Nie będę twoim bohaterem - Rozdział 4

Arek

Ciągle jeszcze na myśl o tym klasowym idiocie, Romku, pięści zaciskają mi się same z siebie, aż kostki palców robią się białe. Jestem z siebie dumny. Powstrzymałem się przed zerwaniem z krzesła i nie wyprostowałem mu tej jego krzywej mordy. Czasem zastanawiam się, jakim cudem udaje mi się zachować spokój?

Zdecydowanie potrzebuję czegoś, co pozwoli mi rozładować nadmiar energii, zanim znajdzie ona inne, bardziej niebezpieczne ujście. Właśnie dlatego udaję się na siłownie. Staram się chodzić tam dwa razy w tygodniu, o ile pozwoli na to czas. Normalnie nie było mnie stać na takie luksusy. Na szczęście siłownia, którą odwiedzam, należy do mojego znajomego. Człowieka, któremu dużo zawdzięczam. Paweł jest rehabilitantem. Pomógł mi doprowadzić moje kolano do stanu używalności. Dodatkowo, jest właścicielem małej siłowni i pozwala mi z niej korzystać za darmo, kiedy tylko mam na to ochotę. Nie lubię nadużywać Pawła gościnności, ale treningi są mi potrzebne, żeby odbudować moją pewność siebie. Oprócz tego, dobrze zbudowane mięśnie są przydatne w pracy ochroniarza. Wybieram tylko takie ćwiczenia, które nie nadwyrężają kolana. Znajduje się tam kilka śrub, których wolałbym nie wymieniać. Jedna operacja składania kolana zdecydowanie wystarczy w moim życiu.

Wchodząc do siłowni, mijam drobną blondyneczkę pracującą na recepcji. Daria uśmiecha się do mnie szeroko, ukazując rząd białych, równiutkich ząbków, które odznaczają się na tle czerwonej szminki, którą ma wymalowane usta. Nawet mnie już nie zagaduje. Trzy razy próbowała się ze mną umówić i trzy razy dostała kosza. Wreszcie odpuściła, ale na szczęście się nie pogniewała i za każdym razem wita mnie przyjaźnie. Myślę, że to jednak zasługa Pawła, że nie wiesza na mnie psów.

– Cześć przystojniaku – rzuca na przywitanie, a ja w odpowiedzi jedynie posyłam jej skinienie głowy.

Chowam rzeczy do szatni i od razu udaję się na salę. Nie muszę się nawet przebierać. Jedynie ściągam z siebie koszulkę. W końcu nie mam zbyt wielu ubrań na przebranie. Będę musiał coś wykombinować z praniem. Do domu przecież nie wrócę. Matka niespecjalnie przejęła się moim zniknięciem. Nie napisała nawet smsa do mnie. Przypuszczam, że jeszcze trzeźwieje podobnie, jak jej fagas. Ciekawe, czy chociaż zauważył brak pieniędzy w portfelu?

Po krótkiej rozgrzewce i kilku typowych ćwiczeniach na wzmocnienie kolana, zabieram się za właściwy trening. Podciąganie na drążku, trochę pompek i brzuszków, wiosłowanie na maszynie w pozycji siedzącej. Następnie przenoszę się na atlas, gdzie wykonuję kilka serii ćwiczeń dla mięśni klatki piersiowej i pleców. Na koniec – wyciąganie sztangi na ławce. Czuję, że moje mięśnie są już mocno rozgrzane. Ćwiczę tak od wielu miesięcy, mimo wszystko, za każdym razem mięśnie palą, a potem dają o sobie znać zakwasy. Lubię to. Lubię czuć ból mięśni. Wiem wtedy, że ciągle żyję. Wolę to, niż ból nogi, który przypomina mi o wydarzeniach, o których wolałbym zapomnieć, o moich słabościach, o tym, że umarłem.

Kiedy moje mięśnie odmawiają już posłuszeństwa, idę do sali, gdzie wisi duży, czarny worek treningowy. Zakładam parę rękawic bokserskich. Gdyby nie to pierdolone kolano, zacząłbym trenować boks zawodowo. Z resztą, wiele rzeczy bym zrobił, gdyby nie kolano.

Kilkoma machnięciami rąk w powietrzu rozgrzewam ramiona. Zaczynam uderzać w worek raz za razem. Skupiam się na ruchach rąk, a ograniczam pracę nóg. Dobrze, że nie muszę robić uników, worek mi w końcu nie odda. Wyobrażam sobie, że mam przed sobą twarz tego pajaca, Romka, więc walę pięściami coraz szybciej i szybciej, mocniej, aż po twarzy i plecach spływają mi stróżki potu. Mam coraz większy problem z utrzymaniem równomiernego oddechu. W mojej wyobraźni, twarz Romka robi się fioletowa i spuchnięta, z nosa i warg ciekanie mu krew.

Wreszcie opadam z sił. Chyba się wyżyłem. Łapię worek, który zdążył się rozbujać. Przytrzymuję go. Dyszę głośnio. Przed oczami mam mroczki. Nie pamiętam, kiedy ostatnio jadłem normalny obiad. Muszę wykupić sobie żarcie na szkolnej stołówce. Nie ma wyjścia.

Zamykam oczy i teraz z kolei wracam myślami do tych dwóch szurniętych lasek. Wesołe z nich osóbki. Znaczy się, właściwie z Alicji. Ma śliczny uśmiech i całkiem niezłe ciało. Dobrze, że Romek nam przerwał, bo nie wiadomo, jak ta rozmowa by się potoczyła. Jeszcze umówiłbym się z nią na to piwo, a przecież obiecałem sobie, że będę się trzymał z daleka od ludzi z klasy oraz od wszelkich lasek, zwłaszcza przed maturą.

Malwiny nie mogę rozgryźć. Nawet nie próbuję. Była wyjątkowo speszona dzisiaj. Najpierw gapiła się na mnie, a potem ciągle uciekała wzrokiem. Wyraźnie dawała znać, że jest innego zdania niż Alicja, co do odwdzięczania się za pomoc, ale ja niczego od nich nie oczekuję. Jest urocza, kiedy przygryza dolną wargę, albo zalewa się rumieńcem tak, jak dzisiaj na lekcji. Nie wiem, czy ona tak po prostu ma, czy to ja na nią tak działam?

– Nie przegiąłeś trochę z treningiem dzisiaj? – Męski głos wyrywa mnie z zamyślenia.

Odwracam się i widzę w drzwiach Pawła. Trzyma w ręku małą butelkę, którą rzuca w moją stronę. Łapię ją bez problemu. Otwieram i wypijam prawie całą wodę. Przecieram wierzchem dłoni mokre usta i spoglądam na kumpla. Jest wysoki i dobrze umięśniony. Włosy ma ogolone na krótkiego jeża tak, że wygląda jakby był łysy. Jego czarna koszulka opinia mu mięśnie. Cała, lewą rękę pokrywa tatuaż.

Na pierwszy rzut oka nie wygląda jak rehabilitant i businessman, tylko jak pseudokibic, który często bierze udział w ustawkach. Właśnie dlatego jest dla mnie wzorem do naśladowania. Udowadnia, że pozory mylą i jeśli bardzo się chce, można coś w życiu osiągnąć.

– Co tam młody słychać? – Paweł podchodzi i wymieniamy ze sobą męski uścisk. Niezbyt przejmuje się, że ociekam potem. – Jak w domu? Wszystko w porządku.

– Po staremu – mówię ponuro między jednym, a drugim głębszym oddechem i posyłam mu krzywy uśmiech.

Chłopak kiwa głową ze zrozumieniem. Dobrze wie, jaka jest sytuacja w moim domu, nie wie tylko, że się z niego wyniosłem.

– Może wpadniesz dziś do nas na obiad?

– Nie chcę wam robić kłopotu – mruczę pod nosem. Łapię za klubowy ręcznik i wycieram nim spoconą twarz, kark i klatę.

– Nie robisz kłopotu – zapewnia. – Monika już kilka razy dopytywała mnie, kiedy przyjdziesz. Zaraz zbieram się do domu, więc weź szybko prysznic, bo nie wpuszczę cię do środka takiego śmierdzącego. Ja w tym czasie zadzwonię do Moni, że będziemy mieć gościa. Ucieszy się.

– Paweł. – Zatrzymuję go jeszcze, kiedy chce wyjść z pomieszczenia. Zerka w moją stronę. – Mogę wyprać u was trochę ciuchów? W domu pralka się zepsuła – kłamię, taki ze mnie przyjaciel – mam je przy sobie akurat.

Paweł przytakuje i znika za drzwiami, a ja wzdycham ciężko. Naprawdę nie lubię być dla kogoś ciężarem, ale przyda się mi porządny obiad i czyste ubrania. To jeden z plusów przyjaźni z Pawłem, drugim jest darmowy, gorący prysznic, który mogę wziąć podczas pobytu w siłowni. Uśmiecham się pod nosem. Może ten dzień nie będzie taki najgorszy.

***

Zgarniam grzecznie wszystkie resztki obiadu z talerza. Wyglądam pewnie, jakbym tydzień nie jadł ciepłego posiłku i można właściwie powiedzieć, że tak jest. Monika nie jest może masterchef, ale jak dla mnie gotuje tak dobrze, że mógłbym wylizać talerz. Trafił mi się dwudaniowy obiad. Rosół z makaronem jeszcze z niedzieli i schabowy z kapustą i ziemniakami.

Spoglądam na Monikę. Szczupła, wysoka blondyneczka, siedzi naprzeciwko mnie, trzyma na kolanach roczną córeczkę, Lenkę. Monika próbuje nakarmić małą obiadem, ale efekt jest taki, że zarówno dziewczynka, jak i jej mama są całe w makaronie z zupy. Monika wzdycha ciężko i rzuca łyżeczką, która uderza o brzeg ceramicznej miski.

Po raz kolejny czuję wyrzuty sumienia, że im się narzucam. Oboje z Pawłem mają dość problemów na głowie. Małe dziecko, a do tego dziadek Pawła, który jest już bardzo stary i trochę zniedołężniały. Pan Zbyszek siedzi teraz po mojej prawej stronie. Jemu również czasem trzeba pomagać z jedzeniem, ale dziś ma lepszy dzień. On i jego żona wychowali Pawła, który stracił rodziców będąc dzieckiem. Jak widać zrobili to rewelacyjnie, bo nie znam lepszego człowieka od Pawła i Moniki oczywiście, zwłaszcza kiedy serwuje mi takie dobre obiady.

To nie pierwszy raz, gdy jestem u nich. Zapraszali mnie również na Wigilię, ale nie miałem odwagi się im naprzykrzać, wolałem ten dzień spędzić sam, zamknięty w pokoju.

Nie mam pojęcia, czemu Paweł obdarzył mnie taką sympatią i zaufaniem. Nie byłem przecież jego jedynym pacjentem, ale innych nie zapraszał do domu na obiadki. Ja rozumiem, że pewnie poruszyła go moja historia i zrobiło się mu żal, ale przecież nie ma we mnie nic szczególnego. Kolejny gówniarz z patologicznej rodziny, którego ojciec porzucił, a matka się rozpiła.

– Daj mi Lenę, ogarnę ją trochę. – Paweł bierze dziewczynkę na ręce. Pewnie widzi rezygnację w oczach żony. Udaje się z nią do łazienki.

Monia wstaje od stołu, pomaga wstać dziadkowi i odprowadza go na fotel. Włącza mu telewizor, żeby miał zajęcie. Następnie zaczyna zbierać naczynia ze stołu, więc się podnoszę i jej pomagam. Dziewczyna nie protestuje. Wie, że to dużo dla mnie znaczy, że mogę jej pomóc. Wkładamy razem naczynia do zmywarki, Monika zeskrobuje resztki, a ja układam je w koszu.

– Powiedz wreszcie co u ciebie – zwraca się do mnie, podając mi kolejny talerz – tylko tak szczerze. Mama dalej nie wylewa za kołnierz?

– Nawet już nie pamiętam, kiedy ostatni raz widziałem ją trzeźwą.

– Jest aż tak źle?

– Radzę sobie. – Wzruszam ramionami. – Ale coraz częściej myślę o rzuceniu szkoły. Potrzebuję stałej pracy. Może być fizyczna, byle była dobrze płatna.

– Ani mi się waż! – Paweł wchodzi akurat do kuchni, niosąc córkę i uderza mnie lekko w potylice, na co posyłam mu krzywy uśmiech. – Masz zdać maturę. Tyle już wytrzymałeś, to poradzisz sobie jeszcze te kilka miesięcy. Jesteś zdolny. Przecież widziałem, jak rozwiązujesz zadania z fizyki, kiedy w szpitalu próbowałeś nadrobić materiał.

– Ja potrzebuję pracy. Zadania z fizyki mi w tym nie pomogą – mruczę pod nosem.

– A jak byś zaczął udzielać korepetycji? – Monia pyta nie ukrywając ekscytacji swoim pomysłem.

– Jasne. – Krzywię się. – Ciekawe, kto zgłosi się od takiego wyrzutka społeczeństwa, jak ja?

Monika znów wzdycha z rezygnacją i tym razem to ja byłem tego powodem. Bierze od Pawła dzieciaka, a on sięga do lodówki i wyciąga dwie butelki zimnego piwa. Otwiera je i jedną podaje mi. Biorę głęboki łyk tego złocistego napoju. Nie często mogłem sobie pozwolić na takie luksusy. W domu wszelki alkohol znikał w tempie ekspresowym, a mi i tak zwykle szkoda było pieniędzy nawet na piwo.

– Lepiej kawę byście sobie zrobili, ciasto z niedzieli wam pokroję.

Ciasto? Ja to jednak mam czasem fart w życiu.

Rozsiadamy się z Pawłem, przy uprzątniętym już stole, gdzie Monika faktycznie stawia talerz pokrojonego sernika. Siłą woli powstrzymuję się, żeby nie rzucić się na niego od razu.

– Masz skończyć szkołę i zdać maturę. Taka była umowa.

Tak. Taka była umowa. Jednak sytuacja się trochę zmieniła, o czym Paweł nie ma pojęcia. Nie chcę go jednak obarczać kolejnymi problemami.

– Słuchaj – Paweł ciągnie dalej – wiesz, że jak tylko bym mógł, to zatrudniłbym cię w siłowni, ale nie mam żadnego wolnego stanowiska, a nie stać mnie obecnie na wypłatę dla kolejnej osoby. Siłownia przędzie coraz gorzej. Powstają nowe sieciówki i zbijają ceny. Nie wiem, czy kiedyś nie będę musiał sprzedać interesu. Dobrze, że mam jeszcze robotę rehabilitanta, bo inaczej byłoby kiepsko. Monia też na razie nie może wrócić do pracy. Lena i dziadek, to za dużo żeby obarczać tym kogoś trzeciego, na przykład moją teściową.

– Jasne, stary – przełykam gulę w gardle – przecież nie mam do ciebie pretensji, ani niczego od ciebie nie oczekuję. Już i tak dużo dla mnie robicie. Chyba nigdy nie będę w stanie się wam odwdzięczyć.

Monika podchodzi i ściska moje ramię.

– Nie musisz, wiesz dobrze, że nie musisz.

Po raz kolejny robi mi się żal. Widok ich kochającej się rodziny czasem mnie przytłacza. Wiem, co mnie ominęło w życiu. Chciałbym mieć takiego brata, jak Paweł, zamiast tego ćpuna i dealera Tomka. Co ja gadam, chciałbym mieć takiego ojca, jak Paweł.

Przyjaciel chyba czyta mi w myślach, bo pyta:

– Co u Tomka? Odzywał się?

– Nie wiem. Nie rozmawiam z mamą na ten temat. Z resztą w ogóle nie rozmawiam z tą pijaczką. – Wykrzywiam się i wbijam wzrok w butelkę znajdującą się w mojej dłoni. Jedno jest pewne. Nie chcę skończyć, jak ona albo mój ojciec, a na pewno nie jak mój brat. Te myśli sprawiają, że piwo wydaje się mieć jeszcze bardziej cierpki smak.

– Arek – Paweł mówi cicho – tylko mniej się na baczności. Nie właź w to gówno, którym babrał się twój brat.

– Bez obaw.

Tą krępującą chwilę przerywa Monia, która zniknęła na chwilę w łazience i teraz wchodzi do pokoju, i podaje mi mój pusty plecak.

– Włączyłam twoje rzeczy do prania. – Uśmiecham się zakłopotany, na myśl o moich bokserkach, które były wymieszane z pozostałymi ciuchami. – Rozwieszę je i jak wyschnie, to wyprasuję. Będziesz mógł je odebrać w siłowni, albo przyjdziesz po nie tutaj, jak ci wygodniej.

– Daj spokój – znów się peszę – zabiorę mokre i sam je wysuszę... - Nie będziesz prasowała moich gatek.

– Nie ma mowy – przerywa mi – i jeszcze zaraz zapakuję ci to, co zostało z obiadu i trochę ciasta. Nie dyskutuj ze mną. – Znów mi przerywa, gdy widzi, że już otwieram usta. – Lepiej mi powiedz, czy poznałeś jakąś fajną dziewczynę ostatnio?

– Proszę cię – prycham. – Nie potrzebuje żadnej panny. Nie mam czasu ani pieniędzy na baby. Same z nimi problemy i niepotrzebnie zawracają człowiekowi głowę głupotami – warczę, za co znów dostaję w łeb od Pawła, a Monika parska śmiechem.

Średnia ocena: 4.6  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Wrotycz pół roku temu
    Fajny ten Arek, podoba mi się. Miałam możność nie tylko obserwacji życia licealisty z patologicznej rodziny. Sam zgłosił się w 1. klasie do domu dziecka po kilku nocach spędzonych w lesie (alkoholizm i sadyzm ojca).
    Dziś jest lekarzem bez granic, działa w Sudanie. Wiele musiał znieść. Ale sam sobie zaimponował. Bardzo mądry chłopak, teraz już młody mężczyzna.
    Takie refleksje po lekturze pióra, które bardzo lubię i cenię.
    5.
  • weatherwax83 pół roku temu
    ech miejmy nadzieję, że Arek też wyjdzie na ludzi! Dzięki!
  • A. Hope.S pół roku temu
    Łapka w górę.. Kurczaki z wołowiny... jakbym nie była tak zajęta moimi poprawkami, tak bym przeczytała twoje poprzednie prace...Ale do tego jeszcze dojdzie :D
  • weatherwax83 pół roku temu
    poki co jeszcze ich nie wycofuję... tak wiec spoookojnie ;) ja tez ciagle mam problem z czasem ;)
  • A. Hope.S pół roku temu
    weatherwax83 Nie! nie rób mi tego! nie wycofuj ich! Chryste kobieto! zawału dostanę!
    Tak... czas... skąd to znam... 2x dzieci, praca plus przekształcanie teksu by był idealny... Czasem się pytam... ' warto przelewanie Pierwsze Myśli opublikować, czy też nie?"
    HOPE ma dla wszystkich Hope.
  • weatherwax83 pół roku temu
    A. Hope.S no coz dokładnie, ja tez 2x dzieci, plus praca, plus pisanie, plus czytanie plus zycie towarzyskie! to jakis sajgon! Dlatego teksty edytorko tez nie sa idealne, ale od czego ma sie takich czytelnikow ;) Coraz bardziej kusi mnie perspektywa papierowej ersji moich opek, i na pierwszy rzut pojdzie wlasnie Z toba zawsze, a wtedy bede zmuszona wycofac, ale jeszcze daleka droga do tego, co najmniej pol roku o ile w ogole. A probowałas publikowac na wattpaddzie?
  • A. Hope.S pół roku temu
    weatherwax83 Ja ZL zaczęłam pisać dwa lata temu pierw na kartkach, później na PC, następnie mąż mi kupił notbook. moja praca zawiera dwa tomy I 113 rozdziałów II 100 plus 1 na kolejne perypetie ale innej osoby. Wiele z rodziny jak i znajomi czytało moją pracę i wręcz namawiali bym to gdzieś udostępniła. Owszem, nie zaprzeczam... pierwsze 23 rozdziały ( były nudne i z błędami.) niestety jesteśmy zwykłymi ludźmi a nie redakcją wydawnictw, dlatego powinniśmy się na wzajem wspierać, jeśli zauważymy jakiś błąd w tekście.
  • A. Hope.S pół roku temu
    "na pierwszy rzut pojdzie wlasnie Z toba zawsze, " yyy rozumiem jedynie mleko ( nie czaje)
  • weatherwax83 pół roku temu
    bo ja sama siebie nie czaje, ostatnio wychodzi przemęczenie i sama nie wiem co piszę :) Chodziło mi o to, że być może kiedyś spróbuję wydać właśnie "Z tobą zawsze" i wtedy będę musiała usunąć to z opowi, ale do tego czasu jeszcze daleko ;) u mnie rodzina nie wie, że piszę, a znajomych to nie interesuje ;)
  • A. Hope.S pół roku temu
    weatherwax83 trzymam kciuki. :D na pewno dasz rady. zobacz mój przypadek. mnie zachęcali i teraz mam... bardziej zrytą głowę, bo chcę opublikować każdy rozdział bez błędnie, już robię, co w mojej mocy a i tak coś sfajfcze . :( Bo ja się nie znam na gramatyce, stylistyce interpunkcji itd. zaczyna mnie to dobijać, frustrować i znikać ochota udostępniania dalszych rozdziałów. w końcu ja nie pani redaktor.
  • A. Hope.S pół roku temu
    weatherwax83 w dodatku nie posiadam w mojej klawiaturze tego długiego myślnika. ( rozpacz) a najgorsze jest w tym wszystkim to że dużo czytam, ale nie w polskim języku.
  • weatherwax83 pół roku temu
    A. Hope.S nie ma sie co się spinac i odbierac redaktorom calej pracy, nie należy się poddawać
  • A. Hope.S pół roku temu
    weatherwax83 ale po co mam się starć i poprawiać, skoro i tak tego nikt nie czyta. jedynie yanko mi daje otuchy i małe hope, pchnie mnie do przodu, ok Canulas dał mi wskazówki i teraz mam typowy, whiskas z mózgu. Ogonisko, również podał wskazówki.... ale... jestem do bani. ;(((
  • weatherwax83 pół roku temu
    A. Hope.S ja wpadnie jak mi się skonczy goracy okres w pracy, już zaglądałam raz i rażących błedow nie widziałam, co najwyzej bardzo krotkie te podziały na bohaterow. Ja sie tez nie znam na pauzach i polpauzach etc, a dlugi myslnik zrobisz naciskajac w wordzie ctrl i minus na klawiaturze numerycznej ;)
  • A. Hope.S pół roku temu
    weatherwax83 słoneczko... ja mam niemiecką klawiaturę i po wprowadzeniu polskiej wersji musiałam pier jak chomik kopać i szukać, gdzie co się znajduje, mało tego mój notbook nie posiada klaw. num. i taka mam dzidę..
  • weatherwax83 pół roku temu
    A. Hope.S haha no to fakt, masz problem, ale ja bym sie tymi durnymi kreskami, jesli chodzi o poczytalnosc to poczatki zawsze sa trudne, spróbuj na wattpadzie, tam nieco łatwiej o czytelników niż tutaj ;)
  • weatherwax83 pół roku temu
    *nie przejmowała - miało być
  • A. Hope.S pół roku temu
    weatherwax83 tu już nie chodzi mi o czytelników, gdzie jestem w sumie zaskoczona liczbą odkryć, lecz obawa wyśmiania się przez banalne błędy, które koryguje a i tak wychodzi więcej. Dlatego leje na to jak one wyglądają. ten kto będzie zainteresowany tą powiastką to przeczyta, nawet z źle wstawionym przecinkiem, czy połkniętą literka. Mam to w nosi. Ależ mam doła
  • weatherwax83 pół roku temu
    A. Hope.S to po co łapiesz doła skoro masz to w nosie, kochana nie ty jedna robisz takie błedy, ja wiem ze sa czytelnicy ktorzy wytknal kazdy jeden drobiaz, ale ja sie nimi nie przejmuje, ja na wattpadzie mam fajnych czytelnikow wlasnie, ktorzy albo pomoga i wylapia bledy, albo tak sie zaczytaja ze ich nie zauwaza, generalnie rzadko kto sie wymadrza ;) a mi na wattpadzie zajelo rok zeby miec duzo wyswietlen, a bywaja tam slabi pisarze ktorzy maja tych wyswietlen jeszcze wiecej, o to tu chodzi zeby pisac i uczyc sie na bledach, z tego przeciez nikt nie strzela ;)
  • weatherwax83 pół roku temu
    A. Hope.S na opiwi trochę trduniej znaleść te błędy i pomoc przy ich poprawianiu ;)
  • A. Hope.S pół roku temu
    weatherwax83 Ach słoneczko, dziękuje za miłe słowa. możesz mi podać link na to wattpad?
  • weatherwax83 pół roku temu
    A. Hope.S https://www.wattpad.com/login
  • A. Hope.S pół roku temu
    dziękuje słoneczko :*

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania