Mały Piotrek (Mały Książę parodia)

Mały Piotrek to inaczej spojrzenie jednostki niedyspozycyjnej umysłowo na świadomość narodową i radość z ekonomii.

Książka opowiada o człowieku, który wymyślił sobie, że jest małym dzieckiem i żyje na innej planecie.

Pewnego razu podczas halucynacji swojego ułomnego umysłu, jego ciało astralne znalazło się na pustyni i postraszyło pewnego człowieka swoimi absurdalnymi, dalekimi od logiki prośbami. Po długich i namolnych nękaniach, biedny człowiek wykrzesał z siebie jakiś prowizoryczny rysunek, który oczywiście spotkał się z ostrą krytyką i niezadowoleniem wariata.

Głuchy na wszelkie tłumaczenia o braku talentu i umiejętności, zażądał poprawienia rysunku. Tym razem facet w akcie desperacji i zirytowania szybko i niechętnie machnął na szpargale jakiś tam nędzny prostokąt.

Rozpaczliwie chcąc uwolnić się od nękania, zaczął wmawiać ułomnemu psychicznie człowiekowi, że owy prostokąt jest klatką dla barana, którego miał narysować.

Tym razem ciało astralne uśmiechnęło się z zachwytem, że jego nielogiczna i świrnięta prośba została spełniona w tym także nielogicznym i bezsensownym rysunku. Po spełnieniu tego natręctwa mógł wreszcie powrócić do ciała i jako tako spokojnie funkcjonować aż do pojawienia się kolejnego natręctwa, które znowu wypędzi go z ciała.

 

Pewnego razu idiota pogrążony w zagmatwanych, ale wcale nie sensownych, tylko natrętnych rozmyślaniach, wyszedł z domu, w którym zazwyczaj kisił się całe dnie, nadwyrężając mózg obsesjami. Zaszedł daleko, nawet nie zauważył, że w końcu znalazł się na drugim końcu miasta.

- Bardzo dziwna ta planeta – pomyślał.

Dla tego dziwaka, wszystko, co znajdowało się poza jego domem, było od razu inną planetą.

Nierozumny człowiek spojrzał w dal i zobaczył jakieś pole pszenicy. Nigdy nie widział czegoś podobnego i pomyślał, że to na pewno jakaś poważna siedziba obcych cywilizacji.

Po chwili zobaczył jakieś dziwne, nieziemskie w jego mniemaniu kosmiczne stworzenie. Był to zwykły lis, ale Piotrek nigdy dotąd nie widział lisów nawet na zdjęciach z Google, bo nie interesował go otaczający świat, tylko świat istniejący w jego głowie.

Pod wpływem szoku czterdziestoletni chłop przypomniał sobie nagle, co mówiła do niego babcia Filomena, gdy miał cztery latka, mimo że był to tylko krótki epizod w jego życiu. Mówiła, że jak zobaczy coś, co go przerazi i wygląda na dziwne, nieznane i nieziemskie, powinien zareagować różańcem i chluśnięciem wody święconej. Ponieważ rodzina Piotrusia była mocno wierząca i wszyscy stale modlili się z różańcem o jego zdrowie psychiczne, Piotrek kiedyś gwizdnął z kredensu leżący tam różaniec i na wszelki wypadek schował go w swoim pamiętniku. Babcia Filomena nie żyła już wtedy i nikt nie zachęcał Piotrusia do korzystania z różańca, bo „popsuje koraliki, a poza tym i tak nic nie zrozumie ze słów modlitwy”. Ale Piotrek, gdy raz na trzy lata wychodził z domu, to zawsze chował różaniec do kieszeni.

 

Nagle na polu pszenicy pojawił się jakiś rudy facet. Miał mułowate spojrzenie i wyglądał na osobę, która nie do końca kontaktuje z otaczającą ją rzeczywistością. Osobę pokroju Piotrusia.

Świry szybko nawiązały ze sobą dobry kontakt. Okazało się, że mają wiele wspólnych obsesji.

- Byłem bardzo zaskoczony, kiedy cię zobaczyłem – odezwał się Piotruś. - W pierwszej chwili przybrałeś jakąś dziwną kosmiczną postać. I ten wielki ogon!

- Tak, jestem z niego bardzo dumny!

- Cieszę się, że ci się podoba – odpowiedział Piotruś bez sensu.

Po tym zdaniu Jareczek już nie odpowiedział. Zrobił minę, jakby jego mózg bardzo intensywnie przetwarzał dane. W końcu jednak się odezwał:

- Dobra, idź już stąd. Miałem się tutaj bawić z motylkiem w chowanego, ale ty przyszedłeś i zupełnie o tym zapomniałem. A teraz mi się przypomniało.

- A ja już myślałem, że zostaniesz moim przyjacielem. - westchnął rozżalony Piotruś.

- Sorry, ale najpierw musiałbyś mnie oswoić, a to długa i żmudna robota – zauważył Jareczek. - A poza tym obiecałem już Trzepotkowi, że będziemy się bawić tylko we dwoje.

- Ale tu nie ma żadnego motylka!!! - wydarł się Piotruś.

- Lol, uspokój się, zaraz wybuchniesz. Sorry, Trzepotek za chwilę przyleci i wtedy będziemy musieli się definitywnie pożegnać – zauważył rezolutnie Jareczek.

- Co to znaczy sorry?

- Ojejej, Trzepotek będzie tu lada moment...

- Co to znaczy sorry? - powtórzył dobitnie Piotruś, który kiedy już raz zadał pytanie, zawsze musiał otrzymać wyczerpującą odpowiedź.

- Sorry to takie słowo.

Piotruś już zamierzał coś tam odszczekać, kiedy Jareczek nagle zawył: Jest! Trzepotek!

Piotruś popatrzył na niego z politowaniem. Kolega darł się i ekscytował, wskazując paluchem jakąś

śmierdzącą muchę. Potem chłop pognał na środek pola, wesoło podskakując i tyle go widzieli.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • yanko wojownik 4 miesiące temu
    Bardzo bliskie moim zmysłom i postrzeganiu.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania