Malkontent

Rzecz dzieje się w cyrku. Widownię wypełnia mnóstwo zwyczajnych osób i trochę notabli w służbowych aureolach. Na estradzie stoi drabina z facetem trzymającym się mikrofonu. Obywatel balansuje ciałem; pragnie za wszelką cenę złapać równowagę. Przy czym, wyginając się na wszelkie możebne i niemożebne sposoby, żongluje trzema piłeczkami naraz i śpiewa koloraturowym głosem „brunetki, blondynki, ja wszystkie was dziewczynki”.

Publiki wcale to nie rusza. Znudzona, wolałaby widzieć artystę spadającego mordą w piach (zawszeć to byłaby jakaś rozrywka, bo czy jest coś weselszego od cudzego nieszczęścia?).

Nagle, z ostatnich rzędów widowni, odzywa się żółciowy głos: OK, ALE KIEPURA Z NIEGO ŻADEN!

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Marian 6 dni temu
    Samo życie.
    Krótko i na temat.
  • befana_di_campi 5 dni temu
    Nie muszę czytać ;) Awatar mówi za siebie;-)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania