Nie będę twoim bohaterem - Rozdział 6

Malwina

W środowy poranek przychodzę do szkoły bardzo wcześnie rano, jeszcze przed innymi uczniami, czy nawet nauczycielami. Mam do pozałatwiania kilka papierkowych spraw związanych z konkursem polonistycznym, organizowanym w naszej szkole, który odbędzie się w ten piątek. Muszę też zacząć stroić salę gimnastyczną, gdzie uczniowie będą pisać test. Czeka mnie wiele pracy. Mam do pomocy tylko dwie dziewczyny z równoległej klasy, z których jedna się rozchorowała.

Jako wice przewodnicząca rady uczniowskiej oraz osoba oddelegowana do pomocy przy konkursie, mogę przebywać na terenie szkoły poza godzinami lekcyjnymi. Wie o tym również pan Józef, szkolny dozorca, który właśnie otwiera mi tylne drzwi i wpuszcza do opustoszałej szkoły. Pan Józef jest starszym, nieco gburowatym mężczyzną, ale jeśli zamieni się z nim kilka słów, można go polubić. Nie raz słyszałam, jak psioczył na uczniów, którym czasem przychodzą do głowy głupie pomysły. Jednak dla mnie zawsze był miły, choć rzadko się uśmiecha. Trochę kojarzy mi się z Arkiem. O rany. Nie wiem, czemu znów pomyślałam o tym chłopaku.

– Dzień dobry. – Posyłam dozorcy szeroki uśmiech, kiedy mijam go w drzwiach.

– Dziewczyno, nie możesz spać?

– Przepraszam, panie Józefie. Jeszcze tylko trzy dni, trzy i przestanę zawracać panu głowę. Obiecuję.

– Jasne – burczy pod nosem. – Zaraz wymyślicie coś innego. Jakąś akademię, zakończenie roku, albo inne cholerstwo, znów będę musiał organizować wam drabiny i stojaki. – Pan Józef zerka na mnie. Widzi moją skruszoną minę i wzdycha. – Kto, jak kto, ale akurat ty możesz mi zawracać głowę ile chcesz. – Uśmiecha się do mnie krzywo i oddala się w sobie tylko znanym kierunku. Pocieszny staruszek.

Kieruję się w stronę pokoju nauczycielskiego. Muszę skserować materiały na konkurs, potem trzeba zabrać się za strojenie sali gimnastycznej. Czeka mnie ciężki dzień. Mam nadzieję, że wyrobię się ze wszystkim.

Idąc pustym korytarzem, czuję się trochę nieswojo. Jedynie część świateł jest zaświecona, więc panuje lekki półmrok. Ściągam z głowy czapkę, rozpinam kurtkę i poluźniam szalik. Niewielkie echo moich kroków odbija się od ścian. Mijam kolejne sale, stołówkę, salę gimnastyczną. Nagle słyszę hałas, cichy i niewyraźny, ale jestem pewna, że coś usłyszałam. Moje serce zatrzymuje się na kilka sekund. Odwracam się nerwowo, ale nikogo ani nic nie ma za mną, tylko pusty korytarz. Rozglądam się po wszystkich drzwiach, kiedy znów pojawia się ten odgłos, jakby ktoś zamykał drzwiczki metalowej szafki w szatni przylegającej do sali gimnastycznej. Tym razem moje serce przyspiesza, przez plecy przebiega zimny dreszcz. To nie może być pan Józef, bo on poszedł w przeciwną stronę, ale jeśli nie on, to kto? I co ja robię? Zamiast wrócić po woźnego, to niczym bohaterka horrorów, idę w stronę drzwi prowadzących do szatni chłopaków. Jak to było? „Cycata blondynka wbiega po schodach zamiast wyjść z domu" – tak, to zdecydowanie ja, chociaż nie jestem blondynką.

Drzwi są ciężkie i zaopatrzone w samozamykacz, więc kiedy wchodzę do środka pomieszczenia i puszczam je, a drzwi zamykają się z lekkim trzaśnięciem. Odgłos ten powoduje, że podskakuję w miejscu. Biorę głęboki wdech, zaciskam dłoń na czapce i idę przed siebie. Tutaj również jest niewiele światła. Po mojej prawej stronie stoją trzy rzędy metalowych szafek. Za nimi znajdują się drzwi prowadzące do łazienki z prysznicami. Nigdy nie byłam w męskiej szatni, jednak jej rozkład jest lustrzanym odbiciem szatni dla dziewczyn.

Kiedy docieram do końca pierwszego rzędu szafek, skręcam za róg i wpadam na coś, a raczej na kogoś. Zamykam oczy, a krótki krzyk wydobywa się z mojego gardła, ale od razu zostaje stłumiony przez dłoń, która ląduje na moich ustach, natomiast druga ręka oprawcy obejmuje mnie w pasie. Uchylam powieki, ale jedynie co widzę, to męska, dobrze umięśniona klatka piersiowa.

– Cicho bądź, bo ściągniesz tu dozorcę. – Słyszę nad sobą. Unoszę wzrok i kogo widzę? Pieprzonego Arka Mokrzyckiego we własnej osobie! Nogi uginają się pode mną. Cholera jasna, co za idiota, omal przez niego nie dostała zawału! – Będziesz cicho? – pyta przyciszonym głosem, a ja przytakuję niewielkim skinięciem głowy.

Arek zsuwa dłoń z moich ust, a mnie po raz kolejny przebiega dreszcz. Odskakuję od niego na bezpieczną odległość. Całe moje ciało zalewa fala gorąca. Pewnie jestem czerwona, jak burak. Co już staje się powoli normą przy Arku.

– Co ty... – Urywam w połowie pytania, ponieważ zaschło mi w gardle ze strachu. Od kaszluję. – Co to ty tu robisz, do cholery? – wyrzucam wreszcie z siebie.

Dopiero teraz, z tej odległości, widzę Arka w całej okazałości. Dosłownie. Stoi przede mną. Pół nagi. Na bosaka. Ubrany jedynie w zielone bojówki, zsunięte nisko na biodrach. Nie ma koszulki. Jego włosy są mokre, jakby właśnie wyszedł spod prysznica. Przez ramię ma przewieszony ręcznik ze szkolnym logo. Łapie za niego i zaczyna wycierać głowę. Widzę, jak poruszają się jego mięśnie i znów zasycha mi w gardle. Mojej uwadze nie umyka blizna pod prawymi żebrami. Natomiast kiedy prostuje ręce, w zgięciu obu łokci widzę blizny, wyglądają jak po wielokrotnych wkłuciach igły. Cholera. Co jeśli on faktycznie jest ćpunem? Przełykam nerwowo ślinę, której teraz z kolei jest zdecydowanie za dużo w moich ustach. Z drugiej strony, żaden typowy ćpun nie wyglądałby tak... zdrowo?

– Biorę prysznic, nie widać? – Arek mówi spokojnie, jakby to było oczywiste. – To raczej co ty tu robisz? W końcu to męska szatnia.

– Odbiło ci? – Robię wielkie oczy. – Widziałeś, która godzina? Szkoła jest jeszcze zamknięta. Pierwsze osoby zaczną się tu pojawiać za niecałą godzinę.

– Więc co ty tu robisz?

– Ja mam pozwolenie – mówię trochę głośniej i od razu przyciszam głos. – Pan Józef wie, że tu jesteś? Nic mi o tobie nie wspomniał. – Powinien był mnie uprzedzić, że ktoś jeszcze kręci się po szkole, może wtedy nie miałabym takich schizów.

Arek nagle zaczyna zbliżać się do mnie. Cofam się instynktownie, ale nie mam dużo miejsca na ten manewr, ponieważ od razu czuję za plecami chłód ściany. Wzdrygam się, kiedy chłopak opiera rękę tuż przy mojej głowie. Jego mina jest obojętna i bije od niego taki sam chłód, jak od tej gładkiej powierzchni za mną. Arek przybliża się do mnie tak blisko, że czuję zapach mydła na jego skórze, a w oczach widzę gniewne ogniki. Dopiero teraz zauważam, że jego oczy mają niesamowity odcień zieleni, taki butelkowy.

– Pan Józef nie wie o tym, że tu jestem. Nikt nie wie. I dobrze ci radzę, żeby się nie dowiedzieli, bo inaczej może to się źle skończyć.

Parskam śmiechem. Serio. I to tak, że omal nie opluwam twarzy i torsu Arka. Chłopak przymyka oczy, a ja opuszczam głowę i chichoczę się, jak głupia.

– To miała być próba zastraszenia mnie? – pytam przez łzy wywołane śmiechem. – Sorry, ale jakoś nie boję się. – Zagryzam lekko dolną wargę.

– A powinnaś – Arek prycha, widząc, że nie przestaję się śmiać. Odpycha się od ściany. – Zapomniałaś już, że biegam po ulicach z wielkim nożem? – pyta i znika za szafkami, więc idę za nim.

Wychylam się zza rogu ostrożnie. Arek wciąga przez głowę czarny T-shirt. Na jednej z ławeczek leży kilka jego ubrań. Widząc po raz kolejny pracę jego mięśni, robi mi się jakoś duszno. Nie wygląda jak jakiś paker, ale wszystko jest zdecydowanie na swoim miejscu. Następnie ubiera grubą bluzę, przeczesuje dłonią wilgotne włosy. Zerka na mnie.

– Jeszcze tu jesteś?

– A tak serio Arek, to co tu robisz? – Nie odpuszczam. – Przyszedłeś wziąć prysznic? Zabrakło ci ciepłej wody w domu, czy jak?

Chłopak posyła mi gniewne spojrzenie, jego szczęka zaciska się mocniej. Siada na ławce i zaczyna ubierać skarpetki. Jego ruchy stają się jakieś nerwowe.

– Nie twój zasrany interes, Malwa – warczy.

– Mam na imię Malwina – mówię z naciskiem.

Arek kończy wiązać buty, wstaje gwałtownie z ławki, zbiera swoje rzeczy, a mokry ręcznik wrzuca do pomarańczowego kosza stojącego pod ścianą, gdzie chłopaki wrzucają swoje ręczniki po treningach. Staje obok mnie i taksuje mnie spojrzeniem.

– Mówię poważnie, nie wypaplaj nikomu, że mnie tu widziałaś. – Tym razem jego głos brzmi naprawdę poważnie.

– Nie powiem, jeśli mi powiesz, co tu robisz o tej godzinie.

Arek przygląda się przez dłuższa chwilę moim oczom, potem jego spojrzenie pada na moje usta. Serce mi przyspiesza. Jednak kręci głową, odwraca się i bez słowa rusza w stronę drzwi prowadzących na korytarz.

– Oj, proszę cię. – Łapię go za rękę, którą unosi i wbija wzrok w moje palce zaciskające się na jego przedramieniu, więc szybko odsuwam dłoń. – Przecież wiesz, że nikomu nie powiem. – Przewracam oczami. – Będzie mnie zżerać ciekawość.

– Z wami są same problemy. – Znów kreci głową.

Z nami? Znaczy, z kim? Ze mną i z Alą? Chyba, że ogólnie chodzi mu o dziewczyny. Nie umiem go rozgryźć. Siebie w sumie też. Nie wiem, czemu tak bardzo na niego naciskam, ale czuję, że to jest ważne. Może ten chłopak ma kłopoty? Potrzebuje pomocy? Chociaż pewnie on właśnie może być źródłem kłopotów. Powinnam unikać go jak ognia, a jednak. Widocznie jestem niczym ćma i bardzo chcę spalić się w jego płomieniu.

– Mieszkam tu – Arek rzuca nagle.

– Mieszkasz? Jak to, mieszkasz? Gdzie tutaj? W szatni? W szkole? – Z moich ust wypływa potok słów.

On unosi jedynie oczy i spogląda w stronę sufitu, czym ewidentnie daje mi znać, że ma mnie dość.

– Okej. Pokażę ci, jeśli dzięki temu odczepisz się ode mnie. – Arek ujmuje moją dłoń w swoją. Jest ciepła, rozgrzana pewnie jeszcze porannym prysznicem. To ciepło przechodzi również na moje całe ciało. Mam ochotę zrzucić tę kurtkę, bo zaraz się chyba ugotuję.

Zanim wychodzimy z szatni, Arek rozgląda się po korytarzu. Następnie ciągnie mnie za sobą. Idziemy ciemnym korytarzem, trzymając się ściany. Czuję się, jakbym grała w jakimś filmie szpiegowskim. Nie bardzo jestem pewna, dokąd prowadzi mnie Arek. Wchodzimy do części szkoły, której nie znam i która raczej jest mało uczęszczana. Kiedy dochodzimy do celu naszej wędrówki, a przynajmniej tak mi się wydaje, tracę już całkiem orientację. Szliśmy schodami do góry, potem przechodziliśmy przez dziwne korytarze, żeby wreszcie zejść do piwnic.

Stajemy przed drzwiami zamkniętymi na kłódkę, którą Arek otwiera kluczykiem wyciągniętym ze spodni. Wchodzimy do niewielkiego pomieszczenia, choć może i jest wielkie, gdyby nie to, że jest zagracony jakimiś starymi sprzętami sportowymi. Jedynym źródłem światła jest małe okienko, lufcik pod sufitem. Arek zaświeca więc gołą żarówkę, która zwisa z sufitu. Moim oczom ukazuje się materac taki, jak rozkłada się podczas w-fu. Na nim znajduje się jakiś koc oraz poduszka. Obok leży duża torba, pewnie z ubraniami Arka. Na niewielkim stoliku, w kącie stoi butelka wody i resztki po drożdżówce z makiem.

Moje oczy robią się coraz większe ze zdziwienia. Powiedziałabym, że urządził sobie przytulny kącik, gdyby nie fakt, że on tu mieszka, więc wszelkie sarkastyczne uwagi, które miałam w głowie ulatniają się w jednej chwili. Robi mi się ciężko na sercu, jest mi tak cholernie żal Arka. Nic nie rozumiem z tej całej sytuacji.

– Już zadowolona? Teraz możesz mnie zostawić w spokoju?

Udając, że nie słyszę jego słów robię kilka kroków w głąb pomieszczenia. Arek ciężko wzdycha i zamyka za nami drzwi. Rzuca swój plecak na podłogę pod ścianę i opiera się biodrem o stolik. Zakłada ręce na piersi i przygląda się moim poczynaniom.

– Ty tu mieszkasz? Mokrzycki, chyba jaja sobie ze mnie robisz? Co to kurwa, w ogóle jest?

Arek unosi kącik ust w krzywym uśmiechu, chyba go rozbawiłam, ale mi wcale nie jest do śmiechu.

– Nie wiedziałem, że takie grzeczne dziewczynki znają takie brzydkie słowa. – Posyłam mu wkurzone spojrzenie, więc odpuszcza. – To stary składzik. Od lat nieużywany. Nikt tu nigdy nie zagląda.

– Od dawna tu mieszkasz?

– Od soboty.

– To skąd wiesz, że nikt tu nie zagląda?

Arek wzrusza ramionami. Podchodzi bliżej. Uderza delikatnie żarówkę, która zaczyna się bujać i tworzy na ścianach i sprzętach roztańczone cienie.

– To nie pierwszy raz, kiedy się tu zaszywam. Już w pierwszej klasie odkryłem to miejsce i zrobiłem tu swoją dziuplę. Zmieniłem kłódkę i tylko ja mam klucz. Przynosiłem tu podręczniki i zeszyty, żeby nie trzymać ich w domu. I tak zawsze zadania domowe odrabiałem w bibliotece, albo w którejś z klas, żeby mieć spokój. Czasem spędzałem tu noce, kiedy w domu... – zacina się – kiedy w domu nie dało się wytrzymać. Jakoś nikt od tego czasu nie zainteresował się tym miejscem.

– A co z twoimi rodzicami? Nikt cię nie szuka?

– Gówno moich rodziców obchodzę, poza tym, jakbyś nie wiedziała, jestem już pełnoletni – mówi nieco ostrzej.

Muszę wyglądać, jak idiotka, bo stoję z szeroko otwartą buzią i przyglądam się Arkowi przez dłuższą chwilę. Mam tyle pytań, na które chciałabym znać odpowiedzi, ale jakoś teraz żadne nie przychodzi mi do głowy. Nie mogę uwierzyć w to, co powiedział. Jak może tu mieszkać, przecież to uwłaczające? I jakim cudem udaje mu się pozostać niezauważonym?

– W szkole są kamery – odzywam się wreszcie. – Nikt nie zauważył, że tu się zakradasz?

– Mam swoje sposoby – odpowiada zagadkowo. – Tłumaczę ci, że robię to nie od dziś. – Arek podchodzi do mnie jeszcze bliżej i łapie mnie za ramię. Nawet przez kurtkę czuję, że jego palce zaciskają się mocniej niż powinny. – Malwina, mówiłem poważnie. Nie możesz powiedzieć nikomu o tym. – Ruchem głowy wskazuje pomieszczenie, w którym się znajdujemy. – Jeśli się dowiedzą, mogą mnie wywalić ze szkoły. Nie dość, że wyląduję pod mostem, to jeszcze nie pozwolą mi zdawać matury. Rozumiesz?

Patrzę w jego smutne, piwne zielone oczy. Moje nogi robią się jak z waty.

– Yyy, jasne – mówię zachrypniętym głosem. – Nikomu nie powiem. Masz moje słowo. – Wyszarpuję rękę z jego ucisku. Zaczynam się cofać w stronę drzwi. Spoglądam na zegarek. – Szlag – klnę pod nosem. – Miałam porobić ksero i... i w ogóle mam sporo rzeczy do porobienia – jąkam się. – Muszę już spadać. Widzimy się na lekcjach.

Wypadam ze składziku jak oparzona. Moje myśli kotłują się w głowie. Tyle rzeczy do zrobienia, a tymczasem pewnie jedyna rzecz, na jakiej będę mogła się skupić, to Arek. Chciałabym mu jakoś pomóc, ale jak? To zdecydowanie mnie przerasta.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • A. Hope.S 5 miesięcy temu
    w sumie sama nie należę do super pisarek, ale w pewnym momencie jest za dużo ' się'
    Ogólnie znasz moje zdanie. czekam na kolejną część. :D
  • weatherwax83 5 miesięcy temu
    dzięki
  • Wrotycz 5 miesięcy temu
    Dobrze, że zajrzałam do spisu opek:)
    Ciekawe czy tytuł determinuje fabułę? Na razie taki wariant się nie zapowiada, bohaterowie zaczynają się poznawać. Ale...
    Pozdrawiam:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania