Mały biały konik w małej białej budce w ten piękny jasny dzień ostatni

Codziennie rano przechodzę obok niedużej łączki, na której pasie się biały kucyk. To chyba klacz. Nie znam się na źróbkach. Kolorek by się zgadzał, bo w moim zafałszowanym obrazie koniczka, białe są li tylko klacze. A zatem, powtórzę raz jeszcze, kolorek by się zgadzał oraz piękne duże oczy, jej oczy. I właściwie niczego więcej tam nie ma, to znaczy niczego ciekawego, oprócz bieli owego urokliwego szczegółu na tle zielonej resztki ogółu. A kiedy co dzień tędy przechodzę, kucyk, jak gdyby nigdy nic, wynurza się ze swej małej budki na śniadanko. Do tego porannego rytuału zdążyłem się już przyzwyczaić tak bardzo, że przestałem zwracać uwagę na zwierzątko.

Ale dzisiejszego dnia stworzenie nie wyszło z domku, co od razu rzuciło się w oczy. Pierwszy raz od kiedy tędy chodzę klacz nie podreptała na żer, lecz – przeciwnie – została u siebie na czymś w rodzaju posłania-klepiska. Widziałem przez otwór wejściowy prowadzący do budki, jak leży z otwartymi szeroko oczami i pewnie się zastanawia: „Gdzie jest moja mama? Czy w ogóle mam mamę? I gdzie są inne źrebiczki? Czy kiedyś je zobaczę czy też już do końca będę tkwiła w zamknięciu w budce z drewna sześć na dziewięć dla notorycznych samotników? I po co mi takie życie, skoro nikt do mnie nie zagląda i się ze mną nie bawi?”.

I mnie samemu jakiś bliżej nieokreślony smutek i ból człowieczy się udzielił, choć przecież skąd miałbym to wiedzieć, co akurat koń myśli i czuje i czy w ogóle myśli. Dość powiedzieć i na tym poprzestać, że na małej łączce w jasny od żaru dzień słoneczny czerwcowy w niepozornej budce wylegiwał się oto chmyz, który swe troski, błahostki chował przed całym światem. Albo – inaczej – to świat krył się przed nim, a raczej nią, zawstydzony brutalnością i bezdusznością. A napis na budce głosił imię nieboraka Vedo i Morti, które zwracało uwagę niepospolitością. Zastanawiałem się przeto, czy nie jest to aby jakaś mądrość ludowa albo przepowiednia? I kiedy tak szedłem rozmyślając i zwierzając się dyktafonowi, a czarne chmury gradowe burzowe zebrały się nade mną, nagły pisk opon uzmysłowił mi, że moja trasa krzyżuje się z drogą krajową. Na ucieczkę spod rozpędzonych kół było już jednak za późno.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Canulas 4 miesiące temu
    Wszystko do góry nogami, sic, kopytkami, wywraca ostatnie zdanie i z tej perspektywy usypiający przekaz jawi się zasadnym. Widać, że znasz swoją wartość, że lubujesz się w klasyce i nie lękasz eksperymentów. Na początku drazniło mnie to zdrabnianie, ale jak mówię, po finale jest ono zasadne.
    Się zastanawiam nad jednym.
    "Widziałem przez otwór wejściowy prowadzący do butki, jak leży z otwartymi szeroko oczkami i pewnie się zastanawia" - butki? Uznał to za zmyślną grę słów, wszak libujesz się w takich (jak i w archaizacji), ale dalej w dwóch miejscach występuje już budka, tak więc nie wiem. A raczej, wiem, że nic nie wiem.
  • Wrotycz 4 miesiące temu
    Zdecydowanie to poprzednie hasanie z wielkim żarciem - lepsze:)
    Bez oceny:)
  • maciekzolnowski 4 miesiące temu
    Wrotycz, cenię sobie szczerość. I za tę szczerość właśnie dziękuję. A że się nie podobało albo podobało mniej, no cóż... Może następnym razem będzie lepiej albo odbiór będzie lepszy. ;)
    Dokładnie, Canulas. Wszystko tutaj do góry nogami albo też kopytami. Zacząłem sielankowo, a skończyłem dramatycznie i nieco horrorowo, bo takie jest przecież życie. Litujemy się nad małymi, bezbronnymi istotkami, a nie zauważamy tego, że my sami jesteśmy pyłkiem albo puchem marnym. Sorki za literówkę: "butki" oczywiście wychodzą, a pojawia się jedynie słuszna i poprawna w tym kontekście "budka". Dziękuję za miłe słowa, pozdrawiam. MZ
  • Bożena Joanna 4 miesiące temu
    W przeciwieństwie do moich poprzedników podoba mi się liryka w Twoich opowiadaniach. Zastanowił mnie napis na budce Vedo e Morti, traktuję to jako ostrzeżenie, z włoskiego (może i łaciny) znaczy to Widzę i Martwi, w pierwszej chwili myślałam o kucyku, gdyż nawet śpiący konik stoi, a nie leży. Druzgocąca końcówka jednak mówi, że odnosiło się to do narratora. Serdecznie pozdrawiam!
  • maciekzolnowski 4 miesiące temu
    Cieszę się, że odkryłaś kluczyk do tego opowiadania. Niby jest widoczny (znajduje się na wierzchu), ale chyba nie dla wszystkich. Serdeczności i ukłony ode mnie, Bożenko! MZ :-)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania