Poprzednie częściListy pod piątkę  Listy pod piątkę - 1  

Listy pod piątkę - 2

Właśnie leżałam w hamaku w ogrodzie mojej mamy i czytałam książkę, gdy przypomniało mi się o listach mojej babci. Miałam napisać jeden i wysłać tak jak to niegdyś zrobiła moja babcia. Lecz nie mogłam napisać go w dzień, bo by zobaczyła to jeszcze moja siostra Natasza, z którą dzielę pokój. Listy popsuły mi chęć do czytania, więc wstałam z hamaka i poszłam w stronę domu. W budynku było o wiele chłodniej niż na dworze, gdzie panował upał i było bezwietrznie. Miałam iść do mojego i mojej siostry pokoju, gdy przypomniałam sobie, że do Nataszy przyjechała koleżanka i świętują rozpoczęcie wakacji. Nie chciałam im przeszkadzać, więc poszłam do kuchni, gdzie mama właśnie przygotowywała gofry dla dziewczyn. Gdy mnie zobaczyła, odwróciła się i zapytała:

- Chcesz też gofra czy wolisz koktajl? Jeśli chcesz koktajl to wyjmij z lodówki owoce i włóż do blendera.

- Dobra. Wolę koktajl, na gofry, jak dla mnie, jest za gorąco. Chcesz też?

- Bardzo chętnie napiję się czegoś chłodnego.

- Czyli dwa razy koktajl. Może być bananowo-truskawkowy? Mój…

- Mój ulubiony - przerwała mi mama.

- Ja to chciałam powiedzieć - powiedziałam z udawanym żalem.

- Przepraszam, że się wcięłam - powiedziała mama takim tonem, że zaczęłam się śmiać, a zaraz po mnie dołączyła właścicielka tych słów.

- Wiesz przecież, że zaczynam się śmiać jak tak mówisz.

- Wiem, więc dlatego tak powiedziałam. Uwielbiam jak się śmiejesz.

- A ja lubię się śmiać razem z tobą.

Mama była dla mnie jak przyjaciółka. Często z nią rozmawiałam i raczej nie miałam przed nią tajemnic. Czasami w jej towarzystwie czułam się tak jakbym rozmawiała ze swoją równolatką.

- Idę zanieść dziewczynom gofry - powiedziała mama, gdy skończyła je robić, wyrywając mnie tym z zamyślenia. - Zaraz wrócę.

Skończyłam rozdrabniać owoce blenderem. Wyjęłam łyżkę i spróbowałam.

- Łe. Ale kwaśne.

Pewnie to sprawka truskawek. Dosypałam trzy łyżeczki cukru i dokładnie wymieszałam. Po skończonej operacji spróbowałam ponownie.

- Pycha - powiedziałam do siebie.

Wyjęłam dwa kubki z szafki i nalałam do nich koktajl. Do kuchni weszła mama, wzięła jeden z kubków i upiła z niego duży łyk.

- Mmm. Pycha. Idziesz ze mną do ogrodu popilnować dziewczynek?

- Wiesz co chyba skorzystam z tego, że mam wolny pokój.

- Rozumiem. Dobra, ja idę - mimo tego, że mama się do mnie uśmiechnęła, czułam że zrobiłam jej przykrość.

Mama wyszła z kuchni, a ja zaraz za nią. Poszłam do mojego pokoju. Usiadłam przy biurku, wyciągnęłam kartkę i długopis. Siedziałam, popijając koktajl i zastanawiając się co napisać w pierwszym liście do nieznanej osoby. Wiedziałam, że nie mogłam napisać wszystkiego o mojej rodzinie. Ale co ja miałam napisać? Pewnie jak bym była zwariowana tak jak moja babcia i mama to bym napisała wszystko. Przecież babcia wysłała listy miłosne. Nadal nie wiedziałam dlaczego coś takiego zrobiła. Ale z drugiej strony nie byłam lepsza. Przecież chciałam zrobić praktycznie to samo.

W końcu stwierdziłam, że nie będę myśleć nad tekstem, który zawrę w liście tylko będę pisała to co przyjdzie mi do głowy podczas pisania. I zaczęłam.

 

 

Warszawa, 10 lipca 2008 rok

Drogi/-a Panie/-i!

 

Postanowiłam do Pana/-i napisać po tym jak moja babcia opowiedziała mi, że ona w swojej młodości wysłała pod nieznany adres swoje listy. Ja zafascynowana tą historią postanowiłam też napisać taki list. Mam nadzieję, że mi się poszczęści i ktoś mi odpisze.

Jeśli by Pan/-i zdecydował/-a się odpisać załączam swoje dane osobowe:

Klara Bihon, Warszawa ulica Kwiatowa 14.

Z poważaniem

Klara Bihon

 

Po zakończeniu listu zgięłam go na pół i włożyłam go w kopertę, ją zakleiłam i zaadresowałam do Malborka na ulicę Złotą 5. Dlaczego na taki adres? Ponieważ kiedyś byłam w Malborku i mam pewność, że taka ulica istnienie w tym mieście. Włożyłam list do torby, którą przewiesiłam przez ramię i wyszłam na dwór. Poszłam w stronę ogrodu by powiedzieć mamie, że jadę się przejechać. Mama leżała w hamaku.

- Co tam córeczko? - Zapytała mnie widząc, że się zbliżam.

- Jadę do miasta coś ci kupić?

- Nie, mi nie, ale kup Nataszy tik-taki.

- Dobra. To jadę, będę za około godzinę.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania