Na ratunek Światu

Od rana wszystko się w nim gotowało, ale na zewnątrz pozostawał oazą spokoju. Do tej chwili przygotowywał się całe życie i wierzył, że w końcu będzie mógł spełnić swoje marzenie. Od najmłodszych lat zafascynowany był taktyką. Przeczytał chyba wszystko co napisano o wielkich, dużych, małych i tych najmniejszych kampaniach wojennych. Znał przebieg każdej bitwy, która rozegrała się na Ziemi. Wiedział, gdzie popełniono błędy i był pewny, że on ich nie popełni. W młodości, gdy tylko ktoś w jego obecności wspomniał o jakichkolwiek działaniach wojennych, choćby o najmniejszych potyczkach jego oczy zaczynały się chorobliwie lśnić, oddech stawał się przyspieszony, a ruchy nerwowe. Wiele lat upłynęło zanim zaczął nad tym panować. Doskonale zdawał sobie sprawę, że chcąc osiągnąć cel, musi kontrolować w pierwszej kolejności siebie. Gdy w końcu zapanował nad emocjami, dorzucił do tego ogromną wiedzę, talent i przede wszystkim wewnętrzne przekonanie o tym, że jest stworzony do przeprowadzenia zwycięskiej ofensywy, stał się dowódcą idealnym. Nie było to tylko jego zdanie, ale całego sztabu generalnego oraz przywódców cywilnych. Tych ostatnich przekonał do siebie wizją. Wizją popartą szczegółowym planem doprowadzenia do Równowagi. Co prawda ich byt nie był w najmniejszym stopniu zagrożony, przynajmniej na razie, ale Równowaga była magicznym słowem, które poruszało serca i potrafiło otworzyć każde drzwi. RÓWNOWAGA to było to coś, co miało im zagwarantować „wieczne trwanie”. Nie znosił tych patetyczny haseł, które w najlepszym razie wywoływały na jego twarzy grymas, który przy odrobinie dobrej woli można było nazwać uśmiechem, ale najśmieszniejsze było to, że w tych słowach nie było żadnej przesady. W końcu istnieli po to aby zachować RÓWNOWAGĘ, która była gwarancją istnienia świata, ich świata, a niestety od kilku tysięcy lat była znacznie zachwiana. Zaczęło się jak zwykle niewinnie. Jeden gatunek zaczął dominować, ale to przecież przerabiali nie raz. Z reguły wystarczyło zmutować jakiś patogen, zaatakować mózg takiego gatunku i doprowadzić do tzw. sytuacji krytycznej. Najczęściej taka zainfekowana populacja sama wystawiała się na atak naturalnych wrogów, albo traciła zainteresowanie prokreacją. Ten ostatni sposób wydawał się najbardziej humanitarny, ale np. w przypadku dinozaurów okazał się ostateczny. Jak zawsze chodziło przecież o znaczne ograniczenie populacji, a nie o jej wyeliminowanie. Dlatego po aferze z dinozaurami przestano kombinować z prokreacją. Zresztą skutki tamtej akcji odczuwane są do dziś. Gdyby nie brak tych wielkich gadów, to najprawdopodobniej nie byłoby obecnie jednego dominującego gatunku, który na dodatek okazał się zagrożeniem dla ekosystemu. Nie tylko doprowadził do wyginięcia wielu innych gatunków, ale także powoli dewastuje środowisko, tak że niedługo zmiany mogą być już nieodwracalne. Co wtedy z Równowagą?

Trzeba było zacząć działać i to w miarę szybko, a on był na to od dawna przygotowany. Uśmiechnął się triumfalnie do swoich myśli. Wiedział, że właśnie nadszedł jego czas. Te rozważania przerwał mu sekretarz Rady, który zaprosił go do Wielkiej Sali Zgromadzeń. Miał zdać relację z przebiegu działań wojennych. Wszedł pewnym, sprężystym krokiem i od razu udał się na miejsce dla zaproszonych gości. Szybko zlustrował salę i odniósł wrażenie, że od jego ostatniej bytności nic się nie zmieniło. Zresztą, za każdym razem, gdy wchodził do Sali Zgromadzeń odnosił takie wrażenie. Już nawet nie chodziło o wystrój i o to, że członkowie Rady byli ubrani tak jak poprzednio, ale wydawało mu się, że nawet nie zmienili pozycji w jakich widział ich po raz ostatni. „Czyżby się stąd nie ruszali?” – przebiegło mu przez myśl – „A może oni w ogóle się nie ruszają, są sztuczni”. Wyglądali co prawda jak manekiny, ale doskonale wiedział, że to tylko pozory. 20 lat temu, musiał się nieźle natrudzić, żeby przekonać ich do swojego planu, a i tak odniósł wrażenie, że przystali na niego niechętnie. Wszystko co robili, co mówili, było beznamiętne, nie było w tym żadnych emocji, tylko czysta kalkulacja. Pamiętał jak musiał spokojnie rzeczowo tłumaczyć, dlaczego zastosują takie działania i jakie będą ich skutki. Zresztą bardzo dokładnie pamiętał tę rozmowę, a w zasadzie monolog, bo członkowie Rady prawie się nie odzywali:

- Szanowna Rado wezwano mnie tu, abym przedstawił szczegółowy plan zachowania Równowagi. Jak wiemy jest ona niestety w ostatnim czasie mocno zachwiana. Dlatego uważam, że nadszedł czas, aby ponownie rozpocząć działania wojenne. Przez ostatnie kilka tysięcy lat przeprowadzono kilka mniej lub bardziej udanych kampanii, których celem było zredukowanie populacji ludzkiej. Pierwszą, najbardziej skuteczną i gdyby nie pewne pomysły pewnie stosowaną do dziś metodą, było zarażenie patogenem agresji mózgów osobników danego gatunku. W następstwie tego dochodziło do trwałej eliminacji części populacji. Jak wszyscy wiemy zarażano znaczną liczbę osobników, taki zarażony zabijał średnio kilkudziesięciu swoich pobratymców. Przy dużym szczęściu mógł wyeliminować nawet kilkuset, ale z reguły wcześniej był eliminowany przez kogoś innego. Strategia ta niestety generowała duże koszty i pojawił się pomysł, aby zarażać tylko tzw. przywódców. Wydawało się, że to idealne rozwiązanie, małym nakładem środków, mogliśmy osiągnąć ten sam cel. Nie muszę wszystkim przypominać, jak to się skończyło. Wcielenie w życie tego, jak się wydawało genialnego pomysłu, okazało się brzemienne w skutkach. Prawdę powiedziawszy to dzisiejsze nasze spotkanie jest jego konsekwencją. Otóż okazało się, że miał on jedną wadę. Wcześniej nie zauważono, że część populacji jest na ten patogen uodporniona. Nie miało to większego znaczenia, przy zarażeniach zbiorowych, ale już przy jednostkowych kolosalne. Wystarczyło, że kilku kolejnych wodzów nie przejawiało należytej agresji i populacja znacznie się zwiększała. Zanim się zorientowano, było już za późno, aby wrócić do masowych zarażeń. Po prostu nie było nas na to stać. Jak wszyscy pamiętamy, nastąpił chaos. W Radzie ścierały się różne frakcje. Cześć Rady ta najbardziej radykalna chciała nawet zaingerować w geny ludzkie, tak aby agresja stała się dziedziczna. Mogłoby to jednak doprowadzić, do całkowitego wyginięcia gatunku. Niestety, wtedy jeszcze takiego rozwiązania nie brano pod uwagę. Była również frakcja, która chciała, zostawić wszystko na żywioł i zobaczyć co się wydarzy, ale dla większości, było to zbyt niebezpieczne. Dlatego wygrała koncepcja umiarkowana. Postanowiono tak zmodyfikować patogen agresji, aby zarażony osobnik najpierw przejawiał, wręcz chorobliwy pęd do przejęcia władzy, a dopiero po jej zdobyciu miała uaktywniać się agresja. Zarażano na danym obszarze kilkuset osobników, mając nadzieję, że któryś do władzy dojdzie. Trzeba przyznać, że ta strategia ma pewne osiągnięcia. Przez kilka tysięcy lat, takie jednostki w wyraźny sposób zmniejszały liczebność populacji, doprowadzając do coraz większych konfliktów. Warto zauważyć, że w ostatnim zginęło ponad 50 milionów ludzi, a niektóre źródła podają, że nawet blisko 80. Patrząc na liczby wydaje się, że to dobry kierunek, ale biorąc pod uwagę, coraz większe straty środowiskowe takich konfliktów, trudno mówić o zachowaniu Równowagi. Mogłoby się okazać, że przy okazji zmniejszania populacji ludzkiej, czy też jej eliminacji, bo w ostatnich latach ten gatunek został uznany za szkodnika i jako taki może zostać całkowicie wyeliminowany, zniszczono by także wiele innych gatunków. Z tego powodu zaczęliśmy przyglądać się innym alternatywnym rozwiązaniom, stosowanym równolegle. Są to m.in. katastrofy naturalne, wady genetyczne i w końcu zarazy. Ten ostatni sposób obok „agresji” wydaje się najefektywniejszy, ale niestety jest to bardzo kosztowna metoda. Prace nad nowymi wirusami trwają dziesiątki lat, a niestety nie jesteśmy w stanie przewidzieć efektu końcowego. Nie jesteśmy w stanie w 100% przewidzieć, jak wirus zachowa się w środowisku naturalnym. Nie wiemy jak zmutuje, jak będzie się przenosił, jaki teren obejmie i po jakim czasie dana populacja się na niego uodporni. Na dodatek zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że przeniesie się na inne gatunki. Największym problemem są jednak koszty. Badania nad nowymi, skutecznymi wirusami są niezwykle drogie i czasochłonne. Do czego może doprowadzić zbyt szybkie wypuszczenie patogenu, może świadczyć przykład Zarazy Ateńskiej, dzięki której miała zostać zachowana Równowaga między Spartą i Atenami. Badania ze względu na cięcia kosztów szybko zakończono i pomimo wielu protestów, w tym także twórcy tego wirusa, zdecydowano się jeszcze przed zakończeniem badań wypuścić patogen. Skończyło się na zupełnym chaosie. Wirus wymknął się wtedy zupełnie spod kontroli, przybrał tak złośliwą formę, że przez moment myśleliśmy, że wyludni całą ówczesna Grecję. Zaraza atakowała wszystkich bez względu na wiek, płeć, czy kondycję fizyczną. Większość zarażonych umierała. Proszę pamiętać, że wtedy jeszcze nie braliśmy pod uwagę, całkowitej eksterminacji gatunku ludzkiego. Dlatego z przerażeniem przyglądaliśmy się rozwojowi wypadków. Wypadków zupełnie od nas niezależnych. Na szczęście wirus, tak nagle jak stał się złośliwy, tak nagle stracił swoją złośliwość i co chyba jest najważniejsze cel został osiągnięty. Chcieliśmy ograniczyć wzrost znaczenia Aten, nie dopuścić do zjednoczenia Hellady i to się udało, aczkolwiek przez pewien czas przestaliśmy panować nad wydarzeniami. Dlatego o wiele staranniej przygotowaliśmy się do akcji Plaga Antonińska. Jej celem było osłabienie pozycji Cesarstwa Rzymskiego i według mnie cel ten został osiągnięty. Na skutek Plagi zmarło ponad milion ludzi. Co prawda niektóre źródła podają 15 milionów, ale uważam, że są to zbyt przeszacowane liczby. Na pewno Plaga Antonińska doprowadziła do dużego chaosu, niektóre miasta popadły w ruinę, pojawiły się także duże napięcia wewnątrz Imperium, bo czyż można zapanować nad obywatelami, jeżeli ci zaczynają spierać się o miejsca na cmentarzach. W każdym razie był to początek końca Cesarstwa Rzymskiego. Wtedy nikt jeszcze tego nie zauważył, Imperium jeszcze odnosiło sukcesy, wygrywało wojny, ale powoli zaczynało dążyć do samodestrukcji. Warto zaznaczyć, że na skutek powolnego konania Rzymu, najazdów barbarzyńców, odłączania się kolejnych prowincji, śmierć poniosło ponad 8 milionów ludzi. Chciałbym zaznaczyć, że ten sukces zawdzięczamy, należytemu przygotowaniu wirusa. Wiem, że ponieśliśmy w tym wypadku olbrzymie nakłady, ale tak dobrze przygotowany patogen służył nam jeszcze przez całe stulecia. Przecież niecałe czterysta lat później, przy niewielkich kosztach, wystarczyło tylko zmodyfikować wirus i zapobiec powstaniu na gruzach Cesarstwa Rzymskiego kolejnego Imperium. Gdy Cesarstwo Bizantyńskie zaczęło przejawiać aspiracje odbudowania potęgi swojego poprzednika, akcja Dżuma Justyniana zahamowała te zapędy. Epidemia zabiła około 100 mln ludzi, czyli ponad połowę mieszkańców ówczesnej Europy. To pozwoliło nam odetchnąć na ponad 800 lat, przynajmniej w Europie. W Azji w tym czasie Równowagę utrzymywał wirus agresji. Najpierw Rewolta An Lushana, czyli bunt przeciw panującej w Chinach dynastii Tang, który przeistoczył się w trwającą osiem lat wojnę domową. Był to najkrwawszy konflikt w dziejach świata. Zginęło wtedy ponad 36 milionów obywateli tego mocarstwa. Dziś może nie są to jakieś ogromne liczby, ale stanowiło to wtedy 2/3 ludności Chin, prawie 20% światowej populacji. Gdybyśmy chcieli to przeliczyć na dzisiejsze zaludnienie kuli ziemskiej, to śmierć musiałoby ponieść jakieś 430 milionów ludzi. Gdy tylko populacja w Azji zaczęła się odradzać, kolejne 40 milionów trupów dorzucił Dżyngis-chan, a następne 17 Timur Chromy. Niestety po początkowych sukcesach jeżeli chodzi o zachowanie Równowagi w Imperium Mongolskim zapanował porządek, rozwijały się miasta i kwitł handel. To wtedy słynny, liczący 12 tysięcy km. Jedwabny Szlak, stał się tak bezpieczny, że kupcy żartowali, iż mogłaby nim podróżować dziewica ze złotym dzbanem na głowie, a włos jej z tej głowy nie spadnie. Gdy ta „sielanka” zaczęła trwać zbyt długo znowu wykorzystaliśmy, po oczywiście kolejnych modyfikacjach, wirus Plagi Antonińskiej. W połowie XIV wieku Akcję Czarna Śmierć rozpoczęliśmy w Chinach, ale dosyć szybko dżuma Jedwabnym Szlakiem dotarła do Europy. Epidemia oprócz Europy i Azji swoim zasięgiem objęła również Bliski Wschód i część Afryki. Zaraza rozchodziła się po ówczesnym świecie szlakami handlowymi, które niczym ludzki krwioobieg docierały w najodleglejsze zakątki. Szacuje się, że w ciągu czterech lat zmarło prawie 200 milionów ludzi, w tym połowa europejskiej populacji. Zresztą sami ludzie pomagali w jej rozprzestrzenianiu, jak tylko mogli. Podczas oblężenia jednego z miast na Krymie przez Mongołów, jako broni biologicznej użyto zarażonych zwłok, przerzucając je nad murami. Europa potrzebowała półtora wieku aby odbudować populację, ale zamiast po tych 150 latach zaatakować ponownie, postanowiliśmy znowu zaoszczędzić – zrobił krótką pauzę dla osiągnięcia lepszego efektu i ciągnął dalej.

Wydawało się, że część populacji przeniesie się na drugą półkulę, aby zasiedlać nowo odkryty kontynent. Tym bardziej, że na skutek patogenów, które przywieziono tam z Europy, w przeciągu wieku zmarło ponad 70% tamtejszej populacji, a na niektórych terenach nawet 90%. Zresztą początkowo tak się działo. Przy zaludnianiu Ameryki Łacińskiej wyludnieniu uległy kraje Półwyspu Iberyjskiego, ale już przy zaludnianiu Ameryki Północnej takich tendencji nie zauważono i liczba ludności Europy w XVIII wieku zaczęła szybko wzrastać. W ciągu 100 lat zwiększyła się o około 70 milionów. Na dodatek w tym czasie rozwinęła się medycyna, zaczęto eksperymentować ze szczepionkami i np. wirus ospy, który przez ponad tysiąc lat dziesiątkował ludność Azji, Europy, a potem obu Ameryk, przestał spełniać swoją funkcję. Dlatego w trybie nagłym przystąpiono do opracowania nowego patogenu. Niestety, jak wszyscy doskonale wiemy, szybko nie znaczy dobrze i nowy wirus nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Co prawda zabił on, w XIX wieku, około 40 milionów osób, ale potrzebowaliśmy przeprowadzić, aż 7 akcji Epidemii Cholery, na trzech kontynentach w Azji, Europie i Ameryce Północnej, aby osiągnąć taki wynik. Na szczęście równolegle z prowadzeniem tej akcji, trwały prace nad kolejnym wirusem, które zakończyły się spektakularnym sukcesem. W ramach akcji Hiszpanka, w ciągu 2 lat, uśmierciliśmy około 80 milionów ludzi na całej kuli ziemskiej – na chwilę zamilkł, aby dać Radzie czas na refleksję. Rozejrzał się po sali, ale na żadnej twarzy nie zauważył nawet cienia, jakichkolwiek emocji. Członkowie Rady wyglądali tak samo beznamiętnie, jak na początku spotkania. Gdy przerwa zaczęła się przedłużać usłyszał spokojne:

- Generale, proszę kontynuować.

Wydawało mu się, że powinien być przyzwyczajony, do braku okazywania emocji przez rozmówców. W końcu w wojsku emocje nie są mile widziane, szczególnie w oficjalnych relacjach, ale tu spodziewał się przynajmniej jakiegoś szmeru, westchnienia, albo jakiegoś gestu, który pozwoliłby mu wywnioskować jakie zrobił wrażenie, w jakim kierunku powinien poprowadzić swój wywód. Niestety panowała absolutna cisza i bezruch. Pozostało mu tylko odetchnąć głęboko i ciągnąć dalej.

- Oprócz tych najbardziej spektakularnych, przeprowadziliśmy także akcje mniej udane, lub takie, które towarzyszą ludzkości przez wieki to m.in. akcje: Trąd, Syfilis, Dezynteria, Gruźlica, Tyfus, Aids. Skupmy się jednak na tych najefektywniejszych: Dżumie Justyniana, Czarnej Śmierci i Hiszpance. Do tych dwóch pierwszych wykorzystano tego samego wirusa, dlatego pozwolę sobie je połączyć w jedną, nazwijmy ją na nasze potrzeby Dżumą, a więc Dżuma i Hiszpanka. Za ich powodzenie odpowiada, oprócz genialnego przygotowania wirusa, także możliwość rozprzestrzeniania się, w przypadku Dżumy, najpierw dobrze skomunikowany basen Morza Śródziemnego, a następnie Jedwabny Szlak, w przypadku Hiszpanki, rozwój transportu samochodowego, kolejowego i morskiego. Dziś możemy do tego dodać także transport lotniczy. Ja chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden element, który do tej pory nie był brany pod uwagę, czyli aktualną sytuację społeczno-polityczną. Dżuma Justyniana i Hiszpanka, rozprzestrzeniały się podczas prowadzonych wojen, Czarna Śmierć, częściowo też, choć głównie dzięki szlakom handlowym. Wojny to oczywiście zasługa naszego patogenu agresji. Dlatego uważam, że powinniśmy przeprowadzić kampanię, z wykorzystaniem wszystkich naszych zasobów.

- Jak sobie to pan wyobraża Generale – przerwała mu przewodnicząca, czym zupełnie go zaskoczyła. Stracił już nadzieję, że ktokolwiek z Rady wda się z nim w najkrótszą nawet wymianę zdań – Zdaje Pan sobie przecież sprawę, że prowadzimy w tym momencie pracę nad nowym wirusem pandemicznym i nie mamy żadnych, podkreślam żadnych środków na to, by zmodyfikować wirus agresji.

- Tak wiem o tym – Generał szybko odzyskał panowanie nad sobą – ale uważam, że takie prace nie będą konieczne.

- Czyżby? – kontynuowała przewodnicząca – Przecież Pan wie, że wirus ten nie dość, że lekko zmutował, to jeszcze okazało się, że nie sprawdza się w krajach wysoko rozwiniętych, tak jak w krajach biedniejszych. W bogatych krajach zamiast agresji, najczęściej pojawia się potrzeba zachowania władzy.

- Wiem, i to chciałbym wykorzystać – prawie wyskoczył z radości, ze skóry. Od początku liczył, że ktoś zwróci na to uwagę, ale powoli zaczął tracić już nadzieję. Teraz mógł im wyłuszczyć swój genialny plan.

- Zatem słuchamy, Generale.

- Czym tak naprawdę są obecnie wojny? My od zawsze skupiamy się jedynie na ich wyniku, na tym co nas najbardziej interesuje. O ile zmniejsza się ludzka populacja. Tymczasem, gdybyśmy na wojny spojrzeli ogólnie, to okaże się, że to przede wszystkim chaos. W społeczeństwach dotkniętych wojnami tworzą się napięcia, które dezorganizują prawidłowe funkcjonowanie państw, co w dużej mierze ułatwia rozprzestrzenianie się wirusów. Bo czy w trakcie wojny, ktoś będzie przestrzegał kwarantanny, zasad higieny, albo zajmował się zdobyciem lekarstw, w momencie gdy zbliża się linia frontu i trzeba uciekać? Oczywiście, że nie. Poza tym samo przemieszczanie się wojsk, to doskonały sposób na roznoszenie patogenów. Nic tak nie sprzyja rozwijaniu się zarazy jak chaos. Dlatego uważam, że nie potrzeba wojny, wystarczy podnieść poziom napięcia w społeczeństwie do tego stopnia, że zacznie się ono załamywać. Chodzi o stworzenie sytuacji, w której ludziom będzie tak źle, że się zbuntują. Do tego może zostać wykorzystany zmutowany wirus agresji. Nie od dziś wiadomo, że nic tak nie degeneruje, jak władza nielicząca się z obywatelami. Jeżeli do tego dołożymy nowy wirus zarazy, to możemy osiągnąć duży sukces.

- Jakieś szczegóły Generale.

- Nasze laboratoria pracują nad nowym wirusem. W ramach testu ostatnio przeprowadzona akcję zaczepną Ptasia Grypa, dzięki której nasi naukowcy zdobyli pierwsze dane. W przygotowaniu jest kolejny test Akcja SARS. W razie potrzeb, przeprowadzimy kolejne akcje zaczepne. Wirus powinien być gotowy, za jakieś 20-25 lat. Do tego czasu powinniśmy, zwiększyć zarażenia wirusem agresji. Dzięki temu za te 20-25 lat, w wielu krajach powinni rządzić ludzie, mówiąc kolokwialnie, chorzy na władzę. Z reguły są to osoby nie potrafiące z nikim współpracować, nie słuchające ekspertów, stawiające się ponad prawem. Będą podejmowały decyzję autorytarnie, dbając jedynie o swój interes. To powinno spotkać się z dużym niezadowoleniem społecznym, a co za tym idzie do wzrostów napięć. Poza tym takie osoby u władzy, będą popełniać błędy, nie będą kierowały się zdrowiem obywateli, bo nie zawsze będzie to w ich interesie. Najważniejsze będzie przecież zachowanie władzy. Jest jeszcze jedna warta podkreślenia rzecz. Zaobserwowaliśmy, że taki zainfekowany osobnik, nie potrafi przyznać się do błędu, dlatego podejmując błędną decyzję, bez względu na konsekwencje będzie jej bronił. Jeżeli uda nam się doprowadzić takich osobników do władzy, to przy obecnym poziomie przemieszczania się ludzi, będzie to idealny moment na rozpoczęcie kolejnej Pandemii. Warunek jest tylko jeden, działania muszą być skoordynowane, a to znaczy, że trzeba wybrać jednego dowódcę, który m.in. weźmie na siebie odpowiedzialność za przeprowadzenie kampanii.

- Dziękujemy Generale. Rada zastanowi się nad Pana propozycją i o decyzji zostanie Pan powiadomiony.

 

Trzy dni później triumfował, Jego plan zaakceptowano, a on został głównodowodzącym, z jednym małym zastrzeżeniem, wszelkie działania miały być konsultowane z Radą. Od tego momentu przynajmniej raz na pół roku zapraszano go na posiedzenia. Tak było przez pierwsze 10 lat, potem kampania przyspieszyła, a od pół roku stał się praktycznie stałym uczestnikiem obrad, jego wystąpienia stały się krótkie, tak jak wojskowe raporty. Pół roku temu zarekomendował Radzie, przystąpienie do głównego uderzenia.

- Uważam, że jesteśmy w idealnym momencie aby przejść do drugiej fazy. Dzięki zmutowanemu wirusowi agresji udało nam się wprowadzić pewien chaos w ludzkim świecie polityki. Mówiąc kolokwialnie, wielu przywódców to nasi ludzie. Oczywiście nie wszędzie udało się zrealizować nasz plan, ale z tym liczyliśmy się od początku. Jeżeli Rada zaakceptuje mój wniosek, to w ciągu miesiąca rozpoczniemy Akcję Covid. Według naszych prognoz po trzech, czterech miesiącach wirus będzie obecny na każdym zamieszkanym kontynencie.

- Wyrażamy zgodę i równocześnie obligujemy Pana do codziennego składania sprawozdań z przebiegu kampanii.

Na szczęście po miesiącu jego spotkania z Radą stały się rzadsze. Najpierw ograniczono je do trzech spotkań w tygodniu, potem do dwóch, a w końcu ustalono, że będą się spotykać raz na tydzień. Uważał, że i tak jest to zbyt często. Dla niego była to strata czasu tym bardziej, że Rada bez słowa sprzeciwu przyjmowała raporty i akceptowała kolejne posunięcia. Rozejrzał się jeszcze raz po sali, westchnął, aby wyglądać na bardziej zmęczonego niż był i już chciał przystąpić do referowania sytuacji na froncie, gdy niespodziewanie ubiegła go przewodnicząca Rady.

- Generale, czy jest Pan zadowolony z obecnego przebiegu kampanii?

Ta nagła zmiana formuły spotkania trochę go zaskoczyła, ale przede wszystkim stał się bardziej czujny.

- Tak, uważam, że kampania przebiega zgodnie z założeniami.

- Nie wydaje się Panu, że ostatnio liczba zgonów zaczęła spadać i trudno będzie osiągnąć założony wynik.

„A więc to oto chodziło – przebiegło mu przez myśl – Rada zaczyna się niecierpliwić.”

- Nie, uważam, że wszystko przebiega zgodnie z planem. Po trzech, czterech miesiącach wirus miał być obecny na każdym kontynencie i tak jest. Zakładaliśmy, że w pewnym momencie nastąpi spadek umieralności, ale uważam, że jeszcze do tego momentu nie doszliśmy. Ponadto, proszę zwrócić uwagę, że w wielu krajach zaczyna narastać zniecierpliwienie i lada moment, albo restrykcje zostaną zniesione, co spowoduje kolejną falę zachorowań, albo zacznie się gwałtowny wzrost napięć, który może doprowadzić do zapaści gospodarczej, co pogłębi chaos. A on już jest i to coraz większy. Co chwila pojawiają się niesprawdzone teorie, dlaczego jedni chorują, a inni nie. Jaki lek pomaga, a jaki nie. Tych teorii będzie coraz więcej, a czasu na ich weryfikację nie ma. Dlatego chaos będzie się pogłębiał. Poza tym są jeszcze cały czas kraje, które nie rozpoczęły w ogóle walki z wirusem. Chciałbym także przypomnieć, że wirus został tak zaprojektowany, żeby cały czas mutować i w zasadzie żyć własnym życiem. Już teraz zdarzają się przypadki zachorowań osób, które wyzdrowiały, a to może znaczyć, że nie wszyscy nabierają odporności, albo zarażają się już zmutowanym wirusem. Najważniejsze jest jednak to, że na tak wczesnym etapie kampanii widać efekty. Biorąc pod uwagę zachowanie Równowagi, mamy już czystsze powietrze, czystsze rzeki, czy jeziora, a przecież o to nam głównie chodzi. I… – dla lepszego efektu zawiesił na chwilę głos – …proszę pamiętać, że trzecia faza kampanii, ta najważniejsza, dopiero przed nami.

- Kiedy chciałby Pan do niej przystąpić Generale.

- W ciągu miesiąca, może dwóch.

- Ma Pan naszą zgodę.

- Jest tylko jeden problem.

- Jaki.

- Jest to ściśle tajna faza.

- Wiemy, tak przecież ustaliliśmy.

- W związku z tym, nawet Rada nie powinna wiedzieć, jak przebiegają przygotowania do niej, a następnie jak przebiega kampania w ramach trzeciej fazy.

- Co Pan proponuje Generale.

- Zawiesić spotkania z Radą.

- Ma Pan naszą zgodę.

- To nie wystarczy.

- To znaczy?

- Potrzebuję zgody podejmowanie decyzji, bez konsultacji z Radą.

- Byłby to niebezpieczny precedens, ale…w zaistniałej sytuacji wyrażamy zgodę.

- Dziękuję, mam nadzieję, że nie zawiodę zaufania Rady.

Nie spiesząc, z wyrazem zatroskania na twarzy, wyszedł z Sali Obrad, ale gdy tylko zamknęły się za nim drzwi, na jego obliczu zagościł uśmiech. Jeszcze tego nie czuł, ale wiedział doskonale, że on mały niepozorny wirus, z którym nikt w innym przypadku by się nie liczył, właśnie posiadł władze absolutną i że Wielka Rada Wirusów i Bakterii jest już przeszłością. Te jakże radosne rozważania, na chwilę zburzyła mu myśl, że może on także jest zainfekowany. Przecież chorobliwie pożąda władzy. Może oni też mają jakieś swoje wirusy, które pilnują, aby się zbytnio nie mnożyli. Szybko te myśl przegonił, a w zasadzie przegoniła ją inna myśl, myśl która towarzyszyła mu od dawna, a teraz coraz mocniej pulsowała mu w głowie. ŻEGNAJ RÓWNOWAGO, BIADA CI LUDZKOŚCI.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania