Nie będę twoim bohaterem - Rozdział 36

Malwina

Ku mojemu zdziwieniu zostajemy na parkiecie dłużej, nawet Arek. Nigdy nie przypuszczałam, że będę się z nim bawić na imprezie. Okazuje się, że lubimy podobne utwory, a może po prostu Arek zna je wszystkie na pamięć, skoro bywał w tym klubie na długo zanim go poznałam, a do tego tu pracował.

Z głośników rozbrzmiewa Metallica „Nothing else matter". Arek przyciąga mnie do siebie. Przywieram ciasno do jego umięśnionego ciała. Rozpływam się w tych silnych ramionach. Tańczymy w rytm piosenki i wychodzi nam to zdecydowanie lepiej niż na studniówce. Teraz Mokrzycki jest mój, a ja jego. Opiera policzek o moją skroń i wyśpiewuje mi do ucha tekst piosenki. Jego dłonie leniwie suną po moich plecach od łopatek po linię pośladków, której kulturalnie nie przekracza. Żałuję, że po imprezie musi mnie odprowadzić do domu. Mogłam nakłamać rodzicom, że będę nocować u Alicji, ale odkąd mam chłopaka, stali się bardziej podejrzliwi i mogliby nie uwierzyć.

Utwór się kończy, a muzyka przechodzi w mocniejsze i szybsze brzmienia. Arek patrzy mi w oczy, następnie składa na moich ustach krótki pocałunek. Ruchem głowy daje mi znać, że wracamy do naszego stolika. Idę za nim bez słowa, gdy nagle ktoś zagradza nam drogę.

– Arek?! – pyta jakaś dziewczyna, przekrzykując muzykę. Jest o głowę niższa ode mnie, ubrana w jeansy i błyszczący top na ramiączkach, który kończy się tuż nad jej pępkiem. Nad lewym biodrem dostrzegam wytatuowaną różę. Włosy ma czarne, wygolone z jednej strony, z drugiej dłuższe i wymodelowane.

Arek spogląda na nią z konsternacją, ale się nie odzywa, tylko mocniej zaciska palce na mojej dłoni.

– Proszę, co za zbieg okoliczności. Człowiek wraca na wakacje do rodzinnego miasta i od razu trafia na swojego eks – mówiąc to, posyła w naszym kierunku kpiący uśmieszek.

A więc to musi być Iza, z którą Arek spotykał się przed wypadkiem. Teraz jeszcze dokładniej się jej przyglądam. Muszę przyznać, że jest ładna, choć ekstrawagancka. Zupełnie inny typ urody niż ja. Ma ciemną oprawę oczu. Gęste, czarne brwi i rzęsy oraz pełne usta. Uświadamiam sobie, że kojarzę ją ze szkoły, choć miała wtedy chyba długie włosy. Należała do takiego towarzystwa, z którym człowiek nie chce mieć wiele wspólnego.

– Widzę, że wróciłeś do formy – dziewczyna ciągnie dalej, nie zważając na to, że żadne z nas nie ma ochoty z nią rozmawiać. – I całkiem nieźle ci się powodzi. Teraz już umawiasz się z dziewczynami z dobrych domów? – Wskazuje mnie głową. Na jej słowa przysuwam się bliżej Arka. – Nie przedstawisz nas?

Arek otwiera usta, żeby coś powiedzieć, kiedy koło dziewczyny przystaje wysoki chłopaczek z krótkim irokezem na głowie i butelką alkoholu w ręce. Obejmuje tę całą Izę za ramiona. Jest wyraźnie wstawiony.

– Co tam, mała? – Chłopak zwraca się do Izy. – Z kim tam rozmawiasz?

– Nie znasz? – dziwi się dziewczyna. – To młody Mokrzycki – tłumaczy, biorąc butelkę z rąk chłopaka, z której upija spory łyk.

– Pierdolisz? – Koleś chichocze. – Mokrzycki? Brat Mokrego? – Iza przytakuje. – Ten sam, przez którego Mokry siedzi w więzieniu?

Arek puszcza moją rękę i zaciska dłonie w pięści. Robi dwa kroki do przodu. Chłopaczek przegiął strunę. Szybko łapię Arka za ramię, zanim zrobi coś głupiego, jednak on tylko warczy do tego wysokiego:

– Tomek siedzi w więzieniu przez własną głupotę, a nie przeze mnie.

Następnie ciągnie mnie za rękę w stronę baru. Zamawia kolejne piwo.

– Dla mnie bezalkoholowe – wtrącam i przygryzam wargę. Arek nie patrzy na mnie, a ja boję się zacząć rozmowę. Jest wściekły. Czuję to i boję się, że spotkanie tej dwójki popsuło nam już resztę wieczoru, a raczej nocy.

Siadamy z powrotem przy naszym stoliku, który jest pusty. Pozostali bawią się na parkiecie, bądź gdzieś się porozchodzili. Sączymy nasze trunki w milczeniu. Przyglądam się bawiącym ludziom. Izy i jej chłopaka nigdzie nie widać, ale najwidoczniej mleko się już rozlało.

Zerkam na telefon. Dostałam wiadomość od Alicji: My już spadamy, bawcie się dobrze, widzimy się jutro xoxo.

– Coś się stało? – Słyszę głos Arka tuż nad uchem.

Kręcę głową.

– Ala i Grześ już się zmyli. – W odpowiedzi chłopak tylko przytakuje. – Powiesz coś wreszcie? – Nie wytrzymuję. Spogląda na mnie z rezygnacją. – To była twoja była dziewczyna? – wypytuję. Potwierdza skinieniem głowy. – Myślałam, że ci na niej nie zależało specjalnie.

– Bo nie zależało.

– To dlaczego się tak przejmujesz?

– Nie przejmuję się nią. – Marszczy brwi. Obejmuje mnie ramieniem, przyciąga do siebie i całuje w czoło. – Ten koleś mnie wkurzył. To wszystko. Nie lubię spotykać kumpli mojego brata.

– Rozumiem.

Uśmiecham się delikatnie, a Arek kładzie dłoń na moim policzku, nachyla się i muska wargami moje usta, rozchyla je językiem i zaczyna całować nieśpiesznie. Trwamy tak przez dłużą chwilę, gdy zupełnie nagle po drugiej stronie stolika dosiada się do nas Drako ze swoją butelką piwa. Cuchnie od niego fajkami. Chyba nigdy się do tego nie przyzwyczaję. Oczy ma lekko zamglone od wypitego alkoholu i wypalonych fajek.

– Co tam gołąbeczki? – pyta obojętnym tonem. – Skończylibyście się mizdrzyć.

– A co, zazdrościsz? – Arek odbija piłeczkę, na co Drako posyła mu ponure spojrzenie.

– O której się zbieracie?

– Chcesz już iść? – Arek zwraca się do mnie.

– Nie wiem. – Wzruszam ramionami. Wcale nie chcę mi się stad ruszać, bo to by oznaczało, że będziemy się musieli rozstać. Spoglądam na zegarek. Dochodzi druga trzydzieści. Wzdycham ciężko. – Chyba będzie trzeba powoli wracać.

– To dopiję piwo i możemy iść.

– Peter wraca do domu z Jo i jej rodzicami – tłumaczy Drako. – Może przejdę się z tobą odprowadzić Malwę.

– Jestem Malwina, nie Malwa! – podnoszę głos, a następnie w złości zaciskam usta.

Drako robi zdziwioną minę, lekko prostując się na czerwonej kanapie.

– To ona nie ma na imię Malwa? – pyta Arka z pełną powagą, a we mnie zaczyna wrzeć.

Arek wykrzywia usta, powstrzymując śmiech.

– Nie mam pojęcia, o co jej chodzi – odpowiada równie poważnie, za co obrywa kuksańca w bok.

Patrzę na niego, a z moich oczu biją gromy. Tymczasem mój chłopak wybucha śmiechem, ponownie przyciąga do siebie i całuje.

– Dobra, idę bo patrzeć się na was nie da – warczy pod nosem Drako. Przez głośną muzykę ledwie go słychać. – Pożegnam się z chłopakami z zespołu, zapalę jeszcze i was dogonię – mówi już głośniej, ale my, zajęci sobą, zupełnie nie zwracamy na niego uwagi.

***

Przed wyjściem z klubu Arek zabiera z szatni swoją czarną bluzę z kapturem, którą zabrał na wypadek, gdyby w nocy się rozpadało. Na szczęście nie pada, ale za to mocno się ochłodziło. Nie wzięłam poprawki na to, że będziemy wracać w nocy i mój cienki sweterek to zdecydowanie za mało. Gdy wychodzimy z bramy, pocieram ramiona. Arek uśmiecha się pod nosem i podaje mi bluzę.

– Nie chcę. – Kręcę głową. – Ty załóż, bo zmarzniesz.

Olewa zupełnie to, co powiedziałam i bez słowa zakłada mi przez głowę czarny materiał, wsuwam ręce w rękawy. Jest dla mnie za szeroka, ale wcale mi to nie przeszkadza. Jest w niej ciepło i miękko, i tak bardzo pachnie Arkiem, że aż zaciągam się tym aromatem. Arek zsuwa z mojej głowy kaptur i uśmiecha się szeroko, przez chwilę patrząc mi prosto w oczy. Następnie obejmuje mnie w pasie i ruszamy wreszcie przed siebie, powoli, zupełnie się nie spiesząc. Po pierwsze dlatego, że ma nas dogonić Drako, po drugie wcale nie chcemy, żeby ta noc się skończyła.

Mam trochę żal, że Arek zgodził się, żeby jego kumpel z nami szedł. Wolałabym zostać z nim sam na sam, co rzadko nam się zdarza. Jeszcze ani razu nie zaprosiłam Arka do siebie, a kiedy jesteśmy u niego, to z reguły przesiadujemy z jego kumplami. Nagle okazało się, że Mokrzycki jest bardzo towarzyski. Kto by pomyślał? W niedzielę mamy jechać wszyscy nad jezioro, a na tygodniu idziemy całą ekipą odebrać wyniki matur, które potem mamy oblewać.

Na ulicy, o tej godzinie są już zupełne pustki. Noc nie jest pochmurna, ale z powodu świateł latarni słabo widać gwiazdy na niebie. Rześkie powietrze sprawia, że mija senność, która dopadła mnie w klubie. Cały wypity alkohol chyba też wyparował.

Mam nadzieję, że rodzice nie martwią się i nie będą mi jutro, a raczej dziś rano, robić awantury o późny powrót do domu. Kiedyś im to nie przeszkadzało, ale odkąd jestem z Arkiem zrobili się jacyś nerwowi, jakby bali się, ze zaraz wrócę do domu z niechcianą ciążą. Tymczasem powinni być o mnie spokojniejsi, przy Arku jestem bezpieczna. Kiedy wychodziłam sama z koleżankami, albo nawet tylko z Alicją, to jakoś nie robili mi wyrzutów.

Automatycznie sięgam do torebki po telefon, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie zostawili mi jakieś wiadomości lub nie mam nieodebranego połączenia od mamy. Zaczynam grzebać w torebce, ale go tam nie ma.

– Cholera. – Marszczę brwi. Arek spogląda na mnie zaskoczony. Zatrzymuję się w miejscu. Jeszcze intensywniej przeglądam swoją torebkę, ale nie ma w niej zbyt dużo miejsca, żeby mógł się tam zagubić smartfon. – Chyba zgubiłam telefon w klubie. Może został na stoliku, albo w łazience na umywalce. – Wzdycham zrezygnowana. – Musimy się wrócić, poszukać.

– Nie martw się. Znajdziemy go – mówi Arek ze spokojem w głosie.

Zawracamy i chcemy iść z powrotem w stronę Rock N' Heavy, ale przed nami wyrasta, zupełnie znikąd, dwóch chłopaków. Jeden w ciemnoszarej, rozpinanej bluzie z kapturem zaciągniętym na głowę. Drugi niższy, łysy, z tatuażami pokrywającymi szyję i ramiona. Przystają naprzeciwko nas.

– Ty jesteś Mokrzycki? – odzywa się ten w samej koszulce.

Ruchem głowy wskazuje Arka, który automatycznie wychodzi przede mnie, zasłaniając własnym ciałem moją osobę. Przez ułamek sekundy dostrzegłam grymas przerażenia na jego twarzy, który od razu zamienia się w zaciętość.

– Nie szukamy kłopotów. – Arek zupełnie olewa pytanie intruza.

– My też. – Łysy rozkłada szeroko ręce w geście, który ma oznaczać, że nie ma złych zamiarów, jednak błysk w jego oku i ironiczny uśmieszek sugerują coś zupełnie innego. Wysuwa się nieco do przodu. – Chcieliśmy ci tylko przekazać pozdrowienia od Tomka.

Na jego słowa Arek odpycha mnie od siebie. Zaciska dłonie w pięści.

– Uciekaj – rzuca w moja stronę, choć nie odwraca się do mnie. Nie odrywa oczu od tych kolesi.

– Arek – mówię cicho.

– Idź stąd, Malwa – powtarza z naciskiem, a ton jego głosu sprawia, że automatycznie cofam się o kilka kroków, a moje ciało przechodzi dreszcz przerażenia.

Serce zaczyna dudnić mi w klatce piersiowej. Uszy zalewa fala szumu. W oczach zbierają się łzy. Czuję się taka bezradna. Bezbronna.

Nagle niższy z napastników dopada do Arka, który stara się osłonić siebie ramieniem, jednak pięść tamtego sięga jego głowy. Arek chce oddać, ale przyłącza się chłopak w kapturze i przytrzymuje go, podczas gdy łysy zadaje kolejne ciosy. Dwóch na jednego. Pierdoleni tchórze.

Z moje piersi wyrywa się zwierzęcy, przeraźliwy krzyk, który roznosi się echem po opustoszałej ulicy. Szarpię torebkę, chcę zadzwonić po pomoc, kiedy uświadamiam sobie, że przecież, do cholery, zgubiłam ten pieprzony telefon. Wydaję z siebie kolejny okrzyk, tym razem frustracji, a nogi uginają się pode mną. Coraz więcej łez napływa mi do oczu, przez co tracę zupełnie ostrość widzenia. Wszystko dzieje się w takim tempie, że nie potrafię pozbierać myśli, a przecież muszę sprowadzić pomoc. Ktoś musi nam pomóc. Ktokolwiek!

Przecieram dłońmi mokre policzki oraz oczy i nagle dostrzegam jakiś ruch. Wielka, barczysta postać w mgnieniu oka dopada do łysego, szarpie go i odciąga od Arka. To Drako. Drako!

Odczuwam chwilową ulgę, ale kiedy widzę zakrwawioną twarz Arka, znów ogarnia mnie panika, którą potęguje fakt, że blondyn trzyma w ręce nóż. Nóż! Ten sam, który miał przy sobie tamtej nocy, kiedy mnie i Alę również zaczepiło dwóch kolesi. Ten sam, którym groził kochankowi matki. Wciąż go nosi przy sobie. Arek wciąż się boi.

Chłopakowi w kapturze udaje się szybko wybić broń z ręki Mokrzyckiego. Wkurzony Arek napiera na niego całym ciałem i bez problemu przewraca go na ziemię, podczas gdy Drako nadal szamocze się z tym wytatuowanym, łysym kolesiem. Już po chwili Arek siedzi na swoim przeciwniku okrakiem, trzymając w garści jego bluzę. Kaptur zsunął się z głowy ukazując całkiem młodą twarz, którą Mokrzycki okłada pięścią bez opamiętania, robiąc z niej miazgę. Przecież on go zabije.

– Arek! – krzyczę.

Ostatkiem silnej woli udaje mi się ruszyć, choć jeszcze przed chwilą nie miałam czucia w nogach, były jak sparaliżowane. Podbiegam do Arka, szarpię go za koszulkę. Nie reaguje. Obejmuję go w pasie i odciągam od chłopaka, omal sama się przy tym nie przewracając.

– Proszę, przestań, zabijesz go – szlocham, stając między Arkiem a jego ofiarą.

Nie żeby mi było żal tego dzieciaka. Zasługuje na to, że oberwał, ale nie chcę, żeby Arek miał z tego powodu kłopoty. Zapłakana, staję naprzeciwko Mokrzyckiego. Ma zakrwawioną skroń, opuchniętą wargę. Wygląda strasznie, przez co jeszcze bardziej ściska mnie w piersi. Mam wrażenie, że nie kontaktuje. Zaślepia go furia i adrenalina. Nasze oddechy są przyspieszone. Serce wciąż wali mi jak opętane. Czuję się, jakbym to ja stoczyła tę walkę.

Wreszcie łapię z Arkiem kontakt wzrokowy, ale tylko na krótką chwilę. Blisko nas wciąż słychać szamotaninę Drako z tym drugim kolesiem. Odwracam się, żeby spojrzeć w ich stronę i widzę, że chłopak w bluzie podniósł się już z chodnika. Nie tylko się podniósł, ale zaczyna się do nas zbliżać. W świetle latarni dostrzegam błysk ostrza, które jeszcze niedawno Arek trzymał w swojej ręce.

Mokrzycki ciągnie mnie za ramię, chce jeszcze powstrzymać napastnika, ale jest za późno, bo ten zadaje cios. Tylko jeden. Ostrze przebija skórę. Następnie słychać odgłos metalu uderzającego o betonowe płytki i oddalające się kroki, do których dołączają kolejne. Drako krzyczy coś jeszcze za uciekinierami.

Tymczasem ja chwytam Arka za ramiona, a on obejmuje mnie w pasie. Jest przerażony, a jego twarz blada. Piwne oczy stają się wielkie. Razem osuwamy się na chodnik. Kolejna fala łez zalewa moją twarz i zamazuje obraz przed oczami. Dopiero po chwili widzę, że Arek unosi dłoń na wysokość oczu, a na jego palcach widnieje szkarłatnoczerwona krew. Jej widok sprawia, że w ustach odczuwam metaliczny posmak. Robi mi się słabo. Świat wokół wiruje.

– Arek. – Z moich ust wydobywa się cichy jęk, gdy obejmuję go za szyję i przysuwam jego twarz bliżej swojej.

Jedyne co do mnie dociera, to powoli cichnący, mój własny szloch oraz rozmazane światła latarni. Czuję strach i przeraźliwy ból, który rozrywa moje serce.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Wrotycz 4 miesiące temu
    Zdenerwowałam się, chyba nie uśmierciłaś.... hm, nie, to niemożliwe.
    Pozdro.
  • weatherwax83 4 miesiące temu
    kogo?
  • Wrotycz 4 miesiące temu
    No właśnie... ją? Jego? Nie. Sorry, za bardzo się wczułam :)
  • weatherwax83 3 miesiące temu
    Wrotycz taki był zamysł, byłam ciekawa kogo obstawiasz ;)
  • Wrotycz 3 miesiące temu
    Weatherwax, miałam problem.. Bo Arek: nie będę twoim bohaterem - może powiedzieć zarówno umierając, jak i stojąc nad grobem Malwiny.

    Nie uśmiercaj...
  • weatherwax83 3 miesiące temu
    Wrotycz on już jej to powiedział, raz albo i dwa razy ;) zobaczymy kto bedzie czyim bohaterem ;) postaram się w piatek wstawic kolejny zeby dluzej nie trzymac w niepewnosci ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania