Nie będę twoim bohaterem - Rozdział 9

W piątkowy wieczór Alicja przyjeżdża po mnie o dziewiętnastej. Tak jak zapowiedziała, przyjechała samochodem. Zarzekała się, że tym razem nie wypije ani łyka, a ja mam zamiar trzymać ją za słowo.

Wchodzi do mojego domu. Ma mi pomóc zrobić makijaż. Kiedy zdejmuje z siebie płaszczyk oraz sweterek, szczęka mi opada. Ubrana jest w czarne, skórzane spodnie, przylegające do jej zgrabnych nóg oraz w czarny gorset z cieniutkimi ramiączkami i z sznurowaniem z przodu oraz z tyłu. Do tego na nogach ma buty na wysokim, grubym obcasie.

– Jak ty się ubrałaś? – pytam robiąc wielkie oczy.

– O co ci chodzi? Przecież idziemy na rockotekę.

– Ale ty się ubrałaś jak jakaś... gotka, - Chciałam użyć ostrzejszego określenia, ale się powstrzymałam.

– Za to ty w ogóle nie wyglądasz jak laska słuchająca rocka – prycha.

Teraz ja spoglądam na siebie. Założyłam moje ulubione, niebieskie jeansy przylegające do nóg oraz czarną, lejącą się bluzeczkę z rękawami trzy czwarte, z których jeden opadał nieco odkrywając moje ramię. Przewracam oczami. Miało być na czarno, jest na czarno, ale po co popadać w przesadę tak, jak ona? Stwierdzam, że nie będę wdawać się z nią w dyskusję, bo do tego durnego łba i tak nic nie wbiję. Odkąd zerwał z nią Michał, robiła wszystko, żeby pokazać jaka jest ładna i atrakcyjna. Tylko nie wiem po co, i bez tego podoba się chłopakom.

Alicja zabiera się za robienie mi makijażu.

– Nie opowiedziałaś mi w końcu o tej akcji z Mokrzyckim.

– Słucham? – pytam zaskoczona.

– No, jak Suchoniowa kazała mu iść z tobą stroić salę. Myślałam, że padnę z wrażenia, kiedy to usłyszałam – trajkocze.

Nie powiedziałam Alicji, że to był mój pomysł. Zadręczyłaby mnie wtedy pytaniami. Po co? Dlaczego? Kiedy i jak? Gdyby zaczęła drążyć, mogłabym wyjawić jej tajemnicę Arka. I tak było mi ciężko ukrywać przed nią, że wpadłam na gołego Mokrzyckiego w męskiej szatni.

– Nie ma o czym opowiadać. – Wzruszam ramionami. – Powiesiliśmy ozdoby i tyle.

– Tylko tyle? W ogóle nie rozmawialiście ze sobą? Nic ci nie powiedział?

– Dowiedziałam się tylko, że jest zwolniony z w-fu, bo miał operację kolana. – Coś muszę jej powiedzieć, inaczej nie da mi spokoju.

– Serio? Więc jednak rozmawialiście ze sobą. – Puszcza do mnie oko. – I jak się rozmawiało?

– Nie wiem. Dziwny jest. Trochę gburowaty.

– Ale za to jaki seksowny i tajemniczy. – Widzę błysk w oczach Alicji. Ona zawsze tylko o jednym.

Przed imprezą postanawiamy pójść jeszcze coś zjeść. Wybieramy jedną z knajpek blisko rynku, gdzie dają najlepsze hamburgery pod słońcem. Zamawiamy sobie po jednym. Jest dużo ludzi, ale udaje nam się znaleźć dwuosobowy stolik w pobliżu wyjścia. Na szczęście Alicja nie zdejmuje swojego sweterka, wiec udaje nam się uniknąć ciekawskich spojrzeń.

Jestem zmęczona dzisiejszym dniem. Konkurs się udał, wszystko było dopięte na ostatni guzik. Nauczyciele chwalili nawet wystrój sali. Cały dzień biegałam po szkole, robiłam ksero, kierowałam uczniami z innych szkół i ogólnie pilnowałam, żeby wszystko szło gładko. Jednak, mimo zmęczenia nie mogę się już doczekać rockoteki. Mam osiemnaście lat, ale pierwszy raz będę na takiej imprezie. Rodzice nie chcieli mnie puścić, bo za tydzień jest już studniówka, ale w końcu się zgodzili. Obiecałam im, że po studniówce nigdzie nie będę już wychodzić, tylko się uczyć.

Zajadamy się naszymi hamburgerami. Idealnie wypieczone mięso, chrupiąca bułka i świeże warzywa. Czego chcieć więcej? Jestem jednak ignorantką, myśląc, że nic nie jest w stanie zakłócić takiej pięknej chwili. Słychać nagle szuranie krzeseł i gwar w innym końcu pomieszczenia. Grupka ludzi wstaje od jednego z obleganych stolików. Ignoruję ich, ale Alicja nagle zamiera i wbija wzrok w tamto miejsce. Podążam za jej spojrzeniem. Kuźwa. Michał. Przyszedł zapewne ze swoją paczką ze studiów. Robią sporo hałasu, śmieją się i przekomarzają. Jakaś drobna blondyneczka uwiesza się jego ramienia. Alicja w jednej chwili robi się czerwona. Widzę, jak rozgląda się po sali i szuka drogi ucieczki, jednak jest już za późno. Michał nas zauważa. Mówi coś do reszty towarzyszy i odłącza się od nich. Podchodzi do naszego stolika.

– Cześć wam. – Uśmiecha się szeroko. Co za palant.

Ja i Alicja posyłamy sobie porozumiewawcze spojrzenia. Ona odkłada niedojedzonego hamburgera. Pewnie straciła apetyt.

– Czego chcesz? – warczy.

– Hej, spokojnie, Mała. – Chłopak się śmieje. – Chciałem się tylko przywitać. Świetnie wyglądasz.

– Dzięki – Alicja mruczy pod nosem. Wkurza mnie, że przy tym idiocie robi się taką szara myszką. Żałuję, że ma ten durny sweterek na sobie.

– Nie śpieszysz się czasem? – wtrącam się do rozmowy. – Twoi znajomi czekają na ciebie, a my też zaraz musimy wychodzić, jesteśmy umówione.

Michał posyła mi obojętne spojrzenie. Przebąkuje, jakieś cześć pod nosem i wychodzi z lokalu. Alicji opadają ramiona. Znów robi się smutna, a jeszcze przed chwilą szczebiotała jak skowronek.

– Dzięki – mówi tym razem do mnie, ze wzrokiem utkwionym w resztki swojego posiłku.

– I co, teraz do końca wieczoru będziesz miała spaprany humor, znów będziesz mi o nim jęczeć? – pytam lekko rozdrażniona. To miał być fajny wieczór. Alicja spogląda na mnie.

– Nie! – Ożywia się nieco. – Ale zdecydowanie muszę się napić.

– Co? – Robię wielkie oczy. – Przecież jesteśmy autem.

– Masz ze sobą prawko? – pyta, a ja głupia automatycznie przytakuję. – No, to ty dziś prowadzisz.

Alicja zrywa się z krzesełka. Łapie za swój płaszcz. Zaskoczona jej zachowaniem, również wstaję i zakładam kurtkę. Ledwie udaje mi się ją zapiąć, ona już ciągnie mnie za rękaw. W ostatniej chwili łapię resztkę swojego hamburgera i butelkę z sokiem.

***

Rock N' Heavy to jedyny rockowy klub w naszym mieście. Położony jest przy jednej z głównych ulic, ale wejście do niego znajduje się w głębi podwórka, do którego prowadzi nieoświetlona brama. Ledwie udaje nam się tam trafić, a kiedy wchodzimy w nią, czuję lekki niepokój. Wreszcie dostrzegamy drzwi z neonowymi literami układającymi się w nazwę klubu, a z budynku dobiega nas charakterystyczne dudnienie basów. Grupka osób z papierosami stoi przy wejściu. Mijamy ich i wchodzimy do środka. W niewielkim przedsionku, dość słabo oświetlonym, zatrzymujemy się przy kasie, która stanowi stolik ustawiony przy wejściu do właściwiej części klubu, a na nim leży mała kasa fiskalna. Do naszych uszu dobiega coraz głośniejsza muzyka. Przy stoliku siedzi chłopak z blond czupryną wpatrzony w swój telefon. Wydaje mi się dość znajomy i nie tylko mi.

– Arek?! – krzyczy Alicja, czym zupełnie mnie zaskakuje. Świetnie, tylko jego tu brakowało. Chłopak unosi wzrok znad ekranu. – Co ty tu robisz? – Alicja uśmiecha się szeroko.

– Pracuję – Arek mówi pod nosem. Podnosi się z krzesełka i staje przed nami z rękami w kieszeni. Wygląda, jak zawodowy ochroniarz.

– O rany, co za niespodzianka! A my przyszłyśmy się pobawić. To ulubione klimaty Malwiny! – Alicja szturcha mnie łokciem, ale ja chyba zapomniałam języka w gębie. – Może dzisiaj nie będziesz musiał nas ratować! – Puszcza oko do chłopaka. Czy ona z nim flirtuje, czy mi się tylko wydaje? Przewracam oczami, ale Alicja nie kończy nawijać. – Mają tu jakieś dobre drinki? Coś, czym można się znieczulić? Wiesz, co mam namyśli? – Znów robi to samo z okiem, może ona ma jakiś tik nerwowy?

Arek unosi brwi. Wydaje się być lekko rozbawiony.

– Nie wiem, jestem w pracy, więc nie piję – mówi. – Tylko nie przesadzaj, żeby znów nie musiał cię nieść do domu – dodaje szybko.

Alicja się śmieje.

– Bez obaw. Mal mnie odwiezie. Dziś przyjechałyśmy samochodem. – Alicja wydaje się być z siebie dumna. Szkoda tylko, że to ona będzie się świetnie bawić, a ja muszę prowadzić.

Arek spogląda na mnie. Właściwie to mierzy mnie wzrokiem, jego spojrzenie zatrzymuje się trochę dłużej na moich obcisłych jeansach i dopiero po chwili patrzy mi w oczy. Znów powoli czuję, że zalewa mnie rumieniec. Wreszcie się odzywam:

– Ile za wstęp? – Tak! To jest właśnie mój sposób na flirtowanie. „Ile za wstęp". Nożeż, nic mądrzejszego nie mogłam powiedzieć. Z wrażenia aż przygryzam dolną wargę, a na Arka ustach pojawia się imitacja uśmiechu.

– Po piątce.

Wyciągam z portfela banknot dziesięciozłotowy. Podaję go Arkowi. Chłopak łapie za pieczątkę z fluorescencyjnym tuszem, a następnie przybija ją na wewnętrznej stronie nadgarstka Alicji. Wyciągam do niego również swoją rękę, a on ujmuje moje place i delikatnym ruchem pieczętuje mi skórę Przez moje ciało przebiega dreszcz. Pierwszy raz doznaję takiego uczucia. To zachowanie Arka wydaje się dziwne. Nawet moją dłoń przetrzymuje dłużej niż musi.

– Chodźmy już, bo koniecznie muszę napić się czegoś słodkiego.

Alicja łapie mnie pod ramię i ciągnie do środka klubu, gdzie jest już sporo ludzi, do tego ciemno, a parkiet na środku owiany jest sztucznym dymem i oświetlony zielonymi reflektorami. Przede wszystkim jest też głośno. Bardzo głośno. Basy dudnią w naszych uszach. Impreza rozkręca się powoli, bo większość osób jeszcze siedzi przy swoich stolikach, a tylko garstka bawi się na parkiecie. Oddajemy nasze wierzchnie ubrania do szatni i również zaczynamy od zamówienia sobie czegoś do picia. Alicja bierze sobie kolorowego drinka o fikuśnej nazwie, a ja piwo bezalkoholowe. Odnajdujemy sobie wolny stolik tuż przy parkiecie z wysokimi krzesłami, rozsiadamy się i w ciszy przyglądamy klubowi oraz bawiącym się ludziom. Przy barierkach wokół parkietu ustawione są stoliki takie, jak ten przy którym siedzimy, a dalej czerwone sofy umieszczone w lożach.

Jedno jest pewne, niemalże wszyscy ubrani są na czarno albo przynajmniej częściowo na czarno. Strój Alicji również nikogo tu nie dziwi, bo nie ona jedna jest tak ubrana. Przed oczami przewijają się liczni chłopacy z długimi włosami, coś co od zawsze mi się podobało. Wyskakują właśnie na parkiet, bo DJ zapuścił Iron Maiden „Number of the beast". Sama bym wyskoczyła na środek, ale czuję się jeszcze niepewnie, więc tylko przyglądam się zafascynowana, jak bawiący się zarzucają włosami w idealnie zgranym tempie. Jestem pod wrażeniem klimatu panującego w klubie do tego stopnia, że czuję dreszcze na plecach. To jest zupełnie coś innego, niż na dyskotekach, na które chodziłam razem z Alą i Werą.

– Idziesz tańczyć? – Alicja krzyczy do mnie, a ja przerażona kręcę głową. Śmieje się ze mnie.

Z miejsca, w którym siedzimy mam też idealny widok na Arka. Stoi oparty o framugę przy wejściu do głównej części klubu. Ręce założył na piersiach i przygląda się całemu towarzystwu. Z tak daleka nie mogę stwierdzić, czy patrzy również na nas, ale czuję, że tak. Uśmiecham się pod nosem.

– Słyszysz, co leci? – Alicja się ekscytuje. Skupiam się na muzyce. Z głośników dobiega mnie głos Chylińskiej w utworze „Winna" – no tak, coś zdecydowanie bardziej w klimatach mojej przyjaciółki.

Dopijamy szybko nasze trunki, żeby nie zostawiać nic, do czego ktoś mógłby nam czegoś dorzucić. Wybiegamy na parkiet. Alicja zaczyna szaleńczo skakać, a następnie porusza się zwinnie tańcząc w rytm muzyki. Mi idzie to zdecydowanie gorzej. Mimowolnie przemieszczamy się na parkiecie i teraz znajdujemy się bliżej wyjścia. Widzę wyraźnie, że wzrok Arka utkwiony jest w nas. Zamiast czuć się bardziej skrępowaną, zaczynam poruszać się jakoś z większą gracją. Bardziej ponętnie.

Już nie schodzimy z Alicją z parkietu. Dajemy się ponieść muzyce nawet, kiedy leci coś ciężkiego. Niektóre utwory znam na tyle dobrze, że razem z tłumem wyśpiewuję słowa piosenek. Dlatego też cieszę się, jak dziecko, kiedy z DJ puszcza jeden z moich ulubionych zespołów – System of a down. Wczuwam się w tekst kawałka „Toxicity". Na parkiecie zebrał się spory tłum ludzi. Robi się ciasno. Gdzieś z boku majaczy mi przed oczami sylwetka Alicji. Zamykam oczy. Pod koniec utworu, kiedy muzyka nagle przyspiesza, tłum, którego jestem częścią, zaczyna pogować. Ludzie, głównie faceci, przepychają się nawzajem. Alicja znika z mojego pola widzenia, zepchnięta przez tłum. Próbuję się wycofać, ale jest za późno. Naglę czuję sile uderzenie w twarz. Ktoś przywalił mi z łokcia. Tracę równowagę i lecę do tyłu. Boleśnie upadam na tyłek. Okulary lądują gdzieś obok. Moich uszu dobiega jedynie przeraźliwy krzyk Alicji. Łapię się za bolące miejsce na twarzy. Boję się podnieść. Widzę, jak czarna fala szalejących ludzi zbliża się do mnie coraz bardziej. Zamykam oczy. Już po mnie.

Mijają kolejne sekundy, jednak nic się nie dzieje. Powoli uchylam powieki. W tych ciemnościach, w dymie i bez okularów, ledwie dostrzegam wysoką, barczystą postać, z blond włosami. Arek. Po raz kolejny ratuje mi życie, odpychając napierających ludzi. Nie wiem, co zrobił, ale pogujący tłum zupełnie się uspokoił. Chłopak odwraca się w moja stronę. Wyciąga do mnie rękę, którą chwytam. Pomaga mi wstać i przyciąga mnie do siebie osłaniając swoim ciałem. Nawet w tym dusznym klubie czuję jego zapach.

– W porządku? – pyta wprost do mojego ucha.

Kręcę przecząco głową. Ręką cały czas zasłaniam część twarzy. Do oczu napływają mi łzy. Coś zaciska mi gardło, ale bardziej z powodu swojego rodzaju upokorzenia niż z bólu. Dobiega do nas wystraszona Alicja. W rękach trzyma moje okulary, a raczej to, co z nich zostało, jedno całe szkło i pokrzywiona ramka. Zanim udaje jej się cokolwiek powiedzieć, Arek wyprowadza nas z parkietu i kieruje w stronę toalet. Wchodzimy do damskiej. Nawet Arek. Zupełnie bez obciachu, chociaż jakieś laski posyłają mu zaskoczone spojrzenia.

Ruchem głowy Arek pokazuje mi czarny, marmurowy blat, z trzema, wpuszczonymi w niego umywalkami. Siadam na gładkiej powierzchni, Ala opiera się o niego biodrem tuż obok mnie. Chłopak delikatnie odsuwa moją rękę od twarzy, a Alicja aż zasysa powietrze. Przygląda się mi z zatroskaną miną.

– Jest aż tak źle? – pytam cicho.

– Będzie limo, jak nic. – Alicja kręci głową.

Obracam się trochę i spoglądam w lustrzaną ścianę za moimi plecami. Cały policzek mam czerwony, najmocniej w miejscu, gdzie znajduje się kość policzkowa. Na szczęście nie oberwałam w oko.

– Przyniosę ci trochę lodu – Arek mówi łagodnym głosem. Zaskakuje mnie bijąca od niego troska. Puszcza moją dłoń. Nawet nie zauważyłam, że ją przetrzymywał.

Chłopak znika za drzwiami, a ja wzdycham, ciężko.

– Bardzo cię boli? – Ala pyta, ale nawet nie czeka na odpowiedz. – Za tydzień studniówka. Będzie trzeba to mocno zamalować.

– Co za różnica – wzruszam ramionami – przecież i tak idę tam tylko z tobą. Ala przewraca oczami, a ja dodaję: – Niepotrzebnie dałam się tobie namówić na tę imprezę.

– Nie moja wina, że słuchasz takiej pogańskiej muzy. – Broni się sarkazmem, ale kiedy patrzę na nią gniewnie, spuszcza skruszona wzrok. – Szukaj pozytywów. Znów zostałaś uratowana przez Arka.

Chcę jej odpowiedzieć coś głupiego, ale w tym momencie do łazienki wchodzą dwie dziewczyny, a za nimi Arek. W ręce trzyma ręcznik kuchenny wypełniony kostkami lodu. Nie podaje mi go, tylko sam przykłada okład do mojej twarzy. Krzywię się z bólu. Laski nie komentują obecności chłopaka w damskiej toalecie. Może boją się Arka, a może widzą, że to wyjątkowa sytuacja.

Arek jest tak blisko, że teraz wyraźnie widzę blizny na jego twarzy. On również przygląda się mi uważnie.

Magiczna chwila między mną a chłopakiem ulatnia się niczym eter, gdy Alicja odzywa się.

– Chyba będzie lepiej, jak już wrócimy do domu.

– Jest tylko jeden problem. – Spoglądam na szczątki okularów leżące przy umywalce. – Ty piłaś alkohol, a ja bez okularów, jestem ślepa, jak kret. Nie mogę prowadzić samochodu.

– Wróćcie taksówką – Arek odzywa się wreszcie.

– Nie zostawię auta w tej dzielnicy na całą noc – Alicja burzy się. – Dopiero co je dostałam. A może ty byś mógł nas odwieźć – dodaje po chwili – jeśli będzie trzeba poczekamy, aż skończysz robotę.

Mam wrażenie, że Ala nie do końca przemyślała swoich słów, ale jeśli chodzi o jej auto, to potrafi być zdesperowana. Arek spogląda na zegarek.

– Dobra – wzdycha – załatwię sobie jakieś zastępstwo na resztę nocy. Zaraz wracam.

Chłopak wychodzi znowu, a ja piorunuję przyjaciółkę spojrzeniem.

– No co? – Alicja się dziwi. – Przecież nie zostawię tu auta – prycha.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Wrotycz 3 miesiące temu
    Lubię Twoje pisanie, o czym dobrze wiesz:)
    Pozdrawiam.
  • A. Hope.S 3 miesiące temu
    Hejka. Czekam na kolejną część. Biedna Malwina. Za każdym razem przy Arku znajdzie się w obciachowej sytuacji. Znów się śmiała.
    Ale znalazłam parę rzeczy.
    Tylko nie wiem po co, i bez tego podoba się chłopakom. - przecinek przed i ?
    Wkurza mnie, że przy tym idiocie robi się taką szara myszką. - szarą?

    Ruchem głowy Arek pokazuje mi czarny, marmurowy blat, z trzema, - nie jestem pewna, ale marmurowy blat z trzema... bez przecinka?


    Pozdrawiam. :*
  • weatherwax83 3 miesiące temu
    dzięki :)
  • A. Hope.S 3 miesiące temu
    weatherwax83 ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania