Nie będę twoim bohaterem - Rozdział 19

Arek

Ze snu budzą mnie odgłosy dobiegające z kuchni. W tym przypadku raczej z aneksu kuchennego. Podnoszę się do pozycji siedzącej, nie bardzo orientując się w pierwszej chwili, gdzie jestem. Kołdra zsuwa się z moich ramion. Dociera do mnie, że jestem w domu Malwiny, śpię na kanapie w jej salonie, a ona sama krząta się właśnie w swojej prawie kuchni.

– Przepraszam, nie chciałam cię obudzić. – Słyszę jej głos.

– Która jest godzina? Zaspałem?

– Nie. Dopiero ósma. Nie mogłam spać, więc postanowiłam, że zrobię nam śniadanie. Muszę też napić się kawy.

–Źle spałaś?

– Nie... Może trochę. – Uśmiecha się.

Przecieram dłonią zaspaną twarz, przeczesuję palcami włosy. Przyglądam się dziewczynie. Jest ubrana w zielony golf przylegający do jej okrągłych piersi i wcięcia w talii. Na nogach ma obcisłe jeansy. Niby dobrze, że nie założyła już tej bluzki z dużym dekoltem, ale w tych ciuchach wygląda równie seksownie. Malwina również zerka na mnie ukradkiem, za każdym razem rumieniąc się coraz bardziej. Marszczę brwi, bo nie bardzo wiem, o co jej chodzi. Spoglądam na siebie. No tak, jestem bez koszulki, w samych bokserkach, które teraz akurat na szczęście zakrywa kołdra. Jeśli chodzi o moją klatę, to nie mam się czego wstydzić. Może żaden ze mnie paker, ale wszystko jest na swoim miejscu. Z resztą nie tylko tutaj. Nie licząc, kolana, w każdym miejscu jestem w stu procentach sprawny. Odczuwam to nawet teraz. Ciekawe, jak mam wstać i pójść do łazienki, kiedy ona kręci się w pobliżu?

– Zawsze śpisz nago? – pyta sięgając do szafki z kubkami. Widzę, że uśmiecha się do siebie.

– Strasznie ciepło tutaj. Jestem przyzwyczajony do innych temperatur. I nie jestem goły, mam na sobie bokserki – tłumaczę, nie wiem, po co.

– To wstajesz już, czy chcesz jeszcze chwilę pospać? – szczebiocze, unikając cały czas patrzenia na mnie.

– Zaraz wstanę, daj mi jeszcze chwilę.

Opieram się o kanapę. W głowie obmyślam plan. Staram się uspokoić, ale to nie jest łatwe, kiedy ona kręci się w spodniach opinających jej zgrabny tyłek. Sytuacja w moich bokserkach wcale się nie poprawia. Przecież nie pójdę do łazienki owinięty kołdrą. Wreszcie spostrzegam moje bojówki leżące na fotelu. Wychylam się i sięgam po nie. Następnie niezdarnie zakładam nogawki, ciągle nie odsuwając pościeli. Wreszcie podnoszę się i szybko obracam tyłem do aneksu kuchennego, żeby zapiąć rozporek. Dobrze, że to bojówki, a nie jeansy. Są luźne w kroku, może dziewczyna niczego nie zauważy. Łapię za pierwszą lepszą koszulkę z mojej torby.

– Pójdę się umyć – rzucam do niej i wychodzę z salonu. Idę do łazienki na piętrze.

Kiedy wracam, zdecydowanie mniej skrępowany, Malwina siedzi przy wyspie kuchennej i popija kawę. Na stole stoi talerz z kanapkami. Ciekawe czy ona umie przyrządzać cokolwiek innego, ale nie będę narzekał.

Jemy śniadanie w milczeniu. Ciągle jest mi głupio, że wczoraj przeczytałem jej pamiętnik, czy co to tam było. Nie sądziłem, że próbuje pisać. Muszę przyznać, że było to napisane fajnym stylem. Z początku wkurzyłem się, że napisała coś o mnie. Choć nie wspomniała tam mojego imienia, nie trudno było się domyśleć, o kim mowa. Nie sądziłem, że postrzega mnie w ten sposób. Ona nie widzi we mnie ćpuna, degenerata, jedynie chłopaka, który ma swoją historię do opowiedzenia. Martwi mnie tylko, że zacznie czuć do mnie coś więcej niż sympatię czy litość.

Malwina upiera się, że podwiezie mnie do roboty. Już wiem, że z nią nie ma sensu walczyć. To ściemniara i dobra aktorka. Dobrze wiem, że tylko symulowała zwichniętą kostkę, żeby mnie tu ściągnąć, ale jej tego nie powiem. Niech chodzi w bandażu, myśląc, że musi nadal udawać.

Tym o to sposobem, kilka minut przed dziesiątą wysiadam z auta Malwiny tuż pod siłownią Pawła. Dziewczyna życzy mi miłego dnia i odjeżdża w swoją stronę. W środku witam się z Bogdanem, jednym z trenerów personalnych, który ma dyżur na siłowni. Jego zadaniem jest pokazywanie klientom jak ćwiczyć na poszczególnych urządzeniach, czasami ma zajęcia indywidualne z niektórymi osobami.

W siłowni nie mam zbyt dużo do roboty. Z rana przychodzi niewiele klientów, nawet pomimo "happy hours", które trwają miedzy jedenastą a czternastą. Ruch zaczyna się z reguły po piętnastej, a największy jest wieczorem. Wówczas prowadzone są również zajęcia fitness na małej sali. Na szczęście mi przypadły same poranne zmiany na czas ferii, choć potem może będę miał również popołudniowe dyżury. Okazało się, że Daria dostała zapalenia płuc i może jej nie być w pracy nawet kilka tygodni. Mnie to nie przeszkadza, przynajmniej coś sobie dorobię.

Czas w siłowni biegnie powoli. Moim zadaniem jest wypisywanie karnetów, wystawianie rachunków. Czasem układam sprzęt na głównej sali albo przecieram podłogę w holu i w szatni. Najtrudniejszym zadaniem jest chyba uśmiechanie się do klientów, jakby im nie wystarczał mój urok osobisty.

W międzyczasie wykonuję kilka telefonów w sprawie wynajęcia pokoju. Udaje mi się nawet umówić na jutrzejszy poranek, żeby obejrzeć jeden osobiście. Gdyby nie Malwina, nie wiem, kiedy bym się za to zabrał. Dobrze, że nie naciskała już na pomysł z wynajęciem pokoju u Petera, choć coraz bardziej korci mnie, żeby jednak pogadać ze starym kumplem. Nie musiałbym się użerać z nowymi osobami i wiedziałbym komu płacę.

Tak zlatują mi jakieś cztery godziny. Układam towar w lodówce z napojami. Same napoje izotoniczne, naturalne soki wyciskane ze świeżych owoców, aha, no i jeszcze batoniki zbożowe. Dobiega do mnie dźwięk otwieranych drzwi wejściowych i kroki osoby zbliżającej się do lady. Zamykam lodówkę i odwracam się, żeby obsłużyć kolejnego klienta.

– Dzień dobry – przebąkuję pod nosem i unoszę wzrok, który napotyka uśmiechniętą buzię ładnej szatynki. W jej oczach tańcują rozbawione iskry. Ledwie powstrzymuję uśmiech na widok mojej stalkerki. – Co ty tu robisz, Florczyk?

– Skończyłam zajęcia i nie miałam się gdzie podziać. – Malwina wzrusza ramionami.

– Nie wiesz, że prześladowanie jest karalne?

– A jeśli powiem, że przyniosłam dla ciebie pączka – Malwina kładzie na ladzie papierową torebkę z piekarni – to jest szansa, że nie zadzwonisz na policję? – Uśmiecha się jeszcze szerzej.

– Serio? Przynosisz pączki do siłowni? Wiesz, ile trzeba ćwiczyć, żeby spalić takiego jednego pączka?

– Znaczy się, że jesteśmy w odpowiednim miejscu. Zjemy po pączku, a potem pokażesz mi, jak mam ćwiczyć, żeby go spalić. – Puszcza do mnie oko.

Wzdycham ciężko. Ona jest jak rzep na psim ogonie. Jednak nie jestem w stanie nie odwzajemnić jej uśmiechu.

– Siadaj. – Ruchem głowy pokazuję jej, żeby weszła za kontuar i zajęła jedno z krzeseł. – Zrobię nam kawę, ale jest tylko rozpuszczalna.

– Może być.

Zabieram od niej kurtkę i wieszam ją na stojaku. Po krótkiej chwili wracam z dwoma kubkami parującej kawy. Częstujemy się pączkami przyniesionymi przez Malwinę.

– Więc, czym się tu właściwie zajmujesz? – pyta.

– Pilnuję porządku – rzucam zdawkową odpowiedź.

– Też ćwiczysz?

– Zdarza się. Raz, czasem dwa razy w tygodniu.

– Rozmawiałam rano z rodzicami – mówi z buzią pełną pączka, zmieniając temat. – Są zachwyceni swoim wyjazdem. Mama uczy się nawet jeździć na nartach, a tata na snowboardzie. Zapewniali, że wrócą w poniedziałek, choć chętnie zostaliby tam kolejny tydzień.

Lukier z ciastka oblepia usta dziewczyny, więc zaczyna je oblizywać, podobnie jak palce. Trudno mi oderwać wzrok od tego widoku. Zmusza mnie do tego przybycie kolejnych klientów. Podnoszę się z krzesła, kiedy do lady podchodzą dwie starsze panie. Są grubo po pięćdziesiątce. Znam je z widzenia, bo przychodzą tu prawie codziennie poćwiczyć na bieżniach.

– Dzień dobry, panie Arku – odzywa się ta ruda i tęższa.

W odpowiedzi jedynie się uśmiecham. Można tak powiedzieć. Kobiety podają mi swoje karnety, które skanuję i podaję im kluczyki do szatni.

– Dzisiaj tylko godzina, czy dwie? – Dopytuję.

– Godzina – mówi blondynka. – Chyba, że pokaże nam pan potem jakiś specjalny zestaw ćwiczeń. – Uśmiecha się do mnie. Jej usta są mocno wymalowane czerwoną szminką.

Zerkam ukradkiem na Malwinę, która zaciska wargi powstrzymując się od parsknięcia śmiechem. Staram się zachować spokój i zwracam się uprzejmie do klientek:

– O to, proszę prosić Bogdana, który dzisiaj obsługuje salę. Z chęcią paniom pomoże. On jest po AWF-ie i zna się na tym o wiele lepiej.

– A pan, panie Arku? Co pan studiuje? – babsztyl dopytuje.

– Ja dopiero zdaję w tym roku maturę – tłumaczę się, jak idiota.

– Naprawdę? – wtrąca się ruda. – Wygląda pan o wiele poważniej. Nie sądziłyśmy, że chodzi pan jeszcze do liceum. – Oburza się, jakbym popełnił przestępstwo ukrywając swój wiek.

– Życzę miłego pobytu – ukrócam tę idiotyczną rozmowę.

Kobiety ruszają w stronę szatni, szepcząc coś między sobą. Odprowadzam je wzrokiem, po czym siadam z powrotem obok Malwiny. Ta najwyraźniej nie może się już powstrzymać, bo parska śmiechem, starając się nie rozlać kawy, ponieważ trzyma właśnie kubek w rękach.

– Ale masz wzięcie, Mokrzycki. Nie ma, co.

– Cicho bądź. – Gromię ją wzrokiem, na co ona śmieje się jeszcze bardziej. Lubię słuchać jej śmiechu.

– Już wiem, czemu z taką chęcią tu przychodzisz pracować.

Dopijam w milczeniu kawę. Nie mam nerwów do tej dziewczyny.

– Jutro masz wolne? – Malwina zmienia temat.

– Tak, ale umówiłem się na oglądanie pokoju do wynajęcia.

– O, to może pojadę z tobą, bo jutro nie mam zajęć. – Ekscytuje się.

– Nie musisz. – Może chociaż spróbuję stawić jej opór.

– Ale chcę, proszę! – Robi słodkie oczka.

– Okej. – Poddaję się.

– To co? – Malwina zeskakuje z krzesełka i zaczyna przechadzać po pomieszczeniu. – Teraz trzeba by spalić tego pączka. Pokażesz mi jakiś specjalny zestaw ćwiczeń? – Zerka na mnie i uśmiecha się zalotnie.

Parskam śmiechem i kręcę głowa z rezygnacją. Proszę Bogdana, żeby przypilnował przez chwilę recepcji. Na głównej sali nie ma wielu klientów i nikt nie korzysta akurat z jego usług. Przechadzamy się z Malwiną od przyrządu do przyrządu. Pokazuję jej jak działa poszczególne urządzenie i tłumaczę, które partie mięśni może na nim ćwiczyć. Wykonuję kilka ćwiczeń dla przykładu, a następnie ona je powtarza. Malwina ściągnęła nawet z siebie golf, zostając w samym białym podkoszulku na grubych ramiączkach, żeby przypadkiem nie zgrzać się za bardzo. Wygląda przez to jeszcze bardziej seksownie. Włosy spięła w wysoki kucyk przy pomocy dziwnej gumki, którą jeszcze przed chwilą miała na ręce, jako bransoletkę. Nigdy nie ogarnę kobiet.

Kiedy próbuję jej dotknąć, żeby pokazać, jak prawidłowo powinna układać ciało, ona reaguje chichotem. Twierdzi, że ją łaskoczę. Jej śmiech rozbrzmiewa w całej sali, czym zwracamy na siebie uwagę innych osób, w tym tych dwóch starszych klientek, które teraz zerkają na nas z lekkim oburzeniem. Głupie, stare prukwy, chyba nie sądziły, że w ten sam sposób będę z nimi pracował. Malwina chyba również to zauważa, bo posyła mi rozbawione spojrzenie i ściska moje ramię.

– To, jakie ćwiczenia są najlepsze, żeby mieć płaski brzuch. Powinnam robić dużo brzuszków? – pyta, próbując skupić moją uwagę na sobie.

– Brzuszki nie wystarczą. Żeby mieć płaski brzuch, najlepszy jest trening interwałowy połączony z ćwiczeniami wzmacniającymi mięśnie brzucha – tłumaczę.

Malwina nabiera powietrza. Widzę w jej oczach podziw i zaskoczenie, że w ogóle znam się na tym.

– Nie wiem, o czym mówisz – mówi na wydechu i znów się śmieje. – Będę musiała się, kiedyś zapisać do ciebie na trening. Wiesz, specjalny zestaw ćwiczeń i te sprawy. – Puszcza do mnie oko. Koleżanka ma dzisiaj wyjątkowe poczucie humoru.

– Po co ci taki trening? Masz płaski brzuch – zapewniam.

– Ta, jasne, nie widziałeś mnie bez koszulki – prycha i od razu robi się czerwona, uświadamiając sobie, co powiedziała.

Mam ochotę rzucić jej jakąś kąśliwą uwagę, ale się powstrzymuję.

– Jesteś zgrabna, nie potrzebujesz takich ćwiczeń – powtarzam. – Bardziej przydałby ci się ćwiczenia wzmacniające ręce i może nogi. Straszny z ciebie słabeusz. – Droczę się z nią. Ściskam biceps Malwiny, a raczej miejsce, gdzie powinna go mieć. – Może nie musiałbym cię ciągle bronić.

– Bardzo zabawne. – Przewraca oczami. – To może pokażesz mi, jak mam się bronić? – Ruchem głowy wskazuje salę z workiem treningowym.

Ujmuje moją dłoń i ciągnie mnie w tamtą stronę. Nigdy nie przypuszczałem, że tak bardzo będzie podobać mi się trzymanie dziewczyny za rękę. Zakładam na jej drobne dłonie damskie rękawice bokserskie. Zapinając je jesteśmy znów tak blisko, że czuje zapach jej skóry. Przez chwilę patrzymy sobie w oczy, ale szybko odrywam wzrok. Stajemy przed workiem treningowym. Pokazuję Malwinie prawidłową postawę, ona zadaje kilka próbnych ciosów.

– Musisz unieść wyżej ramiona, schować w nich głowę. Napnij mięśnie. I stań lekko bokiem. – Łapię ją w tali, lekko przekręcając jej tułów. Dziewczynę przechodzi dreszcz, czym doprowadza mnie do szału. Powtarza się sytuacja z sali gimnastycznej, kiedy pokazywałem jej jak prawidłowo rzucić piłkę do kosza. Tylko, że wtedy chciałem uciec, jak najdalej. Teraz mam ochotę wziąć ją w ramiona i nie puszczać. Obchodzę worek dookoła i przytrzymuję go. – Dobra, a teraz wal.

Malwina uderza raz za razem. Na jej twarzy pojawia się wyraźne skupienie. Jednak jej ciosy nie robią większego wrażenia na worku, ani na mnie. Uśmiecham się pod nosem.

– Tylko na tyle cię stać? – Nabijam się z niej, a ona pokazuje mi język. – No dalej, wyobraź sobie, że chcesz przypierzyć komuś, kogo bardzo nie lubisz. – Malwina patrzy na mnie ze zdziwieniem. – No chyba jest ktoś taki. Kogo nienawidzisz?

Malwina myśli przez chwile.

– Nie ma takiej osoby.

– Nie ma? – dziwię się.

– Nie darzę nikogo nienawiścią. – Wzrusza ramiona. – Ale parę razy miałam ochotę tobie przywalić. – Śmieje się i uderza z całych sił w worek, aż nawet ja to czuję.

Pcham worek w jej stronę, żeby się zrewanżować. Malwina piszczy i odskakuje do tyłu. Już chce nawrzeszczeć na mnie, kiedy do pokoju wchodzi Paweł.

– A ty Arek, od kiedy zajmujesz się klientami, zamiast siedzieć na recepcji i czemu Bogdan odwala za ciebie cała robotę?! – grzmi swoim grubym głosem. Malwina odwraca się w jego stronę z przerażeniem w oczach, ale szybko na twarz Pawła wypełza ciepły uśmiech. – O, a to kto? Czy to ta twoja koleżanka z klasy? – Mężczyzna zwraca się w moją stronę.

– Dzień dobry – mówi Malwina piskliwym głosem i szybko ściąga bokserskie rękawice. Uśmiecham się do siebie.

– Tak – odpowiadam. – To jest Malwina. – Podchodzę do dziewczyny. – A to jest Paweł, mój szef i tyran.

– Cześć. – Paweł wyciąga do Malwiny rękę, którą ona niepewnie ściska. – Zapomniał dodać, że jestem jego przyjacielem. Jedynym, który go jeszcze toleruje.

Malwina wyraźnie się rozluźnia.

– Przepraszam. To ja odciągnęłam go od jego obowiązków – tłumaczy.

– Rzadko się mu to zdarza, ale rozumiem, czemu nie mógł odmówić. – Paweł puszcza do niej oko, a ja wbijam wzrok w sufit. Mężczyzna przygląda mi się uważnie. Podchodzi do mnie i łapie mnie za podbródek, spogląda na rozciętą wargę i siniejący policzek. – Co to ma być? Z kim się biłeś?

– To nic poważnego. – Gwałtownie odsuwam głowę od jego ręki. Cholera jasna. Zupełnie zapomniałem, że jestem poobijany. Wymyślam na poczekaniu jakieś kłamstwo. – Zastępowałem wczoraj kumpla w klubie i jeden gość się awanturował.

– Ta, jasne. A to nie przypadkiem robota gacha od matki? – Paweł wątpi w moje słowa.

– Nie – warczę i zerkam na Malwinę, żeby przypadkiem się nie wygadała, ale ona nie puszcza pary z ust.

– Dobra. – Paweł odpuszcza i odsuwa się ode mnie. – Słuchaj Arek, Monika zaprasza dzisiaj na obiad – dodaje.

– Ja... – jąkam się i znów spoglądam niepewnie na Malwinę.

– Masz już inne plany?

– Niezupełnie – kręcę zamiast od razu mu odmówić.

– To może wpadniecie razem? – No i za późno.

– To nie jest najlepszy pomysł... – mówię słabo.

– Jak to nie? – Paweł unosi brew. – Malwina, może przyjdziesz z Arkiem do nas na obiad? Poznasz moją żonę.

– Nie, znaczy się, nie chce przeszkadzać. – Dziewczyna szuka wzrokiem we mnie wsparcia.

– Nie będziesz przeszkadzać! – Paweł oznajmia entuzjastycznie. – Monika z chęcią pozna dziewczynę, której udało się wyciągnąć Arka na studniówkę!

Paweł należy do tych osób, którym ciężko jest odmówić. Podobnie jak Monika, o Malwinie nie wspominając.

– Dobrze. – Moja towarzyszka się rumieni, ale już nie oponuje.

– Świetnie. – Paweł zerka na zegarek. – Arek zaraz kończy zmianę. Chcecie się zabrać ze mną?

– Mam tu samochód – Malwina tłumaczy. – Więc chyba pojedziemy moim. – Patrzy na mnie pytającym wzrokiem, więc przytakuję.

– W takim razie widzimy się na miejscu!

Paweł wychodzi z pomieszczenia. Między mną, a Malwiną nastaje krępująca cisza, którą przerywam pierwszy.

– Słuchaj, jeśli nie chcesz, to nie musimy. Mogę to jeszcze jakoś odkręcić.

– Nie, w porządku. – Kręci głową. – Chyba, że wolisz jechać sam, to mną się nie przejmuj. Wrócę do domu. Już i tak za bardzo wtrącam się w twoje sprawy, pewnie masz mnie dość.

Zaskakują mnie jej słowa.

– Nie mam cię dość – mówię cicho. Mam wrażenie, że nigdy nie będę miał dość jej towarzystwa, nieważne jak bardzo staram się sobie to wmówić.

Przeczesuję palcami włosy. Sam nie wiem, co robić. Z jednej strony nie chcę wkurzyć Moniki, nie przyjmując jej zaproszenia na obiad. Z drugiej strony wiem, że jeśli przyprowadzę Malwinę, to Monika nie da mi spokoju. Będzie o nią wypytywać, drążyć temat. Od razu założy, że mnie i Malwinę łączy coś więcej. Jednak Malwina przyjęła mnie pod swój dach. Pewnie nigdy nie będę miał okazji przedstawić jej swojej rodzinie, bo i po co. Umarłbym ze wstydu. Tymczasem Paweł i Monika są dla mnie bliscy, lepszej rodziny nigdy nie miałem. Chciałbym, żeby poznali Malwinę, a ona ich. Nie wiem dlaczego, bo przecież nie jesteśmy parą, ale chcę, żeby poznała mnie z tej lepszej strony, a nie kojarzyła mnie tylko z patologią.

– Dobra – odzywam się wreszcie. – Odświeżmy się trochę i jedźmy. Polubisz Monikę. Jest tak samo upierdliwa i uparta, jak ty.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania