Moc życia

Wieczorem, kiedy już zakończyło się ostatnie nabożeństwo ku czci św. Marcina – patrona od miłosierdzia, zaczął padać deszcz, szumiał wiatr, zrobiło się ciemno i grzmiało. Wydawało się, że chmury przyciągają z sobą coś złowieszczego, albo i smutnego. Wtedy to do bram klasztoru ojców franciszkanów zapukało kilku zziębniętych i przemoczonych deszczem ludzi. Było to trzech mężczyzn i młoda, urocza dziewczyna. Wszyscy cygańskiej krwi, przebrani w stroje taneczne, tak jakby wracali z jakiegoś wieczornego ludowego festynu. Przybyłym towarzyszył stary koń, który ciągnął za sobą wózek z tobołkami.

- Wielebni ojcowie, jest zimno! Prosimy o trochę ciepłej strawy i nocleg – powiedział najstarszy z Cyganów. Brat od furty klasztornej zawołał ojca przeora, a ten widząc biednych ludzi i wspominając świętego Marcina, ulitował się nad nimi.

- Dzień miłosierdzia, więc i wy go dostąpicie – rzekł spokojnie przeor, kazał gości wraz z koniem umieścić w stajni i nakarmić. Burzliwa noc przeminęła szybko, bo już nad ranem jaśniało ciepłymi promieniami słonecznymi. Ze stajni wyszła cygańska dziewczyna, i jakby zapominając, że jest przy klasztorze, zaczęła czesać swoje długie, czarne włosy i zdobić je klejnotami. Zauważył to przez okno brat Marcin, młody zakonnik, pełen siły i nawet uroku. Serce ścisnęło mu mocno i widząc uroczą niewiastę, zaczął się modlić o odstąpienie pokusy. Jednakże stawała się ona coraz silniejsza, tak mocna, że brat Marcin poczerwieniał na widok kobiety, a potem z hukiem zatrzasnął okno.

Cygańska trupa i ich koń opuścili stajnie, po tym, jak dostali coś do jedzenia. Starszy Cygan, chociaż po nim nie było widać, że może mieć dobre maniery, włożył czerwony kapelusz na głowę i poszedł do przeora.

- Wielebny ojcze, dobrze nam tu było i wdzięczni jesteśmy za gościnę, jednakże nie mamy czym zapłacić – powiedział spokojnie i dostojnie niczym jakiś szlachcic.

- O zapłatę nam nie chodzi, bo przecież franciszkanami jesteśmy, a naszą dewizą jest miłosierdzie. Pamięć jeno po sobie dobrą zostawicie, jeśli… - tu przeor przerwał, na chwilę się zawahał, jakby coś przeczuwał.

- Jeśli wam, ojcowie, zagramy, zatańczymy i zaśpiewamy! – radośnie dokończył Cygan.

- To przecież klasztor i miejsce skupienia, ale skoro teraz jest karnawał, a wczoraj był odpust św. Marcina, zatem niech się tak stanie ku radości współbraci i służby – uśmiechnął się tajemniczo przeor, lecz po chwili posmutniał świadomy tego, że tu chyba nie o tańce i radość chodzi.

W południe po odśpiewaniu modlitwy Anioł Pański zakonnicy zebrali się przed klasztorem, oczekując na cygańskie przedstawienie. Stary Cygan trzymał w ręce skrzypce i żwawo pociągał smyczkiem, drugi postukiwał w bębenki, a trzeci grał na fujarce. I tak wspólnie wygrali skoczne rytmy, a kiedy już widzowie rozweselili się, to wbiegła przed cygańskimi muzykantami owa piękna dziewczyna. Zamilkli wszyscy i spoważnieli, a zauważywszy to Cyganie, wstrzymali na chwile granie. Oto bowiem dziewczyna ubrana w czarną suknię, wąską i obcisłą tak mocno, że widać było jej najbardziej pociągające kształty, trzymała w ręce czerwoną dużą, jedwabną chustę z czarnymi frędzlami i zaczęła ją wymachiwać w rytm muzyki i tańca. W jej uszach wsiały dzwoniące i mieniące się w promieniach słońca złociste kolczyki. Jej usta czerwone od szminki i zaokrąglone od uśmiechu, rozsiewały wokół radość, a u niektórych nawet wzbudzały pożądanie.

Tylko brat Marcin stał cicho i pokornie. Wpatrywał się tajemniczo w tańczącą Cygankę. Po chwili poczerwieniał i łzy mu spłynęły. Odwrócił się i odszedł do klasztoru.

Cyganie grali, dziewczyna tańczyła, a bracia zakonni i gawiedź klaskali w rytm muzyki, jakby chcieli zapomnieć o tym świecie, o postach, umartwianiu się, nocnych modlitwach i nędznym życiu.

Tego popołudnia i przez dzień następny daremnie szukano brata Marcina. Po dwóch dniach przeor otrzymał list:

 

Wielebny Ojcze!

Życie to nie cierpienie, ono jest radością,

taką samą jak miłość a miłość nigdy nie powinna pochodzić z cierpienia!

Wróciłem do życia i tak niech pozostanie.

Marcin.

 

Życie to radość, to miłość mężczyzny i kobiety. Stara to prawda, która umiera w murach klasztornych, w ciszy i samotności przeżerającej duszę, w wiecznym poszukiwaniu szczęścia w zaświatach, lecz na próżno.

Przez następne kilka dni w okolicy chłopi rozprawiali o wizycie w klasztorze cygańskiej trupy muzyków i mówiono, że było to trzech Cyganów, piękna dziewczyna i jakiś młodzieniec z zakonną tonsurą na głowie, lecz bez habitu.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Janku, musisz poprawić jedno zdanie. Napisałeś "jest zimo", a powinno być "jest zimno".
  • Jan Potfforny 06.05.2017
    Już poprawiłem. Dziękuję za uwagę!
    Zobaczę, co u Ciebie, może też pomogę?
    Pozdrawiam!
    JP
  • Amy 06.05.2017
    Fajne, bardzo mi się podobało :)
  • riggs 06.05.2017
    Dobry tekst, już gdzieś pisałem, że celibat to bzdura. Dla mnie na 5, zaczytałem się i nie zauważyłem że jest "zimo". ;)
  • motomrówka 07.05.2017
    Myśląc o zakonnikach czuję szacunek i strach. Szacunek, bo świadomie wyrzekają się wszystkiego, co daje świat, a co jest w zasięgu dotknięcia, a strach, bo Bóg jeden wie, co dzieje się w głowie kogoś, kto wyrzekł się swiata na rzecz Boga. Zmiany w psychice mogą być potworne, a przyczyną - kto wie, czy nie główną - jawi mi się celibat właśnie. Jak można wyrzec się cielesności, to przecież natura. Niektórzy wierzą, że człowieka stwotrzył Bóg, czemu więc świadomie odbierają sobie to, co im ofiarował. Tak, jakbym powiedziała ukochanemu męźczyźnie "Tak mocno cię kocham, że wyrzekam się seksu. Od jutra śpię sama".
    Zakonnice tłumaczą to oddaniem się Panu. A panowie? Kuźwa, cytując Maksa z Sexmisji "natury się nie da oszukać".
    Bardzo ciekawe opowiadanie i zdaję sobie sprawę, że moje dywagacje są czysto dyletanckie.
    Za świwtny i lekko napisanu tekst - 5 ;)))
  • Zdzisław B. 07.05.2017
    Ciekawa miniaturka, w stylu prostych ballad, dawniej opowiadanych w przydrożnych karczmach przez wędrownych bajarzy. Można by ją rozbudować do większego opowiadania, rozszerzając o przemyślenia i "bicie się z samym sobą i teleologią życia" zakonnika Marcina.

    Drobne uwagi do zapisu, do ew, przemyślenia:
    *(kilka miejsc do poprawy interpunkcji)
    *kilka zziębniętych - kilku zziębniętych
    *Wszyscy jednakże - Wszyscy ("jednakże" oznacza ustosunkowanie się do poprzedniego określenia, którego w tekście nie ma)
    *dziewczyna, jakby - dziewczyna i jakby
    *długi czarne - długie, czarne
    *ścisnęło go mocno i widzą uroczą niewiastę, zaczął - ścisnęło mu mocno i widząc uroczą niewiastę zaczął
    *z hukiem trzasnął oknem. - z hukiem zatrzasnął okno.
    *radośnie rzekł - radośnie dokończył
    *W południe tu - W południe,
    *Oto stary Cygan... - Stary Cygan... (całe to zdanie przerobiłbym. Źle brzmi)
    *Na uszach jej wsiały - W jej uszach wisiały
    *a braci zakonni - a bracia zakonni
    *chcieli i zapomnieć - chcieli zapomnieć
    *umartwianiu się i nocnych - umartwianiu się, nocnych (powtórzenie "i")
    *(przedostatni akapit - zdanie, przerobiłbym. Powtórzenia, zła składnia...)

    Większość usterek (zwłaszcza literówki) można było uniknąć. Dobrze jest, przed wysłaniem, kilka razy przeczytać tekst z pozycji czytelnika, nie autora. Niedoróbki stylu czy nieprecyzyjności można wtedy wychwycić i poprawić.
    Pzdr.

    PS. Celibat został wprowadzony do krk dopiero od XI wieku i przez 200 lat "wdrażany". Przyczyna? - Wcześniej księża mieli żony i dzieci. Zgodnie z prawem feudalnym musieli w testamencie dzielić majątek kościelny między potomstwo. Jedno z nich zostawało po nim proboszczem, ale już na mniejszej, otrzymanej w spadku części ziemi. Celibat spowodował, że kościół odtąd już tylko się bogacił. I tak trwa do dzisiaj.
  • Zdzisław B. 07.05.2017
    PS. Za poprawność zapisu 3,5, za treść 4,5 = 4
  • Jan Potfforny 07.05.2017
    Zdzisław B.
    Sz. Panie,
    serdecznie dziękuję za uwagi. Poprawki naniosłem!
    Pozdrawiam!
    JP
  • Zdzisław B. 07.05.2017
    Jan Potfforny
    Nie ma problemu, jeżeli ktoś korzysta z uzasadnionych uwag :)
    PS. Sam zrobiłem błąd (z pośpiechu, musiałem już wyjść z domu). Przez poprawkę "radośnie dokończył" wystąpiło w tekście powtórzenie "dokończył" (wcześniej: "i tu przeor nie dokończył, bo na chwilę się zawahał"). Można jednak zaradzić, np. przez zmianę tej frazy na:
    "- i tu przeor przerwał, na chwilę się zawahał".
    Pzdr.
  • Jan Potfforny 07.05.2017
    Zdzisław B.
    Dziękuję za uwagę, wstawiłem.
    Pozdr.
    JP
  • Zdzisław B. 07.05.2017
    Jan Potfforny
    Przypadkiem otrzymaliśmy przykład, że utwór jest budowlą delikatną i skomplikowaną. Każda wymiana "cegiełki" na lepszą może powodować naruszenie konstrukcji w innym miejscu. Jednym słowem - lepiej nie zdejmować rusztowania przed kilkakrotnym sprawdzeniem każdej części utworu ;)
  • Jan Potfforny 07.05.2017
    Zdzisław B.
    W przyszłości planuję pisać powoli i nie od razu publikować.
    Pozdrawiam i do usłyszenia!
    JP

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania