Nie będę twoim bohaterem - Rozdział 20

Arek

Dochodzimy do drzwi mieszkania Moniki i Pawła. Już mam nacisnąć dzwonek, kiedy przypominam sobie o jednej, istotnej sprawie.

– Malwa – zwracam się do dziewczyny – pewnie się domyślasz, ale dla jasności: oni nie wiedzą, że wyprowadziłem się z domu i lepiej niech tak zostanie.

– Dobrze – przytakuje. – Ale skoro to twoi przyjaciele, to czemu im nie powiesz? Może mogliby pomóc.

– Paweł i Monika już dość dla mnie zrobili. Mają mnóstwo swoich codziennych spraw. Nie chcę, żeby jeszcze mną się przejmowali.

– Okej.

Wreszcie pukam do drzwi, które otwierają się zadziwiająco szybko i staje w nich Monika z szerokim uśmiechem na twarzy. Przewracam oczami. No to się zaczyna.

– Cześć – mówi i wpuszcza nas do środka.

Witamy się z nią i ściągamy z siebie wierzchnie ubrania. W dużym pokoju czeka na nas Paweł z Leną na rękach. Mała uśmiecha się na nasz widok i wyciąga do mnie rączki, więc biorę ją na chwilę. Malwina przygląda się mi z zaciekawieniem. Lena ciągnie za mój srebrny łańcuszek na szyi.

– Cieszę się, że mogę cię poznać – Monika mówi do Malwiny. – Arek jeszcze nigdy nie przyprowadził do nas żadnej dziewczyny. – Puszcza do niej oko. – Jak ci się udało go wyciągnąć na waszą studniówkę? Przecież to taki introwertyk. Przyznaj się, czym go zaszantażowałaś?

Ja i Malwina porozumiewamy się spojrzeniami. Widzę, że jest zmieszana i nie bardzo wie, co powiedzieć. Chcę już wtrącić coś od siebie, ale Monika mnie ubiega.

– Żartowałam. – Śmieje się. – Jestem pewna, że nie mógł odmówić takiej ślicznej dziewczynie, jak ty.

– Hm –Malwina chrząka. – Tak. Jak widać zadziałał mój urok osobisty. – Dziewczyna rumieni się i wbija spojrzenie w swoje stopy.

Siadamy wreszcie do stołu. Monika przynosi z kuchni jedzenie.

– Wybaczcie, że tak skromnie. Jakbym wiedziała wcześniej, że przyprowadzisz gościa, to bym zrobiła jakiś odświętny obiad, a tak musicie się zadowolić sznyclami. – Monika ma do mnie pretensje, przecież ja się na ten obiad nie prosiłem.

– Twoje mielone jest najlepsze – zapewniam ją i nakładam sobie od razu dwa kawałki mięsa oraz ziemniaki i surówkę.

– Przynajmniej Paweł kupił po drodze jakieś ciasto, będzie coś do kawy – dodaje Monika.

– Twój dziadek dziś nie je z nami? – pytam Pawła, orientując się, że pana Zbyszka nie ma przy stole.

– Dziadek zjadł wcześniej. Ostatnio jest bardzo słaby i dużo śpi – tłumaczy Paweł ze smutkiem w głosie, ale szybko rozładowuje atmosferę jakimś kawałem.

Malwina siedzi obok mnie. Słucha, obserwuje. Nie ma w niej za grosz tej wyszczekanej i pewniej siebie dziewczyny, jaką jest, kiedy jesteśmy tylko we dwoje. Chyba się denerwuje. Mam ochotę położyć rękę na jej kolanie, dodać trochę otuchy, ale to nie byłoby najlepsze posunięcie i jeszcze Monika pewnie zauważyłaby ten gest i dodała swoje pięć groszy. Może Malwina nie jest wcale taka otwarta i towarzyska, jak sądziłem. Może też potrzebuje czasu, żeby otworzyć się na nowych ludzi. I chyba faktycznie tak jest, ponieważ już pod koniec obiadu rozluźnia się i bierze udział w dyskusji.

– Wasza pralka już działa? – pyta mnie Monika. – Bo jakoś już dawno nie dawałeś mi swoich gatek do prania. – Nabija się ze mnie.

– Tak, ostatnio działa. – Kłamię i jest mi podwójnie głupio, bo teraz mam świadka mojego kłamstwa.

– W razie czego, nie krępuj się. Twoje gacie są zawsze u nas mile widziane. – Monika śmieje się do łez.

Chryste. Zażenowany zerkam na Malwinę. Również uśmiecha się pod nosem. Pewnie w głowie ma już ciętą ripostę, że teraz ona pierze moje majtki, czy coś w tym stylu, ale nie odzywa się.

– Błagam cię, Monika, czy musimy akurat dzisiaj gadać o moich gaciach? – Ukrywam twarz w dłoniach. Teraz już wszyscy mają ze mnie polewę.

Paweł wstaje od stołu i zaczyna zbierać brudne naczynia. Idę w jego ślady i udaję się za nim do kuchni, nie ukrywając przy tym ulgi, że mogę uniknąć krępującej rozmowy. Chociaż w kuchni wcale nie jest lepiej.

– Całkiem sympatyczna ta Malwina – zagaduje Paweł, kiedy chowamy naczynia do zmywarki.

– Można tak powiedzieć – przebąkuję.

– Jest coś więcej między wami? – dopytuje.

– Nie.

– Dlaczego? – Paweł jest wyraźnie zdziwiony

– Proszę cię – przewracam oczami – to dziewczyna z dobrego domu, nie zainteresowałaby się taką patologią jak ja.

Paweł krzywi się. Odkłada do zmywarki talerz, który trzymał w ręce i podchodzi do mnie bliżej.

– Ty znowu zaczynasz? – Łapie mnie za kark i go ściska. Nie muszę zaznaczać, że ma niedźwiedzi uścisk. – Ile razy mam ci powtarzać, że jesteś dobrym i inteligentnym chłopakiem? Byłaby szczęściarą, gdybyście byli razem. Daj jej szanse. Niech sama zdecyduje.

– Nie mam jej nic do zaoferowania. – Próbuję się wykręcić z uścisku.

– Nikt wam nie każe brać ślubu. Jesteście jeszcze młodzi. – Paweł znów przygląda się mojemu policzkowi i wardze. – Na pewno tego nie zrobił Bartek? – dopytuje.

– Nie – mówię z naciskiem, ale nie patrzę mu w oczy.

– Nie możesz się wdawać w bójki w klubach. To może się źle skończyć. – Matkuje mi. – Twoje kolano nie wytrzyma kolejnego urazu, wiesz o tym. Jeśli coś się stanie, to już go nie poskładają.

– Wiem – szepczę i spuszczam wzrok.

– Malwina wie, co ci się przydarzyło? – pyta, kiedy odsuwa się wreszcie ode mnie.

– Wie, jaka jest sytuacja w moim domu i że Tomek jest w pierdlu, i że miałem uraz kolana.

– To już całkiem sporo. Powinieneś się przed nią otworzyć. Przyjaźń z nią dobrze ci zrobi. Nawet, jeśli to miałaby być tylko przyjaźń.

Nie bardzo wiem, po co miałbym opowiadać swoją historię Malwinie. W niedzielę wyniosę się od niej, być może już do własnego mieszkania. Po maturze nasze drogi już całkiem się rozejdą. Jeśli się na nią otworzę, nasza znajomość może nie skończyć się na przyjaźni.

– Jutro idę oglądać pokój do wynajęcia – zmieniam temat. – Zaoszczędziłem trochę pieniędzy. Nie mam po co mieszkać dalej ze starą i patrzeć na ich zapijaczone mordy.

Paweł wygląda na wyraźnie zaskoczonego.

– To dobrze, ale jesteś pewien, że cię na to stać?

– Do końca liceum wystarczy, a potem będę szukał pracy na cały etat. Muszę sobie poradzić.

Przyjaciel wzdycha ciężko. Skończyliśmy już chować naczynia. Paweł stawia wodę na kawę dla dziewczyn, a nam otwiera po browarze.

– Kurczę, gdyby sytuacja była inna, to wiesz, że mógłbyś zamieszkać u nas, ale dziadek...

– Daj spokój – przerywam mu – już wystarczająco dla mnie zrobiłeś! Właściwie, to nawet nie wiem, dlaczego tak się o mnie troszczycie. Czym niby sobie na to zasłużyłem?! Nigdy nie zdołam się wam odwdzięczyć... – denerwuję się, podczas gdy Paweł zaczyna się śmiać, przez co już całkiem tracę orientację.

– Masz rację! Też nie wiem, czym sobie zasłużyłeś. – Wzdycha znowu. – Oj, Arek. Po prostu cię lubię, muszę mieć jakieś powody ku temu? Poza tym, byłeś jednym z moich pierwszych pacjentów, a do tego nigdy wcześniej nie spotkałem chłopaka tak bardzo samotnego, jak ty. Leżałeś w szpitalu, prawie całkiem sam. Matka tak rzadko cię odwiedzała, a kiedy już przychodziła waliło od niej wódą. Do tego okazałeś się prawdziwym wojownikiem. Wstałeś z łóżka i tyle pracy wsadziłeś w to kolano, żeby znów móc chodzić, ciągle czytałeś albo się uczyłeś, żeby nadrobić zaległości ze szkoły. Prosiłeś nawet, żebym chodził do twoich nauczycieli po materiały do nauki. Zawalczyłeś o siebie nie tylko w szpitalu, ale również potem, w sądzie. Mało który, młody człowiek miałby w sobie taką wolę walki.

Patrzę na Pawła wielkimi oczami, pod powiekami czuję szczypanie, ale udaje mi się powstrzymać łzy. Nie rozumiem, o czym on do mnie mówi. Może gada o zupełnie innym chłopaku? Ja to odbierałem zupełnie inaczej. Tyle razy byłem na skraju rezygnacji i załamania. Nawet nie wiem, po co walczyłem, nie miałem żadnego celu. Chyba na złość tym, którzy już mnie skreślili. Lekarzom, którzy mówili, że nie będę chodził. Nauczycielom, którzy sądzili, że odpuszczę szkołę, a nawet matce, która powtarzała, że jestem życiowym nieudacznikiem jak ojciec. Może właśnie dlatego mnie tak nie cierpi, bo za bardzo przypominam jej ojca, który ją zostawił.

– Chodźmy lepiej do naszych kobiet, bo się tu całkiem rozkleimy. – Paweł przełamuje tę krępującą chwilę. Zanosi do pokoju kubki z kawą, ja biorę nasze piwa i talerz z pokrojonym na kawałki ciastem.

Kiedy wchodzę do pokoju, Malwina siedzi na ziemi i bawi się z Lenką. Mała przynosi jej jakieś zabawki, a Malwina każdą ogląda dokładnie i zagaduje Lenkę. Twarz Malwiny jest pogodna i roześmiana. Oczy jej błyszczą. Długie rzęsy rzucają cień na jej policzki. Wygląda ślicznie. Widok jej bawiącej się z małym dzieckiem, powoduje ukłucie w moim sercu. Jestem pewien, że Malwina nie myśli jeszcze o dzieciach. Przed nią matura, kilka lat studiów, kariera zawodowa. Ja nie mam tak wzniosłych planów. Po szkole znajdę pracę, ustatkuję się i będę mógł myśleć o założeniu rodziny. Prawda jest taka, że chciałbym ją mieć, moją własną, prawdziwą. Byłbym najlepszym ojcem na świecie, a przynajmniej lepszym niż mój. Potrzebuję tego. Niestety Malwina pewnie nie będzie matką moich dzieci, a ja muszę skupić się na zupełnie innych sprawach.

Malwina jakby wyczuwała moje myśli. Spogląda na mnie. Podchwytuję jej spojrzenie i patrzymy na siebie tak przez chwilę, a czas staje na tę jedną chwilę w miejscu.

– A wiesz, Arek – odzywa się Monika – że w niedzielę idziemy na przyjęcie zaręczynowe mojego siostrzeńca?

– Serio? – Odrywam wzrok od Malwiny i siadam na kanapie za jej plecami. – Janek wreszcie się zdecydował? – dopytuję.

– Tak! – Monika jest podekscytowana. – Oświadczył się Natalce. Mój siostrzeniec jest zakochany po uszy – z tymi słowami zwraca się do Malwiny. – Natalka to fajna dziewczyna, ale po przejściach. Ma dziewczyna charakterek, ale widać, że związek z Jankiem wyszedł jej na dobre. – Mam nadzieję, że nie sugeruje niczego mi i Malwinie.

Monika opowiada dalej o swojej rodzinie, a ja wracam myślami do czasów, kiedy leżałem w szpitalu. Nigdy do tego się nie przyznałem nikomu, ale nie raz, gdy traciłem nadzieję, że będę znów chodził, myślałem o samobójstwie. Wola życia, to kolejna rzecz, którą zawdzięczam Pawłowi. Jak można komuś się odwdzięczyć za zwrócenie chęci do życia?

***

Docieramy do domu Malwiny około dziewiętnastej. Podczas drogi powrotnej nie zamieniliśmy ze sobą ani jednego słowa. Wchodzimy razem do środka niczym stare, dobre małżeństwo. To nawet całkiem zabawne zważając na to, że nie powinno mnie tu w ogóle być. Odwieszam do szafy kurtkę Malwiny i swoją.

– Monika i Paweł są bardzo sympatyczni – Malwina pierwsza przerywa milczenie, ściągając swoje buty. – A Lenka jest kochana. – Uśmiecha się szeroko. – Skąd właściwie ich znasz? Z siłowni?

– Nie. Oprócz tego, że Paweł prowadzi siłownię, jest jeszcze rehabilitantem. Poznaliśmy się, gdy leżałem w szpitalu, a on tam pracował. – Opieram się o komodę stojącą w przedpokoju.

– Naprawdę? – Malwina robi wielkie oczy. – Nigdy bym nie powiedziała, że Paweł pracuje w służbie zdrowia.

– Paweł pomógł mi odzyskać sprawność w kolanie, po operacjach, które musiałem przejść. Lekarze je poskładali do kupy, ale to dzięki Pawłowi mogę w ogóle chodzić. Uratował mnie nie tylko przed kalectwem, ale również przed depresją. Pomógł w sprawach rodzinnych. Z jakiegoś powodu mnie polubił i nawet nie wiem, kiedy stałem się prawie członkiem jego rodziny. – Mam nadzieję, że Malwina nie dostrzega mojego wzruszenia. Jednak, gdy unoszę na nią wzrok, widzę, że jej oczy są szkliste. Przed nią nic nie da się ukryć.

Dziewczyna podchodzi nagle do mnie. Lekko się prostuję, nie wiedząc, czego mogę się po niej spodziewać. Jeśli mnie teraz pocałuje, to raczej nie będę umiał się powstrzymać, żeby nie oddać tego pocałunku. Malwina jedynie kładzie dłoń na moim policzku, na którym widnieje dwudniowy zarost. Muszę się ogolić. Patrzy mi prosto w oczy. Czuję ucisk w klatce piersiowej. Jej dłoń jest taka delikatna.

– Przykro mi Arek, tak bardzo mi przykro – mówi smutnym głosem. – Nie zasłużyłeś na to wszystko. Na wszystko, co cię spotkało, rodzinę, która o ciebie nie dba, problemy z kolanem. Jesteś zgorzkniały, smutny i taki samotny. Obwarowałeś się murem i nikogo do siebie nie dopuszczasz. Tymczasem jesteś niezwykłym facetem, inteligentnym, oczytanym, masz zainteresowania, o które nigdy bym cię nie podejrzewała. Zapominasz też, że masz przyjaciół, ludzi, którym na tobie zależy, jak Paweł, Monika oraz Piotrek i jego paczka. Mam nadzieję, że mnie też kiedyś zaliczysz do grona swoich przyjaciół.

Stoję z lekko otwarta buzią. Nie mam pojęcia, co powiedzieć. Wiem, że odpycham od siebie ludzi. Boję się rozczarować, boję się, że ktoś mnie znów skrzywdzi i zostawi, tak jak to zrobił ojciec, brat, a nawet moja własna matka. Wolę ranić ludzi niż znów być zranionym.

Malwina nie czeka na odpowiedź z mojej strony. Odsuwa się gwałtownie ode mnie. Uśmiecha się delikatnie, ciągnie nosem, jakby powstrzymywała się od płaczu. Poprawia kosmyk włosów, który wypadł z jej kucyka.

– To, co dzisiaj będziemy robić? Na co masz ochotę? – pyta od niechcenia, jakby zupełnie nie było tej chwili wzruszenia między nami. Lepiej nie będę jej mówił na co mam ochotę. – Chcesz obejrzeć jakiś film, czy szukać dalej pokoju do wynajęcia?

– Mam już chyba wystarczająco dużo ofert spisanych z wczoraj. Jutro obejrzymy ten jeden pokój, potem jeszcze podzwonię – mówię spokojnie. Nie odrywam od niej wzroku. – Możemy coś obejrzeć, jeśli masz ochotę.

– Super! – Nie powstrzymuje radości. – Może znajdziemy coś ciekawego na Netfixie. Może masz ochotę się czegoś napić? – pyta wchodząc do salonu. Znika z moich oczu. Słyszę tylko jej głos. – Sprawdzimy, co mój tata ukrywa w barku. Zrobię też popcorn!

Zerkam na drzwi wyjściowe. Powinienem stad wyjść. Odejść, jak najdalej. Mam złe przeczucia. To miło ze strony Malwiny, że chce być moją przyjaciółką, ale boję się, że mi to nie wystarczy. Nie wiem, czy potrafię być blisko niej i traktować ją tylko jak przyjaciółkę.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • weatherwax83 4 miesiące temu
    Jesteśmy na półmetku historii Malwiny i Arka, powoli zacznie się robić poważniej. Ponieważ historię mam nareszcie napisaną w całości, jeśli jesteście chętni, mogę zaczął ją publikować po dwa rozdziały na tydzień ;)
  • A. Hope.S 4 miesiące temu
    <3
    Jak najbardziej na tak. :D
  • zombiak 3 miesiące temu
    Jesteśmy :D
  • Everka 4 miesiące temu
    "Twoje gacie są zawsze u nas mile widziane." - rozwaliło mnie to, aż się mało nie zadławiłam ciastkiem ze śmiechu :D
    Chętnie przeczytałabym całość, ale 2 rozdziały na tydzień to i tak już luksus :D Jestem na tak
  • weatherwax83 3 miesiące temu
    cieszę się :)
  • Wrotycz 3 miesiące temu
    Śledzę nieustająco fabułę i podglądam sprawność pierwszoosobowej narracji oraz dialogów.
    Dobre!
    Pozdrawiam:)
  • weatherwax83 3 miesiące temu
    Dzięki :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania