Magazyn

Tropiciel jak codziennie przygotowywał się do przeprowadzenia lekcji przetrwania na powierzchni dla młodzików. W schronach Pograniczników starsi stalkerzy przyuczali młodszych do wyjść, aby Ci łatwo nie padali ofiarą mutantów. Enklawa podczas tych wypadów traciła znacznie za dużo ludzi. Sprawdzał potrzebny sprzęt, gdy do jego pokoju wpadł zdyszany Jastrząb, który był jego najlepszym przyjacielem.

- Stary! Nie uwierzysz!

- Oho ciekawie się zaczyna – zaśmiał się Tropiciel.

- Rozmawiałem z pewnym człowiekiem, który był przed Atakiem wojskowym... eee… Kwatermistrzem? Nie wiem jak nazwać jego stanowisko, ale to mało ważne. Powiedział on mi, że w mieście ukryty jest tajny magazyn.

- Co w nim jest?

- Nikt tego nie wie! On jest, aż tak tajny! Może broń? Skarby? Żywność? Leki? – powiedział Jastrząb z podekscytowaniem w głosie.

- Ta jasne… Przecież dobrze wiesz, że my, Portowcy i Podziemne Miasto wyczyściliśmy wszystkie magazyny wojskowe w Świnoujściu. O mało wtedy za łby się nie wzięliśmy, gdy musieliśmy się dzielić tym, co w nich było. Skoro wie o magazynie, to powinien mieć też informacje dotyczącą zawartości. Zwykły wędrowny bajarz, jakich pełno teraz. Zachowujesz się jak napalony dzieciak.

- Ja Ci mówię stary! – mówiąc to, Jastrząb zaczął potrząsać Tropicielem – Nawet już przekonałem szefa, aby nas dwóch puścił na poszukiwania!

- Co zrobiłeś?!?!

- To, co słyszałeś stary!

***

Szli obydwaj korytarzem w pełnym wyposażeniu. Po drodze mijali pomieszczenia, w których znajdowały się generatory. W jednym z nich Goryl pomagał mechaniką przy naprawach.

- Nie lubię tego kolesia – powiedział Jastrząb.

Zaczął cały wywód na temat, dlaczego nie lubi olbrzyma.

,, Błagam, zamknij pysk, już wystarczająco mnie dzisiaj wnerwiłeś. Za co ja w ogóle tego kretyna lubię” – pomyślał Tropiciel.

Doszli do wrót. Strażnicy przeprowadzili kontrolę i otworzyli grodź.

***

Za ich plecami zniknął ostatni posterunek. Odeszli jeszcze kawałek i Jastrząb odezwał się:

- Wracając do tematu. Zapłaciłem tylko trzydzieści kulek za tą mapę – mówiąc to, wyjął z kieszeni kawałek papieru – Doprowadzi nas prosto do magazynu!

Tropiciel przyjrzał się uważnie mapie. Okazała się bardzo kiepskim szkicem jakichś obiektów. Stalker wyrwał kawałek papieru z rąk kolegi. Jego zdenerwowanie osiągnęło maksymalny poziom.

- Debilu dałeś się oszukać!!!! Wyszliśmy bez potrzeby na powierzchnię! – mówiąc to, Tropiciel rzucił się na przyjaciela – Dorośnij człowieku! Ja wracam do domu!

Gdy tylko stalker podniósł się z ziemi, rozległ się ryk.

- Kurwa! Tych jeszcze brakowało…

W pustych oczodołach okien pojawiły się dwa ogromne cienie. Nie minęła nawet chwila, gdy na ulicy pojawiły się dwa duże mutanty. Wyglądem przypominające tygrysa szablo zębnego pokrytego chitynowym pancerzem. Szły bardzo powoli w stronę ludzi, jakby czekały na błąd ofiar. W wypadku ataku większej grupy Szablaków należy się rozdzielić, aby mieć większe szanse na przeżycie. Innej metody nie było.

- Bez gwałtownych ruchów…

Przyjaciele stanęli w bezruchu, czekając na kolejny ruch ze strony mutantów, jednak i one zamarły.

,, Cholerny pat” – pomyślał Tropiciel.

Wtedy Jastrząb zrobił coś niespodziewanego. Zaczął biec w kierunku najbliższych ruin. Oddalając się, krzyknął tylko do przyjaciela:

- Uciekaj! Ratuj siebie! Ja odwrócę ich uwagę!

Obydwa mutanty ruszyły w pościg za nim. Tropiciel bił się z myślami. Wiedział, że jego przyjaciel nie da rady tym stworą. Znowu

dobiegł go jego krzyk:

- Uciekaj! Już!

Tropiciel wziął się w garść i ruszył w przeciwnym kierunku. Jeden z mutantów zauważył to. Odpuścił pogoń za Jastrzębiem. Zaczął biec w kierunku drugiego ze stalkerów, gdy już prawie do niego dobiegł, rzucił się. Tropiciel zauważył to w porę. Uskoczył przed atakiem stwora, zaczął biec do najbliższego budynku.

,, Oby tam nie było żadnego ścierwa” - pomyślał, wbiegając na klatkę schodową.

Wbiegł do jednego z mieszkań. Zamknął ledwo trzymające się drzwi za sobą oraz zatarasował przejście ogromną szafą, która stała w przedpokoju. Zdyszany usiadł na posadzce. Chwilę mu zajęło dojście do siebie. Gdy to już nastąpiło, wstał. Zaczął rozglądać się po mieszkaniu, w którym się znalazł. Było niewielkie, zaledwie dwu pokojowe, z kuchnią oraz łazienką. Tropiciela jedna zaintrygowało, dlaczego w tak małym mieszkaniu znajduje się aż tyle szkieletów. Pierwszą jego myślą było to, że znalazł się w leżu jakiegoś mutanta, jednak szybko odrzucił tą myśl przez to, że kości nie były rozrzucone po całej podłodze. Rozmyślał nad tym, co mogło się wydarzyć w tym mieszkaniu, gdy do jego uszu dobiegł przeraźliwy ludzki krzyk.

,, Spoczywaj w spokoju przyjacielu”- powiedział w duchu Tropiciel.

W tym momencie zauważył na podłodze nadpaloną książkę. Podniósł ją i otworzył.

Okazało się, że jest to dziennik. Pisany był po rosyjsku. Na szczęście Tropiciel pamiętał jeszcze trochę ten język.

- Niech mnie… Ci ludzie – mówiąc to, spojrzał się na szkielety leżące na podłodze – byli dywersantami.

Chwilę czytał informację zawarte w dzienniku.

- Broń znajduje się w…

W tym momencie nastąpiło potężne uderzenie. Szafa, która zagradzała przejście, podskoczyła i upadła z hukiem. Tropiciel pośpiesznie schował dziennik do torby oraz przygotował broń. Do mieszkania wkroczył Szablak. Stalker cofnął się do narożnika pokoju, aby mieć lepszą pozycję. Stwór był ogromny. Kroczył pewnie w kierunku swojej zdobyczy. Nagle Tropiciel zauważył za stworem olbrzymi cień, który zbliżał się do Szablaka. Mutant nie przebył połowy drogi, gdy w jego ciało na wysokości kręgosłupa wbiła się ogromna maczeta. Zaskomlił. Nie zdążył się podnieść, zanim spadł następny cios. Tym razem był wymierzony w szyję. Ogromne cielsko mutanta zadrgało konwulsyjnie. Po chwili legło na podłodze bez życia.

- Chłopaki! Znalazłem Tropiciela! – odezwał się Goryl.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania