Leśna polana

– Gunter, Gunter! – po podwórzu niósł się głos kobiety wyglądającej przez okno. – Obiad stygnie! Rozprawiłeś się już z nimi?

Wysoki blondyn z pistoletem wyszedł ze stajni. Otarł pot kapiący mu z czoła.

– Tak mamo! – krzyknął. – Już idę!

Na stole stała pachnąca zupa owocowa z truskawek i zraziki wołowe z modrą kapustą i ziemniakami. Gunter uśmiechnął się przełykając ślinę. Uwielbiał obiadki mamy.

– Umyj się – odezwała się kobieta. – Oj, przyczepił ci się chyba kawałek koszulki.

Chłopak spojrzał na spodnie. Oderwał przylepiony fragment czerwonego materiału.

– Zakop to – powiedziała mama.– Pamiętaj, dyskrecja przede wszystkim. Zapomniałeś już co było z tymi Portugalczykami?

Gunterowi stanęły przed oczyma postacie policjantów wypytujących go dwa lata temu o zaginioną drużynę Sportingu Lizbona. Wypadła mu z kieszeni opaska kapitańska, kiedy przewoził zwłoki do lasu. Wtedy się udało, gliniarze uwierzyli, że jakiejś dziewczynie zsunęła się podwiązka.

Parę minut później chłopak zajadał już obiad razem z mamą.

– To byli ci z Anglii? – zapytała kobieta.

– Tak mamo, Manchester.

– City czy United?

– No mamo, czerwone koszulki to Manchester – odparł ze zniecierpliwieniem Gunter.

Kobieta zmarszczyła brwi.

– Coś kręcisz. Przecież niedawno byli jacyś w czerwonych koszulkach z Wysp.

– To był Liverpool – Gunter zaczynał się złościć. – Daj mi zjeść spokojnie. Nie mam za dużo czasu. Muszę jechać po tych Niemców.

– Dziś niedziela, mógłbyś odpocząć trochę.

– Nie ma lekko, mamo. Potem jeszcze wuj Romek chciał obejrzeć mogiły. Mówił, że coś mu się nie zgadza w spisie.

– Stary pryk – mruknęła mama Guntera. – Ma za słabe okulary i coś spieprzył.

Chłopak spojrzał na zegarek i pokiwał głową.

– W sumie masz rację, zostawię Borussię na jutro – powiedział przeciągając się po sytym posiłku.

Godzinę później Gunter i wuj Roman stali na olbrzymiej polanie w środku lasu. Teren ogrodzony był wielkim murem chińskim i setką piramid egipskich, z których każda przewyższała znacznie tę z Gizah. Dla niepoznaki wszystko było otoczone rzędem gęsto posadzonych truskawek. Wewnątrz znajdowały się dziesiątki kopczyków ze słupkami, na których przymocowano proporczyki klubów piłkarskich z całego świata.

– Mówiłem, że nie mam w spisie Juventusu – powiedział z oburzeniem wuj Roman. – Kiedy ich wybiłeś?

– Oj wujek, dwa lata temu. Po zakończeniu Ligi Mistrzów, mówiłem ci sto razy.

– Nie pyskuj szczeniaku, bo powiem matce – odwarknął mężczyzna.

– Mama mówiła, żeby wuj kupił sobie mocniejsze okulary, bo potem wuj nie może się doliczyć.

– Co takiego? To niech mi sama kupi. Albo lepiej niech sama zajmie się liczeniem drużyn.

Wuj Roman był wyraźnie poruszony. Liczył drużyny od pierwszego dnia, kiedy to Gunter rozstrzelał Dynamo Moskwa. Czuł się potrzebny, doceniany, a teraz Gunter i jego matka zarzucają mu niekompetencję.

– Zapisałem tych turyńczyków. Wracamy – powiedział obrażonym głosem.

– Niech się wuj nie focha. W przyszłym tygodniu dojdzie kilka egzotycznych klubów z Afryki. To prawdziwa gratka.

Na polanie mieli tylko jeden klub z Czarnego Lądu, algierską drużynę MC Oran. Wuj mruknął z zadowolenia.

– Ile? – zapytał z błyskiem w oku.

– Cztery – odparł Gunter.

– Uważaj chłopcze, nie za dużo na jeden tydzień?

– Spoko wuju. Chodźmy, mama upiekła placek.

Zeszli z muru chińskiego, zgrabnie przeskoczyli przez zagon truskawek i skierowali się na zachód.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • KarolaKorman tydzień temu
    Każdy ma jakieś upodobania. Gunter i wujaszek mieli rzadko spotykane, co nie znaczy, że gorsze :)
  • pasja tydzień temu
    No cóż, sposoby na życie są różniste. Był administratorem cmentarza i to jakiego. Pozdrawiam
  • Ritha tydzień temu
    Rozbawiło mnie :D Nie wiem czy powinno, ale skontrastowanie zakopywania zwłok drużyn i mamusinych obiadków, jest urzekające ;) Dałam 5.
  • Pan Buczybór tydzień temu
    Absurdalne kontrasty. Tekst świetny, lekki, zabawny. 5
  • Karawan tydzień temu
    Za Gunterem zwłoki sznurem ;) 5

Napisz komentarz