Nicość

Co to takiego?

Ten lęk, który nagle mnie ogarnia bez konkretnej przyczyny. Zostawia po sobie gorzki żal, smutek i uczucie pustki. Takie uczucie jakby nic na świecie nie było prawdziwe, nic nie miało sensu i nic nie istniało.

Prawda.

Co to takiego?

Może to właśnie jest definicją prawdy , która boli i sprawia, że jesteśmy rozdarci na strzępy.

Czując lęk, zbliżamy się do prawdy.

 

Wyobrażam sobie człowieka dryfującego po oceanie pełnym nadziei i dziecięcych marzeń i tęsknot duszy. Sztorm męczył go okrutnymi katuszami, kołysząc go w dół i w górę przez 24 godziny. Gdyby nie ta jedna jedyna deska, dzięki której nie poznał prawdziwego oblicza oceanu, byłoby po nim. Tymczasem zmęczony człowiek został zrzucony przez falę na nieznany dotąd horyzont. Oślepiające światło uniemożliwiało mu przez jego zemdlone oczy dostrzec teren. Musiał poczekać na brzegu aż jego siły powrócą do stabilności i pozwolą mu stanąć na nogi. Tymczasem jego głęboko zakorzeniona nadświadomość wołała głośno: Teraz już nic nie będzie takie same.

 

A co jeśli wstaniemy i okaże się, że jedyne co zobaczymy to niespełnione pragnienia, aspiracje, które nie doszły do skutku. Co jeśli to nas rozkruszy i naszą duszę, która będzie pozbawiona paliwa, pewnego rodzaju mózgu, który wkracza w stan agonii?

Podwójna śmierć- materialna i duchowa. Zabójstwo jakie zapisaliśmy sobie za życia.

Wtedy. Co wtedy. Wtedy już nic w ogole nie będzie. A na pewno nie MY.

 

Nicość z jednej strony może być najpełniejszą i najdoskonalniejszą formą jaka istnieje. Pozbawiona wad, określeń i emocji. Swiemy jaką formę przybierze. Nie mówię tu o stanie, jaki czujemy na drugi dzień po 3 butelkach wypitego whisky, wtedy wiadomo, że tą formą będzie alkoholizm albo kilkumiesięczny, może letni lament i czynsz z rodzicami, lub kiedy nasz szef uświadomił nam jak beznadziejne, tanie i szare życie posiadamy albo jak w 5 minut możemy przegrać cały nasz majątek, albo…

Mówię o takiej nicości, która jest czymś co tworzy, od której wszystko pochodzi.

Może tam gdzie wszystko się zaczyna, tam wszystko się kończy. Ma moc tworzenia jak demiurg oraz absolutną moc destrukcji.

Jej dualność jest wzruszająca. Możemy przyjąć to jedynie z pokorą i współczuciem.

 

Jakkolwiek wygląda doskonała nicość, jeśli jest to w kosmosie, to chcę z nią zagrać w gwiezdnego pokera.

Średnia ocena: 3.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Bajkopisarz pół roku temu
    „Gdyby nie ta jedna jedyna deska, dzięki której nie poznał prawdziwego oblicza oceanu, byłoby po nim.”
    Niepotrzebne użycie podwójnego przeczenia. Nadmiernie komplikuje to zdanie, myli czytelnika. Dopiero za trzeci razem złapałem, o co chodzi. Sugeruję zastąpienie drugiego nie np. dzięki której uniknął poznania LUB która pozwoliła mu uniknąć poznania

    „przez jego zemdlone”
    Jego - niepotrzebne
    „pozwolą mu stanąć”
    Mu – niepotrzebne
    „Swiemy jaką formę przybierze”
    Wiemy (?)
    „po 3 butelkach wypitego”
    Cyfra słownie / wypitej – przyjęte jest, że whisky to rodzaj żeński.

    Czy da się doskonale nie istnieć? Tak i nie. Coś doskonale nie istnieje tak długo, aż jakaś istota o tym czymś pomyśli. Wówczas nieistniejące zaczyna istnieć w głowie i w myśli. Zasiadając do pokera z czymś co nie istnieje siłą rzeczy tworzysz to, bo już istnieje, a na dodatek zna zasady pokera, może nawet Texas Hold’em.

    Kto zatem jest demiurgiem? Każdy. Już tylko myśląc o nicości pozbawiamy ją podstawowego atrybutu nieistnienia. Czyli tak jak piszesz: ma moc tworzenia i absolutną moc destrukcji. Dotyczy to jednak tylko nicości.
    Co z tego wynika? Ha! NIC! I tak łączy się koniec z początkiem.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania