Nie będę twoim bohaterem - Rozdział 2

Arek

 

Co za laski. Serio, miały więcej szczęścia niż rozumu. Gdyby nie ja, jutrzejszy kac byłby najmniejszym z ich problemów. Miały szczęście, że szedłem akurat tą ulicą, kiedy tych dwóch żuli je zaczepiło. Same nie poradziłyby sobie z nimi, zwłaszcza, że ta cała Alicja ledwie stała na nogach. Sam miałem trochę pietra, choć próbowałem nie okazywać tego po sobie. Ci kolesie też byli wstawieni i nie powinienem mieć problemu z rozłożeniem ich na łopatki, ale jeśli któryś posiadałby broń, miałbym przesrane.

Nie wiem, gdzie te głupie licealistki mają rozum, żeby w środku zimy ubierać takie krótkie spódniczki. Do tego, szlajać się w takim stroju po nocy. Same prosiły się o kłopoty. Kiedy niosłem Alicję przez ramię, miałem problem, żeby się skupić. Ledwie powstrzymałem się, żeby nie zajrzeć jej pod tą skąpą spódnicę. Powinny się cieszyć, że matka wychowała mnie na przyzwoitego faceta, choć trudno w to uwierzyć.

No i przede wszystkim, całe szczęście, że panna nie obrzygała moich ciuchów. Wtedy naprawdę musiałyby to prać ręcznie, a te dziewczynki pewnie nigdy nie paprały się fizyczna robotą. Poraniłyby swoje paluszki.

Kojarzę obie ze szkoły. Razem z ich klasą muszę nadrobić stracony rok i zdać maturę. Nic innego mnie nie obchodzi, więc nie wchodzę w żadne interakcje z pozostałymi uczniami, zwłaszcza, że mają już wyrobione o mnie zdanie, które i tak mam w dupie. Jednak Malwa, Malwina, czy jak jej tam, jest całkiem ładniutka, Alicja z resztą też. Ta pierwsza, fajnie się rumieni za każdym razem, kiedy na nią spojrzę nawet, jeśli akurat stoi pod tablicą. Kiedy zobaczyłem przerażenie w jej oczach, wiedziałem, że cała ta sytuacja ją przerasta. Nie mogłem nie stanąć w ich obronie. Potem, jak szliśmy razem, fajnie plątała się w swoich wypowiedziach. Może i niezła z niej dupa, ale co z tego? Nie mam zamiaru się w nic plątać. Nie zostanę przecież ich klasowym kumplem. Takie dziewczyny, jak one nie zadają się z takimi facetami, jak ja. Choć z drugiej strony, pewnie myślą, że jestem typowym badboyem, który zalicza kolejne panienki. Każdej wydaje się, że mogłaby być tą wyjątkową i mnie zmienić, wyprowadzić na ludzi. Idiotki. Z resztą, nie mam czasu na panienki. Trzeba zdać maturę i zabrać się za porządną robotę, żeby móc wypieprzyć z domu jak najdalej.

Całą drogę przebyłem, zaciskając dłoń na nożu. Nigdy nie wiadomo, na kogo można jeszcze natrafić, idąc w nocy przez miasto. Malwina była w szoku, kiedy dostrzegła nóż w mojej ręce. Przezorny zawsze ubezpieczony. Z reguły noszę go przy sobie. Jedynie nie zabieram noża do szkoły, przez co czuję się nieswojo. Jest moim amuletem. Moim orężem przed strachem, który wzbiera we mnie zawsze, gdy wokół jest zbyt dużo ludzi albo, kiedy muszę przechodzić przez wąskie, ciemne uliczki. Po tym, co mnie spotkało, wolę się nie rozstawać z bronią.

Docieram do domu. Drzwi na klatkę jak zwykle są niedomknięte. Nie wiem na cholerę zakładano ten pieprzony domofon. Na klatce wali papierochami i moczem. Niedobrze mi się robi. Nienawidzę tego miejsca, a jeszcze bardziej nienawidzę własnego mieszkania. Wściekłość wzbiera we mnie już od progu. Drzwi wejściowe ledwie się otwierają, ponieważ są pozastawiane butami. W środku wali jak w gorzelni. W salonie znajduje się kilka zupełnie obcych mi ludzi, śpią na kapanie, stole, podłodze, gdzie popadnie. Po całym pokoju walają się puszki piwa i flaszki po wódce. Kurwa. Matka ze swoich fagasem znów urządzili popijawę. Kurwa, niech ich szlag.

Przedzieram się przez duży pokój omijając uchlanego w trupa Bartka, który leży na środku podłogi. Docieram do fotela, na którym śpi mama. Twarz ma czerwoną od wódy. Kiedyś była piękną kobietą, teraz jest stara, pomarszczona i zniszczona alkoholem, i Bóg wie, od czego jeszcze.

– Mamo. – Szturcham ją za ramię. Nie odpowiada, tylko mamrocze coś pod nosem. – Mamo – powtarzam, ale to na nic. Jest nieprzytomna. – Kurwa – klnę pod nosem. Mam tego dosyć. Tej zapijaczonej rodziny.

Podchodzę znów do Bartka. Z jego kieszeni wystaje portfel. Wyciągam z niego dwieście zeta, chowam je do swoich bojówek, a pozostałość rzucam na śpiącego mężczyznę. Pomyśli, że któryś z jego wątpliwych kumpli go okradł. Pewnie każdy z nich ma kryminalną przeszłość.

Idę do korytarza, po drodze kopię w pustą, szklaną butelkę. Nagle otwierają się drzwi z łazienki i wychodzi z niej jakiś żul. Nie poznaję typa. Patrzy na mnie wzrokiem otumanionym od wódy. Jego koszulka wygląda, jakby przed chwilą zrzygał się na nią. Od razu bierze mnie na odruch wymiotny. Koleś mnie zauważa i idzie w moim kierunku.

– Hej, młody. Daj papierosa – mówi.

– Nie palę – warczę. Automatycznie napina się każdy mięsień mojego ciała.

– To daj chociaż dychę na paczkę. – Facet zbliża się do mnie coraz bardziej.

– Spierdalaj.

– Weź gówniarzu, nie bądź świnią – bełkocze i łapie mnie za ramię. Tego za wiele.

Szybkim ruchem wykręcam typowi rękę do tyłu i uderzam jego twarzą w ścianę. Blokuję go ciałem.

– Wypierdalaj gnoju i więcej tu nie wracaj – mówię prosto do jego ucha. Cały czas trzymając go jedną ręką za nadgarstek, a drugą za kark, doprowadzam go do drzwi. Koleś jest tak spanikowany, że sam je otwiera, a ja wypieprzam go na klatkę schodową. Zatrzaskuję drzwi i przekręcam zamek.

Wpadam do swojego pokoju. Na moim łóżku śpi jakaś ruda baba. Kręcę tylko głową z rezygnacją. Łapię za swój plecak. Wrzucam do niego wszystkie zeszyty i podręczniki, których nie mam za wiele. Większość trzymam w szkole. Matka mogłaby je sprzedać, żeby mieć na wódkę albo papierosy. Z szafy wyciągam miękka torbę podróżna. Pakuję swoje ciuchy. Ugniatam je. Nie ważne, że się pogniotą i tak nikt ich nie prasuje. Chcę zabrać stąd jak najwięcej. Na szczęście nie mam żadnych pamiątek czy rodzinnych zdjęć, więc nie muszę nimi zapychać torby. Łapię tylko za pudełko tramadolu*, schowane głęboko w szufladzie biurka. Dźwigając tą dziewuchę, znów nadwyrężyłem kolano.

W przedpokoju, rozglądam się jeszcze po mieszkaniu. Lodówka jest pewnie pusta, więc zapasów sobie nie zrobię. W domu nie ma też niczego drogocennego, co bym mógł zwinąć. Wszelkie złoto czy biżuterię, mama pozastawiała, gdy potrzebowała pieniędzy na szpital i adwokata, który i tak na gówno się jej przydał. Nigdy tego nie powiedziała, ale jestem pewien, że obwinia mnie za tę całą sytuację. W końcu zaraz po ojcu jestem najgorszą zakałą tej rodziny.

Wychodzę z mieszkania, a następnie z budynku. W świetle latarni widzę kolesia, którego wyrzuciłem. Zatacza się na chodniku, przytrzymując murów. Przewracam oczami i ruszam w przeciwnym kierunku. Pora znaleźć sobie nowe lokum.

 

*Tramadol - silnie działający lek przeciwbólowy z grupy opioidów, zwanych narkotycznymi lekami przeciwbólowymi.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Wrotycz pół roku temu
    I gdzie te piękne rodziny z poprzedniej powieści? :)
    Rozdział - Arek. Widzę, że w aktualnej będzie co najmniej dwugłos narratorski. I raczej zero wszystkowiedzącego:)
    To dobrze.
    Nie będę twoim bohaterem... chyba już wiem kto dla kogo:)
    Pozdrawiam:)
  • weatherwax83 pół roku temu
    tak, tym razem będzie nieco mroczniejsza strona czarownicy Weatherwax ;) to nie moja pierwsza praca pisana dwugłosem, ale pierwsza publikowana tutaj ;) zobaczymy czy się spodoba ;)
  • A. Hope.S pół roku temu
    Jest siła i moc. tylko tak dalej.
  • weatherwax83 pół roku temu
    Dzięki :)
  • A. Hope.S pół roku temu
    weatherwax83 kiedy następny rozdział?
  • weatherwax83 pół roku temu
    A. Hope.S w przyszłym tygodniu ;)
  • A. Hope.S pół roku temu
    weatherwax83 O Jezu... to przecież wieki :D
  • weatherwax83 pół roku temu
    A. Hope.S nie mogę dodawać za często, bo mi zabraknie rozdziałów ;)
  • A. Hope.S pół roku temu
    weatherwax83 co tym gadasz... rozdziałów jak i pomysłów nigdy nie brakuje.
    ja właśnie zaczynam 100 drugiego tomu, mojego małego dzieła.
  • weatherwax83 pół roku temu
    A. Hope.S no ja nie jestem taka pomysłowa, a rozdziałów nie mam dużo w zapasie ;) i ciągły brak czasu na pisanie!
  • patix882 4 miesiące temu
    Fajna akcja , dzieje się dużo , przykuwająca uwagę treść

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania