Literkowa Bitwa na Prozę V Człowiek i zwierzę

Literkowa Bitwa na Prozę V

Człowiek i zwierze

http://www.opowi.pl/forum/literkowa-bitwa-na-proze-v-w977/

Arlim wszedł na polanę. Stanął i już chciał zrzucić ze swoich pleców to wszystko co nosił, kiedy usłyszał warczenie. Siedząca obok niego sporej wielkości wilczyca pokazała kły, jednocześnie patrząc w jedno miejsce. Myśliwy spojrzał w tą sama stronę i znieruchomiał. Na końcu polany stało stado ogonów. Zwierzaki patrzyły w ich stronę. Było ich tak na oko kilkanaście. Myśliwy w pierwszym odruchu chciał uciekać. Już się odwracał, kiedy wilczyca znów zawarczała. Spojrzał na nią i zrozumiał. Nie było czasu na ucieczkę. Stwory dogoniły by go objuczonego wszystkim co miał bardzo szybko.

Nie pozostało nic innego jak stawić im czoło. Ogony nie były zbyt groźne dla człowieka, szczególnie jadącego na koniu, choć potrafiły groźnie pokąsać nogi jeźdźca czy konia.

Arlim wiedział o tym i dlatego zaklął soczyście. Jeszcze kilka dni temu miał konia, ale sprzedał go w wiosce, żeby mieć za co kupić potrzebne rzeczy. Teraz tego pożałował.

Ogony, nazwa nadana tym dziwnym zwierzakom tak dawno, że nikt nie potrafił już powiedzieć kto i kiedy wymyślił tak mało oryginalne określenie. Prawdę mówiąc jednak odpowiadała ona wyglądowi tych stworów. Były one mieszanką węża i jaszczurki z zupełnie ptasimi łapami. To był taki wąż w tułowiem pośrodku, stający na dwóch wypisz wymaluj łapach dużego ptaka.

Łeb przypominał ten które mają jaszczurki, a ostre, duże zęby idealnie nadawały się do rozszarpywania mięsa. Największe z nich, mierząc od łba do końca ogona przewyższały długością konia.

Jednak kilkanaście sztuk, w tym kilka naprawdę dużych, to był dla jednego człowieka praktycznie wyrok śmierci. Arlim jednak nie zamierzał tanio sprzedać skóry. Żył samotnie w lesie już od wielu lat i to go nauczyło jednego. Nigdy nie można się poddawać. Nigdy. Teraz także zamierzał walczyć. Szybkim ruchem zrzucił wszystko z pleców i podniósł leżący łuk. Wyciągnął strzałę, naciągnął cięciwę i wypuścił pierwszą strzałę, prawie nie mierząc. W chwile później w stado ogonów pomknęła kolejna.

Stwory jakby oprzytomniały i rzuciły się w stronę myśliwego, rozpędzając się bardzo szybko. Dzieliło je od człowieka nie więcej jak kilkadziesiąt kroków, a mimo tego Arlim zdążył wystrzelić sześć strzał z czego trzy trafiły, eliminując troje zwierząt. Reszta niestety biegła dalej.

Człowiek odrzucił łuk i wyciągnął z pochwy miecz. Stanął mocno na nogach, lekko uginając kolana. Katem oka dostrzegł, że wilczyca gdzieś zniknęła.

Kiedy ogony już miały dopaść myśliwego, ten wziął ogromny zamach i ciął z całych sił. Ostrze miecza dosięgnęło dwóch szyi z których spadły łby, a cielska zwaliły się tuż przy nim.

Reszta na ten widok stanęła. Pięć większych na wprost niego, a trzy dużo mniejsze kilka kroków dalej.

Arlim stał i czekał. Wiedział, że stwory ruszą na niego. Nadal miały przewagę pięć do jednego, wystarczającą do zabicia człowieka. Jednak wahały się śledząc ostrze miecza. Kiedy już miały ruszyć, z lasu wyskoczyła wilczyca dopadając do najmniejszego. Złapała go zębami tuż poniżej łba i po chwili dał się słyszeć trzask łamanych kręgów szyjnych. Samica natychmiast puściła zwierzaka i dosłownie w tym samym momencie rzuciła się na kolejnego malca przegryzając mu gardło. Stojące na wprost Arlima ogony jak na komendę odwróciły się w stronę atakującej wilczycy. Myśliwy wiedział, że ma niepowtarzalną okazję. Teraz, albo nigdy. Skoczył do przodu i potężnym cieciem nie tylko odciął dwie głowy, ale jego miecz trafił także w szyję trzeciego wbijając się w nią.

W mgnieniu oka sytuacja zmieniła się. Teraz to stwory miały problem. Obok nich stał człowiek z mieczem, a za ich plecami szykująca się do skoku wilczyca. Chyba zrozumiały, że nie mają szans i powoli zaczęły się wycofywać, jednak ani Arlim, ani wilczyca nie zrobili żadnego ruchu, czekając aż ogony znikną w lesie. Nie było sensu ich gonić. Walka była wygrana.

Arlim po dłuższej chwili odrzucił miecz i usiadł na trawie, przecierając rękawem spocone czoło. Wilczyca usiadła obok niego. Myśliwy pogładził ją po sierści, a ona polizała jego rękę. Po raz kolejny wadera uratowała mu życie. To, że znalazł ją tamtego mroźnego dnia, było chyba darem od Bogów. Pamiętał ten dzień. Szedł po śniegu przeklinając zimno i głód, kiedy nagle zobaczył coś co do dzisiaj stanowi dla niego zagadkę. Na niewielkim wzgórzu, pomiędzy przysypanymi śniegiem krzewami leżały ciała sześciu wilków. Jednak stan w jakim się znajdowały zdumiał niepomiernie starego myśliwego, który jak mu się wydawało widział już wszystko. Cztery z nich były dosłownie rozszarpane na strzępy.

Wyglądało to tak, jakby ktoś złapał każdego z nich za przednie i tylne łapy i rozerwał tak, jak by były z papieru. Pozostałe miały urwane łby, leżące dobre kilka kroków dalej.

Arlim był doświadczonym myśliwym od ponad dwudziestu lat przemierzającym okoliczne lasy. Jednak kiedy zobaczył tak zmasakrowane zwłoki wilków, ogarnął go wręcz paniczny strach, jakiego nie czuł nigdy. Nawet teraz na wspomnienie tego dnia, po plecach przechodziły mu ciarki, a w myślach pojawiało się pytanie.

Co mogło rozszarpać sześć dorosłych wilków?

To było dla niego coś, czego do tej pory nie przeżył. Strach kazał mu uciekać. Już miał odejść, kiedy usłyszał ciche skomlenie. Nastawił uszy. Głos dobiegał spod gałęzi świerku. Wyciągnął miecz i bardzo delikatnie rozchylił gałęzie. Pod nimi zobaczył małego wilka, który patrzył na niego oczami dziecka.

W tym momencie poczuł nagły przypływ uczuć, coś czego nie czuł już dawno.

Nie namyślając się chwycił zwierzę i zaczął uciekać. Biegł tak szybko jak tylko pozwalały na to zwały śniegu.

Kiedy wreszcie ochłonął, padł ze zmęczenia na kolana, o mało nie wypuszczając wilczka.

Gdy już odpoczął na tyle, że odzyskał normalny oddech odłożył delikatnie zwierzę na śniegu.

Zdjął futro, położył na śniegu i przeniósł na nie wilczka. Sam nie wiedział, dlaczego to robi, ale jakiś wewnętrzny głos mówił mu, że tak będzie dobrze. Rozpalił ogień, a potem przemył rany na ciele zwierzaka. Nic więcej nie mógł zrobić. Po trzech dniach wilczyca wstała i zjadła pierwszy kawałek mięsa. Tak zaczęła się przyjaźń dwóch wydawałoby się obcych stworzeń. Jednak na wiosnę wszystko się zmieniło. To wadera zaczęła się opiekować człowiekiem. Strzegła go, polowała przynosząc co rusz to zająca, to młodą sarnę. Arlim patrzył na wilczyce coraz bardziej zdziwiony jej zachowaniem. W końcu doszedł do wniosku, że to nie jest zwykłe zwierzę, to jakiś dobry duszek wszedł w ciało wadery tylko po to, żeby nim się opiekować. Samica traktowała go czasami jak małe dziecko, zastępując mu matkę i ojca, których praktycznie nie pamiętał.

Kiedy na jego wieś napadli Szarzy ludzie miał zaledwie osiem lat. W pamięć wbiły mu się tylko pojedyncze obrazy. Palące się domy, krzyki zabijanych i potworny strach, który czasami jeszcze odzywał się w nocy, nie pozwalając spać. Jak się wtedy uratował, dowiedział się dopiero po latach, kiedy kuzynka jego mamy opowiedziała mu kto i kiedy napadł na wieś, ludzi pozabijał, a domy spalił. Jego zagrzebanego w małym szałasie stojącym w lesie, nie znaleźli. Kiedy najeźdźcy odeszli błąkał się kilka dni w lesie, aż znaleźli go ludzie ze stojącej głębiej w lesie małej wioski i przekazali kobiecie, która go przygarnęła. Niestety nie była to ani miła, ani sympatyczna kobieta.

Całymi dniami krzyczała na niego, a często też biła. Chłopiec znienawidził ją i postanowił uciec. Nie zdążył. Do wsi przyszła zaraza i zabiła większość mieszkańców, w tym jego opiekunkę.

Znowu został sam. Nie chciał już mieszkać wśród ludzi. Postanowił zostać myśliwym i na stałe zamieszkać w lesie. Przez lata tułał się sam polując i wymieniając futra na potrzebne do przeżycia rzeczy. Był sam, ale jakoś do tego przywyknął, choć nie było łatwo. Kiedy jednak spotkał wilczycę, właśnie na nią przelał swoje uczucia. Ktoś powie – to tylko zwierzę. Zgoda, ale to zwierzę dało mu więcej ciepła i bezpieczeństwa, niż wszyscy ludzie.

Tak to już czasami bywa, że człowiek nigdy nie wie, kiedy Bogowie mrugną do niego ten jeden, jedyny raz. Arlim, choć nie za bardzo wierzył w Bogów, teraz po raz kolejny podziękował im za dar, który mu dali. On wiedział, że mogło być całkiem inaczej. Stwór, który zabił w tak straszny sposób wilki, mógł tam czekać na niego, a wtedy, tego był pewien leżałby obok nich.

Jednak zamiast śmierci, spotkał tam pierwszą istotę w swoim życiu, która nie dość, że obudziła w nim uczucia, których prawie nie znał, to jeszcze stała się pokrewną duszą.

Teraz już nie był sam. Miał przy sobie kogoś, choć było to tylko zwierzę, kto był przyjacielem, obrońcą i opiekunem w jednym.

Człowiek i zwierzę. Dwa ciała, ale jedna dusza.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Literkowa Bitwa na Prozę 3 miesiące temu
    Brawo! Następne odpowiadanie zgłoszone do bitwy.
  • Literkowa Bitwa na Prozę 3 miesiące temu
    Wrzuć link do wątku na Forum
  • Felicjanna 3 miesiące temu
    podobało mi się, mimo że ta walka z ogonami mało obrazowa i trochę naciągana. Uznaję jednak, że nie o to w tym chodziło, ale o bratnią duszę. Jeśli nie wrzuciłeś jeszcze linku to "obrońcą", a nie obrońcom. To jedyny rażący błąd. Pozdrawiam
  • Ozar 3 miesiące temu
    Dziękuje za komentarz, ale nie chciałem żeby tekst był zbyt długi.
  • betti 3 miesiące temu
    Ozar czytając przypomniało mi się, ''człowiek, człowiekowi - wilkiem'' To opowiadanie pięknie z tym kontrastuje... przykre, kiedy zwierzęta uczą nas człowieczeństwa. Dobre opowiadanie.
  • Canulas 3 miesiące temu
    Podoba mi się od strony trzymania się tematu i ogólnie treści.
    Jest kilka mankamentów, zwłaszcza natury powtórzeń. Kilka zdań można zapisać inaczej.
    Ogólnie nie będę rozwlekał na części pierwsze, bo to tekst na bitwę.
    Przeczytałem. Było zacnie.
    Pozdro.
  • pasja 3 miesiące temu
    Od początku świata człowiek żyje w ciągłej symbiozie ze zwierzętami. Czasem zwierzę jest lepszym przyjacielem niż człowiek. Ostatnio spotkałam się z książką "Zwierzęta w okopach" Jest to opowieść o zwierzętach, które brały czynny udział w czasie I wojny światowej. Były niejednokrotnie bohaterami, przekazaywały informacje, ratowały rannych żołnierzy, przynosiły broń. Równocześnie ginęły.
    Twoja opowieść poruszyła moje wnętrze.
    Pozdrawiam serdecznie 5:)
  • Ozar 3 miesiące temu
    betti, Canulas, pasja Dziękuje za komentarze. Nie będę na razie się do nich odnosił, ze względu na konkurs.
    pasja - Mam coś w swoich materiałach o psach służących w Armii Czerwonej. Jak znajdę to wrzucę.
  • Literkowa Bitwa na Prozę 2 miesiące temu
    Na Forum ruszyło głosowanie. Zapraszamy
  • Margerita 2 miesiące temu
    pięć bardzo poruszająca historia
  • Ozar 2 miesiące temu
    Dziękuje bardzo.
  • Elorence 2 miesiące temu
    Zawsze poruszał mnie motyw wilków w tekstach. Do tej pory chcę mieć tatuaż wilka. Nie wiem, te zwierzęta mają w sobie coś niezwykłego.
    A co najważniejsze, uratowane zwierzę zawsze potrafi się odwdzięczyć, więc nie tylko pies jest najlepszym przyjacielem człowieka, ale każde zwierzę, którym człowiek się opiekuje.
    Podobało mi się, chociaż to średnio moje klimaty :)
  • Ozar 2 miesiące temu
    Elorence. Wilki mają w sobie magię. Jak znasz fantasy, to tam zawsze stoją po stronie dobra (za wyjątkiem jakiś mutantów). A do tego, to bardzo, bardzo mądre zwierzęta, umiejące sobie radzić w każdej sytuacji. Ja je podziwiam od dawna. U mnie przed nimi jest tylko Tygrys samotny łowca, reszta z tyłu.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania