My, którzy jesteśmy

Poderżnąłem sobie gardło, by zapomnieć.

Zapomnieć, co oczy wyryły na duszy.

 

W zimny zbiornik spadła twarz,

Rozrywając płuca infernem życia.

 

Krwawa smuga przekreśliła mrok.

Czas zapomniał, żeby biec. Dla mnie.

 

Święta woda rozpaliła ogień,

Który stopił kamień ludzkiej skóry.

 

Wymierałem powoli,

Przynajmniej tak myśląc.

Światło istnienia objawiło się

W postaci obrazów przepięknych ogrodów.

 

Magma wprawiła w szaleństwo.

Chaos, buzujący niczym ogar w konwulsjach,

Podniósł moją ręką piłę i zaszlachtował kochankę,

A ja tylko rechotałem w niezrozumieniu chwili.

 

Ogrody, te zbiorowiska miłych, rodzinnych obrazków,

W których można byłoby spędzać łzawe wieki,

Nie nadały mi sił, ani nie rzuciły mnie na pożarcie.

One tylko zasklepiły tę śmiertelną ranę,

Abym się nie wykrwawił jak wyrzucona lalka.

 

Szeptałem do jej ucha, żeby spłonęła w piekle,

Żeby zaznała kotłów, biczów i pazurów czarta.

Przyznałem jej, że jest niewinna i że modlę się

O jej zniszczenie dla mojej przyjemności.

Tylko dla słodkiego zwycięstwa nad beznadziejną duszą.

 

Rozbiłem lustro, bo narcystyczna i na wpół brzydka

Moja osoba była zmęczona sobą. Poszedłem spać,

Lecz nie zasnąłem, więc wybrałem się nad rzekę.

Cichy nurt, dopiero on stał się idealną kołysanką.

Dzięki niemu nawet nie śniłem, mogąc wreszcie odpocząć.

 

Wbiegłem do szpitala, podpaliłem się benzyną,

W postaci diabła strasząc ludzi i przepowiadając im śmierć.

Wstąpiłem do kościoła, splunąłem swojemu ojcu, pastorowi,

Na buty i rzekłem, że zawsze życzyłem mu śmierci,

Że był najgorszym rodzicem, jakiego można było mieć.

Pastor, ten z krwi mój ojciec, był dobrym ojcem, naprawdę,

A teraz, wreszcie, szlochał beznadziejnie w starczym przygnębieniu.

 

Wyciągnąłem z torby, która wielokrotnie była łatana,

W połowie zapisaną książkę. O ludziach z kłopotami psychicznymi.

Pisałem ją pod wpływem obecnej mody, ale nie tylko dlatego.

Głównie ku temu, aby wcielić się w smutek i gniew tamtego świata,

Jakiego nie dane mi było nigdy odczuć na własnej skórze, ale który

Dawał mi do myślenia, nawet z perspektywy czytelnika,

Z perspektywy bywalca kin, zwykłego, samotnego marzyciela.

 

Krzyczałem, darłem się na mieszkańców akademika,

Pytając się w swojej furii, czym wszystkim zawiniłem.

Rozbiłem twarz jednemu zbyt prawemu uczniowi,

A dziewczynie, która mnie nagrywała, wbiłem nóż pod serce.

Żadne syreny nie zawyły, bo byłem po prostu wcieleniem Lucyfera.

Na każdego mieszkańca akademika zesłałem chorobę, bo mogłem.

 

Zapisałem tylko zdanie: I żył długo i już względnie szczęśliwie.

Podpis się pojawił i książka poleciała z nurtem rzeki.

Cienie drzew ochłodziły mój płomień, ale piekło znowu wybuchło.

Postanowiłem, że odwiedzę innego pisarza. Tak zrobiłem

I poprosiłem wreszcie o wspólną powieść. A wtedy pisarz

Został uduszony puchową poduszką podczas drzemki.

 

Nie musiałem nawet długo opowiadać, jaką jest porażką.

Sam przycisnął poduszkę do twarzy. Wyniosłem lustro,

A na jego miejscu zawisł obraz. Odbyłem rozmowę z siostrą.

Przez telefon umówiliśmy się na obiad, zapowiadało się miło.

W domu starości zacząłem śpiewać o czymś tak smutnym,

Że staruszki same zaczęły się wieszać, wyjąc do Boga "czemu".

Z ich krwi, w tańcu rozwścieczenia i ogromnego smutku...

 

Nie chciałem wracać już do domu, bo bałem się.

Bałem się tamtej samotności w zamknięciu. Narysowałem

Czerwony napis głoszący, że każdy, kto na niego spojrzy,

Rozsypie się w konwulsjach porównywalnych do moich.

 

Czas rozpada się i składa sam siebie w kółko, i w kółko,

Z tych samych części, z tego samego szczęścia i pecha.

 

My, którzy jesteśmy, my którzy będziemy, zaniesiemy

Przed oblicze bogów czasów tyle pieśni chwalących biedę,

Chwalących wielką rozpacz, ile będzie trzeba,

Żeby tylko kilku mogło zaznać rozkoszy i aby nieliczni...

Zaznali raju... A reszta zaznała nieszczęścia...

Dlatego że tak chcemy, i dlatego że tak wypada.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • TrzeciaRano 4 miesiące temu
    Bardzo ekspresyjne
  • TseCylia 4 miesiące temu
    Wersyfikacja sugeruje wiersz. W istocie jest to proza.
  • Szigo 4 miesiące temu
    Dlatego dałem to do kategorii "smutne".
  • kalaallisut 4 miesiące temu
    Może poemat?
  • Szigo 4 miesiące temu
    W sumie tak

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania