Nie będę twoim bohaterem - Rozdział 5

Malwina

Stołówka. Nie jakiś tam szkolny bufecik z drożdżówkami i chipsami, ale stołówka z prawdziwego zdarzenia, mieszcząca niemalże wszystkich uczniów. Jesteśmy jednym z największych zespołów szkół średnich w naszym mieście. Mamy stołówkę, kompleks sal gimnastycznych z prysznicami, basen oraz wyremontowane, nowoczesne boisko szkolne. Dyrektorka zdecydowanie ma przerost ambicji nad treścią, ale nie powiem, lubię naszą szkołę i mocno się w niej udzielam.

Od tego roku na stołówce można zjeść również ciepły posiłek, ponieważ otworzono przy niej kuchnię, gdzie serwują prawie że domowe obiadki. Oczywiście wszystko za dodatkową opłatę, ale w przyzwoitej cenie i przynajmniej nie musimy w kółko jeść kanapek.

Wszystko to, dzięki prężnie działającej radzie uczniowskiej, której przewodniczącą jest Aśka Dąbek*, a zastępczynią ja, we własnej osobie. Spoglądam w stronę stolika, gdzie siedzi Joasia z przyjaciółmi. Blondynka, z falowanymi włosami, jeszcze rok temu przyjaźniła się z Laurą i Martą, dwiema największymi sukami w szkole, choć sama była całkiem sympatyczna. Wszystko zmieniło się w okolicach zeszłorocznej studniówki. Najpopularniejsza trójka dziewczyn rozpadła się, a Joasia zaczęła się zadawać z o wiele mniej popularnymi ludźmi. Co ja gadam, z paczką, która zawsze było nazywana outsiderami, choć nie mam pojęcia dlaczego.

Ja i moje kumpele nie należymy do żadnej licealnej grupy. Po prostu sobie egzystujemy. Nie jesteśmy popularne, ale tez nikt nas nie zaczepia ani nie wyśmiewa się z nas. Zupełnie spokojnie płyniemy sobie na falach szkolnego życia, które powoli dobiega końca. Za dwa tygodnie studniówka, a potem matura. Boję się tej zmiany związanej z końcem szkoły i rozpoczęciem studiów. Wszyscy czują podekscytowanie, a ja przerażenie. Weronika i Dominik wyjeżdżają za granicę do pracy na dwa miesiące, potem na tydzień egzotycznych wakacji. Alicja miała dość podobne plany, zanim jeszcze rozstała się z Michałem. A ja? Nie mam zielonego pojęcia, co mam zrobić z własnym życiem. Nawet na studia jeszcze się nie zdecydowałam.

Siedzę przy stoliku, który zwykle zajmujemy z dziewczynami. Grzebię widelcem w czymś, co można by nazwać grecką sałatką. Przyglądam się otoczeniu. To jest to, co wychodzi mi najlepiej – siedzenie i obserwowanie innych. Czasem zastanawiam się, o czym myślą. Wyobrażam sobie, co robią w wolnej chwili, czy są szczęśliwi, zakochani. Z reguł układam sobie w głowie własne historie na ich temat. Zdarza mi się nawet je spisać, oczywiście ze zmienionymi imionami. Można powiedzieć, że piszę coś w stylu opowiadań. Nigdy nikomu o tym nie mówiłam ani nie pokazywałam. Nawet Alicji i Weronice. Z jednej strony umarłabym ze wstydu, gdyby ktoś to przeczytał, a z drugiej chciałabym, żeby ktoś ocenił, to co robię, wydał konstruktywną opinię, czy w ogóle ma to sens. Kiedy czytam te moje opowiadania, wydaje mi się, że mam jakieś rozdwojenie jaźni. Mam wrażenie, że pisał to ktoś inny i że jest rewelacyjne, a po chwili zamykam worda i mam ochotę wyrzucić do kosza wszystkie pliki. Jestem totalnym beztalenciem. Jestem beznadziejna.

Unoszę wzrok i przyglądam się otaczającej mnie rzeczywistości. Życie szkolne toczy się pełną parą. Uczniowie siedzą grupkami przy swoich stolikach. Śmieją się albo kłócą. Choć właściwie spora część siedzi z nosami w swoich smartfonach. Mam wrażenie, że wszystko dzieje się poza mną. Jakbym była zupełnie niezauważalna dla otoczenia. Może to i dobrze?

Nawet Weronika, która siedzi obok mnie, zapomniała chyba o moim istnieniu, bo jedyne czym w tej chwili się zajmuje to język Dominika. Przewracam teatralnie oczami na ten widok. Na szczęście wreszcie przychodzi Alicja. Siada z tacą naprzeciwko mnie, wącha podejrzanie to, co ma na talerzu, kręci nosem, ale ostatecznie łapie za widelec. Spogląda na całująca się parę i podobnie jak ja, przewraca oczami.

– Moglibyście przestać – jęczy – ludzie tu próbują jeść.

Weronika z niechęcią odrywa się od swojego chłopaka. Rozbawiona spogląda na Alę.

– Mówisz tak, jakbyś ty była święta. Przypomnę ci, że jeszcze rok temu sama obściskiwałaś się przy stoliku z tym swoim palantem.

Alicja mruży oczy i pokazuje jej język, ale Wera ma rację. Jeszcze w czerwcu, obie obściskiwały się ze swoimi chłopakami w porze lunchu. Michał, były chłopak Ali, był od nas starszy o rok, więc od października rozpoczął już studia. Bardzo się zmienił od tego czasu, choć dla mnie zawsze był dupkiem. Ciągle kłócili się o każda pierdołę, aż wreszcie zerwał z Alą dla pewnej studentki.

Prawda jest taka, że zawsze byłam w tej paczce jak piąte koło u wozu, choć dziewczyny zarzekają się, że wcale tak nie jest. Teraz jest trochę lepiej, bo Alicja jest znów singlem, ale wcale nie cieszę się z tego powodu. Wiem, że moja przyjaciółka bardzo cierpi. Zawsze była strasznie zapatrzona w Michała. Ja się tak nigdy nie zakocham. Zresztą wszelkich kandydatów i tak brak. To jedyny plus tego, że kończymy szkołę. Może wreszcie na studiach poznam kogoś, komu się spodobam.

– A właśnie. Idziemy w piątek na imprezę! – Głos Alicji wyrywa mnie z zamyślenia.

– Nie ma mowy – prycham. – Nigdzie nie idę. Nie mam zamiaru znów robić za twoją nianię.

– Oj, daj spokój, Mal. Nie bądź taka. Obiecałam przecież, że tym razem nie wypiję ani kropli. Weźmiemy mój samochód. Będzie fajnie.

– A ja ci obiecałam, że już nigdzie z tobą nie pójdę. – Nie ustępuję.

– Malwina, proszę cię. Nawet nie wiesz, co to za impreza. To coś dla ciebie! – Spoglądam na nią z powątpiewaniem. – W piątek, Blade gra w Rock N' Heavy. Mogłybyśmy pójść tam i posłuchać, jak gra.

– Blade? – Dominik pyta zaciekawiony.

– DJ, który ma grać na naszej studniówce.

– Skąd go wytrzasnęłyście?

– W zeszłym roku również grał na studniówce. Joasia była zachwycona i postanowiliśmy w tym roku też go wynająć – tłumaczę.

– Ale chyba nie będzie grał heavy metalu?

– Nie. – Przewracam oczami. – Ponoć gra fajną, rockandrollową muzę, przy której bawią się wszyscy.

– Byłam w zeszłym roku na tej studniówce i było zajebiście – wtrąca Alicja.

– Zdajesz sobie sprawę, że w Rock N' Heavy grają rocka albo i cięższą muzę? – pytam przyjaciółki. – To nie zupełnie w twoim stylu.

– E tam. – Wzrusza ramionami. – Mi to obojętne. Sama zawsze mówisz mi, że nie znam się na muzyce.

– Skoro ci obojętne, to czemu zawsze chodzimy na dyskoteki i muszę słuchać tej szmiry? – Przyciszam głos i mrużę oczy.

– Bo jesteś najlepszą przyjaciółką na świecie? – Alicja przesyła mi całusa.

Ona chyba sobie ze mnie jakieś jaja robi!? Jeszcze nigdy nie byłam na żadnej rockowej imprezie, ponieważ one nigdy nie chciały ze mną na taką iść. Jako jedyna z nich słucham cięższej muzy. Zawdzięczam to tacie, któremu podkradałam płyty ze starą, polską muzyką hard rockową. Pewnie dlatego Alicja wyleciała z takim pomysłem na piątkowe wyjście. Dobrze wie, że pójście na rockotekę mnie skusi.

– My odpadamy – odzywa się Weronika – w piątek mamy naszą drugą rocznicę. – Uśmiecha się do Dominika i po chwili już znowu zajęci są tylko sobą.

Spoglądamy z Alicją po sobie i krzywo się uśmiechamy.

– No to tylko ty i ja. – Alicja się przymila. – Będzie super. Poderwiemy jakiś długowłosych kolesi. Zawsze na takich leciałaś.

– Jesteś głupia.

– Tylko jak mam się ubrać? – kontynuuje nie zwracając na mnie uwagi. – Nie mam zbyt wielu czarnych ciuchów. Myślisz, że wpuszczają tam bez glanów?

– Bzdury gadasz. Też nie mam glanów.

– No widzisz. Nie będę jedynym odmieńcem.

Wzdycham ciężko. Czy ona naprawdę nie rozumie słowa nie? Mam dość imprezowania z nią i słuchania jej użalania się nad sobą. Często to nasze imprezowanie kończy się tym, że ją podrywa jakiś koleś, albo nawet dwóch, a ja zostaję sama w kącie i popijam soczek. Chociaż tym razem będę mogła sobie potańczyć, nawet jeśli Ala będzie zajęta spławianiem kolejnego fagasa. Czuję coraz większą ekscytację na myśl o piątku. Może to jednak nie jest taki zły pomysł?

Nagle drzwi do stołówki, które znajdują się naprzeciwko naszego stolika, otwierają się i wchodzi Arek. Dlaczego na jego widok czuję ucisk w żołądku? Dlaczego on tak na mnie działa? Przecież podobali mi się już różni chłopacy, ale jeszcze przy nikim się tak nie czułam.

Co on tu w ogóle robi? Ani razu w tym roku nie widziałam tego chłopaka na stołówce. Śledzę każdy jego krok i wyłączam się na to, co mówi do mnie Alicja. Ubrany jest właściwe jak co dzień, w gruba czarną bluzę z kapturem, zielone wojskowe spodnie i wojskowe buty. Arek łapie za tacę i talerz, nabiera sobie jedzenia i udaje się do wolnego stolika znajdującego się po mojej lewej stronie, w samym rogu sali. Rozsiada się wygodnie, wyciąga z plecaka książkę, którą czyta przy jedzeniu. Z takiej odległości nie widzę tytułu, nawet pomimo tego, że mam na nosie okulary, ale nie wygląda ona na szkolną lekturę. Arek ani na chwilę nie podnosi wzroku znad kartek, więc mogę się mu bezkarnie przyglądać.

Nie wiem, co on ma takiego w sobie. Znaczy się jest przystojny, nie powiem. I cholernie seksowny w tej swojej tajemniczości, ale przecież to nie jest chłopak dla mnie. Nie potrzebuję faceta po przejściach i z zapewne kryminalną przeszłością. Nie jestem jak inne dziewczyny. Nie mam potrzeby ratowania kogokolwiek przed samym sobą ani zmieniania go. Moi rodzice wściekliby się, gdybym zaczęła się spotykać z kimś takim, jak on. Z drugiej strony widząc jego smutne oczy, nie wierzę w plotki na jego temat i zżera mnie ciekawość. Ułożyłam już chyba dziesiątki możliwych historii na jego temat i ciągle nie daje mi to spokoju.

Ktoś pstryka palcami przed moimi oczami.

– Ziemia do Malwiny – mówi Alicja i macha mi przed twarzą. – Gdzie byłaś, jak cię nie było? – Spogląda w stronę, w która miałam utkwiony wzrok. Po jej ustach błąka się chytry uśmieszek. – Czyżby nasz przystojny wybawca wpadł ci w oko?

– Spadaj – warczę.

– Oj, no przecież widzę, jak się ślinisz.

Posyłam Alicji mordercze spojrzenie, więc przestaje drążyć temat, ale uśmiech nie znika z jej twarzy nawet podczas jedzenia.

Artur i Romek, kolesie z naszej klasy, podchodzą do stolika obok. Kładą na blacie swoje tace i siadają naprzeciwko siebie.

– Patrz na tego ćpuna – Romek mówi do Artura – udaje, że przyszedł poczytać książkę, a pewnie szuka nowego miejsca zbytu dla swojego towaru.

– Powinniśmy uważać, żeby czegoś nam nie dosypał. – Artur się śmieje.

– Oj, zamknijcie się. Jesteście kretynami – rzucam w ich stronę ze wściekłością i prawie że od razu gryzę się w język. Poprawiam nerwowo okulary.

Alicja unosi wzrok znad swojego talerza i robi wielkie oczy. Bezgłośnie pyta mnie, czy oszalałam. Chłopaki również patrzą na mnie zaskoczeni.

– Pojebało cię? – Artur prycha. – Bronisz tego degenerata?

Czuję, że na twarzy zalewa mnie purpura, ale nie odpuszczam.

– Skąd wiecie, że jest dilerem? Kupowaliście kiedyś towar od niego?

Chyba udało mi się ich zgasić, bo już nic mi nie odpowiadają, tylko mamroczą coś pod nosem i zajmują się swoim jedzeniem.

Jeszcze raz zerkam ukradkiem na Arka. Cholera, znów mnie przyłapuje. Spogląda w moją stronę znad książki. Mam nadzieję, że nie słyszał tej rozmowy. Nasze spojrzenia się łączą. Tym razem nie uciekam wzrokiem ani nie posyłam mu uśmiechu. Patrzymy tak przez chwilę na siebie, aż w końcu to on pierwszy opuszcza wzrok, wracając do czytania.

***

*Aśka Dąbek - bohaterka mojego opowiadania "Z tobą zawsze"

Średnia ocena: 4.2  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Wrotycz pół roku temu
    Trzeci akapit sprawił, że się uśmiechnęłam. Więc to ta sama szkoła:)
    Z przyjemnością, jak zawsze, jak zawsze z nutą nostalgii.
    Pozdrawiam:)
  • A. Hope.S pół roku temu
    Czekam na dalszą część. ocena oczywista. :D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania