Marchew w oczodole

Za siedmioma cebulami, rzodkiewkami, burakami, sałatami, marchwiami - stała wiedźma. Czyli całkiem blisko. Kiedy przyszła do naszego ogródka? Tego nie wiadomo. Kiwała krzywym palcem, roztaczała woń okropną. Krwawe korale na jej szyi hipnotyzowały. Szturchnąłem Maćka w bok, byłem ciekaw, czy też je widzi.

Powiedziała, że potrzebuje pomocy. Trawa urosła a wszystkie dzieci pomarły. Jak byście zareagowali? Poszliśmy więc za nią grzecznie, nie pytając o nic.

Polną dróżką przyjemnie całkiem. Słońce rozgrzewało, owady latały. Wesołość była. Rozśmieszałem Maćka, Maciek mnie. Najbardziej rozbawiało, jak Maciek mówił o ruchaniu. Bajkopisarz jeden.

W lesie ożywienie jakby ciut mniejsze. Starucha cały czas milczała, nawet wtedy, gdy gadaliśmy totalne megabzdury. Milczała niczym grobowiec. Strasznie milczała. W pewnej chwili chciałem wrócić, jednak obecność Maćka rozwiewała niepokój. Wolne tempo wędrówki pozwalało na krótkie skoki w bok. Rwaliśmy grzyby, owoce leśne, rzucaliśmy w siebie ogromnymi kapeluszami, patyczkami, zużytymi prezerwatywami, butelkami po winiaczach, puszkami.

- Babciu, dajta zaruchać! - krzyknął ni w pięć, ni w dziewięć Maciek. Wybuchnęliśmy śmiechem. Najgorsze, że baba-jaga też. Pewnie ma poczucie humoru - pomyślałem.

Za lasem wieś. Taka dziwna. Brzydka. Połamane drzewa, płoty, stodoły bez dachów, psy bez ogonów, ciągniki bez kół, chałupy bez ganków. Nic, tylko rzygać.

Podwórko starszej rzeczywiście zarośnięte ogromnie. Trzymetrowe pokrzywy, krzakulce, szpaki wpieprzające czereśnie, żaby i ropuchy - niemal wszędzie. W końcu przemówiła:

- Wpierw dam wam jeść, potem praca.

W kuchni góry garnków. Wiklinowe kosze pełne warzyw, włóczek, kotów, kwiatów. Śmierdziało jajami i papierosami. Drewniane krzesła zaskrzypiały. Babuleńko-wiedźma podała miseczki z zimnym budyniem czekoladowym i nakazała jeść. Kożuch smakował wybornie. Zapytałem:

- Babciu, dostaniemy jakąś zapłatę za koszenie?

- Tak, cipeczkę.

Sporo minut minęło zanim nadeszło pełne uspokojenie. Od rechotu bolał brzuch a babka rozpłynęła się w powietrzu. Ani tu, ani tam, ani siam. Wniebowstąpienie?

Maćkowi pęcherz dawał do zrozumienia, więc rozpoczął poszukiwania kibla, albo wiaderka przynajmniej. Zostałem w kuchni.

Krzyk przerażający przerwał rozważania me. Wpadł Maćka duch, bo blady taki:

- Chciała mnie toporkiem ubić!

Obserwowaliśmy leżącą kobietę. W szamotaninie Maciek odebrał jej siekierę i trzasnął w głowę. Kałuża ropy zajmowała coraz więcej miejsca. Zwymiotowałem. Dotarło, że ona żyje. Natychmiast orzekliśmy unisono: dobić wariatkę! Dobić, żeby nie mogła sypać psom! Inaczej wysypie! Wsypie i będzie pozamiatane! Dożywotnio!

Dorodna marchew przypomina trochę nóż. No dobra, nie przypomina, ale no kurde, nie znaleźliśmy noża.

Dorodna marchew przypomina dziób bociana. Trochę...

Dobra. Dorodna marchew nic nie przypomina. Uniosłem i włożyłem ją do oka baby. Wcisnąłem. Butem docisnąłem. Coś tam chlupnęło, wypłynęło. Gardłowy okrzyk leżącej przygwoździł strachem.

Długo biegliśmy. Bardzo długo.

Co przeżyliśmy, to nasze. A co baba, to jej.

Kurwa mać!

Średnia ocena: 4.2  Głosów: 9

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Wrotycz 8 miesięcy temu
    Małgosi brakuje... o Jezu, co za wyobraźnia, Grimmowie na turpistyczno i wegańsko:)
  • jagodolas 8 miesięcy temu
    Małgosia to babcia :)
  • Wrotycz 8 miesięcy temu
    Jak ten czas leci:)
  • jagodolas 8 miesięcy temu
    No cóż :)
  • Wrotycz 8 miesięcy temu
    Horror - normalka:)
  • jagodolas 8 miesięcy temu
    A jak!
  • kalaallisut 8 miesięcy temu
    Też właśnie teraz przeczytałam! Okropne!!! :))
  • jagodolas 8 miesięcy temu
    Przepraszam, że obrzydziłem :)
  • Marian 8 miesięcy temu
    Wyobraźnia faktycznie wybujała.
    Nie jestem natomiast zadowolony z tzw. wątku przewodniego, bo jakoś nie mogę się go doszukać.
    To jest tylko jakaś sekwencja obrazów i nic więcej. A może Ci o to chodziło?
  • jagodolas 8 miesięcy temu
    Chodziło mi, żeby napisać tekst lżejszy, taki dla powiedzmy żartu. Pewnie prędzej czy później tekst wyląduje w koszu, ale póki co niech powisi
  • Zaciekawiony 8 miesięcy temu
    Dosadne jak tytuł.
  • jagodolas 8 miesięcy temu
    Tak jest
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Dziwne. Inne. MałoTwoje. Dobrze, że zmieniasz szuflady. Nie daj się zagryźć.
    Propsuję
  • jagodolas 8 miesięcy temu
    Dzięki, bronię twierdzy :)
  • jesień2018 8 miesięcy temu
    Psychodeliczna ohyda ;) Widziałabym to w kreskówce z ostrzeżeniem 18+.
  • jagodolas 8 miesięcy temu
    W sumie ja też !
  • sensol 8 miesięcy temu
    bardzo wytworne! nie wyrzucaj absolutnie. to jest FANTASTICZNE! krótko ale bardzo przekonująco. każde zdanie - dobre danie.
  • jagodolas 8 miesięcy temu
    Dzięki sensol piękne :)
  • Mia123a 8 miesięcy temu
    Już sam tytuł brzmiał dziwnie, więc myślę sobie kliknę i zobaczę co tam jagodolas wymyślił. Noo i przeczytałam. No nie moje klimaty, wogóle. Rozumiem oczywiście, że to miało być coś innego, nie standardowego. Pozatym widzę, że ludziom sie podoba. Czyli coś w tym musi być. Pozdrowionka :)
  • jagodolas 8 miesięcy temu
    To dzięki za przeczytanie, mimo że nie Twoje klimaty:)
  • Florian Konrad 8 miesięcy temu
    przezazbawne i przefajne! Cudownie napisane
  • jagodolas 8 miesięcy temu
    Dzięki Florian !
  • Lamb 8 miesięcy temu
    ,,Połamane drzewa, płoty, stodoły bez dachów, psy bez ogonów, ciągniki bez kół, chałupy bez ganków. " - to mi się podoba. Bardzo.

    :)
  • jagodolas 8 miesięcy temu
    Dzięki Lamb :)
  • Freya 7 miesięcy temu
    No właśnie... sam tytuł robi niezłe wrażenie (powtarzam się za innymi, ale tytuł ma duże znaczenie), zachęca i teges... Pomieszanie mikserskie frywolności z horrorem niecnej wyobraźni. Fajna robota, tylko śmiać się i bać. Sałatka warzywna sielskości. Trochę brakuje mi klekotu bociana nad strzechą – ale to se sam domyśliłem do kieratu szczególności :/ Pozdro
  • jagodolas 7 miesięcy temu
    Ten tekst to chyba taki fast food :) dzięki

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania