Nie będę twoim bohaterem - Rozdział 14

Malwina

Zgodnie z obietnicą, Joasia przesłała mi adres Piotrka Jeziorowskiego i dodała jeszcze, że ma nadzieję, że się pokażemy. Moi rodzice nawet specjalnie nie protestowali, kiedy powiedziałam im, że chcę się spotkać ze znajomymi ze szkoły. Na szczęście nie potraktowali tego jako imprezy, w końcu obiecałam im, że do matury na żadną już nie pójdę. Może byli zbyt zajęci pakowaniem się i planowaniem poniedziałkowego wyjazdu. Tata ma własną firmę i dla swoich pracowników zaplanował tygodniowy wyjazd w góry podczas ferii, połączony ze szkoleniami. Całość sfinansowała firma, która sprzedała ojcu nowe oprogramowanie do jego maszyn CNC. Mama wyjeżdża razem z nim, w ramach zimowego urlopu. Chcieli mnie nawet zabrać ze sobą, ale planuję ten wolny czas wykorzystać na powtórkę materiału z liceum. Będę również chodzić na zajęcia dodatkowe przygotowujące do matury, organizowane przez naszych nauczycieli podczas ferii.

Tym oto sposobem znalazłam się razem z Alą pod brązowymi drzwiami do mieszkania, które powinno należeć do Piotrka. Kiedy zadzwoniłyśmy na domofon, ktoś otworzył nam drzwi automatycznie, nie pytając nawet kim jesteśmy. Na drzwiach nie ma nazwiska, ani nawet numeru, ale w budynku są tylko cztery lokale mieszkalne i według naszych obliczeń, stoimy przed właściwymi. Alicja unosi rękę, żeby zapukać, a ja trochę się denerwuję i ciągle zastanawiam, czy spotkam dziś Arka.

W tym samym momencie otwierają się jasne drzwi naprzeciwko i wychodzi z nich Joasia. Razem z Alicją robimy wielkie oczy na jej widok, a ona uśmiecha się szeroko. Jest ubrana na luzie, w jeansy i czarny T-shirt z logo zespołu, o którym nawet nie słyszałam. Na nogach ma kapcie, natomiast w ręce trzyma miskę, której zawartość sugeruje, że jest to sałatka na dzisiejszą imprezę.

– Pomyliłyśmy adresy? – Alicja wskazuje na drzwi, przy których stoimy.

– Nie. – Joasia śmieje się. – Ja tu mieszkam – pokazuje mieszkanie, skąd przed chwilą wyszła – a tu mieszka Peter. – Otwiera „nasze" drzwi bez żadnego pukania i wchodzi do środka, a my za nią.

Wewnątrz dobiegają głosy z jednego z pokoi oraz podkręcona nieco głośniej, rockowa muzyka. Już mi się tu podoba.

– Przyprowadziłam gości! – Joasia stara się przekrzyczeć hałas. Odkłada miskę na szafkę w przedpokoju i czeka, aż ściągniemy buty i kurtki.

– Mieszkasz naprzeciwko swojego chłopaka? – W Alicji głosie słychać wyraźny zachwyt. – Nie wiedziałam, że jesteście sąsiadami. Nie macie czasem siebie dosyć?

– Nie jest tak źle. – Joasia śmieje się. – Zawsze możemy odwiedzać się w kapciach, a jak się pokłócimy, to mamy blisko, żeby wrócić do własnego mieszkania. Najgorsze jest to, że choć Peter nie mieszka z rodzicami, to wciąż jesteśmy pod kontrolą moich starych. Wiecie, co mam na myśli? – Puszcza do nas oko. – Arek z wami nie przyszedł? – pyta nagle, a moje serce, na dźwięk tego imienia podskakuje do gardła. Czuję lekki zawód, bo skoro Joasia o niego pyta, to znaczy, że jednak go nie ma.

– Yyy, nie – Alicja odpowiada niepewnie.

– Myślałam, że Arek i ty, Malwina kręcicie ze sobą, skoro byliście razem na studniówce.

Moje policzki zalewa purpura. Sama nie wiem, co jej na to odpowiedzieć, ale z pomocą znów przybywa moja przyjaciółka.

– Malwina ma po prostu dobre serce i nie chciała, żeby jako jedyny maturzysta nie zaliczył studniówki. Poza tym, mamy u niego pewien dług wdzięczności, ale to długa historia.

Wreszcie jesteśmy gotowe i Joasia zaprowadza nas do pokoju, zapewne gościnnego i największego w całym mieszkaniu, gdzie siedzi już spora grupa ludzi, większość z nich jest jednak z rocznika Piotrka i kojarzę ich ze szkoły, ale części nigdy nie poznałam osobiście.

Jest oczywiście Filip z Eweliną, którzy razem zajmują jeden z foteli. Potem rozpoznaję wytatuowaną i wykolczykowaną Agnieszkę, która przyszła ze swoim chłopakiem. Jest też Drako. Oj tak, Drako w szkole znał chyba każdy. To taki trochę Arek zeszłego rocznika maturzystów. Wszyscy się go bali w szkole, choć właściwie nikt nie wiedział dlaczego. Wysoki, barczysty heavy metalowiec, z długimi włosami spiętymi w kucyk i tatuażami na ręce. Właściwie nawet nie wiem, jak on naprawdę ma na imię i ciekawi mnie, czy ktokolwiek wie. Kojarzę, że nawet nauczyciele zwracali się do niego „Drako". Okazuje się, ze jego dziewczyna to Marysia. Drobna, cichutka dziewczyna, której nigdy bym nie podejrzewała o spotykanie się z Drako. Jednak wszystko wskazuje, że są w sobie szaleńczo zakochani, bo Marysia siedzi właśnie mu na kolanach, a Drako tylko na chwilę odrywa od niej oczy, żeby zlustrować nas surowym spojrzeniem.

Jest jeszcze Grzesiek, z którym witamy się na koniec i który jest kumplem Piotrka i Filipa ze studiów. Chłopak jest wysoki, ma dłuższe, jasne włosy i sympatyczny uśmiech. Już widzę, że z zaciekawieniem zerka na Alicję i już czuję, że znów okażę się na tej imprezie piątym kołem u wozu.

Po całej tej szopce z witaniem się i przedstawianiem sobie, szukamy z Alicją kawałka miejsca dla siebie. W pokoju jest dość tłocznie. Wokół stolika przy kanapie, zastawionego sałatkami i chipsami, stoją dwa fotele i kilka krzeseł, wszystkie już zajęte, więc Grzesiek robi nam miejsce na kanapie obok siebie. Oczywiście Alicja siada zaraz koło niego, a ja w kącie. Piotrek częstuje nas piwem w butelkach. Próbuję się w kręcić w rozmowy prowadzone przez innych. Grzesiek zagaduje nas o maturę i o to, jakie wybrałyśmy przedmioty. Czuję się skrępowana, ale po chwili się wyłączam i zaczynam po prostu obserwować innych. Ledwie powstrzymuję się od układania historii w mojej głowie o obecnych tu parach. Jestem ciekawa, jak każda z nich się poznała, zakochała w sobie i co czeka ich w przyszłości.

Mija dobre pół godziny, kiedy z przedpokoju dobiega dźwięk dzwonka do drzwi. Czuję lekki ucisk w żołądku, ale odrzucam od siebie myśl, która kołacze w mojej głowie. Przecież Piotrek i Joasia mają pewnie jeszcze wielu znajomych. Gospodarz wstaje z oparcia fotela, gdzie na chwilę przysiadł i idzie otworzyć. Mam wrażenie, że tylko mnie ciekawi, kto taki przyszedł. Jednak, gdy w progu pokoju pojawia się po chwili blond czupryna i postaci w ciemnej bluzie i spodniach bojówkach, wszystkie rozmowy nagle milkną i większość towarzystwa przygląda się nowo przybyłemu z zaciekawieniem.

– Arek! – piszczy Agnieszka. – Ja pierdolę, Peter nie wierzyłam, kiedy mówiłeś, że może tutaj przyjdzie! – Dziewczyna zrywa się z krzesełka i dosłownie rzuca się Arkowi na szyję, przytula go z całych sił.

– Cześć – Arek przebąkuje do reszty ekipy, gdy wyswobadza się z objęć blondynki.

Pozostali nie witają go z aż takim entuzjazmem, ale Piotrek uśmiecha się szeroko do Arka, jakby był dumny z siebie, że udało się mu sprowadzić go tutaj. Blondyn ogarnia spojrzeniem całe pomieszczenie. Kiedy wzrok zatrzymuje się chwilę dłużej na mnie, robi mi się sucho w gardle, biorę szybko łyk piwa i przygryzam dolną wargę.

Piotrek podaje Arkowi butelkę z piwem i każe się rozgościć. Bez większego zastanowienia Arek rusza w moją stronę. Przełykam ślinę. Alicja przesuwa się bliżej Grzegorza, zmusza mnie tym samym do przesunięcia się bliżej niej i wówczas obok mnie robi się wolne miejsce, gdzie rozsiada się Arek. Dosłownie. Opiera się swobodnie o oparcie kanapy, rękę z piwem kładzie na podłokietniku, drugą na poduszkach za moimi plecami. Kolana rozstawia szeroko, przez co jego jedno udo styka się z moją nogą. Nagle robi się tu zdecydowanie za gorąco.

W pokoju znów huczy od rozmów. Tylko ja siedzę sztywno, boję się poruszyć czy nawet oprzeć o kanapę. Moje dłonie się pocą, więc je wycieram o jeansy, najpierw jedną potem druga, gdy przekładam butelkę z piwem. Biorę kolejny łyk. To pewnie przez alkohol jest mi tak ciepło. W końcu rzadko piję. Odkładam butelkę na stół. Może powinnam zwolnić?

– Możesz się oprzeć, ja nie gryzę. – Słyszę tuż przy swoim uchu, a ciepły oddech owiewa moje odsłonięte ramię.

Odwracam się w stronę Arka, ale ten siedzi już z powrotem głęboko na kanapie. Przygląda się tymi swoimi piwnymi oczami z obojętnym wyrazem twarzy i popija piwko.

– Przecież wiem. – Przewracam oczami.

Bardzo powoli przesuwam się do tylu i opieram o kanapę, ale tylko trochę, zaledwie odcinkiem lędźwiowym pleców, żeby przypadkiem nie wpaść w jego ramiona, ale i tak jestem wgnieciona między Alicję i Arka. Mimo woli odległość między mną a nim jest bardzo mała. Dociera do mnie jego zapach. Tym razem to już nie są piżmowe perfumy, jak podczas studniówki. Arek znów pachnie sobą. Mieszanką płynu po goleniu i zapachu proszku do prania. Ciekawe, gdzie pierze swoje ciuchy skoro mieszka w szkole.

Z jednej strony cieszę się, że Arek jednak przyszedł, że wyszedł trochę do ludzi. W końcu miałam go poznać lepiej, choć w tym tłumie raczej nie będzie nam dane porozmawiać na spokojnie. Mogę za to poznać lepiej towarzystwo, w którym się kiedyś obracał. Jakoś nie wyglądają na bandę naćpanych przestępców.

Z drugiej strony obecność Arka powoduje, że zupełnie nie dociera do mnie, co wokół się dzieje. Za każdym razem jego bliskość działa na mnie coraz bardziej. W uszach mi szumi, nie rozumiem, o czym rozmawiają pozostali goście. Alicja śmieje się obok mnie z czegoś, co powiedział jej Grzesiek. Wyczuwam za to jednostajny ruch klatki piersiowej Arka, ponieważ moje ramię styka się z jego bokiem.

Zerkam na Arka. Nie patrzy na mnie. Utkwił wzrok przed siebie. Podążam za jego spojrzeniem i napotykam na Drako. Siedzi naprzeciwko nas, sam, bez Marysi i intensywnie przygląda się Arkowi. Słyszę ciche westchnięcie obok. Sama przełykam ślinę. Poważna mina Drako wygląda jeszcze bardziej przerażająco niż Arek, kiedy się naprawdę wścieka. Ciekawe, co takiego między nimi zaszło.

– To naprawdę ty, Mokrzycki. – Głos Drako jest zimny, jak lód. – Nigdy nie sądziłem, że zobaczę jeszcze twoją parszywą gębę.

Arek upija spory łyk gorzkiego trunku i przechyla się do przodu kładąc przedramiona na kolanach.

– Ciebie też miło widzieć – mówi spokojnie.

– Masz tupet. Znikasz na prawie dwa lata, a teraz przychodzisz tutaj, jak gdyby nigdy nic. Masz pojęcie, że martwiliśmy się o ciebie?

– Ty najbardziej? – Arek kpi.

– Jasne, że tak! – Drako podnosi głos, a pozostałe rozmowy nagle cichną. – Ja najlepiej wiedziałem, jak wygląda sytuacja w twoim domu oraz że twój brat wdepnął w gówno po same uszy. Trafił do więzienia. Twoja mama nie chciała nam nic powiedzieć na twój temat, bo była zbyt pijana! Myśleliśmy, że poszedłeś na dno razem z Tomkiem. A kiedy Peter spotkał cię po kilku miesiącach na ulicy, ty kazałeś się mu odpierdolić! – Drako coraz bardziej ponoszą nerwy. – Teraz wracasz do szkoły i nawet nie raczysz się z nami skontaktować. Tak nie robią prawdziwi kumple!

– Wiedziałem, że nie powinienem tu przychodzić. – Arek kręci głową i już zamierza podnieść się z kanapy, ale wtrąca się Piotrek.

– Dosyć! – Chłopak kładzie dłoń na ramieniu Drako, jakby próbował go powstrzymać przed rzuceniem się na blondyna. – Drako, odpuść. Było, minęło. Arek widocznie ma swoje powody. A ty – Piotrek wskazuje na Arka palcem – nigdzie się nie wybierasz. Malwina, może ty przemówisz mu do rozumu.

Drako prycha. Wstaje i wychodzi na balkon zapalić papierosa, a za nim udaje się Agnieszka z chłopakiem. Atmosfera w pokoju rozluźnia się odrobinę. Przesuwam się nieco do przodu i spoglądam na Arka.

– W porządku? – pytam cicho, on jedynie przytakuje. Dopija piwo i sięga po kolejną, pełną butelkę oraz po otwieracz, przy użyciu którego usuwa z butelki kapsel. – Przerażający koleś – dodaję.

– Kto? Drako? – Arek spogląda na mnie, więc uśmiecham się delikatnie. – Żartujesz chyba – fuka pod nosem. – To pozer. Tak naprawdę, to najłagodniejszy koleś, jakiego znam.

Mam ochotę mu powiedzieć, że przypomina mi kogoś, ale się powstrzymuję.

– Właściwie, to on ma jakieś imię? – Staram się podtrzymać rozmowę.

– Drako? – Arek unosi brwi. – Zgadnij.

– Pewnie Darek.

– Pudło. – Usta Arka wykrzywiają się w delikatnym uśmiechu. – Bronisław.

– Bronisław? – powtarzam. – Żartujesz? – Bardzo powstrzymuję się, żeby nie parsknąć śmiechem, ale nie udaje mi się.

Arek, nadal lekko uśmiechnięty, opiera się o oparcie kanapy, idę w jego ślady. Jako jedyni prawie się nie odzywamy. Drako wraca z balkonu, ale już nie zaczepia Arka, raczej ignoruje jego obecność.

Piwo w mojej butelce powoli ubywa, proporcjonalnie do ucisku na mój pęcherz. W końcu jestem zmuszona udać się do toalety, Aśka pokazuje mi, które to drzwi. Kiedy wracam, moje miejsce obok Arka zajęte jest przez Agnieszkę, która energicznie opowiada o czymś chłopakowi. Mnie z kolei zatrzymuje Aśka i zawraca mi głowę sprawami organizacyjnymi do matury, co akurat mnie nie dotyczy. W ogóle nie potrafię skupić się na jej słowach. Moje myśli wciąż uciekają w kierunku Arka. Po jakiejś chwili chłopak wstaje, mijając mnie rzuca w moją stronę ukradkowe spojrzenie, a w przedpokoju zamienia kilka słów z Filipem, który klepie go po ramieniu i wreszcie wchodzi do łazienki. Przestępuję z nogi na nogę. Nie wiem właściwie, po co, ale czekam niecierpliwie, aż stamtąd wyjdzie. W tym czasie zagaduje nas Ewelina i wdaje się w dyskusje z Aśką. Udaję, że ich słucham, ale cały czas obserwuję przedpokój. Arek wychodzi, po czym znika w kuchni i znów pojawia się z butelką piwa. Łapie za swoją kurtkę i wychodzi z mieszkania.

Robię wielkie oczy. Czyżby już uciekał? Dlaczego już wychodzi? W prawdzie niewiele ze sobą rozmawialiśmy, ale w jego obecności nie czułam się tu tak wyobcowana. Oj, nie ma mowy. Tak szybko się nie wymiga.

Wymykam się niepostrzeżona z pokoju. Zakładam swoją kurtkę oraz buty i również wychodzę z mieszkania. Sama nie wiem, co robię. No, bo niby co? Pobiegnę za Arkiem i rzucę się na jego szyję? Poproszę, żeby mnie nie zostawiał samej? Daję się jednak ponieść chwili.

Okazuje się, że Arek daleko nie poszedł. Siedzi na półpiętrze, gdzie pod oknem stoi drewniana ławka. Opiera się rękami o kolana. Patrzy w ziemię. W dłoniach trzyma butelkę z piwem. Bez słowa schodzę na dół i siadam obok niego. Chłopak mierzy mnie wzrokiem, ale się nie odzywa.

– Zdziwiłam się, że przyszedłeś tu dzisiaj.

– Sam jestem w szoku – burczy pod nosem.

– Co cię do tego skusiło?

– A jak myślisz? – Uśmiecha się kpiąco. – Darmowa wyżerka i piwo. – Macha przede mną butelką z piwem, która jest już w połowie pusta. Biorą ją od niego i upijam spory łyk. Kpiący uśmieszek nie schodzi z jego twarzy. – Tak naprawdę byłem ciekawy, czy potrafię się jeszcze odnaleźć w starym towarzystwie. Jak widać, nie potrafię. Wszyscy ruszyli do przodu, a ja utknąłem w miejscu.

– No, co ty. To dobrze, że przyszedłeś. Mam wrażenie, że im na tobie zależy, choć Drako nie zachował się fajnie.

– Nie dziwię się mu. – Chłopak prostuje się na ławce. Odbiera mi piwo. – Zachowałem się, jak dupek. Ja i Drako trzymaliśmy się razem. On ma też trudną sytuację w domu, więc zawsze razem po szkole bujaliśmy się po mieście, byle jak najpóźniej wrócić do domu.

– Dlaczego zerwałeś z nimi kontakt? – Dziwię się.

Arek mi nie odpowiada. Przyłapuję go na tym, że przygląda się mi intensywnie.

– A ty, po co tu przyszłaś? Mało jest tu osób z liceum. Liczyłyście na poderwanie jakiegoś studenta?

Jego słowa zbijają mnie z tropu, ale tylko na chwilę. Rani mnie nimi, ale nie mam zamiaru pokazać tego po sobie.

– Jasne – unoszę trochę głos – widzisz tę kolejkę napalonych studentów, która ustawia się przede mną? – pytam przechylając głowę. – Z tego, co kojarzę, jedynym wolnym studentem jest tutaj Grzesiek, który oczywiście robi już maślane oczy do Alicji. Więc, nie, studenci nie byli moim powodem, dla którego tu przyszłam. – Przewracam oczami. Mam nadzieję, że Arek wyczuwa sarkazm w moim głosie, a jednocześnie nie odkryje, że to on był moim powodem, dla którego zależało mi na przyjściu tutaj. Jestem żałosna. Wbijam wzrok w swoje dłonie leżące na kolanach.

– Co w tym takiego oczywistego, że zarywa do Alicji, a nie do ciebie? – Serio? Chyba już wolę, kiedy Arek jest milczący.

– Jesteś ślepy? Ala jest ładniejsza ode mnie i to zawsze ona ma wianuszek adoratorów.

– Ala jest ładna, ale nie powiedziałbym, że jest ładniejsza.

Odwracam się gwałtownie w jego stronę. Arek dalej wpatruje się we mnie, z obojętnym wyrazem twarzy. Jego wzrok wędruje ku moim ustom. Przysuwa się powoli, jego twarz jest coraz bliżej mojej. Serce kołacze mi w klatce piersiowej. Czuję każdy skurcz tego zdradzieckiego mięśnia. Niby wszystko dzieje się szybko, ale mi ta chwila wydaje się wiecznością. Usta Arka lądują na moich. Są ciepłe, mimo otaczającego nas chłodu. Pogłębia pocałunek, a następnie raptownie Arek odrywa się ode mnie. Ucieka wzrokiem przed moim zaskoczonym spojrzeniem.

– Sorry. – Jego głos jest zachrypnięty – Zapomnij o tym.

Zrywa się z ławki. Zbiega ze schodów i jedynie słyszę, jak drzwi zewnętrzne zamykają się za nim z trzaskiem.

Robi mi się zimno. Cała krew odpłynęłam z mojej twarzy i kończyn. Moje serce chyba zapomniało, jak ma pracować. Jestem w takim szoku, że nawet gdybym chciała odtworzyć ten pocałunek w głowie, to nie jestem w stanie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • A. Hope.S 4 miesiące temu
    Słyszę tuż przy swoim uchu, a ciepły oddech owiewa moje odsłonięte rami (ę). ;)

    – Pudło. – Usta Arka wykrzywiają się w delikatnym uśmiechu. – Bronisław. - Mistrzostwo :D

    <3 <3 <3

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania