Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

,,Nieoczekiwane wydarzenia" cz.1

Po przeczytaniu jednego z fanficów do serialu ,,Łowcy skarbów" autorstwa Areya przyszedł mi pomysł na pewną historię i takiej weny twórczej dostałam, że musiałam ją napisać.

Kilka uwag:

Postacie Cate Hemphill, Ian Worthingham, Sydney Fox i Nigel Bailey należą do twórców serialu ,,Łowcy skarbów".

Postacie Maxwell Mason aka Roger Bailey i Roseita Inez do Areya.

Reszta postaci należy do mnie.

 

To opowieść o młodej kobiecie, która z pozoru wydaje się taka jak każda jej równolatka, ale ona nie jest zwykłą kobietą. Jest siostrą międzynarodowej gwiazdy i byłą dziewczyną agenta Interpolu. Pewnego dnia zostaje wciągnięta w świat agentów i przestępców.

 

**********

 

Jason Bianchi agent Interpolu siedział w parku na ławce i czekał na swoją starszą koleżankę Cate Hemphill. Dzień był ciepły i bardzo przyjemny, więc wyznaczył park jako miejsce spotkania. Zamiast dusznej restauracji. Cate była od niego starsza o dziesięć lat, ale mimo różnicy wieku stali się dobrymi przyjaciółmi. Poznali się dwa lata temu na misji w Moskwie, gdzie rozbili gang handlujący żywym towarem. Nagle jego oczy zostały zasłonięte delikatnymi kobiecymi dłońmi.

- Zgadnij kto to? – zapytał się znajomy głos.

Jason śmiejąc się odpowiedział:

- Cate Hemphill moja najlepsza przyjaciółka.

Odwrócił się żeby ją uściskać i pocałować w policzek.

- Jak miło, że tak o mnie myślisz. – powiedziała Cate przytulając go.

- Co to za pilna sprawa, że chciałaś żebym poświęcił dla niej swoją przerwę obiadową?

Cate usiadła na ławce obok Jasona i zaczęła mu wyjaśniać sytuację.

- Ostatnio w Ameryce Środkowej złapaliśmy paru drobnych złodziejaszków antyków wraz z łupem i kiedyś wspomniałeś, że twoja już była dziewczyna jest specem od kultury Ameryki Środkowej i Południowej.

- Tak – powiedział Jason – i archeologiem. Chyba nie chcesz ją wciągnąć w jakąś niebezpieczną misję? – zapytał ją podejrzliwie.

- O nie. – zaprzeczyła gwałtownie Cate. – Chciała bym żeby zrobiła dla nas ekspertyzę tych antyków i poradziła do jakich muzeów je oddać.

- To nie może tego zrobić dla was jakiś profesor?

- Niestety nie. O dwóch takich myśleliśmy, ale jeden jest chory, a drugi jest na dwutygodniowym wyjeździe naukowym, a nam się śpieszy. Czy podał byś mi numer telefonu?

- Oczywiście. Skoro mówisz, że to nic niebezpiecznego.

Cate wyjęła z torebki notatnik i długopis, a Jason zajrzał do swojego telefonu by sprawdzić numer.

- Mogę już dyktować.

- Okay. Jestem gotowa do notowania.

- 310-7537421

- Wielkie dzięki.

**********

W łazience urządzonej na różowo-biało piękna, młoda blondynka z długimi włosami o szarych oczach brała kąpiel w wannie wypełnionej pianą. W pewnej chwili usłyszała pukanie do drzwi łazienki.

- O co chodzi? – zapytała Skipper zmęczonym głosem.

- Przepraszam, że ci przeszkadzam, ale pani, która dzwoni mówi, że to pilne, a dzwoni już trzeci raz w ciągu 20 minut. – powiedziała Stacie jej siostra.

- Okay. Wejdź.

Stacie weszła do łazienki i podała telefon swojej starszej siostrze i wyszła. Chętnie by posłuchała co to za pilna sprawa, ale wie, że Skipper zaraz kazała by jej wyjść.

- Słucham? – powiedziała Skipper specjalnie przy tym ziewając żeby rozmówczyni się streszczała.

- Dzień dobry moje nazwisko to Cate Hemphill. Mam pani numer telefonu od Jasona Bianchi. Mam do pani ważną sprawę.

- Dzień dobry. Jaka to sprawa? – zapytała się zaintrygowana Skipper.

- To nie jest sprawa na telefon. Czy mogłybyśmy się spotkać dzisiaj?

- Niestety nie.

- Bardzo mi zależy żeby jak najszybciej. –– powiedziała Cate błagalnym tonem.

- Jutro nawet z samego rana mogę się z panią spotkać. Dzisiaj naprawdę nie dam rady. Dopiero godzinę temu wróciłam z wykopalisk w Peru, a tam niemieliśmy zbyt dobrych warunków sanitarnych i teraz doprowadzam się do porządku i muszę się porządnie wyspać.

- No dobrze. Czy możemy się spotkać jutro na śniadaniu w restauracji ,,Malibu Celebrity" to jest nawet niedaleko pani domu.

- Tak. Tylko ostrzegam ceny tam mają wygórowane.

- O to proszę się nie martwić. To jesteśmy umówione?

- Tak. Do widzenia.

- Do zobaczenia jutro.- pożegnała się Cate.

Skipper odłożyła telefon na podłogę i zanurzyła się bardziej w wannie wypełnionej pianą. ,,Ciekawe co to za sprawa?" – pomyślała.

**********

Skipper siedziała już w restauracji i czekała na tajemniczą kobietę. Lubiła tę restaurację była urządzona nowocześnie, ale przytulnie. Chociaż jedzenie mieli drogie to bardzo pyszne. Po kilku minutach od przybycia Skipper do restauracji weszła szczupła szatynka z prostymi włosami do ramion i ubrana w garsonkę. Skierowała się do jej stolika.

- Dzień dobry. – powiedziała kobieta wyciągając rękę na przywitanie – Jestem Cate Hemphill agentka Interpolu.

- Witam. – Skipper uścisnęła jej dłoń na powitanie – Skipper Rawlins historyk i archeolog, ale zapewne to pani wie.

Cate się uśmiechnęła.

- Tak.

- Proszę usiąść. Chce pani coś zamówić.

Właśnie w tej chwili do ich stolika podeszła kelnerka.

- Dzień dobry paniom. Co podać?

- Ja poproszę sałatkę grecką z tostami i sok pomarańczowy. – zamówiła Skipper.

- Dla mnie poproszę jajka na bekonie z grzankami i mocną kawę bez dodatków. – poprosiła Cate.

- Oczywiście. Dania pań będą za około 10 minut.- powiedziawszy to kelnerka odeszła od stolika.

Skipper zwróciła się do Cate.

- Proszę mi mówić mi po imieniu.

- Dobrze, ale jak też będziesz mi mówić po imieniu.

- Załatwione. Skoro mamy czas zanim podadzą nasze jedzenie to może Cate wyjaśnisz mi jaką to sprawę może mieć do mnie agentka Interpolu.

- Potrzebujemy takiej kobiety jak ty: pięknej, młodej, która jest znawcą starożytnej kultury i jest archeologiem.

- Nie macie w szeregach takiej osoby?

- Niestety nie.

- A co miała bym robić?

- Musiałabyś nawiązać kontakt z pewnym mężczyzną i go inwigilować. – Cate wyjęła zdjęcie na stół i położyła je na stole – O to on. Nazywa się Ian Worthingham z pochodzenia Brytyjczyk.

Skipper wzięła zdjęcie do ręki i przyjrzała się mężczyźnie na zdjęciu. Mężczyzna wyglądał na dwadzieścia parę lat. Był szczupły. Miał ciemne brązowe włosy i jasne brązowe oczy. Pociągłą twarz o niewinnym wyglądzie. Miał na nosie okulary z niebieskimi szkłami. Był ubrany na czarno. Miał srebrne pierścienie: dwa na lewej ręce i jeden na prawej, srebrny łańcuszek na szyj z wisiorkiem kształcie sztyletu i dopasowany kolczyk na lewym płatku nosa i na wyższej części lewego ucha.

- Styl ma łobuzerski, ale tak to wygląda słodko. – stwierdziła Skipper, której puls przyspieszył na widok tego faceta.

- To pozory. – ostrzegła ją Cate – Jest zarozumiałym, opanowanym zabójcą i bezwzględnym złodziejem skarbów. Chciałabym żebyś nawiązała z nim kontakt. Mamy nadzieję, że jak dowie się czym się zajmujesz i zyskasz jego zaufanie to będzie chciał cię przekonać byś pomogła ukraść cenne artefakty. Chcemy go złapać na gorącym uczynku to wtedy się nie wywinie. Przedstawiłam ci sprawę, a teraz moje pytanie brzmi czy zgadzasz się nam pomóc?

- Sama nie wiem. To jest niebezpieczne.

- To prawda, ale żeby cię uspokoić to założę ci mikrofon ze słuchawką żebym mogła wkroczyć w razie kłopotów.

- Dobrze. Pomogę wam.

Skipper oddała zdjęcie Cate. Kelnerka podeszła do ich stolika i podała im potrawy i napoje, które zamówiły.

- Smacznego.- życzyła im kelnerka.

- Cate jak mam nawiązać kontakt tym Ian'em?

- Plan jest taki, że pójdziesz wieczorem do baru hotelowego jako przypadkowa klientka z zewnątrz. Wiemy, że lubi wstąpić tam na drinka przed snem.

**********

Taksówka podjechała pod Hotel Hilton. Wysiadła z niej Skipper ubrana w obcisła, krótką granatową sukienkę, na którą miała w tym samym kolorze narzuconą kurtkę z kapturem na głowie i okulary przeciwsłoneczne na nosie, które zakrywały pół twarzy. Na nogach miała wysokie szpilki w kolorze sukienki i kurtki i tak jak obiecała Cate założony i dobrze ukryty mikrofon ze słuchawką. Cate siedziała w samochodzie po drugiej stronie ulicy i o mało się nie zakrztusiła pijąc Pepsi z puszki.

- Dlaczego tak się zamaskowałaś? – zapytała się Cate przez mikrofon.

- Cate jeśli nie wiesz to cię informuję, że jestem siostrą Jennifer Rawlins międzynarodowej gwiazdy. Byłam z nią na zdjęciach w paru magazynach. Chcąc nie chcą jestem celebrytką i nie chcę i myślę, że Interpol też nie żeby jakiś przypadkowy paparazi zrobił mi zdjęcie z Worthingham'em, które jutro by się pojawiło w prasie. To by skomplikowało sprawę.

- Masz rację. – zgodziła się Cate.

Skipper weszła do hotelu, gdzie przy wejściu zdjęła kaptur i okulary i skierowała się do baru. Worthingham'a nie było śladu. Postanowiła zamówić whisky Chiwas Regal, którą według akt Interpolu pił Ian. Rozejrzała się po barze. Było kilka osób w lożach. Skończywszy drinka poprosiła znowu o to samo. Po chwili usłyszała za sobą męski głos.

- Ja stawiam i proszę dla mnie to samo.

Obejrzała się i zobaczyła Ian'a Worthingham'a we własnej osobie, który się do niej uśmiechał. ,,Boże ten facet jest zniewalający" – pomyślała Skipper.

- Czy ten stołek obok ciebie jest wolny? – zapytał się Ian wskazując na stołek.

- Tak. – powiedziała Skipper odzyskawszy głos.

- Jestem Ian.- podał jej rękę.

- Skipper. – uścisnęła jego dłoń.

- Widzę, że lubisz ten sam gatunek whisky co ja.

Skipper się zaśmiała.

- Na to wygląda.

- Też jesteś klientką hotelu?

- Nie. Umówiłam się z koleżanką w tym barze, ale zadzwoniła, że wypadło jej coś ważnego i nie przyjedzie, a ja już tu byłam akurat jak zadzwoniła, więc postanowiłam i tak się napić drinka, a ty co tu robisz?

- Jestem w interesach.

- Czym się zajmujesz dokładnie? Oczywiście jeśli to nie jest żadna tajemnica.

- Handel. – odpowiedział wymijająco – A ty czym się zajmujesz?

Skipper nie uszło uwadze, że jego odpowiedz była wymijająca.

- Jestem archeologiem. Specjalistka starożytnych kultur Ameryki Środkowej i Południowej.

- Brzmi bardzo interesująco.

,,Nie dziwię się"- pomyślała Skipper.

- Jestem z wykształcenia historykiem. – kontynuował Ian. Skipper udała zaskoczenie. Chociaż wiedziała to z akt, które dała jej Cate do poczytania.

- Naprawdę? Nie wyglądasz.

- Wiem. Co za zbieg okoliczności. Mamy takie same wykształcenie. Gdzie studiowałaś?

- Na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles. A ty?

- Na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Diego.

- To nie tak daleko.

- Szkoda, że wcześniej się nie spotkaliśmy. – stwierdził Ian.

Nagle w słuchawce Skipper odezwał się głos Cate.

- Słuchaj Skipper zachowaj spokój do hotelu wszedł właśnie jakiś paparazi. – ostrzegła ją Cate.

Skipper i Ian akurat siedzieli już blisko siebie i Ian właśnie ją pocałował w usta, gdy Skipper kątem okaz zobaczyła błysk aparatu.

- Nie. – krzyknęła.

Ku zdziwieniu Ian'a i gości baru, którzy odwrócili się w jej stronę. Szybko zeskoczyła ze stołka i pognała za uciekającym fotografem, który zorientował się, że Skipper chce go dorwać czmychnął. Wybiegła za nim z hotelu i pognała za nim co nie było łatwe w butach na wysokim obcasie i chociaż była późna godzina to było sporo ludzi na chodniku i musiała co chwila kogoś wymijać.

Cate słysząc krzyk Skipper już wysiadała z samochodu żeby interweniować, ale zauważyła, że ta wybiega z hotelu, a przed nią chwilę wcześniej fotograf.

- Co się dzieje Skipper?

- Paparazi zrobił zdjęcie akurat w momencie, gdy Worthingham mnie pocałował.

- O cholera. – powiedziała zmartwiona Cate – Słuchaj ja już ruszam samochodem za tym facetem.

Fotograf widząc, że Skipper nie daje za wygraną w pewnym momencie wywrócił kosz, o który po chwili wywróciła się Skipper.

- Boże co za łajdak! – wrzasnęła za nim wściekła Skipper.

- Pozwól, że pomogę ci wstać. – usłyszała brytyjski akcent.

Skipper spojrzała zaskoczona na Worthingham'a.

- Nie spodziewałam się, że pobiegniesz za mną.

On uśmiechnął się i pomógł jej wstać.

- Wiesz nigdy mi się nie zdarzyło żeby tak kobieta zareagowała na mój pocałunek. No i zostawiłaś kurtkę i torebkę.

- To nie o ciebie chodziło. Tylko o tego paparazi. Zrobił nam fotkę.

- I co z tego? Zdjęcie w gazecie się nie pojawi, bo gwiazdami nie jesteśmy. Musiał, któreś z nas z jakąś znaną osobą pomylić.

- No właśnie może się pojawić. Parę lat temu byłam modelką i na dodatek jestem siostrą Jennifer Rawlins.

- Tej międzynarodowej modelki?

- Tak.

- Widzę, że uroda u was jest rodzinna. Może wrócimy do hotelu. Widzę, że jesteś roztrzęsiona.

- Nie. Dziękuję za propozycję, ale wrócę taksówką do domu.

- Pozwól, że pojadę z tobą.

- Nie. Nie chcę ci robić kłopotu.

- Żaden problem, a po za tym musimy się wymienić numerami telefonów. A pro po nie źle biegasz w butach na wysokim obcasie.

Po pięciu minutach udało im się złapać taksówkę. W trakcie jazdy wymienili się numerami telefonów i umówili się, że spotkają się w weekend. W końcu podjechali pod dom urządzony w stylu śródziemnomorskim.

- Nie zły dom. – powiedział Ian.

- Dzięki. Właściwie należy do Jennifer, ale pozwala mi mieszkać u siebie.

Nagle odwróciła się w stronę Ian'a i pocałowała go w usta. Widząc jego zaskoczoną minę powiedziała:

- Gdy by nam nie przerwano to bym go odwzajemniła już w barze. Dziękuje, że ze mną przyjechałeś.

Zaczęła wyjmować portmonetkę, ale Ian ją powstrzymał.

- Ja zapłacę i tak nią wracam do hotelu.

- Jeszcze raz dzięki za podwiezienie i do zobaczenia.

Wysiadła z taksówki i skierowała się w stronę domu.

**********

W czasie, gdy Skipper była odwożona przez Worthingham'a do domu Cate jechała za fotografem, który teraz szedł sobie spokojnie ulicą domków jednorodzinnych. Nagle zajechała mu drogę i szybko wysiadła z auta z pistoletem w ręce wycelowanego w fotografa. Fotograf zrobił na jej widok bardzo wystraszoną minę.

- Oddawaj aparat! – zażądała Cate.

- Paniusiu mowy nie ma! Wiesz ile taki sprzęt kosztuje?!

- Jeszcze raz nazwiesz mnie paniusią, a rozwalę ci łeb. – mówiąc to wyciągnęła legitymację służbową – Interpol.

- Pani ja tylko zrobiłem zdjęcie pewnej parze. Co ma do tego Interpol?

- Ma do tego, że zrobiłeś zdjęcie osobom, którym nie powinieneś robić.

- Pani ja tylko sfotografowałem była modelkę całującą się z jakimś facetem.

- Nie będę ci mówić o co chodzi, bo to nie twój interes. – powiedziała zniecierpliwiona Cate – Mam propozycję albo oddasz aparat po dobroci albo wsadzę cię do aresztu na 48 godzin za podejrzenie o szpiegostwo.

- Nie zrobi tego pani! – powiedział wystraszony.

- Zrobię. – powiedziała z zimnym uśmiechem.

Fotograf widząc w jej oczach, że nie blefuje oddał jej aparat.

- Dziękuje. Widzę, że potrafisz być rozsądny, a i nie muszę ci mówić, że masz nikomu nie mówić o naszym spotkaniu.

- Tak. – powiedział wystraszony mężczyzna.

- Mam nadzieję, bo inaczej cię znajdę i sobie inaczej z tobą porozmawiam.

Powiedziawszy to wsiadła do samochodu i odjechała z piskiem opon zostawiając zszokowanego faceta samego na ulicy. W trakcie jazdy połączyła się ze Skipper.

- Cześć Skipper. Mam nadzieję, że cię nie obudziłam? Sprawa z fotografem jest załatwiona. Oddał mi aparat ze zdjęciami.

- Dzięki Bogu. – powiedziała z ulgą Skipper – A co do twojego pytania jeszcze nie spałam. Jak udało ci się go skłonić do oddania aparatu?

- No cóż początkowo nie chciał, więc postraszyłam go więzieniem za szpiegostwo.

- Naprawdę?

- Tak. Jego mina była bezcenna.

- A jak tam sprawa z Worthingham'em?

- Jestem z nim umówiona weekend.

- Mam nadzieję, że połknie haczyk.

- Myślę, że tak. Jak powiedziałam czym się zajmuję to zauważyła, że wzbudziło to w nim duże zainteresowanie.

- Oby. Trochę kiepsko, że wie, gdzie mieszkasz.

- Nie chciałam żeby ze mną jechał, a nalegał, a wiadomo żeby się do niego zbliżyć nie mogę go trzymać na dystans.

- Racja. – zgodziła się Cate – Dobranoc.

- Dobranoc.

Cate się rozłączyła i pojechała do swojego mieszkania, które znajdowało się tylko kilka przecznic od siedziby Interpolu.

**********

Jason siedział w swoim biurze Interpolu w Zurychu i wypełniał akta sprawy, którą zakończył. W pewnym momencie ktoś zapukał do drzwi.

- Wejść. – powiedział Jason.

Do pokoju wszedł mężczyzna wielki jak niedźwiedź, łysy i z długa brodą po czterdziestce. Nikt by nie zgadł, że jest hakerem i to jednym z najlepszych w agencji.

- Cześć Jason. Co ty całą noc tu siedzisz?

Jason wstał i przywitał się z nim.

- Witaj Kurt. Nie tylko od czwartej nad ranem. Siadaj.

- Chętnie. To i tak sporo przed rozpoczęciem oficjalnie pracy.

- Spać nie mogłem, a mam trochę zaległości.

- Tak nie można. – powiedział z troską w głosie Kurt – Musisz znaleźć sobie dziewczynę, a nie żyć tylko pracą. Odkąd rozstałeś się ze Skipper to chyba nikogo nie miałeś?

- Nie i ciężko mi o niej zapomnieć.

- Nie dziwię ci się piękna i odważna.

Jasona zaskoczyła ta ostatnia uwaga.

- Co masz na myśli mówiąc, że jest odważna?

- To ty nie wiesz? Cate Hemphill zwerbowała ją do inwigilacji pewnego faceta.

- Co?! – krzyknął wystraszony Jason – Skąd to wiesz?

- Myślałem, że wiesz, bo się przyjaźnicie, a odpowiadając na twoje pytanie jestem hakerem, więc mam dostęp do wszystkich informacji agencji.

- Okłamała mnie. – Jason poczuł się bardzo zdradzony.

- Co masz na myśli?

- Parę dni temu spotkałem się z Cate w Zurychu. Była tu przejazdem. Powiedziała, że potrzebuje eksperta do zbadania artefaktów, a nie osoby do inwigilacji. Na pewno wiesz kogo Skipper inwigiluje.

- Tak, ale nie mogę ci tego zdradzić. Wiesz jaka jest polityka lewa ręka nie wie co robi prawa.

- Bzdura. – krzyknął Jason i zaczął nerwowo chodzić po swoim gabinecie – Powiedz albo doniosę, że myszkujesz w aktach innych fili agencji bez pozwolenia szefostwa.

- Okay. Nazywa się Ian Worthingham.

- Kto to jest?

- Wysokiej klasy złodziej antyków, które sprzedaje na czarnym rynku. Jest na liście Interpolu.

- Widzę, że nie mówisz mi wszystkiego.

- No i opanowany zabójca. – powiedział z ociąganiem Kurt – Tylko proszę nie mów nikomu, że wiesz to ode mnie.

- Nie ma sprawy, a teraz proszę byś wyszedł, bo muszę wykonać telefon.

- Tylko pamiętaj co obiecałeś.

- Oczywiście.

Kurt wyszedł z biura zostawiając Jasona samego.

**********

Cate wrócił z zakupami po pracy i właśnie już wkładała kluczyk do zamka drzwi, gdy zadzwoniła jej komórka. Szybko otworzyła drzwi i postawiła zakupy w przedpokoju i odebrała telefon.

- Cate Hemphill.

- Jak mogłaś mi to zrobić? – zapytał wściekły Jason.

- Cześć Jason. Dlaczego jesteś zdenerwowany?

- Okłamałaś mnie. Skipper nie robi dla ciebie ekspertyzy.

- Co ty mówisz? – zapytała zaskoczona.

- Nie udawaj. Wiem, że na twoją prośbę pomaga ci kogoś rozpracować. Po pierwsze jak możesz wciągać cywila w taką misję i po drugie narażać moją byłą dziewczynę, którą wciąż kocham?

- Uspokój się. Wszystko ci wyjaśnię.

- Nie. Dzięki. Nie chcę słuchać kolejnych kłamstw. Właśnie straciłaś przyjaciela.

- Jason posłuchaj.

Akurat jak to mówiła on się rozłączył.

- Cholera. – wściekła się Cate.

Weszła do salonu i podeszła do barku i nalała sobie czerwonego wina żeby się rozluźnić po nieprzyjemnej rozmowie ze swoim już byłym przyjacielem.

**********

Była sobota w południe. Skipper szykowała się do wyjścia do fryzjerki i kosmetyczki, którą miała umówioną na 12.30. Kiedy zamykała drzwi, ktoś podszedł do niej od tyłu i przycisnął do jej ust i nosa chusteczkę z chloroformem. Po kilku sekundach szamotaniny straciła przytomność i opadła w ramiona napastnika.

- Przykro mi. To dla twojego dobra. – powiedział napastnik.

Wziął ją na ręce i zaniósł do swojego samochodu ukrytego w krzakach.

**********

Stacie ćwiczyła przed telewizorem, gdy usłyszała dzwonek do drzwi. Spojrzała zdziwiona na zegarek. Była 21.00, a z nikim nie była umówiona. Poszła otworzyć drzwi.

- Dobry wieczór. – powiedział młody mężczyzna z brytyjskim akcentem. – Jestem Ian. Czy zastałem Skipper?

- Nie. Proszę wejść. Jestem Stacie siostra Skipper. Siostra wspominała mi, że ma dzisiaj spotkanie.

- No właśnie ze mną była umówiona. Próbuję się do niej dodzwonić i ma cały czas zgłasza się automatyczna sekretarka. Byliśmy umówieni na 19.30.

Stacie była zaskoczona, bo Ian ma styl, w którym jak się orientuje Skipper nie gustuje, a przystojny jest co na jej siostrę mogło zadziałać.

- To do niej nie podobne. – powiedziała zmartwiona – ostatni raz widziała ją przy śniadaniu po którym wyszłam i wróciłam popołudniu, a jej już nie było.

- Macie tu monitoring? – zapytał Ian z nadzieją w głosie.

- Tak.

- Czy jest możliwość sprawdzenia nagrań? Mogą wyjaśnić co się stało.

- Oczywiście. Zaczekaj chwilkę.

Stacie weszła po schodach do swojego pokoju. Po minucie wróciła z laptopem. Postawiła go na ławie do kawy. Usiadła na kanapie.

- Usiądź. – powiedziała.

Ian usiadł obok niej na kanapie. Stacie włączyła laptop.

- Mamy tylko kamerę nad drzwiami wejściowymi, a zapis z niej jest tylko przez 24 godziny.

Stacie weszła na laptopie w program, na którym mogła sprawdzić monitoring i zaczęła przewijać nagranie. Zwolniła je, gdy na obrazie pojawiła się Skipper, która zamykała drzwi. Po chwili na nagraniu zobaczyli mężczyznę, który zaatakował Skipper od tyłu.

- Jason? – zapytała zaskoczona Stacie.

- Znasz go?

- Tak.

- Kim on jest?

- Byłym chłopakiem Skipper. Najwyraźniej nie pogodził się z rozstaniem. Muszę zadzwonić na policję. – mówiąc to sięgnęła po komórkę, która leżała na ławie.

Ian złapał ją za rękę.

- Żadnej policji. – powiedział z naciskiem.

Zaskoczona i wystraszona Stacie spojrzała na niego.

- Dlaczego? Została porwana. Trzeba ją ratować.

- Właśnie i zrobimy to, ale sami.

- Jak to sami?

- Czy znasz kogoś kto może wyśledzić tego Jasona, gdzie może przebywać?

- Tak. Znajoma pracuje w biurze detektywistycznym.

- Świetnie. Zadzwoń do niej i poproś by spróbowała go namierzyć.

**********

Skipper zaczęła się wybudzać. W pierwszej chwili była zdezorientowana, gdzie jest. Ze zdziwieniem stwierdziła, że ma przywiązane ręce do wezgłowia łóżka. Po chwili w drzwiach zaczął przekręcać się zamek. Ku zaskoczeniu Skipper w drzwiach pojawił się Jason ze swoimi rodzicami Sarą i Simonem. Zaczęła podejrzewać Worthingham'a o porwanie, a to kto się okazał jej porywaczem jej były chłopak. ,,Nie wiadomo co gorsze" – pomyślała.

- Jason? Państwo Bianchi? Dlaczego mnie porwaliście?

- Dla twojego dobra kochanie. – odpowiedział Jason.

- Jak to dla mojego dobra?! – krzyknęła – Masz mnie wypuścić natychmiast ty świrze! – zaczęła szarpać więzy.

- Uspokój się. Grozi ci wielkie niebezpieczeństwo.

- Bzdura! Jakie niebezpieczeństwo? Nie wierze, że państwo na to pozwalacie. Tacy szanowani obywatele miasta. – zwróciła się do rodziców Jasona.

Sara usiadła obok niej na łóżku i powiedziała:

- Jason mówi, że grozi ci wielkie niebezpieczeństwo.

- Ciekawe dlaczego ja nic o tym nie wiem? – zapytała złośliwie Skipper.

- Dobrze wiesz jakie. – powiedział Jason.

- Nie. Nie wiem.

- Skipper inwigilowanie złych facetów to nie zabawa. Cate nie powinna ci nigdy takiej propozycji złożyć.

Skipper spojrzała na niego zaskoczona.

- Nie wierzę. Jak jesteś taki doświadczony agent to powinieneś wiedzieć, że nie można zdradzać spraw agencji komu popadnie, a ty to robisz.

- Ja? – zapytał zaskoczony Jason.

- A co przed chwilą zrobiłeś? – zapytała się retorycznie Skipper – Swoim rodzicom zdradzasz jedną ze spraw Interpolu, które prowadzi i jeszcze na domiar złego zdradzasz imię agentki, która prowadzi tę sprawę i ty się dziwisz, że cię rzuciłam? Lotny to ty nigdy nie byłeś.

- Możesz mnie obrażać, ale i tak będę cię bronił przed Cate i przed Worthingham'em i każdym innym.

- Chciałam cię uświadomić, że prawdopodobnie moja rodzina już zgłosiła sprawę na policję i Cate zapewne też już mnie szuka.

- Nic mi nie zrobią, bo nie znajdą żadnych śladów prowadzących do mnie, a Cate zagrożę ujawnieniem jej praktyk mediom jak będzie domagać uwolnienia ciebie.

- Zamierzasz mnie tu trzymać na zawsze?

- Nie. Do momentu, aż się opamiętasz. Mamo podaj jej środek usypiający.

Nagle nie wiadomo skąd w dłoni Sary pojawiła się strzykawka z lekiem. Skipper zaczęła się szarpać, więc Simon podszedł do łóżka i ją przytrzymał.

- Nie. Proszę nie róbcie tego. – zaczęła błagać Skipper.

Sara podała jej środek i po minucie już spała.

- Jason Skipper ma rację. Policja może w każdej chwili się tu zjawić. – powiedział jego ojciec.

- Tato zapewniam cię, że nie ma takiej opcji by wpadli na mój trop. Zapewnił go Jason.

Cała trójka wyszła z sypialni pozostawiając śpiącą Skipper samą w sypialni.

**********

Stacie jechała samochodem, którym kierował Ian, a z tyłu siedzieli dwaj jego wspólnicy, którzy zostali Stacie przedstawieni tylko z imienia jako Ben i Thomas. Kierowali się na lotnisko. Stacie opowiadała co się dowiedziała się od Lea pracownicy biura detektywistycznego, która jest dobrą znajomą sióstr Rawlins.

- Lea powiedziała, że Jason wynajął prywatny samolot do Zurychu. Na pokładzie było dwóch pasażerów on i kobieta o nazwisku Jane Wild.

- Sprytne. – powiedział Ian – Załatwił jej paszport na fałszywe nazwisko by zmylić trop, ale ciekawe dlaczego aż tam ją wywiózł?

- Zapewne dlatego, że jest Szwajcarem.

- Wynająłem samolot, którym polecimy prosto do Zurychu. Czy wiesz, gdzie on mieszka?

- Tak. Byłam raz w jego domu. Mieszka razem z rodzicami.

- Jesteśmy już na miejscu.

Cała czwórka wysiadła z samochodu i skierowała się na pas startowy, gdzie prywatny samolot już na nich czekał. Mieli go pilotować wspólnicy Ian'a.

**********

Cate zapukała do drzwi swojego przełożonego Ted'a McPherson'a.

- Wejść. – usłyszała głos Ted'a.

- Dzień dobry szefie.

Ted wstał i pocałować ją w rękę.

- Witaj. Siadaj. Napijesz się czegoś?

- Tak. Chętnie. Kawy.

- Nancy! – wezwał swoją sekretarkę przez interkom – Zrób nam dwie kawy.

- Już się robi panie McPherson. – odpowiedziała sekretarka.

Ted przyjrzał się uważnie Cate.

- Jesteś zdenerwowana. Co się stało? – zapytał się z troską w głosie.

- Mam wielki problem. Jak wiesz zwerbowałam Skipper Rawlins, która jest archeolożką do inwigilacji Ian'a Worthingham'a złodzieja i handlarza antykami.

- Tak. – potwierdził Ted – I co panna Rawlins chce się wycofać?

- Nie. Gorzej. Ona zniknęła.

- To nie dobrze. Myślisz, że Worthingham się zorientował i coś jej zrobił?

- Nie. Z moich informacji wynika, że nie ma z tym nic wspólnego. Straciłam z nią kontakt koło południa w sobotę, a Worthingham w Los Angeles wylądował o godz. 15.45.

- Myślę, że należało by popytać sąsiadów czy nie widzieli czegoś niezwykłego, a rodzina nie zgłosiła zaginięcia?

- Nie. – zaprzeczyła Cate – Sprawdzałam już to na policji i to jest bardzo dziwne. Nie ma żadnego zgłoszenia.

Do gabinetu weszła Nancy z kawą.

- Proszę o to państwa kawa.

- Dziękuje.

- Dziękuje Nancy.

Sekretarka wyszła i zamknęła drzwi.

- Wyślij dwóch ludzi żeby popytali sąsiadów i zajrzeli do jej domu. – zarządził Ted.

- Mogę to zrobić sama. – zaproponowała Cate.

- Lepiej żebyś się tam nie kręciła.

- Dobrze. Zrobię tak jak mówisz.

**********

Była druga w nocy, gdy Stacie, Ian i jego wspólnicy podjechali pod dom Jasona. Dom był jednopiętrowy w stylu bawarskim i mieścił się w dzielnicy na przedmieściach Zurychu. Ian przedstawił im plan działania.

- Thomas i Ben pójdą otworzyć furtkę i drzwi wejściowe, gdy już się z nimi uporają dadzą nam sygnał taki, że dwa razy zapalą i zgaszą latarkę wtedy do nich dołączymy. Następnie Stacie nas poprowadzisz na pierwsze piętro, gdzie są sypialnie. Pamiętasz, które zajmują?

- Tak. – potwierdziła – Dwie są dla gości. Podejrzewam, że któreś z tych będzie.

- Czy to wszystko? – zapytał się Ben.

- Tak, a i pamiętajcie o alarmie.

- To żaden problem. Jestem ekspertem jeśli chodzi o alarmy. – powiedział Thomas i po tych słowach wyszedł z Ben'em z samochodu.

Po pięciu minutach dali znać latarką, że już otworzyli drzwi i wyłączyli alarm. Ian i Stacie wysiedli z auta i do nich dołączyli.

- Musimy być bardzo cicho żeby nie obudzić domowników. – ostrzegł Ian – Stacie ty prowadzisz. Drogę oświetlamy sobie latarkami. W żadnym wypadku nie zapalać żadnych świateł.

Stacie przekroczyła próg z obawą, że zaraz zawyje alarm, ale nic takiego się nie wydarzyło. Ruszyła prosto przed przedpokój, za nią trzej mężczyźni. Podeszli do schodów, które znajdowały się po środku przedpokoju. Weszli na pierwsze piętro, gdzie było sześć drzwi.

- Mówiłaś, że są cztery sypialnie. – zauważył Ian.

- I są. Za piątymi drzwiami znajduje się wielka garderoba, a za szóstymi jest łazienka dla gości.

Minęli pierwsze drzwi po lewej stronie i podeszli do drugich. Stacie nacisnęła klamkę i drzwi się otworzyły. Zajrzała do pokoju, ale nie było tam ślady Skipper. Zamknęła je. Podeszła do drzwi, które znajdowały się naprzeciwko. Nacisnęła klamkę.

- Zamknięte. – powiedziała Stacie.

- Odsuń się. Zaraz je otworzę. – powiedział Thomas.

Wziął śrubokręt i zaczął nim majstrować w zamku. Po chwili zamek ustąpił.

- Proszę bardzo gotowe.

Stacie złapała za klamkę i otworzyła drzwi. Jej oczom ukazała się Skipper przywiązana do łóżka, która była nieprzytomna. Stacie omal nie krzyknęła. Zalała się łzami i podbiegła do łóżka.

- Co on ci zrobił? – wyszeptała.

Ian i jego wspólnicy byli niewzruszeni. Ian podszedł do wezgłowia. Wyjął nóż, którym przeciął więzy. Stacie zaczęła potrząsać nieprzytomną Skipper.

- Skipper obudź się. Skipper to ja Stacie.

- Stacie to bez sensu. – powiedziała Ian – Została uśpiona środkiem usypiającym i obudzi się dopiero jak on przestanie działać.

- Skąd wiesz, że specjalnie została uśpiona?

- Widzisz na ramieniu ma wkłucie. To dowód, że coś jej podał.

Wziął śpiącą Skipper na ręce.

- Będę ją niósł. Wychodzimy. Tylko bądźcie bardzo cicho.

Wszyscy ruszyli korytarzem. Zeszli po schodach. Po wyjściu z domu podeszli do auta. Ian z nie przytomną Skipper na rękach i Stacie usiedli z tyłu. Ben usiadł za kierownicą, a Thomas obok niego na miejscu pasażera. Ruszyli prosto na lotnisko.

**********

Jason obudził się o siódmej rano. Przeciągnął się na łóżku. Miał godzinę do pracy. Powinien już wejść pod prysznic, ale postanowił najpierw zajrzeć do Skipper. Wyszedł ze swojego pokoju i zobaczył, że drzwi do sypialni, gdzie była Skipper są uchylone. ,,Pewnie mama do niej zajrzała" – pomyślał. Wszedł do sypialni i doznał szoku i strachu. Łóżko było puste, a więzy przecięte. Wypadł z pokoju i zapukał do sypialni rodziców.

- Możesz wejść. – usłyszał głos matki.

Jason wszedł. Jego matka była ubrana do pracy i zakładała biżuterie. Ojca nie było w sypialni. Zapewne był w łazience.

- Skipper zniknęła. – krzyknął spanikowany Jason.

- Kochanie jak to zniknęła?

Z łazienki, która przylegała do sypialni wyszedł Simon, który usłyszał krzyki.

- Co się stało? – zapytał się Simon.

- Nie ma Skipper. – poinformował go Jason.

- Jak to? – zdziwił się jego ojciec.

- Chodźcie i zobaczcie sami.

Poszli za synem do sypialni, w której była jego była dziewczyna.

- Więzy są przecięte ktoś musiał jej pomóc się wydostać. – powiedziała Sara.

- Ale kto? Nikt nie wie, że ją uprowadziłem.

- A może ta twoja koleżanka z Interpolu Cate się domyśliła, że to ty za tym stoisz i pomogła jej się wydostać? – zapytał Simon.

- Nie. Ona by to załatwiła oficjalnie. Wpadając tu z grupą operacyjną, która by nas aresztowała.

- Dziwne. Kto to mógł być? – zastanawiała się jego matka.

**********

Skipper siedziała nie przytomna w fotelu na pokładzie samolotu. Obok niej siedziała Stacie, która z niecierpliwością czekała, aż siostra się wybudzi. Naprzeciwko nich siedział Ian, który czytał gazetę. Lecieli już 40 minut. Skipper zaczęła się powoli wybudzać. Ze zdziwieniem stwierdziła, że siedzi i nie ma skrępowanych rąk. Otworzyła powoli oczy.

- Ian? Co ty tutaj robisz? Gdzie ja jestem? – zapytała zaskoczona jego widokiem.

- Witaj. – powiedział odkładając gazetę na stolik.

- Wreszcie się obudziłaś. – usłyszała zaskoczona głos Stacie, która się do niej przytuliła. Odwzajemniła jej uścisk. – Jak on mógł ci to zrobić. Ja rozumiem, że nie może się pogodzić z waszym rozstaniem, ale porwanie ciebie to gruba przesada.

- Też tak uważam. – powiedziała Skipper – Jak tu się znalazłaś?

- Pozwól, że odpowiem ci na twoje pytania. – powiedział Ian – No cóż nie lubię, gdy osoby szczególnie piękne kobiety nie stawiają się na spotkanie wcześniej nie uprzedzając, że się nie zjawią. Dlatego więc pojechałem do twojego domu i zastałem w nim Stacie. Powiedziałem, że nie zjawiłaś się na spotkaniu i ona sprawdziła wtedy monitoring i na nim było widać kto cię porwał. Jak poznaliśmy cel podróży twoje porywacza to od razu polecieliśmy cię ratować, a znajdujesz się teraz na pokładzie samolotu. Jak się czujesz?

- Jestem oszołomiona i kręci mi się w głowie, ale tak to dobrze.

Stacie przyniosła wodę w butelce.

- Proszę o to woda. Na pewno chce ci się pić. – podając jej otwartą butelkę.

- Dziękuje. – powiedziała Skipper biorąc od Stacie wodę.

- Pójdę się zapytać moich wspólników, którzy pilotują samolot za ile będziemy w Paryżu. – powiedział Ian.

- W Paryżu? – zapytała zaskoczona Skipper – Myślałam, że lecimy do Stanów.

- Oczywiście polecimy, ale jeden dzień muszę spędzić we Francji. Mam pewną sprawę do załatwienia. Stacie o tym wie, a teraz idę do kokpitu. Zaraz wracam.

Stacie odwróciła się do siostry i poważnym głosem zapytała się:

- Co ty się wpakowałaś?

- Ja? – zapytała zaskoczona – O co ci chodzi? Jason po prostu zwariował.

- Nie o tym mówię. Mówię o Ian'ie i jego wspólnikach. Ty nigdy z takimi ludźmi się nie zadawałaś. Umieją się włamywać, wyłączać alarmy i myśleli, że nie zauważyłam, ale każdy ma pistolet, a Ian ma jeszcze przy sobie nóż. Ja się boję. – powiedziała spanikowana Stacie.

- Uspokój się. Nic nam nie będzie, a dla sprostowania wspólników Ian'a jeszcze nigdy nie spotkałam.

- Masz mi natychmiast wyjaśnić o co tu chodzi?

W tej chwili z kokpitu wyszedł Ian i usiadł naprzeciwko Skipper.

- Za piętnaście minut będziemy lądować. – poinformował je.

- Jak dobrze. Chętnie odetchnę świeżym powietrzem. – powiedziała zadowolona Skipper.

Ian złapał ją za dłonie i zaczął je pieścić.

- Cieszę się, że wszystko z tobą w porządku.

,,Jak nic lecą na siebie" pomyślała Stacie.

**********

Po wylądowaniu w Paryżu Worthingham udał się wynajętym samochodem z siostrami Rawlins do hotelu ,,Ritz", gdzie wynajął dwa pokoje. Jeden dla siebie, a drugi dla Skipper i Stacie. Jego wspólnicy postanowili zostać w samolocie. Cała trójka po zameldowaniu w hotelu. Przespała się parę godzin w swoich pokojach, zjedli śniadanie, a teraz stali w holu.

- Ian to miłe, że zarezerwowałeś nam pokój w tak luksusowym hotelu, ale pozwól, że zapłacę za nasz pokój. – zaproponowała Skipper.

- Mowy nie ma. W końcu przez zemnie tu utknęłyście, więc czuję się w obowiązku do pokrycia całego rachunku za hotel. – Ian spojrzał na zegarek – Ja muszę już jechać załatwić jedną sprawę, a wy cieszcie się zakupami. W końcu jesteśmy w stolicy mody. Do zobaczenia.

- Na razie. – odpowiedziały siostry Rawlins.

Ian wyszedł z hotelu i skierował się do wynajętego samochodu. Skipper złapała Stacie za rękę i powiedziała:

- Chodźmy szybko.

Zaskoczona Stacie o mało się nie przewróciła jak siostra ją pociągnęła.

- Skipper ja rozumiem, że uwielbiasz kupować nowe ciuchy, ale po co ten pośpiech?

- Musimy złapać taksówkę i pojechać za Ian'em.

- Po co?

Skipper nie odpowiedziała, bo zobaczyła wolną taksówkę, do której szybko podbiegła ciągnąc za sobą siostrę.

- Dzień dobry. – powiedziała do kierowcy wsiadając ze Stacie – Proszę jechać za tym srebrnym audi. – powiedziała wskazując samochód, o który jej chodzi – Dostanie pan 500 euro napiwku jak go nie zgubi.

- Nie ma sprawy. Lubię wyzwania. – powiedział kierowca ruszając z postoju, nie pokazując po sobie, że zlecenie jest dziwne jak by miewał takie codziennie.

Stacie spojrzała na Skipper jak by ta zwariowała. Skipper nie zwracała na nią uwagi, bo akurat wybierała numer komórki Cate, do której wcześniej nie zadzwoniła, bo przez środek usypiający, który jeszcze przez parę godzin na nią oddziaływał po przebudzeniu i przez niego nie pomyślała by do niej zadzwonić.

- Cześć Cate tu Skipper.

- Skipper jak dobrze ciebie słyszeć. – powiedziała z ulgą w głosie Cate – Gdzie byłaś?

- Jason mnie porwał.

- Co!?

- Tak, ale już jestem wolna. Worthingham z moją siostrą Stacie mnie uwolnili.

- Worthingham? Musiałaś zrobić na nim ogromne wrażenie, że zechciał cię odnaleźć.

- Może tak być jak mówisz albo jestem mu do czegoś potrzebna.

- Albo jedno i drugie. Kiepska sprawa, że twoja siostra została w to wciągnięta.

- To prawda, ale trudno stało się.

- A gdzie teraz jesteście i dokąd cię Jason porwał?

- Jason porwał mnie do Szwajcarii i przetrzymywał w domu swoich rodziców, a teraz jestem we Francji. Jutro wracamy do USA.

- Dlaczego jesteście we Francji?

- Worthingham ma jakąś sprawę do załatwienia i go teraz śledzimy.

- Dobrze tylko bądźcie ostrożne.

- Co stanie się z Jasonem?

- To zależy od szefów. – powiedziała wymijająco Cate – Wiesz muszę już kończyć. Do usłyszenia.

- Cześć.

Skipper się rozłączyła i schowała komórkę do torebki.

- Mam parę pytań. – zakomunikowała Stacie – Kim jest Cate? Dlaczego śledzimy Ian'a?

- Cate to moja przyjaciółka, a śledzimy Ian'a bo nie mamy nic ciekawszego do roboty.

- Ty sobie jaja ze mnie robisz? – zapytała zszokowana Stacie.

Skipper nie odpowiedziała, bo akurat kierowca się zatrzymał i powiedział odwracając się do nich:

- No drogie panie jesteśmy na miejscu. Ten samochód za, którym miałem jechać stoi tam przy bramie.

- A gdzie jesteśmy?

- Na przedmieściach Paryża, a ten budynek to elitarna szkoła z internatem ,,Dama de Grace" dla dziewcząt.

- Ile płacimy?

- 145 euro.

- Proszę bardzo to za kurs, a to napiwek. – powiedziała Skipper podając pieniądze.

- Interesy z panią to przyjemność. Życzę miłego dnia.

Siostry wysiadły z taksówki i udały się dyskretnie za Worthingham'em.

- Ciekawe co on tu może robić? – zastanawiała się Skipper.

- Ja mając świadomość, że on i jego koledzy mają broń w ogóle jestem tym niezainteresowana.

Dziewczyny idąc za mężczyzną ominęły szkołę i do lasu, który znajdował się przy internacie. Ian nagle stanął na ścieżce. Dziewczyny schowały się w krzakach.

- Skipper błagam wracajmy do hotelu i idźmy na zakupy. – prosiła Stacie.

- Mowy nie ma. Cicho idzie jakaś dziewczyna.

W stronę Ian'a ścieżką szła piękna nastoletnia dziewczyna wyglądająca na meksykankę i ubrana w stylu latynoskim. Na widok Ian'a uśmiechnęła się. On, gdy ją ujrzał też, gdy już podeszła do niego mocno się przytulili i pocałowali się w policzki. Ruszyli ścieżką w kierunku, z którego przyszła dziewczyna. Skipper wyjęła komórkę i zrobiła im parę zdjęć.

- To musie być jego kochanka. – stwierdziła Stacie.

- Nie sądzę. Nie całowali się w usta, a po za tym ona jest niepełnoletnia.

- Z pierwszym argumentem się zgodzę, ale drugi jest słaby. Dla niektórych to nie jest przeszkoda, a do ciebie droga siostro mam mnóstwo pytań.

- Na które nie uzyskasz odpowiedzi dla własnego bezpieczeństwa. Chodź wracamy.

Siostry wszyły z lasu i złapały taksówkę. W trakcie jazdy Skipper wysłała Cate zdjęcia, które zrobiła Worthingham'owi z dziewczyną. Będąc już w centrum Paryża zrobiły zakupy. Zdążyły wrócić z zakupów do hotelu przed Ian'em.

**********

Kiedy Ian wrócił zaprosił dziewczęta na kolację do restauracji mieszczącej się dwie przecznice za hotelem. Było to trzy godziny temu. Teraz siostry szykowały się do snu. Właściwie Stacie już spała, a Skipper ubierała się w piżamę by też się położyć spać. Już wchodziła do łóżka, gdy na jej telefon przyszedł SMS. Wzięła telefon ze stolika przy łóżku by odczytać wiadomość. Brzmiała ona: ,,Zapraszam cię na drinka do swojego pokoju. Ian.". Skipper pomyślała sobie: ,,Już ja dobrze wiem co chcesz i masz szczęście, bo to dostaniesz". Pomyślawszy to podeszła do szafki wyjęła z niej seksowną bieliznę w kolorze pastelowego fioletu i szpilki w tym samym kolorze, które dzisiaj kupiła. Założyła te rzeczy i narzuciła na siebie szlafrok. Wyjrzała na korytarz czy nikogo nie ma i wyszła na korytarz. Drzwi do pokoju Ian'a znajdowały się naprzeciwko ich drzwi do pokoju. Zapukała do jego drzwi. Po chwili otworzył drzwi i zrobił zaskoczoną minę, gdy zobaczył strój Skipper. Ona weszła do pokoju i się zaśmiała.

- Żebyś widział swoją minę. Bezcenna.

- Cóż nigdy nie widziałem by jakaś kobieta założyła szpilki do szlafroka z froty. Czego się napijesz?

- Lampkę czerwonego wina.

Nalał jest wina do kieliszka i go jej podał.

- Proszę. To Cabernet Sauviguon. Rocznik 1972.

- Dziękuje. – powiedziała Skipper biorąc kieliszek i próbując wina – Pyszne. Chciałam ci podziękować za uwolnienie mnie.

- Nie ma sprawy. – uśmiechnął się.

- Chciałam ci pokazać jak bardzo jestem ci wdzięczna. – mówiąc to odstawiła kieliszek wina i zdjęła szlafrok i rzuciła go na fotel. Została w samej bieliźnie i szpilkach. Ian nie mógł oderwać od niej wzroku. Uśmiechnęła się do niego. Widziała, że jest podniecony. Podeszła do niego. On odstawił swoją szklankę z whisky.

- Wyglądasz bardzo seksownie. – powiedział.

- Dziękuje za komplement.

Zaczęła rozpinać jego koszulę. On zsunął jej ramiączka od biustonosza, gdy zaczęła odpinać jego pasek od spodni on ją przyciągnął do siebie i zaczął ją namiętnie całować.

Pół godziny po wszystkim leżeli w łóżku pod kołdrą przytuleni do siebie.

- Byłaś wspaniała. – powiedział Ian.

- Ty też. Dawno tak cudownie się nie czułam.

Ona leżała głową na jego torsie, a on trzymał ręce na jej plecach.

- Mam dla ciebie pewną propozycję.

,,Oho zaczyna się" – pomyślała. Spojrzała na niego.

- Jaką propozycję?

- Zaraz ci powiem tylko odpowiedz mi na jedno pytanie. Kiedy jedziesz na kolejne wykopaliska?

- Za dwa tygodnie do Kolumbii. 20 km od miasta Tumaco w dżungli botanicy natrafili na porośnięte ruiny. Będę zastępcą szefa wykopalisk.

- To świetnie. – powiedział zadowolony Ian – Będziesz miała dostęp do wszystkich informacji. Chcę żebyś przekazała mi informacje co odkryliście i pomogła mi zdobyć przedmioty, które będą mnie i osobę, którą reprezentuje interesować.

- Co? Mam pomóc w kradzieży? – zapytała oburzona i uwolniła się z jego objęć. Usiadła na łóżku.

- Możesz sporo zarobić. Będzie ciebie wtedy stać na własny dom. Nie będziesz musiała mieszkać u siostry. – mówiąc to też usiadł.

- No nie wiem. Uważam, że wszystkie znalezione artefakty powinni trafić do muzeum, a nie do prywatnych kolekcji.

- Ale wtedy nie dorobisz się nawet kilku milionów albo więcej.

- Milionów? – zapytała zaskoczona.

- Tak. A jeśli współpraca okaże się owocna skorzystamy z twojej pomocy jeszcze nie raz.

Wziął ją za podbródek i spojrzał jej prosto w oczy.

- Porównaj swoje zarobki archeologa z sumą, jaką możesz mieć na współpracy z nami.

Jeszcze chwilę się wahała i w końcu powiedziała:

- Zgadzam się pracować dla was.

Uśmiechnął się i ją pocałował. Ona odwzajemniła jego pocałunek.

**********

O 7.00 godzinie Skipper wymknęła się z pokoju Ian'a mając nadzieję, że siostra jeszcze śpi, ale jej nadzieje okazały się płonne. Jak otworzyła drzwi do swojego pokoju ujrzała siedzącą siostrę na łóżku w ręczniku kąpielowym, która podejrzliwie się jej przyglądała.

- Wiem, wiem masz więcej pytań. – powiedziała Skipper lekceważąco zamykając za sobą drzwi.

- Co ty nie powiesz? Jasnowidzem zostałaś? – zapytała złośliwie Stacie.

Skipper nieodpowiadając na jej komentarz powiedziała:

- Ubieraj się, bo za godzinę jedziemy na lotnisko, a ja idę wziąć prysznic. – powiedziała kierując się do łazienki.

- To Ian nie pozwolił ci skorzystać ze swojej łazienki?

Skipper zatrzymała się w pół drogi do łazienki i spojrzała na siostrę.

- Proszę cię daruj sobie te złośliwości. – powiedziawszy to poszła do łazienki.

Stacie sfrustrowana wstała z łóżka i podeszła do szafki wyjąć ubrania.

**********

Jason siedział w swoim biurze przeglądając papiery dotyczące sprawy, którą prowadził, gdy zadzwonił telefon na jego biurku.

- Bianchi.

- Dobrze, że pana zastałam. Szef wzywa pana w trybie natychmiastowym. – powiedziała Helga Hoffman nie siląc się na uprzejmości. Była sekretarką szefa wydziału Interpolu w Szwajcarii.

- Czy szef mówił w jakiej sprawie?

- Nie. Powiedział tylko, że to bardzo pilne. – powiedziawszy to się rozłączyła.

Jason odłożył słuchawkę i wstał od biurka. Wyszedł ze swojego biura i pojechał windą na najwyższe piętro cały czas zastanawiając się co to za sprawa. Kiedy już dotarł do biurka sekretarki szefa sekretarka nie odrywając wzroku od komputera, na którym coś pisała powiedziała:

- Może pan wejść.

Jason nie zwłocznie wszedł do biura szefa. Jego szef Herman Muller siedział za biurkiem trzymając w ręku jakieś papiery. Widać było, że jest w bardzo złym humorze.

- Niech pan siada. – powiedział Muller nie siląc się na grzeczności.

Jason usiadł na fotelu, który mieścił się naprzeciwko jego szefa.

- Panie Bianchi jestem panem bardzo rozczarowany.

- Mną? – zapytał zaskoczony Jason.

- Zapowiadał się pan na świetnego agenta. – kontynuował Herman jak by Jason w ogóle się nie odezwał – Przyszła na pana skarga z amerykańskiej filii Interpolu.

Jasona zszokowała ta informacja i podejrzewał o co może chodzić.

- Amerykanie piszą, że naraził pan wraz ze swoimi rodzicami ich misję na szwank porywając osobę, która z nimi pracuje przy tej misji. Co pan ma na swoją obronę?

- Osobą porwaną byłą moja była dziewczyna, którą nadal kocham. Ona nie wie na co się zgodziła. Ona wychowywała się w porządnym środowisku i nie ma zielonego pojęcia do czego ludzie są zdolni.

- Przesadza pan. Jako archeolog była w krajach, gdzie ludzie nie mają tak kolorowo jak ona miała w dzieciństwie, gdzie bywają wojny między partyzantami, a rządem.

- Przepraszam, że panu przerwie – powiedział Jason – ale zna pan moje stanowisko w sprawie wykorzystywania cywilów przez Interpol.

- Tak. – kiwnął głową Muller.

- To wie pan, że jestem kategorycznie przeciwny.

- Panie Bianchi czasami się nie da inaczej. Informuje pana, że zostaje pan zwolniony i aresztowany za szkodzenie agencji i za porwanie Skipper Rawlins.

- Nie! – zaprotestował Jason.

Do biura weszli dwaj strażnicy, którzy zostali dyskretnie wezwani przez Mullera, który nacisnął guzik pod biurkiem dając strażnikom znak, że mogą już wejść. Jason spojrzał na nich wystraszony i z powrotem spojrzał na szefa.

- A co z moimi rodzicami?

- Nic. Uznaliśmy, że zostali przez pana zmanipulowani nie byli do końca świadomi całej tej sytuacji. Możecie już pana Bianchi'ego wyprowadzić.

Jeden ze strażników podszedł i założył Jason'owi kajdanki na nadgarstki. Po tym go wyprowadzili. Kiedy zamknęły się za nimi drzwi Herman Muller westchnął.

- Szkoda chłopaka. Zapowiadał się na dobrego agenta. – szepnął pod nosem.

Powiedziawszy to zaczął pisać na komputerze sprawozdanie z rozmowy z Jason'em do amerykańskiego Interpolu.

**********

Cate zatrzymała swojego Forda Focusa przed willą sióstr Rawlins. Wysiadła z samochodu przez chwilę stała podziwiając willę. W końcu podeszła do drzwi i zapukała do nich. Po chwili otworzyła je Skipper.

- Cześć. Proszę wejdź. – zaprosiła ją Skipper do środka.

- Witaj. Piękny dom.

Skipper zaprowadziła Cate do kuchni, która łączyła się z jadalnią. Cate usiadła przy stole.

- Czego się napijesz? – zapytała Skipper.

- Wody mineralnej gazowanej.

Skipper nalała Cate wody, a sobie soku pomarańczowego. Wzięła szklanki z napojami do rąk i podeszła z nimi do stołu.

- Proszę o to twoja woda. – powiedziała Skipper podając Cate szklankę z wodą.

- Dziękuje.

Skipper też usiadła i zapytała się:

- Co zamierzacie zrobić z Jason'em?

- Został zwolniony i postawiono mu dwa zarzuty: działanie na szkodę Interpolu i porwanie ciebie. Będziesz na pewno musiała chociaż raz być na rozprawie by zeznawać.

- Rozumiem, a gdzie odbędzie się rozprawa?

- W Szwajcarii w Zurychu.

- Nie uśmiecha mi się w tym celu latać, aż tam, ale jak trzeba to trzeba. A co z jego rodzicami?

- Postanowiliśmy ich nie ruszać ze względu na to, że nie byli do tej pory karani i uznaliśmy, że Jason ich zmanipulował, więc nie byli świadomi w co ich wplątał.

- Rozumiem.

- A teraz przejdźmy do sprawy dla, której tu jestem. – powiedziała Cate – Jak tam mają się sprawy z Worthingham'em?

- Złożył mi propozycję, że jeśli zgodzę się mu pomóc w kradzieży skarbów, które znajdę na wykopaliskach w Kolumbii to mogę się dorobić paru ładnych milionów i wspomniał, że kogoś reprezentuje.

- Tak? – zapytała się zaskoczona Cate – Bardzo ciekawe kogo? I co zgodziłaś się na jego propozycję?

- Najpierw się oburzyłam, następnie się wahałam, a na koniec się zgodziłam.

- Dobrze to rozegrałaś. – pochwaliła ją Cate.

- Cate czy wiesz kim jest ta dziewczyna ze zdjęć i jaki ma związek z Worthigham'em?

- Tak. Nazywa się Roseita Inez. Jest córką Maxwell'a Mason'a, który tak naprawdę się nazywa Roger Bailey i który jest też ojcem Ian'a Worthingham'a.

- Mają różne nazwiska.

- Dziewczyna ma po matce, a Worthingham panieńskie po babce ze względu bezpieczeństwa by było trudno ich ze sobą powiązać.

- A kim jest Mason aka Bailey?

- Też złodziej antyków i jak trzeba też zabija. Jest wysoko na naszej liście Interpolu. Kiedy lecisz na te wykopaliska?

- W przyszły poniedziałek. Tak myślę czy nawet jak coś znajdziemy czy nie zwlekać z informowaniem o ich znalezieniu Worthingham'owi.

- Nie rób tego. Od razu go informuj, bo może mieć kogoś kto ma mieć na ciebie oko i jak wyjdzie na jaw, że zwlekasz z informowaniem go o znaleziskach zacznie coś podejrzewać.

- Cate czy będę miała jakiś podsłuch na sobie?

- Nie, ale możemy się umówić, że będziesz każdego dnia do mnie dzwoniła o godzinie 18.00 dając w ten sposób, że nic ci nie jest.

- W porządku.

Cate spojrzała na zegarek.

- Ojej już muszę iść.

Skipper poszła z nią do drzwi wyjściowy.

- Cześć.

- Cześć.

Skipper zamknęła za Cate drzwi i poszła sprawdzić co jeszcze musi sobie kupić na wyprawę archeologiczną.

**********

Skipper stała pośrodku kolumbijskiej dżungli ze swoim 56-letnim szefem Henrym Jacobsem profesorem historii starożytnej z Uniwersytetu Yale. Oboje patrzyli na ruiny porośnięte liśćmi, pnączami. Ich obóz był rozstawiony na obrzeżach ruin. Składał się z pięciu namiotów. Jeden służył za biuro i składzik. W drugim spał Henry, a w trzecim Skipper. Czwarty i piąty należał do reszty ekipy. Ich samochody Land Rovery stały 2 km dalej przy drodze o ile można było nazwać to drogą. 12 km była to ubita ziemia z wybojami i dopiero wtedy zaczynał się asfalt, na którym nie brakowało dziur. Więc droga do Tumaco nie było komfortowa. Obozu i samochodów pilnowało 6 żołnierzy kolumbijskich, których rząd kolumbijski oddelegował do tej misji dla bezpieczeństwa archeologów by chronili ich przed partyzantami i dealerami narkotyków, którzy czasami porywali obcokrajowców dla okupu.

- Niesamowite, że wcześniej nikt nanie nie trafił. – powiedziała Skipper.

- Moja droga dżungla kryje w sobie jeszcze wiele tajemnic. – powiedział Henry – Nie mogę się doczekać tego co odkryjemy.

- Ja też.

Podeszła do nich szczupła, drobna kobieta z burzą rudych kręconych włosów po czterdziestce. Ze złością wskazała palcem na Skipper.

- Panie profesorze dlaczego ona jest pana zastępcą? Ja mam doktorat i większe doświadczenie w pracy w terenie, a ona ma tylko magistra i mniej doświadczenia w wykopaliskach!

- Suzzan proszę cię uspokój się. – poprosił ją Jacobs.

- Dałaś mu dupy? – zapytała się Suzzan Skipper.

Skipper z szoku otworzyła usta, a Henry zazwyczaj bardzo spokojny i przyjacielski człowiek wyglądał teraz na bardzo rozgniewanego.

- Suzzan albo opanujesz swój język albo wylecisz z wykopalisk i dopilnuję żebyś na żadne już nie trafiła. A teraz odpowiem na twoje pytanie. Moja przyjaciółka Jenny Parkins z Uniwersytetu Kalifornijskiego Los Angeles poleciła mi Skipper, a ja uważam, że trzeba dawać młodym szanse.

- Powinno się liczyć doświadczenie. – powiedziała Suzzan.

- Owszem. – przyznał jej rację – Ale też każdy musi w końcu te doświadczenie zdobyć, a jak ma je Skipper zdobyć jak nikt nie da jej takiej szansy?

Zdenerwowana Suzzan odeszła bez słowa pozostawiając ich samym.

- Przepraszam cię za jej zachowanie, ale zawsze była taka impulsywna.

- To nie profesora wina. Już pan z nią pracował?

- Tak. 5 lat w Ekwadorze i 1,5 roku temu w Chile, gdzie była moim zastępcą. Pewnie teraz spodziewała się, że też nim będzie, ale dość o Suzzan chodźmy zwołać wszystkich by przedstawić im plan działania.

Odwrócili się od ruin i udali się w stronę namiotów.

**********

Tydzień później. Prace tak dobrze szły, że lada dzień mieli wejść do środka świątyni. Po dziewiątej do Skipper przyszedł SMS od Worthingham'a, że ma zjawić się o drugiej w hotelu ,,San Marini" w Tumaco. Skipper podeszła do Jacobs'a, który nadzorował prace.

- Panie profesorze mam pilną sprawę do załatwienia w mieście czy mogę wybyć na pół dnia?

- Nie ma sprawy moja droga. Należy ci się trochę odpoczynku.

- Poradzi sobie pan? – zapytała Skipper.

- Oczywiście.

Ich wymianie zdań przysłuchiwała się Suzzan, która udawała, że jest zajęta przeglądaniem notatek. Skipper cieszyła się na myśl o wyjeździe, bo odpocznie od Suzzan. Zdarzyło się między nimi parę scysji, którymi była zmęczona. Po wędrówce przez dżunglę doszła do Land Rover'ów.

- Dzień dobry panom. – przywitała żołnierzy.

- Dzień dobry seniorita. – odpowiedzieli.

- Niech seniorita uważa na drodze. – poradził jej jeden z nich.

- Dziękuję. Będę uważać.

Wsiadła do auta i pojechała w stronę miasta. Ku zaskoczeniu żołnierzy z dżungli wyszła Suzzan, która kompletnie ich zignorowała. Wsiadła szybko do auta i szybko ruszyła ślad za Skipper.

- Blondynka taka miła, a ta ruda nie raczyła na nas nawet spojrzeć.

- Mówią, że rude są wredna. – powiedział drugi.

Skipper zatrzymała się naprzeciwko hotelu. Wyszła z samochodu i ruszyła w stronę miejsca spotkania z Ian'em. Hotel wyglądał nie ciekawie. Przypominał blokowisko. Jak jechała samochodem to dostała SMS, że ma się udać na drugie piętro do pokoju nr 20. Nie zauważyła śledzącej jej Suzzan. Winda była zepsuta, więc udała się schodami. Kiedy weszła na drugie piętro zobaczyła Ian'a czekające przed pokojem. Wydało jej się to dziwne. Uśmiechnęła się do niego, on do niej też. Kiedy podeszła do niego pocałowali się. Żadne z nich nie zauważyło, że są obserwowani przez Suzzan, która obserwowała ich przez lekko uchylone drzwi, które wychodziły na klatkę schodową z drugiego piętra.

- Jak miło cię widzieć. – powiedział Ian.

- Ciebie też. Trochę odpocznę od jednej osoby.

- Co się stało?

- Jedna kobieta mnie nie cierpi, bo według niej zajęłam jej stanowisko.

- Zazdrości ci. – stwierdził Ian – Myślę, że może chodzić nie tylko o stanowisko, ale o urodę i figurę. Jak tam odkrywanie skarbów?

- Jeszcze na żadne nie trafiliśmy. – wystraszyła się, bo Ian nagle złapał ją za łokieć i otworzył drzwi, a następnie wprowadził ją do pokoju – Ian zrozum wykopaliska to nie tam jakieś hop siup... - zaczęła tłumaczyć się Skipper myśląc, że Ian jest na nią zły za brak efektów, ale przerwała bo ujrzała w pokoju trzech mężczyzn. Jeden wysoki wyglądający na Europejczyka w garniturze od Armaniego siedział przy stole na krześle, a dwóch wyższych od niego potężnie zbudowanych Latynosów stało przy oknie. Broń, którą mieli w kaburach pod pachami sugerowała, że są ochroniarzami.

- Witam panno Rawlins. Ian wiele mi o pani opowiadał.

- Dzień dobry. – zdołała tylko powiedzieć wystraszona.

- Niech pani siada. – powiedział mężczyzna wskazując krzesło naprzeciwko niego.

Skipper usiadła, ale była zdrętwiała. Ian widząc jej zdenerwowanie położył ręce na jej ramionach.

- Wyluzuj nikt ci nie chce zrobić krzywdy. – powiedziawszy to usiadł na łóżku.

- Nazywam się Maxwell Mason. – przedstawił się mężczyzna. Skipper zdołała ukryć zaskoczenie. Cate wspomniała jej to nazwisko. – Chcę pani przedstawić ofertę podziałów naszych przyszłych zysków. Zwykle osobom, które ułatwiają nam zdobycie artefaktów z wykopalisk daje 1% z sumy, którą otrzymam za artefakt, ale na prośbę Ian'a proponuje pani 30%.

Skipper zaskoczona spojrzała na Ian'a, który się do niej tajemniczo uśmiechnął.

- To bardzo hojne z pana strony. Ian widać, że ma na pana duży wpływ skoro zgodził się pan dać tak korzystny podział zysków.

- Nic dziwnego jest moim synem.

- Synem? – udała zaskoczenie. Cate mówiła jej, że są ze sobą spokrewnieni. – Macie różne nazwiska.

- Ze względu bezpieczeństwa, by było nas trudniej ze sobą połączyć.

- Moje nazwisko jest panieńskim nazwiskiem mojej babci ze strony ojca. – wyjaśnił Ian.

Nagle drzwi do pokoju zaskrzypiały jak by ktoś się o nie oparł. Wszyscy to w pokoju usłyszeli. Ochroniarze wyjęli broń z kabur.

- Skipper chodź schowajmy się w łazience. – powiedział Ian do jej ucha szeptem i wziął za rękę.

Weszli do łazienki i zostawili lekko uchylone drzwi do niej by słyszeć rozmowę. Jeden z ochroniarzy Mason'a podszedł do drzwi i szybko je otworzył. Do pokoju wpadła niska kobieta z rudymi włosami. Zaskoczona krzyknęła upadając na podłogę. Ochroniarz zamkną drzwi. Kobieta się podniosła, a ochroniarz staną za nią z bronią gotową do strzału. Drugi stał przy oknie też z bronią w ręku. Maxwell otaksował ją wzrokiem.

- Może mi pani wyjaśnić co robiła pod moimi drzwiami? – zapytał spokojnie.

- Widziałam przyjaciółkę wchodzącą do tego pokoju i byłam ciekawa co ona tu robi.

Zaskoczona Skipper szepnęła do Ian'a.

- To Suzzan. Kobieta, o której ci mówiłam.

- Śledziła ciebie. – stwierdził Ian.

Maxwell uśmiechnął się złośliwie i powiedział:

- Nikt tu nie wchodził.

- Wchodziła tu blondynka z szatynem. – powiedziała stanowczo Suzzan.

- Zapewniam panią, że nikt tu nie wchodził. Wie pani co grozi za podsłuchiwanie?

- Ja już muszę iść. – powiedziała Suzzan słysząc tą ukrytą groźbę.

- Też tak myślę.

Ochroniarz stojący za nią otworzył jej drzwi i kobieta pośpiesznie wyszła. Kiedy drzwi się zamknęły. Z łazienki wyszli Skipper i Ian. Maxwell zwrócił się do Skipper:

- Mówiła pani komuś, gdzie jedzie?

- Nie. Tylko szefowi powiedziałam, że muszę jechać do miasta.

- Dobrze. Moje pytanie brzmi czy zgadza się pani z takim podziałem pieniędzy?

- Tak. Jest bardzo hojna.

- To na razie do widzenia. Miło było panią poznać. Kobietę, która tak zauroczyła mojego syna.

- Dziękuje i do widzenia. – powiedziała Skipper.

- Cześć. – powiedział Ian i pocałował ją w policzek.

Ochroniarz otworzył jej drzwi. Wyszła. Ian usiadł na krześle naprzeciwko ojca.

- Ufasz jej? – zapytał Mason.

- Tak, ale trzeba coś zrobić z tą kobietą która ją śledziła. Skipper powiedziała, że to jedna z pracownic wykopalisk, która nie może znieść tego, że to Skipper jest zastępcą szefa wykopalisk.

- Czuję, że ta kobieta może nam narobić kłopotów. Wyślę Mauricia by się nią zajął.

Skipper wracając ze spotkania z Ian'em postanowiła zadzwonić do Cate. Chociaż powinna zadzwonić do niej o godzinie 18.00, ale uznała, że skoro ma ważne informacje to powinna jak najprędzej ją o nich poinformować. Po dwóch dzwonkach Cate Hemphill odebrała.

- Słucham.

- Cześć Cate tu Skipper mam ważne informacje. Mam nadzieje, że nie jesteś zła, że dzwonię wcześniej.

- Witaj. Nie. Bardzo dobrze zrobiłaś. Więc słucham jakie to informacje?

- Osoba, którą reprezentuje Worthingham to jego ojciec.

- Tego można było się spodziewać, ale nigdy nie należy coś brać za pewnik uprzednio się nie upewniając. Czy masz dla mnie jeszcze jakieś informacje?

- Tak. Zaproponowali mi 30% udziału w zyskach. Chociaż zawsze innym dawali tylko 1%. Wiesz Cate czuję się jak bym im się sprzedała.

- Rozumiem. To musi być ciężkie uczucie.

- Tak.

- Czy to wszystkie informacje?

- Tak.

- To na razie i uważaj na siebie.

- Cześć.

Skipper się rozłączyła i odłożyła komórkę na siedzenie pasażera. Już prawie była na miejscu.

**********

Suzzan wróciła już na wykopaliska i poszła prosto do profesora Jacobs'a, który był w namiocie, który służył za biuro. Weszła do namiotu. Zastała profesora robiącego notatki przy stole.

- Profesorze musimy pilnie porozmawiać.

Profesor podniósł na nią wzrok znad notatek.

- Tak Suzzan w czym problem?

- Nie w czym, ale z kim. Chodzi o Skipper.

Jacobs westchnął ciężko i odłożył notatki i pióro na bok.

- Słucham jaki masz znów problem z panną Rawlins? Acha i jedna uwaga na drugi raz to informuj, że opuszczasz teren wykopalisk, a nie sobie samowolkę uprawiasz.

- Przepraszam profesorze już się więcej to nie powtórzy.

- Przyjmuję przeprosiny, a teraz powiedz co to za problem.

Suzzan usiadła na krześle naprzeciwko profesora.

- Śledziłam Skipper. Ona spotkała się z podejrzanymi mężczyznami, którzy mi grozili.

- Panna Skipper ma prawo spotykać się z kim chce.

- Pan chyba mnie nie słuchał? – zapytała zszokowana Suzzan – Ci faceci mi grozili!

- Tak i może jeszcze kosmici wpadli tam na herbatkę? – zapytał złośliwie. Stracił już cierpliwość do tej kobiety. – Jest pani zwolniona. Miarka się przebrała. Takie kłamstwa wymyślać. Miałem panią doktor za poważną osobę, a teraz proszę mnie opuścić, bo mam pracę do dokończenia. Ma pani tu do jutra południa nie być. – powiedziawszy to wrócił do pisania notatek.

Zszokowana Suzzan wybiegła z płaczem z namiotu. Mijając po drodze zdzwionych jej stanem emocjonalnym resztę pracowników wykopalisk. Pobiegła do namiotu, który zajmowała z paroma osobami.

**********

W niedzielę wieczorem Skipper podjechała pod supermarket w Tumaco. Wysiadła z samochodu i skierowała się do mercedesa, w którym za kierownicą siedział Ian. Wsiadła do auta zajmując miejsce pasażera przy kierowcy. Pocałowali się.

- Miło cię widzieć. – powiedziała Skipper.

- Ciebie też. Jedziemy do klubu ,,Las Palmas". Nie jest to zbyt przyjemny lokal, ale osoba, z którą muszę się tam spotkać tam wyznaczyła spotkanie.

Lokal pod, który podjechali znajdował się w nieciekawej okolicy. Lokal na zewnątrz nie wyglądał zachęcająco, a w środku wyglądał bardziej jak speluna, niż klub. Wysiedli z samochodu i weszli do klubu, gdzie skierowali się do loży, w której siedział przystojny Latynos po czterdziestce palący cygaro. Towarzyszyły mu dwie skąpo ubrane kobiety, a raczej dziewczyny. Mimo, że miały ostry makijaż to było widać, że do bycia pełnoletnim im trochę brakuje. Skipper niebyła jakoś bardzo okryta, ale przy tych dziewczynach czuła się jak zakonnica. Każda z nich trzymała kieliszek szampana. Latynos wstał i uśmiechnął się szeroko na ich widok.

- Ian stary przyjacielu jak dobrze cię widzieć. – panowie podali sobie ręce.

- Ciebie również Manuelu.

Manuel spojrzał na Skipper.

- Kim jest ta piękna dama, która ci towarzyszy?

- To moja wspólniczka Skipper Rawlins.

Latynos pocałował dłoń Skipper.

- Jestem Manuel Vergara. Proszę siadajcie.

Skipper nie umknęło uwadze, że dziewczyny towarzyszące Vergarze nie zostały im przedstawione. Skipper dojrzała na drugim końcu lokalu przy stoliku Ben'a i Thomas'a wspólników Worthingham'a. Najwidoczniej Ian wolał się zabezpieczyć nawet jak spotykał się z przyjacielem.

- Jak tam twój ojciec Ian? – zapytał się Manuel.

- Ma się dobrze i przesyła ci pozdrowienia.

- Dziękuję i też przesyłam mu pozdrowienia.

- Przekaże mu.

Skipper nie wytrzymała i postanowiła zadać ją nurtujące pytanie.

- Te dziewczyny to nastolatki. Ile one właściwie..? – nie dokończyła pytania, bo Ian posłał jej ostrzegawcze spojrzenie i powiedział:

- Skipper idź do baru po drinki dla nas.

- W porządku.

Wstała z loży i ruszyła w stronę baru.

- Mówiłeś Ian przez telefon, że będziecie potrzebować mojej pomocy. W czym, więc mam wam pomóc? – zapytał Manuel.

- Mamy prośbę żebyś w swoim następnym transporcie sprzętu elektronicznego, który wyślesz do Meksyku przemycił dla nas parę artefaktów.

- Nie ma sprawy, a ile za to dostanę?

- Milion dolarów jak poprzednio.

- Dobrze. To dajcie znać jak tylko będziecie mieć już ten towar.

Skipper w czasie ich rozmowy stanęła przy barze i zamówiła dwa drinki o nazwie ,,Ognisty pocałunek". Nagle na swoim tyłku poczuła czyjąś rękę. Odwróciła się i wtedy ujrzała przed sobą grubego, niskiego i obleśnego typa bez połowy zębów, który się do niej szeroko uśmiechał. Złapał ją za kosmyk włosów.

- Jaka ślicznotka. – powiedział zachwycony.

Skipper posłała mu gromiące spojrzenie. Zadała mu cios z pięści w nos, a później kopnęła go z pół obrotu w brzuch co posłało faceta na podłogę. Podeszła do niego z pilnikiem w ręku, który wyjęła z torebki. On trzymał ręce za nos. Ona przykucnęła przy nim i przyłożyła mu pilnik do tętnicy szyjnej. Odezwała się do niego głosem ociekającym lodem:

- Dam ci śmieciu jedną radę nie lekceważ osoby o niewinnym wyglądzie, bo może się okazać o demonicznym usposobieniu, a wiem to z własnego doświadczenia.

Powiedziawszy to wróciła do loży, w której zastała zaskoczonych Manuel'a i Ian'a. W oczach dziewczyn widziała szacunek. Zapomniała zupełnie o zamówionych drinkach.

- Nie wiedziałem, że umiesz walczyć. – powiedział z podziwem Ian.

- Przez parę lat chodziłam na karate.

- Zaimponowała mi pani. Lubię ostre kobiety. – powiedział Manuel.

Manuel pstryknął na kelnerkę. Po chwili podeszłą do nich.

- Kochana przynieś nam najlepszego szampana jakiego macie.

- Dobrze proszę pana.

- Musimy wznieść toast za panią.

- Cieszę się, że się podobało. – powiedziała Skipper.

Po godzinie Skipper i Ian wyszli z klubu i udali się pod super market.

- Ian jak byłam przy barze to omówiliście sprawę, którą miałeś do Vergar'y?

- Tak. – odpowiedział tylko Ian. Miała nadzieję, że powie jej coś na temat tej sprawy, którą miał do Vergar'y. Mogła zadać dalsze pytania, ale wolała go nie naciskać, by go nie zrazić do siebie. – Skipper przypominała mi się jedna rzecz przez to porwanie ciebie przez twojego byłego chłopaka.

- Jaką?

- Zdjęcia zrobione przez tego fotografa, którego goniłaś nie zostały opublikowane w żadnym czasopiśmie.

- To dzięki mojej adwokat. Ma znajomości w wydawnictwach gazet i uzyskała zdjęcia wszystkich fotografów działających w Los Angeles. Jak go zidentyfikowałam ona zdobyła jego adres i pojechała do niego. Będąc już u niego postraszyła go konsekwencjami za opublikowanie tych zdjęć. – skłamała bez mrugnięcia okiem.

- Widać, że jest bardzo skuteczna.

- Tak i jest postrachem na salach sądowych. Nawet sędziowie i prokuratorzy czują do niej respekt.

- Jesteśmy już na miejscu.

Parking był prawie pusty i nie oświetlony. Ian uśmiechnął się szelmowsko.

- Skipper co powiesz na seks w samochodzie na tylnym siedzeniu?

- Chętnie. – uśmiechnęła się do niego uwodzicielsko. Prawdę mówiąc tak na nią działał, że nawet w krzakach by mu się oddała.

Po stosunku się pożegnali i każde pojechało w swoją stronę. Skipper jak dojechała na postój dla samochodów, które należały do archeologów. Przespała się w samochodzie i dopiero jak się zrobiło widno udała się przez dżunglę na teren wykopalisk. Po ciemku bała się iść sama.

**********

W ciągu następnego tygodnia Skipper w raz z ekipą weszli do Inkaskiej świątyni, która była naszpikowana pułapkami, ale dzięki temu, że zachowywali się bardzo ostrożnie nikomu nic się nie stało. W świątyni znaleźli wiele figurek i masek ze złota ozdobionym szmaragdami, misek i dzbanków wykonanych przez Inków. Znalezione skarby umieścili w skrzyniach, które były wypełnione pianką i ustawione na razie w środku świątyni. Każda skrzynia miała przyklejoną karteczkę z opisem co w niej się znajduje. Teraz zabezpieczali ostanie skarby, które miały trafić do muzeum w Bogocie. Kiedy nastała pora obiadu wszyscy wyszli z świątyni ku ich zaskoczeniu przy namiotach zastali dwóch policjantów. Profesor Jacobs podszedł do nich. Reszta poszła jego śladem.

- Panowie w jakiej sprawie? – zapytał Henry.

- Jak pan się nazywa? – zapytał jeden z policjantów ignorując jego pytanie.

- Jestem profesor Henry Jacobs. Szef wykopalisk.

- My w sprawie pani doktor Suzzan Perry.

- Już tu nie pracuje.

- No i już nigdy nigdzie nie popracuje. – powiedział drugi policjant, który milczał do tej pory.

- Co ma pan na myśli? – zapytał się profesor. Chociaż przeczuwał jaką usłyszy odpowiedz.

- Znaleziono ją martwą w samochodzie, który zleciał z urwiska. Chociaż po wgnieceniu, które znaleźliśmy podejrzewamy, że została zepchnięta specjalnie przez inny samochód.

- To straszne. Miała trudny charakter, ale nie zasłużyła na taki los.

- Podejrzewają państwo kto może za tym stać?

- Nie. – padła ogólna odpowiedz.

- Dobrze. Jak by państwu coś się przypominało to proszę się zgłosić na komisariat w mieście Tumaco. Do widzenia państwu.

- Do widzenia. – odpowiedzieli wszyscy.

Skipper stała z boku i przysłuchiwała się jak reszta zespołu rozmowie. Uświadomiła sobie, że za śmiercią Suzzan może stać Mason i Worthingham. Cate ostrzegała ją, że są bezwzględni, ale i tak była w szoku, że mogli się do tego posunąć. Skipper poszła do swoje namiotu zadzwonić do Cate.

- Cześć, Cate Hemphill.

- Cześć to ja Skipper. Dzwonię ci powiedzieć, że dostałam SMS od Worthingham'a, że kradzież interesujących ich artefaktów ma nastąpić jutro o północy.

- Świetnie. Będziemy na nich czekać na miejscu, do którego je przetransportują. Czy będziesz im towarzyszyć?

- Tak. Jest plan, że mam kierować ich ludźmi. Jutro mam wolny dzień, więc jadę rano się z nimi spotkać by omówić dokładnie plan działania.

- To dasz znać, gdzie się udajecie po napadzie, a my już tam będziemy na was czekać. Skipper jest jeszcze jedna sprawa. Nie wystrasz się, ale na początku zostaniesz aresztowana jak reszta, ale gdy tylko zostaniesz od nich oddzielona zostaniesz zwolniona.

- Dobrze. Cate jest taka sprawa, że przed chwilą dowiedziałam się, że jedna z archeolożek z naszej ekipy, która została parę dni temu zwolniona zginęła w wypadku samochodowym, ale policja uznała, że to nie był nieszczęśliwy wypadek tylko morderstwo. Podejrzewam, że Mason i Worthingham za tym stoją.

- Skąd to przypuszczenie? – zapytała Cate.

- Ona mnie śledziła i widziała jak spotkałam się z nimi i oni wiedzieli, że byłam przez nią śledziona.

- Wścibstwo przepłaciła życiem, ale żeby im to udowodnić trzeba było by mieć dowody, że oni za tym stoją. Czy to wszystko co miałaś mi dopowiedzenia?

- Tak. To do usłyszenia.

- Na razie.

Skipper się rozłączyła i odłożyła komórkę na stolik. Położyła się na łóżku. ,,W co ja się wpakowałam?" – pomyślała sobie.

**********

Następnego dnia Skipper podjechała na parking, który znajduje się przy szpitalu. Zostawiła tam Land Rovera i udała się na stacje paliw, która mieści się dwie przecznice dalej. Tam czekało na nią czarne opancerzone BMW z kierowcą i z kobietą po trzydziestce. Skipper podeszła do nich.

- Witam jestem Esmeralda, a kierowca to Maurico. – przedstawiła kobieta siebie i kierowcę. Podają rękę na przywitanie. Skipper uścisnęła jej rękę.

- Cześć jestem Skipper.

Kierowca wsiadł za kierownicę.

- Proszę siadać z tyłu. – powiedziała kobieta.

Wsiadły do auta i samochód ruszył.

- Czym się pani zajmuje? – zapytała Skipper.

- Jestem szefową ochrony rezydencji seniora Vergar'y, w której gościnnie przebywają panowie Mason i Worthingham.

Kobieta widząc zaskoczoną minę Skipper powiedziała:

- Chyba pani nie myślała, że mieszkają w tym obskurnym hotelu.

- Haha – zaśmiała się nerwowo Skipper – No faktycznie powinnam się domyślić, że pokój w takim hotelu został wynajęty ze względu na nasze spotkanie. Czy pan Mauricio też pracuje dla pana Vergar'y?

- Nie. On dla seniora Masona.

- Czy pan Manuel będzie w rezydencji?

- Nie on obecnie jest od trzech tygodni na wyjeździe w interesach.

- Tak? A spotkał się ze mną i Ian'em kilkanaście dni temu w klubie w Tumaco.

- Na prośbę seniora Worthigham'a przyjechał na parę godzin do Tumaco, ale do rezydencji nawet nie zajrzał, bo pilnie musiał lecieć dalej.

Po dwudziestu minutach wjechali na teren posiadłości. Rezydencja była ogromna. Miała dwa piętra. Na środku podjazdy była fontanna. Było pełno ochroniarzy z psami. Ogrodzenie było pod napięciem. Kamery były wszędzie. Nawet na drzewach. Skipper wysiadła z Esmerald'ą z samochodu, a kierowca odjechał zaparkować samochód. Szefowa ochrony poprowadziła ją do salonu, gdzie Maxwell i Ian siedzieli przy stoliku do kawy w patrzeni w ekran laptopa. Esmeralda odezwała się do nich by zwrócić ich uwagę:

- Panowie seniorita Skipper już jest.

Obaj spojrzeli na nią.

- Dziękuję Esmeraldo to wszystko. Witam panią Skipper. – powiedział Maxwell.

Esmeralda wyszła z salonu zostawiając ich samych.

- Dzień dobry panie Mason. – powiedziała Skipper.

Ian podszedł do niej bez słowa i ją pocałował.

- Tęskniłem z tobą. – powiedział.

- Ja za tobą też. – zmusiła się do uśmiechu chociaż była przybita świadomością, że to on i jego ojciec stoi za zabójstwem Suzzan Perry.

- Chodź usiądźmy. – powiedział Ian.

Skipper usiadła na kanapie między nimi. Laptop był wyłączony i przesunięty na bok stolika.

- Ma pani zdjęcia tych artefaktów i szkic planu świątyni? – zapytał się Maxwell.

- Tak. Zgrałam je z aparatu na tablet. – powiedziała to wyjmując go z torebki – A to plan świątyni. – rozłożyła go na stoliku – Pańscy ludzie mogą się z nim zapoznać, ale uważam, że to niekonieczne, bo i tak będę ich prowadzić do celu.

- Nastąpiła zmiana planów. Pani nie jedzie. Będzie pani nimi kierować stąd.

Do salonu wszedł mężczyzna. Na jego widok Maxwell powiedział:

- Pablo dobrze, że jesteś. Pani Skipper i Pablo będziecie się porozumiewać przez słuchawki bezprzewodowe jeśli by moi ludzie mieli jakieś wątpliwości.

- Ja też tam powinnam być. – zaprotestowała Skipper – Oni nie widzą jak zabezpieczyć do transportu skarby by się nie zniszczyły.

- Będzie z nimi osoba co się na tym zna.

- A jak pomylą relikty i wezmą te, które was nie interesują?

- Będą mieli zdjęcia. Zaraz wybierzemy te, które nas interesują i wydrukujemy ich zdjęcia.

- Niektóre tylko drobne szczegóły różnią.

- Wiedzą co grozi im za pomyłkę. – uciął Mason.

Skipper była w szoku na tę bezwzględność. Spojrzała na Ian'a. On był nie wzruszony. ,,Ludzkie życie nic dla nich nie znaczy" – pomyślała z goryczą. Ian odwrócił się w jej stronę i złapał ją za dłonie.

- Chodzi o twoje bezpieczeństwo. W nocy jest bardziej niebezpiecznie w dżungli, niż w dzień. Nie chcemy by coś ci się stało.

- Właśnie. – potwierdził Maxwell – Pablo zaczniecie akcje nie o północy tylko o 23.00.

- Tak proszę pana.

- Po wykonanej misji pojedziecie w umówione miejsce i zostawicie czterech naszych ludzi i człowieka, który jest odpowiedzialny za to by reliktom nic się nie stało. Możesz na razie odejść.

Przez godzinę Maxwell i Ian oglądali zdjęcia artefaktów, i który ich interesował od razu drukowali jego zdjęcie w tym celu przenieśli się do gabinetu połączonego z okazałą biblioteką, gdzie znajdowała się drukarka.

- Gdzie jest toaleta? – zapytała się Skipper, która w tym czasie jak oni przeglądali fotografie przeglądała książki z biblioteki.

- Musisz iść korytarzem prosto. Następnie skręć w lewo i wejdź drugimi drzwiami po prawo. – poinstruował ją Ian nie odrywając wzroku od zdjęć.

Skipper poszła wskazaną drogą i weszła do łazienki. Załatwiła się i umyła ręce. Wyjęła telefon by zadzwonić do Cate by powiadomić ją o zmianie planu, ale ku jej przerażeniu bateria w telefonie się rozładowała.

- Cholera zapomniałam sprawdzić stan baterii przed odjazdem.

Wszyła z łazienki zdenerwowana, ale zdążyła ochłonąć, gdy przekroczyła próg gabinetu.

- Już skończyliśmy. – poinformowała ją Ian – Trochę zajmie im to sprawdzanie skrzynek.

- Nie koniecznie. – powiedziała Skipper podchodząc do nich – Każda skrzynia ma opis swojej zawartości.

- To przyśpieszy ich pracę. – powiedział Mason wstając od biurka – Chodźmy pora na obiad.

Cała trójka wyszła z gabinetu i udała się na patio, które znajdowało się przy basenie.

**********

Cate ze swoją ekipą siedziała w samochodzie dostawczym, który miał napisane na karoserii, że przewozi lody i inne mrożonki. Samochód stał na ulicy przed sklepem spożywczym w Tumaco. Było już po 1.00 w nocy. Wszyscy się niecierpliwili, bo do tej pory nie doszła żadna informacja od Skipper.

- Niech to szlag! – krzyknęła Cate Hemphill – Cały czas abonament niedostępny.

Młody facet po dwudzieste, który agentem był zaledwie od trzech miesięcy powiedział:

- Może pojedziemy do tej świątyni i zgarniemy ich z stamtąd.

Wszyscy spojrzeli na niego jak by postradał zmysły, a Cate uśmiechnęła się do niego zimno.

- Musisz się jeszcze wiele nauczyć. – powiedziała – Pomyśl droga jest fatalna. Dzieli nas 20 km, a następne 2 km trzeba przejść przez dżunglę po ciemku. Za nim byśmy tam dotarli to ich już nie będzie.

Pomyślała sobie: ,,Typowy żółtodziób". Nie była za tym by uczestniczył w tej misji, ale szef rozkazał by go wzięła, bo to syn senatora.

**********

Skipper następnego dnia wróciła o 9.00 na wykopaliska. Zastała załamanych współpracowników przy wejściu do świątyni. Podeszłą do profesora Jacobsa.

- Profesorze co się stało? – zapytała zaniepokojona.

Profesor odwrócił się do niej.

- Siedem artefaktów, które były najcenniejsze zostały skradzione.

- Co?! – krzyknęła zaskoczona – To straszne.

- Dobrze, że wszystkiego nie zabrali. Dlaczego nie wróciłaś na noc do obozu? Martwiliśmy się o ciebie.

- Opona w samochodzie się przebiła i pomoc drogowa przybyła dopiero nad ranem, a jeszcze na złość bateria mi w komórce padła i jeszcze musiałam szukać telefonu by wezwać pomoc, a profesora nie powiadomiłam, bo numer pana miałam tylko zapisany w komórce.

Profesor kiwnął głową.

- Wybacz, ale muszę zadzwonić do muzeum i powiedzieć im co się stało.

Udał się do swojego namiotu. Skipper poszła do swojego namiotu podładować komórkę. Jak już komórka się trochę podładowała zadzwoniła co Cate.

- Słucham. – powiedziała zdenerwowana Cate.

- Cześć Cate. – przywitała się Skipper.

- Witaj! Co się stało? Dlaczego twoja komórka była niedostępna?

- Bateria mi padła. Przykro mi, że akcja się nie udała.

- Wszyscy jesteśmy zdenerwowani, ale dobrze, że nic ci nie jest. Gdzie wywieźli skradzione artefakty?

- Tego nie wiem, bo zmienili plan według, którego nie pojechałam z ich ludźmi ukraść artefakty, a nie raczyli mi powiedzieć gdzie zamierzają je wywieść. Próbowałam ich przekonać do zmiany zdania, ale byli nieugięci.

- Wielka szkoda. Dobrze by było jak byś się dowiedziała, gdzie i komu sprzedadzą te artefakty.

- Spróbuję.

- To na razie. Uważaj na siebie i bądź ostrożna.

- Będę i do widzenia.

**********

Kilka dni później Skipper razem z resztą ekipy przetransportowali artefakty, które nie zostały skradzione do muzeum w Bogocie. Miejscowa policja z Tumaco wszczęła śledztwo w sprawie 7 skradzionych artefaktów, ale i tak wszyscy wiedzieli, że nikogo nie uda im się złapać, a Interpol się nie zdradził, że posiada pewne informacje o tej kradzieży. Teraz wszyscy byli w hotelu ,,InterBogota". Za godzinę miała odbyć się pożegnalna kolacja. Skipper właśnie wyszła z łazienki po kąpieli, gdy przyszedł SMS. Podeszła do stolika nocnego i wzięła z niego telefon by odczytać wiadomość. Brzmiała ona: ,,Przyleć do Mexico City. Ian.". Skipper po odczytaniu wiadomości zadzwoniła na lotnisko do działu sprzedaży biletów i poprosiła o anulowanie biletu do Los Angeles i zarezerwowanie biletu do Mexico City. Napisała do Ian'a SMS, że w Meksyku będzie o 14.15. Następnie zadzwoniła do Cate, która odebrała po piątym dzwonku.

- Cześć Cate.

- Cześć Skipper. Co tam?

- Dostałam SMS od Worthingham'a, że mam przylecieć do Meksyku.

- Napisał dlaczego?

- Nie.

- I kiedy lecisz?

- Jutro.

- Jest nadzieja, że może dowiesz się coś o sprzedaży artefaktów.

- Mam taką nadzieję. To wszystko Cate co miałam ci do przekazania. Do widzenia.

- Do widzenia.

Skipper się rozłączyła i podeszła do szafy wyjąć sukienkę, którą chciała założyć na pożegnalną kolację.

**********

Skipper ubrana w długą, przewiewną sukienkę na ramiączkach i w sandałki na wysokim obcasie wysiadła z samolotu w Mexico City. Cieszyła się, że zdecydowała się tak ubrać, bo było bardzo gorąco. Udała się do hali przylotów by odebrać bagaż. Ian napisał, że kogoś po nią przyśle, bo sam nie może. Po odebraniu bagażu poszła w stronę wyjścia. Nagle usłyszała swoje imię. Podeszła do niej ładna, młoda latynoska z mężczyzną, którego rozpoznała. Był z Masonem w Kolumbii.

- Dzień dobry seniorita Skipper jestem Maria, a to jest Mauricio. Senior Mason przysłał nas byśmy panią odebrali z lotniska.

- My się znamy z Mauriciem. Miło cię poznać Mario.

- Ja wezmę bagaże. – powiedział Mauricio biorąc do rąk walizki Skipper.

Cała trójka ruszyła do samochodu, Którym okazał się opancerzony cadillac escolade. Wsiedli do auta i ruszyli do posiadłości Maxwella Masona.

- Mario czym się zajmujesz w domu pana Masona? – zapytała Skipper.

- Seniorita jestem gospodynią domową w jego willi. – odpowiedziała Maria.

- Mario proszę cię żebyś mówiła mi po imieniu.

- Nie mogę. Zasady są jasno określone mam się zwracać do domowników i ich gości senior i seniorita nawet jak są młodsi ode mnie. Tak samo ochroniarze, kierowca, kucharz i lokaj.

- Rozumiem. Nie chcę was martwić, ale samochód z tyłu, który wygląda jak ten, którym jedziemy cały czas za nami jedzie.

Maria się obejrzała za siebie i powiedziała:

- On jest z nami. W środku jest pięciu ochroniarzy uzbrojonych po zęby.

- Dlaczego? – zapytała zaskoczona Skipper.

- Senior Mason wydał taki rozkaz dla pani bezpieczeństwa. W Meksyku bywa bardzo niebezpiecznie. Ja jak wychodzę na zakupy to zawsze towarzyszy mi jeden ochroniarz.

- A ciebie Mario dlaczego oddelegował do odebrania mnie? Przecież kierowca mógł to sam zrobić.

- Dla pani komfortu. Uznał, że dobrze jak wyśle po panią jedną kobietę. Skoro wysłał, aż sześciu mężczyzn.

- To bardzo miłe, że tak się o mnie troszczy.

- Senior Mason zrobi wszystko dla swojego syna.

Po godzinie jazdy oba samochody wjechały na teren posiadłości. Willa była ogromna w typowym budownictwie latynoskim. Posiadłości była odgrodzona wysokim ogrodzeniem, który był pod napięciem. Wszyscy wysiedli z samochodów, gdy Ian zobaczył, że samochód ze Skipper w środku się zatrzymuje wyszedł się z nią przywitać. Spotkał się z nią na schodach, które prowadziły do drzwi willi. Na oczach Mari i ochroniarzy wziął w objęcia Skipper i ją namiętnie pocałował. Maria widząc ten okaz uczuć Ian'a do Skipper pomyślała: ,,Widać, że to pierwsza kobieta, którą traktuje poważnie. Innym swoim byłym tak uczuć nie okazywał". Dlatego Maria miała go za zimnego, pozbawionego uczuć mężczyznę. Poszła zająć się swoimi obowiązkami jak reszta ochroniarzy.

- Nie wiem czy ci już mówiłam, ale cudownie całujesz, że aż się rozpływam.

- Nie mówiłaś, ale miło to słyszeć. – uśmiechnął się do niej i złapał ją za dłoń – Chodź do jadalni.

Ruszyli do niej trzymając się za ręce. Maxwell już siedział przy stole. Wstał, gdy weszli do jadalni. Podszedł do nich by przywitać Skipper.

- Witam panią. Jak minęła podróż?

- Miło i komfortowo i proszę mówić mi po imieniu.

- Dobrze Skipper proszę usiądźmy przy stole lokaj zaraz poda deser i napijemy się margarity.

Cała trójka usiadła przy stole. Maxwell u szczytu stołu, Ian po jego lewej stronie, a Skipper po prawej.

- Tata uważa, że najlepsza margarita jest w Meksyku.

- Bo to prawda. – powiedział Maxwell – Uwielbiam margarite, a Ian jak przystało jak na typowego anglika woli whisky.

W tym momencie wszedł lokaj pchając wózek z deserem i z alkoholem. Postawił wszystko na stole.

- Czy senior Mason życzy sobie coś jeszcze?

- Nie dziękuje Pedro. Możesz odejść.

Lokaj wyszedł pozostawiając ich samych.

- Mam pytanie czy macie już kupców na antyki? – zapytała Skipper.

- Tak. Znaleźliśmy kupca na dwie maski inkaskie. – poinformował ją Maxwell.

- A kto to jest? – zapytała Skipper.

- Dowiesz się swoim czasie. – powiedział Ian – Skipper czy w najbliższym czasie masz jakieś plany?

Skipper zaskoczyło jego pytanie, bo jak kazał jej przylecieć do Meksyku to nie pytał się czy może przylecieć.

- Nie. Mam na razie tygodniowy urlop.

- Czy wybrałabyś się ze mną pojutrze do Francji?

- Chętnie, a kiedy ma dojść do transakcji sprzedaży masek?

- Na dniach, gdzieś w Europie. – powiedział Mason.

- Gdzieś? – zapytała zaskoczona Skipper – Jak lecimy do Francji to zapewne tam.

- Nie koniecznie. – powiedział Ian – Do Francji lecimy z innego powodu.

- Z jakiego powodu?

- Dowiesz się na miejscu.

Skipper nie pokazała tego po sobie, ale była bardzo niezadowolona tą ich tajemniczością, gdyby ich nie inwigilowała. To by się zbuntowała i zażądała stanowczo odpowiedzi na jej pytania, ale nie chciała ich do siebie zrazić.

- Ian musisz wziąć dwie walizki z podwójnym dnem żeby celnicy w razie kontroli ich nie wykryli. – poinstruowała go Mason.

- Oczywiście i wyłożę skrytki pianką by się maski nie uszkodziły.

- Dobrze rozumiem, że lecimy rejsowym samolotem, a nie prywatnym? – zapytała Skipper.

- Tak trzeba być ostrożnym. Możemy być na celowniku agentów, a oni raczej nie będą podejrzewać, że Ian coś przewozi podróżując rejsowym samolotem. No dobrze dosyć o interesach. Spróbujmy deseru i margarity. – powiedział Maxwell.

Skipper upiła łyk alkoholu.

- I jak smakuje? – zapytał Maxwell.

- Tak. Bardzo pyszne. – odpowiedziała Skipper.

**********

Skipper o drugiej w nocy się obudziła. Ostrożnie wstała z łóżka by nie obudzić śpiącego obok Ian'a. Wiedząc, że w pokoju jest kamera stanęła do niej plecami i wzięła niezauważenie komórkę. W łazience nie było kamery, więc mogła skorzystać z niej nie wzbudzając podejrzeń, że o takiej porze się z kimś kontaktuje. Weszła do łazienki która była duża, wyłożona marmurem i powykańczana złotem. Usiadła na brzegu wanny dla dwóch osób i wybrała numer do Cate. Po piątym dzwonku zaspany głos się odezwał:

- Słucham?

- Witaj Cate. Przepraszam, że cię obudziłam, ale to pilne.

Wydawało się, że Cate całkowicie się wybudziła, bo już nie miała zaspanego głosu.

- Cześć. Słucham cię uważnie.

- Znaleźli kupca na dwie maski. Jutro z Worthingham'em lecę do Francji rejsowy samolotem. Artefakty zamierza ukryć w walizkach, które mają ukryte dno.

- Czyli transakcja odbędzie się we Francji? – zapytała Cate.

- No właśnie nie koniecznie. Jeszcze nie znają dokładnego miejsca, ale możecie dokonać aresztowania Worthingham'a w Paryżu.

- Moglibyśmy tak zrobić, ale chcielibyśmy też przymknąć kupującego, a tak swoją drogą po co tam lecicie skoro nie wiadomo, gdzie ta transakcja ma się odbyć?

- Worthingham powiedział, że przekonam się na miejscu.

- Wiesz co oni ci nie ufają. Masz co prawda nowe informacje, ale tak naprawdę żadnych konkretów. – powiedziała bez złości Cate.

- Nie zrobiłam nic co by spowodowało ich nie ufność do mnie.

- Nie martw się nie którzy w tym biznesie są bardzo skryci.

- To wszystko co miałam ci do powiedzenia. Już ci nie przeszkadzam. Dobranoc.

- Dobranoc.

Skipper się rozłączyła i poszła się położyć do łóżka.

**********

Ian po wylądowaniu ze Skipper w Paryżu wynajął porsche i skierował się nim na przedmieścia Paryża. Siedząca obok Skipper zapytała się:

- Ian dokąd jedziemy?

- Na przedmieścia Paryża. Chcę żebyś kogoś poznała.

- Kogo? – zapytała zaciekawiona chociaż podejrzewała kto to ma być.

- Na razie ci tylko powiem, że to ważna dla mnie osoba i nie możesz nikomu o niej powiedzieć dla jej bezpieczeństwa. Tylko parę osób wie o jej istnieniu.

Po trzydziestu minutach jazdy zajechali pod kawiarnię ,,Maria Antonina", która zapewne była nazwana na cześć francuskiej królowej, która zasłynęła zdaniem ,,Skoro nie mają chleba to niech jedzą ciasteczka". Wysiedli z samochodu i weszli do kawiarni. Dwa stoliki dalej od wejścia siedziała dziewczyna o latynoskich rysach i na ich widok wstała, a oni podeszli do niej. Przywitała się serdecznie z Ian'em. Po skończeniu powitania Worthingham odwrócił się w stronę Skipper. Skipper nie dała po sobie poznać, że już wcześniej widziała dziewczynę.

- Skipper to moja przyrodnia siostra Roseita Inez. Nazwisko ma po matce. Roseito Skipper Rawlins jest moją przyjaciółką. – przedstawił je sobie.

,,Świetnie ze wspólniczki awansowałam na przyjaciółkę. Zawsze to coś." pomyślała Skipper, a powiedziała:

- Miło cię poznać Roseito. – podała jej dłoń.

- Ciebie też miło poznać. – Roseita uścisnęła jej dłoń.

Usiedli przy stoliku. Podeszła kelnerka i zapytała się ich:

- Co państwo zamawiacie?

- Polecam lody. – powiedziała Roseita do Ian'a i Skipper.

- To w takim razie poproszę lody czekoladowe i colę. – poprosiła Skipper.

- Ja to samo. – powiedziała Ian.

- To trzy razy lody czekoladowe, dwie cole i sok pomarańczowy. – poprosiła Roseita.

- Dobrze niedługo będzie podane. – powiedziała kelnerka.

Kiedy kelnerka odeszła od ich stolika Roseita się odezwała:

- Skipper nie wiem czy ci Ian wspominała, ale często nazywa mnie Rosebud.

Skipper spojrzała zaskoczona na Worthingham'a, który się do niej uśmiechnął.

- Naprawdę? – zapytała go.

- Tak. Od jej imiona. – wyjaśnił.

- To takie słodkie, że nazywasz ją pąkiem róży. – stwierdziła Skipper, która była bardzo zaskoczona, że Ian się do kogoś może tak czule zwracać.

- Jesteśmy sobie bardzo bliscy. Ian często mnie odwiedza. – wyjaśniła Inez.

- Zanim ojciec odesłał Rosebud do szkoły z internatem we Francji dużo czasu spędzaliśmy ze sobą.

Nagle zadzwonił telefon Ian'a. Wyjął go z kieszeni i spojrzał na wyświetlacz.

- Przepraszam muszę to odebrać. – powiedziawszy to wyszedł na zewnątrz. W tym czasie też akurat kelnerka przyniosła ich zamówienie.

- Życzę smacznego. – powiedziała kelnerka.

- Dziękujemy. – odpowiedziały.

Kelnerka odszedła od ich stolika. Zaczęły jeść deser.

- Musisz być ważna dla Ian'a. – stwierdziła Roseita.

- Tak myślisz?

- Oczywiście. Jak by nie traktował cię poważnie to by tu cię nie przywiózł byśmy się poznały.

Skipper przemyślała jej słowa i musiała się zgodzić po tym jak Ian powiedział, że nikomu nie może powiedzieć o Roseicie. Jak by traktował jak po prostu jak kolejną kochankę to by nie wyjawiał jej, że ma siostrę, której istnienie jest tajemnicą.

- Przepraszam, że pytam, ale gdzie są wasze matki?

Roseita posmutniała i odpowiedziała:

- Moja zmarła kilka lat temu na raka, a Ian'a zginęła parę lat temu w wypadku samochodowym.

- Tak mi przykro. – powiedziała Skipper.

- Skipper czym się zajmujesz? – zapytała Roseita zmieniając temat.

- Jestem archeologiem.

- To się dobraliście z Ian'em. Oboje się znacie na historii.

- Tak. – potwierdziła Skipper. – Roseito jak ci się podoba w internacie?

- Jest fajnie, ale wolałabym być w domu. Bardzo tęsknię za rodziną, ale dobrze, że często mnie odwiedzają.

- Ile masz lat?

- Siedemnaście.

- To jesteś w wieku mojej siostry Stacie. Muszę kiedyś was ze sobą poznać.

- Chętnie ją poznam.

Do stolika wrócił zadowolony Ian i zapytał się:

- O czym rozmawiacie?

- Poznajemy się. – powiedziała Skipper – Jedz swój deser bo już ci prawie stopniał, a jest przepyszny.

Ian spróbował na pół stopionych lodów i powiedział:

- Faktycznie bardzo smaczne.

- W tej kawiarni mają najlepsze lody w mieście. – powiedziała Reseita.

- Rosebud byłby problem byś spędziła z nami jutro cały dzień? – zapytał siostrę Ian.

- Myślę, że nie. Powiem, że przyjechała do mnie rodzina i, że chcę z nią spędzić cały dzień.

- To świetnie, bo chcę byśmy razem pozwiedzali Paryż i poszli na wielkie zakupy.

- Świetny pomysł. – ucieszyła się Inez.

Po zjedzeniu deseru i uregulowaniu rachunku Ian i Skipper podrzucili Roseite do internatu i wrócili do centrum Paryża, gdzie wynajęli w hotelu wspólny pokój.

cdn

W następnej części min.:

- Kto okaże się tajemniczym kupcem?

- Czy Skipper dołączy do tajnej organizacji?

- Jak Cate odkryje romans Skipper i Ian'a?

- Jaki wyrok dostanie Jason?

- Czy Stacie wreszcie dostanie odpowiedzi na swoje pytania?

- Skipper pozna pewną panią profesor i jej asystenta, który jest spokrewniony z Worthingham'em, Mason'em i Inez.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Aisak 2 tygodnie temu
    Za długie.
    Ale ktoś pewnie przeczyta.
  • Canulas 2 tygodnie temu
    Ja dodam, że długie - fakt - lepiej podzielić, ale leży zapis dialogów. A że opowiadanie od dialogów nie stroni - sporo do poprawy.
  • krajew34 2 tygodnie temu
    Pani Anonim, polecam założyć konto, jeśli masz zamiar dłużej tu publikować i rozbij ten tekst na parę rozdziałów, nawet nie chce mi się tego czytać. (sam ten błąd popełniłem na początku.)
  • Maurycy Lesniewski 2 tygodnie temu
    Opowiadanie długie jak na raz, ale czyta się dość gładko dzięki dużej ilości dialogów i przejrzystości tekstu. Jest sporo rzeczy, które można by poprawić, trochę powtórzeń się wkradło, nie ma komentarzy narratora w dialogach mówiących o stanie umysłu i uczuciach bohaterów, gdzieś tam cyfry zapisanie liczbowo...
    No, gdyby to tak doszlifować byłoby całkiem zacnie, zwłaszcza, że lubię takie przygodowe klimaty.
    Jako ocena myślałem o 4, ale na zachętę dam 5.
    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania