Moje dawne życie

Życie jest zbyt kruche by poddawać się nałogowi.

Wróciłam do domu rodzinnego na trochę.

Pamiętam jakby to wydarzyło się dziś a nie kilka lat temu, uciekałam nie miałam ochoty na toksyczne znajomości, niszczyły mnie od środka czasem stawałam się kimś kogo nie rozpoznawałam w lustrze.

 

Czarna kredka na oczach, dodawała mi powagi, tak wydawało mi się kiedyś, matka która zwracała na mnie uwagę w chwilach grozy, wyzywając i mszcząc się na mnie za swoje nędzne życie, i on, był moim światem, przynajmniej tak mi się wydawało, chciałam tylko jego liczyłam na jego uznanie, on jednak miał inne zamiary co do mnie, wróciłam do mrocznych czasów.

Czy żałuję?

Czasem miłości do Eryka, mogłam wcześniej uświadomić sobie że jego uczucie nie było prawdziwe, byłam nikim w jego oczach, przygodą, zabawką, szmacianą lalką, tego żałuję że dałam pochłonąć się nieprawdziwemu uczuciu.

Najgorsze i najpiękniejsze miejsce na tej planecie, malownicza mieścina otoczona polami, dzikimi łąkami i bujnych drzewami rosnącymi po dwóch stronach drogi, tworzyły piękny zielony tunel, wszędzie unosił się zapach polnych kwiatów.

Zobaczyłam go na drodze, siedział na murku obok swojego domu ( pozostałością po starej szopie), śmiał się z kolegami popalając papierosa, moje serce przyśpieszyło galopując jak szalone na znajomą twarz, Eryk spojrzał na mnie i zamarł, jakby zobaczył ducha, przeszłam obok niego czując znajomy zapach, spuściłam wzrok i weszłam do domu, oparłam się o drzwi ciężko dysząc, słyszałam jego śmiech, koszmar powrócił.

Kilka godzin spędzonych w tym miejscu przyprawiał mnie o ból brzucha, nie wychodziłam nigdzie, spędziłam czas z tatą i siostrą, matki nie było na całe szczęście.

Siostra wyciągnęła mnie następnego dnia na spacer, do morza mieliśmy niedaleko jakieś trzy kilometry, to była idealna okazja do poplotkowania i oderwania myśli krążących wokół chłopaka z mojej przeszłości, mimo starań nie udało się okiełznać myśli, pytały mnie jak się czuł, jak sobie radził, czy ułożył swoje życie, czy był szczęśliwy?

 

Postanowiłam po powrocie ze spaceru pójść do niego, było już ciemno, znajoma pora na odwiedziny, serce waliło mi za każdym razem gdy się wymykałam z domu by się z nim zobaczyć, drżałam z podniecenia.

 

Zastałam go tam gdzie zawsze, siedział na swoim łóżku w przyczepie kempingowej, zapukałam, otworzył po chwili zdziwiony, zostawił mi otwarte drzwi, nie zaprosił mnie do środka więc sama to zrobiłam, zamknęłam drzwi za sobą, spojrzałam na stolik, wszędzie walały się puste butelki po alkoholach procentowych i narkotyki, spojrzałam na niego usiadł na łóżku zasłaniając twarz dłońmi, łokcie położył na kolanach, nie wyglądał zbyt dobrze.

 

- Eryk? - przykucnęłam obok niego, nie reagował, naćpał się na smutno, wszystko co go dusi znajdzie kiedyś ujście, miała nadzieje że opowie mi o żalu, byłam jedyną osobą która go wysłucha, przy kolegach grał pajaca, zakładał maskę, przy mnie nie musiał grać, ale nie zawsze pozwalał sobie na chwile zapomnienia, nie zawsze się odkrywał, twarz który przybierał przywierała czasem i nawet ściągnięcie siłą nie robiła na niej wrażenia - Powiedz coś, wyrzuć to z siebie - zależało mi na nim bardziej niż przypuszczałam, ten widok ściskał mi serce

- Kornelia, ja.. - potarł oczy, otarł nos jego trzęsące się palce powędrowały do używek, kolejna dawka, wyrwałam mu ją jak za starych dobrych czasów.

- Przestań do cholery - uniosłam głos

- Kornelia, moja matka - wiem co chciał powiedzieć zmarła kilka miesięcy temu, nie pojawiłam się na pogrzebie chodź dobrze ją znała, zawsze była pogodna, uśmiechnięta, po jej odejściu Eryk totalnie się załamał, ja zniknęłam z domu rodzinnego, nie umiałam do niego dotrzeć, nie dopuszczał mnie do siebie, po obelgach jakie wypłynęły z jego ust wielokrotnie wśród znajomych jak i u niego w kempingu, uciekłam nie odwracając się za sobą, czułam że usuwa się cały świat z pod moich stóp - mój ojciec.. - potrząsnął głową, tata zmarł kilka dni temu, był dzielny dla znajomych ale wiedziałam że ta część niego została złamana na zawsze w nie krótkim czasie stracił oboje rodziców, nie miał nikogo na świecie - zostaw mnie, nie masz tu czego szukać - odepchnął mnie, uderzyłam głową o ścianę, łzy spłynęły mi po policzku

- Naprawdę tego chcesz? - powstrzymywałam rozpacz która ogarniała mnie całą, przygryzłam policzek od środka by spowolnić łzy, jednak one uporczywie naciskały na oczy

- Tak, wyjdź i nie wracaj - arogancja wylewała się z niego, wstałam kolejne łzy spłynęły mi po policzku, podeszłam do drzwi, otworzyłam nie odwracając się za siebie, znalazł się tak szybko za mną i zatrzasnął je przede mną, odwrócił do siebie przodem, spojrzał mi w oczy i pocałował, delikatnie jakbym była szklanym ptaszkiem który pod wpływem jego uścisku zamieni się w proch - raz cię straciłem, nie chce byś odchodziła - zacisnął mocno palce na moje buzi, zniekształcając mi twarz

- Zostanę tak długo jak zechcesz - pierwszy raz okazał mnie uczucie, odkrył wnętrze przed mną.

- Jestem pogubiony, nie mam nikogo, jestem sam na tym popieprzonym świecie - wtulił mnie w swoje ramiona, czekałam na tę chwile wieczność aż w końcu ona nadeszła, a ja nie wiedziałam jak się zachować - ciebie też straciłem, byłem idiotą, że pozwoliłem ci odejść, zostań ze mną na zawsze - błagał, jak miałam mu odmówić, zostawić go, moje serce pamiętało nie miałam ochoty trzymać się z dala od niego, nie chciałam, od chwili gdy tu wróciłam, wrócił do mojego życia, był moją pierwszą miłością, tlenem

- Jeżeli tego chcesz zostanę - płakałam, żal wyrwał się z łańcuchów

- Moja piękna Kornelio - pocałował mnie w czoło - twój na zawsze - obiecał

- Twoja na zawsze - obiecałam

 

Położyliśmy się do łóżka, patrzyłam jak zasypia przytulony do mnie, był taki spokojny, beztroski, i w końcu był mój, ja byłam jego, w całym tym dramacie nie umiałam się cieszyć, zasnęłam otoczona jego ramieniem, rano obudziłam się w pustym łóżku, myśli krążyły wokół słów zeszłej nocy.

 

- Gdzie byłeś? - wszedł do pomieszczenia z colą w ręku

- Zbieraj się, musisz iść - usiadł na kanapie jak najdalej ode mnie, byłam zmieszana nie wiedziałam co się dzieje, patrzyłam na niego z niedowierzaniem

- Nie rób tego - odezwałam się po długiej chwili milczenia, analizowałam jego słowa

- Nie rób czego?! - krzyknął - Byłem wczoraj na haju, nie myślisz chyba że mógłbym powiedzieć to wszystko na trzeźwo? - zaśmiał się szyderczo

- Ja nie ...- słowa ugrzęzły w moim gardle

- Jesteś głupia że tu przychodziłaś, dałaś się nabrać - prychnął, czułam się zagubiona, traciłam grunt który niedawno odbudowałam, wstałam, przeglądnęłam się w lustrze, włosy w lekkim nieładzie, zarumienione policzki, oczy zaczerwienione i załzawione, kucnęłam na przeciwko niego - chcesz się zabawić? - zadrwił odsuwając się trochę do tyłu robiąc mi miejsce na swoich kolanach

- Mam nadzieje że wiesz co robisz, kolejnej szansy nie będzie - złapałam go za brodę, trzydniowy zarost kół mnie w palce, odrzuciłam jego głowę na bok, otworzyłam drzwi ale znów znalazł się przy mnie i zatrzasnął je przede mną, zaczął całować wulgarnie, rękoma wędrował po całym moim ciele, trudność przynosiła mi nadążenie za nim, odsunął się ode mnie patrząc z pożądaniem.

- Jesteś słaba, ale kusząca, wpadaj kiedy chcesz, zabawimy się - nie mogłam uwierzyć że znów wciągnęłam się w jego gierki.

 

Wyszłam od niego, nie oglądając się za siebie.

To był ostatni raz kiedy go widziałam, kolejnym razem gdy odwiedziłam dom rodzinny jego nie było wyprowadził się do innego miasta, znalazł dziewczynę, żył swoim życiem.

 

Ja nie byłam w stanie ruszyć z życiem, zawsze wracałam wspomnieniami do jego pocałunków.

 

Orchid.Solma

Następne częściMoje dawne życie 2  Moje demony  

Średnia ocena: 2.5  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Canulas 4 miesiące temu
    Trochę kuleje interpunkcjia i zapis dialogów.
    Lubię takie wstawki jak: "Czy żałuję?", ale to jednak zbyt mało.
  • Orchid.Solma 4 miesiące temu
    Naniosłam poprawki, byłam wczoraj zbyt rozemocjonowana tą opowieścią, przez co wyszła niechlujnie, dziekuję za kom.
  • Canulas 4 miesiące temu
    Nie no, też często coś wrzucam niezbyt dokładnie przejrzane, ale jednak dzień, czy choćby pół dnia oddechu pomaga w trzeźwiejszym spojrzeniu na własny tekst. Mniej emocji, mniej czytania pamięciowego. Tutaj wciąż można kilka rzeczy dokręcić, choćby: " - Jesteś słaba, ale kusząca, wpadaj kiedy chcesz, zabawimy się - nie mogłam uwieżyć że znów wciągnęłam się w jego gierki." - uwierzyć
  • Orchid.Solma 4 miesiące temu
    Canulas Dzięki doceniam, i jak zwykle już poprawiłam :)
  • Robert. M 3 miesiące temu
    Virginia Andrews powiedziała kiedyś, -
    " Dzień w którym mężczyzna zrozumie kobietę,
    będzie dniem końca świata. Mężczyzna jest pełnym
    nienawiści, odmiennym stworem, mówiącym, że potrzebuje
    bogini, by stawiać ją na piedestale. A jak ją już tam postawi,
    natychmiast zrywa z niej nimb świętości, odziera z szat,
    odcina skrzydła, by nie mogła odlecieć, a w końcu
    zrzuca ją z cokołu i poniża"

    Tak jakoś po przeczytaniu Twojej pracy mi się skojarzył ten fragment.
    Czy adekwatnie do powyższego opowiadania? Sama oceń.
    A ja od siebie dodam, że podziwiam Was ( kobiety) za tak
    głębokie zaangażowanie w uczucie. Piszę to bez podtekstów, bez cienia
    ironii. Może strzelę sobie teraz w stopę, ale my chłopy to za przeproszeniem
    ni hu, hu, tak nie popłyniemy bez pamięci. Ale czy zazdroszczę?
    Niekoniecznie. Wybacz, ale z grzeczności, - mówiąc kolokwialnie -
    nie podepnę pod to argumenty, by nie wyjść na egocentryka, choć poniekąd
    i tak to miedzy wierszami wyczytasz.
    Reasumując, taki schemat opowiadania, mogła tylko kobieta napisać
    dla mnie ciekawe doświadczenie, lubię kobiece spojrzenie na świat.
    Podobno macie bogatsze wnętrze, ale z przekory tego nie przyznam.
    No dobra, było ciekawe, inne i pobudziło do refleksji. a w końcu
    do wynurzeń w postaci komentarza, więc...
    dziękuję za podarowanie mi kilku miłych chwil.
  • Orchid.Solma 3 miesiące temu
    Hej, na początek dzięki że wpadłeś i podzieliłeś się swoją opinią.
    Co do fragmentu wypowiedzi Virginia, możliwe że coś w tym jest.
    Pomyśl jak poznajesz swoją partnerkę na początku jest nowym obiektem, śnisz o niej, marzysz by dotykać jej kruche niewinnego ciało, pragniesz by obdarowywała cię swoimi mądrościami, polegasz na niej, spijasz każde słowo z jej ust, mijają lata dalej rozbudza w tobie te emocje ale inaczej, zauważasz wady.
    Wyobraź sobie.
    Piękna kobieta z długimi włosami, idealnym ciałem, twój ideał obiekt westchnień, stoi kompletnie nago po środku pustego pokoju, otoczona kanapami, jesteś blisko niej, na początku obchodzisz ją dookoła spoglądasz na ciało, jesteś rozemocjonowany, ale po dłuższym wpatrywaniu się w nią zauważasz że coś jest nie tak, na górnej piersi ma pieprzyk który skaził jej skórę, zaciekawiony doszukujesz się kolejnych nierówności, odnajdujesz je, badasz, liczysz ile ich jest, a jest ich zbyt wiele, jesteś oburzony, traci w twoich oczach, przestajesz podziwiać, zauważasz najdrobniejszy ślad i doliczasz, nie chcesz na nią patrzeć, czujesz się osaczony, chcesz wyrwać się z tego szaleństwa, znaleźć idealną dla ciebie kandydatkę, uciekasz ale nie masz jak, kanapy grodzą miejsce.
    Siedzisz w rogu jednej z kanap, patrzysz na nią chcesz by znikła, obrzucasz ją obelgami ale ona na to nie reaguje, tylko uśmiecha się z przekąsem, wpadasz w szał, krzyczysz na nią szarpiesz jej włosy, dalej nic...
    Wymazujesz piękne chwile, zastępujesz je czarnymi, mrocznymi obrazami.
    Użalasz się nad sobą, obwiniasz ją, to ona sprowadziła cię na tę drogę, zmanipulowała okłamała na początku, byłeś niegdyś na samym szczycie nieba, uśmiechałeś się pogodnie, teraz siedzisz w czeluściach piekła wylewając gorzkie łzy.
    Żyłeś złudzeniem nim to do ciebie dotrze jest za późno.
    Do twojego kom.
    Masz racje my posiadamy szczerość i odwagę której wam czasem brakuje, mam wrażenie w osobistego bagażu że czasem dźwigamy cały świat na barkach, myślę o wielu rzeczach na raz, i wkurzam się na mężczyzn którzy mają jedną sprawę do załatwienia a czasem i tak nie umieją jej wyjaśnić, my jesteśmy wielozadaniowe, nie litujemy się nad sobą, wstajemy i idziemy, i nie raz bywa i tak, że życie nie pozwala na rozwiązanie, więc gdy jesteśmy same popadamy w nicość staczamy się, popadamy w głęboką rozpacz, nic nas nie cieszy.
    Piękne w tym wszystkim jest to, że wy faceci kochacie nas (większość) mimo wszystko i wspieracie, szanujecie, my jesteśmy dla was wy dla nas, nie umiemy bez siebie żyć.
    Poleciałam sorry, ale w pewnym sensie teraz mam blokadę i nie umiem nic napisać i kto wie może twój kom mnie natchnął.
    Pozdrawiam... :)
  • Robert. M 3 miesiące temu
    Piszesz : "Jak poznajesz" - Droga Pani, jak ja poznaję , to ja w ogóle nie poznaję siebie.
    Jaki ja potrafię być wówczas elokwentny, przesympatyczny, taki, taki...cherubinek, dzióbeczek
    no tylko ciumać i do domu prowadzić. Ech! Co to potrafi z człowiekiem powyprawiać, taki nowy
    Joluś, czy Ewuś.
    A tak na poważnie, to prawda, że jak trafi się na kogoś, kto zaszczepi w tobie te chęć do starania,
    do marzeń, to snujesz wizje, układasz plany. Zastanawiasz się przed snem ( o ile możesz spać)
    w jakich okolicznościach ją spotkasz, co powiesz, jak rozwinie się dialog, przewidujesz jak szachista
    co odpowie, w czym zagustuje, jak zripostujesz. Z mimiki twarzy, mowy ciała, dopowiadam sobie
    treść jej myśli, tego, co nie powiedziała, a subtelnie daje do zrozumienia.
    "Spijasz każde słowo..." Oj, żebyś wiedziała. Powiem Ci, że w początkowym stadium, że tak brzydko
    się wyrażę, - gdy się obwąchuje - to o modzie bym nawet przegadał parę godzin, pół dnia bym jej
    doradzał w kwestii spódnicy czy raczej rurek. Taa, dosłownie w tym momencie ja to drugi Armani,
    czy jak mu tam. Aż chciało by się rzec, chwilo trwaj.
    Tylko jak napomknęłaś, czas nie stoi w miejscu i tu dochodzimy do sedna. Endorfiny się wycofują
    a dochodzi do głosu twarda rzeczywistość, rutyna i jest.... Co Ci będę pisać, sama wiesz.

    No wyobrażam sobie ten ideał, jestem wzrokowcem a, że nakreśliłaś to bardzo plastycznie to nie
    miałem problemu z wizualizacją tej nimfy. No może z tymi kanapami było gorzej, ale zagrodziły mi
    drogę, co prawda jak się do tej rusałki pchałem, ale efekt uzyskany, spełniły swe zadanie. Tylko mam problem,
    bo mnie te pieprzyki nie odstraszyły, o odstręczaniu czy czymś gorszym nie wspomnę. I co Ty na to?
    .Nie mam prawa się wypowiadać za ogół, za wszystkich facetów, ale sądzę, że tym się różnimy od Was kobiet. Wy tak chyba troszeczkę same sobie obniżacie ocenę, jakiś detal podczas prysznica i już alarm w głowie,
    bo to przekreśli moje szanse, a jak jeszcze koleżanka tego nie ma to już tragedia, - "Boże, jestem
    wypaczona, czas umierać." ..Wiem, wiem, przesadziłem, przepraszam, ale musiałem? być szczery.
    Nie chcę byś pomyślała, że dla mnie budowa ciała, to pikuś bo tak nie jest, ale podejrzewam, że
    my wszyscy, faceci, mielibyśmy mniej zastrzeżeń ( do tej między kanapami) niż ona sama, co do siebie.
    Ale skoro lubicie sobie poobjeżdżać wzrokiem po ciele by sobie dowalić, to mnie nic do tego.
    Sadzę, że ważniejszym jest jednak aspekt duchowy, brak zrozumienia, inne priorytety, słowa, które bardziej mogą zaboleć. To chyba bardziej by mnie dobijało i mogło jak napisałaś odsunąć od tej partnerki, a w
    konsekwencji, pewnie i cielesność byłaby be, doszukałbym się mankamentów. I to z czystej złośliwości
    bo mnie nie rozumie, to masz za to.
    Trudny temat. Nie wiem, naprawdę.
    A tak na marginesie, to była kiedyś taka modelka, co miała nad ustami pieprzyk, chciała to z operować, bo
    szpeci. I co? Okazało się, że większości miała ja za piękność, ba, uznali ten pieprzyk za coś ekstra.
    A niby znamię.

    Dokładnie, macie podzielną uwagę, załatwiacie kilka spraw nie tracąc kontroli podczas wielu czynności.
    odpornością bijecie nas na głowę. Piszę to bez zbędnej kokieterii, zauważam u was większą dozę ambicji,
    dążenie do perfekcji, w czym upatruję motywację do działania i mimo wszystko wstawania z kolan by
    jeszcze raz a jak trzeba to znowu i tak do skutku. No, mało jest takich chłopów, co tak się chce, ale warto poprzyglądać się.

    Jak minie blokada to pisz, dobrze prawisz, masz pojęcie o życiu. Powinnaś pomyśleć
    o referatach, Twoje spostrzeżenia są na czasie, a nade wszystko nie ma w nich patosu i kunktatorstwa
    a walisz w potylicę szczerością.Tak trzymaj/
  • Orchid.Solma 3 miesiące temu
    Robert. M Hej hej :)
    Uśmiechnęłam się czytając twój komentarz, szczerze mówiąc, rzadko kiedy zdarza się, że facet chce rozmawiać na "te" tematy z kobietami.
    Ok, powracając do tematu.
    Ah tak te nieszczęsne kanapy, bardziej moja wyobraźnia zadziałała na coś w rodzaju "zagrody" to brzmi fatalnie wiem, albo klatki zamiast prętów jest miękka kanapa, w tym małym pomieszczeniu kształtujecie swój świat, docieracie się w nim, tworzycie jedność oraz schematy, odkrywacie przed sobą ciała oraz duszę, badacie swoje możliwości..
    Ciało miało być symbolem, idealnego (na początku) związku, gdy patrzysz na piękną istotę na wyciągnięcie swojej ręki, która kusi wyglądem, przyciąga intelektem, nie umiesz się oprzeć, oddajesz jej pod opiekę serce, zaspokajasz jej potrzeby, chcesz ją doceniać, zapewniasz o swoich uczuciach, okazujesz je, jest twoją boginią zesłaną z niebios pod twoją opiekę, staje się twoim priorytetem.
    Pierwsze zauroczenie pryska jak bańka mydlana, oczy odzyskują dawne kolory, i pełen obaw patrzysz na postać która zmieniła się w małego gremlina ( sama się przy tym zaśmiałam, to była moja pierwsza myśl).
    Kanapy uniemożliwiają ci zostawienie jej, i tu pojawia się wiele kwestii, zobowiązania które podpisaliście wspólnie, dzieci, a nawet rodzina która podda cię krytyce gdy podejmiesz ryzyko i rozstaniesz się z nią, odbiorą tlen i zrzuca odpowiedzialność na ciebie za rozpad związku.
    Spójrz ile związków cierpi katusze, żyją razem ale osobno, przepychają się między sobą, nienawidzą, zdradzają itd.
    Mam wrażenie jednak, że wam jest łatwiej przekreślić coś, my jesteśmy sentymentalne, zgadza się, podejmujemy pochopne decyzje których prawie od razu żałujemy.
    Co do naszego ciała.
    Nie wiem czy czytałeś "Piękno ciała" na moim profilu, będziesz miał chęć to zajrzyj, tam jakby wszystko wyjaśniłam.
    Masz swój ideał kobiety?
    Na pewno.
    Gdy spotykasz piękną płeć, patrzysz na nią i oceniasz pod kontem swoich wytycznych, patrzysz na dłonie, włosy, zadbaną skórę, oceniasz jej piersi, wagę, pupę, wizualnie przypada ci do gustu więc uwodzisz, czasem naginasz swoje zasady, pomijasz wzrost, kolor włosów, rozmiar stanika itd, ale nigdy nie wyrzucasz listy do śmieci.
    Twoim ideałem jest (hipotetycznie) szczupła kobieta, więc się za takimi oglądasz, wyłapujesz spośród tłumu, tworzycie piękny obraz, szczęśliwego związku, ona po jakimś czasie przybiera na wadze (nie uważam to za złe, i nie mam na myśli chorób), kochasz ją, pociąga cię jej dusza, ale fizyczność, nie umiesz z niej zrezygnować, i mimo tego, że nic nie mówisz to patrzysz na nią trochę inaczej, ona może nie zauważa na początku twojego wzroku, ale z czasem widzi, że coś jest nie tak, pojawią się małe uszczypliwości, bo będziesz myślał, że ją zmotywujesz
    (nie wcale tak nie będzie, na 100% wpadnie w kompleksy)
    Mam koleżanka, jej mąż uwielbia, szczupłe kobiety, ona sama jest jego ideałem, poznali się w czasach szkoły, jej ciało przez kilka lat zdążyło się zmienić, zauważyła fałdkę tłuszczu na brzuchu, zapytała o nią męża, on stwierdził, że jemu się nie podoba, w jej głowie pojawiła się czerwona lampka, myśli o rodzinie, boi się "konsekwencji" po ciąży, jej ciało się zmieni. Przeprowadziła z nim rozmowę na ten temat, zapewniał, że jej nie zostawi, ale gdy zajrzy w jego myśli odkryje jego niezadowolenie, i to ją powstrzymuję (ostatecznie zmienili żywienie i oboje schudli)
    My kobitki z założenia potrzebujemy aprobaty odnośnie naszego ciała, prawdziwych myśli, zapewnień że ciało to nic nieznacząca forma, ale jak ona ma być zlekceważona skoro wszystko się w okół niej kręci?
    Koło się zapętla.
    Jak nie stoi na przeszkodzie partner, to koleżanka, rodzice, ogólnie najbliższe otoczenie ma wpływ na ciało i jej samopoczucie, dużo szczupłych kobiet ma kompleksy, ponieważ dążą do ideału, pędzą z nurtem, bo na nich spoczywa odpowiedzialność za utrzymanie ciała w ryzach, czują presję.
    Inaczej mają kobiety puszyste, kochasz krągłości, i nie zrobi ci różnicy czy przytyje te pięć kilo, ale dla szczupłej kobiety pięć kilo to jak dziesięć.
  • Robert. M 3 miesiące temu
    Uśmiechnęłaś się? No wiesz, co, ja z głębi trzewi wyciągam swoje najskrytsze przemyślenia,
    o których po ciemku nawet boję się myśleć, a Ty je traktujesz figlarnym wygięciem ust i pewnie jeszcze
    wymachując przy tym prawą nogą, skrzyżowana na kolanie drugiej. Ach, wstydź się.
    Pewnie nie jest to normą, ale mam nadzieję, że zdarzają się i tacy jak ja, co to na "te" tematy i jeszcze
    bardzo podobne coś szepną. Może nie aż tak jak ja zniewieściale ale ku pokrzepieniu sobie samopoczucia
    wmówię sobie, że jest ich pełno. Ale jeśli byłbym jedynym to nie specjalnie mnie to martwi. Ot przypadłość.

    Tak podejrzewałem, że fizjonomia to figura stylistyczna, ale łatwiej mi było się odnieść do realnego wizerunku
    jakby nie patrzeć, tak to przedstawiłaś, że nie przenośnie mi były w głowie.
    Większość każe sobie wyobrazić wyspę odciętą od świata i x lat z jedną kobietą na tej bezludnej. Ty wolisz mnie
    rzucić do zagrody ale z kanapą, dobre i to, dzięki i za to.
    Właśnie, to jest ten ból - na początku i przyporządkowane do tego idealnie. Nawet Ty kobieta, romantyczka, a tak łatwo
    pogodziłaś się z tym, że to jest nierozerwalne do czasu i gdzieś kiedyś ( podobno po 2 latach) ładuje się w ten układ rutyna i
    wykopując idealne i dobiera sobie zamiast początku szarą codzienność. Dobra nie marudzę, nie musisz przewracać oczyma.
    Wracamy do początku, idealnego początku.
    No więc jest tak, widzę to, jest cudownie, nie znam swoich kolegów, nie lubię już niczego, co ona moja bogini uznała
    za stratę czasu, ba! Ja sam wmówiłem sobie, że dopiero z nią poznaję lepsze nawyki, jaśniejszą stronę księżyca.
    Chodzę z nią po jej znajomych, jem jogurcik 0 kalorii, spacer po sklepach to przyjemność, biegamy, pichcimy,
    no cuda wyprawiamy i się nie nudzimy, a wciąż nam mało siebie. Ustalamy co za kilka miesięcy stworzymy, jak się będziemy
    wspierać, no tacy jak my to wprost chodząca wizytówka bratnich dusz. Nikt nie może nam nic zarzucić, a rodzice to się mogą uczyć od nas abecadła prawdziwego partnerstwa. I tak jedziemy jeszcze te z 2 no 3 lata i ....no tak, wracamy do tego miejsca z kanapami.
    Z gremlinkiem to pojechałaś, aż tak chyba źle nie jest by bóstwo upadło i przeszło taką metamorfozę. Ale tak, figura, niech będzie
    by mi obrzydzić w te pędy. I co zrobić? Zostawić gremlina? A jak jeszcze będzie miała moc i zmieni się w boginię. A może
    spotkam podobną, a później znowu obudzimy się mało ponętni. A może wystarczy przestawić kanapę, dać sobie więcej przestrzeni.
    W tamtym roku usłyszałem, że na 5 zawartych małżeństw 3 się rozpada. Wymagania za duże? Pochopne decyzje?
    Dla mnie rozwód to najtragiczniejsze doświadczenie. To przecież 2 życie, nie z rodzicami a z nią/nim tym na zawsze. Na zawsze
    tak się mówi, do końca, więc oddaję się komuś i układam by razem. Razem, to złączenie, nastawiam się na wszystko i nagle..
    Odciąć się od tej osoby? Wyjechać , oszukać serce, wmówić, że to błąd? Bez urazy, ale opinia innych tu najmniej się liczy. Ludzie są zawsze chętni do pouczania. Co innego dzieci, to już problem nie do ogarnięcia. Kto wie, czy one nie są największymi beneficjentami
    traumy.
    Kto łatwiej przekreśla? My? A niby czemu? Znam gości, co kobiety ich wykreślały z "notesu na przyszłość" i dochodzili do siebie
    przez dłuższy czas. Tu będę nieugięty i stanę murem za chłopami. Sentymentalne, tu odpuszczę, nie będę wchodził w polemikę, bo
    możesz mieć rację, jesteście w tym względzie większymi autorytetami.
    Dobra, na resztę jutro odpiszę.
    P.S. Mam zamiar wszystko Ci skomentować, co napisałaś, więc " Piękno ciała" nie omieszkam zostawić bez swoich refleksji.
    Jeszcze będziesz prosiła bym dał Ci spokój z tymi komentarzami. A ja Ci nie odpuszczę.
  • Orchid.Solma 3 miesiące temu
    Cześć,
    po pierwsze siedziałam normalnie w aucie, nie kręciłam nogą, bo zdecydowanie nie byłoby to zbyt wygodne.
    Czekam na twoje opinie, ciekawa jestem jak zinterpretujesz moją twórczość.
    Na razie znikam mam opowiadanie do napisania.
    P.S.
    Zachowaj spokój, widziałam twój wyczyn pod jednym z opowiadań, mam nadzieje że u mnie będzie spokój :)
  • Robert. M 3 miesiące temu
    Na czym to skończyłem?
    A, na smutnym okresie rozstania i sentymencie do jego początku, oczywiście nie początku rozstania a zaznajamiania
    ( jest takie słowo? Jeśli go nie ma, to pamiętaj, że ja go pierwszy wymyśliłem)
    Czytam dalej Twoje przemyślenia.
    Pytasz: - Masz swój ideał kobiety?
    A masz dużo czasu? Zanim bym Ci wypisał wszelkie wytyczne zdążyłabyś zajść w ciążę, urodzić i wychować
    to maleństwo. Dlatego ograniczę się do kiwania głową i dodam inteligentnie: - Jak nie, jak tak.
    Z jednym się zgodzę, czasem naginam zasady. Po prostu jak każdy umiem być empatyczny i jeśli ta piękna płeć
    jest miła, grzeczna, subtelna a do tego zwraca się do mnie jak do swojego przyjaciela, to staje się naprawdę kimś wyjątkowym. To chyba tak działa, że im więcej otrzymamy ciepła i sympatii od danego człowieka, tym bardziej staje
    się bliski ideału, pięknieje w naszych oczach. Pójdę nawet po bandzie i powiem Ci, że z autopsji wiem, że były takie dziewczyny, które minąłbym na ulicy, a że akurat splot okoliczności nas ulokował w jedno miejsce, to miałem tą przyjemność zapoznać się z ciekawą osobowością danej kobiety. I wtedy sprawdza się to, co piszesz, że priorytety
    wzrokowe, czyli zawartość miseczki, rozłożystość bioder, wszelkie wypukłości i wcięcia, czy jej faluje, kołysze czy prześwituje, wżyna się, opina, czy odznacza się koronka bielizny, nie ma takiego znaczenia, aż takiego, żeby nie było
    niedomówień. Bo bez ściemy, nie zapominam o tym, no hello! Dalej jestem, kim byłem. Ale z ręka na sercu, coś mnie
    mimo wszystko ruszyło i konwersacja była bardziej na topie niż sama fizjonomia. Tembr głosu, dołeczki w policzkach,
    mimika, gesty, to zwracało uwagę.
    Ciekawy jestem, czy masz podobnie, czy jednak tylko i wyłącznie liczy się wizerunek fizyczny i jeśli koleś jest mało ciekawym obiektem, to szkoda jego zachodu, bon ton, kultura i szarmanckie maniery. I tak nie piknie by odblokować romantyczną świetlana przyszłość, nie ma takiej opcji, bo tak masz i już? Hę!!! Nie żebym musiał wiedzieć, ale lepiej
    by mi się spało, gdybyś uchyliła rąbka tajemnicy.
    Z tym przybieraniem na wadze, czy bardziej czy mniej, to jak z chorobami. Poznajesz kogoś zdrowego i dopada go po kilku latach choroba. Gasi jemu/jej blask z oczu, zabiera poczucie humoru, wyostrza rysy twarzy, zaczyna ociężale się poruszać, traci gibkość, przybiera tu i ówdzie i co? Odsuwamy się od niej/niego. Wiem, że trudno to zaakceptować, zwłaszcza jak się jest idealistką, dąży do perfekcji i brało się laseczkę, czy mena ciacho. Taa, życie to nie bajka, ale kto wie jak będzie
    wyglądał za kilka lat, czy nie dopadnie go wstrętne choróbsko. Ja nic o tym nie wiem, choć miewam czasem sny jak medium.
    Mąż Twojej koleżanki wykazał się szczerością na pograniczu bezczelności, której mu zazdroszczę. Mnie zdarza się być takim, ale częściej wybieram pośrednią odpowiedź, co de facto jest kłamstwem.
    Czy ciąża aż tak deformuje proporcje ciała? Coś mi się zdaje, że można w miarę szybko powrócić do wagi i linii, która była przed 9 miesiącami. Ale w tej materii jestem laikiem, nie byłem nigdy w ciąży to mogę się mylić. Twoja koleżanka zapewne nawet jak straci na atrakcyjności wagowej to będzie i tak przeszczęśliwa. Potomek wywróci im życie do góry nogami, zapomną o swoich ideałach, będą rodzicami i to się będzie liczyć. Tak przynajmniej mówią ci, co przeżyli tą chwilę.

    Zawsze powtarzam, że słowem można gorszą krzywdę wyrządzić niż nożem, więc masz rację, że nagana od znajomych o
    zapuszczeniu się w krągłościach jest zapewne bolesna, zwłaszcza dla kobiet. Nie powiem, że was rozumiem, że umiem wejść w mentalność dziewczyn, ale doradzałbym by oprócz tego spojrzeć na siebie jako wartościowego człowieka. Na swoje silne punkty ( nie pupę i smukle nogi) ale umiejętności, charakter, witalność, tym można wiele zdziałać.
  • Orchid.Solma 3 miesiące temu
    Robert. M Zapraszam na forum nazwa ta sama co w tytule tego opowiadania :)
  • Robert. M 3 miesiące temu
    Orchid.Solma
    Nie wydaje mi się a wręcz jestem pewny, by moje wypociny zasługiwały
    na odsłonę większą niż w komentarzach. Z tego więc powodu nie będę
    robił scen i umieszczał ich na FORUM i to w specjalnie założonym wątku.
    Ale Tobie życzę tam wielu wrażeń i mnóstwa postów na które będziesz mogła codziennie
    z zachwytem odpowiadać, konwersując z wieloma osobami.

    Napisałem, co prawda, że będę namolny i upierdliwy i z konsekwencją godną pogardy
    nawrzucam Ci tu swoje "mądrości", ale to był żart. Oczywiście zakończę ten proceder,
    możesz spokojnie oddychać.

    P.S. Nie, nie obraziłem się. Obrażanie jest oznaką słabości więc staram się tego nie robić.
    Masz prawo nie chcieć by ktoś nawrzucał Ci nieodpowiednich
    i mało związanych z tematem wywodów. Przyjmuję to do wiadomości.,
    U mnie możesz zostawiać swoje przemyślenia, refleksje, rozterki, skojarzenie itp.:
    Z miłą chęcią na nie odpowiem

    Miłego dnia.
    Kłaniam się
  • Orchid.Solma 3 miesiące temu
    Robert. M
    Jej, ja sama nie wiem, co mam wszystkim pisać lub tłumaczyć...
    Uznałam, że założenie wątku na forum będzie odpowiednim i dobrym pomysłem, oczekiwałam tam rozwinięcie rozmowy, nie sądziłam, że po raz kolejny moje słowa zostaną źle odebrane w internecie...
    Przeraziłam się faktem, że możesz ciągnąć wątek samemu nabijając mi jedynie kom, ale nie chciałam cię urazić, nie to było moim celem, więc jeśli poczułeś się w pewnym sensie dotknięty moim zachowaniem to nie pozostaje mi nic innego jak przeprosić.
    P.S.
    Uważam, że temat był dobry, tylko sądziłam, że pisanie w kom jest nieodpowiednie.
    Miłego
  • pkropka 3 miesiące temu
    Przydreptałam skuszona obietnicą rozmyślań Roberta.
    Co do samego tekstu - piszesz bardzo długie zdania. Za długie, często w jednym ciągu znaków dajesz informacje na trzy różne tematy (lub więcej). Patrz sam początek, cały akapit napisałaś jednym ciągiem bez kropki.

    Co do treści, płynęłam obok, nie wczułam się w główną bohaterkę i jej sytuację. Ale myślę, że wszystko to ucieka na drugi plan, skoro wywołałaś tak rozbudowane przemyślenia. Tego gratuluję :)
  • Orchid.Solma 3 miesiące temu
    Dzięki, to mój pierwszy tekst, zwykle pisałam do poduszki, od czasu do czasu wrzucałam coś gdzieś ale nigdy nie otrzymywałam konkretnych wytycznych co robię źle, więc dzięki że dzielisz się swoją opinią.
    Dziękuję za słowa, i pozdr

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania