Nie będę twoim bohaterem - Rozdział 21

Malwina

Z trudem powstrzymuję łzy, ale nie chcę rozbeczeć się przy Arku. Próbuję znaleźć sobie jakieś zajęcie, byle tylko rozładować napięcie, które wytworzyło się między nami. Wrzucam do mikrofalówki paczkę popcornu, ustawiam czas. Po chwili pierwsze ziarna kukurydzy zaczynają strzelać. Otwieram w tym czasie szafkę w salonie, która służy tacie jako barek. Jest w niej pełno butelek różnego rodzaju alkoholi, które tata dostaje od swoich klientów. Whiskey, burbony, koniaki, wina, likiery oraz wódki w fikuśnych butelkach. Tata pije mało alkoholu. Nie ma na to czasu. Nawet w domu potrafi pracować do późna. Arek staje tuż za moimi plecami i znad mojego ramienia przygląda się zawartości szafki.

– Może masz ochotę na whiskey albo jakiegoś koniaka?

– Nie, dzięki – kręci nosem – nie przepadam za mocnymi alkoholami. Mam do nich uraz, że tak powiem. W moim domu ten cały barek zniknąłby w ciągu kilku dni – prycha.

– To może wino? – dopytuję.

– Wino jest dla bab. – Arek śmieje się, a ja czuję jego ciepły oddech we włosach. – Może po prostu skoczę po piwo do sklepu?

– Piwo też jest. Tata trzyma je w spiżarni – tłumaczę i zamykam szafkę.

– Nie będę opijał twojego taty. – Arek się denerwuje.

– Oj, zlituj się. – Przewracam oczami. – Daj już spokój z tą twoja dumą. Jeśli się tak o to martwisz, to jutro wszystko odkupimy. Bez sensu, żebyś teraz jeszcze gdzieś szedł.

Na szczęście nie muszę Arka dłużej przekonywać. Idę do spiżarki po dwa piwa. W tym czasie Arek wyciąga popcorn z mikrofalówki i przesypuje go do miski. Siadamy przed telewizorem. Decydujemy się na Strażników Galaktyki. Wprawdzie już to widziałam, ale Arek nie, a jak się okazuje również lubi takie klimaty. Chłopak wyjaśnia, że nie jest na bieżąco z filmowymi nowościami. Nie ma czasu ani kasy na kino, a w domu nie mógł nic oglądać. Arek wciska się w róg kanapy z butelką w ręce, opiera się swobodnie na poduchach. Ja siadam jakoś w środku w bezpiecznej odległości od niego. Choć mam ochotę oprzeć głowę na jego ramieniu, poczuć jego zapach i ciepło. Wiem, że to fatalny pomysł, tylko go spłoszę.

Film wciąga, chociaż oglądam go drugi raz. Co chwilę wybuchamy śmiechem. Zerkam ukradkiem na Arka. Z uśmiechem na twarzy wpatruje się w telewizor. Te dwie godziny mijają nam wesoło i zupełnie beztrosko. Na moment zapominamy o trudnej sytuacji Arka, o jego kłopotach z rodziną i mieszkaniem.

To był strasznie zakręcony dzień. Podobały mi się godziny spędzone z Arkiem na siłowni. Początkowo bałam się, że mnie stamtąd wyrzuci, każe wracać do domu, bo ma mnie powyżej uszu. Jednak tak się nie stało, co więcej nawet pokazał mi te wszystkie ćwiczenia. Nie znałam Arka z tej strony. O wszystkim, czym się interesuje potrafi mówić z taką pasją.

Potem pojawił się Paweł, ten sam wytatuowany, łysy koleś, który odbierał Arka po studniówce. Byłam pewna, że zrobi awanturę, że odciągam Arka od pracy. Wzbudza strach swoją posturą. Tymczasem okazał się mega sympatycznym człowiekiem. Podobnie, jak jego żona. Byłam wniebowzięta, że mogłam wreszcie poznać ludzi, którzy są ważni dla Arka. To prawie tak, jakby mnie również zaliczał do takich osób. Widok Arka z małym dzieckiem na rękach był już całkiem bezcenny. Wziął Lenkę na ręce, a ja od razu poczułam motyle w brzuchu. Ciekawe, jakim byłby ojcem. Wydaje mi się, że wspaniałym, ale chyba już odbiło mi do reszty, skoro myślę o Arku i dzieciach jednocześnie.

Co najważniejsze, nareszcie miałam okazję zobaczyć Arka uśmiechniętego, ba, nawet roześmianego. Z wesołymi iskrami w oczach. Podoba mi się taka jego wersja. Zniknął typowy ponurak, którego znam ze szkoły, ze smutnymi oczami i obojętną miną. Jego śmiech jest ciepły i przyjemny. Kiedy się uśmiecha, wokół jego ust robią się delikatne dołki, które dodają mu uroku.

Film pochłonął Arka całkowicie, więc nie zauważa nawet, że zerkam co chwilę na niego, ponieważ wolę przyglądać się jemu niż skupiać na filmie. Popcorn powoli znika z miski leżącej między nami. Arek upija kolejne łyki piwa. W momencie, kiedy jego usta stykają się wylotem butelki, robi mi się gorąco, bo wyobrażam sobie, że jego pełne usta dotykają mojej skóry i ust, a nie zimnego szkła.

– Fajny film. – Arek uśmiecha się i przeciąga, gdy na ekranie pojawiają się napisy końcowe. Odwraca się w moją stronę. Odwzajemniam uśmiech.

– Jest jeszcze druga część, jeśli masz ochotę obejrzeć. Chyba, że jutro? – pytam. Wcale nie mam ochoty jeszcze iść spać.

– Jutro wieczór muszę iść do pracy w klubie, ale możemy obejrzeć popołudniu. – Arek przygląda się szafce pod telewizorem zawieszonym na ścianie. – Macie PlayStation?

Podążam za spojrzeniem Arka i mój wzrok pada na małe, białe urządzenie na jednej z półek.

– Tak. Chcesz zagrać?

Arek przytakuje. Nie ukrywając radości, że zamiast iść spać, mogę jeszcze trochę tego wieczoru spędzić właśnie z nim, wstaję, żeby włączyć urządzenie. Kręci mi się w głowie od alkoholu, ale to nie przeszkadza mi w przyniesieniu nam po jeszcze jednej butelce piwa. Uruchamiam PlayStation. Nie możemy się zdecydować, jaką grę wybrać. Arek daje mi w końcu wolną rękę, więc włączam jedną z wyścigówek samochodowych. Nie ma to jak odrobina rywalizacji. Z początku jest wesoło, kiedy komentujemy nasze poczynania. Jednak, kiedy pokonuję Arka po raz piąty, na trzech różnych torach i to za każdym razem innym autem, chłopak się wkurza. Zdenerwowany odkłada pada na stolik przy kanapie.

– No, bez jaj, żeby baba pokonała mnie w wyścigu – prycha, a z mojej twarzy nie znika uśmiech. Jestem w czymś lepsza od niego.

– Może, gdyby te auta miały skrzynię biegów, na pewno byś wygrał – rzucam kąśliwie nawiązując do tej nocy, kiedy odwoził mnie i Alicję jej samochodem z automatyczną skrzynią biegów.

– Bardzo zabawne – mruczy pod nosem, ale kiedy spogląda na mnie w jego oczach nie widzę złości czy urazy, tylko rozbawienie. – Widać, że często w to grasz.

– Oh, bez przesady. W wolnych chwilach grywam z tatą, a tak to nie mam z kim. Nie mam rodzeństwa, Alicja nie lubi gier, a samej mi się nie chce.

– Aż tak źle być jedynaczką? Twoi rodzice nie chcieli więcej dzieci? – zagaduje.

– Niezupełnie. – Wzruszam ramionami. – Rodzice długo starali się o mnie. Potem mama była jeszcze dwa razy w ciąży, ale każdą poroniła. Rzadko mi o tym opowiada, ale mówiła, że trzeciego razu nie zniosłaby, dlatego zaniechali starań.

– Przykre.

Przytakuję jedynie.

– A ty? Miałeś dobre stosunki z bratem... – waham się – no, wiesz, zanim trafił do więzienia?

– Czy ja wiem. Jest między nami taka różnica wieku, że każdy żył zawsze własnym życiem, chociaż może przez pewien czas, kiedy byłem mały, byłem w niego wpatrzony, jak w obrazek, ale on nigdy nie miał czasu się mną zajmować.

– Dobrze, że nie poszedłeś w jego ślady.

Arek nie odpowiada. Upija za to spory łyk piwa.

– Domyślam się, że nie byłeś nigdy w poprawczaku, tak jak sądzą wszyscy w szkole. Twoja nieobecność miała coś wspólnego z twoim kolanem? – pytam ostrożnie, żeby przypadkiem znów nie zamknął się w sobie. I tym razem Arek nie odpowiada, a jedynie potwierdza moje słowa nieznacznym skinieniem głowy. Chyba alkohol krążący w moich żyłach dodaje mi odwagi, bo ciągnę temat dalej: – Mogę wiedzieć, co się stało? Z twoim kolanem? Miałeś jakiś wypadek?

Arek milczy, a ja boję się, że przekroczyłam granicę. Zepsułam wszystko. Chłopak odkłada powoli butelkę na stolik. Wbija wzrok w swoje dłonie. Kciukiem pociera wewnętrzną stronę jednej z nich. Przyglądam się jego profilowi, kość policzkowa i grdyka poruszają się mu nerwowo. Panująca między nami cisza zaczyna mnie niepokoić.

– Mówiłem ci już – na dźwięk jego głosu lekko się wzdrygam – że po odejściu ojca, mój brat, Tomek, wdał się w złe towarzystwo i nielegalne interesy. – Przytakuję mimowolnie. – Między innymi dał się wciągnąć w handel narkotykami. Generalnie miałem w dupie, co robił, dopóki tego syfu nie przynosił do domu. Rozprowadzał to świństwo po knajpach i dyskotekach, ci co kupowali od niego narkotyki byli dorośli i wiedzieli co robią. – Arek robi pauzę, jakby rozważał czy kontynuować swoją opowieść. Słyszę złość w jego głosie. – Na początku drugiego semestru, w trzeciej klasie, właściwie to niebawem minie dokładnie dwa lata, wracałem popołudniu ze szkoły. Byłem w budzie dłużej, bo mieliśmy zajęcia sks z koszykówki. W jednej z bocznych uliczek, niecały kilometr od szkoły, zobaczyłem mojego brata oraz trójkę dzieciaków, których kojarzyłem z budy. Nie trudno było się zorientować, że kupowali od Tomka narkotyki. Pamiętam, że strasznie się wściekłem. To nie byli jacyś studenci z dyskoteki, tylko gówniarze z pierwszej klasy. Dwóch chłopaków i dziewczyna. Głupie szczyle, które chciały sobie coś udowodnić. Nie myśląc wiele podszedłem do nich. Dzieciaki zwiały na mój widok, a Tomek wkurzył się, że przepłoszyłem mu klientów. Przyparł mnie do muru i kazał mi nie wtrącać się w swoje sprawy. Powiedział, żebym spierdalał stamtąd i udawał, że niczego nie widziałem. Miał furię w oczach i jestem prawie pewien, że był na haju. Zanim zdążyłem go posłuchać, dołączyło do nas dwóch kolesi, jego kumpli, którzy obstawiali jego tyły. Jeden z nich trzymał w rękach kij bejsbolowy. Zaczęli wypytywać, czy ma jakiś problem ze mną. Tomek nie przyznał się, że jestem jego bratem. Zapewnił tylko, że już mi wszystko objaśnił i że nie będzie ze mną problemu, jednak ci dwaj stwierdzili, że dadzą mi nauczkę, żebym na drugi raz uważał, bo jestem na ich terenie.

Arek przeczesuje palcami włosy, po czym upija kolejny łyk piwa. Przeciera wierzchem dłoni usta. Tymczasem ja usiłuję uspokoić kołatanie serca. Ciarki przechodzą mnie po plecach na samą myśl, co mogę za chwilę usłyszeć. Przygryzam dolną wargę, bo lekko drży od wzruszenia. Nie jestem pewna, czy chcę poznać całą prawdę.

– Pierwsze ciosy padły z rąk mojego brata – Arek spokojnie kontynuuje, zbyt spokojnie. Nie patrzy na mnie, nie odrywa wzroku od butelki z piwem. – Były na tyle silne, że poczułem krew w ustach i zwaliły mnie z nóg. Dalej nie pamiętam zbyt wiele, trochę jak przez mgłę. Pamiętam ból, smak krwi. Padłem na ziemię i zwinąłem się w kulkę, próbując osłonić głowę rękoma. Jednak na wiele to się nie zdało. Bili, kopali, nawet nie wiem kto i kiedy zadawał cios. Musieli mieć również coś ostrego w rękach, bo w wielu miejscach moja skóra była rozcięta. Na koniec, jeden z nich kijem rozwalił mi kolano. Nie wiem, co było dalej, bo straciłem przytomność...

Po moich policzkach spływają łzy, jedna po drugiej. Obcieram je dłońmi, ale ich jest coraz więcej i więcej.

– Mój Boże, Arek... – mówię przez zaciśnięte gardło, ale on chyba tego nie słyszy.

– Co działo się dalej, wiem tylko z opowiadań lekarzy i pielęgniarek. Ktoś wezwał pogotowie. Straciłem dużo krwi. Miałem pękniętą czaszkę i oczodół, kilka ran ciętych, zmiażdżone kolano oraz jakieś obrażenia wewnętrzne. W karetce musieli mnie reanimować. – Głos Arka nieco się łamie, pociąga nosem, ale szybko wraca do normy. – Przez te kilka minut byłem martwy – mówi obojętnie – ale nic nie pamiętam, żadnego jasnego światła, czy innych durnot. W szpitalu musieli mnie pozszywać, nie obyło się bez operacji. Leżałem na OIOMie przez kilka dni, nieprzytomny, a z tych pierwszych dni po przebudzeniu pamiętam jedynie ból, biel ścian i szloch matki.

Nie wytrzymuję, nie jestem w stanie dłużej powstrzymywać się. Do uszu Arka dociera moje łkanie. Spogląda na mnie zaskoczony.

– Arek... – powtarzam jego imię.

– Czemu płaczesz? – Dziwi się.

Co w tym dziwnego?

– Tak strasznie, strasznie mi przykro – bełkoczę i rzucam się mu na szyję.

Przez moment Arek wydaje się zdezorientowany moim zachowaniem, ale wreszcie czuję, jak zamyka mnie w swoich objęciach, a ja wtulam się w jego ramiona jeszcze mocniej, mocząc jego koszulkę.

– Nie płacz. Przecież żyję – zapewnia mnie, jakby to nie było oczywiste. Wiem, że żyje, bo wyraźnie słyszę przyspieszone bicie jego serca pod koszulką. – Sama chciałaś usłyszeć tę historię.

– Wiem, ale to, co mówisz... Ja nie sądziłam... – bełkoczę w jego tors. – Myślałam, że miałeś wypadek na rowerze, albo potrąciło cię auto. Nie sądziłam, że twój własny brat był w stanie zrobić ci coś takiego...

Arek się nie odzywa. Przytula mnie tylko jeszcze mocniej, wplątując dłoń w moje włosy. Nie chcę, żeby mnie puszczał. Jednak odsuwam się od niego, bojąc się, że przemoczę całą jego koszulkę. Jest mi trochę wstyd, że tak się rozkleiłam. Wycieram policzki mokre od łez, smarkam w chusteczkę wyciągniętą z kieszeni. Arek przygląda się mi niepewnie, lekko speszony.

– W porządku? – pyta, a to przecież nie ja opowiadam o swojej życiowej traumie. Energicznie przytakuję.

– Co na to wszystko twoja mama? – udaje się mi wydusić z siebie przez zaciśnięte gardło. – Co było dalej?

– Mama? Na początku była przerażona, że mogę umrzeć, ale szybko utopiła smutki w alkoholu. Potem była wściekła i przerażona, że nie będzie miała jak zapłacić za leczenie kolana, nie wszystko refunduje narodowy fundusz. Czekały mnie dwie, poważne operacje. Na szczęście przez to całe wydarzenie przypomniał sobie o nas ojciec. Zjawił się w szpitalu może dwa razy. Pierwszy ledwie pamiętam, bo byłem odurzony lekami, za drugim razem matka wyrzuciła go za drzwi, mówiąc, że to wszystko jego wina i tego, że nas zostawił. Więcej się nie pojawił, a przynajmniej ja nic o tym nie wiem, ale pokrył koszty leczenia i rehabilitacji, nie chcę wiedzieć skąd miał na to pieniądze.

– A twój brat? – pytam cicho.

Arek znów przez chwilę milczy. Dopija resztkę piwa. Denerwuje się, ja też.

– Szpital musiał zgłosić policji, że jestem ofiarą pobicia. Jak tylko się obudziłem, zjawili się u mnie gliniarze, żeby mnie przesłuchać. Znajomych Tomka nie znałem, więc nie mogłem podać im nazwisk, z ich wyglądu też niewiele pamiętam, ale Tomka – waha się, spuszcza wzrok, znów wbija go w swoje ręce – jego sypnąłem od razu. Było we mnie tyle gniewu do niego, że nie wahałem się ani przez chwilę. Matka nie widziała go od pobicia, ale psy nie miały problemu z namierzeniem go. Dostał zarzut handlu narkotykami, kiedy go złapali, miał przy sobie kilka działek oraz otrzymał całą listę zarzutów związanych z pobiciem mnie. Był twardy i nie wsypał żadnego ze swoich kumpli. Kiedy wyszedłem ze szpitala, musiałem zeznawać przeciwko niemu w sądzie. Widziałem go wtedy po raz pierwszy i ostatni od dnia, kiedy mnie pobili. Nigdy nie zapomnę jego spojrzenia w sądzie. Czułem się, jak zdrajca. – Arek przeciera dłońmi twarz, przejeżdża palcami po włosach. Jest mu coraz ciężej mówić. Kładę dłoń na jego ramieniu, a on spogląda na mnie i uśmiecha się lekko.

– Jaki dostał wyrok?

– Osiem lat, i to tylko dlatego, że nie wspomniałem o tym, że sprzedawał narkotyki nieletnim oraz pod koniec rozprawy prosiłem sędziego o łagodną karę dla Tomka. Już i tak czułem się fatalnie, że trafił do więzienia. Matka szalała, że jak zabraknie Tomka to już całkiem stracimy środki do życia, że musiała wydać wszystkie oszczędności na adwokatów. Miałem wrażenie, że bardziej przejmuje się Tomkiem niż tym, co spotkało mnie.

– To straszne. – Ściskam mocniej jego ramię. – Arek, to nie twoja wina – zapewniam go – tylko Tomka. To nie ty powinieneś mieć wyrzuty sumienia tylko on, a zachowania twojej mamy zupełnie nie rozumiem.

Arek trochę się rozluźnia. Wygląda na to, że najtrudniejsze, co miał do przekazania, już powiedział. Opiera się swobodnie o kanapę.

– To w szpitalu poznałem Pawła – mówi dalej o wiele spokojniej. – Podczas rehabilitacji zaprzyjaźniliśmy się ze sobą do tego stopnia, że odwiedzał mnie nawet poza godzinami oficjalnych zajęć. Zwierzyłem się mu ze wszystkiego. Też mu było trudno w to uwierzyć, co się mi przydarzyło. Stał się dla mnie jak starszy brat. Pomógł mi wyjaśnić sprawę w szkole, bo mama się do tego nie kwapiła. Załatwiał dla mnie materiały od nauczycieli, żebym podgonił naukę, kiedy już doszedłem do siebie, a do łóżka byłem przykuty jedynie przez kolano. Był przy mnie w czasie rozpraw sądowych i pomógł w sprawach finansowych tak, żebym sam rozporządzał swoimi pieniędzmi, a żeby matka i Bartek ich nie przepijali.

– W szkole... – wtrącam się – w szkole nikt nie słyszał o tym, że zostałeś pobity. Nagle zniknąłeś. Plotki głosiły, że trafiłeś do poprawczaka, podobnie jak twój brat do więzienia.

– Nie wiem, skąd ta plotka. – Wzrusza ramionami. – Ale nigdy jej nie sprostowałem. Paweł prosił nauczycieli o dyskrecję ze względu na toczący się proces.

– A twoi kumple? – dopytuję. – Nie interesowali się? Nie odwiedzali cię w szpitalu?

Arek kręci przecząco głową.

– Próbowali się dowiedzieć, co się ze mną stało. Słyszałaś, co mówił Drako. Matka była tak pijana, że nie potrafiła im odpowiedzieć. Wydzwaniali na moją komórkę, ale ostatecznie postanowiłem, że nie będę do nich oddzwaniał, ani odpisywał na wiadomości. Zerwałem z nimi kontakt.

Kręcę głową z niedowierzania. Ten chłopak jest niereformowalny! Wzdycham ciężko.

– Dlaczego? – mówię cicho, po czym dodaję już głośniej: – Dlaczego im nie powiedziałeś? Dlaczego jesteś takim upartym głupkiem i nie pozwalasz sobie pomóc? – Wściekam się.

– Przecież Paweł mi pomaga... i ty. – Arek marszczy brwi zdziwiony moim wybuchem.

– Bo my jesteśmy bardziej uparci od ciebie, ale przecież Drako i Piotrek byli twoimi przyjaciółmi! Na pewno by ci pomogli!

– Co by zrobili? Pobili tamtych kolesi? Zeznawali w sądzie, skoro nic nie widzieli? Przesiadywali w szpitalu całymi dniami i marnowali czas? Nie chciałem ich mieszać w to całe bagno, którym stało się moje życie.

– Oni by cię wspierali, a nie marnowali czas! Nawet ja bym przyszła do ciebie, gdybym o tym wiedziała!

– Jasne, nawet mnie wtedy nie znałaś – prycha.

– Cała szkoła cię znała. – Przewracam oczami. Staram się uspokoić. – Nie możesz tego wiecznie ukrywać. Zachowujesz się, jakbyś zrobił coś złego, a właściwie zachowałeś się, jak bohater, chciałeś uchronić te dzieci przed dilerami.

– Nie jestem żadnym bohaterem, Malwa. Już to chyba ustaliliśmy. Na pewno nie czuję się, jak bohater. Od tamtego wydarzenia boję się chodzić wieczorami, zwłaszcza ciemnymi zaułkami, dlatego zawsze noszę przy sobie kosę. Jeśli robię cokolwiek bohaterskiego to robię to instynktownie. Siedzi we mnie tyle gniewu, że boję się, że kiedyś kogoś ja pobiję. Dlatego rozładowuję energię na siłowni, ćwiczę z workiem treningowym. Nie mogę już uprawiać żadnego ze sportów, które tak lubiłem. Tomek i jego kumple zaprzepaścili moje sportowe szanse, i nie tylko sportowe.

Znów zapada między nami cisza. Musimy poukładać sobie w głowach wszystko, co zostało powiedziane. Czuję ucisk w sercu. Jest mi tak strasznie przykro i żal Arka. Nie wiem, jakie słowa mogłyby go jeszcze wesprzeć na duchu. To wszystko jest takie niesprawiedliwe. Chce mi się znowu płakać, ale się powstrzymuję. Żałuję, że nie poznałam Arka wcześniej, jeszcze przed wypadkiem. Ja bym nie pozwoliła się mu odtrącić. Trwałabym przy nim wtedy. Teraz też mam taki zamiar.

– Kontaktowałeś się z mamą, odkąd się wyprowadziłeś? – pytam jeszcze z ciekawości.

– Nie – zaprzecza. – Pisała do mnie, kiedy brakło im pieniędzy na czynsz, a potem nasłała na mnie Bartka.

– To okropne – znów się bulwersuję – przecież to twoja mama. Powinna cię wspierać, trzymać twoją stronę.

– Taaa – Arek fuka. – Jak widzisz, matką roku ona nie jest.

– Nie rozumiem, dlaczego się tak zachowuje?

– Nie wiem. – Wzrusza ramionami. – Może dlatego, że jestem podobny do ojca, zarówno z wyglądu, jak i z charakteru? Nie mam pojęcia i nie mam zamiaru jej o to pytać – ucina temat. – Chcesz już iść spać, czy obejrzymy jeszcze jakiś film? – Ruchem głowy Arek wskazuje telewizor.

Właściwie to nigdzie nam się nie spieszy. Jutro nie musimy wstawać wcześnie rano, a ja i tak nie zasnę po tych wszystkich informacjach, których dowiedziałam się o Arku.

– Możemy jeszcze coś obejrzeć – zapewniam. – Może tym razem jakiś horror?

– Horror? – Arek się dziwi. – Nie będziesz się bała? – kpi.

– Nie, lubię horrory.

Włączam jeden z najnowszych horrorów, którego jeszcze sama nie widziałam. Jaki sens oglądać horror, który już znam? Arek otwiera kolejne piwo. Rozsiadamy się wygodnie na kanapie. Tym razem nieco bliżej siebie, właściwie całkiem blisko. Film ledwie się zaczyna, a ja po chwili wahania opieram się o ramię Arka. Chłopak wzdryga się lekko zaskoczony moim gestem, ale nie odsuwa się. Wręcz przeciwnie, obejmuje mnie ramieniem, dzięki czemu mogę wygodniej się ułożyć. Jest mi ciepło i cudownie. Rumienię się lekko. Oglądamy film w ciszy. Jest średnio straszny, powiedziałabym, że nawet nudnawy. Moje powieki stają się coraz cięższe. Mrugam nimi raz i drugi. Zamykam je na chwilę, tylko na jedną sekundę.

Gdy ponownie otwieram oczy w pokoju jest ciemno. Uświadamiam sobie, że znajduję się w salonie, na kapanie, wtulona w Arka, któremu właśnie obśliniam koszulkę. Telewizor jest wyłączony. Arek oddycha równomiernie, wygląda na to, że również zasnął. Boję się poruszyć, żeby go nie obudzić. Ta chwila mogłaby trwać dla mnie wiecznie, jednak nie jest mi to dane. Ręka, którą przycisnęłam swoim ciałem ścierpła mi aż do bólu. Chcąc nie chcąc muszę się podnieść. Wykonuję minimalny ruch, który sprawia, że Arek się budzi. Spoglądam na niego zakłopotana, a on uśmiecha się półgębkiem.

– Zasnęliśmy? – pytam głupio.

– Na to wygląda.

– Obejrzałeś chociaż film?

– Zasnąłem w połowie.

– Przyniosę ci pościel. Dałam ją do sypialni rodziców. – Podnoszę się z kanapy. Niezdarnie poprawiam zmierzwione włosy.

– Pójdę z tobą. Sam ją zniosę.

Wchodzimy na piętro. Z sypialni rodziców zgarniam kołdrę oraz poduszkę i podaję je Arkowi.

– Dzięki – mówi cicho, chociaż w domu nie ma nikogo, kogo mógłby obudzić.

– Miłych snów. – Uśmiecham się.

– Tobie też.

Wzrokiem odprowadzam Arka po schodach. Kiedy znika w salonie, udaję się do swojego pokoju. Przebieram się w piżamę i kładę na wznak w łóżku. Wbijam wzrok w sufit. Teraz już nie zasnę. Nie ma mowy. Jestem przytłoczona tym, co dowiedziałam się o Arku. Jego matka musi być jakimś potworem, o bracie nie wspominając. Nie dziwota, że Arek jest taki zamknięty w sobie i odizolowany, skoro skrzywdzili go ludzie, którym powinien najbardziej ufać.

Łapię kosmyk swoich włosów, przykładam je do nosa, pachnął Arkiem. To będzie długa noc.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Wrotycz 3 tygodnie temu
    Wielka piona z !
    Bardzo pojemny rozdział.

    Pozdro.:)
  • weatherwax83 3 tygodnie temu
    Dzięki :*
  • Everka 3 tygodnie temu
    Popłakałam się... Bardzo wzruszający rozdział.
  • weatherwax83 3 tygodnie temu
    oh nie sądziłam, że aż tak, dzięki :*

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania