(Nie)Winny romans 1/?

Pragnę jego bliskości, wiem, że jest zakazana...

Jestem kobietą o pięknych błękitnych oczach, porcelanowej cerze, z długimi sięgającymi do pasa rudymi włosami. Naturalne fale dodają mi uroki, a piegi podkreślają moją urodę.

Pierwszy dzień w pracy był najgorszym przeżyciem dotychczas, w moim całym dwudziestopięcioletnim życiu.

Ubiegałam się o stanowisko kierownika, w dość małej firmie. Nie sądziłam, że szef będzie tak nieprzyjemny. Cały dzień patrzył mi na ręce, kwestionował każde moje zdanie. Wiedziałam czego mogę się spodziewać przychodząc tutaj, ale nie sądziłam, że poważny przedsiębiorca będzie taki apodyktyczny. Otuchy dodawał mi manager Kornel, gdyby nie on, nie wróciłabym kolejnego dnia.

Kornel, przystojny wysoki mężczyzna, z czarującym uśmiechem, i życzliwością w oczach. Oczarowana jego osobą, rozbudzał we mnie małe iskierki uczucia, był zakazanym owocem, który tak mocno kusił.

Każdy kolejny dzień stawał się lepszy. Praca sprawiała radość, życie znów było kolorowe, a jego obecność przynosiła otuchę dla mojego samopoczucia.

Tak dni zmieniły się w lata. Stawał mi się coraz bliższy, wiele przepłakanych chwil, nieprzespanych nocy, konflikty w pracy. Kornela zapewnienia, że jestem silna i stawie temu czoła.

- Ci ludzie to z nimi jest problem, - siedzieliśmy na tyłach firmy, na ławce — zrobię zebranie, powiem, że jesteś nowym kierownikiem, muszą cię posłuchać — płakałam, smutek zalewał mi serce, kobiety potrafią sobie wbijać szpile.

- Kor, ja nigdy nie chciałam stać się władcza, ale twoje zadania... - urwałam, łzy przysłaniały mi obraz — nie mogę wykonywać ich sama — przetarłam nos rękawem.

- Wiem, rozumiem, przez co przechodzisz — starał się mnie pocieszyć, otoczyć niewidzialnym płaszczem bezpieczeństwa i opieki.

Nigdy nie zapomnę, jak moje ciało drżało, przy pierwszym kontakcie wzrokowym, a usta dzieliły centymetry. Kopiowałam ważną dokumentację dla szefa, przeszedł mnie prąd, wiedziałam, że Kornel znajdował się za moimi plecami. Jego kletka piersiowa muskała moje plecy, przy każdym jego oddechu.

- Co tam kopiujesz? - wydawał się taki swobodny, jak gdyby bliskość nie była problemem. Rozpalał moje wnętrze, przywoływałam się do porządku, karcąc się w duchu.

- Sprawozdanie dla szefa, prosił o raport sprzedaży — odchyliłam delikatnie głowę przez ramię, by kontem oka na niego spojrzeć.

- Rozumiem, zajmiesz się produkcją? Ja muszę załatwić kilka spraw. - odwróciłam się do niego przodem.

- Ty zawsze masz ważne sprawy — zaśmiałam się, patrząc mu w oczy.

- Nie, wiesz... - zawsze to robił, gdy podważałam jego zdanie, bezsensu się tłumaczył, będąc przy tym tak uroczy, nie potrafiłam się nie śmiać.

- Przestań, - uciszyłam go gestem ręki — zmykaj, nim się rozmyślę — odwzajemnił uśmiech, odwróciłam się do maszyny, by nie wyjść na idiotkę zapatrzoną w żonatego kierownika.

Nie mogłam się pchać z butami do czyjegoś życia. Rozbijać małżeństwa, odbierać szczęśliwym ludziom radości i spełnienia, ale czy aby na pewno byli szczęśliwi? Przecież, gdyby rzeczywiście kochał żonę, pozwalałby sobie na małe romanse? Miałam nadzieje, że nie jest to wytwór moje chorej wyobraźni. Ignorowałam jego zachowania, wmawiając sobie, że przecież on nic takiego nie robi, to ze mną jest problem. Unikałam jego spojrzeń, oddalałam się, gdy skracał dystans między nami. Patrzył podejrzanym wzrokiem, które stanowczo ignorowałam. Starałam się być swobodna, wzrok Kornela podpowiadał co innego, jakby oczami czytał w moim umyśle.

Kilka dni później...

Rozmawiałam z nim swobodnie o pracy, odwróciłam się tyłem by sięgnąć po kontrakty, upadły mu klucze firmowe. Staliśmy w rogu sekretariatu zapełnionego ludźmi, kucnął, sięgając po klucze, delikatnie położył opuszki palców na mojej łydce i sunął ku górze. Sparaliżowana wciągnęłam powietrze, z bijącym sercem rozkoszowałam się jego dotykiem, przymknęłam oczy. Opanowałam się, po chwili czując, że się rumienie, nie biliśmy sami. Odchrząknął i wstał, spojrzał na mnie znacząco.

- Schodzę na produkcję — powaga biła z jego twarzy, świetnie się maskował, nie dał nic po sobie poznać, przybrał maskę i znikł za rogiem. Żar palił mnie w żyły, rozszedł się po całym ciele a zaraz za nim otrzeźwiający kubeł zimnej wody.

Linczowałam się, nie mogłam pozwolić by kolejny raz, dotykał mnie w ten sposób.

To był niewinny początek romansu z żonatym mężczyzną...

 

Orchid.Solma

Średnia ocena: 3.3  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Bogumił 3 tygodnie temu
    Jejku, jaki świetny biurowy romans. A epizod z nogą wprost uroczy;)
  • Orchid.Solma 3 tygodnie temu
    Dziekuje, jak forma?
    Pozdrawiam Boguś
  • Bogumił 3 tygodnie temu
    Orchi fajnie się czyta. Można odlecieć na inną planetę, jak się czyta.

    A nadal jesteś zainteresowana tym Wordem na płytce?
  • Orchid.Solma 3 tygodnie temu
    Bogumił taa ale to wrócę na forum za jakiś czas, to się spikniemy :)
  • Bogumił 3 tygodnie temu
    Orchid.Solma ja później zapomnę, a to może być później nieaktualne, bo może chodzić o początek roku szkolnego. Nie wiem czy nie ma w tym ściemy, ale słyszałem reklamę Media Markt, że na legitymację uczniowską dają pakiet office za złotówkę. A w offisie częścią pakietu jest też word, excel itp., więc jak masz kogoś z legitymacją, dziecko, rodzeństwo lub kogokolwiek kto chodzi do szkoły to możesz to w ten sposób kupić aktualnego worda.
  • Bogumił 3 tygodnie temu
    Orchid pozdr.
  • Orchid.Solma 3 tygodnie temu
    Bogumił dzięki za info spr wiarygodność;))
  • stefanklakson 3 tygodnie temu
    Ja chcę wiedzieć, czy w części drugiej będą sceny ostrego seksu?
  • Orchid.Solma 3 tygodnie temu
    Nie wiem trzeba przeczytać by się dowiedzieć :)
    Pozdr :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania