Mistrz

Młodnik urywał się nagle. Zza zakrętu wypływał zastygły jęzor czarnej lawy z pękniętego pagórka.

- Więc te pagórki to Czarna Góra - powiedziała Isena.

- Ale czy ktoś tam przeżył? - zaniepokoił się któryś z elfów.

- Przecież świeci się gwiazda Elendila - rzuciła szybko Isena , lecz głos się jej załamał. Zacisnęła dłoń na pierścieniu. On odnajdzie swego pana.

- Jeżeli pękły wszystkie czary.... Jeżeli ktoś wyszedł z wnętrza góry .....- zaczęła łowić wątłe ślady myślowe.

- Chory i obolały - dodał Athenor.

- Szukał wody .....

- Światło go oślepiło .....

- Tam, patrzcie tam ! - wskazał Athenor. Z boku pagórka pasmo zgniecionej trawy. Jakby ktoś stoczył się - w wąski wąwóz.

Serce Iseny zamarło. Gwiazda, pierścień, ale ....

Elrond stanowczym gestem położył zimna dlań na jej karku. Złapała oddech.

Athenor zsiadł już z konia i wraz z Glorim rozplątywał linę.

- Zna mnie. Opiekowałem się nim - powiedział rycerz podając drugi koniec liny - Elrondowi. Instynkt podpowiedział mu nieomylnie jak zdobyć zaufanie tego podejrzliwego czarodzieja.

Elrond podał mu ampułkę z najcenniejszy kordiałem elfów.

- Wystarczy kropla - powiedział i zaklęciem umocnił wiązanie liny.

Patrzyli jak Athenor zszedł na dół i odnalazł mistrza w plątaninie jeżyn. Przywiązała go do siebie i z ich pomocą wrócił na górę.

Znaleźli mistrza. Żył. Skrajnie wyczerpany. Puls i oddech ledwie się w nim tlił. Nie przełknął leku.

- Jedźmy stąd! To złe miejsce i zaraz będzie zmrok- wyczuwał coś Elrond.

Ułożyli mistrza w płachcie między końmi i jak najszybciej z tak delikatnym ładunkiem ładunkiem wyruszyli do miejsca które mogli uznać za bezpieczne.

Magicznym zabezpieczeniem obozu zajęły się elfy , rozpaleniem ognia i innymi prozaicznymi czynnościami Athenor, leczeniem Elrond.

Isena powtarzała sobie że mocy i wiedzy Elronda wystarczy. Przecież to tak potężny czarodziej! Przecież ona zrobiła już swoje, oddała pierścień przed bitwa i wrócił do niej. Dostała go legalnie, podczas nominacji, był jej. Nie musiała, nikt nie oczekiwał od niej....

Kiedyś chciała oddać Gandalfowi wszystko, bo to stworzyłoby między nimi nierozerwalną więź. Miała tą więź poprzez pierścień. Nie chciałby jej stracić.

Elrond podniósł się z opuszczonymi ramionami i popatrzył na nią pytająco. Pokręcił przecząco głową. On, potężny czarodziej pytał o pomoc smarkule z babską magią.

- Zostaw nas - powiedziała podchodząc do mistrza.

Wyjeła pierscien i zabłysł pełnym blaskiem. Jeśli łudziła się jeszcze że wystarczy jego dotknięcie, to nie. Gandalf poruszył się. Złapał oddech. Przełknął łyk leku. Lekko uniosł dłoń i włożyła mu pierscien na palec.

I skończyła się jej rola w tej całej historii. Jej życie uzdrowicielki, czarownicy, księżniczki . Jej miłość której nie zaznała. Ot, taka była jej rola w tej historii. Rola której nikt nie pozna.

Wstała i podeszła do pozostałych.

- Śpi. Zajmijcie się nim. Boli mnie głowa - powiedziała i odeszła przygotować sobie posłanie. Elrond podszedł krok w jej stronę. Stanowczo pokręciła głową. Nie musiała z nim rozmawiać. Nie bała się go już.

- Nie rozumiem. Nie rozumiem - mruczał Elrond do siebie.

" Tym razem nie ty byłeś ważny w tej historii" - pomyślała z odcieniem dumy. " Ale ja też już nie jestem tu ważna ".

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania