Nie będę twoim bohaterem - Rozdział 10

Arek

Udaje mi się załatwić zastępstwo. W sumie za godzinę i tak kończy się moja zmiana. Dziewczyny ubrane już, czekają na mnie przy szatni. Malwina trzyma ciągle przy policzku ręcznik z kostkami lodu. Jak tylko pojawiły się w klubie, przeczuwałem, że będą z nimi same problemy. Do tego Alicja znów była ubrana wyzywająco. Mimo to mój wzrok cały czasu uciekał w stronę Malwiny. Nie rozumiem sam siebie. Od naszej rozmowy na sali gimnastycznej, ciągle o niej myślę. Zaintrygowała mnie. Podoba mi się, że jest taka... naturalna i to, jak się ciągle rumieni w mojej obecności.

Idąc w ich stronę, zakładam swoją wojskową kurtkę. Wychodzimy razem z budynku, a następnie z bramy. One idą przodem, ja wlekę się z tyłu. Jest koło północy, a jeszcze pełno ludzi szwenda się po okolicy. Dochodzimy do auta. Niewielki, niebieski Suzuki Swift z białym dachem, wygląda na dość nowy, na jego widok omal nie gwizdnąłem. Ciekawe czy mnie kiedyś będzie stać na nowe auto.

Alicja naciska pilot otwierając tym samym centralny zamek i wciska mi kluczyki do ręki, a sama rozsiada się na tylnym siedzeniu. Patrzę zdziwiony na Malwinę, ale ona nie wydaje się nie być zdumiona, tylko wzrusza ramionami i wsiada na przednie siedzenie pasażera. One są szurnięte. To jest pewne.

Siadam za kierownicą, chwilę czasu zajmuje mi ustawienie fotela, bo kolanami walę w deskę rozdzielczą. Siedzenie jest ustawione, jak dla kurdupla. Poprawiam się kilka razy, wreszcie wkładam kluczyk do stacyjki i chcę wrzucić luz, ale zdecydowanie coś mi tu nie pasuje. Zerkam na skrzynię biegów. Nogą automatycznie szukam sprzęgła.

– Kurwa – klnę, a Malwina zerka na mnie zaskoczona – to jest automat?

– Tak – mówi – a co jeszcze nigdy nie jeździłeś automatem?

No, chyba ją popierdoliło.

– Spoko, dasz radę. – Alicja klepie mnie w ramie i rozkłada się na oparciu tylnego siedzenia.

Posyłam jej mordercze spojrzenie w wstecznym lusterku, ale zupełnie tego nie zauważa. Ma wyjebane na wszystko.

– Patrz, tu masz bieg do przodu, a tu wsteczny – Malwina mówi spokojnie. Dotyka mojej dłoni pokazując biegi. Jej ręka jest zimna i taka delikatna w dotyku.

No, do czego to kuźwa doszło, żeby laska uczyła mnie prowadzić samochód? Prycham i odsuwam jej rękę, jednak nie potrafię się wściekać, kiedy ona tak patrzy na mnie i zagryza dolną wargę. Prawą ręką ciągle trzyma zimny okład przy policzku.

Uruchamiam silnik, wrzucam wsteczny i cofam trochę, na koniec gwałtownie hamuję, aż nami szarpie. Włączam się nareszcie do ruchu. Przebąkuję jakieś przepraszam za to nieudolne ruszenie.

– Ale masz prawo jazdy, prawda? – Malwina pyta lekko rozbawiona.

– Powiedzmy – odpowiadam, a ona unosi brew w wyrazie zaciekawienia, ale już nic nie dodaje. Staram się skupić na drodze. Dłonie pocą się mi z nerwów. To do cholery jest nowiutkie auto, jeśli je rozwalę, będę mieć przesrane.

– Może odwieźmy najpierw Alę. – Malwina wskazuje koleżankę. – Ode mnie będziesz mieć bliżej.

– Skąd wiesz, gdzie on mieszka? – wtrąca czarnula, cały czas rozpierając się z tyłu na siedzeniu.

– Yyyy, znaczy się do przystanku – Malwina się miota – ode mnie jest bliżej do przystanku. Na następnym skręć w prawo – dodaje i rzuca mi przepraszające spojrzenie.

Alicja już nie dopytuje, ale buzia się jej nie zamyka. To nie będzie spokojna podróż samochodem.

– Co jest z facetami nie tak, co? – zaczyna swój monolog. – Może ty, Arek mi wyjaśnisz? Dlaczego jesteście takimi dupkami? Potraficie tylko łamać dziewczynom serca. Ja rozumiem, że życie studenta jest fascynujące, imprezki, balangi, ale co ja mu w tym przeszkadzałam? – nawija dalej, zupełnie nie czekając na moje odpowiedzi. – A może chodzi o to, że musicie się wyszumieć, zaliczyć wszystko, co się rusza zanim zwiążecie się z kimś na stałe?

W wstecznym lusterku zerkam na dziewczynę, a następnie zwracam się do Malwiny:

– Ona się upiła? – Ta z kolei tylko wzrusza ramionami.

– Wypiła tylko jednego drinka, ale zrobiła to dość szybko – tłumaczy przyciszonym głosem.

– A o czym ona w ogóle pieprzy?

– O swoim byłym. Spotkałyśmy go dzisiaj na mieście, zupełnie przypadkiem – dodaje Malwina. – Na światłach skręć w lewo, a potem prosto.

– Wiem, gdzie Alicja mieszka. Raz już was odprowadzałem do domu, pamiętasz? – Może ona i nie pamięta, ale moje kolano pamięta to doskonale.

– Jasne, sorry – peszy się.

– Albo to ze mną jest coś nie tak, co? – Alicja nachyla się gwałtownie między przednimi siedzeniami, na których kładzie dłonie. Teraz jej twarz jest tuż przy mojej. – No powiedz Arek? Jestem brzydka? Nieatrakcyjna? A może mam pryszcze na nosie? Przecież zawsze robiłam wszystko, co chciał. Oddałam mu wszystko, co miałam, nawet całą siebie. Czego można chcieć więcej?

Alicja wpatruje się we mnie intensywnie tymi swoimi ciemnymi oczami. Robi mi się gorąco. Próbuję uruchomić klimatyzację. Po raz kolejny spoglądam nerwowo na Malwinę, ale ona patrzy przed siebie. Zacisnęła usta w wąską linię i próbuje się nie roześmiać.

Super. Dzięki Malwa za wsparcie.

Nie mam nic przeciwko bliskości z dziewczynami, ale Alicja zdecydowanie mogłaby się już odsunąć.

– Nie... Nie wydaje mi się, żeby było coś z tobą nie tak, to raczej ten facet jest idiotą – mruczę pod nosem i chrząkam. To najwyraźniej nie wystarcza, bo dziewczyna wciąż wisi nade mną. – Jesteś ładna, atrakcyjna i nie masz żadnych pryszczy na nosie – dodaję. Z tej odległości mogę stwierdzić z całą pewnością, że skóra na nosie Alicji jest nieskazitelna. – Do tego jesteś inteligentna, z tego, co zauważyłem w szkole. – Po moim czole spływają pierwsze krople potu. Nowe auto, a już ma zepsutą klimatyzację.

– Czyli ty byś na przykład poleciał na mnie? – Alicja pyta osuwając się z powrotem na oparcie za jej plecami, jednak wcale nie przestaje mi być gorąco.

– Hm, jasne, w innych okolicznościach na pewno – znów mruczę pod nosem.

Malwina zerka na mnie, a w jej oczach rozbawienie walczy z zaskoczeniem. Czego ona ode mnie chce? Alicja jest atrakcyjna, kto by na nią nie poleciał?

– Skręć tutaj. – Malwina wskazuje ręką uliczkę po lewej stronie – Ostatni dom na prawo. – W jej głosie wyczuwam chłód.

– To musi być to. – Znów dobiega nas głos z tylnego siedzenia. Patrzę w lusterko. Alicja oparła głowę o oparcie kanapy i wpatruje się w sufit swojego samochodu. – Jestem dla niego zbyt inteligenta. Zdecydowanie zasługuję na kogoś lepszego.

– I tej wersji się trzymajmy – Malwina mówi do przyjaciółki, kiedy zatrzymuję się domkiem jednorodzinnym, gdzie ostatnio również odstawiałem pijaną Alicję. Malwina odwraca się do tyłu. – Jesteś w domu – rzuca do Alicji.

– Super. – Czarnula ponownie zrywa się na swoim siedzeniu. Całuje Malwinę prosto w usta na pożegnanie, a następnie mnie częstuje siarczystym, mokrym pocałunkiem w policzek. – Dzięki, Arek. Nie jesteś taki zły, za jakiego uchodzisz. – Następnie wypada z samochodu i znika za brązowymi szczeblami ogrodzenia.

Siedzę przez chwilę z otwartymi ustami, próbując połapać, co się właściwe takiego tu wydarzyło przed chwilą.

– Jedziemy? – pyta Malwina przechylając lekko głowę i uważnie przypatruje się mojej twarzy. Przytakuję. Zawracam samochód. – Mieszkam dwie przecznice dalej.

***

Dzięki instrukcjom Malwiny, już po chwili jesteśmy pod jej domem. Każe mi zaparkować na podjeździe tuż za samochodem jej mamy. Wyłączam silnik. Przez chwilę trzymam mocno kierownicę i wpatruję się w dom przede mną. Jest o wiele bardziej okazały niż ten Alicji.

– Ona tak zawsze? – rzucam pytanie przed siebie, gdzieś w przestrzeń.

– Alicja? Tak. – Malwina chichocze. – Zawsze mi się wydawało, że ona ma chorobę dwubiegunową i teraz się uaktywniła po tym, jak Michał z nią zerwał. Teraz widzisz, z czym muszę się użerać od dwóch miesięcy.

– I często tak pożyczacie sobie auta i tym podobne?

– No, może niezbyt często, ale znamy się od wieków, jesteśmy sobie bliskie niczym siostry, więc nie jest to dla nas nowość – tłumaczy.

– Jesteście ze sobą tak blisko, ale nie powiedziałaś jej, gdzie mieszkam?

– Nie – Malwina odpowiada cicho.

Spoglądam na nią. Siedzi trochę bokiem skierowana w moją stronę. Wzrok ma utkwiony w skrzynię biegów. Odpinam pas. Powinniśmy wysiąść i udać każdy w swoją stronę, ale jakoś mi się nie chce. Na zewnątrz jest zimno, a tu przyjemnie ciepło.

Łapię jej dłoń trzymającą okład i odsuwam od twarzy. Policzek jest nadal mocno czerwony i lekko opuchnięty. Strasznie mi jej żal. Nie wiem, czemu wywołuje we mnie takie emocje. Żałuję, że nie interweniowałem wcześniej.

– Boli?

– Trochę, jak ruszam twarzą. – Stara się mówić spokojnie, ale wyczuwam, że jej oddech jest przyspieszony. Znów się rumieni, ale delikatnie. Zerka na mnie ukradkiem. – Po raz kolejny mnie uratowałeś – dodaje cicho.

– Kto normalny włazi na środek parkietu, kiedy inni pogują?

– Nigdy nie mówiłam, że jestem normalna – prycha. – Nie spodziewałam się, że będą pogować do tej piosenki. – Znów spuszcza wzrok.

Kręcę głową z lekkim rozbawieniem.

– Na drugi raz bardziej uważaj i nie zakładaj okularów na takie imprezy.

– Nie będzie drugiego razu. To miała być moja ostatnia impreza przed maturą. Zresztą, starzy się wściekną o te okulary. Nie tyle, że je rozwaliłam i trzeba kupić nowe, ale że w ogóle dopuściłam do takiej sytuacji.

– Bo zawsze musisz być taka odpowiedzialna i rozsądna? – Pytam kpiąco, choć Malwina właściwie chyba taka jest. – Przecież masz dopiero osiemnaście lat.

– No i co z tego? – Wzrusza ramionami. – Ale pracuję na swoją przyszłość.

– Z tymi okularami – postanawiam zmienić temat, bo zrobiło się sztywno – może powinnaś pomyśleć o szkłach kontaktowych. Masz ładne oczy, po co je zasłaniać okularami?

Cholera. Co ja właściwie gadam? Nie mogę uwierzyć, że powiedziałem to na głos.

Malwina unosi na mnie wzrok. Widzę w jej oczach totalne zaskoczenie, więc gwałtownie wyciągam kluczyki ze stacyjki i wysiadam z auta. Dziewczyna idzie w moje ślady. Okrążam auto i uruchamiam autoalarm.

– Dzięki – Malwina mówi cicho, kiedy na jej dłoni kładę kluczyki z samochodu. Dookoła jest cicho i pusto. Jesteśmy jedynymi żywymi duszami na ulicy. – Dziękuję, że nas podwiozłeś i że mi pomogłeś tam na parkiecie – wyrzuca z siebie – i jeszcze nie zdążyłam ci podziękować za pomoc w strojeniu sali gimnastycznej, więc... dzięki. – Uśmiecha się delikatnie. Wygląda na zdenerwowaną. Trochę dużo razy powtórzyła słowo dziękuję.

– Nie ma sprawy – przebąkuję – ale więcej tego nie rób.

– Znaczy czego? – Mruga nerwowo.

– Nie wyciągaj mnie z lekcji, żebym musiał stroić jakąś pieprzoną salę. – Wiem, że brzmię szorstko. To przez to, co jej powiedziałem o okularach. Nie chcę, żeby wyobrażała sobie nie wiadomo czego.

– To jak w końcu z tym twoim prawkiem? – pyta.

– Mam. Kupiłem na wolnym handlu. – Malwina robi wielkie oczy. – Nigdy nie zrobiłem kursu, jeśli o to ci chodzi. Brat uczył mnie jeździć.

– Wow, to i tak super jeździsz, jak na kogoś, kto nigdy prawka nie zrobił. – Co znaczy „i tak super jeździsz"? Czyżby miała jakieś zastrzeżenia do mojej jazdy samochodem? Nie pytam. Tak na wszelki wypadek.

Stoimy jeszcze chwilę, patrząc na siebie. Malwina bawi się ścierką z resztkami lodu, Zastanawiam, co jeszcze mógłbym takiego powiedzieć, żeby nie wyjść na idiotę. Sytuacja jest dość krępująca. Gdybyśmy byli na randce, pewnie w tej chwili mógłbym ją pocałować. Do kurwy, Mokrzycki weź się w garść. Nie jesteśmy na randce, a to jest Malwina, a ja nie jestem facetem, który umawia się z dziewczynami na randki. Przede wszystkim, nie jestem facetem, z którym Malwina mogłaby umówić się na randkę i pewnie nawet by tego nie chciała. A nawet gdyby chciała, to przecież jakiś cholerny absurd. Zaczynam się plątać we własnych myślach. Chcę odejść, ale Malwina nagle się odzywa:

– Mogę ci zadać pytanie?

Waham się.

– Przecież cały czas to robisz – mówię, ale to ignoruje.

– To prawda, że twój brat siedzi w więzieniu? – Tym jednym pytaniem laska psuje cały nastrój. Może to i dobrze. Już nie mam ochoty jej całować, a lepiej żebym tego nie robił.

– Tak – odpowiadam szczerze. Nie lubię gadać o Tomku, ale nie będę ukrywać prawdy.

– Za narkotyki?

– Między innymi.

– Przykro mi. – Zagryza dolną wargę.

– Niepotrzebnie, zasłużył sobie – warczę i od razu jestem zły na siebie, nie powinienem wyżywać się na Malwinie. – Posmaruj to czymś – dodaję łagodniej i muskam opuszkami palców jej policzek.

Dziewczyna przytakuje.

– Mam w domu jakąś maść z heparyną.

– To cześć, Malwa – mówię i odchodzę.

Zerkam jeszcze raz za siebie. Malwina stoi i patrzy, jak odchodzę. Najchętniej zawróciłbym, wziął ją w ramiona i pocałował. Jestem idiotą. To nie jest dziewczyna dla ciebie – powtarzam sobie w kółko.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • wynka 4 miesiące temu
    Ciekawie piszesz, wciągnęłam się i czekam na kolejny rozdział :)
  • weatherwax83 4 miesiące temu
    Dziękuję :)
  • A. Hope.S 4 miesiące temu
    No, kurczę... znów czeka ;( V leci.
  • weatherwax83 4 miesiące temu
    tym razem postaram się szybciej ;) Dzięki ;)
  • A. Hope.S 4 miesiące temu
    weatherwax83 no ja mam taką nadzieję. Umieram z ciekawości co będzie dalej.
    Ale mam podejrzenia, że to ten brat jest winny kontuzji kolana Arka...
  • Wrotycz 4 miesiące temu
    Naprawdę fajnie się tutaj rozkręcasz, czytało się z przyjemnością i rosnącym zainteresowaniem.
    Czekam na kolejną odsłonę i pozdrawiam:)
    5.
  • weatherwax83 4 miesiące temu
    Dzięki

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania