Natchniony

Był pochmurny listopadowy dzień. Od rana ciężkie burzowe chmury sunęły po niebie nie przepuszczając ani promienia słońca. Mężczyzna szedł szybkim krokiem wyludnioną ulicą gdy nagle poczuł że ktoś go obserwuje. Odwrócił się ale nie zobaczył nikogo oprócz jakiegoś bezpańskiego kundla, który przebiegał właśnie ulicą. Wzruszył więc ramionami i ruszył w dalszą drogę. Nie zauważył czającej się za drzewem ubranej na czarno postaci. Czekała ona na odpowiednią chwilę, która właśnie nadeszła. Zza poły płaszcza wyciągnęła pistolet i wycelowała go w plecy idącego chodnikiem mężczyzny. Pociągnęła za spust. Rozległ się huk wystrzału. Mężczyzna upadł na ziemię. Widząc to postać ruszyła biegiem w głąb ulicy.

 

- Bardzo mi przykro z powodu pańskiego ojca- rzekł mężczyzna który przedstawił się jako Piotr Trojański

Miałem tego już serdecznie dosyć. Chyba po raz tysięczny słyszałem te słowa od dziesiątek całkowicie obcych mi ludzi których pierwszy raz widziałem na oczy. Ciekawi mnie ile procent tych ludzi naprawdę mi współczuło a ile mówiło to bo tak wypada. Pewnie niewielu . Ja też muszę przyznać że nie odczuwałem zbyt wielkiej straty. Nie byliśmy z ojcem blisko. Kiedy byłem dzieckiem nigdy nie było go w domu Zawsze miał ważniejsze sprawy na głowie niż spędzanie czasu z żoną i dziećmi.Chociaż właściwie wcale mu się nie dziwię ja na jego miejscu też postąpiłbym tak samo. Mój rodzinny dom różnił się od domów normalnych ludzi. Nie było tam przemocy ani alkoholu co to to nie. Ale brakowało tam uczucia. Jakiegokolwiek uczucia. Tam nie było nic ani miłość ani nienawiści po prostu nic. Rodzice traktowali siebie jak powietrze. Rozmawiali ze sobą tylko wtedy gdy nie było innego wyjścia. Zawsze byli poważni nigdy nie żartowali nawet się nie uśmiechali. Każdy robił to co do niego należało. Tata chodził do pracy jako mechanik samochodowy a mama utrzymywała dom. Że mną i moją siostrą Alicją było podobnie. Rodzice się nami nie interesowali. Mogliśmy robić co tylko chcieliśmy. Ich nic nie obchodziło. Ani nasze oceny w szkole nami nawet to czy mamy co jeść. Myślę że nawet jeśli jedno z nas uciekłoby wtedy z domu oni by tego nie zauważyli. Inne dzieci nam tego zazdrościły. Mówiły że to super że możemy robić co tylko chcemy, że nikt nas nie kontroluje. Ale z naszej perspektywy to wcale nie było takie super. Moja siostra w poszukiwaniu uczucia wciąż zmieniała kochanków do czasu aż w wieku szesnastu lat nie zaszła w ciążę. Jej ówczesny kochanek dowiedziawszy się o tym rzucił ją wcześniej katując ją prawie na śmierć. Przez trzy miesiące leżała w szpitalu. Rodzice odwiedzili ją tylko raz kiedy zostali poproszeni przez policję o zidentyfikowanie jej kiedy była nieprzytomna. Potem nawet o niej nie mówili jakby w ogóle nie istniała. Ja byłem przy niej codziennie. Przestałem chodzić do szkoły żeby tylko przy niej być. Groziło mi przez to wydalenie ze szkoły ale nic mnie to nie obchodziło. Wiedziałem że mnie potrzebuje zwłaszcza gdy dowiedziała się że straciła dziecko. Nie chciała powiedzieć policji kto jej to zrobił. Mówiła że nie pamięta. Ale wszyscy nasi znajomi wiedzieli. Policja pewnie też ale nie mieli dowodów. Kiedy Alicja wyszła ze szpitala nie wróciła już do domu. Pojechała do tego faceta. Myślała że jeśli teraz nie jest już w ciąży to może wszystko będzie po staremu. Na szczęście on nie chciał o niczym słyszeć. Wyrzucił ją na bruk. Po tym upokorzeniu wyjechała za granicę szukając szczęścia. Jak ją znam to pracuję w jakimś burdelu albo jest czyjąś utrzymanką. To i tak lepsze życie od mojego. Ja mieszkałem z rodzicami aż do pełnoletności. Później wyjechałem na studia których i tak nie skończyłem i podjąłem pracę w warsztacie samochodowym ( to jedyne co mnie łączy z ojcem) A teraz wróciłem bo mój ojciec został zamordowany w biały dzień. Policja twierdzi że to był rabunek i pewnie mają rację chociaż ojciec groszem nie śmierdział.

-Dziękuje- zmuszam się żeby wrócić do rzeczywistości- Czy może mi Pan wreszcie powiedzieć po co się tu spotkaliśmy? Muszę jeszcze załatwić formalności związane z pogrzebem.

Siedzieliśmy w obszernym gabinecie wielkości mojej kawalerki. Na przeciwko drzwi pod oknem stało ogromne dębowe biurko. Z jednej jego strony stał wygodny skórzany fotel biurowy na którym siedział Trojański. Dokładnie naprzeciwko stało zwykłe drewniane krzesło na którym oczywiście siedziałem ja. Na blacie biurka leżały w nieładzie przeróżne papierzyska co mocno kontrastowało z pedantycznym porządkiem reszty pomieszczenia.

- Ach tak oczywiście- poruszył się nerwowo na krześle- W takim razie przejdźmy do rzeczy

Trojański pasował tu jak pięść do nosa. Bardziej przypominał typowego dresa którego ktoś ubrał w garnitur niż mecenasa prawnego. Był wielkim facetem o szerokich barach i grubym karku i wygolonej głowie. Widać było że każdą wolną chwilę spędza na siłowni. Jego biała koszula wprost pękała w szwach pod naporem mięśni. Nie chciałbym go spotkać nocą w ciemnej uliczce.

- Jak Pan zapewne już wie jestem Radcą prawnym. Zajmuje się majątkiem pańskiego ojca.

-Majątkiem? O ile mi wiadomo mój ojciec nie miał żadnego majątku.

No chyba żeby doliczyć do tego tą melinę pod Warszawą – dodałem w myślach

- Niezupełnie- potarł nerwowo brodę- Pański ojciec miał zdeponowany majątek na koncie w banku w Szwajcarii. Po przeliczeniu tej sumy na złotówki wychodzi prawie 3 miliony złotych. Plus akcje różnych firm i papiery wartościowe.

To niemożliwe. To musi być jakaś pomyłka. 3 miliony złotych ? Bank w Szwajcarii ? Nic z tego nie rozumiałem.

- Proszę pana nastąpiła pomyłka. Mój ojciec był zwykłym mechanikiem samochodowym. Skąd niby miałby mieć taką kwotę ?

- Zaświadczam panu że o rządnej pomyłce nie może być mowy. W testamencie jest wszystko wyraźnie napisane co do joty. Jak również to że cała tą suma ma zostać przekazana jedynemu synowi Artura Kamińskiego, Wiktorowi czyli Panu. A to skąd pański ojciec miał pieniądze to już nie moja sprawa.

Nie mogłem w to uwierzyć. Mój ojciec był milionerem a mimo to przez całe życie to ukrywał. Dlaczego ?

-Zawsze może się pan zrzec spadku -powiedział Trojanowski

Nie jestem głupi.Nie odrzuca się takich pieniędzy. Zwłaszcza jeśli spadają Ci jak manna z nieba prosto na głowę.

- Nie, przyjmę tę pieniądze – powiedziałem z lekkim wahaniem.

A co jeśli te pieniądze są trefne albo pochodzą z kradzieży?

-W takim razie proszę podpisać- podał mi jakiś dokument leżący wcześniej na stosie innych papierów zalegających jego biurko- tu i tu

Rzuciłem okiem na kartkę w całości wypełnioną małym druczkiem.

Chciałem przeczytać tekst ale zdawałem sobie sprawę że każda chwila zwłoki pogłębia moje wątpliwości. Lepiej mieć to już z głowy. Szybko podpisałem się we wskazanych miejscach

-Doskonale- Trojanowski szybkim ruchem odebrał mi dokument i schował do teczki która nie wiadomo kiedy pojawiła się na zaśmieconym biurku- Przelew nastąpi w ciągu kilku najbliższych dni po załatwieniu wszystkich formalności.

-Rozumiem-podniosłem się z krzesła. Chciałem stąd jak najszybciej wyjść. Wrócić do mojego mieszkania i przemyśleć to wszystko na spokojnie.

- gdyby miał pan jakieś pytania proszę dzwonić- Trojanowski również podniósł się z krzesła i wyciągnął rękę. Uścisnąłem ją z wahaniem, pożegnałem się i ruszyłem w kierunku wyjścia z gabinetu. Już przy drzwiach obróciłem się tknięty nową myślą

-Jak Pan myśli...-przerwałem – nie ważne

Z powrotem odwróciłem się do drzwi i tym razem wyszedłem z gabinetu. Po opuszczeniu budynku dał mi się we znaki zimny listopadowy wiatr. Spojrzałem w niebo

Niedługo spadnie pierwszy śnieg – pomyślałem

I z tą myślą udałem się do domu.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania