Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Nieszkodliwi – Dziewienć

Pada. Zaczęło, kiedy wracaliśmy do ośrodka, i nie zapowiada się, aby szybko przestało.

– Jeśli zeszczasz się na kolejce, to i tak nikt nie zauważy – stwierdził Rafał, na swój sposób próbując pocieszyć załamaną Izę, której cała tapeta wolno spływała z twarzy, gdy z chwili na chwilę lało coraz mocniej.

– Dzięki, normalnie zajebisty life hack. Czy do ciebie nie dociera, że się zbełtam, nim minie minuta, jak tam wsiądę? – zapytała poirytowana.

Jedna z pary sztucznych rzęs opadła na jej policzek, a wraz ze strugą tuszu osunęły się po nim. Pofrunęły zerwane przez wiatr, który zrzucił kaptur z mojej głowy. Zacisnęłam usta w wąską linię, nie będąc pewną, czy powinnam się odezwać i narzuciłam ponownie kaptur.

– Nic nie mów, Morda. Wiem, co myślisz – powiedziała twardo, a druga para rzęs zawisła na skrawku jej powieki. W następnej chwili odpadły, tańcząc na silnym wietrze, gdy włosy z jej kucyka przylepiły się jej do twarzy, a kaptur został ponownie zrzucony z mojej głowy.

Obejrzała się z grobową miną na Skrzata, który rżał z niej tak głośno i histerycznie, aż w końcu zaniósł się ostrym kaszlem.

– Rafał, ja nic nie chcę, ale masz tu brudną bluzkę – stwierdziła, nonszalancko odgarnąwszy tipsem włosy z twarzy. Poprawiłam sobie kaptur, a ona tymczasem chwyciła koniec czarnej koszulki z tygrysem bengalskim, nachylając się nad nią.

– Gdzie? – zapytał wesoło.

Dziewczyna patrząc mu prosto w oczy, przetarła nią sobie twarz.

– O tu.

Czarna brew drgnęła nerwowo. Blondynka wyprostowała się, usta mając wykrzywione w gorzkim, złośliwym uśmieszku. Rafał zdjął bluzkę przez głowę i oddał ją Izie, a moja szczęka opadła na widok mięśni, które się pod nią skrywały i gdybym nie stała w kałuży, z wrażenia aż bym se usiadła.

– Dalej, dokończ się wycierać, skoro już zaczęłaś – zachęcił, wyciągając nagląco rękę z koszulką w stronę Izy.

W dali rozbrzmiał cienki, lecz donośny śmiech.

– Pokaż dupę! – wrzasnął Mariusz, zanosząc się raz po raz śmiechem. Rafał słysząc to, odwrócił się natychmiast, grożąc im pięścią w powietrzu.

– Twoja stara! – huknął wściekle.

– Chyba!…

– No dalej, dokończ!

Wystraszony Jacek zamaszyście klepnął dłonią Mariusza w bark.

– Stary, sorry! – krzyknął przepraszająco. W następnej chwili złapał fioletowowłosego za bluzę, a palcem drugiej ręki zaczął go pukać po czole, agresywnie mówiąc mu coś prosto w twarz.

Karzeł westchnął poirytowany i odwrócił się do Izy.

– Twoja kolej – powiedział wolno, wpatrując się w nią wyczekująco.

– Co?

– Zdejmuj bluzkę – polecił, krzyżując ręce. Blondynka spojrzała na mnie, a powieka Rafała drgnęła nerwowo. – No czekam.

– Chyba cię pokiełbasiło, farfoclu – sapnął Neon, strzelając mu pstryczka w ucho, gdy do nas podszedł.

– Nosz kurwa mać! – wrzasnął oburzony, łapiąc się natychmiast za ucho. – Wytarła się w moją ulubioną bluzkę i ją zniszczyła, do chuja!

– W coś musiała – stwierdził obojętnie Warczyński. Zdjął swoją skórzaną kurtkę i podał ją chłopakowi. – Schowaj się, bo nie chcę żebyś się przypadkiem przeziębił.

– Taa... dzięki. To se, kurwa, pojeździłem – burknął ponuro. Założył ją, a Iza zaczęła się śmiać, widząc, że sięga mu ona niemal kolan. Spojrzał na nią krótko, nie siląc się na żaden komentarz i westchnął przez nos.

– Morda, słyszałem, że lubisz szybkie kolejki – zagadnął Neon, szturchając mnie psotnie łokciem w ramię. Gdy spojrzałam w górę, poruszył sugestywnie brwiami, uśmiechając się przy tym jak dzieciak. Niepewna, czy powinnam zostawiać teraz Izę i Rafała, zacisnęłam kącik ust. Niechętnie podeszłam do Warczyńskiego i poklepałam go po ramieniu, chcąc by nachylił się. Gdy zrobił to, co prawda zdziwiony, bo unikaliśmy się od rana, zbliżyłam usta do jego ucha i ściszyłam głos do szeptu.

– Dałbyś radę ich jakoś ze sobą pogodzić, proszę? – zapytałam niepewnie. Mężczyzna spojrzał na mnie, po chwili klepiąc palcem swój policzek. Na jego ustach wymalował się szeroki uśmiech, gdy z wrażenia rozdziawiłam buzię.

– Czekam.

Cofnęłam się o krok i skrzyżowałam ręce na piersi.

– Rozumiem, że już przemyślałeś swoje życie? – zapytałam ponuro, patrząc na niego z powątpieniem.

– Może. To jak będzie?

Zamrugałam kilkukrotnie, unosząc wysoko brwi.

– Dobra. Skoro tak…

„…chcesz to rozegrać” – dodałam w myślach, postąpiwszy krok w przód, gdy ponownie schylił się. Szanse na to, że odwróciłby się w ostatnim momencie, gdybym chciała pocałować go w policzek, są naprawdę wysokie, dlatego delikatnie ujęłam jego policzek w dłoni, każąc patrzeć mi prosto w oczy. Zdziwienie, jakie wymalowało się na jego twarzy, kiedy wolno nachylałam się ku niemu... I ten moment, w którym zamknął oczy, jakby naprawdę czekając, aż nasze usta złączą się. To był dokładnie ten moment, w którym dałam mu porządnego plaskacza w drugi policzek.

– Morda, nie bij go, bo… jeszcze mu się spodoba – bąknął Leon i uśmiechnął się z przekąsem. – On taki jest.

– Mówisz – burknęłam ponuro, rzucając mu krótkie spojrzenie przez ramię. – Widocznie oboje powinnyśmy przemyśleć swoje życie, panie Warczyński – stwierdziłam cierpko, patrząc prosto w granatowe oczy, podczas gdy ich zdezorientowany właściciel wciąż trzymał się za policzek. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam przed siebie.

– Już idziemy? – Skinęłam. – To tego, Kajtuś, pilnuj dzieci, a my się zabawimy – rzucił ze śmiechem. Objął mnie dłonią w talii, zrównawszy się krokiem.

– Masz coś na oku czy wchodzimy na wszystko jak leci? – zapytałam po chwili.

– Zdaję się na ciebie, bo nie mam preferencji. Grunt żeby porządnie rzucało. – Po przejściu kilku metrów w ciszy, spojrzał za siebie na moment i puścił mnie. – Dobrze zrobiłaś. Ja bym mu jeszcze poprawił, ale to tak na wszelki wypadek, bo on czasem nie zastanawia się nad tym, co robi.

– Ja tylko poprosiłam go, żeby pogodził Izkę i Rafała ze sobą, bo naprawdę nie chciałam ich tak zostawiać – burknęłam niechętnie. – Wiesz, całe życie kłóciłam się z Laurą o wszystko, ale żadna z nas sobie nic z tego nie robiła, bo byłyśmy tylko my dwie. Nikt inny nas nie lubił. Teraz jest inaczej. Źle się czuję, kiedy ta dwójka się kłóci. Skręca mnie dosłownie w brzuchu i nie wiem, co powinnam zrobić, a nie chcę, żeby jeszcze przypadkiem się na mnie obrazili. Jebać Laurę, na nich mi zależy.

Położył mi dłoń na ramieniu i zacisnął lekko, przyciągając mnie do siebie.

– Tylko proszę cię, nie płacz.

Pociągnęłam nosem i westchnęłam ciężko.

– Jeśli zaczniesz mnie do siebie tulić, to na bank się poryczę – odparłam, uśmiechając się słabo. Rudzielec zaśmiał się niezręcznie i puścił mnie, odsuwając się. – Ścigamy się na samochodziki? – zapytałam, dostrzegając je za nim, a mężczyzna spojrzał za siebie. Wytarłam łzy z oczu.

– Kto ostatni, ten pizda – rzucił z uśmiechem, ruszając w ich stronę biegiem.

~***~

Myślałam, że koniec atrakcji dzisiejszego dnia uwieńczył kierowca autokaru, który na początku nie chciał nikogo wpuścić do środka, ponieważ wszyscy ociekaliśmy wodą, i wychowawcy musieli się nieźle nagimnastykować, żeby nas w końcu wpuścił. Byłam jednak w błędzie, bo po godzinie jazdy zaparkowaliśmy przed jakimś domem kultury. W autokarze zapanowała wrzawa; coś się szykowało, a sądząc po minach reszty, musiało być to dobre, nawet jeśli nie mieliśmy pojęcia, co się szykuje.

Na starej sali kinowej zastaliśmy naszego dyrektora, który z wielkim worem przerzuconym przez ramię rozdawał koce. Z tego co zaobserwowałam, jakaś kobieta rozdawała lalusiom typu Seby suszarki i szlafroki na zmianę. Kolejna pracownica chodziła po sali rozdając ciastka i inne przekąski, podczas gdy co najmniej pięć kolejnych osób także pałętało się między nami, rozdając coś z uśmiechem.

Usadowiłam się na siedzeniu obok Izy, siedzącej między mną a Rafałem. Opatuliłam się zielonym kocem w białe kwiatki, który dostałam od dyrektora, a jakiś czas później podszedł do nas młody facet i dziewczyna w uniformach. Chłopak rozdał kubki, a dziewczyna nalała po herbacie albo gorącej czekoladzie, co kto wolał.

Blondynka napiła się gorącego napoju, siorbiąc przeciągle by zwrócić na siebie moją uwagę, gdy z niedowierzaniem wciąż gapiłam się na malejący wór mężczyzny ubranego w czarną koszulę i czerwone rurki.

– Jeśli myślisz, że to wszystko, na co stać naszego dyrcia, jesteś w błędzie – stwierdziła, wpatrując się we mnie znad kubka i znów zrobiła łyk napoju, siorbiąc przy tym dokuczliwie.

– Nie. Ale dlaczego on to wszystko robi?

– Skoro może – burknął Rafał, przyjmując od starszej kobiety paczkę czekoladowych ciastek. – Nie można narzekać. W życiu bym nie pomyślał, że jakiś facet pofatygowałby się aż taki kawał drogi, byle się banda bachorów nie rozchorowała, a ich rodzice nie zrobili mu przypadkiem z dupy jesieni średniowiecza.

– Grzeczniej, młody. Zapominasz się ostatnio i to ostro – upomniał go Warczyński, przepychając się przez rząd przed nami. Opatulony w czarny koc w szarą kratę, z kubkiem w ręce i gigantyczną paczką popcornu w drugiej, zatrzymał się nagle, spoglądając na siedzenie przed sobą, to na nas.

– Co będziemy oglądać? – zapytał, ignorując jego uwagę.

– Jakaś grupa teatralna ma mieć próbę i zgodzili się dla nas występować, o ile nie będziemy siedzieć jak banda ciołków i wyłącznie klaskać na koniec. – Leon stojący dwa rzędy dalej rzucił w niego jakimś papierkiem. – Co jest?

– Tymon cię chce!

– Szkoda, że ja jego nie, bo dobrze płaci – sarknął cicho, podając mi i Izie swoje picie i popcorn, prosząc przy tym, bym zajęła mu miejsce obok siebie. – Gdzie?!

– Obok kasy! – odparł, wskazując palcem na drzwi za nami na końcu sali. Po chwili przyszedł do nas i usiadł obok, gdy Warczyńskiego już nie było. Opatuliwszy się różowym kocem, zaczął zajadać się ptasim mleczkiem.

– Lider grupy to niezły akrobata; widziałem, jak żonglował piłeczkami na zapleczu. W ogóle. Oni chcą, żebyśmy komentowali jak grają, bo mają paru nowych w trupie i pomijając, że momentami są sztywni jak sztil w dupie, to mają potencjał.

– Kiedyś jak byłam w teatrze, nauczycielka kazała nam wszystkim siedzieć cicho, bo to przecież sztuka jest – powiedziałam.

– Znajomi Tima żyją we własnym świecie, jeśli jeszcze nie zauważyłaś – stwierdził ze śmiechem. Upił łyk herbaty i sprawdził czas w telefonie. – Będziemy tu dwie godzinki z hakiem, a do ośrodka zamówiliśmy sobie pizzę na kolację, to akurat powinniśmy zdążyć jak ją przywiozą.

– I dyrektor to wszystko?... – Rafał urwał, najwyraźniej nie potrafiąc znaleźć właściwych słów by się wyrazić.

– A kto niby? Pamiętaj, jak dają, to bierz. A jak biją – spierdalaj.

– A jak dają w mordę? – zapytałam ze śmiechem.

– To tango na pięści. Ale ja tego nie powiedziałem – odparł ze śmiechem.

Kiedy wrócił Warczyński, Leon przeskoczył przez oparcie siedzenia przed nami i już na nim został. Co chwilę podbierał mu popcorn i żebrał o picie, bo nie chciał łazić po sali, gdy aktorzy wyszli na scenę, jednak na sali wywiązała się tak gorąca dyskusja, że jeden dwumetrowy rudzielec skradający się między rzędami nikomu by nie przeszkodził w świetnej zabawie.

Tak jak powiedział wcześniej, w ośrodku czekała na nas już pizza. Rąbnęłam chłopakom z dwa kawałki, po czym poleciałam po przyjaciół i poszliśmy do nauczycieli grać w Monopoly do późna. Z racji tego, że przez ostatnie dwa dni burza nie ustawała, siedzieliśmy w ośrodku, znów trując się tamtejszym żarciem, jednak na brak zajęcia nie mogliśmy narzekać.

~***~

Weszłam do klasy, w której był już Karzeł. Z zapalniczką w jednej i zniczem w drugiej ręce, stał przy mojej ławce.

– Co ty robisz? – zapytałam ostrożnie, wolno podchodząc do niego.

– Zapalam ci znicz, tak jak chciałaś – odparł z uśmiechem. Gdy knot zajął się drobnym płomieniem, zaczął śmiać się histerycznie. Zmarszczyłam twarz, zauważając, że wcześniej nabazgrał czarnym markerem na szybce patyczkowatą podobiznę Jezusa, a niżej napisał drobnym druczkiem „Nie masz Boga w sercu [*]” i też zaczęłam się śmiać.

Na długiej przerwie dorwał mnie Sebastian. Chłopak naprawdę nie żartował podczas wspinaczki, gdy tak stękał o moje korepetycje. Bardzo niechętnie przystanęłam na to, abyśmy spotykali się w bibliotece po lekcjach dwa razy w tygodniu, bo jednak nie chciałam, by łaził za mną jak cień i ciągle denerwował. Tak jak się spodziewałam, kilka pierwszych spotkań było męczarnią; więcej się wyzywaliśmy i szarpaliśmy, niż się czegokolwiek nauczyłam. Ale minęło kilka tygodni i w sumie trochę lepiej zaczęłam się dogadywać z Księciuniem… albo to on przestał być aż tak opryskliwy. W każdym razie od tamtego momentu, w końcu zaczęłam coś rozumieć z jego tłumaczeń i okazało się, że wcale nie jestem taką idiotką, za jaką się uważam.

– Czego szukasz? – zapytałam, gdy Warczyński wyszedł z zaplecza, wściekle trzaskając za sobą drzwiami.

– Sensu mojego jebanego życia – warknął, rozbawiając tym Rafała, który stęknął „Ja też!” Westchnął, podchodząc do biurka i upadł zrezygnowany na krzesło. – Akwarium do losowania.

– To panu nie pomożemy – stwierdziła Iza z przekąsem. – Ostatni raz widziałam je w zeszłym miesiącu przed wycieczką. Swoją drogą, jedziemy gdzieś?

– Nah – wywrócił oczami – będziecie się tylko znów przesiadać. Teraz nie mamy czasu na wycieczki. Festyn na zakończenie roku szkolnego za sześć tygodni, a rodzice jakiegoś dzieciaka zaczynają się buntować, że wciąż nie macie religii, dlatego desperacko szukamy kogoś, kto mógłby wam opowiadać całą godzinę o gościu, który był tak dramatyczny, że z miłości do was umarł na krzyżu. Ja tu, kurwa, dostaję szewskiej pasji, jak sobie jeszcze pomyślę, że w sierpniu są poprawki. Boże, czy wszyscy katolicy muszą być tacy sztywni, czy tylko ci, co akurat tutaj trafiają?

– O co chodzi z tym festynem? – zapytałam, chcąc choć na chwilę zmienić temat, by przestał się już tak nakręcać, bo dzisiaj już mu się naprawdę zbiera. Słowo daję, że jak tak dalej pójdzie, to ktoś dzisiaj skończy bez zębów. Dawno już go tak złego nie widziałam. No, może nie licząc zeszłego tygodnia.

Mężczyzna westchnął cicho, chyba odpuszczając.

– Zbieramy pieniądze na cele charytatywne i przy okazji promujemy szkołę. Takie dni otwarte, ale po terminie – wyjaśnił zmęczonym tonem. Poprawił się na krześle, ale wstał po chwili. – Gdybyśmy w tym roku też mogli pomagać innym, nie narzekałbym. Idę opierdolić Siwego, bo to pewnie ten kurwiszon znowu mi je zajebał – oznajmił, po czym żwawym krokiem wyszedł z klasy.

Spojrzeliśmy po sobie i roześmialiśmy się. Wścieklizna w tej szkole nawet przez jeden dzień nie może być spokojny, naprawdę. Iza kiedyś powiedziała, że i tak jest dużo spokojniejszy, porównując do tego, jak w pierwszej klasie prawie codziennie ktoś obrywał od niego i wiecznie miał z wszystkimi na pieńku. Choć w zeszłym tygodniu sprał jakiegoś pierwszaka, a wcześniej cały tydzień chodził z podbitym okiem. Rafał wciąż mu wypominał, że gdyby nie wyładowywał się tak na swoim bracie, nie wyglądałby teraz jak kryminalista. Kiedy zapytałam o to Leona, zanim zgrabnie uciekł na lekcje, powiedział tylko: „Nie martw się. Oskar zawsze był tym mądrzejszym” uśmiechając się krzywo do własnych myśli.

Po zamianie miejsc w klasie, kopnął mnie ten zaszczyt siedzenia w pierwszej ławce przed biurkiem. Mały skrawek okna na własność, Łukasz za plecami, a po prawej Zuzia. Za nią zasiadł Rafał, a Izkę wyjebało na sam koniec trzeciego rzędu. Szkoda; teraz rzucanie karteczkami na lekcjach będzie wyzwaniem.

Ona i Rafał akurat poszli do kawiarenki. Jak tak dalej pójdzie, sama umówię ich ze sobą na randkę. Przez to, że ciągle sobie dogryzają i kłócą się, tak jak kiedyś ja z Laurą, utknęli we friendzonie. Już nawet Igor powiedział, że z chęcią mi pomoże, bo ma serdecznie dosyć ich codziennych sprzeczek w kawiarence.

Obróciłam się bokiem na krześle, podpierając brodę na dłoni i spojrzałam na bruneta śpiącego na ławce za mną. Chodzę z nim do klasy, a widziałam go może z dwa razy w ciągu tych kilku miesięcy, nie licząc tygodnia od zmiany miejsc. Jak powinnam do niego zagadać? Strachajło z niego, z tego co pamiętam z wycieczki, no i wygląda na to, że faktycznie ma jakąś depresję i nienawidzi całego świata; jeszcze ani razu nie widziałam, by z kimś rozmawiał. Yolo, najwyżej poszczuje mnie piekłem jeśli go wkurzę.

– Ej, żyj – bąknęłam, dźgnąwszy go palcem w ramię. Chłopak otworzył wolno czarne oczy i spojrzał na mnie spod przymrużonych powiek. Fioletowe sińce natychmiast rzuciły mi się w oczy, bo okropnie odznaczały się na jego bladej twarzy. Przez opuchnięte i lekko przekrwione oczy wyglądał tak, jakby przepłakał całą noc. Wyglądał nawet gorzej niż Rafał po kilku nieprzespanych dniach.

– Chcesz coś? – zapytał cicho i na powrót zamknął oczy. Zacisnęłam usta, widząc jak poprawia się na ławce i wzdycha wolno, widocznie nie mając ochoty na żadne kontakty międzyludzkie.

– No… nie wiem – bąknęłam, nie chcąc mu się narzucać, mimo że czułam jakiś wewnętrzny przymus. Przeniosłam spojrzenie na swoje palce i zaczęłam się nimi bawić, przeprowadzając w głowie różne warianty naszej rozmowy, gdybym jednak się do niego znów odezwała.

Do klasy przyszedł Sebastian. Łaskawie poinformował mnie, że dzisiaj nie możemy się spotkać, bo ma gości w domu, a jego obecność jest obowiązkowa. Poszedł sobie, rzucając przy okazji zdegustowane spojrzenie Łukaszowi. Już wcześniej zauważyłam, że się nie lubią, bo Księciuniu kilkakrotnie zwyzywał „tego emo pedała” z mojej klasy, ale wciąż nie mam pojęcia, czym jeden drugiemu tak zalazł za skórę.

– Wytrzymujesz z nim? – zapytał chłopak, kiedy blondyn zamknął za sobą drzwi. Omg, jestem w szoku.

– Jakiś czas temu zrobił się dla mnie względnie miły, więc jego samouwielbienie i chamstwo aż tak nie rzucają mi się w oczy – stwierdziłam, wzruszając przy tym ramionami. – Naprawdę miły.

– Może się w tobie zakochał – burknął. Pokręciłam głową ze śmiechem. – No innego wytłumaczenia nie widzę.

– W końcu zaczęłam odpowiadać mu na snapy. Zwariować szło – stwierdziłam ze śmiechem. Po chwili przypomniałam sobie radość blondyna, kiedy to w końcu dałam mu follow na Instagramie. Tamtego jednego dnia jego ego zrobiło się naprawdę nie do zniesienia, przez co gdyby Marzena nie miała dyżuru w bibliotece, wszystkie książki zaczęłyby w końcu fruwać.

– Przykro mi – bąknął rozbawiony. Wrócił do drzemania, a ja niezręcznie spoglądałam to na niego, to na telefon. Długo jednak nie musiałam zastanawiać się nad tym, co ze sobą zrobić, bo Iza napisała na konfie. Przewinęłam ich kłótnie, które dla własnego zdrowia przestałam czytać. Dzisiaj trwały one tylko 87 wiadomości, dlatego kiedy w końcu dojechałam do końca, aż odsapnęłam z ulgą.

 

Pindolinda: Cycu, chcesz pizzerynke?

Skrzat: Wezke ci eklerka hm

Ja: Taaaak! Chce eklerka

Ja: Czemu wgl was tak długo nie ma

Pindolinda: Patrzyliśmy jak pielęgniarka kłóci sie z Lady Kotlet

Skrzat: Jedna drugiej daly po pysku i wcielo nam igora bo polecial po tymona XDDDD

- Użytkownik Pindolinda zmienił nazwę użytkownika Skrzat na Jebany analfabeta. -

Ja: …

Jebany analfabeta: Nie no dxienki .

- Użytkownik Jebany analfabeta zmienił swoją nazwę na PAN I WLADCA. -

- Użytkownik PAN I WLADCA zmienił nazwę użytkownika Pindolinda na .. -

.: Pan i wLadca XDDD

.: Kurwa gnije

PAN I WLADCA: Chcesx cos do picia ?

Ja: Przyjmuję tylko krew dziewic

PAN I WLADCA: Za pare dni bedxiesz miec okres to se drina zrobisxxd

Ja: Fuj

Ja: Serio aż tak widać że mi cycki spuchły?

.: Tak

PAN I WLADCA: Tak . xd

Ja: … supi.

.: Cycu, powiedz mu coś

Ja: Macie 5 minut.

Ja: Albo zacznę narzekać, że mnie suty bolą

PAN I WLADCA: chetnie poslucham XDDDDD

.: Cycu plox nie

.: Zara beziemy, twój piegus już leci

 

– Z kim tak romansujesz? – zapytał nagle chłopak, patrząc na mnie w skrajnym znudzeniu. Wyprostował się na siedzeniu i przeciągnął się, mrucząc przy tym.

– Izce i Rafałowi wciąż bije na dekiel. Romans byłby miłą odmianą od wysłuchiwania ich bólów dupy – odparłam, uśmiechając się z przekąsem.

– Przynajmniej masz przyjaciół.

Wzruszyłam ramionami, nie wiedząc co mu na to odpowiedzieć, bo mój wyimaginowany dialog nic takiego nie przewidział. Ja naprawdę nie wiem, jak zawierać nowe znajomości. Powinnam chyba przeczytać jakąś książkę na ten temat, bo inaczej będę miała problemy z prowadzeniem rozmów z normalnymi ludźmi. O czym oni w ogóle mogą rozmawiać?

Chłopak oparł łokieć na ławce i nachylił się, kładąc brodę na wierzchu dłoni. Grzywka niemal zasłaniała jego smutne oczy, na które aż przykro się patrzyło. Chciałabym go jakoś pocieszyć…

– Dlaczego się tak na mnie patrzysz?

Znów wzruszyłam ramionami i wywinęłam dolną wargę. Dobra, czas zabłyszczeć jak księżyc w nowiu.

– Wyglądasz jak śmierć, która przepłakała całą noc – powiedziałam, i niemal natychmiast miałam ochotę przybić sobie piątkę. W pysk.

– Lepsze to niż „pierwszy raz widzę pedała” – stwierdził z przekąsem.

– Domyślam się, że nie jesteś zbytnio lubiany przez to.

– Życie.

Drzwi do klasy rozsunęły się trzaskając lekko, a w przejściu stanęli Iza z Rafałem, ciągnąc się nawzajem za włosy. Warcząc na siebie jak para wściekłych psów, wkroczyli do klasy.

– Nie jestem „jebanym analfabetą!” – zawarczał pewnie któryś raz z kolei Skrzat.

– Ą, ę, ł, ż, ó, ń, ź, ć, ś! – zasyczała blondynka w odpowiedzi, łypiąc na niego spode łba.

– NIE JESTEM ANALFABETĄ! – krzyknął oburzony, ciągnąc ją za włosy w dół. Ona za to pociągnęła jego włosy do góry, przez co stęknął przeciągle.

– To ą, ę, bo ci skopię dupę!

– Jezus, daj że se siana! – zapiszczał w nerwach, po czym zamaszystym ruchem puścił jej włosy. – Dobrze wiesz, że nie umiem pisać z autokorektą!

Blondynka także go puściła. Rafał potrząsnął głową, przywracając swoje włosy do porządku. Oboje byli cali czerwoni ze złości i łypali na siebie wzrokiem. Chłopak sapnął wściekle.

– A poza tym – pisnął, wskazując palcem na mnie – Mordzie to jakoś nie przeszkadza!

– Tylko dlatego, że mój ojciec jest takim leniem, że napisze mi który, przez u otwarte, bo nie chce mu się czekać, aż załapie mu ó z kreską – odparłam znudzona.

Iza zrobiła minę kota srającego na pustyni.

– Twój ojciec to debil – stwierdziła poważnie. Po chwili spojrzała na Rafała i pokręciła głową w złości. Poprawiła swoje włosy.

– Kropka, skończ już – burknął, patrząc na nią spod byka.

– Jak ja ci zaraz dam kropkę, to się zesrasz, o PANIE WSZECHMOGĄCY I WLADCO – huknęła zła, krzyżując ręce na klatce piersiowej.

Chłopak podszedł do biurka nauczyciela. Podrzucił mi paczuszkę z eklerkiem na biurko i rozsiadł się w fotelu Wścieklizny. Iza podeszła do mojej ławki, z rozmachem zabierając krzesło z ławki Zuzi i dosiadła się, obrażona. Spojrzała na drugiego chłopaka, siedzącego obok.

– Kruczyna, co tam u ciebie?

Spojrzał na nią zdezorientowany, robiąc duże oczy.

– Żyję? – odparł z wahaniem, a ona fuknęła, wywracając oczami.

– To dobrze, bo PAN I WLADCA do wieczora wykituje – stwierdziła. Wymieniłam spojrzenia z Rafałem i pokręciłam głową, zabierając paczkę z eklerkiem.

– Mam was serdecznie dość. – Wrzuciłam do plecaka swój zeszyt z chemii wraz z długopisem i zapięłam go, po czym obejrzałam się na Łukasza, wstając z ławki. – Idziesz się przejść? – zapytałam, zarzucając plecak na ramię. Pozostała dwójka rzuciła mi oburzone spojrzenia.

– Gdzie? – zapytał cicho, chyba zaskoczony. Uśmiechnęłam się szelmowsko.

– Daleko. Idziemy się zgubić. Podeślijcie mi ktoś potem notatki. Ach, Izi, powodzenia ze sprzątaniem.

– Ta, dzięki – burknęła nadąsana.

Łukasz przeniósł spojrzenie na mnie.

– Oddaję się w twoje ręce – mruknął cicho, jakby zawstydzony. Szybko spakował swoje rzeczy do torby i wyglądało to tak, jakby chciał zniknąć, gdy wlepiając wzrok w swoje buty, wstał, zarzucając plecak na plecy.

Parsknęłam niekontrolowanie i szturchnęłam go zaczepnie łokciem w bok, nim pobiegłam w stronę wyjścia.

– Za co?! – krzyknął oburzony, cały czerwieniąc się w jednym momencie. Wybiegł za mną z klasy i zatrzymał się w drzwiach, gdy odwróciłam się, pokazując mu język.

– Mam pisemną zgodę, którą mogę sobie sama w każdej chwili napisać. Przyzwyczajaj się, bo przez jakiś czas nie dam ci spokoju – odparłam, idąc tyłem. Chłopak uśmiechnął się kącikiem ust, marszcząc przy tym brwi. Fuknął.

– Co, jeśli mi się spodoba?

Zamknął za sobą drzwi, rozglądając się nieswojo na boki. Uśmiechnęłam się lekko, nie mogąc się powstrzymać.

– Będziesz miał przyjaciółkę.

Spojrzał na mnie totalnie zaskoczony. Po chwili kręcąc głową na boki, podbiegł do mnie z uśmiechem.

– Dziwna jesteś – stwierdził, znów wlepiając wzrok w swoje buty. Zaśmiałam się krótko.

– To chyba znaczy, że w końcu się zaaklimatyzowałam.

Parsknął cicho, uśmiechając się pod nosem. Gdy wiedźma z geografii wyszła z pokoju nauczycielskiego, spojrzała po nas w zdumieniu. Szybko złapałam Łukasza za kościsty nadgarstek i zaczęłam biegnąć.

– Żegnam! – zawołałam ze śmiechem, pchnąwszy drzwi szkoły na zewnątrz. Zatrzymaliśmy się obok fontanny na placu, by chłopak mógł odetchnąć, bo okropnie zmęczył go ten krótki dystans.

– Ta kobieta jest straszna – wydyszał, oparłszy dłonie na udach. Przeczesał palcami grzywkę i spojrzał na mnie spod włosów, które na powrót opadły na jego oczy. – Nie oberwie ci się przez to bardziej?

Zmarszczyłam brwi.

– To znaczy?

– Wiem, że masz z nią na pieńku – powiedział, wachlując się dłonią przed twarzą. – Cała klasa wie. Przecież co lekcję bierze cię do odpowiedzi i ciągle zwraca ci uwagę o byle gówno.

– A wy gdzie?! – wrzasnął nagle Warczyński, wychylając się z okna na drugim piętrze. Pomachałam mu, a przerażony Łukasz po chwili roześmiał się cienkim głosem, przypominającym kwiczenie świnki morskiej. Złapałam go za nadgarstek i pociągnęłam za sobą, wychodząc za bramę szkoły, gdy zauważyłam, że z bocznego wejścia wychodzą uczniowie przebrani w sportowe ciuszki.

– Ty jesteś dojebana – sapnął, wycierając łzy.

– Po mamusi, bo lubi – odparłam. Chłopak parsknął, zaczynając się śmiać histerycznie. Uśmiechnęłam się. Chwilę później zginałam się w salwach śmiechu wraz z nim, bo nie przypuszczałam, że może mieć aż tak zaraźliwy śmiech.

– Dawno już tak się nie śmiałem. Dziękuję – bąknął, wycierając ostatnie łzy z oczu.

– Do usług – mruknęłam, uśmiechając się kącikiem ust. Spojrzałam na ekran swojego telefonu, gdy przyszła wiadomość. „Kaja Wścieklizna: Następnym razem daj znać. Nie chcę tu być (╥﹏╥)” Parsknęłam rozbawiona i pokazałam ją Łukaszowi.

– Przecież tego chuja nie da się lubić – stwierdził po chwili.

– Nie jako nauczyciela. On i Kuwata to dwa gimby są, jak my, tyle że starsze i po studiach. Ale fakt, Wściekliznę ciężej polubić, bo to debil.

Zachichotał.

– Ja nie mógłbym przyjaźnić się z nauczycielami. Czasem zastanawiam się, jak ty to robisz, że wszyscy cię lubią.

– Lady Kotlet też?

– Pomijając Schabowego, ona wszędzie zaczepki szuka. Ale nawet Wściekliznę i Księciunia oswoiłaś, a to już jest wyczyn.

– Gdyby regularne dawanie sobie po mordzie działało w ten sposób nie tylko w tej szkole, może nie byłabym przez tyle lat skazana na Laurę – stwierdziłam z przekąsem. – Swoją drogą, mam kupony na kebsa, idziemy?

Podniósł wzrok ze swoich butów, prosto na mnie.

– Ale ja jestem na diecie.

– Dieta moje cycki. – Otworzyłam paczuszkę z eklerkiem. – Idziemy się nawpierdalać, Czarnuszku, bo cherlawo wyglądasz.

– Ale… tak w mundurkach? A jak wpadniemy na kogoś?

– Gdybyśmy urodzili się pokolenie wcześniej, to pewnie by nas odesłali z powrotem, ale już tego nie robią. Spokojnie. Na wagarach nigdy nie byłeś?

– Moje wagary to siedzenie na dachu szkoły albo zostawanie w domu. – Podzieliłam eklerka na pół i wręczyłam mu połowę, a on spojrzał na wypiek, jakby pierwszy raz widział coś podobnego. – No dobra, ale jak ja nie chcę? Będziesz mnie zmuszać? – zapytał, z przekąsem oglądając ciastko z wszystkich stron.

– Nie, ale głupio ci będzie tak siedzieć i patrzeć jak sama się obżeram – stwierdziłam, wpychając sobie do buzi kawałek swojej połówki.

– Wyjdziesz na tą grubą.

– Wyjebane, zrzucę przy sprzątaniu. Poza tym mi wszystko i tak idzie w cycki – stwierdziłam ze śmiechem.

Zagryzł wargę, po czym westchnął i ugryzł kawałek ciasta.

– Masz mi powiedzieć, kiedy zacznę cię wkurwiać. Nie chciałbym, żebyś… – Westchnął. – Nie ważne. W każdym razie nie chcę odstawiać nigdzie szopek, tak jak te twoje gołąbeczki.

– Będzie dobrze, serio, nie martw się. A gołąbeczki ja jeszcze ogarnę, bo już powoli zaczynam rzygać tym ich zachowaniem. Nie wiem, co między nimi poszło źle, ale nie chcę ich stracić.

Westchnął cicho.

– Gdybyś kiedyś czuła się samotna… albo coś… to ten, wal do mnie.

Objęłam ramieniem jego szyję i oparłam głowę na jego kościstym ramieniu, gdy wzdrygnął się wystraszony, już chcąc się wyswobodzić.

– Zluzuj stringi. Jedyny problem, jaki mam, to czy dasz radę ojebać jeszcze frytki, bo drugi kubełek za pół darmo piechotą nie chodzi.

– Pewnie w połowie rzygnę, ale yolo. Dawno nie byłem na kebabie.

– No, od razu lepiej. Jak będziemy częściej uciekać, to zaczniesz nim rzygać z przejedzenia.

– Margaret – sapnął przerażony – nie. Ja chcę zdać.

Roześmiałam się.

– Zdamy z palcem w dupie. Pomogę ci, jeśli chcesz, tylko powiedz, z czym masz problem.

– Z sobą – stwierdził z przekąsem. Westchnęłam, uśmiechając się krzywo.

– Tak na marginesie, mów mi Morda.

– Cześć Morda, jestem Łukasz.

– Tak po prostu?

– Kiedyś wołali na mnie Auschwitz.

– To ja chyba zostanę przy Czarnuszku.

– Lepsze to niż pedał.

Oburzona szturchnęłam go łokciem.

– Łukasz!

– I to lepsze niż pedał – stwierdził poważnie, mimo że uśmiech sam cisnął mu się na usta.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Wrotycz 4 dni temu
    :) Dialog dominantą, ale czyta się znakomicie. Niektóre wymiany zdań to prawdziwe perełki. Dzięki za kolejne wejście w fikcyjny świat młodych. Ten język, to poczucie humoru... Wróżku zgniłku, na pewno wrócę, aby i humor sobie poprawić, i zadumać się nad tym, co najważniejsze.
    5!
    Pozdrawiam:)
  • wróżek zgnitek 4 dni temu
    Poprawianie humoru innym to moje ulubione zajęcie. Cieszę się, że się podoba :)
    Dziękuję i pozdrawiam :D
  • Canulas 4 dni temu
    Jestem gdzieś tam przy piątce, więc tu kiedyś dojadę, ale z tytułem to tak specjalnie?
  • Wrotycz 4 dni temu
    Założyłam, że tak:) Fonetyczny efekt liczebnika z gwary uczniowskiej.
  • wróżek zgnitek 4 dni temu
    Jasne, że tak. Numeracja jest pokurwiona, bo taką miałam zachciankę xD
  • Canulas 4 dni temu
    wróżek zgnitek, spox. Tak zakładam, ale no...

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania