Loteria z koroną

Richard już drugi dzień z rzędu czuł się źle. Kaszel i gorączka nie chciały ustąpić, wprost przeciwnie - przybierały na sile. Telefonicznie skontaktował się ze swoim lekarzem; osobiście nie miał szansy się z nim spotkać, ponieważ już od dłuższego czasu lekarze przyjmowali chorych tylko w wyjątkowych przypadkach. Ministerstwo zdrowia surowo egzekwowało to zarządzenie, każde spotkanie doktora z pacjentem twarzą w twarz musiało być nagrywane na wideo, a zapis natychmiast przesłany do lokalnego oddziału ministerstwa. Wizyty musiały być też szczegółowo opisane, więc dla samego tylko zaoszczędzenia czasu dzisiejsi superbohaterowie, którymi stali się pracownicy ochrony zdrowia przestrzegali nowych przepisów. Przypadek Richarda był typowy, doktor Ayrault nawet nie wysłuchał do końca relacji kaszlącego jak gruźlik pacjenta i zadecydował:

– Podejrzenie COVID-19, prześlę panu na skrzynkę e-mail uprawnienie do zakupu testu, proszę je wydrukować lub pokazać na ekranie smartfonu, kiedy odwiedzi pana mobilna apteka. Numer telefonu do nich pan sobie znajdzie, jeśli jest u pana dostęp do internetu, wizytę mobilnej apteki można zamówić telefonicznie, mailem, listownie lub za pomocą aplikacji dostępnej na telefony z systemami Android i iOS. Proszę pamiętać, że za wezwanie mobilnej apteki bez potrzeby grożą kary finansowe, w przypadku recydywy także kary ograniczenia lub pozbawienia wolności do 6 miesięcy, a w przypadku braku ubezpieczenia koszt jednego przyjazdu wynosi 200 euro. Wynik, to znaczy zdjęcie gotowego testu wraz z wiadomością zawierającą aktualny opis objawów proszę przesłać mi w formie MMS, e-mail lub wiadomości na Whatsapp. Przepraszam, muszę kończyć, mam naprawdę urwanie głowy. Do usłyszenia, życzę szybkiego powrotu do zdrowia – wyrecytował doktor Ayrault i rozłączył się.

Richard zamówił wizytę mobilnej apteki z dostawą testu. Podziwiał tych ludzi, którzy całe dnie ubrani w szczelne kombinezony krążą tymi białymi furgonetkami z wielkim zielonym krzyżem po całym departamencie dowożąc ludziom niezbędne leki i testy. Testy od czasu wynalezienia szybkich i tanich zestawów do użytku domowego przestały być dobrem aż tak deficytowym, jednak nadal wytwórnie nie nadążały za zapotrzebowaniem i do zakupu testu potrzebny był specjalny glejt, otrzymywany decyzją lekarza po wywiadzie telefonicznym lub osobistym. To zezwolenie otrzymał właśnie Richard. Na stronie firmy obsługującej mobilne apteki w regionie Hauts-de-France znalazł jednak coś ciekawego. Wydawało mu się, że słyszał już o tym, ale nie zarejestrował. W końcu przez dłuższy czas nowa zaraza się go nie imała, dopóki nie stracił z jej powodu pracy. Połowa załogi małej firmy musiała odejść, a ponieważ szef chciał być uczciwy i nie premiować nikogo (jesteście wszyscy świetni - tak mówił), zdecydował o tym, że będą ciągnąć losy. Richard wyciągnął dwa tygodnie temu krótką zapałkę i stał się bezrobotny. A teraz do tego jeszcze chory. Oczywiście, nowa zaraza nie zjadła zwykłej grypy, różnych wirusów powodujących infekcje dróg oddechowych, bakterii czających się w klimatyzacji miejskich autobusów i tak dalej, ale pierwsze, o czym pomyślał, kiedy tylko gorzej się poczuł, to właśnie koronawirus. Słowo od kilku miesięcy odmieniane przez wszystkie przypadki w radiu, telewizji, internecie, na grupach dyskusyjnych i w końcu na ulicy. Richard nie był w grupie podwyższonego ryzyka śmierci z powodu nowej choroby; zdrowy, silny 25-latek, który ostatnio chorował 4 lata temu na zapalenie gardła. Lekceważył zagrożenie, prowadził normalne życie na tyle, na ile pozwalały rządowe obostrzenia, które czasami łamał idąc pobiegać w lesie z maseczką i okularami ochronnymi. Uważał, że prędzej lub później i tak go to złapie. Ale, co tak go zainteresowało?

"TESTY NA KORONAWIRUSA: zwykły 5 euro (zamów - chwilowo brak w Twoim regionie)

konkursowy 20 euro (zamów)

WYBIERAJĄC TEST KONKURSOWY POMAGASZ SPECJALNEMU KRAJOWEMU FUNDUSZOWI DO WALKI Z EPIDEMIĄ! A DO TEGO MOŻESZ WYGRAĆ! DZIŚ 100000 EURO - KUMULACJA! KLIKNIJ PO SZCZEGÓŁY."

Richard zamówił test konkursowy i od razu zapłacił kartą. Był to zwykły test, który należało polizać i włożyć do specjalnego, plastikowego pudełka znajdującego się w zestawie, by za godzinę otrzymać wynik. Dwie kreski - pozytywny. Jedna - negatywny. Jak test ciążowy. Te specjalne różniły się jednym szczegółem: mogły dać wynik trzech kresek, co oznaczało zakażenie, ale i wygraną w loterii. Nikt nie wiedział, ile tych "szczęśliwych" testów jest. Czasami zdarzało się, że nagrodą musiały podzielić się dwie osoby, ale częściej dochodziło do kumulacji z powodu braku trafień - wynik negatywny wykluczał wygraną również w przypadku trafienia na "szczęśliwy" zestaw. Codziennie wieczorem nadawany był na jednym z kanałów telewizyjnych program, w którym ogłaszano wygraną lub jej brak - zwycięzca miał się jak najszybciej zgłosić za pośrednictwem komunikatora do nadawcy. Testy konkursowe były imienne, więc nie było możliwości oszustw.

Cała loteria i program wzbudzały duże kontrowersje i telewizja oraz firma zajmująca się dotąd głównie zakładami bukmacherskimi miały problemy z otrzymaniem pozwolenia na prowadzenie loterii i nadawanie finałów. Wątpliwości etyczne, zwłaszcza ze strony rosnących prędko w siłę stowarzyszeń bliskich ofiar epidemii zostały szybko uciszone obietnicą zasilenia państwowego specjalnego funduszu do walki z epidemią, w którym zawsze było za mało pieniędzy mimo opłacania go nie tylko z budżetu państwa, ale też przez darczyńców prywatnych i mniejsze oraz większe firmy. Loteria stała się więc jednym ze źródeł pieniędzy w tym deficytowym obszarze. Jeszcze bardziej kontrowersyjnym punktem programu były zakłady o "szczęśliwą liczbę dnia" - czyli całkowitą liczbę stwierdzonych zakażeń w całej Francji i na świecie na dany dzień. Wygrane były tam mniejsze, rzadziej dochodziło do kumulacji, można było się pomylić o 100 osób przy krajowej "szczęśliwej liczbie" i 500 przy światowej. Wystarczyło kupić zwykły papierowy los, dostępny w otwartych mimo epidemii sklepach, wypełnić i odesłać. Lub zrobić to samo drogą elektroniczną.

Nie minęły 2 godziny i na ekranie telefonu Richarda wyświetliła się wiadomość:

"Mobilna apteka już do Ciebie jedzie! Będziemy za 10 do 30 minut. Czekaj na nas! Załoga."

– Szybcy są – pomyślał. Nie zdążył wypić herbaty (opluwając się nią z powodu dychawicznego kaszlu), kiedy usłyszał dzwonek domofonu. To pewnie oni. Nie chciał schodzić na dół, poprosił o dostawę pod drzwi. Richard po chwili usłyszał pukanie, założył pospiesznie szmacianą maseczkę i otworzył. Śniady mężczyzna w ochronnym kombinezonie trzymał w ręce małą plastikową torebkę zamykaną na zatrzask, w drugiej dłoni skaner z wbudowanym terminalem płatniczym.

– Dzień dobry, tutaj pana test.

– Zapłaciłem już...

– Wiem, mam tu informację, ale muszę zeskanować pozwolenie na sprzedaż testu.

– Jasne, już pokazuję – Richard znalazł plik od doktora Ayrault, powiększył kod i dał do zeskanowania. Przypominało to procedurę sprawdzania biletów kolejowych w elektronicznej formie.

– Dziękuję, życzę zdrowia – powiedział operator mobilnej apteki. Według przypiętej plakietki miał na imię Mahmoud. Richarda zdziwiło to, że chce się tej firmie bawić w przypinanie plakietek do tych koszmarnie niewygodnych kombinezonów. Wątpił w to, że kierowcy tych furgonetek mogliby pracować w aptece w normalnej sytuacji. Mało kto chciał ryzykować i jeszcze całe dnie męczyć się w tych szczelnych ubraniach. A zarobek nie był dla farmaceuty wcale atrakcyjny. Zatem farmaceuci odpowiadali za wydawanie leków do samochodów, ale bezpośrednio przekazywaniem ich zajmowali się ludzie do tej pory niemający z tym fachem nic wspólnego.

Czas na udział w dzisiejszej edycji loterii minął, dlatego Richard dał sobie czas na przeczytanie instrukcji obsługi testu i wykonanie go. Jeśli wygra, w co nie wierzył, weźmie udział dopiero w jutrzejszym finale. W końcu polizał test, zamknął w pudełku, usiadł wygodnie na fotelu, włączył telewizor i nastawił na kanał nadający finały Koronaloterii. Program bił rekordy oglądalności; zaskoczyło to wszystkich, psychologowie przypisywali sukces loterii chęci oswojenia niewidzialnego zagrożenia w społeczeństwie niewyszukaną zabawą i czarnym humorem. W planach była już sprzedaż formatu do telewizji w innych państwach.

– Dobry wieczór! Witamy w kolejnym finale najbardziej królewskiej loterii po tej stronie kanału La Manche! Kto dziś trafi szczęśliwe liczby, a kto zobaczył trzy kreski? Czy dojdzie do kolejnych kumulacji nagród? Dowiemy się już za chwilę! – prowadzący program, wysoki mężczyzna w średnim wieku noszący wzorzystą maseczkę zasłaniającą usta i nos oraz ochronne gogle osłaniające zielone oczy energicznie przywitał telewidzów i niewielką publiczność zgromadzoną w studiu. Towarzyszyły mu dwie hostessy - jedna szczupła, młoda, krótkowłosa blondynka, druga nieco tęższa, czarnoskóra dziewczyna z burzą czarnych, kręconych włosów na głowie. Obydwie miały na twarzach maseczki z naszytymi uśmiechami, na dłoniach zaś niebieskie nitrylowe rękawiczki i plastikowe korony na głowach. Zagadką było to, jak ta korona utrzymywała się na głowie czarnoskórej hostessy przy takiej fryzurze. Dziesięć osób siedzących na pojedynczych krzesłach w sporych odstępach za ścianką z pleksi zaczęło klaskać. Program szedł na żywo, ale dźwięk oklasków był na pewno z playbacku - wszyscy mieli na dłoniach białe lateksowe rękawiczki, więc głośne oklaski były w tej sytuacji niewykonalne. Richard zmierzył sobie właśnie temperaturę (już 38,3) i wiedział, że to, co obejrzy nie będzie raczej wysokich lotów rozrywką.

– Czy macie to już za sobą czy dopiero przed? A może zabunkrowaliście się z dala od świata i żyjecie w trybie przeczekania apokalipsy? Wszystko jedno, co teraz robicie – możecie wziąć udział w naszej loterii! Jakie będą dziś szczęśliwe liczby? Do kogo dziś trafi 30 tysięcy euro? Brigitte, już wiesz, prawda? – zwrócił się prowadzący do krótkowłosej blondynki trzymającej tablet.

– Tak, mamy zwycięzcę w tej kategorii. Valerie z Tuluzy pomyliła się o 332 osoby w bilansie światowym. O godzinie 19 było dziś 17 milionów 520 tysięcy 419 potwierdzonych zakażonych, wliczając przypadki już nieaktywne na świecie. Valerie wytypowała liczbę 17 milionów 520 tysięcy 751. Jako jedyna dziś zmieściła się więc w dopuszczalnym zakresie błędu – oznajmiła blondynka czytając z ekranu tabletu.

– Zatem łączymy się z Valerie z Tuluzy! Dobry wieczór, Valerie! – na dużym ekranie pojawiła się zwyciężczyni, z którą operator połączył się za pośrednictwem komunikatora internetowego. Około czterdziestoletnia uśmiechnięta, nieco blada blondynka bez maseczki pomachała do kamery i przywitała się z prowadzącym oraz telewidzami.

– Co za piękny i dziś tak niecodzienny widok! Znasz już dobrą wiadomość? – zapytał prowadzący.

– Tak, wygrałam. Wypełniłam też los na szczęśliwą liczbę w kraju, niestety znów nie trafiłam. Ale i tak cieszę się z nagrody – odpowiedziała uśmiechnięta Valerie.

– 30 tysięcy euro jest twoje! Widzę, że nie masz maseczki. Jeśli mogę zapytać, czy mieścisz się w tych liczbach?

– Tak, tydzień temu odebrałam drugi wynik negatywny. Zarówno ja, jak i mój mąż i synek jesteśmy już zdrowi. Niedługo będziemy mogli oddawać krew do izolowania przeciwciał dla chorych. Dzięki, że pytasz.

– Ja też mam to już za sobą, ale widzisz, jak się przyzwyczaiłem do maseczki i gogli! Ale nie jest to taka strata, nie mam tak pięknego uśmiechu, jak ty! Co możesz poradzić tym, którzy zobaczą dwie kreski, a może trzy w przypadku szczęścia w nieszczęściu w najbliższym czasie? – kontynuował prowadzący.

– Optymizm. Myśleć pozytywnie. Dbać o siebie i przestrzegać zasad kwarantanny. Polecam – kobieta po drugiej stronie łącza szeroko się uśmiechnęła.

– Tak, myśleć pozytywnie. To bardzo ważne, coś o tym wiem... No cóż, Valerie. Ciesz się swoją nagrodą i dużo zdrowia!

– Trzymajcie się, dużo zdrowia – pomachała do kamery kobieta i połączenie zostało zakończone.

Rozległy się oklaski.

– Tak, ja też to przeżyłem. Wiem doskonale, jak ważny jest optymizm mimo fatalnego samopoczucia...i tego, że nie wygrałem stu tysięcy euro! - powiedział do kamery prowadzący. Czarnoskóra hostessa stała obok z tabletem w dłoni. Na dużym ekranie, na którym wyświetlała się wideorozmowa z Valerie pojawiło się zdjęcie prowadzącego. Pierre na szpitalnym łóżku z maską tlenową na twarzy i kciukiem w górze. Po chwili na ekranie pojawił się oklepany internetowy mem, portret A. Schopenhauera z podpisem "za rok będziemy się z tej epidemii śmiać - oczywiście nie w tym samym składzie".

Rozległ się śmiech i oklaski.

– Ale dość wspomnień! Latifa, czy masz jakieś dobre wiadomości dla innych? Może ktoś trafił liczbę w kraju, a może – choć to słodko-gorzka radość – zobaczył wczoraj trzy kreski?

– Niestety nie. Mamy więc kumulację! – odpowiedziała hostessa.

– A więc kumulacja! 50 tysięcy euro, jeśli jutro ktoś trafi szczęśliwą liczbę i 200 tysięcy za pozytywny test z niespodzianką!

Rozległy się brawa. Richard zakasłał i pomyślał sobie, jaki ten program jest głupi. Podszedł do okna i wyjrzał na ciemną, ponurą ulicę. Od miesiąca po wprowadzeniu oszczędności i ograniczenia produkcji energii elektrycznej w całym kraju, na ulicach Lille świeciła się tylko co druga latarnia, a między 2 a 4 nad ranem oświetlenie było zupełnie wyłączane. Pustą jezdnią dumnie kroczył tłusty szczur. Wywóz śmieci też został ograniczony, z przepełnionych koszy wysypywały się odpadki. Z oddali słychać było samochodowy alarm. Richard spojrzał na zegar, wynik testu już powinien być. Dopiero teraz zaczął się naprawdę denerwować. Negatywny, pozytywny czy pozytywny z niespodzianką w wysokości 200 tysięcy euro? Wziął do ręki pudełko z testem i otworzył, patrząc nadal w okno.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Bezu 2 tygodnie temu
    Eleganckie ! A w czesci drugiej .........
  • cos_ci_opowiem 2 tygodnie temu
    Dzięki, nie planuję :).

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania