Nie będę twoim bohaterem - Rozdział 24

Arek

Leżymy tak dłuższą chwilę, przykryci jedynie cienką kołdrą. Nasze oddechy uspokajają się powoli. Malwina uśmiecha się delikatnie. Jest taka piękna. Mógłbym godzinami wpatrywać się w nią tak, jak to robiłem w szkole podczas lekcji. Tylko teraz jest blisko i tylko dla moich oczu, a do tego naga. Już nigdy w szkole nie spojrzę na nią tak samo. Choć przynajmniej wiem, jak wygląda nago, nie muszę już sobie tego wyobrażać.

Unoszę się lekko i podpieram głowę na ręce ugiętej w łokciu. Opuszkami palców przejeżdżam po ramieniu Malwiny, po jej miękkiej, brzoskwiniowej skórze. Jest taka delikatna. Skóra. Chociaż Malwina też, przynajmniej częściowo, bo kryje w sobie również całe pokłady siły. Jest wyjątkowa.

Pod wpływem mojego dotyku dziewczyna drży, a tym samym wywołuje dreszcze na moim ciele. Znów mam ochotę ją dotykać, pieścić i całować, ale jakoś się powstrzymuję.

– Malwina? – mówię cicho.

– Hm?

– To był twój pierwszy raz, prawda? – dukam wreszcie. Takie odniosłem wrażenie. Nie spodziewałem się tego, a ona nie powiedziała ani słowa, tylko trochę wykrzywiła się z bólu w pierwszej chwili i już chciałem się wycofać, ale stwierdziłem, że jest za późno. Dlatego starałem się być delikatny, jak tylko potrafię.

Malwina przymyka powieki i zagryza dolną wargę. Uwielbiam, kiedy to robi. Odzywa się dopiero po chwili.

– Czy to ważne? – pyta, zerkając na mnie.

– Nie wiem. Chyba tak. Nie sądziłem, ja... – jąkam się – nie chciałem sprawić ci bólu. Bolało?

– Nie, może trochę. – Uśmiecha się. – Było dobrze, lepiej niż się spodziewałam, albo wręcz idealnie. – Malwina przeczesuje moje włosy, które opadły mi na czoło. Przymykam oczy. Przesuwa dłonią po moim karku w dół, zaczyna bawić się srebrnym łańcuszkiem, który noszę na szyi. – Trochę boli mnie brzuch, ale to norma.

– Skąd wiesz? – pytam zaskoczony. Nie mam wielkiego doświadczenia z dziewicami, właściwie żadnego. Moja była nie należała do świętych.

– Oj, no. – Przewraca oczami. – Czytałam trochę o tym, rozmawiałam z koleżankami. Wiesz, że nie jestem jedyną dziewczyną, która robi to po raz pierwszy? – ironizuje.

W odpowiedzi uśmiecham się tylko, obejmuję ją w pasie i przyciągam jej nagie ciało do siebie. Wtulam się w brązowe włosy, które pachną szamponem i malwami, a przynajmniej tak sobie wmawiam. Wydaję z siebie cichy pomruk.

– A ty?

– Co ja? – mruczę w zagłębienie w jej szyi i udaję głupiego.

– Pewnie już to robiłeś?

– Dawno temu. – To się nie liczy, prawda? Odsuwam się od niej, ale nie mam odwagi spojrzeć jej w oczy. – Na początku liceum, chodziłem z jedną Izą. Była z równoległej klasy. Zawsze miałem wrażenie, że jest ze mną tylko po to, żeby być bliżej mojego brata. Po wypadku, nasz kontakt się urwał. Wolała imprezować, niż spędzać całe dnie w szpitalu przy łóżku chłopaka.

– Arek – Malwina szepcze – nie wspominałeś wcześniej nic o dziewczynie. Tak mi przykro.

– Niepotrzebnie. Miałem to w dupie wtedy, a tym bardziej teraz. – Patrzę w jej oczy, które płatają mi figle, bo mam wrażenie, że kolorowe plamki na tęczówkach przemieszczają się z każdym mrugnięciem jej powiek. Znów chcę być jak najbliżej Malwiny, więc całuję jej malinowe usta, a ona mruczy i przyciąga mnie do siebie.

Zadziwiające, jak czas potrafi szybko lecieć, chociaż człowiek jedynie leży w łóżku i nie robi absolutnie nic. Nim się orientuję, muszę się zbierać do roboty. Robię to z wielką niechęcią, ale w końcu podnoszę się z łóżka i siadam na jego krawędzi. Przeczesuję palcami włosy. Malwina, okryta jedynie kołdrą, przytula się do moich pleców i całuje w ramię. Ona utrudnia mi to jeszcze bardziej.

– Musisz iść? – pyta cicho.

– Niestety.

– Mogłabym pójść z tobą. Posiedzę przy barze, może wyskoczę trochę na parkiet! – doznaje olśnienia.

– Nie - kręcę głową. - Nie ma mowy. Znając twoje szczęście, to wpakujesz się zaraz w jakieś kłopoty, z których będę musiał cię ratować, zamiast pracować. – Zerkam na nią znad ramienia, a ona robi smutną minę.

– Okej – niechętnie się zgadza. – Skoro jestem dla ciebie takim ciężarem...

– Malwa – warczę i posyłam jej wściekłe spojrzenie.

– Żartowałam. – Przewraca oczami. – Masz rację, lepiej zostanę w domu.

Resztkami silnej woli zmuszam się do założenia ciuchów. Malwina idzie w moje ślady. Chwilę później jesteśmy już na dole. Kręcę się po salonie zbierając swoje rzeczy, portfel, telefon, wkładam wszystko do kieszeni bojówek. Zakładam kurtkę, gdy Malwina wyrasta przede mną, jak spod ziemi. W dłoni trzyma mały pęk kluczy.

– Weź. – Wyciąga do mnie rękę. – Pewnie wrócisz, jak będę już spała. – Uśmiecha się zalotnie.

– Nie zapomnij mi znieść pościeli – pouczam ją, w jej własnym domu.

– Po co? Chyba możesz spać ze mną, w moim pokoju?

– To nie jest dobry pomysł.

– Dlaczego? Nie chrapię – zapewnia – i obiecuję, ze nie będę kraść ci kołdry.

– Nie – zaprzeczam stanowczo. – Lepiej, żebym spał na kanapie.

– A więc, to ty chrapiesz? – nadal się ze mną droczy. Już nic nie mówię, tylko próbuję wziąć od niej kluczyki, ale ona szybko ucieka ręką i zamyka je w swojej dłoni. – Ale wrócisz?

– Tak. – Posyłam jej zniecierpliwione spojrzenie.

– Na pewno?

– Tak.

Uśmiecha się i podaje mi klucze.

– Zamknę tylko na górny zamek – dodaje jeszcze, gdy otwieram drzwi.

Przytakuję i wychodzę z ciężkim sercem. Udaje mi się złapać autobus, który podwozi mnie w pobliże Rock N' Heavy. Normalnie poszedłbym z buta, ale dziś mógłbym się spóźnić, w końcu pracuję tu raptem dwa miesiące, jeszcze ani razu nie podpadłem właścicielowi i lepiej, żeby tak zostało. Może i nie dostaję dużo kasy za te kilka wieczorów w miesiącu, ale praca nie jest skomplikowana, a każdy pieniądz się przyda. Zawsze, gdy staję na bramce zastanawiam się, jak to możliwe, że jeszcze ani razu nie napotkałem tutaj Jeziorowskiego albo kogoś innego ze starej ekipy. To kiedyś był ich ulubiony klub. Może, od kiedy Peter ma wolną chatę, to wolą imprezować u niego?

Dopiero teraz uświadamiam sobie, co się właściwie takiego stało. Przeleciałem Malwinę! Zaciągnąłem ją do łóżka, mieszkając pod jej dachem! A może to ona zaciągnęła mnie? Przecież wysyłała wyraźne sygnały. Chciała tego! Jednak nie sądziłem, że była dziewicą. Kurwa, gdybym wiedział wcześniej... Chyba nie tak powinien wyglądać jej pierwszy raz. Powinna to zrobić ze swoim chłopakiem, z kimś, kogo kocha. Z drugiej strony wiedziała, co robi, do niczego jej nie zmuszałem, nie była też pijana, więc najwidoczniej chciała to zrobić właśnie ze mną, ale dlaczego?

Mimo wszystko powinienem to przerwać w ostatniej chwili. Co ja gadam, w ogóle nie powinienem zgodzić się na mieszkanie u niej. Muszę, jak najszybciej wynieść się od niej oraz znaleźć wreszcie ten pokój do wynajęcia, bo w szkole też nie mogę pomieszkiwać w nieskończoność, w końcu mnie przyłapią.

Machinalnie obsługuję kolejnych klientów. Biorę od nich kasę, przybijam na ich rękach pieczątki, czasem przyglądam się czy nie są zbyt pijani lub naćpani. Myślami jednak wciąż wracam do Malwiny. Co teraz robi, czy czuje się dobrze? Czy czasem nie potraktowałem jej zbyt oschle. Przecież to był jej pierwszy raz! Wciąż czuję smak jej malinowych ust, dotyk jej drobnych dłoni. Seks z nią był nieziemski. Mam ochotę rzucić to wszystko w cholerę i wrócić do niej, z powrotem do jej warg i objęć. Ja pierdolę, gdyby jej rodzice się dowiedzieli, pewnie nasłaliby na mnie psy, oskarżyliby mnie o to, że ją wykorzystałem seksualnie! Dobra, może przesadzam, w końcu jest pełnoletnia. Wolałbym jednak nie tłumaczyć się przed jej rodzicami.

– A ten, do cholery, co tu robi?

Znajomy głos wyrywa mnie z zamyślenia. Unoszę wzrok. Kurwa, no to wykrakałem. Przed mną stoi Drako z wściekłą miną. Trzyma za rękę lekko zdenerwowaną Marysię. Za nimi przystaje Peter, obejmujący Aśkę.

– Cześć, Mokrzycki – mówi Peter, wychodząc nieco do przodu. W odpowiedzi jedynie kiwam głową. – Pracujesz tu? – pyta ze zdziwieniem.

– Jak widać – mruczę pod nosem. – Od niedawna – dodaję.

– Słabo ci idzie unikanie nas, skoro się tu zatrudniłeś – warczy Drako i wyrywa mi pieczątkę, kiedy już mam zamiar przybyć mu ją na ręce. – Sam to zrobię. – Przybija ją sobie i Marysi, obrzucając mnie swoim teatralnym spojrzeniem, pełnym pogardy.

Wielki, zły Drako myśli, że dam się na to nabrać albo że się go boję. Uśmiecham się pod nosem, czym pewnie jeszcze bardziej zepsuję mu humor, ale wali mnie to. Drako ciągnie Marysię na salę, która z kolei ciągnie za rękę Joasię. Dziewczyny posyłają mi przepraszające uśmiechy. Nie muszą przepraszać, Drako i ja jesteśmy siebie warci. Kiedyś będę musiał stawić mu czoła i powiedzieć o wszystkim. Zwierzyłem się Malwinie, więc im chyba też dam radę powiedzieć prawdę. Zasługują na nią.

Peter idzie za nimi, chowając portfel do tylnej kieszeni jeansów.

– Peter. – Zatrzymuję go jeszcze. Spogląda na mnie, czarne włosy nachodzą mu na oczy. Ma niesamowicie niebieskie tęczówki, kiedy patrzy na kogoś, to jakby świdrował go na wylot. – Słyszałem, że masz pokój do wynajęcia, to nadal aktualne?

Chłopak przytakuje.

– A co, jesteś zainteresowany?

– Być może.

– To zadzwoń, jakby co. Masz ciągle mój numer telefonu?

– Jeśli go nie zmieniłeś przez ostatnie dwa lata, to mam.

Po raz kolejny, Peter przytakuje. Przygląda się mi jeszcze przez chwilę, jakby chciał o coś jeszcze zapytać, ale ostatecznie rezygnuje i dołącza do swoich towarzyszy.

***

Wracam z roboty. Jest trzecia w nocy. Pod powiekami czuję piasek. Na ulicach pustki, ja jednak ciągle ściskam mocno mój nóż w kieszeni kurtki. Na szczęście dzisiaj w knajpie był spokój i obyło się bez zamieszek. Z reguły trzeba wyrzucić stamtąd jednego czy dwóch pijanych kolesi, z czym nie mam problemu. Rzadko zdarzają się grubsze akcje.

Drako i Peter też mnie już potem nie zagadywali. Byli zbyt zajęci swoimi dziewczynami. Tylko od czasu do czasu posyłali mi zaciekawione spojrzenia i nawet wcześnie się zmyli, nie wiem dokładnie, kiedy, bo miałem akurat chwilę przerwy.

Jedynie jakieś dwie panny przez pół imprezy uśmiechały się do mnie dwuznacznie. Odkąd tylko weszły do klubu, zerkały co chwilę na mnie i chichotały między sobą. W końcu podeszły i spytały, czy po robocie wybrałbym się z nimi do innego klubu napić się czegoś. A ja im odmówiłem. Naprawdę. Odmówiłem. To nie tak, że normalnie bym się zgodził. Nigdy nie szukałem przygodnego seksu, ale to były dwie napalone, całkiem niczego sobie laski. Tymczasem, moja pierwsza myśl to była Malwina czekająca na mnie w swoim domu. I to był właśnie główny powód, dla którego wyjaśniłem im, że nie jestem zainteresowany. One spaliły buraka i wyszły z klubu obrażone.

Po drodze mijam stację benzynową. Wchodzę do środka kupić sobie colę. Przy ladzie, w słoju stoją świeże kwiaty. Róże. Chyba mnie do reszty popierdoliło, ale odzywa się we mnie dusza romantyka. Wybieram największy i najbardziej czerwony kwiat. Podchodzę z nim i z colą do lady. Sprzedawca, młody chłopaczek, niewiele starszy ode mnie, zaczyna kasować, a ja łapię jeszcze za małe opakowanie prezerwatyw. Waham się przez chwilę i dobieram drugą paczkę. Potem ją odkładam i znów po nią sięgam. Koleś za ladą patrzy na mnie rozbawiony.

– Stary, myślisz, że za taką jedną małą różę, będzie ci potrzebnych tyle gumek? – No patrzcie. Dowcipniś się znalazł. Mierzę tego dupka groźnym spojrzeniem i mina mu trochę rzednie. Ma szczęście, że jestem w dobrym nastroju, bo inaczej obiłbym mu tę jego gładką buźkę.

Chowam różę pod kurtkę, prezerwatywy do kieszeni, a butelkę biorę do ręki i wychodzę z budynku.

W domu Malwiny wszystkie światła są pogaszone. Odnajduję klucze, które mi wręczyła przed moim wyjściem. Kazała mi przysięgać, że wrócę do niej, no to jestem. W salonie spoglądam na kanapę, na której powinienem spać i chyba właśnie tak zrobię. Tylko, że Malwina nie zostawiła oczywiście tej cholernej pościeli. Jakżeby inaczej. Uparta baba, zawsze musi postawić na swoim. Najgorzej, że jej się to udaje. Co tam, dam radę. Sypiałem w gorszych warunkach. Trzeba to wszystko ukrócić, póki jeszcze nie zabrnęliśmy za daleko.

Rozpinam kurtkę i wyciągam różę. Kurwa. Kogo ja oszukuję? Już zabrnęliśmy za daleko. Wzdycham ciężko i już po chwili znajduję się w pokoju Malwiny. Dziewczyna śpi. Wygląda tak spokojnie. Kładę różę na szafce przy łóżku. Ściągam kurtkę, przewieszam ją na oparciu krzesełka i rozbieram się do samych bokserek. Wsuwam się ostrożnie pod kołdrę obok dziewczyny, tuż za jej plecami. Żeby jej tylko nie obudzić. Malwina łapie mnie za ramię i owija się w nim pasie. Opieram policzek na poduszce tuż przy jej głowie, nos wtulam w jej włosy.

– Wróciłeś – mruczy.

– Tak. Obudziłem cię?

– Czekałam na ciebie.

– Już jestem. Śpij.

Cholerne łóżko. Dlaczego jest takie małe? Leżę przyciśnięty do jej pleców i nie wiem, czy mam się cieszyć czy uciekać. Boję się poruszyć, żeby któreś z nas nie spadło, a jednocześnie, mam ochotę odsunąć się jak najdalej, byle tylko nie poczuła jak na mnie działa.

Słyszę, że jej oddech się wyrównuje. Po chwili już śpi. Staram się uspokoić pożądanie, które czuję będąc tak blisko Malwiny. Oczy się mi kleją, ale boję się, że nie będzie tak łatwo mi zasnąć. Jednak ciepło jej ciała sprawia, że robię się coraz bardziej senny i od razu odpływam.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Everka miesiąc temu
    Te przemyślenia Arka rozbrajają mnie. Jak zwykle przyjemnie się czytalo.
  • weatherwax83 miesiąc temu
    dzięki :)
  • zombiak miesiąc temu
    Tak to juz jest z facetami, ich przemyślenia często rozwalają system. Ciekawa jestem, jak to widzi Malwina :D sytuacja rozwojowa, jak zwykle czekam na ciąg dalszy!
  • Everka miesiąc temu
    Też jestem ciekawa punktu widzenia Malwiny. Zapewne czytając jej przemyślenia lepiej nic nie jeść w tym czasie :D
  • weatherwax83 miesiąc temu
    Everka na pewno nie lody
  • zombiak miesiąc temu
    weatherwax83 xD
  • zombiak 3 tygodnie temu
    weatherwax83 masz jakieś konkretne dni, w których wrzucasz rozdziały?
  • weatherwax83 3 tygodnie temu
    zombiak hm miałam plan dawać we wtorki i piatki... i może tak bede dawać ;)
  • zombiak 3 tygodnie temu
    weatherwax83 to czekam na piątek :D
  • weatherwax83 3 tygodnie temu
    zombiak dlugo czekać nie musisz ^^
  • zombiak 3 tygodnie temu
    weatherwax83 teraz już nie:D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania