Nie będę twoim bohaterem - Rozdział 3

Malwina

 

Historia. Chyba najnudniejszy z wszystkich przedmiotów. Zwłaszcza teraz, kiedy przerabiamy współczesną Polskę. Ileż można gadać o rzeczach, o których mogliby mi opowiedzieć dziadkowie, a nawet rodzice? Najwyraźniej nauczycielka nie ma z tym najmniejszego kłopotu. Może dlatego, że opowiada o latach swojej młodości? Całe szczęście, nie będę zdawać historii na maturze, więc mogę się wyłączyć już po dwudziestu minutach lekcji, co właśnie czynię.

Zerkam w bok na Alicję. Siedzi i podpiera głowę na ręce opartej o ławkę. Włosy opadają jej na twarz, tak żeby nie było widać przekrwionych oczu. Jeszcze w niedzielę umierała po piątkowej imprezie, i dobrze! Wcale mi nie żal Alicji. Opowiedziałam jej o wydarzeniach z tamtej nocy. Nic nie pamięta i nawet niespecjalnie się tym nie przejęła, że świeciła tyłkiem przed Arkiem. Za to wystraszyła się tym, że omal nie zostałyśmy ofiarami gwałtu. Przysięgała, że już nigdy tyle nie wypije, a na drugi raz weźmie samochód i porozwozi wszystkich po imprezie. Ja natomiast, zapewniłam ją, że już nigdy więcej nie wybieram się z nią na żadną imprezę.

Spoglądam delikatnie za swoje prawe ramię, w stronę, gdzie z reguły siedzi Arek. Chłopak zajmuje ostatnią ławkę pod ścianą. Rozsiadł się na krzesełku. Nogi ma wyciągnięte do przodu, ręce założone na piersi. Gęste, blond włosy opadły mu na oczy. Wygląda jakby drzemał.

Obracam się z powrotem w stronę tablicy i poprawiam okulary, które zjechały mi z nosa. Nie mogę uwierzyć, że to ten sam chłopak, który stanął w naszej obronie. Teraz wygląda tak spokojnie, a wtedy, w słabym świetle latarni, przypominał wojownika. Ubrany w czarną, wojskową kurtkę, bojówki wsunięte w wysokie buty, z nożem w ręku. Na samo wspomnienie przechodzą mnie ciarki. Ten chłopak nosi w sobie jakąś tajemnice. Pewnie nigdy nie będzie mi dane jej poznać.

Na początku liceum nie zwracałam specjalnie na niego uwagi. Chodził do klasy wyżej, a my raczej nie zadawałyśmy się ze starszymi uczniami. Do tego, jego towarzystwo wydawało się podejrzane. W połowie jego trzeciej klasy, a mojej drugiej, Arek nagle przestał przychodzić do szkoły. Plotka głosiła, że jego brat poszedł do kicia za handel narkotykami, a Arek trafił do poprawczaka.

Do tego wszystkiego, te blizny wokół jego oka. Jedna tuż nad skronią i dwie pod okiem, krzyżujące się ze sobą w górnej części. Nie żebym się przyglądała! Dziewczyny uważają, że te blizny są całkiem seksowne. Mnie trochę przerażają. Świadczą o tym, że niezły z niego gagatek. Skoro lata po ulicach z nożem, to pewnie brał udział w niejednej bójce.

Nigdy nie widziałam, żeby się uśmiechał. Przynajmniej odkąd chodzi do naszej klasy. Jego oczy są zawsze pełne smutku. Jedynie blond czupryna nadaje Arkowi chłopięcego uroku. Założę się, że pod tymi grubymi bluzami, które nosi, kryje się też umięśnione ciało. Nie chodzi na w-f, jest zwolniony z nieznanych mi powodów, tak więc nie miałam nigdy okazji zobaczyć go bez bluzy czy nawet bez koszulki, jak pozostałych chłopaków, którzy nie raz grają w kosza w samych spodenkach.

No dobra, przyznaję. Arek jest intrygujący i pociągający. Każda dziewczyna uwielbia tą nutę tajemniczości w facecie. Móc go rozgryźć i zdobyć, ale przecież taki chłopak jak on nawet nie spojrzy na mnie. Pewnie kręcą go albo cukierkowe blondyneczki z dobrych domów, albo jakieś laski spod ciemnej gwiazdy, kręcące się po knajpach i barach. Co mógłby dostrzec w takiej zwyczajnej dziewczynie jak ja? Nic. Kompletnie nic. Nawet gdybym chciała udowodnić mu, że jestem wyjątkowa, to niby jak? Przecież nie jestem.

Zaciskam usta w cienką linię, zakładam włosy za ucho. Ponownie zerkam znad ramienia na blondyna i omal nie podskakuję. Chłopak ma otwarte szeroko oczy i patrzy wprost na mnie. Czuję, jak zalewa mnie fala gorąca, a policzki robią się czerwone. Nie bardzo wiem, co mam ze sobą zrobić. Zostałam przyłapana. Nie pozostaje mi nic innego jak się uśmiechnąć. Unoszę delikatnie moje usta w nieśmiałym uśmiechu. Arek nie odwzajemnia mojej reakcji. Jego twarz pozostaje niewzruszona. Ani jeden mięsień nie porusza się na niej. Nic. Zajebiście. Moje dłonie się pocą. Prostuję się i wbijam wzrok w swój zeszyt, w którym nerwowo zaczynam bazgrać jakieś bliżej nieokreślone wzory. Przygryzam wargę. Już do końca lekcji nie patrzę za siebie. Mimo wszystko czuję cały czas na sobie jego palące spojrzenie. Cholera jasna – przeklinam się w duchu. Po co na niego patrzyłam?

Zaraz po dzwonku, łapię plecak i niemalże wybiegam z klasy, ciągnąc za sobą zszokowaną Alicję.

***

– Chodź już dzikusko. – Alicja szarpie mnie za ramię, zmuszając do wyjścia z damskiej toalety.

– Nigdzie nie idę. – Opieram się.

– Muszę mu przecież podziękować.

– To idź sama. Ja już mu dziękowałam – jęczę, kiedy ruszamy w stronę klasy.

– Mal, proszę cię, nie zostawiaj mnie z tym samą.

Serio? Teraz będzie mi robić jakiś wyrzuty? Czy zostawiłam ją kiedyś samą? Może w piątek? Nie! Targałam ją przez pół miasta. To ona sama zostawiła mnie na pastwę losu, upijając się do nieprzytomności.

– Chodź, bo zaraz skończy się przerwa. Po wszystkich lekcjach uciekałaś z klasy, jak oparzona. Nie wiem, co w ciebie wstąpiło.

Przewracam oczami. Nie mam zamiaru jej nic tłumaczyć, a już ostatnią rzeczą na świecie, na jaką mam w tej chwili ochotę to stanąć twarzą w twarz z Arkiem. Niestety Alicja zmusza mnie do tego siłą, trzymając się cały czas kurczowo mojego ramienia. Przystajemy przy stoliku, chłopak czyta coś w zeszycie. Unosi na nas zaciekawione spojrzenie. Tak myślę, że zaciekawione, bo jedynie jego brew drga, ta nad okiem przy którym ma blizny. Uciekam wzrokiem, żeby tylko nie widział, jak przyglądam się jego twarzy. On z kolei spogląda to na mnie to na Alicję, która odzywa się jako pierwsza.

– Cześć. – Posyła Arkowi szeroki uśmiech. Zazdroszczę tego uśmiechu, ponieważ robią się jej wtedy takie śliczne dołeczki w policzkach. Ogólnie jest ładną dziewczyną o kruczoczarnych włosach i nieziemskich oczach. Nie wspominając o jej figurze modelki. Ona może mi pozazdrościć jedynie cycków, co nie ukrywam, wypominam jej na każdym kroku. – Chciałyśmy ci podziękować – kontynuuje. – Mal opowiadała, co zrobiłeś dla nas wtedy, w nocy i że mnie niosłeś na rękach aż do domu. Jestem ci bardzo wdzięczna.

– Nie ma sprawy – Arek przebąkuje pod nosem. Na jego ustach pojawia się intrygujący, kpiący uśmieszek.

– Głupio wyszło. – Alicja śmieje się. Nie rozumiem, jak ona może tak swobodne rozmawiać z tym kolesiem. Moje serce przyspieszyło już do niebezpiecznej liczby uderzeń na sekundę, mam wrażenie, że krew zaraz rozsadzi mi żyły. – Może mogłybyśmy jakoś ci to wynagrodzić? – Boże, co ona wygaduję? Szturcham ją ramieniem, ale ignoruje mnie. Chyba w ogóle tego nie zauważa, za to Arek i owszem, bo patrzy na moją rękę, a potem spogląda mi prosto w oczy. – Mogłybyśmy zaprosić cię na kawę, albo lepiej na piwo. Co ty na to?

Zamykam oczy w oczekiwaniu na odpowiedź Arka. Mam ochotę klepnąć się w czoło, albo lepiej – strzelić Alicję prosto w ten jej głupi łeb.

– Nie, dzięki. Najlepiej zapomnijmy o tym – odzywa się wreszcie. Otwieram oczy. Kamień spada mi z serca. – Następnym razem, po prostu załatwcie sobie transport do domu.

– Jasne. – Ala puszcza do chłopaka oko. – Albo zatrudnimy ciebie, jako prywatnego ochroniarza. – Czy ona z nim flirtuje?

– Pod warunkiem, że założysz znowu tę spódnicę. – Tak! Punkt dla tego pana! Udaje mu się zawstydzić Alicję, bo robi się czerwona po same uszy. Uśmiecham się głupkowato do siebie.

– A wy laski, po co gadacie z tym ćpunem? Chcecie kupić jakiś towar od niego? – To Romek. Wszedł właśnie do sali i siada w ławce obok.

– Nie twój interes. – Alicja się wkurza, ale Arek zostaje niewzruszony. Mierzy tylko Romka spojrzeniem, które mogłoby zabić. Mój uśmiech od razu znika z twarzy.

Ala puszcza moje ramię i udaje się do naszej ławki. Stoję jeszcze chwilę i patrzę na blondyna, którego rysy twarzy znów się wyostrzyły.

– Jeszcze raz dzięki – mówię cicho i przygryzam wargę. Chłopak przytakuje mi prawie, że niezauważalnie.

Siadam obok Alicji przy naszej ławce. Wycieram spocone dłonie w materiał spodni na udach. Nie rozumiem, czemu ten koleś działa na mnie tak, że albo mówię głupoty, albo zapominam języka w gębie.

Weronika, która siedzi ławkę przed nami razem z Natalką, obraca się do nas i robi wielkie oczy.

– Czemu z nim gadałyście? – pyta półszeptem, kiwając głową w stronę ostatniej ławki. Wygląda jakby miała jakiś skurcz mięśni. Jej blond włosy obcięte na long boba podskakują zabawnie podczas tego gestu.

–A no tak, nie mówiłyśmy ci jeszcze – Ala zaczyna tłumaczyć. – Po piątkowej imprezie, kiedy Mal odprowadzała mnie do domu, zaczepiło nas dwóch kolesi. Mal wpadła w panikę, ale nagle znikąd zjawił się Arek z wielkim nożem i przepłoszył tych typów.

– Żartujesz!? – Oczy Wery robią się jeszcze większe.

– Wpadłam w panikę? – Szturcham Alicję łokciem w brzuch. – Też byś wpadła w panikę, gdybyś nie była taka pijana. Gdyby nie Arek, mogłoby to się źle skończyć. – Ala przewraca oczami na moje słowa.

– Nie byłam aż tak pijania...

– Nie, tylko Arek musiał nieść cię przez resztę drogi, podczas gdy ty świeciłaś tyłkiem, oświetlając nam drogę.

Weronika parska śmiechem, a Alicja pokazuje mi język, ale już tego nie komentuje.

– Rany. – Wera zerka w stronę Arka, ale ja nie mam odwagi odwrócić się, żeby na niego znów spojrzeć. – On jest taki seksowny. Mal, o czym rozmawialiście? Mówił coś o sobie?

– Nic. – Wzruszam ramionami. – Tylko, że pracuje jako ochroniarz, ale nie powiedział gdzie.

– Ech – Weronika wzdycha. – Jest taki tajemniczy. Pewnie musi być nieźle umięśniony, jak myślicie? – Rozmarzyła się.

– Muszę ci przypomnieć, że masz chłopaka? – karcę przyjaciółkę. – Co powie Dominik na to, że wzdychasz do innego?

– Oj tam – obrusza się. – Nie znasz się na żartach.

W tej chwili wchodzi nauczycielka polskiego, wiec Wera odwraca się do tablicy. Chcę spojrzeć jeszcze raz na Arka, ale powstrzymuję się. Niepotrzebnie o tym rozmyślam. Pomógł nam, podziękowałyśmy mu i na tym koniec. Pora wrócić do normalności.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Wrotycz pół roku temu
    Na plus wielki, bo to niełatwe, narracja w czasie teraźniejszym. Mam wrażenie, że z każdym akapitem lepsza:)

    Ale wyłowiłam coś z początku:
    - Włosy opadają jej na twarz, tak żeby nie było widać jej przekrwionych oczu. Jeszcze w niedzielę umierała po piątkowej imprezie. Dobrze jej tak. Wcale nie było mi jej żal. Opowiedziałam jej o wydarzeniach z tamtej nocy. Nic nie pamiętała i nawet nie specjalnie było jej wstyd, że świeciła tyłkiem przed Arkiem. -
    Chwytasz? :)
    Pozdrawiam:)
  • weatherwax83 pół roku temu
    hm mam nadzieję, że załapałam ;) poprawiłam ten akapit, mam nadzieję ze teraz dobrze, dzięki o również pozdrawiam
  • Wrotycz pół roku temu
    Policz zaimek: -jej- :)
  • weatherwax83 pół roku temu
    Wrotycz haha dobre, widzisz, jednak nie zczaiłam!
  • Wrotycz pół roku temu
    Ciekawe jak to wyeliminujesz;)
  • weatherwax83 pół roku temu
    Wrotycz sprawdz teraz ;)
  • Wrotycz pół roku temu
    No i super, mistrzostwo - x : 1 :)))
  • weatherwax83 pół roku temu
    Wrotycz dzięki, przyrzekam, że nie widziałam tego nieszczesnego "jej" zabawne bo wiele osób juz to czytało, i nie widziało tego błędu ^^
  • Wrotycz pół roku temu
    Niedawno walczyłam z innym zaimkiem osobowym u siebie, także, no wyczuliłam się :)
  • A. Hope.S pół roku temu
    Miałam jak już poprzednio nos przyklejony do monitora, jedynie gdzie zwrócę uwagę to powtarzając się Arek, a można zastąpić wieloma innymi słowami typu, ziomek, chłop, typek... oczywiście FIVE dla ciebie.
  • weatherwax83 pół roku temu
    no cóż całe rozmyślania Malwy będą się kręcić wokół niego, stąd powtórzenie ;) żartuję, spróbowałam trochę to pozmieniać ;) dzięki!
  • A. Hope.S pół roku temu
    weatherwax83 Wisisz piątaka :P :D.... Żartuję, drobiazg przecież.
  • weatherwax83 pół roku temu
    A. Hope.S zrozumiałam subtelną aluzję, obiecuję, że niebawem zajrzę do twojego dzieła ;)
  • A. Hope.S pół roku temu
    oooo… teraz to już jest dycha... :P żartuję przecież.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania