
    Pozdrawiam ;))
  • Adam T 10 miesięcy temu
    Żadne "Jo i tak", tylko miało być "No i tak...".
  • Ritha 10 miesięcy temu
    Adamie jakże mi miło z powodu Twojej wizyty! Cenię sobie merytoryczne komentarze ponad wszystko.
    Słowo "choć" - aż zwrócę uwagę :D "Choć co" często mówię:)
    Tak jak powtarzam wszystkim - moje rozbudowane komentarze, nie obligują do rozbudowanego komentowania mnie, chciałam podkreślić, żeby bylo jasne i panował luz (który ubostwiam). Niemniej cieszę się z wszelkich uwag i spostrzeżeń.
    Skoro tekst odebraleś pozytywnie - tym bardziej :)
  • drohobysz 8 miesięcy temu
    hej, chciałem poczytać a tu lipa... pomazałaś kontent
  • Ritha 8 miesięcy temu
    Elo, ni ma i nie będzie. Koncze ta serie, ale juz niedlugo zaczynam nowa. Jak chcesz to zapraszam do Pustostanu, bardziej psychodelicznie, ale za to ino 5 czesci;)
  • fanthomas 8 miesięcy temu
    Hej! Ja też chciałem poczytać. Co to za kasowanie swej twórczości?
  • Ritha 8 miesięcy temu
    Ni ma :p
  • Elorence 4 miesiące temu
    Wreszcie przybyłam!
    "gin i tonic" - przeczytałam jako: giń i toń xD O matko, ale mnie coś zmuliło :D

    Co za szmata (wybacz, ale musiałam) z tej Evy! I jaka materialistka... Dała dupy, ale uważa, że jej się należy. Albert nie mógł jej spuścić łomotu (wiadomo, kobiet się nie bije, ale są granice, których kobiety po prostu nie powinny przekraczać).

    I tak sobie myślę: "Wporzo, koleś. Panna puściła cię kantem, jesteś zraniony i smutny, najchętniej strzeliłbyś sobie w łeb. Okej. Wolisz skoczyć z klifu. Ładna okolica - rozumiem, ale ej... Ty weź się puknij w głowę! Z powodu jednej puszczalskiej szmaty będziesz życie sobie odbierał? Pogięło cię? A ta menda jeszcze zrobi z siebie wierzbę płaczącą i na legalu będzie dalej się puszczać, tłumacząc swoje czyny, tęsknotą za Tobą!"

    Wkręciłam się i to bardzo!
    Ulubione klimaty <3

    Pozdro, Ritha :D :*
  • Ritha 4 miesiące temu
    Elo... Jesteś lepsza niż Cydr. Top czytelników. Ścisły top.
    Cz. 1 Lei jest ok, potem jest tak se, jak pojawi się Cesare i Marco - wtedy jestesmy w domu.
    Dluga podroz przed Toba. Milo mi bedzie przypomniec sobie te wloskie klimaty razem z Toba.
    Dzieki :)
  • Elorence 4 miesiące temu
    Oj tam, oj tam!
    Ale bardzo mi miło <3
  • Enchanteuse 3 miesiące temu
    "Wypiłby teraz choćby płyn do spryskiwaczy, gdyby ten miał w sobie choć krztę alkoholu, a niczego innego akurat nie byłoby w pobliżu." - może jestem nadwrażliwa, ale drażni mnie to bliskie sąsiedztwo: "choćby" i "choć". Może to pierwsze zastąpić "nawet"?

    "Jego eks najpierw się wypaliła, potem dała dupy radcy prawnemu szwagra sąsiadki, czy innemu kudłatemu typowi, o rumuńskiej urodzie chłopaka sprzedającego kradzione zegarki na bazarze, a w międzyczasie przywłaszczyła sobie cały dobytek i sprzedała chałupę, składając podpis jego zapitą łapą. " - przecinek przed "czy" chyba niepotrzebny.

    "Eva uciekła do Tunisu albo na Maltę, być może ambitniej — do Grecji, lub po linii najmniejszego oporu, całkiem niedaleko, na Sardynię, gdzie notabene, już pewnie czekał na nią bazarowy fagas, a tymczasem on, Albercik, rogacz-idiota, sam wywiózł ją aż tu, na południe Włoch, żeby niby ratować związek. " - tym razem przed "lub"

    "(...) gdzie z jednej strony czuł, że nadal nadąża za rzeczywistością, a z drugiej przestał troszczyć się o tak nieistotne szczegóły, jak bezpieczne kierowanie pojazdem w ruchu drogowym." ---> kocham to <3

    "Była trochę blada i zmizerowana, ale bardziej martwił go fakt, że była przykuta za obie ręce do metalowej barierki, która chroniła odpadające elementy, tego akurat klifu, przed zapewne, odpadnięciem" - przecinek przed "zapewne".

    Tyle. A odnosząc się do treści: znać Twoją rękę. Lubię Twój styl, idzie się przyzwyczaić nawet do tych niesamowicie długich zdań. Historia ciekawa, ale przeraża mnie to, że czeka mnie jeszcze kilkanaście części :D

    Pozdrawiam. Jutro zajrzę do następnej, obiecuję ;)
  • Ritha 3 miesiące temu
    Ench... Zaskoczyłaś mnie! Niezmiernie mi miło, ze odkopałaś Leę :))
    Niesamiwicie długich zdań? Kurcze, tera ciacham na króciótkie, szybciutkie, pulsujace zdania - bach, bach, bach - az za bardzo ciacham. Kiedyś widać pisałam spokojniej :)
    Błedy napoprawiam, mam ze 3 cz. Cmyka do poprawy, nie nadążam, ale wiedz, że każdą sugestie biorę do serducha i poprawiam :)
    Kilkanaście części... Taa, dokładnie 45 jeszcze xD Ale jak sie bedziesz męczyć to broń Boże nie brnij, to tasiemiec.
    Dziekuje pięknie, pozdrawiam :))
  • Enchanteuse 3 miesiące temu
    Kurczę, a już myślałam, że nie odpowiesz.
    Ritha nie no, jak coś to najwyżej zawieszę czytanie.
    Mam teraz własne książki z biblioteki (jak to brzmi xD) więc będę musiała to jakoś połączyć.
    45?!!
    No to wypada czytać po dwie dziennie, aby ogarnąć się przed końcem miesiąca.

    A odkopałam, bo w sumie lubię Twoje pióro, tylko taka codzienna do bólu tematyka mi nie pasowała. Ani science fiction. Dlatego Lea, a nie Cmyk czy Okłam się wiosną ;)

    Pozdrawiam cieplutko :)
  • Ritha 3 miesiące temu
    Enchanteuse taa, 45 i ta, ktora przeczytakas czyly 46, huehue.
    Zawsze odposuje na komentarze ;)

    Cmyk to jest science fiction ino z nazwy (bo postapo), ale to bardziej takie hmm nie wiem, wielogatunkowe. Ludzie gadaja, że lepsze od Lei (i, poki co, krotsze xd).

    Cokolwiek czytane jest - mi zawsze milo i doceniam :))
    Tez mam czasem dylemat - czytac ksiazje czy opowi? A moze pisac? A moze spac? Ehh, doba stlasnie krótka.
    Pozdrawiam :)
  • Canulas 3 miesiące temu
    Cmyk jest level wyżej. Najlepiej czytaj wszystko, a książki z biblioteki sprzedaj i napisz im że zgubiłaś. I wilk syty i zajączek rozszarpany. Double win
  • Ritha 3 miesiące temu
    Genialne.
  • Enchanteuse 3 miesiące temu
    Ritha no to się wpakowałam xD
    Nie wiem, próbowałam się wziąć za Cmyka, ale jakoś początek mnie nie wciągnął.
    Spoko, ja mam wolne cały czas z wyjątkiem pojutrza, alors mogę i komentować i spać i pisać i czytać opowi i książki. A właśnie, pożyczyłam tego Ullissesa. Zaraz się biorę za niego ;))
    Co tam Ritha, że nie masz czasu. Ważne, że tłum ludzi pod opkiem. Tylko pozazdrościć ;D
  • Ritha 3 miesiące temu
    Enchanteuse kurde! A ja nie poszlam do biblio, bo mnie deszcz zniechecil. Ale czytam Golema, Edwarda Lee i jest super. Wlasnie udusili babe i bzykneli zwloki. Mniamciu :D
    Tlumy, taa, ciesze sie nieustannie. Jak poczatek Cmyka nie podszedl, to juz raczej nie podejdzie (poczatek byl dobry ;p), zostan wiec tutej.
    Buziole śle ;)
  • Enchanteuse 3 miesiące temu
    Ritha ja temu deszczowi dzielnie stawiłam opór. Raz jak wracałam od veta. Dwa jak z biblio.
    Nie no, spoko lektura. Coś jak American Horror Story do czytania.

    Też ślę buziaki, no i miłej lektury ;)
  • Ritha 3 miesiące temu
    Dzięki ;)
  • Margerita 3 miesiące temu
    Albert spokojnie po co te nerwy złość szkodzi piękności. a poza tym baranie patrz na drogę. Pięć
  • Ritha 3 miesiące temu
    Hahaha. No pieknie. Witaj Mar na wloskiej ziemi ;)
  • ScarlettPapillon 6 dni temu
    Włochy jedno z lepszych miejsc akcji dla opowiadań/powieści. Zostaję, bom ciekawa co z tą Leą. Piątka ode mnie. Pozdrawiam i zyczę weny!
  • Ritha 6 dni temu
    Jezu, dzien dobry.
    Zostaw to, idz do Cmyka, to jest stare, nieswieze, zepsute i ma 46 czesci.
    Tak czy siak - dziekuje :)
  • Ritha 6 dni temu
    Co do Wloch - zgodze sie :))
  • Enchanteuse 6 dni temu
    Scarlett, nie słuchaj! Fajne jest, sama czytam, to samo mi mówiła :D
    Zaryzykuj, a nuż się spodoba.
  • Ritha 6 dni temu
    Ench to jest dużo slabsze niż moje terazniejsze pisanie, nie trzyma sie kupy, a do Cmyka nie ma startu (spytajta Elolapka, przeczytala obie serie).
    No ale, jak tam se chcecie :p
  • Enchanteuse 6 dni temu
    Ritha ale tamto to sci-fi! Rudy bohater trochę sytuację ratuje, ale... nie wiem czy na tyle, żebym się przemogła xD
  • Ritha 6 dni temu
    Ench to wielogatunkowiec, thriller bardziej, sporo elementow romansu (od strony uczuc, prawie zero seksu, to dka Ciebue gites), sci-fi tylko dlatego, ze postapo, przygoda, sensacja i kurde (niech zyje skromnosc) i milosc.
    O tym jest Cmyk. A nie 300 % sci-fi.
    Ufff.
    xD
  • Ritha 6 dni temu
    Nie zebym namawiala, rozjasniam ino UPRZEDZENIA :D
  • Ritha 6 dni temu
    Aaa, Rudego bohatera nie ma (to wymysl Cyber i Marg).
  • Enchanteuse 6 dni temu
    Ritha no to już lepiej. Stricte sci fi bym nie zniosłą, jestem uczulona :D
    Postapo spoko, to jest jeszcze do zgryzienia. Miłość emocjonalna, to cudownie. Jak się znudzę Leą, to spodziewaj się, że przyjdę. Choć raczej ją skończę, no zobaczymy. Dużo tych części zostało xD
  • Ritha 6 dni temu
    Ench pierdziel Leę, umorduje Cię ino. Rozgrzeszam porzucenie. :)))
    Canulas pedział, ze jak postapo to sci-fi kategoria (pierwotnie bylo ometkowane "thriller"), ja mu tu powiem! ;D
    No, nawyjasniałam niniejszym :)
  • Ritha 6 dni temu
    Chociaz wiesz - nic nie gwarantuje, gusta są różne.
  • Elorence 6 dni temu
    Ritha, co Ty chcesz od Lei?!
  • Ritha 6 dni temu
    Nie podobie mie sie ona.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania