Mam dość dzisiejszego dnia

*Trzy miesiące przed bitwą o Qish*

 

Brunetka siedziała na szarej kanapie. W dłoni trzymała kubek z gorącą dawką ziół na uspokojenie. Ciepło kocyka o grafitowym kolorze i uścisk ogromnej poduszki nie pozwalały jej się ruszyć a przyjemna błogość wlewała się pod ten wełniany pancerz ze wszystkich stron.

W panoramiczne okno wieżowca dudniły ogromne, ciężkie krople deszczu, których śpiew zakłócał jedynie warkot silników starszych modeli ścigaczy, przelatujących wysoko nad powierzchnią ziemi. Thirs musiała przyznać sama przed sobą, że cieszył ją otrzymany od Yvala… a w zasadzie od Asaro apartament. Kryło się w nim tyle wspomnień, zarówno dobrych jak i złych. No i oczywiście znajdował się stosunkowo daleko od szlaku przelotowego więc warkot motorów sporadycznie wdzierał się do wnętrza spokojnego, urządzonego w szarych odcieniach mieszkania.

Kuchnia była biała, wyposażona w lodówkę w stylu retro i nowoczesny, czarny chronometr wiszący nad ciemną płytą grzejną. Lokum miało zabudowę otwartą, płynnie łączącą część jadalną i wypoczynkową. Na środku salonu stały dwie szare kanapy na których leżała spora liczba poduszek a pomiędzy nimi znajdował się niewielki szklany stolik. Nie był to już ten sam co kiedyś, gdyż poprzedni rozbił się gdy senator została porwana… Wzdrygnęła się na myśl o tamtych wydarzeniach.

Idąc dalej lokator natrafiał w końcu na gładką ścianę z dwiema parami drzwi – jedne prowadziły do sporej sypialni, drugie do skromnej łazienki w kolorze ecru, urządzonej w prostym stylu z wieloma drewnianymi elementami w tym z bardzo efektowną, zakrzywioną deszczownicą wykonaną z gatunku jasnych wook-oaków sprowadzonych z lasów Kashyyyk.

Thirs wsłuchała się w melodię wybijaną przez ciężkie krople, siorbiąc przy tym zielony napar. „Mam już dosyć dzisiejszego dnia” pomyślała.

Kiedy wyszła z obrad senatu i wsiadała do swojego ścigacza pod standardową eskortą, maszyna odmówiła współpracy i wszyscy podróżni zmuszeni byli do lądowania na pobliskiej platformie. Pech chciał, że to lądowisko należało do przedstawiciela jednego z klanów bankowych a jak wszyscy dobrze wiedzą ci to dopiero cenili sobie kredyty. Był to chyba najdroższy postój w jej życiu. No może nie licząc parkowania w centrum Varkal - stolicy Qish.

Brunetka oderwała wzrok od zielonej, gorącej cieczy kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. W przedpokoju pokazał się jej ochroniarz.

— Jedi Asaro Erhetia do pani — odezwał się niskim głosem lekko siwiejący już mężczyzna.

— W porządku. Proszę ją w puścić.

W pomieszczeniu pojawiło się coś co bardziej przypominało przemoknięty worek niż najlepszą przyjaciółkę. Kapiące z szarej peleryny krople momentalnie utworzyły na podłodze sporych rozmiarów kałużę. Kobieta zdjęła ciężki kaptur i ujawniła ociekającą wodą twarz o niezbyt zadowolonym wyrazie.

— Mam już dosyć dzisiejszego dnia — powiedziała szarowłosa a jej zęby wyraźnie zaszczękały gdy strumień chłodnej cieczy spłynął jej po karku.

— Dokładnie tak samo pomyślałam — odpowiedziała Thirs. Asaro czym prędzej zdjęła z siebie pelerynę i podeszła do okna. Rozwiesiła przemoknięte ubranie na znajdującym się pod oknem grzejniku. Zatrzymała się na chwilę łakomie chłonąc ciepło metalowych prętów.

— Ziółek?

— Cafa… zdecydowanie Cafa.

Thirs ułożyła koc na siedzisku i skierowała się do kuchni. Po drodze podeszła jeszcze do niewielkiego radia i puściła spokojną muzykę.

— Może to głupio pytać — mówiła wlewając wodę do czajnika — ale jak ci minął dzień?

— A weź nie pytaj… Dopiero co wróciłam z Omwat a po drodze wpadaliśmy jeszcze na Arbra. Jakiś fałszywy alarm. Niby atak ale jednak nie… Po prostu rozmowa z tamtym generałem… aaaa szkoda słów.

— Rozumiem. Ile zostajesz w stolicy. — Thirs zamieszała zawartość wysokiej szklanki długą łyżeczką i ostrożnie wróciła do salonu.

— Rada powiedziała, że teraz mam dwa dni…

— Co jest? — Asaro spojrzała zszokowana na przyjaciółkę. — Co ty tu robisz? — Thirs patrzyła na szarowłosą z irytacją. Senator doskonale wiedziała, że jej przyjaciółka wie o co chodzi. Była Jedi a jak głoszą plotki ci wojownicy potrafią nawet czytać w myślach.

— Siedzę w kocyku. Nie wolno mi? — Uśmiechnęła się serdecznie.

— Podsiadłaś mnie! Oddawaj.

Thirs postawiła szklankę na stoliku i złapała oburącz za szary kocyk. Asaro postanowiła być jednak nieustępliwa.

— Nie! Jest zimno a ja przemokłam!

— Ja też, oddawaj!

Szarpanina trwała przez chwilę lecz w końcu to senator dała za wygraną. Stanęła nad Jedi i popatrzyła z pogardą, układając ręce na biodrach. Asaro spojrzała prosto w oczy przyjaciółki. Uśmiechnęła się niepewnie i powolnym ruchem ręki odsunęła kawałek wełnianego pancerza.

— No, taki układ to ja rozumiem — powiedziała uradowana Thirs.

Po chwili obie kobiety siedziały blisko siebie przykryte wspólną kołdrą a każda z nich popijała swój napój. Trwały tak w milczeniu przez dłuższą chwilę. Nie była to jednak niezręczna cisza jaka następuje między ludźmi, udającymi zainteresowanie drugą stroną, wówczas gdy skończą im się tematy do rozmów a ostatnią deską ratunku jest zahaczenie o pogodę lub inne błahe tematy. Obie chłonęły tę chwilę, rozkoszując się ciepłem zarówno koca jak i trunków.

— A jak twój dzień? — spytała w końcu Asaro.

— Ja nie wiem jak to jest. Czasem mam takie wrażenie jakby cały świat się na mnie uwziął.

— Czuję dokładnie to samo.

— Tak, ale ty nie musisz wygłaszać przemówień w senacie przed tysiącami zgromadzonych, starając się wywalczyć jakiekolwiek zainteresowanie twoim rodzimym układem.

— Jasne, że nie. W końcu ja tylko latam do tych dalekich układów i rozcinam tysiące droidów. Jasne, że ty masz trudniej — Obie kobiety roześmiały się.

— Tak czy inaczej dzisiaj została przegłosowana decyzja o kolejnym zamówieniu na sprzęt wojskowy i klony co nie było radosną informacją dla zwolenników pokoju. Oczywiście największa jego zwolenniczka – senator Amidala – starała się coś do siebie dorzucić ale wiesz jak to jest. W dzisiejszych czasach wygrywa pieniądz a nie haryzma.

— Wygląda na to, że jeszcze przez długi czas pozwiedzam sobie galaktykę… — Znów zapanowała chwila milczenia.

— Co zatem takiego okropnego jest w twoim dniu? — spytała ponownie Asaro.

— Od samego początku jest do niczego. Ten deszcz i w ogóle. Długa historia.

— Mamy czas.

 

*

 

Siedziała wpatrzona w holopad i nawet nie zauważyła jak dolecieli na miejsce. Pospiesznie złapała za torbę i opuściła ścigacz o mało nie wpadając na chcącego jej podać rękę strażnika. Zmieszana podziękowała pospiesznie i skierowała swoje kroki w stronę okrągłego budynku. Niebo zasnute było chmurami i wszystko wskazywało na to, że lada moment ma się porządnie rozpadać.

Spojrzała jeszcze raz na swoją pocztę. Dopiero teraz dostrzegła wiadomość od Sheeqa informującego ją, że nie może stawić się na dzisiejszych obradach.

„Ech, a myślałam, że będzie z kim pogadać”. Jej wysokie obcasy stukały na kamiennej posadzce przed wejściem do senatu. Szybkimi krokami wbiegła po paru schodkach i znalazła się przy drzwiach. Spojrzała zaskoczona, gdy jej uszu nie dobiegł charakterystyczny syk hydrauliki. Popatrzyła na szklane wejście.

— Awaria siłowników. Wejście nieczynne — przeczytała na głos. Dopiero teraz dotarło do niej, że przecież nie widziała w okolicy ani jednego senatora. Strzałka na wyświetlanej informacji wskazywała kierunek najbliższego wejścia. Odwróciła się i zaczęła zmierzać w jego stronę kiedy nagle coś zimnego spadło jej na czoło. Odruchowo spojrzała w górę a kolejna kropla trafiła ją prosto w oko. Nie minęła minuta a zimny deszcz wypełnił całą przestrzeń szumiąc na metalowym poszyciu budynku i rozbijając się o kamienny chodnik. Wąskie strumienie zaczynały spływać po stojących przed senatem rzeźbach a znajdujący się na zewnątrz mieszkańcy czym prędzej zaczęli zmierzać w stronę najbliższego schronienia.

Thirs podniosła holopad i torbę nad głowę. „I po co ja tyle fryzurę układam? Żeby teraz i tak wyglądać jak przemoczony fezoq?” Lekkim truchtem podbiegła do kolejnych drzwi które tym razem nie stawiały oporu i wpuściły i tak już dość mocno przemoczoną senator do środka.

We wnętrzu jak zwykle krzątało się setki osób z różnych zakątków galaktyki a kolejka do windy niczym wąż, syczała odstraszająco. „O nie! Tylko windą! Nie ma bata żebym teraz leciała po schodach.” pomyślała brunetka.

Ustawiła się w długim sznurze istot i cierpliwie czekała na swoją kolej.

— Jak tam ta twoja planetka? — usłyszała nagle za plecami i odwróciła się energicznie. Zobaczyła przed sobą wysokiego mężczyznę o gęstej brodzie.

— Witaj Theodor — powiedziała bez większego entuzjazmu. Szczerze nienawidziła typa. Był zarozumiały – zawsze uważał że wie lepiej a światopogląd innych nie trafiał do niego w ogóle. Zachowywał się jakby tylko jego podejście było właściwe. Jedyne co tak naprawdę trzymało go w polityce to wpływowi znajomi i pieniądze jakich się dorobił, angażując swoją działalność w firmy zbrojeniowe. Nienawidziła go również za jego teksty.

— Co taka piękna kobieta jak ty robi w tak zapchlonej polityce jak ta? — Ile razy słyszała to samo pytanie? Nie mogła zliczyć. Popatrzyła krzywo na mężczyznę.

— To samo co ty. Próbuję pracować — odpowiedziała chłodno.

— Ktoś twojej urody marnuje się tu. Moim zdaniem na spokojnie podbiłabyś serca tłumów jako modelka lub może nawet aktorka…

— A jako polityk nie mogę podbijać serc tłumów?

— Oczywiście, że możesz ale jak wiemy nie wszystkim to wychodzi.

Thirs nie wiedziała, czy Theodor nie zdaje sobie sprawy z tego co mówi, czy po prostu jest tak bezczelny. Musiała jak najszybciej się go jakoś pozbyć. Na szczęście kolejka do windy dosyć już zmalała. Powinna się zmieścić w kolejnej jeździe.

— Posłuchaj, Thed — starał się odezwać w sposób uroczy. — Strasznie się tu spieszyłam i trochę zaschło mi w gardle. Nie przyniósłbyś mi wody? — Wskazała ręką na stojący nieopodal dystrybutor.

— Ależ oczywiście! Dla tak pięknej damy zrobiłbym wszystko.

Brunet udał się we wskazanym kierunku a Thirs usłyszała dźwięk otwieranych drzwi windy. „Jak dobrze!” pomyślała. Czym prędzej wepchnęła się do środka. Kiedy drzwi ponownie się zamykały krzyknęła tylko w stronę senatora, że jednak już nie potrzebuje wody i że się śpieszy, zdobywając się przy tym na najmilszy uśmiech jaki potrafiła. Kiedy metalowe wejście się zatrzasnęło, odetchnęła z ulgą, zrzucając przywdzianą maskę.

Spojrzała na swoje białe buty. „No nie” niemalże powiedziała na głos. Z powodu deszczu na wypolerowanym na błysk białym materiale pojawiła się nieokreślonego kształtu plama. Thirs odłożyła holopad na znajdującą się w windzie niewielką półkę, sięgnęła do torebki po wilgotne chusteczki i schyliła się by usunąć zanieczyszczenie. Z zadowoleniem popatrzyła na efekt swojej pracy kiedy standardowy dzwoneczek powiadomił ją o dotarciu na odpowiednie piętro a tłum istot zaczął wylewać się z podnośnika. „Ja to muszę mieć szczęście. Wszyscy wysiadają tam gdzie ja”.

Drzwi dźwigu zamknęły się a brunetka zaczęła zmierzać w stronę balkonu senatorów Qish. Jeszcze po raz ostatni chciała przejrzeć dane odnośnie planety i sprawdzić, czy nie pojawiły się nowe kwestie warte poruszenia na obradach. Otworzyła torebkę i włożyła do niej rękę. W środku nie znalazła jednak swojego holopada.

— Chyba sobie żartujecie…

Czym prędzej wróciła do windy i przywołała urządzenie z powrotem. Odczekała chwilę a dzwoneczek ponownie dał znać o przybyciu maszyny. Kiedy metalowe drzwi się rozsunęły Thirs zobaczyła w środku brodatego mężczyznę.

— O hej! A myślałem, że się spieszysz. Ktoś zostawił holopad, widziałaś? — Thirs najchętniej uderzyła by się teraz z całej siły w czoło.

— Tak… ja zostawiłam…

— Naprawdę? No popatrz — powiedział Theodor opuszczając ruchome pomieszczenie. — Chyba jakaś wyższa siła sprowadza nas na te same ścieżki.

— Ta… pewnie… — odpowiedziała zrezygnowana brunetka i odebrała od mężczyzny urządzenie.

— Skoro i tak już rozmawiamy to może spotkamy się po obradach? Bardzo chętnie wymieniłbym się z tobą paroma uwagami bo wiesz, ostatnio osiągnąłem całkiem spory sukces poli…

— Tak, tak, pewnie, ale… muszę już iść. Widzimy się po obradach — urwała konwersację i skierowała swoje kroki do odpowiedniego balkonu.

 

*

 

— I właśnie tak straciłam kolejne dwie godziny życia — zakończyła opowieść Thirs. Asaro popatrzyła na pustą już szklankę i cicho westchnęła.

— Faktycznie zupełnie jakby wszystko było przeciwko tobie. Rany! Nienawidzę tego dnia.

Jedi wstała z kanapy i skierowała swoje kroki do kuchni. Leniwie przejechała ręką po białych szafkach przywołując wspomnienia, by w końcu zatrzymać dłoń na srebrnym uchwycie lodówki.

— Co robisz? — spytała Thirs.

— Szukam szczęścia.

— W lodówce?

— O lody! Też mogą być. — Asaro złapała za spory pojemnik. Z szuflady wyciągnęła dwie łyżki i wróciła na kanapę.

— Nie jest ci za zimno? — spytała brunetka ujmując w dłoń srebrny przedmiot.

— Nah, już mi lepiej. Ten dzień daje mi popalić.

 

*

 

Byli nareszcie w drodze do domu. Misja na Omwat nie była wielce wymagająca. Mieli jedynie upewnić się że nic nie zagraża stabilności planety i jej mieszkańcom. Przed oknami Consulara jaśniała niebieska łuna nadprzestrzeni.

Asaro siedziała na krześle patrząc na oglądającego swój miecz Treeke.

— Nienawidzę tego całego pyłu — powiedział uderzając w spód rękojeści z której zaczęły wysypywać się niewielkie drobinki.

— Może gdybyś tak nie majtał tym mieczem to nie musiałbyś go czyścić po całej misji.

— To jak mam walczyć?

— Przede wszystkim pamiętaj, że masz w dłoni miecz świetlny a nie kawał żelastwa. Naprawdę nie musisz brać takich wielkich zamachów. Ostrze i tak przejdzie przez wszystko a tak to tylko prowokujesz kogoś do wyminięcia. Zrobi ci jeden krótki zwód a ty zamiast odpowiedzieć od razu będziesz machał klingą zahaczając o zewnętrzne rubieże.

— Generale — Asaro usłyszała głos jednego z żołnierzy. Wiadomość do pani.

Asaro podeszła do komunikatora i odebrała połączenie. Hologram wyświetlił postać mistrza Windu.

— Asaro, otrzymaliśmy wieści o potencjalnym zagrożeniu układu znajdującego się niedaleko was. Sygnał dobiegał z Arbry. Jesteście prawie na dobrym kursie. Macie sprawdzić czy nie jest to nic poważnego i zameldować o jakimkolwiek zagrożeniu. Na chwilę obecną mamy gotowy jeden Acclamator który może wyruszyć w każdej chwili.

— A jeśli okaże się, że jeden krążownik to za mało?

— Wtedy musicie natychmiast opuścić układ i podjąć późniejszą próbę ataku.

— Zrozumiałam.

Transmisja została zakończona. Asaro cicho westchnęła.

— Kapitanie, kurs na Arbra. Nie wracamy jeszcze do domu — powiedziała raczej do siebie niż do załogi.

 

*

 

— Okazało się, że lokalny gang zdobył skądś ciała droidów i przeprogramował je do własnych celów, tworząc swego rodzaju niewielką armię. Spanikowany dowódca tamtejszych wojsk poinformował republikę, jakoby separatyści zaatakowali ich planetę. Po pierwsze nie za bardzo wiem po co mieliby to robić. Jedyne co tam jest to lasy i w sumie nic więcej. Polecieliśmy, sprawdziliśmy i wróciliśmy a ja straciłam zdecydowanie więcej czasu niż dwie godziny.

Pudełko lodów było już w połowie pełne. Jedi popatrzyła do środka.

— Jak tak dalej będziemy jeść to ten Theodor już więcej ci nie powie, że możesz zostać modelką — skomentowała Asaro.

— Lepiej sama uważaj bo jeszcze będzie cię zaraz łatwej trafić — zripostowała Thirs. Obie kobiety wybuchły śmiechem a wtórowała im muzyka deszczu.

—Ech, mam dość dzisiejszego dnia — odezwały się jednomyślnie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • TheRebelliousOne 3 miesiące temu
    Nie wiem dlaczego, ale spodziewałem się po tytule, że będziesz rozmyślał w opowiadaniu nad minionym dniem ze swojego życia, a tu taka niespodzianka XD Daję 5
  • Pontàrú 3 miesiące temu
    No wiesz, nie ma to jak intrygujący tytuł XD. Poza tym kto mówi, że ja nie mam dość dzisiejszego dnia?
  • TheRebelliousOne 3 miesiące temu
    Pontàrú Taa, znam ten ból... Ale jak serio masz dość, chętnie dobiję Cię piątym rozdziałem, który się u mnie pojawił! XD
  • Pontàrú 3 miesiące temu
    No to zobaczę ;)
  • Kapelusznik 3 miesiące temu
    Ha
    Ok
    Fajny odcinek
    Odskocznia od głównej serii, ale nadal w temacie
    Bardzo ciekawie, bardzo ciekawie
    Nie mam zamiaru narzekać
    5
  • Pontàrú 3 miesiące temu
    Taka możliwość narzekania na własny dzień do niczego ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania