Nikt nie mówił, że będzie łatwo

Piknięcie telefonu oderwało Inger od przerzucania papierów zawalających biurko. Zauważyła na ekranie jego imię i byle gdzie rzuciła teczkę. W ostatniej chwili złapała zaimprowizowany z butelki wazon z żółto-pomarańczowym tulipanem, który potrąciła.

„Wszystkiego najlepszego, kochana.”, a pod spodem zdjęcie. Mnóstwo lśniących, ciemno zielonych liści i nieśmiało wyglądający spomiędzy nich biały pączek. Nie znała tej rośliny, ale wyglądała pięknie.

Byli parą od lat, mimo to drobne gesty wciąż sprawiały, że serce jej zamierało. Gesty takie, jak kupienie na dzień kobiet żywej rośliny, skoro nie lubi ciętych kwiatów.

Przez resztę dnia na bladych ustach błąkał się uśmiech.

 

Po powrocie do domu dostała też bombonierkę czekoladek nugatowych. Zjadła wszystkie naraz i zrobiło jej się niedobrze, mimo to nie narzekała. Nie chciała wyjść na niewdzięczną i zrobić mu przykrości, w końcu doradzał, żeby trochę zostawiła na później. Choć nie zabrał pudełka, kiedy prosiła.

Obejrzeli film, po czym przytuleni poszli spać.

Następnego dnia wyszukała w internecie jak pielęgnować gardenię.

— Kupiłeś mi trudny w opiece kwiatek — stwierdziła dość szybko.

— Serio? Myślałem, że będzie mało wymagający. Patrzyłem nawet na wywieszkę.

— Trzeba go zraszać, dużo podlewać filtrowaną wodą. Lubi słońce, ale nie bezpośrednie... Trochę będzie zabawy. Patrz, tu jest napisane wprost, że uprawa nie jest łatwa. — Wskazała palcem odpowiednią linijkę na forum.

— I tak wziąłbym ten. Jest delikatny i uroczy, zupełnie jak ty. — Uśmiechnął się łobuzersko, po czym wrócił do pracy.

Spisała najważniejsze punkty z mocnym postanowieniem, że będzie troszczyć się o nową roślinkę. Inne po prostu podlewała i liczyła na najlepsze, lecz chciała, żeby ta wzrastała zdrowa i kwitła regularnie. Od razu pokochała zapach jaśminu, który roztaczał otwarty kwiat.

Poprzestawiała wszystkie rośliny, skupiając lubiące zraszanie na jednym parapecie. Nie chciała niechcący zniszczyć pozostałych, które nie tolerowały wilgoci.

 

Początkowy zapał zaowocował kilkoma pączkami, a nawet nowym pędem wyrastającym nieśmiało w cieniu lśniących liści.

— Patrz jakie maleństwo. — Podekscytowana pociągnęła chłopaka ku roślinie.

— Faktycznie, nie zauważyłem.

— Hmm? — mruknęła pytająco.

— Czasem sobie oglądam jak rośnie, ładnie wygląda. Dzisiaj spryskałem ją wodą, wspominałaś, że to lubi.

Wtuliła się mocno w bluzę pachnącą ciepłem, pieczonymi kasztanami i delikatnymi korzennymi nutami. Ulf objął ją ramieniem, pocałował w czoło.

Po chwili każde wróciło do swoich zajęć.

 

Kolejne tygodnie minęły niezauważone. Oboje przytłoczyła praca, po powrocie do domu nie mieli ochoty nawet rozmawiać. Kładła się spać sama, podczas gdy on wciąż wprowadzał poprawki do raportów potrzebnych na następny dzień.

Z ulgą przywitała nadejście wiosny, którą zwiastował zapach magnolii. Zatrzymała się na chwilę, otworzyła okno i delektowała słodkim zapachem. Nowa myśl zagościła w już przepełnionym umyśle: „Nawet nie wiem, jaki projekt teraz prowadzi Ulf”.

Kątem oka zauważyła, że wokół gardenii leżą uschnięte pączki. Żaden nie zdążył się rozwinąć.

Kilka łez bezsilności spłynęło po policzkach. Szybko je otarła. Wyprostowała plecy, wzięła głęboki oddech. Obficie podlała i zrosiła kwiat przefiltrowaną wodą, po czym wyszła do sklepu. Postanowiła ugotować obiad, ale mieli pustą lodówkę. Od dłuższego czasu zamawiali gotowe jedzenie.

W progu powitał Ulfa smakowity zapach grillowanego kurczaka, pieczonego sera i odrobiny spalenizny. Mężczyzna zzuł buty, odwiesił kurtkę i zaciekawiony zakradł się do kuchni. Zastał Inger z rozwianym włosem, nerwowo zagryzającą wargę. W skupieniu układała pomidory i awokado na zapieczonych piersiach kurczaka, całość fantazyjnie polała ciemnym, brązowym sosem. Jak tylko odstawiła butelkę, złapał ją w pasie i podrzucił do góry.

— Hej, co ty robisz? — Zaczęła krzyczeć, udając złość.

Zaniósł dziewczynę do salonu i posadził przy stole.

— Większość już zrobiłaś, pozwól mi chociaż nałożyć. Ja zmywam! — zawołał, znikając w kuchni.

Jedli powoli, przeciągając wieczór w nieskończoność. Dowiedziała się, że Ulf wprowadzał nowy projekt dla ważnego klienta. Wziął wszystkie obowiązki na siebie, żeby mieć pełną kontrolę. Sama nie była lepsza, bała się powiedzieć w pracy, że ma za dużo obowiązków i potrzebuje wsparcia.

Wspólnie zadecydowali, że oboje poproszą o pomoc.

— Nie wiem jak to zrobiłaś, ale mam mnóstwo energii. Wracając z pracy, marzyłem tylko o łóżku.

— Zdradzę ci, że ja wciąż o nim marzę.

Resztę nocy spędzili w swoich objęciach, nie zważając na nieubłaganie nadchodzący świt.

 

Odżyli, odkąd mieli dla siebie więcej czasu. Chodzili na spacery alejami pełnymi kwitnących kasztanowców, rozmawiali o wszystkim i o niczym. Karmili kaczki, zajadali się lodami, lub po prostu siedzieli na ławce i obserwowali leniwie płynące chmury.

Pod koniec czerwca gardenia wypuściła nowe pąki. Zgubiła kilka zżółkniętych liści, więc Inger przestawiła ją w bardziej nasłonecznione miejsce.

 

Lato dobiegło końca, na jego miejsce przyszły deszcze i zimne poranki. Inger skończyła się umowa, której firma nie przedłużyła. Nie mogąc znaleźć innego zajęcia, snuła się szarymi ulicami. Myślała, że w ten sposób oderwie myśli od problemów, a tak naprawdę dawała im więcej miejsca. Szukając ucieczki, odnalazła przyjaciela z dawnych lat. Spotykali się regularnie na kawę. Z czasem zaczęła wyczekiwać popołudni spędzonych przy okrągłym stoliku przycupniętym w rogu, tuż obok wielkiego regału z książkami.

Nie mówiła Ulfowi gdzie idzie. Miała do niego żal, że wciąż porusza temat pracy. Co i rusz podsyłał jej nowe oferty, doszło nawet do tego, że zadzwonił do rodziców, czy jego mama nie potrzebuje pomocy w sklepie z pamiątkami.

— Czemu wciągasz swoich rodziców w moje problemy? — krzyczała, żeby się nie rozpłakać.

— Po pierwsze, naszych rodziców. Wiesz, że jesteś moją rodziną. Po drugie, nasze problemy. Chodzisz przygnębiona, widzę, że nie możesz znaleźć sobie miejsca. Myślisz, że mnie to nie rusza? Myślisz, że nie widzę, jak ode mnie uciekasz, kiedy staram się pomóc?

— Bardziej byś pomógł wspierając mnie, a nie ciągle krytykując.

— Wspieram cię w szukaniu pracy, a nie w użalaniu nad sobą.

Nie dokończyli rozmowy. Wyszła z domu i zadzwoniła po przyjaciela, który lepiej ją rozumiał i potrafił podnieść na duchu. Zdziwiła się, kiedy odmówił spotkania.

— Wracaj do domu i weź się w garść. Ulf ma rację.

— Nie wierzę, że bierzesz jego stronę. — Poczuła, jak uchodzi z niej całe powietrze.

— Tak się składa, że jedyne co może ci teraz pomóc, to znalezienie zajęcia. Jakiegokolwiek.

— Nie chcę jakiegokolwiek. Chcę przychodzić do pracy z przyjemnością i mieć satysfakcję z tego co robię. Nie będę jej mieć ze sprzedawania kolorowego badziewia.

— Przyjdzie czas na znalezienie wymarzonej pracy. Przecież nie musisz przestawać szukać tylko dlatego, że będziesz zarabiać. — Mogła się założyć, że mówiąc to kręcił z politowaniem głową. — Wracaj do domu.

Nie wróciła. Poszła do parku, usiadła na mokrej ławce i długo płakała. Wciąż jeszcze broniła się przed przyznaniem do porażki. W końcu jednak pogodziła się z faktem, że musi zacisnąć zęby i zmierzyć z rzeczywistością.

Krok za krokiem wróciła do ciepłego mieszkania. Ulf siedział w fotelu, pusto patrzył w mrok.

— Przepraszam — wyszeptała, szczękając zębami.

— To ja przepraszam. — Mocno ją przytulił. Poczuł jak drży, więc zaprowadził dziewczynę do łazienki i napuścił do wanny ciepłej wody.

Siedzieli w milczeniu. Kiedy skończyła się kąpać, delikatnie wytarł ją miękkim ręcznikiem. Uśmiechnęła się z wdzięcznością, ubrała, po czym zadzwoniła do jego mamy.

— Nie chciałem cię wcześniej martwić, ale odnóżka uschła — powiedział, kiedy odłożyła telefon.

— Jak to się stało? — Z niedowierzaniem pobiegła do parapetu.

— Starałem się ją podlewać, ale chyba robiłem to za rzadko.

Zupełnie zapomniała o kwiatach. Skojarzyła, że dwa razy widziała, jak Ulf podlewa wszystkie, ale nie znał wymogów gardenii. Inger była na siebie zła. Zatopiła się we własnym smutku, zapominając o reszcie świata. Najdroższego człowieka zostawiła samego sobie, czas i myśli oddając przyjacielowi.

Dokładnie obejrzała roślinę. Wstawiła ją pod prysznic, obficie zrosiła i zostawiła, żeby ociekła.

— Szkoda odnóżki, ale wyrośnie kolejna. Będę o nią bardziej dbać.

 

Jesienią ruch w sklepie z pamiątkami był niewielki, Inger miała więc dużo czasu na rozmowy z nielicznymi klientami. Polubiła kontakt z tymi, którzy przyjeżdżali na chwilę, wypytywali o życie w mieście, po czym wychodzili z uśmiechem i tanim magnesem na lodówkę. Wracała później do domu i opowiadała, kogo poznała tego dnia. Kiedy Ulf kończył relacjonować swój dzień, szedł przygotować herbatę, a ona obejrzeć rośliny. Powoli czytała o każdej, którą posiadali. Mimo szybko zbliżającej się zimy, okna pełne były zielonych liści.

Grudzień i Święta Bożego Narodzenia przyciągnęły znaczne ilości turystów, tym samym zmniejszając ilość wolnego czasu Inger. Nie była na to przygotowana. Myślała, że zimę poświęci na szukanie nowej pracy i naukę o pielęgnacji roślin.

— Praca nie ucieknie. Skup się na razie na tym, żeby się nie wykończyć, a ja zajmę się roślinami. Powiedz tylko co mam robić. — Ulf spoglądał znad parującego kubka kawy.

— Nie możesz robić w domu wszystkiego.

— Mogę i będę, skoro masz cięższy okres. Jak już wszystko się uspokoi, możesz odwdzięczyć się masażem. — Mrugnął zaczepnie.

Nie podejrzewali, że trudny czas będzie trwał znacznie dłużej niż miesiąc.

 

***

 

Rok później rośliny na parapetach wciąż były pięknie zielone. Inger wirowała, prezentując Ulfowi srebrną, cekinową sukienkę. Z uśmiechem podeszła, poprawiła mu krawat i wspięła się na palce, żeby pocałować go w kącik ust.

— Za nowy, lepszy rok. — Podał jej lampkę szampana.

— Za nową, lepszą pracę. — Stuknęli się kieliszkami i upili po łyku.

— Jestem dumny, że się nie poddałaś.

— Było ciężko. Wiem, że dla ciebie też nie był to najszczęśliwszy rok, ale cieszę się, że przebrnęliśmy przez niego razem.

— Nie było innej opcji.

— Był moment, kiedy myślałam, że nie przetrwamy.

— Czemu myślałaś o takich bzdurach? — W jego głosie wybrzmiała nuta urazy.

— Nie wiem. Po prostu widziałam, że nie jesteś szczęśliwy.

— Już ci mówiłem, kiedy się poznaliśmy podjąłem decyzję, że chcę z tobą być. A to oznacza, że będę o ciebie walczył nawet, kiedy ty przestaniesz.

— Mówili, że miłość powinna być łatwa.

— Nic, o co warto walczyć, nie przychodzi łatwo. Jeszcze nie raz będziemy musieli ciężko pracować na szczęście, ale będziemy to robić razem. A teraz przestań się smucić, wesoła wyglądałaś znacznie ładniej.

Uniósł podbródek Inger i czekał, aż uśmiech z powrotem wykwitnie na kochanej twarzy. Wokół unosił się wyraźny zapach jaśminu, na który zwrócił uwagę dopiero, kiedy dziewczyna spojrzała mu w oczy. Wiedzieli, że jeszcze wiele pączków opadnie z gardenii i pewnie niejedna odnóżka uschnie, lecz ten zapach wynagradzał trudy pielęgnacji.

Średnia ocena: 3.8  Głosów: 9

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Antoni Grycuk 3 tygodnie temu
    PKRopeczko,

    szczerze? Jutro go przeczytam jeszcze raz, bo dziś jestem bardzo zmęczony. Ale na tę chwilę, to najsłabszy Twój tekst, jaki czytałem. Albo kompletnie nie w moim stylu.

    Tak więc do jutra.

    Nie znała tej rośliny, ale wyglądała pięknie.
    Ona wyglądała pięknie?

    Pozdrawiam
  • pkropka 2 tygodnie temu
    Antoni, zawsze tylko szczerze ;)
    Zdarza się i tak, że jest słabiej lub nie w gust. Może następnym razem bardziej przypasuje, choć nie mogę nic obiecac.
    Poprawkę kiedyś zastosuję.
    Pozdrawiam też :)
  • Antoni Grycuk 2 tygodnie temu
    PKRopeczko,

    przeczytałem drugi raz i jednak mówię nie. Nie ma tu dla mnie "punktu zaczepienia". Bo niby jest praca, utrata jej, gardenia, stany emocjonalne, ale wszystko bez "motoru napędowego" - to tak moim zdaniem. Osobiście skojarzyłbym gardenię np ze wspomnieniami, a może z fantazją???, może przez podwójne dno z kąpielą, która się kojarzy zawsze z jakimś szczęściem lub odwrotnie? Bo tak to mamy, wg mnie, nudną obyczajówkę. Wybacz moje dywagacje, nie próbuję Cię nakłonić, abyś je zastosowała, ale raczej wyjaśnić, czego mi tu brak.

    Ale pozdrawiam najcieplej :)
  • Antoni Grycuk 2 tygodnie temu
    Aha. I albo jestem ostatnio przemęczony i inaczej patrzę, albo inaczej to napisałaś niż zwykle. I być może to stanowi główny problem, a reszty sam się doszukuję, nie wiedząc, co mi nie pasuje.
  • pkropka 2 tygodnie temu
    Antoni Grycuk spoko, nie musisz się tłumaczyć. Wolę szczere "nie", przecież nie wszystko musi każdemu pasować.
    Fakt faktem miała to być prosta w odbiorze obyczajówka. Próbuję się odblokować, coś mi ostatnio nie idzie pisanie.
    Dzięki za poświęcony czas :)
  • Antoni Grycuk 2 tygodnie temu
    PKRopeczko,
    serdecznie zapraszamy, wiesz gdzie, w celu rozruszania się. Dziś było o emocjach.

    Najlepszego.
    pa.
  • Bożena Joanna 3 tygodnie temu
    Jak uratować szczęście, gdy codzienność męczy. Podoba mi się Ulf, Inger poddaje się bardziej złym nastrojom. Z autopsji znam marzenia o ciekawej pracy i smakowanie w nadmiarze podarowanych mi czekoladek. Trochę się identyfikuje z tą postacią, życie jest tak samo wymagające jak gardenia. Gdy się nie troszczymy o nią/o nie, przysparza kłopotów. Samo życie. Podobał mi się ten opek, chociaż trochę w nich gorzkiego smaku. Serdecznie pozdrawiam!
  • pkropka 2 tygodnie temu
    Bardzo dziękuję, celnie podsumowałaś mój zamysł :)
    Bez goryczy byłoby mdło. Choć miło, kiedy życie trochę rozpieszcza, nie może przecież być zawsze źle.
    Pozdrawiam cieplutko.
  • Bajkopisarz 2 tygodnie temu
    „ją przytulił. Poczuł jak drży, więc zaprowadził ją do łazienki i napuścił do wanny ciepłej wody.
    Siedzieli w milczeniu. Kiedy skończyła się kąpać, delikatnie wytarł ją”
    3 x ją – za dużo
    „Uniósł podbródek Inger do góry”
    Do góry zbędne, bo jak uniósł to w domyśle jest, że do góry

    Początek wybrzmiewa, jakby bohaterką była osoba o umiarkowanym stopniu upośledzenia umysłowego. Potem przez chwilę miałem wrażenie, że jednak nie, że źle zinterpretowałem, ale za chwilę znów nabrałem takiego przekonania, że to osoba nieco opóźniona. Kilka zdań i zwątpienie, a na koniec znów poczucie, że to nie jest w pełni sprawa intelektualnie kobieta. Nie wiem, czy zabieg był celowy, ale wyszło rewelacyjnie. Jest normalna, jest nieporadna, czy jest upośledzona? Super, że to wszystko pasuje.
  • pkropka 2 tygodnie temu
    Fakt, za dużo tego "ją". Poprawię kiedyś.
    Śmieszne, jak utarte jest "unieść do góry". Póki nie wyjąłeś z kontekstu, nie zauważyłam co popełniłam.
    Będzie poprawione.

    Ale ją podsumowałeś xp
    Zabieg zdecydowanie nie celowy, ale jeżeli tak to odebrałeś to spoko. Dobrze wiedzieć :D
  • pasja 2 tygodnie temu
    Przejmujący, a zarazem uroczy obraz codzienności i przemijania. Taki kalendarz życia dwojga istnień. Pomiędzy nimi przeplata się gardenia - jest to cudna roślina o intensywnym zapachu, ale niestety jest rośliną niezwykle kapryśną. Nieprzypadkowo Autorko umieściłaś ją w tej opowiastce? Jest doskonałą metaforą życia, jej piękne, białe, pachnące kwiaty doskonale uzupełniają się z ciemnymi, ale błyszczącymi liśćmi. Tak jak życie. Trzeba pielęgnować i rozmawiać, trzeba łapać chwile obok nas i cieszyć się, bo tak szybko znikają. Ulf i Inger jak bardzo od siebie w pewnej sytuacji oddalają się: a jednak miłość zwycięża i wygrywa los na loterii życia. Drobne gesty i słowa potrafią obudzić emocje i rozkwitnąć nawet w zimie.
    Ładny taki jaśminowy obraz na te czasy niełatwe. Pozdrawiam ciepło.
  • pkropka 2 tygodnie temu
    Pasjo, odgadłaś że nieprzypadkowo gardenia. Bardzo dziękuję za jak zawsze trafioną interpretację, przeczytałam ją z przyjemnością.
    Pozdrawiam słonecznie :)
  • Dekaos Dondi 2 tygodnie temu
    Pkropko↔A mnie się podoba, bo jest taki, no... jak to w życiu bywa. Tak po prostu:)
    A gardenię, widzę jako symbol ich relacji i różnych działań.
    Taka jakby trochę miniaturka ich wspólnego dźwigania losu,
    gdzie czasami coś zwiędnie, to znowu zakwitnie lub się na nowo odrodzi.
    Cóż to by było za szczęście, które by wiecznie trwało. W końcu by spowszedniało.
    Pozdrawiam:)↔5
  • pkropka 2 tygodnie temu
    DeDo, dziękuję pięknie. Zgadzam się całkowicie, wieczne szczęście w końcu stałoby się niezauważalne.
    Pozdrawiam też :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania