Maszerują srebrni karabinierzy po Przełęczy Borka

To już siódmy dzień naszego marszu. Tylko Przełęcz Borka dzieli nas od dotarcia do głównej kompanii na froncie. Niestety nie wiemy w jakim jest stanie, nasz telegrafista umarł wczoraj z powodu jakiejś dziwnej choroby, która wraz z wymiocinami wytargała z niego te ohydne galaretowate resztki wyżartego przez wirusa żołądka.

Podsumowując: nie mamy łączności, nie wiemy w jakim stanie zastaniemy kompanię i czy w ogóle ją zastaniemy. A ten skurwiel Witków pali te swoje cuchnące cygara podczas gdy my codziennie zakopujemy naszych… Poprawka, zakopywaliśmy… Ileż można do kurwy nędzy wąchać gnijące cielsko? Nie oszukujmy się, wszyscy zdechniemy na tej jebanej przełęczy a nasze ciała zgniją i zamienią się w bordową papkę gówna, które po nas zostanie.

Nie pisałem się na to! Mieliśmy mieć piękne mundury, piersi obwieszone medalami. Powszechny szacunek, srebrzyste i błyszczące mordercze karabiny. A teraz? Gdzie są teraz te wszystkie obietnice? Gdzie są dziesiątki moich wojennych braci? Leżą gnijąc pod ziemią lub kamieniami! Nikt o nich nie będzie pamiętał, nikt nie zostawi chociażby róży na ich mogile…

I na co to wszystko? Już od paru dni z moich dziąseł sączy się krew, czernieją zęby, przeskakują stawy. Droga miała zająć nam maksymalnie dwa dni, oczywiście nikt! Ale to nikt! Nie pomyślał, że na szczątkowych racjach jedzenia i wodzie wyciskanej z mchu, człowiek nie jest w stanie normalnie funkcjonować.

Mam już dosyć… Ile można maszerować, nie widząc celu. Bez żadnych szans na wygraną, i to w imię czego? W imię kawałka ziemi? W imię ludzi, którzy nawet nie zdążą mi podziękować? Czy może ku chwale generała, który otrzyma cały stos medali? Nikt nie spyta ile ludzkich istnień pochłonął ten piękny, błyszczący kawałek metalu.

Te wszystkie wartości, które nam wpajano, nie mają żadnego znaczenia w chwili gdy chwytasz za ten paru kilogramowy kawał żelastwa i masakrujesz człowieka, takiego jak ty. Człowieka, który prawdopodobnie tak jak ty nienawidzi samego siebie, który TAK

JAK TY stracił wiarę w jakiekolwiek wartości. Istota, której życiowa energia ulatuje z ciała wraz z rozdzieranymi kawałkami skóry, mięśni, kości i litrów krwi…

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Marian ponad tydzień temu
    "paru kilogramowy" ->"parukilogramowy"
    Rozumiem, że to taki krzyk buntu i rozpaczy.
    Trochę to jednak za bardzo zawieszone w pustce, jakby wyrwany z czegoś kawałek.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania