Nie będę twoim bohaterem - Rozdział 38

Arek

Zanim wsiądę do samochodu Pawła, po raz kolejny przecieram dłońmi mokre policzki i oczy. Chłopaki w końcu nie płaczą. Nie pamiętam kiedy ostatni raz płakałem, chyba nigdy. Jednak nie potrafiłem się powstrzymać na widok Malwiny leżącej na szpitalnym łóżku i to z mojego powodu. Bałem się nawet podejść bliżej, jakby sama moja obecność miała sprawić, że stanie się jej coś złego.

Może ona wcale nie ma pecha, tylko to ja sprowadzam na nią kłopoty, w końcu wszystkie przypadki, w których musiałem ją ratować miały miejsce w mojej obecności.

Wreszcie otwieram drzwi i wsiadam na miejscu pasażera, obok Pawła. Uderzam pięściami w deskę rozdzielczą, a następnie wplatam palce we włosy. Z mojego gardła wydobywa się głuchy krzyk, a raczej warkot. Gniew i ból rozsadzają mnie od środka.

– I co? – odzywa się mój przyjaciel. – Widziałeś się z nią?

– Spierdoliłem, Paweł – mówię przez zęby. – Zawaliłem, kurwa, na całej linii. Nie powinienem był tu przyjeżdżać, ale musiałem ją zobaczyć. Musiałem upewnić się, że nic jej nie jest.

– Czyli wyjdzie z tego? – dopytuje Paweł, a ja przytakuję. – Więc o co chodzi? Co się stało?

– Myślałem, że będzie na mnie wściekła – zaczynam tłumaczyć, pociągając nosem. – Tymczasem ona zachowywała się, jakby nigdy nic się nie stało. Ona omal przeze mnie nie zginęła! – Uciskam palcami nasadę nosa. Wbijam wzrok gdzieś daleko przed siebie. Unikam spojrzenia Pawła.

Nigdy w życiu się tak nie bałem, jak tamtej nocy, gdy trzymałem w ramionach zakrwawioną Malwinę. Tamowałem ranę koszulą, którą Drako ściągnął z siebie, zostając w samym T-shircie, podczas gdy on dzwonił po karetkę. Nie sądziłem, że będę po raz kolejny przeżywał ten sam koszmar, choć ten był o wiele gorszy, bo tym razem nie chodziło o mnie, ale o nią. Tuliłem ją w swoich objęciach, jakby to miało uchronić Malwinę przed czymkolwiek. Widziałem, jak na zmianę traci i odzyskuje przytomność. Była blada. Szlochałem jej do ucha, żeby nie odchodziła, żeby nie zostawiała mnie samego.

Tamte chwile wydawały mi się wówczas wiecznością.

Kiedy przyjechała karetka, ratownicy powiedzieli, że teraz oni się nią zajmą, ale ja im nie ufałem. Drako musiał mnie powstrzymywać, żebym nie wdarł się siłą do samochodu, którym ją zabrano.

Złapaliśmy taksówkę i pojechaliśmy do szpitala, do którego przewieziono Malwinę. Nie chciano nam nic powiedzieć, bo przecież nie byliśmy jej rodziną. Z Malwiny rodzicami udało nam się skontaktować dopiero poprzez Grześka i Alicję. W między czasie, w szpitalu zajęto się również nami. Mi zszyto skroń, Drako rozcięty policzek, opatrzono też nasze dłonie, poranione od zadawanych ciosów. Dowiedzieliśmy się też, że muszą powiadomić policję, że miała miejsce bójka, w wyniku której do szpitala trafiła ranna osoba. Radzili nam, żebyśmy sami się zgłosili złożyć zeznania. Jednak ja najpierw musiałem dowiedzieć się, co dzieje się z Malwiną. Gdy wróciliśmy na piętro, gdzie ją operowano, byli już tam jej rodzice oraz Alicja.

– To nie była twoja wina – głos Pawła wyrywa mnie z zamyślenia. – Obwiniaj kogo chcesz, tych zbirów, twojego brata, zrządzenie losu, ale nie bierz na siebie tego ciężaru. Nie zrobiłeś niczego złego. To nie twoja wina – powtarza z naciskiem.

Niech to powie tacie Malwiny. Omal mnie nie pobił na szpitalnym korytarzu. Powstrzymała go tylko obecność pielęgniarek i szlochająca żona. Pytał mnie, co ze mnie za chłopak, że pozwoliłem skrzywdzić własną dziewczynę. A ja jedyne, co potrafiłem wydusić z siebie, to jakieś głupie przepraszam, które dla niego zupełnie nic nie znaczyło.

Chcieli, żebyśmy stamtąd poszli, ale ja uparłem się, że nie ruszę się z miejsca, dopóki lekarz nie powie, że z Malwiną jest już dobrze. Więc siedzieliśmy tam w napiętej atmosferze jeszcze przez jakiś czas. Dopiero gdy nam powiedziano, że stan Malwiny jest stabilny i nic jej już nie zagraża, pozwoliłem Drako wyprowadzić się ze szpitala. Idąc do domu, po drodze zahaczyliśmy o komisariat policji.

– Malwiny rodzice nigdy nie zgodzą się na nasz związek – mówię cicho do Pawła – a nie chcę, żeby z mojego powodu była z nimi skłócona.

– Oni muszą cię tylko lepiej poznać. Wszyscy wiemy, że jesteś dobrym chłopakiem. Nie możesz pozwolić, żeby przeszłość i twoja rodzina determinowały twoją przyszłość.

– Czy ty nie pomyliłeś się czasem z powołaniem? – prycham. – Powinieneś zostać psychologiem.

– Jeszcze wszystko przede mną – żartuje, a ja ciężko wzdycham.

– Nienawidzę tego. Nienawidzę siebie i własnego życia, mojej popierdolonej rodziny i tego, że mam pecha na każdym kroku.

– Przykro mi, Arek. Musimy sobie jakoś radzić z tym, co nas spotyka w życiu. Pamiętaj, że nie jesteś sam. Już nie raz wychodziłeś na prostą i znów wstaniesz na nogi. – Pawłem łapie mnie za kark. – Malwiny rodzice cię obwiniają, choć nie słusznie, ale rozumiem ich. Kochają ją i się o nią martwią. Ale ty nie powinieneś przejmować się nimi, tylko Malwiną. Dla ciebie powinno być ważne, co ona myśli i czuje. Malwina obwinia cię za to co się stało?

– Nie. Oczywiście, że nie. Jest na to zbyt dobra i lekkomyślna.

– A może po prostu cię kocha i tobie ufa?

Kocha? Czy właściwie Malwina mnie kocha? Odkąd zaczęliśmy się spotykać oficjalnie, nigdy mi tego nie powiedziała wprost. Może sobie na to nie zasłużyłem?

Jak mogę być dla Malwiny oparciem, skoro nie radzę sobie z własnym życiem i boję się własnego cienia?

Przez głowę przelatuje mi pewna myśl. Prostuję się na siedzeniu i rzucam w stronę Pawła:

– Możesz mnie zawieźć w jeszcze jedno miejsce?

***

– Arkadiusz Mokrzycki!

Słyszę swoje imię. Odrywam przedramiona od kolan. Prostuję się na krzesełku. Nim wstanę, biorę jeszcze głęboki wdech. Już nie mam odwrotu.

Strażnik więzienny prowadzi mnie do sali, gdzie znajduje się kilka stolików. Niektóre z nich są zajęte, ale nie zwracam na to uwagi. Mnie interesuje tylko jeden, konkretny, przy którym siedzi Tomek. Opiera się o blat z pochyloną głową. Nie dostrzega mnie. Specjalnie prosiłem, żeby nie wspominano mu, kto chce się z nim widzieć. Podchodzę bliżej, odsuwam krzesełko i wtedy on podnosi głowę. Wydaje mi się, że na mój widok robi się blady. Wyraźnie widzę, jak napina mięśnie pod białym T-shirtem. Musiał nieco przypakować, więzienie mu służy.

Tomek prostuje plecy, zaciska mocno szczękę, ale jego mina nic nie wyraża. Siadam na krzesełku, nie spuszczając z niego wzroku. Włosy ma ogolone na krótkiego jeża. Jest ode mnie niższy, krępej budowy ciała. Ma też ciemniejszą karnację. Tylko oczy zdradzają, że jesteśmy spokrewnieni. Na jego szyi dostrzegam nowy tatuaż, którego wcześniej nie miał.

Lustruje moją twarz. Dostrzega siniaki i szwy. Mięsień na jego policzku zaczyna drgać. Tymczasem ja zaciskam dłonie w pięści, a moje serce wyrywa się z klatki piersiowej.

– Jesteś zadowolony? – pytam przez zaciśnięte zęby. Tomek ściąga brwi jakby nie wiedział, o co mi chodzi. Gnój jeden. – Tego chciałeś? Nie wystarczyło ci, że już raz omal mnie nie zabiłeś? Chciałeś poprawić to, co się wcześniej nie udało? Tylko tym razem przez ciebie została ranna niewinna dziewczyna! – podnoszę głos, ale szybko się opanowuję.

Brat robi wielkie oczy. Zakłada ręce na piersi.

– Nie wiem, o czym mówisz. – Głos Tomka sprawia, że przez moje ciało przechodzą dreszcze. Gdyby nie więzienni strażnicy, obiłbym teraz jego mordę.

– O tym, że kazałeś swoim kumplom mnie pozdrowić. – Wskazuję palcem na twarz. – Tylko, że zamiast mnie, jeden z nich dźgnął moją dziewczynę. Szkoda, że nie wiem kim byli, bo bym im za to podziękował.

W gardle rośnie mi niewidzialna gula. Paznokcie wbiłem w skórę dłoni chyba już do krwi. Tymczasem Tomek milczy. Ucieka wzrokiem od mojego wściekłego spojrzenia.

W końcu jego ramiona opadają. Wzdycha ciężko. Pochyla się do przodu, łokciami opiera o drewniany blat stołu. Przeciera dłońmi twarz.

– Naprawdę, nie wiem, o czym mówisz – powtarza łagodniej i spogląda mi prosto w oczy. – Nie miałem o niczym pojęcia.

– Jasne – prycham. – Powiedz mi – ja również pochylam się do przodu – czego ode mnie jeszcze chcesz? Co mam zrobić, żebyś wreszcie dał mi święty spokój? – Patrzymy sobie prosto w oczy. Jestem twardy i wytrzymuję tę wojnę na spojrzenia, a nawet ją wygrywam. – Nie wystarczy ci, że zniszczyłeś mi życie? Że tamtego dnia pogrzebałeś moje wszystkie szanse na przyszłość. Nie mogę grać już w koszykówkę, nie mogę uprawiać żadnego sportu. Straciłem rok ze szkoły. O studiach mogę sobie tylko pomarzyć. Teraz jeszcze przeze mnie cierpi dziewczyna, którą kocham.

– Przysięgam ci na naszą matkę, że nie miałem z tym nic wspólnego – mówi z naciskiem. Zastanawia mnie ile jest warta ta jego przysięga. – Dowiem się kto to zrobił – dodaje po chwili milczenia.

– I co zrobisz? Ukarzesz ich? – prycham. – Bo pewnie tylko ty możesz tłuc swojego małego braciszka – pluję jadem. O dziwo trafiam w sedno. Tomek spuszcza wzrok, kręci się nerwowo na swoim krzesełku.

Chyba nie mam już nic więcej mu do powiedzenia. Chciałem go po prostu zobaczyć, zmierzyć się z nim. Z moim największym lękiem. Ale czy to coś pomoże? Czy sprawi, że Malwina będzie bezpieczna przy mnie?

– Co u matki? – pyta znienacka, czym wprawia mnie w osłupienie. Czy ja tu przyszedłem na rodzinne pogaduszki?

– Nie wiem i gówno mnie to obchodzi – warczę. – Dopóki będzie chlała i mieszkała z Bartkiem, to nie chcę mieć z nią nic wspólnego. – Nie wiem, czemu się tłumaczę.

Tomek przytakuje.

– Rozumiem – mruczy pod nosem – ale mógłbyś ją odwiedzić od czasu do czasu, czy na pewno u niej wszystko w porządku. Przynajmniej dopóki ja nie wyjdę z pierdla. W końcu to twoja matka.

Kręcę głową, niedowierzając w to, co słyszę. Uśmiecham się pod nosem.

– Myślę, że poradzi sobie jakoś do tego czasu.

Szuram krzesełkiem, chcąc wstać. Nie mam już nic więcej do powiedzenia mojemu bratu.

– Młody. – Zatrzymuje mnie.

Spoglądam na niego zaskoczony. Patrzy na mnie, zaciskając pięści, podczas gdy ja wyczekuję, aż powie coś więcej. Ponownie przeciera dłońmi twarz i krótkie włosy, i końcu się odzywa:

– Przepraszam – to jedno słowo wywołuje we mnie burzę myśli i uczuć. Nie bardzo wiem, jak na nie zareagować. – Za tamto... – jąka się – za tamto pobicie. – Teraz już unika mojego wzroku. Domyślam się jak ciężko przychodzą mu te słowa przez gardło. – Nie chciałem. Znaczy się, myślałem, że jak ci przyłożę, to oni odpuszczą. Tymczasem oni... – Nabiera głęboko powietrza. – Kurwa, Arek byłem naćpany. – Znów patrzy mi prosto w oczy. – Naćpany i posrany, że i mnie mogą załatwić. Nie sądziłem, że to zabrnie aż tak daleko. Żałuję, każdego dnia – mówi, a ze mnie uchodzi całe powietrze. Jego mina wyraża tyle skruchy, że nawet na sali sądowej, podczas rozprawy nie widziałam go w takim stanie. – Wiem, że nie cofnę czasu i tego nie naprawię – Tomek kontynuuje – ale dowiem się, kto cię tak załatwił i nie ujdzie im to na sucho. Przyrzekam, że już nigdy nikt cię nie tknie, przynajmniej nikt z moich znajomych.

Przytakuję i już chcę wstawać, ale Tomek ponownie mnie zatrzymuje.

– Trzymaj się od tego z daleka – dodaje szybko. – Ja się już nie uwolnię od tego gówna, ale ty masz jeszcze szansę wyjść na ludzi. Cokolwiek stanie ci na drodze, dasz radę, bo dobry z ciebie chłopak i mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz. – Tomek wbija wzrok w swoje dłonie, a ja zupełnie nie wiem, co powiedzieć.

– Dzięki – jedynie to udaje się mi wydusić z siebie.

Wstaję od stolika i idę w stronę strażnika. Jeszcze jeden raz odwracam się i spoglądam za siebie. Tomek siedzi chowając twarz w dłoniach. Czuję ukłucie żalu. Dlaczego to wszystko musiało się tak skończyć? Mimo wszystko, po raz pierwszy od dawna jestem spokojny. Gdy wychodzę z budynku więziennego, nabieram w płuca jak najwięcej świeżego, letniego powietrza. Pewnie tak musi pachnieć wolność.

Nareszcie spada ciężar z mojego serca, który nosiłem przez tyle lat. Pora się ogarnąć i jeszcze raz porozmawiać z Malwiną. Muszę ją przeprosić ponownie za to, że jestem palantem, ale zakochanym w niej palantem. Nie wiem, jak przekonać jej rodziców do siebie. Może Paweł i Monika mi pomogą albo Peter.

Nie chcę, żeby Malwina cierpiała i może nie jestem odpowiednim kandydatem na jej chłopaka, ale ona jest wszystkim, o czym tylko marzę. Kocham ją i muszę jeszcze raz o nią zawalczyć. Jeśli ona mnie kocha, to istnieje szansa, że mi wybaczy.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • weatherwax83 tydzień temu
    wybaczcie, że tak późno, do końca zostało już niewiele
  • TheRebelliousOne tydzień temu
    No, w końcu udało mi się nadgonić wcześniejsze rozdziały i dojść aż tutaj... Naprawdę muszę przyznać, że to jedno z najlepszych opowiadań, jakie miałem okazję ostatnio przeczytać i nie przesadzam ani trochę. Ode mnie 5 i pozdrowienia. :)
  • weatherwax83 tydzień temu
    o rany, bardzo mi miło :) dzięki :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania