Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Nieprawdziwa historia pierwszych ludzi.

Powiedział Bóg.

– Uczyńmy człowieka na Mój obraz i podobieństwo.

I słowo ciałem się stało. Przed Bożymi oczyma pojawiły się dwie postacie kobieta i mężczyzna. Wszechmocny rzekł do nich. – Daję ci mężczyzno na imię Adam, jako że jesteś pierwszym człowiekiem na tym świecie. – Uśmiechnął się i poklepał go po ramieniu.

– Tobie daję imię Lilith kobieto, bo jesteś istotą, która dla mężczyzny, będzie pierwszym pragnieniem. Dzięki tobie, on będzie się rozwijał i doskonalił.

– To brzmi dość ciekawie, ale on… to znaczy Adam jest jakiś taki…? – odezwała się lekko rozżalona Lilith.

– Musisz mu trochę pomóc, jest trochę zagubiony, nie nabrał jeszcze pewności siebie.

– No nie wiem, wygląda mi na mazgaja, ale skoro Ty to mówisz, to zobaczymy co się da zrobić.

– Teraz muszę was opuścić, bądźcie szczęśliwi i rozmnażajcie się – powiedział Bóg i zniknął.

 

– Fajnie, że milczysz, lubię takich – odezwała się Lilith.

Adam wpatrywał się w nią, nie mogąc oderwać wzroku. Smukła o długich czarnych włosach. Oczy ciemno niebiskie, no i to zniewalające spojrzenie… w końcu podszedł do niej i dotknął jej ramienia.

– O! Widzę, że coś cię ruszyło, ale nie przyglądaj mi się tak, bo robi mi się trochę głupio.

– Jesteś moją kobietą, prawda?

– Nie jestem twoją kobietą ani ty moim mężczyzną. To, że na tym świecie, jest nas tylko dwoje, o niczym jeszcze nie świadczy.

– Ale ty musisz być moja! – powiedział stanowczo Adam.

– No nie wiem? – Spojrzała na niego z lekką ironią w oczach. – Żebym była twoja, musiałbyś się czymś wykazać.

– Mów czym!?

– No cóż? Co by tu...? – O! widzisz to drzewo! – Wskazała palcem na to najwyższe.

– No i?

– Wejdź na nie i przynieś mi jego owoc.

Adam trochę się zmieszał spoglądając na drzewo. Jego owoce rosły wysoko, na długich i cienkich gałęziach.

– No co pękasz!?

– Nie! Nie pękam – odpowiedział lekko poddenerwowanym głosem.

Podszedł do drzewa, spojrzał w górę, potem na Lilith.

Patrzyła na niego z prowokującym uśmieszkiem.

Złapał się najniższej gałęzi i zaczął wspinaczkę. O dziwo szło mu całkiem nieźle, szybko doszedł do pułapu, gdzie rosły owoce. Trzymając się jedną ręką pnia, drugą próbował przyciągnąć gałąź z owocami. Kiedy ją złapał, zbyto mocno go zachwiało. – No i trach…

Na szczęście, gałęzie, na które spadał zacznie złagodziły impet upadku. Leżąc lekko obolały, zauważył, że razem z nim na ziemi znalazło się kilka owoców. Ucieszony tym faktem, mimo bólu, szybko wstał i wybrał ten najbardziej czerwony.

– Mam! – powiedział z satysfakcją. – Ale Lilith gdzieś znikneła. – A to ździra! Jak ją znajdę, nie ręczę za siebie! – krzyknął z wściekłością Adam.

– Cóż to za muzyka? – powiedziała do siebie Lilith – słysząc gdzieś niedaleko nieznajome dźwięki.

– O? No nieźle, nieźle, pierwszy raz słyszę coś takiego – powiedziała Lilith.

– Czasem lubię sobie pograć na fletni – odpowiedział nieznajomy.

– Wyglądasz… jakoś tak niezwykle, tajemniczo…? Masz jakieś takie inne ciało.

– No cóż… ty zapewne jesteś rodzajem żeńskim, tego no…? Człowieka. Ostatnim wytworem boskiej twórczości.

– No chyba tak, a ty kim jesteś?

– Jestem aniołem, co prawda upadłym, ale aniołem. Mam na imię Lucyfer.

– Miło mi jestem Lilith – odpowiedziała z uśmiechem wyciągając w jego stronę dłoń.

– O! Ale gorąca, niesamowite! – powiedziała podekscytowana Lilith.

– Tak, jestem bardzo gorący – odpowiedział z lekką ironią w głosie Lucyfer.

– A oczy masz lodowate?

– Oczy to uczucia, dla mnie rzecz zbędna.

– Chętnie poszła bym z tobą, zabierz mnie w jakieś ciekawe miejsce.

– Nie interesują mnie istoty i rzeczy przyziemne, jestem na to zbyt doskonały.

Spojrzał na nią z lekkim niesmakiem. – Ja chcę dorównać…! No nie ważne i tak tego nie zrozumiesz.

– Ale ja bym chciała – powiedziała robiąc słodką minkę. – Podeszła bliżej, wyciągnęła dłoń by dotknąć jego policzka.

Złapał ją za rękę. – Masz w sobie wdzięk i przebiegłość, a to już coś. Na twojego faceta może to działa, ale ze mną nic nie ugrasz. – Puścił jej dłoń po czym podniósł leżący kamień.

– Popatrz! – Ścisnął go w dłoni, kiedy ją wyprostował, został po nim tylko proch. – Widzisz! Wszystko na tym świecie to tylko proch, proch i proch!!!

Strzepnął go z dłoni. – I ja wszystko to co On stworzył! Kiedyś zamienię w proch – powiedział donośnym tonem.

– Dobra, wierzę na słowo, nie musisz się tak denerwować. Zaczynasz powoli mnie przerażać. A ja chciałabym poznać kogoś…?

– Wiesz… jest taki jeden luzak, któremu się podobają wszystkie ziemskie istoty. Czasem jest miły, czasem nieznośny, ale potrafi zaspokoić każdą prymitywną potrzebę.

– No co ty powiesz, luzak, a skąd wiesz co mnie…? – Ledwie to powiedziała, a jej rozmówca zniknął na jej oczach.

– Jak to możliwe!? – krzyknęła.

Czuła się trochę zawiedziona – Co to ma być? Jak ktoś mi się podoba to musi tak na moich oczach zniknąć. Chociaż…? Może to i lepiej, był jakiś taki nieopanowany. Trudno powiedzieć, o co mu chodziło – mówiła do siebie nakręcona całą tą sytuacją.

– No i jak – odezwał się ktoś z za jej pleców.

Odwróciła się i zobaczyła jakiegoś dziwacznego typa. Kozia bródka, szyderczy uśmieszek, niski, krępy. – Jakiś taki trochę brzydal – pomyślała.

– Skąd się wziąłeś? – powiedziała z lekkim niesmakiem.

– A czy to ważne, ważne, że mi się podobasz – odpowiedział zmierzając w stronę Lilith.

– Ty mi tak średnio, ale...!?

Nie zdążyła dokończyć, złapał ją i przewrócił na ziemię. Wszystko działo się tak szybko, że zdążyła tylko kilka razy krzyknąć Aaa!

Po chwili poczuła, jak wypełnia ją, jakaś bliżej nieokreśloną przyjemność. Znowu zaczęła się wydzierać, tylko tym razem z innego powodu.

– Co to było, czułam się tak…?

– Bosko! – dokończył nieznajomy.

– Właśnie… a właściwie to jak masz na imię?

– Asmodeusz, moja śliczna.

– Asmodeusz? Tak bardzo poważnie brzmi, czy mogę mówić do ciebie Asmo?

– Oczywiście – odpowiedział i przytulił do siebie Lilith, chcąc powtórzyć jeszcze raz swój wyczyn.

– Och ty mój słodki uwodzicielu, wiesz czego...?

Nie dokończyła, bo w tym momencie z pomiędzy drzew wyłonił się Adam.

– Co ty tu robisz z tym brzydalem!?

– A co cię to obchodzi! – odpowiedziała mocno wkurzona Lilith.

– Zaraz, zaraz kim jest ten pajac – zapytał lekko rozbawiony tą sytuacją Asmo.

– Masz rację to pajac! – powiedziała rozdrażniona Lilith.

Asmo wstał i podszedł do Adama – słuchaj może zabawimy się razem.

– Nie ma mowy! – odezwała się Lilith.

Adam z furią zamachnął się pięścią na Asmo, ale trafił w próżnię.

– Ha... Ha…Ha… nie masz najmniejszych szans, więc odpuść sobie. Ona nie jest dla ciebie, uwierz mi – powiedział szyderczo się uśmiechając do pierwszego człowieka.

Adam wściekł się jeszcze bardziej, próbował uderzyć jeszcze raz, ale nagle poczuł w sobie jakąś niemoc, coś go sparaliżowało.

– No widzisz ziemska istoto, mogę zrobić z tobą co będę chciał i zaraz z tobą trochę pofigluję.

– Nie! – krzyknęła Lilith. – Zostaw go i chodźmy stąd.

– Jak sobie życzysz, moja droga – oznajmił i puścił oczko do Adama.

Potem objął ją swym ramieniem i poszli sobie w nieznanym kierunku.

Świadomość, że ona już nigdy do niego nie wróci rozrywała go od środka. – Cholera! Przecież nie tak miało być! – krzyczał nie wiedząc co ma z sobą zrobić. – Bądźcie szczęśliwi, rozmnażajcie się i co z tego wyszło…?

– Co się stało Adamie – zapytał Bóg, pojawiając się znikąd.

– Moja kobieta zakpiła ze mnie i odeszła z jakimś typem.

– No cóż Adamie, spróbuję jakoś temu zaradzić, a teraz połóż się i zaśnij.

I sprowadził sen na Adama, a potem wyciągnął z jego ciała żebro i powiedział – Niech się stanie z tej kości kobieta. – W mgnieniu oka, stanęła przed Bogiem trochę zawstydzona, młoda blondynka.

Adam obudził się z krzykiem – Boże! Co mi się śniło! – I zobaczył przed sobą dziewczynę o długich blond włosach.

– Co ci się śniło Adamie – zapytał Bóg.

– Stwórco! chciałeś mnie chyba zabić!

– To faktycznie koszmar, ale na szczęście minął – odpowiedział z dobrotliwym uśmiechem Stwórca.

– A to kto? – zapytał Adam.

– Twoja nowa dziewczyna.

– Ale, czy ona będzie mnie słuchać? Czy będzie naprawdę moją kobietą?

Bóg wzruszył ramionami. – Cieszcie się życiem, rozmnażajcie i bądźcie szczęśliwi – powiedział i zniknął.

 

– Mam na imię Ewa – odezwała się nieśmiało.

– Jestem Adam – odpowiedział trochę od niechcenia.

Coś zaszeleściło w krzakach, Ewa błyskawicznie skryła się za plecami Adama.

– Nie bój się, to tylko jakiś ptak.

– Nie wiem, tak jakoś się przestraszyłam.

Adam zaczął przyglądać się Ewie. Była jakaś taka, nie w jego typie. Zbyt okrągła na twarzy, za szeroka w biodrach, nogi jak na niego, trochę za grube.

– Co będziemy robić – zapytała z niewinnym uśmiechem.

– Nie wiem, może pójdziemy nad rzekę albo…?

– To może oprowadzisz mnie po raju, jestem wszystkiego taka ciekawa.

– I wszystkiego się boisz.

– No tak, ale przecież jestem z tobą.

– No dobra, chodźmy, pokażę ci co nieco – powiedział z lekką drwiną w głosie.

Idąc leśną ścieżką, Ewa trzymając się Adamowego ramienia, co chwilę zadawała pytania w stylu: a co to takiego, a to, a tamto?

Adam odpowiadał, coraz bardziej zmęczony jej gadatliwością.

– Jakie piękne?! – krzyknęła, zatrzymując się zachwycona widokiem.

– To są róże, piękne, ale kłujące. Lepiej ich nie zrywać.

– Ten kolor, ten zapach – podbiegła bliżej, dotknęła płatków. – Cudowne! – złapała za łodygę – A!!!

– Nie mówiłem – zaśmiał się Adam.

– To boli! Zdradliwe kwiaty! Chodźmy stąd – powiedziała zapłakana Ewa.

Adam pokręcił głową i dalej się śmiał.

– Z czego tak się śmiejesz?

– Z ciebie idiotko, trzeba słuchać co się mówi.

– Sam jesteś idiotą, lepiej wyciągnij z mojej dłoni te ciernie.

– Ha...Ha...Ha… z przyjemnością – odpowiedział z nutą ironii.

Po tej przygodzie była już zdecydowanie mniej rozmowna, ale cały czas trzymała za rękę Adama. Jemu taki stan zdecydowanie bardziej odpowiadał. – Jakby wreszcie deszcz przestał padać – pomyślał.

– Popatrz – powiedział Adam wskazując na rzekę.

– Łał!? To jest ta rzeka, o której mówiłeś?

– Tak, ma bardzo łagodny nurt, można śmiało do niej wejść.

– Nie! Ja nie wchodzę – oznajmiła stanowczo.

– Jak chcesz, ja idę popływać – powiedział drwiącym głosem, po czym do niej wskoczył.

Siedząc na brzegu i obserwując wygłupy Adama w wodzie, usłyszała jakiś dziwny szelest. Rozejrzała się dookoła i nagle zamarła. Zobaczyła, jak pełznie w jej kierunku jakieś dziwne stworzenie. Siedziała zahipnotyzowana, nie mogąc od niego oderwać wzroku. Podpełzło ocierając się o jej skamieniałe stopy. Cały czas spoglądając na Ewę, swym intensywnie zniewalającym wzrokiem. Coś znowu zaszeleściło, tym razem w krzakach. Ewa odruchowo spojrzała w ich kierunku, po czym znowu na tego stwora i odetchnęła z ulgą. Widząc już, jak się oddala od niej, pełznąc w sobie znaną stronę. Pierwszy raz poczuła w sobie to dziwne uczucie, które jednocześnie wyzwalało strach i podniecenie.

– Co jest grane? – powiedziała do siebie. Gubiąc się w zawiłościach samej siebie.

 

– Co jesteś taka smutna? – odezwał się Adam, który właśnie wyszedł z wody.

– Nic.

– Nadal nie masz ochoty się wykąpać?

– Nie, wiesz… chodźmy stąd.

– Co? Przecież dopiero co tu przyszliśmy – powiedział lekko poddenerwowany. – Cholera jasna! Ale z ciebie kobita, nie ma co. Najpierw wszystkiego ciekawa, a potem, kiedy jest tak pięknie. – Chodźmy stąd i już!?

– Nie denerwuj się tak, przecież możemy pójść gdzie indziej – powiedziała z lekkim uśmiechem Ewa.

– No, na pewno, ale nie wiem jaki wtedy będziesz miała humor? – stwierdził Adam z obojętnością w głosie.

I działo się tak dzień za dniem. Ona raz się czymś zachwycała, raz czymś przerażała. On coraz bardziej miał tego dość. Kiedy jednak mówił, że od niej odejdzie, ona zaczynała płakać i wtedy żal go zaczynał ściskać. Przytulał ją i okłamywał, że bardzo mu na niej zależy.

Widząc to Bóg, zaczął się niepokoić, znowu było nie tak jak miało być. Musiał szybko coś wymyśleć, by nie skończyło się to, tak jak z Lilith.

– Witaj.

– O!? A niech mnie! Witaj Stwórco – odpowiedziała zaskoczona tym faktem Lilith.

– A gdzie twój towarzysz?

– A… szkoda gadać, zostawił mnie dla jakiejś szympansicy, niech spada na drzewo.

– Źle dobierasz sobie towarzystwo, upadłe anioły, to dla ludzi zguba. One nie kierują się uczuciami, zresztą ty też masz z tym problem, moja droga.

– Hm... co ty powiesz...? Jeżeli masz do mnie żal, że tak potraktowałam tego głupka, to trudno, ale ja zasługuję na kogoś lepszego niż ten mazgaj.

– On ma w sobie duży potencjał, tylko…?

– Ha…Ha…Ha… Co? Potencjał drogi Stwórco. Choć jesteś wszechwiedzący, to chyba nie wiesz co mówisz – odpowiedziała nie mogąc powstrzymać się od śmiechu.

– Ma, ma… tylko trzeba go z niego wykrzesać i dlatego tu przyszedłem.

– Nigdy do niego nie wrócę! – odpowiedziała stanowczo.

– Nie, nie o to chodzi, chcę, żebyś mi pomogła wywalić go z Raju.

– I Ty chcesz mu pomóc? Byłam poza rajem z Asmo i dla ludzi jest tam bardzo niebezpiecznie. Widziałam przeróżne bestie, które się nawzajem pożerają. Życie jest tam bardzo okrutne i krótkie.

– Wiem, ale to jedyny sposób, żeby zaczął używać, tego co mu wspaniałomyślnie podarowałem.

– Ciekawe co to takiego? Ja oprócz tego, że był nudnym ofermą, niczego nie zauważyłam.

– Nieważne, jeżeli mi pomożesz tylko zyskasz.

– To znaczy?

– Wiem, że pragniesz być kimś niezależnym, wszyscy cię wkurzają. Adam, bo jest mazgajem, upadłe anioły, bo jesteś dla nich tylko chwilą rozrywki. No i chętnie opuściła byś raj, tylko...? Tamten świat cię kusi, ale sama stałabyś się małą przekąską dla tych dzikich bestii.

– No, a niby jak miała bym ci pomóc?

– Posadziłem niedawno w samym środku raju drzewo z owocami wiadomości dobrego i złego.

– Drzewo z…? – powiedziała robiąc kwaśną minę. – Wybacz, ale nie rozumiem?

– Zakazałem im spożywać tych owoców, powiedziałem, że kiedy by to uczynili, to wywalę ich z raju.

– Ha...Ha...Ha… Boże co za bzdury… O! Wybacz, ale to jakiś idiotyzm.

– Chodzi mi o to, żebyś ich do tego nakłoniła.

– A! Powiedziałeś w liczbie mnogiej. Przypomniało mi się, widziałam ją. Nad rzeką, zobaczyła węża i zupełnie ją sparaliżowało, zapewne nie wiedziała, że w raju nic jej nie grozi. Musi być jeszcze głupsza od niego.

– Co prawda, nie jest tak inteligentna jak ty, ale ma dobre serce.

– No to fajnie ich dobrałeś. Poza rajem daje im kilka godzin.

– O to się już nie martw.

– No dobra, nie ważne, ale przecież kiedy on mnie zobaczy, to będzie wielka draka.

– Obdarzę cię możliwością przyjmowania różnych postaci. Wystarczy, że pomyślisz, kim chcesz się stać, a po kilku sekundach będziesz tą istotą.

– O! to mi się podoba, zgadzam się, tylko… co tak naprawdę będzie dalej?

– Oh… Nie chce mi się tego sprawdzać, szukanie odpowiedzi w moim nieskończonym umyśle zajęło by mi całe wieki, ale wierzę, że będzie dobrze.

– O… ho...ho… Wydaję mi się, że akurat Ty Stwórco, powinieneś być nie wierzący – powiedziała kiwając głową Lilith.

– Wydaje mi się, że Mi wolno wszystko – odpowiedział uśmiechając się Bóg.

– Dobra, twoja obietnica jest bardzo kusząca. – Oj będzie się działo! – powiedziała podniecona Lilith.

– No to powodzenia – powiedział Bóg i zniknął.

– Podejdź bliżej Ewo, nie bój się – powiedział wąż, wijąc się po gałęzi drzewa.

Ewa zamarła z wrażenia, słysząc jak ta istota, mówi ludzkim głosem.

– Wzbudziłem twoją ciekawość, wtedy nad rzeką, prawda? Czas więc, ją zaspokoić, nic ci nie zrobię, nie bój się – powiedział cichym głosem wąż

Ewa podeszła bliżej, wąż podniósł głowę i spojrzał jej w oczy. – Wiem, że jesteś nieszczęśliwa, bo twój mężczyzna cię nie kocha i wciąż na coś narzeka. Zaczynasz mieć coraz większe poczucie winy i czujesz coraz większą niechęć do siebie i świata.

– Skąd wiesz takie rzeczy!? – odezwała się Ewa, a na jej policzkach momentalnie pojawiły się łzy.

– Nie płacz moja droga, wiem, jak temu zaradzić.

– Jak?! – krzyknęła, wlepiając w niego swe rozmyte oczy.

– Słyszałaś o owocach drzewa wiadomości dobrego i złego?

– Tak, ale Adam powiedział, że nie wolno ich spożywać.

– Powiedział dlatego, bo się boi kogoś pokochać. Wbił sobie do głowy, że to szybko się kończy, a on potem będzie, jeszcze bardziej nieszczęśliwy. Kiedy spożyjecie ten owoc, Adam już nigdy nie spojrzy na ciebie tym kretyńsko zmęczonym wzrokiem.

– No ale, jak miała bym go do tego namówić, on mi nie uwierzy? Zruga, a potem jak zwykle powie, że jestem nieodpowiedzialna idiotką.

– Powiedz mu, że kiedy zjecie ten owoc, staniesz się Lilith.

– Kim!? Kto to jest Lilith?

– To kobieta z jego snów. Ona istnieje tylko w jego wybujałych marzeniach i to jest główny powód, dlaczego cię nie kocha. Ubzdurał sobie kogoś takiego. Świat realny go nudzi, woli fantazjować i marzyć o czymś nierealnym. Ty jako kobieta musisz sprowadzić go na ziemię, wtedy dopiero będziesz z nim mogła normalnie żyć.

- No cóż, jeżeli to prawda…?

- To prawda, uwierz mi, te owoce spełnią wasze najskrytsze marzenia.

- To, dlaczego Bóg zabrania nam ich spożywać?

- Bo chce się dowiedzieć, czy jesteście w stanie złamać jego zakaz w imię własnego szczęścia.

- Skoro tak, to spróbuję go namówić.

- No, to na co czekasz, idź, im prędzej tym lepiej – powiedział wąż dotykając języczkiem jej policzka.

– No i co z tego wyszło! – krzyknął przerażony Adam wyrzucając ogryzek w krzaki. – Miałaś stać się Lilith, a jesteś tą samą pucołowatą kobitą jaką byłaś.

– On mnie okłamał!

– Kto?

– Wąż!

– Ty zawsze miałaś nie po kolei w głowie, ale teraz to ci już naprawdę coś siadło na mózg. Wąż? Chcesz powiedzieć, że rozmawiałaś z wężem?

– No… wiem, że to niewiarygodne, ale, ja z nim naprawdę…

– Naprawdę, to teraz mamy przerąbane, zaraz pojawi się tutaj Bóg i każe nam się stąd wynosić.

 

No i stało się, pojawił się Bóg w towarzystwie anioła z ognistym mieczem. Wygłosił krótką mowę, o nieuchronności kary i kazał im natychmiast opuścić raj.

 

Jak przewidział Stwórca, Adam w nowym świecie zaczął wyzwalać z siebie swój twórczy potencjał. W tych bardzo nieprzyjaznych warunkach, codziennie walczył z życiem, rozrysowując w nim swój coraz większy sens. Mając w zasięgu wzroku wiecznie marudzącą Ewę i w zasięgu marzeń nieosiągalną Lilith.

Nie wiadomo czy od początku do końca tak miało być? Czy może mogło to pójść w zupełnie innym kierunku? Ale dzięki wężowi i dwóm kobietom, udało się stworzyć pierwszego faceta z jajami.

Średnia ocena: 4.4  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Targówek 2 miesiące temu
    Najpierw promowanie menelstwa, a teraz takie coś. Eh...
  • kigja 2 miesiące temu
    Nieprawdziwa historia nieprawdziwych ludzi.
    Podoba mi się ale jest dużo błędów, których nie powinno być.
    Pozdrawiam
  • Lotos 2 miesiące temu
    Dzięki za odwiedziny.
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Lotos→Treść można różnie zrozumieć:)
    Ale dobrze napisane, w sensie... ''zawiłości'' dialogów.
    Mnie się dobrze czytało. Taki trochę... inne spojrzenie.
    Z nutką... filozofii nawet:))→Pozdrawiam:)→5
  • Lotos 2 miesiące temu
    Dzięki za komentarz.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania