Nie będę twoim bohaterem - Rozdział 7

Arek

Nie sądziłem, że ktokolwiek może szwendać się po szkole o tak wczesnej porze. A jednak. Ta cholerna, wścibska, dziewucha musiała się napatoczyć i to w męskiej szatni. Co, jeśli się wypapla i cały mój plan weźmie w łeb? A tak dobrze mi szło. Jestem wściekły na siebie, że dałem się przyłapać.

Pan Józef, szkolny dozorca, to wiekowy facet, głuchy i ślepy. Owszem, pilnuje ogólnego porządku, ale cieszy się ciepłą posadką i niespecjalnie się wysila. Nie wiem jak do tego doszło, ale kilka razy zamieniłem z nim parę zdań. Znał mojego brata jeszcze z czasów, gdy Tomek chodził do tego liceum. Może bał się, że ja również będę gówniarzom sprzedawał narkotyki? W każdym razie, to od pana Józefa dowiedziałem się, że nikt nie pilnuje szkolnych kamer. Obraz z nich jest rejestrowany tylko po to, żeby w razie jakiś incydentów, wandalizmu, kradzieży, można było sprawdzić, kto jest winny.

Może jednak Malwina nie wygada nikomu? Przecież nie robię nic złego, nikomu nie szkodzę. Kiedy zobaczyłem jej maślane oczy, wiedziałem, że nie odpuści dopóki nie dowie się prawdy, ale coś czuję, że i tak nie ma zamiaru zostawić mnie w spokoju. Z drugiej strony, po co miałaby się przejmować szkolnym odludkiem i to na kilka miesięcy przed końcem szkoły?

Wiercę się na szkolnym krześle. Rzucam długopis na kartkę. Właśnie skończyłem pisać test z angola, który mieliśmy od razu na pierwszej lekcji. Nie jestem jakiś tam poliglotą, ale test był banalny. Przed wypadkiem, w poprzedniej klasie nauczycielka z angielskiego była bardziej ambitna niż ta teraz. Tak więc obecny materiał mam opanowany. Spoglądam w stronę Malwiny. Siedzi pochylona, skupiona na swoim teście. Włosy ma upięte z tyłu tak, żeby nie wpadały jej na twarz. Od czasu do czasu poprawia okulary, które zsuwają się jej z nosa. Na jej prawym uchu widnieje szereg kolczyków, wkrętek ozdobionych różnokolorowymi kamykami mieniącymi się w świetle lamp.

Przez cały ten czas nie spojrzała na mnie ani razu, jedynie wchodząc do klasy posłała mi nerwowe spojrzenie. To nie było spojrzenie pełne strachu w stylu, nic nie powiem bo się ciebie boję, ale takie: Mokrzycki, jest mi ciebie żal, ale wolę udawać, że ze sobą nie rozmawialiśmy. Cholera, niepotrzebnie jej powiedziałem. Mogłem ją bardziej nastraszyć.

Nauczycielka zbiera kartki od wszystkich uczniów. Mój telefon, schowany w kieszeni, wibruje. Wyciągam go i pod stołem sprawdzam. Dostałem wiadomość od matki, choć mam wrażenie, że to raczej Bartek ją pisał.

Szczylu, gdzie się podziałeś? Trzeba opłacić czynsz, a ty jeszcze nie dałeś swojej części.

Wzdycham. Pierdoleni gnoje. Po wypadku, z pomocą Pawła, udało mi się załatwić sądownie, żeby wszystkie pieniądze z renty oraz alimentów od ojca, wpływały na konto otworzone przeze mnie. Tak, żeby nie przechodziły przez ręce starej, bo razem z Bartkiem wydaliby je na wódę. Od tego czasu dokładałem się do czynszu. Nie obchodziło mnie, co robią z tymi pieniędzmi, dopóki miałem gdzie mieszkać. Odpisuję, choć właściwie powinienem olać sprawę.

Jakbyście nie zauważyli, wyniosłem się. Radźcie sobie sami.

Waham się przez chwilę, ale naciskam przycisk wyślij. Ściskam mocniej telefon. Nawet nie zauważyłem, kiedy wyjąłem go spod ławki. Zaciskam mocniej szczękę. Mam ochotę rzucić tym urządzaniem przez okno. Nienawidzę własnego życia.

– Mokrzycki – słyszę głos nauczycielki – proszę schować telefon!

Unoszę wzrok. Część dzieciaków jest odwrócona w moja stronę. Nie cierpię takich sytuacji. Niektórzy mają durne uśmieszki na twarzach. Malwina również patrzy na mnie, ale poważnym wzrokiem. Przygryza wargę. Przebąkuję jakieś przepraszam i chowam telefon.

Pod koniec lekcji waham się, czy nie zaczepić jeszcze raz Malwiny i upewnić się, że na pewno nikomu nie powie. To jednak nie jest najlepszy pomysł. Nie mam zamiaru wchodzić z nią w jakiekolwiek relacje. Mam to z resztą w dupie. Jak chce, to niech się wygada. Najwyżej wywalą mnie ze szkoły i tak mam ochotę to wszystko rzucić w cholerę. A tak będę miał wytłumaczenie dla Pawła, że sami mnie wywalili.

Rozbrzmiewa dzwonek. Wstaję gwałtownie, łapię swój plecak i jako jeden z pierwszych wychodzę z klasy.

***

Po angielskim mamy fizykę. Ledwie zaczęła się lekcja, Malwina wpada do klasy. Jest spóźniona. Jednak, zamiast usiąść w ławce, podchodzi do starej Suchoniowej. Z końca sali nie słyszę, o czym mówią, ale zdecydowanie nie podoba mi się jak obie spoglądają w moją stronę.

– Panie Mokrzycki, pójdzie pan z koleżanką i pomoże przy strojeniu sali gimnastycznej – nauczycielka zwraca się do mnie.

Na jej słowa robię wielkie oczy.

– Słucham? – pytam głupkowato i zerkam na Malwinę, która uśmiecha się szeroko. Dlaczego ona szczerzy się jak głupia do sera?

– Głuchnie pan z wiekiem, czy jak? – Stara jędza nie ustępuje. – Chyba powiedziałam wyraźnie? Pani Florczyk potrzebuje jakiegoś mężczyzny do zawieszania ozdób na auli. Z tego co wiem, jest pan wysoki i jest mężczyzną, więc nada się idealnie. Chyba, że się mylę?

Zajebiście. Wstaję powoli i łapię za swój plecak. Staram się zachować stoicki spokój pomimo tego, że oczy wszystkich w klasie zwrócone są w moją stronę, po raz kolejny tego dnia.

Udaję się za Malwiną do wyjścia z klasy i już po chwili znajdujemy się w sali gimnastycznej. W zupełnej ciszy, pomagam jej rozłożyć wysoką drabinę, na którą sama się wspina i rozwiesza na ścianie papierowe ozdoby, przy pomocy taśmy klejącej. Świetnie sobie radzi, więc wyciągam zeszyt z chemii i przeglądam notatki. Na następnej lekcji ma być kartkówka z białek, której wolałbym nie zawalić.

Malwina już chyba piąty raz zdążyła zejść z drabiny, przesunąć ją dalej i kontynuować ozdabianie ściany. Zamykam zeszyt i wzdycham. Przyglądam się jej. Kiedy wyciąga ręce i wspina się na palce, jej koszulka unosi się odkrywając skrawek brzoskwiniowej skóry na plecach. Nie mogę oderwać wzroku od tego widoku. Jest hipnotyzujący. Ostatnio zbyt często mój wzrok zatrzymuje się na tej dziewczynie. Zupełnie nie wiem, dlaczego. Jest ładna, nie powiem, ale nie eksponuje tej urody. Ubiera się też tak normalnie, niezbyt wyzywająco, choć kiedy się jej teraz tak przyglądam, to ma wszystko na swoim miejscu. Fajnie byłoby mieć taką dziewczynę, ładną i sympatyczną, no ale przecież, ja nie szukam żadnej, ani też nie jestem odpowiednim materiałem na chłopaka dla niej.

– Możesz mi wreszcie wyjaśnić, co tutaj robię i po co mnie wyciągnęłaś z lekcji? – pytam.

– A co? Źle ci?

– Nie, skądże. Jest w dechę. I te widoki. – Mój wzrok zjeżdża z pleców Malwiny na jej zgrabny tyłek i chyba faktycznie powinienem być w tej chwili najszczęśliwszym facetem na świecie, tylko jakoś to do mnie nie pasuje.

Malwina zerka na mnie z góry i spala buraka na twarzy. Wygląda przez to jeszcze zabawniej.

– Zamiast nabijać się ze mnie, powinieneś być mi wdzięczny – nawija – Suchoniowa planowała połowę lekcji przeznaczyć na pytanie nas. W ten sposób ominęła cię ta wątpliwa przyjemność.

– Mam być wdzięczny tobie czy starej? – Byłem pewny, ze to nauczycielka mnie wysłała.

– To ja poprosiłam ją o ciebie.

Że niby co? Unoszę brew w wyrazie zaskoczenia. Dlaczego akurat mną miałaby się przejmować Malwina. Dlaczego nie wyciągnęła którejś ze swoich kumpeli, albo jednego z tych klasowych przystojniaków? No jasne. Dowiedziała się, że pomieszkuję w szkole i teraz będzie zgrywać dobrą samarytankę i użalać się nade mną.

– Ale zdajesz sobie sprawę, że nie obawiam się pytania z fizyki? Nie mam problemów z tym przedmiotem.

– Ach, no tak. – Nie widzę jej twarzy, przysiągłbym, że dziewczyna wywraca teatralnie oczami. – Zapomniałam, że jesteś geniuszem z nauk ścisłych. Nie wiedziałam tylko, że marzysz o tym, żeby odpowiadać u Suchoniowej. Pewnie uwielbiasz stać koło biurka, tak blisko niej, zaciągać się zapachem jej przepoconej, sztucznej bluzki. Podniecają cię pewnie te młodzieńcze nogi, na które zakłada pozaciągane rajstopy, a kiedy siedzi na krzesełku, jej uda wyglądają jak rozpływająca się galareta – mówi, modelując teatralnie głos.

Cholera, dziewczyna trafia w dziesiątkę. Zdecydowanie wolę siedzieć w auli i obserwować jej pośladki opięte przez obcisłe jeansy. Hm, chyba jednak tutaj są lepsze widoki. Podchodzę od drabiny. Zadzieram brodę do góry, jedną dłoń kładę na drabinę, drugą opieram o swoje biodro.

– Może jednak ci pomogę?

– Nie, dziękuję – odpowiada z wysiłkiem , ponieważ wiesza kolejnego, papierowego kwiatka. Ma wyciągnięte ręce ku górze i trochę chwieje się na palcach. – Chociaż, mógłbyś nadmuchać tamte balony.

– Balony na konkurs polonistyczny? – Dziwię się.

– O matko, następny. Są w kształcie liter, to chyba się nadają? Sam zobacz. – Skinieniem głowy Malwina wskazuje karton na podłodze. Robi to jednak zbyt gwałtownie. Traci równowagę i leci z drabiny. Wszystko dzieje się w ułamku sekundy. Ledwie jestem w stanie zareagować i odsunąć się trochę od drabiny. Malwina spada prosto na mnie i razem lądujemy na dechach. Walę tyłem głowy w podłogę i czuję przeszywający ból. Włosy Malwiny rozsypują się na mojej twarzy, ale po chwili już widzę tylko światła pod sufitem. Dziewczyna jęczy. Zsuwa się ze mnie i przysiada obok. Łapie się za ramię.

– Rany, przepraszam, nic ci się nie stało? Jesteś cały? – gada jak pokręcona.

Podnoszę się do siadu i zaczynam rozmasowywać tył głowy. Zerkam na nią. Jest wyraźnie zmieszana. Twarz ma wykrzywioną z bólu.

– Nic mi nie jest, ale co z tobą? – Wskazuję na jej ramię.

– Oh, to tylko stłuczenie, chyba. Przepraszam, że spadłam na ciebie. Gdyby nie ty mogłoby to się gorzej skończyć. Znów mnie uratowałeś. – Malwina chichocze nerwowo. Jej twarz po raz kolejny zalewa purpura. Przeczesuje dłonią włosy, starając się doprowadzić do porządku. Jesteśmy tak blisko siebie, że teraz dostrzegam kilka piegów na jej perkatym nosku oraz różnokolorowe plamki na tęczówkach. Z bliska jest jeszcze ładniejsza niż z daleka. Usta ma pełne, ale nie za duże, takie idealne do całowania. Opanuj się Mokrzycki. Nie dla psa kiełbasa.

– To może ja to dokończę? Ty nadmuchaj balony – mówię, a dziewczyna uśmiecha się do mnie z wdzięcznością. Podnoszę się z podłogi i podchodzę do drabiny. Wzdycham ciężko. Dlaczego to zawsze mnie spotyka?

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • konfiguracja 5 miesięcy temu
    Czwóreczka - niezłe.
    Porządnie napisane. Targetem przede wszystkim jest młodzież.
  • weatherwax83 5 miesięcy temu
    dzięki
  • A. Hope.S 5 miesięcy temu
    Aha... robi sie interesująco. :) Czekam na cd.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania