Nieszczęście

W twierdzy zabrali się do pracy. Isena przygotowywała komnaty i ogród dla przyszłej królowej. Mimo ruin i zniszczeń miała do dyspozycji służbę i rzemieślników, więc praca szła szybko.

" Władca nie może być sam. Nie może być tylko silny, dzielny i sprawiedliwy. Potrzebuje kogoś kto zadba o ciepło jego serca. Inaczej zostanie tyranem" mówił Gandalf.

Mówił też : " nie może być zwycięzców i zwyciężonych, bo takim pokój długo się nie utrzyma. Obie strony muszą współpracowac w równowadze".

Zamieszkali w nieukończonej jeszcze baszcie i niewiele mieli czasu dla siebie. Ale już niedługo królewskie nich zaślubiny, więc potem...

Orszak Arweny przekroczył już granicę królestwa. Zaczęto szykować wieńce i girlandy, gdy na dziedziniec wpadło kilku jeźdźców.

- Królu, nieszczęście! Smok porwał księżniczkę! Wieje ogniem na każdego kto próbuje wejść do

lasu!

Alarm, alarm, alarm! Konie, sidła, broń. Zrzucano robocze rękawice, dopinano rzemienie uzbrojenia.

Smok istotnie ział ogniem na wysokim drzewie do którego przywiązana była księżniczka. Jej orszak poturbowanych i poparzonych elfów nie mógł nic zrobić.

- Serce - i głowa- uzgodnili Glorinfield i Athenor napinając łuki.

Gandalf odrzucił płaszcz lśniąc pełnym blaskiem swej mocy i szykując się do potężnego zaklęcia.

Isena rozumiała że chciał nie brał udziału w bitwie , konfrontacja obu czarodziejów musiała się dokonać i patrzyła na to spokojnie.

Smok skupił na sobie uwagę wszystkich. Nikt nie zauważył celnie rzuconego sztyletu.

Cięciwa łuku Gloriego pękła i uderzyła go w oko. Strzała Athenora trafiła w serce potwora i smok zapłonął własnym ogniem.

Gandalf spadł z konia. Podbiegając by mu pomóc myślała jeszcze że że to zwykły upadek, dopóki nie zobaczyła szybko upływającej krwi.

- Przepraszam - szepnął zsuwając pierścień i podając go jej. Próbowała powstrzymać ten gest ale już nic nie można było zrobić. Wstała.

Drzewo zajęło się ogniem , przez co na szczęście pękły więzy i Arwena w poplamionej sukni zsunęła się w ramiona Iseny . Ta okryła ją swoim płaszczem i złożyła jej ukłon przywracając ład całej sytuacji.

Arwena odpowiedziała skinieniem i podeszła do leżącego Gandalfa aby oddać mu hołd. Po niej podeszły pozostałe elfy. Isena zapadła w mrok.

- Oddychaj- powtarzał Aragorn przykładając jej cos zimnego na kark.

Przez następne kilka godzin starała się tak zaczerpnąć tchu by nie wybuchnac płaczem, ale nie potrafiła.

Jeszcze tej samej godziny musiała przyjąć dar Gandalfa , nałożyć pierścień by zbadać poparzone elfy i pomoc odejść niektórym.

Kiedy dopaliło się truchło smoka, zaczęto szykować żałobny stos dla Gandalfa.

Isena pomogła Arwenie przebrać się i poszła poszukać Aragorna, który dotąd nie podszedł jeszcze do swej narzeczonej. " Władca nie może być sam. Nie może być zwycięzców i zwyciężonych" kołatało jej w głowie.

Odnalazła go z drugiej strony obozowiska z pustym bukłakiem po mocnym winie.

- Dla mnie nic nie zostawiłeś, tak? - zapytała umyślnie zrzędliwie.

- Nie mów że nie chcesz przyjąć ofiary Gandalfa. Nie mów że zrobił to na darmo! - opanowała się.

- Ona czeka na ciebie - dodała spokojniej i szybkim zaklęciem usunęła marne skutki trunku z jego głowy.

Potem odjechała w las.

Zjawiła się gdy zamierzano rozpalić stos.

Aragorn i Arwena stali przy nim obok siebie.

- Zetnij mi warkocz- powiedziała . Po czym rzuciła go na stos.

Tak poślubiła swego mistrza Isena i została wdową po nim.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania