Nekromanta

Stałem na murze twierdzy i przyglądałem się nadchodzącej armii. Przymrużyłem lekko oczy zastanowiłem się, jak do tego doszło, kiedy wyczułem lekki powiew wiatru z prawej strony. Ktoś podszedł i ukleknął.

 

Minęła chwila ciszy. Dalej nie otwierałem oczu, ale w końcu ten ktoś przemówił. "Panie wrogie armie liczą ponad sto czterdzieści tysięcy. Wśród nich można rozpoznać osiem flag. Cztery imperium Zen, dwie Królestwa Magii Androll i ostatnie dwie Imperium Ostrza." głos opowiadającego wydawał się odległy niczym szept.

 

Rozpoznałem w nim jednego z moich rycerzy najpewniej Dreja.

Otworzyłem powoli oczy i skierowałem spojrzenie na mojego rycerza. Miał dwa metry wzrostu, a raczej by miał, gdyby nie to, że trzymał swoją głowę w lewej ręce, zakutą w czarny hełm, spod którego wyłaniały się czerwone oczy. Jego trzymetrowy miecz, był wbity prosto w ziemie, a czarna zbroja połyskiwała pięknie przez zachód słońca. To mój najnowszy twór, Dullahan wysokopoziomowy nieumarły, który jeszcze do zeszłego wieku był uznawany za legendy. Mnie zwykłemu nekromancie, który żyje od ponad siedmiuset lat, udało się odtworzyć nie tylko dullahanów, ale i rasę wampirów, czy nawet przemieniłem kilku innych nekromantów w liczę, które przysięgły mi wierność na wieczność.

"Panie?" zaskoczony głos Dreja szybko sprowadził mnie na ziemię. "To najpewniej tylko zwiad, by sprawdzić nasze siły. Rozkaż naszej małej książnice odejść razem z innymi wampirami. Dullahanom oznajmij, że są włącznie z tobą i liczami zwolnieni z przysięgi oraz mają uciekać. Tutaj czeka na was tylko prawdziwa śmierć." w moim głosie nie było żadnych emocji. Nie były potrzebne.

"Panie!?" zaskoczony dullahan aż krzyknął, ale i tak kontynuowałem.

" Nasze armie liczą ponad, dziewięćdziesiąt tysięcy nieumarłych w tym dziesięciu liczy, dwudziestu dullahanów i zaledwie trzysta młodych wampirów, a pod ziemią czai się młody żmij. Jego też zabierz, ochraniaj i wychowaj za mnie." Dullahan chciał coś powiedzieć, ale nie mógł. "Ten zwiad, powstrzymam, następne wojska też, będę w stanie, mimo że jestem tak słaby. Zabije ich wszystkich, są słabsi niestety, najpewniej zabije mnie bohaterka." zerwałem ze swojej szyi, mały czarny medalion z wyrysowanym wzorem smoka przebitego dwoma ostrzami. Podałem go Drejowi i przekazałem, co ma z nim zrobić. Kiedy miał już odchodzić pełen wątpliwości, przekazałem mu moje ostatnie słowa skierowane do moich lojalnych podwładnych, jak i pewnej irytującej, ale najlepszej córki. "Nie martwcie się. I tak powrócę. Może za sto, może tysiąc, a nawet kilka tysięcy lat, ale i tak powrócę do życia."

 

Kiedy ostatnie promienie słońca zniknęły za horyzontem, miałem zamiar już wysłać swoje wojska, ale nagle ktoś się pojawił.

Z głośnym odgłosem uderzenia metalu o ziemię usłyszałem jak ktoś prawdopodobnie, skoczył na mur i wylądował za mną. Biorąc pod uwagę odgłos, jak i lekkie drżenie muru, mogłem wyciągnąć tylko jeden wniosek.

"Myślałem, że kazałem wam uciekać nawet tobie Zwei." powoli odwróciłem się do ponad czterometrowego dullahana o równie wielkim mieczu. Na miejscu głowy miał dwa świecące na zielono punkciki, które oznaczały oczy. Jego zbroja była ciężka o kolorze czarno-zielonym. Podszedł do mnie, zdawało się, że każdy jego krok powoduje wgłębienia na kamiennym murze.

"Dlaczego?" jego głos był zmęczony z nutką zaskoczenia. "Dlaczego zdecydowałeś się na coś takiego. Wiem, że jesteś jedną z najbardziej upartych i trzymających się życia osób, jakie znam."

Mimo braku ust mówił doskonale.

 

Wpatrywał się swoimi szmaragdowymi oczami prosto we mnie. "Zawiodłem." odezwałem się znudzonym głosem i odwróciłem w stronę wojsk wroga, po chwili obserwowania kontynuowałem. "Dokładniej zawiodło moje ciało. Nigdy nie będę w stanie spełnić mojego pragnienia." oparłem się o kamienną blankę, a swój wzrok skierowałem w ciemne, bezchmurne niebo, na którym powoli pojawiał się pełny, piękny księżyc. "To do czego dążyłem, rozumiesz. Zajęło mi to ponad siedemset lat." mój głos został przepełniony gniewem, a ja w końcu mogłem wyładować swoją frustrację. "Siedemset pieprzonych lat ROZUMIESZ! Tyle zajęło mi zrozumienie, że z tym ciałem, nigdy nie osiągnę swoich celów." Zwei uniósł swój olbrzymi miecz i zapytał "Co z tym zamierzasz zrobić."

Nie odpowiedziałem.

Po pięciu minutach zdecydowałem i poprosiłem go o pomoc.

"Możesz ich zabić? Wtedy ja zajmę się swoją robotą, a kiedy przybędzie ta słynna bohaterka, razem ze swoją drużyną wycofaj się, ja się nimi zajmę." Zwei przytaknął.

 

Ja odeszłem wprost do wnętrza mojej warowni i zamknąłem się w głównej komnacie. Była ogromna, na ścianach wisiały różne obrazy, a tron był na samym końcu przed olbrzymim oknem. Po obu stronach tronu była para szejścio metrowych statuł. Lewa ukazywała człowieka w pełnej zbroi z mieczem uniesionym wysoko w górze. Oczy statuy wyglądały tak, jakby patrzył na obrzydliwe robactwo, wijące się u jego stóp. Statua z prawej strony ukazywała za to maga w prostych szatach, opierającego się o obsydianową laskę. Oczy kamiennego maga wyrażały współczucie.

 

Po założeniu potężnej bariery na główne wrota szybko zająłem się swoim planem.

 

Minął tydzień, więcej czasu niż oczekiwałem, ale w końcu przybyła. Bohaterka i jej ferajna już zdążyła się przebić przez moją armię i powoli tu zmierza. To będzie moja ostatnia walka. Mam na sobie swój czarny pancerz z wyrytymi runami. W prawej dłoni trzymam wyciągnięty długi, piękny czarno-czerwony miecz a w lewej kilka zwoji.

"Co to jest? "

"Ej, ej to tak serio?" za wrotami usłyszałem kilka przerażonych głosów.

"To nic takiego." usłyszałem rozradowany głos, a po chwili z moich wrót i bariery nic nie zostało. Do środka wkroczyło dwadzieścia osób. Piętnastu z nich to tylko zwykli wojownicy i magowie z trzech krajów. Pozostała piątka to blond włosa elfka, niski brodaty krasnolud, co zaskakujące zielonowłosa driada, rudy rycerz o dziecięcej twarzy i ostatnia piękna, ognisto włosa bohaterka. Jej bogato zdobiona zbroja lśniła w promieniach słońca. Miecz ognisto włosej był dla niej o wiele za duży, miał około dwóch i pół metra.

"W końcu cię dorwałem!" wykrzyczał rudzielec. Kim on jest? Jego poziom many jest żałosny. Wyjął z pochwy miecz, przyjął żałosną postawę i spojrzał na mnie z płomiennym spojrzeniem. Mam go gdzieś. Następne zdarzenia były szybkie. Bohaterka chciała coś powiedzieć, ale rudy rzucił się na mnie, mówiąc, że za coś zapłacę. Z łatwością zablokowałem jego cios i rzuciłem nim o ścianę. Kilka strzał poleciało w moją stronę i odbiły się od bajery, która wcześniej na siebie rzuciłem. Magowie rzucili jakieś żałosne czary, które nawet mnie nie zadrapały. Następny cios nadszedł od bohaterki. Użyłem wzmocnienia, uniknąłem go, rzuciłem trzy zaklęcia, strzały kwasu. Wszystkie zostały zablokowane przez jej magiczny ekwipunek. Przybliżyłem sie, a nasze ostrza się zderzyły. Jej siłą była absurdalna, czułem jak drżą mi kości. Nikt się nawet nie wtrącał, kiedy nasze ostrza zaczęły uprawiać dziki taniec. Po dziesięciu minutach otaczające nas otoczenie powoli zaczęło się rozpadać, wszędzie pojawiały się pęknięcia. Rudy był nieprzytomny albo przynajmniej tak mi się wydawało. Nawet nie wiem, kiedy zaszedł mnie od tyłu i wykonał proste cięcie na moje plecy. Nawet tego nie odczułem, ale instynktownie przeciąłem go w pół. Niestety następnie miecz bohaterki zanurzył się w moim ciele obok serca. Usłyszałem ciche. "Przepraszam." następnie umarłem.

 

Przynajmniej tak się im wydawało.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Ghost34 6 dni temu
    Ktoś mógłby powiedzieć jak wyszło? Jest dobre czy słabe itd.
  • Canulas 6 dni temu
    Ja się odniosę do samego początku na razie.

    "Stałem na murze mojej twierdzy i przyjrzałem się nadchodzącej wrogiej armii. Przymknąłem lekko oczy i zastanawiałem się, jak do tego doszło, kiedy wyczułem lekki powiew wiatru po mojej prawej stronie. Ktoś do mnie podszedł i uklęknął." - jeśli stałem, to przyglądałem się. Jeśli koniec chcesz zachować formę" przyjrzałem", musisz dać wcześniej np: "przystanąłem". Również pościnałbym nadokreślenia personalne.
    Masz: mojej twierdzy/mojej prawej stronie/do mnie podszedł. - tego jest zbyt dużo.
    Zapis dialogów leży i kwiczy. Nie ma w tym względzie samowolki. Na opowi masz tutorial z poprawnego zapisu. Obadaj.
  • Ghost34 6 dni temu
    Ok obadam go

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania