Nie będę twoim bohaterem - Rozdział 22

Malwina

Około jedenastej zajeżdżamy z Arkiem pod siedmiopiętrowy blok, na jednym z większych osiedli. To tutaj Arek jest umówiony na oglądanie pokoju do wynajęcia. W sumie lokalizacja jest całkiem spoko. Dojeżdża tu dużo różnych autobusów, w okolicy jest kilka osiedlowych sklepików, a niedaleko również Lidl i Biedronka.

Spoglądam przez przednią szybę na wysoki blok, a następnie zerkam na Arka, który również przygląda się budynkowi. Jestem niewyspana. To naprawdę była ciężka noc. Długo nie mogłam zasnąć myśląc wciąż o tym, co opowiedział mi Arek. Nie mogę wyobrazić sobie, przez co musiał przejść i nawet nie chcę. Spotkało go nieszczęście i właściwie nie miał żadnego wsparcia. Dobrze, że chociaż poznał Pawła i jego żonę. Na nich mógł liczyć, choć oczywiście, zbyt dumny Arek nie chce ich prosić o żadną pomoc, oprócz tej, którą już od nich otrzymał.

Dziś rano nie dał się zaskoczyć i to on pierwszy wstał. Gdy zeszłam do salonu, już krzątał się po kuchni, umyty, ogolony i w pełni ubrany. Tym razem nie mogłam podziwiać jego umięśnionego torsu. Arek przygotował śniadanie. Tosty z dżemem i przepyszną kawę z ekspresu.

– Znalazłem nieotwarty – wskazał na paczkę chleba tostowego, leżącego na blacie – kończy się mu data ważności, więc stwierdziłem, że najwyższa pora go wykorzystać.

Śniadanie zjedliśmy nie rozmawiając o niczym konkretnym. Arek streścił mi wczorajszy horror, a raczej tę połowę, którą zdołał obejrzeć. Niewiele straciłam.

Wysiadamy z auta i udajemy się do jednej z wielu klatek. Arek dzwoni na domofon, właściciel otwiera nam bez pytania, kim jesteśmy. Wjeżdżamy na czwarte piętro. Stajemy pod drzwiami z właściwym numerem. Arek już chce nacisnąć na dzwonek, gdy drzwi się otwierają i ukazuje się w nich młoda dziewczyna. Na moje oko dwudziestoparoletnia. Lustruję ją wzrokiem, nie zauważam nawet, że stoję z głupkowato otwartą buzią. Dziewczyna jest wzrostu Arka, bardzo zgrabna, z całkiem sporym biustem – rany, od kiedy zwracam uwagę na takie rzeczy? Ubrana jest w krótkie, jeansowe szorty, które wydłużają jej nogi, a jeśli chodzi o pośladki, to te spodenki nie pozostawiają wyobraźni wiele do roboty. Na górze ma czarną bluzkę z rękawem opadającym na jedno ramię, spod której wystaje różowe ramiączko stanika. Jej czarne włosy lekko falują opadając na odsłonięte ramię. Gdzieniegdzie przebłyskują w nich niebieskie pasemka. Uroku całości dodaje opalona skóra. Może dopiero co wróciła z Wysp Kanaryjskich? Choć raczej obstawiałabym solarkę.

Na nasz widok laska uśmiecha się szeroko, nie przestając żuć gumy.

– Nooo, czeeeść – mówi wesoło, przeciągając te dwa słowa tak, że otwiera się mi nóż w kieszeni, którego oczywiście tam nie ma. – Wejdźcie, proszę. – Ruchem ręki zaprasza nas do środka. W przedpokoju wita się z nami, ściskając nasze dłonie i się przedstawia: – Kaśka jestem.

– Arek, a to Malwina – mówi blondyn.

– Mam nadzieję, że się dobrze zrozumieliśmy, szukam tylko jednego lokatora, więc jeśli chcesz coś wynająć razem z dziewczyną... – Kasia wskazuje mnie ruchem głowy.

– Malwina nie jest moją dziewczyną – Arek jej przerywa i zerka na mnie – pomaga mi tylko znaleźć pokój.

– Aha, to świetnie. – Laska uśmiecha się jeszcze szerzej, nie wiedziałam, że tak w ogóle się da, zaraz popękają jej kąciki ust. W jej głosie wyczuwam teraz wyraźną nutę flirtu, ciekawe, czy Arek też to słyszy. – Zapraszam w takim razie dalej. – Otwiera pierwsze drzwi po lewej.

Wchodzimy do niewielkiego pokoju. Choć nie ma w nim wiele miejsca, to jest tak urządzony, że wydaje się przestronny. Pod jedną ścianą stoi rozkładana wersalka i komoda z trzema szufladami, a po przeciwnej stronie – szafa dwudrzwiowa z przesuwanymi drzwiami, z których jedno to lustro. Obok szafy znajduje się biurko. Na wprost drzwi jest okno, do którego podchodzi Arek i wygląda przez nie, a następnie uważnie rozgląda się po pokoju. Trzeba przyznać, że jest tu czysto i schludnie. Wszystko dobrane w jasnych kolorach, żeby nie zaciemniać pokoju.

– Mieszkanie kupili mi rodzice – zaczyna tłumaczyć, siadając na obrotowym krzesełku przy biurku. Zakłada nogę na nogę, ręce opiera na podłokietnikach. Huśta się na krzesełku w prawo i w lewo, przez co napinają się mięśnie zgrabnych ud. – Gdy poszłam na studia, zamieszkałam tu z moimi dwiema koleżankami, którym wynajmowałam pokoje. Z jedną studiuję architekturę. Druga z nich wyjechała niedawno do Anglii, do pracy, więc muszę szukać nowego współlokatora. A ty? – zwraca się do Arka. – Studiujesz, czy pracujesz?

Arek przesuwa drzwi szafy, zaglądając do środka w sobie tylko wiadomym celu. Może szuka tam ukrytego trupa? Zamyka szafę i spogląda na mnie porozumiewawczo, choć nie wiem, co mi próbuje przekazać. Wreszcie się odzywa:

– Kończę liceum.

– Oh... – Dziewczyna robi wielkie oczy. – Jesteś taki młody?

– Arek musiał powtarzać rok z przyczyn zdrowotnych – wtrącam.

– Ale też pracuję – Arek dodaje szybko – więc jestem wypłacalny, jeśli o to ci chodzi.

– Spoko, zawsze możemy się dogadać... – Kasia wybucha śmiechem. Czy ona właśnie coś insynuuje? – Tu nie ma wiele do oglądania. – Zrywa się z krzesełka. – Pokażę wam resztę mieszkania! – Wychodzi tanecznym krokiem z pokoju. Jestem niemalże pewna, że z chęcią pokazałaby coś więcej, gdyby nie moja obecność. – Tu mieszka Danka – wskazuje drzwi naprzeciwko – ale teraz jest na uczelni, ma zaliczenie projektu. – Tutaj jest kuchnia. – Pokazuje nam maleńkie pomieszczenie nowocześnie urządzone, znajdujące się po tej samej stronie, co pokój Danki. – Jest niewielka, ale my mało z niej korzystamy. Za to mamy osobną łazienkę i ubikację, więc raczej nie wchodzimy sobie w drogę – chichocze i otwiera drzwi do wymienionych pomieszczeń, które również są odremontowane. – A tu jest mój pokój! – Wprowadza nas do ostatniego pomieszczania, największego. Jest tu duży telewizor, narożna kanapa, biurko, a nawet deska kreślarska. Na półkach i szafkach stoi pełno bibelotów, typowy, kobiecy pokój.

Kasia proponuje żebyśmy usiedli. Pyta czy się czegoś napijemy, Arek dziękuje, a ja nie będę się wychylać. Nawet nie ściągamy naszych kurtek. Dziewczyna siada niebezpiecznie blisko blondyna.

Cholera jasna. Choćbym bardzo chciała, nie mam się do czego przyczepić! Wszystko jest ładnie urządzone. Widać, że dziewczyny dbają o mieszkanie. Dlaczego więc każda fibra mojego ciała krzyczy, żeby Arek nie wynajmował tego pokoju?! Może przez to, jak Kasia kręciła tyłkiem oprowadzając nas po mieszkaniu? Może to jej szeroki, biały uśmiech? A może to, jak szuka kontaktu z Arkiem, kładzie dłoń na jego ramieniu, kiedy tłumaczy mu zasady najmu, wysokość czynszu i kaucji? Nawet ceny nie mogę się przypieprzyć, bo wcale nie jest wygórowana!

Ogarnia mnie nagła panika. Spojrzeniem próbuję dać znać chłopakowi, że pora stąd wychodzić, ale on nie patrzy na mnie, jest zbyt pochłonięty rozmową z długonogą. Niech nie wynajmuje tego pokoju! To wszystko jest zbyt piękne! Ona i jej kumpela pewnie są wampirami, albo jakimiś modliszkami, które odgryzają głowy swoim partnerom po kopulacji. Jestem w stanie błagać rodziców, żeby pozwolili Arkowi mieszkać u nas.

Boże, co się ze mną dzieje?

– Świetnie! – Kasia nagle klepie dłońmi w swoje nagie kolana, a ten dźwięk sprawia, że podskakuję nieznacznie na kanapie. – Czyli mamy wszystkie jasne? Czy macie jeszcze jakieś pytania?

– Nie macie nic przeciwko przyjęciu do mieszkania faceta? – pytam i od razu zdaję sprawę z absurdalności tego pytania. Robię się czerwona, przygryzam wagę.

Oboje spoglądają na mnie ze zdziwieniem. Arek mruży oczy, a kącik jego ust unosi się nieznacznie. Właściwie uśmiecha się pierwszy raz, od kiedy tu przyszliśmy.

– Oszalałaś? – Kasia znów się śmieje. – Co w tym dziwnego? Poza tym w damskim towarzystwie, przyda się facet, żeby rozładować napięcia, czasem otworzyć jakiś słoik. Przy Arku będziemy się czuły bezpieczniejsze. – Kładzie dłoń na kolanie Arka, a ja wpijam swoje paznokcie w dłonie, tak mocno zaciskam pięści.

Arek spogląda na dłoń Kasi i ledwie powstrzymuje uśmiech. Nabija się ze mnie!

– Dzięki za wszystko. – Arek podnosi się z kanapy.

– Jak szybko jesteś w stanie dać znać czy się decydujesz? – pyta Kasia odprowadzając nas do drzwi.

– Myślę, że na dniach. To dopiero pierwszy pokój, który oglądamy, ale wygląda zachęcająco. – Puszcza do niej oko. Robi to specjalnie, żeby mnie bardziej wkurzyć, czy naprawdę z nią flirtuje?

– Okej. Masz do mnie telefon. Możesz zadzwonić nawet, jeśli się nie zdecydujesz.

Hello!! Ja tu też jestem! Poczułam się zupełnie zignorowana. Dlatego nie odzywam się do Arka przez całą drogę powrotną do auta. Dopiero w środku pojazdu, Arek pyta mnie o zdanie.

– I co sądzisz? – Spogląda jeszcze raz na blok, z którego wyszliśmy. Wydaje się całkiem atrakcyjne.

– Co? Pokój czy ta laska? – pytam odpalając silnik.

– O co ci chodzi?

– O nic – mruczę pod nosem. – Myślałam, że takie pokoje dla studentów wynajmują z reguły jakieś staruszki. Poza tym nie wolałbyś mieszkać z facetami?

– A jakie to ma znaczenie? – Arek wzrusza obojętnie ramionami. – I tak chodzi głównie o to, żebym miał gdzie spać. Zapewne będę całymi dniami zawalał w robocie.

Obawiam się, że w tym przypadku nie chodziłoby tylko o to, że miałby gdzie spać, ale też z kim spać. Nie rozumiem, czemu jestem taka zazdrosna.

Po drodze zahaczamy o market, ponieważ Arek upiera się, żeby odkupić tacie piwo. Spacerując między sklepowymi półkami, uświadamiam sobie, że wypadałoby wymyślić coś na obiad. Nadal chodzi mi po głowie pizza, której nie udało się mi zamówić w środę. Kiedy mówię o tym pomyśle Arkowi, ten patrzy na mnie zdziwiony.

– Zamówić? Masz pełna lodówkę żarcia, a ty jeszcze chcesz coś zamawiać? To już lepiej sami zróbmy pizzę.

– Sami? Nigdy nie robiłam pizzy, a ty?

– Też nie, ale od czego jest internet. – Macha mi przed nosem swoją komórką. – Zaraz zapytamy wujka Google.

Okazuje się, że jedynie, co trzeba kupić, aby móc przyrządzić pizzę, to drożdże i sos pomidorowy oraz pieczarki. Ja dokupuję jeszcze lody i bitą śmietanę.

Za robienie pizzy zabieramy się od razu po powrocie do domu. Staję na środku kuchni nie wiedząc, w co wsadzić najpierw ręce.

– Naprawdę, nie jestem pewna czy to dobry pomysł – jęczę.

– Nie marudź! Popatrz, masz tu szynkę, ser – otwiera lodówkę i wyciąga poszczególne składniki – salami, wszystko kończy niebawem swój termin ważności. A potem co? Wyrzucicie? A dzieci w Afryce głodują.

Przewracam oczami na ten oklepany tekst, choć jest w nim dużo racji. Jest mi głupio. Ciekawe, czy Arek kiedyś musiał chodzić głodny.

– Ty zagniataj ciasto, ja zajmę się pieczarkami. – Arek wyciąga z szafki miskę i podaje mi ją. Czuje się pewniej w mojej kuchni niż ja.

Nieudolnie zabieram się za robienie pizzy. Rozlewam mleko, rozsypuję mąkę po blacie podczas jej przesiewania, tymczasem Arek siedzi sobie w najlepsze, kroi pieczarki i co chwilę zerka w komórkę, instruując mnie, co mam robić dalej. Zagniatanie ciasta wcale nie jest takie łatwe, więc Arek przybywa mi z pomocą. Następnie przykrywamy je ścierką i zostawiamy do wyrośnięcia.

Arek znika na jakiś czas w łazience. Sprawdzam swój telefon. Rodzice wysłali mi selfie, gdzieś ze stoku. Oboje w kaskach narciarskich, uśmiechnięci i zarumienieni. Fajnie, że się dobrze bawią. Ja też nie mogę narzekać.

Chcę już odłożyć komórkę, gdy przychodzi kolejna wiadomość, tym razem to od Alicji. Zdjęcie z jej bratankami. Gdyby nie oni, umarłabym tu z nudów, ale potrafią człowiekowi dać popalić – pisze. Uśmiecham się pod nosem. Zazdrościłabym Alicji dużej rodziny, gdyby nie fakt, że straciła matkę. Wolę moją małą rodzinkę, ale kompletną.

Ja: Naciesz się nimi póki tam jesteś.

Alicja: A ty, co porabiasz? Tęsknisz za mną?

Ja: Jasne, że tęsknię. Bez ciebie nie jest tu tak samo – odpowiadam wymijająco.

Alicja: Niedługo wracam. Odciągnę cię od książek i trochę się zabawimy. Aha, nigdy nie zgadniesz, kto do mnie napisał!

Ja: Kto?

Alicja: Grzesiek, ten z imprezy u Jeziorowskiego! Chciał się ze mną umówić w ten weekend!

Ja: Wow i co? Spotkasz się z nim?

Alicja: Tak, ale będzie musiał poczekać, aż wrócę ;)

Ja: A więc jednak ci się spodobał ^^ - droczę się z nią. – Myślałam, że masz już dość chłopaków.

Alicja: Spadaj.

Śmieję się do telefonu, kiedy do kuchni wchodzi Arek. Staje obok mnie i zagląda mi nad ramieniem.

– Czemu siedzisz w komórce, zamiast pilnować naszego ciasta? – pyta, uśmiechając się półgębkiem.

– Głupek. – Szturcham go łokciem i odkładam telefon.

Wspólnymi siłami rozprowadzamy ciasto na blasze. Smaruję je sosem pomidorowym. Arek czepia się, że nie robię tego równomiernie.

– Odwal się, umiem smarować ciasto.

– Ale tu jeszcze zostawiłaś miejsca bez sosu.

Łapie moją dłoń, w której trzymam łyżkę pełna sosu pomidorowego. Próbuję mnie naprowadzić na te miejsca z ubytkami, ale ja się wyrywam. Zaczynamy się szarpać. W pewnym momencie łyżka podskakuje w mojej ręce, a jej zawartość ląduje na granatowej koszulce Arka. Zastygam w bezruchu. Arek rozkłada ręce i spogląda na czerwony ślad, z lekko otwartymi ustami, jakby słowa uwięzły mu w gardle. Przygryzam wargę, nie wiedząc czy mam się roześmiać czy uciekać. Wreszcie ruszam się jako pierwsza. Urywam kilka kawałków ręcznika papierowego i zaczynam ścierać sos z materiału na torsie Arka.

– Sorry, na szczęście zdążymy to jeszcze wyprać przed niedzielą – chichoczę pod nosem – ale nie wiem, czy nie zostanie plama.

– Daj spokój, to tylko koszulka. Zostaw, poradzę sobie – wyrywa mi kawałki ręcznika – zaraz się przebiorę, tylko dajmy już tę pizzę do piekarnika, bo robię się głodny.

Wreszcie gotowa pizza, ze wszelkimi możliwymi dodatkami ląduje w piekarniku. Pozostaje nam poczekać, aż ciasto się zarumieni, a ser roztopi.

Arek przechodzi do salonu. Ściąga z siebie koszulkę, a ze swojej torby wyjmuje czystą. Przystaję przy wyspie kuchennej i nie mogę oderwać wzroku od Arka. Przyglądam się, jak napinają się mięśnie jego pleców podczas tych prozaicznych czynności. Czuję, że moje policzki płoną. Mięśnie jego ramion i pleców są idealnie wyrzeźbione podobnie jak klatki piersiowej. Na szczęście teraz stoi tyłem i nie widzi, jak ślinię się na jego widok. Czy między nami mogłoby wydarzyć się cokolwiek więcej? Czy ja go pociągam tak samo, jak on mnie? To on mnie pierwszy pocałował. Mam wrażenie, że minęły wieki od tamtej chwili, a to było zaledwie w zeszły weekend. Nadal o tym nie rozmawialiśmy. Nie wiem, co nim kierowało, ale skoro to zrobił, to może nie jestem mu zupełnie obojętna?

Być może Arek nie jest typowym, książkowym badboy'em. Przynajmniej nic na to nie wskazuje z informacji, które już znam na jego temat. W szkole nie słyszałam nic o jego podbojach miłosnych. Nigdy nie widziałam, żeby jakieś laski uwieszały się na jego szyi. Jednak z wyglądu jest dokładnie taki, jakim wyobrażam sobie wszystkich bohaterów romansideł, w których się podkochiwałam.

Nie uważam się za brzydulę, nie mam jakiś kompleksów na punkcie swojego wyglądu, ale zawsze uważałam, że mogłabym się spodobać jedynie zwykłemu chłopakowi, raczej w typie kujona, a nie sportowca. Chłopak taki, jak Arek mógłby zdobyć każdą, nawet najpiękniejszą dziewczynę, samym uśmiechem. Więc jakie ja mogłabym mieć szanse?

Chciałabym, żeby Arek mnie znów pocałował. Jednak spędzamy ze sobą już trzeci dzień i zupełnie nic nie wskazuje na to, że moje marzenia miałyby się spełnić. Czy powinnam wyjść z inicjatywą i pierwsza go pocałować? Czy chciałabym, żeby skończyło się na pocałunku?

Arek pewnie nie wie, że nasz pocałunek był moim pierwszym w życiu i nie będę ukrywać, że chciałabym przeżyć z nim mój PIERWSZY RAZ. Fakt, że Arek jeszcze nie próbował się dobrać do mnie, choć jesteśmy tylko we dwoje, dobrze o nim świadczy. Tylko, że ja bym chciała, żeby do czegoś doszło między nami. Co Arek pomyślałby sobie, gdybyśmy wylądowali ze sobą w łóżku? Ledwie się znamy, nie jesteśmy parą. Czy uzna, że jestem łatwa albo puszczalska? Jak miałaby wyglądać nasza dalsza relacja? Zostalibyśmy nadal kumplami bez zobowiązań? Prawda jest taka, że zaczynam czuć do Arka coś więcej niż sympatię, czy współczucie ze względu na jego sytuację.

O czym ja w ogóle myślę? To jakiś idiotyzm! Nie jestem taką dziewczyną, nie mogłabym się przespać z chłopakiem, nie będąc z nim w związku, tylko dlatego, że jest niezłym ciachem! Arek na pewno też czułby się z tym fatalnie.

Gdy Arek odwraca się w moją stronę, szybko udaje się mi oderwać od niego wzrok. Nalewam do szklanki zimnej wody i wypijam jednym duszkiem całą jej zawartość, żeby się ochłodzić. Strasznie tu gorąco, wszystko przez ten cholerny piekarnik.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Wrotycz 3 miesiące temu
    :) Znajdzie inny pokój?
    Dzięki za kolejny relaks, fajny rozdział. Pozdrawiam:)
  • weatherwax83 3 miesiące temu
    to się wszystko okaże ;) dzięki
  • Everka 3 miesiące temu
    Jak zwykle przyjemnie się czytało. Zazdrosna Malwina jest taka zabawna, pomyśleć, że poprzednim rozdziałem wycisnęłaś ze mnie łzy, a teraz rozśmieszasz. Ciekawa jestem jak potoczy się dalszy wątek z pokojem, co jeśli Arek wynajmie pokój u tej Kaśki... Malwina jest gotowa zrobić tam teksańską masakra :D
  • weatherwax83 3 miesiące temu
    Dziękuję, na pewno nie będzie tak źle, a sprawa pokoju wyjaśni się pod koniec historii ;)
  • weatherwax83 3 miesiące temu
    a może i wcześniej ^^

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania