Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Nowy Świat Czarownic, cz. 13

Odbył trzy takie galopady, nim przekroczyli góry i dotarli do celu podróży. A raczej odbyli je wspólnie z księżną Berengarią, która wyraziła życzenie towarzyszenia Marcusowi podczas następnej, wieczornej wyprawy z Demonem. Nie zabrała wówczas straży i nie czekała z odebraniem swojej zapłaty na powrót do obozowiska. Skorzystali z miękkiej trawy w jakimś zakątku skalnym, osłoniętym przed wiatrem oraz ewentualnymi, niepożądanymi spojrzeniami. Góry wznosiły się bowiem coraz wyżej. Uczyniła tak jednak tylko raz. Może dlatego, że zwłoka spowodowała po powrocie pewne trudności w nałożeniu ochraniacza – z czym jednak pani Siedmiu Bram poradziła sobie swoim sposobem, a może dlatego, że skrępowany jej obecnością Marcus miarkował tempo jazdy. Lady Berengaria powodowała wierzchowcem dobrze, nawet bardzo dobrze, nie dorównywała jednak chłopakowi, a jej koń ustępował Demonowi. Dostrzegła, że młodzieniec raz czy drugi celowo zwalniał i nie proponowała już później własnego towarzystwa. To znaczy, towarzystwa podczas samej przejażdżki. Oczekiwała bowiem powrotu Marcusa w namiocie i nakładała ochraniacz, czyniąc to możliwym dzięki uprzedniemu odbyciu kolejnej, wspólnej galopady. Chłopak przyjmował to bez przykrości, odsuwając tymczasem niepokój oraz niewygodne myśli o księżniczce Berenice, swojej niewidzianej dotąd pani i małżonce. Zresztą, skoro sama Lady Berengaria zdawała się zupełnie nie przejmować tą kwestią...

Spodziewał się, co prawda, że te awanse pani Siedmiu Bram ustaną po przekroczeniu granicy i przybyciu na ziemie księstwa. Stało się jednak inaczej. Szlak, niezbyt chyba uczęszczany, nadal wiódł przez góry i wił się wśród wyniosłych, wciąż jeszcze ośnieżonych szczytów. Wiosna brała dopiero w posiadanie tę surową krainę. Późnym popołudniem trafili na zawał, blokujący przejazd przez któryś z kolejnych wąwozów. Niedawno musiała zejść tutaj kamienna lawina, spowodowana może tajaniem i osunięciem się śniegu w wyższych partiach grzbietu. W każdym razie, szlak został zasypany. Zwłaszcza przeprowadzenie koni wydawało się absolutnie wykluczone.

- Musimy zawrócić i pojechać zachodnią przełęczą, dostojna pani – zaproponował dowódca orszaku.

- To bardzo opóźni podróż, może nawet o trzy, cztery dni. - Marcus posłyszał te słowa z radością. Niepewny przyjęcia, nie spieszył się wcale do Złotej Bramy. - A przejście i tak trzeba będzie oczyścić. To najkrótsza droga do marchii Międzyrzecza

- Mamy tu za mało ludzi i koni, pani. Przyślemy ich więcej z zamku, zabiorą ze sobą narzędzia.

- Teraz stracimy jednak czas. Nie, zrobimy inaczej. Cofnijcie się!

- Ale, pani... Przed nami jeszcze długa droga, a to tutaj wymaga wielkiej mocy...

- Cofnijcie się! - powtórzyła

Zeskoczyła z konia, a zbrojni z jej świty pospiesznie odstąpili. Jeden z nich zaopiekował się wierzchowcem szlachetnej pani. Marcus pozostał, domyślając się, co teraz nastąpi. Lady Miranda, jego matka, używała zazwyczaj mocy oszczędnie i raczej rzadko kiedy w sposób związany z niszczeniem. A oto tutaj pani Siedmiu Bram skorzysta zapewne z magii wojennej, by otworzyć przejazd. Ciekawość przemogła obawę.

- Odsuń się, książę. To może okazać się niebezpieczne.

- Pani, pozwól, proszę. Chcę to zobaczyć...

- Powiedziałam, żebyś się cofnął, Marcusie. To rozkaz!

Jeżeli nawet ton głosu przypominał ten, którego używała niekiedy, gdy przebywali sami w jej namiocie, to nie ulegało wątpliwości, że tym razem nie posłużyła się nim dla pobudzenia podopiecznego. Nie pozostało nic innego, niż zastosować się do otrzymanego polecenia. Kiwnął na Sudrun, która również trzymała się w pobliżu, po czym dołączyli do reszty orszaku. Podobnie jak inni, zsiedli z koni. Chwycił Demona za uzdę. Z tak dużej odległości nie dojrzał żadnych gestów, nie miał też szansy dosłyszeć wypowiadanych ewentualnie słów zaklęcia. Wydawało się zresztą, że księżna żadnych specjalnych czynności nie wykonywała. Stała po prostu bez ruchu i wpatrywała się w zwałowisko. Nagle, z ogłuszającym hukiem pokruszone skały rozsypały się na wszystkie strony, ograniczone w locie tylko stromymi ścianami wąwozu. Kamienne bloki wielkości dorodnego jelenia szybowały w powietrzu niczym wystrzelone z gigantycznej katapulty, w towarzystwie niezliczonej ilości skalnego rumoszu. Podniósł się kurz i coś jakby dym, a nawet płomienie ognia, widoczne przez chwilę w samym środku poruszonego w tak niezwykły sposób rumowiska.

Zajęty przytrzymywaniem przestraszonego Demona, po chwili dopiero zauważył, że wszechobecny pył pochłonął sylwetkę Lady Berengarii, drobną i wątłą w obliczu rozszalałej potęgi żywiołu. Drobną, chociaż to ona ten żywioł rozpętała. Zakrzyknął z przerażenia i chciał skoczyć z pomocą, powstrzymali go ludzie z Siedmiu Bram. Szarpał się przez chwilę, wyzywając ich od tchórzy, zdrajców i niedołęgów. A jednak okazało się, że to oni mieli rację, przestrzegając ściśle otrzymanych rozkazów. Opadający kurz odsłonił sylwetkę księżnej, nietkniętej. Oparła się tylko o skalną ścianę, a wokół jej stóp pozostał okrąg wolny od kamiennych okruchów. Nadal czekali, dopóki nie przyzwała ich ruchem ręki. Marcus dopadł Lady Berengarii jako jeden z pierwszych.

- Nic ci się nie stało, pani?

- Nie, mój książę. Wszystko w porządku. Teraz możemy przejechać.

Chciwie przyjęła podany przez jednego ze zbrojnych bukłak z winem. Nienaturalnie bladą twarz pani Siedmiu Bram ożywił po chwili słaby rumieniec.

- Użyłaś magii wojennej, prawda? To było niesamowite! Żaden mur, żaden zamek nie oprze się takiemu uderzeniu!

- Wkrótce zacznie zmierzchać. Musimy ruszać i znaleźć miejsce na obóz. - Odepchnęła się z trudem od ściany wąwozu. Jeden z jej ludzi podprowadził konia. - Czy zechcesz okazać damie uprzejmość i przytrzymasz strzemię, książę? - spytała, usiłując nadać tej prośbie ton żartobliwy.

Złożył dłonie, na których wsparła stopę wskakując na siodło, co uczyniła z pewnym jednak trudem. Dotąd raz tylko przyjęła podobną pomoc, gdy odbywali wspólną przejażdżkę i opuszczali ukrytą wśród skał, pamiętną dla Marcusa łąkę. Ale wydawało mu się wtedy, że zamierzała w ten sposób raczej pobudzić na nowo podopiecznego, niż rzeczywiście potrzebowała tej usługi. I rzeczywiście, gdy powrócili do obozu nie był już w stanie przyjąć ochraniacza bez kolejnej serii zabiegów... Obecnie wyglądało to inaczej, szlachetna pani starała się ze wszystkich sił ukryć chwilową słabość. Z własnej inicjatywy ujął uzdę jej konia i przeprowadził go ostrożnie wśród zalegających tu i ówdzie kamieni. Poza Lady Berengarią wszyscy postąpili zresztą w ten sam sposób ze swymi wierzchowcami, luzakami oraz zwierzętami jucznymi. Sudrun wiodła oprócz Demona również dosiadanego zwykle przez chłopaka karosza. Dowódca orszaku zdawał sobie zapewne sprawę z niedyspozycji księżnej i zarządził postój w pierwszym sposobnym miejscu, w skalnej kotlinie, gdzie znaleźli przynajmniej niewielki strumień, nawet jeżeli brakowało trawy i dobrego drewna na ognisko. Pospiesznie rozbito namiot, w którym schroniła się pani Siedmiu Bram, nie sprawdzając tym razem wyjątkowo rozstawienia straży. Marcus zajął się jej koniem, podczas gdy oficer dopilnował wszystkiego w obozowisku. Gdy przygotowano skromny posiłek, księżna nadal nie pojawiła się na zewnątrz. Po rozprawieniu się z własną porcją gulaszu oraz dłuższej chwili daremnego oczekiwania chłopak zażądał bukłaka z winem i wkroczył do namiotu, zabierając również nietkniętą kolację Lady Berengarii.

Zastał ją nadal w ubraniu, siedzącą na posłaniu. Nie rozpuściła nawet włosów, co czyniła zwykle przy takich okazjach. Nie zapaliła też lampy, w panującym półmroku jej sylwetka rysowała się niezbyt wyraźnie.

- To było niesamowite, pani! Użyłaś magii wojennej, czyż nie? - powtórzył pytanie, na które wcześniej nie otrzymał odpowiedzi.

- Tak, Marcusie. Magii wojennej, na którą krzywo spogląda się Królestwie.

- Możesz zniszczyć w ten sposób każdy zamek! Jesteś niezwyciężona! - zawołał z entuzjazmem.

- To nie do końca prawda, jak sam możesz się przekonać. Rozbijając ten zawał zużyłam wielką ilość mocy i obecnie nie zdołałabym czegoś takiego powtórzyć. Jak widzisz, mam nawet trudności z kontynuowaniem podróży. To dlatego zatrzymaliśmy się dzisiaj tak wcześnie.

- Ale i tak oszczędziliśmy mnóstwo czasu, jak powiedziałaś, a siły wkrótce odzyskasz. Proszę, zjedz coś i napij się wina.

- To nie takie proste, książę. Owszem, chętnie skorzystam z poczęstunku, może później. W ten sposób nie zdobędę jednak mocy. W tej chwili mogę ją wziąć tylko od ciebie. Ale do Złotej Bramy zostały już niecałe dwa dni drogi i tam trafisz w ramiona mojej córki, która z pewnością zechce jak najszybciej przekonać się o twoich talentach. Nie powinieneś sprawić jej zawodu.

- Nie sprawię, pani! Ani szlachetnej księżniczce, gdy tylko tego zapragnie, ani tobie dzisiaj! - zawołał z pewnością siebie młodości.

- Nawet jeżeli cię uwolnię, nie zdołasz skorzystać z Demona. Dookoła same skały i wąwozy, konia nie da się tutaj wypuścić choćby w kłus.

- Nie szkodzi, tego wieczoru każde z nas odbędzie tylko jedną przejażdżkę.

- Och, nie mam teraz ochoty na żadne galopady... Przyjmę raczej twoje służby, piękny książę. Jeżeli zechcesz mi to wybaczyć.

- Oczywiście, pani. Jestem do twoich usług. - Ukłonił się dwornie, brakowało tylko zamiatającego klepisko beretu.

- Zdejmij więc to wszystko. Buty, spodnie, koszulę, wszystko... Przynajmniej mamy dzisiaj trochę więcej czasu.

Stanął przed nią nagi, a ona uniosła się z lekkim westchnieniem i pochylając głowę, powoli, z namysłem uwolniła przyrodzenie chłopaka. Dotyk palców Lady Berengarii pobudził go natychmiast. Tak, nie będzie miał żadnych kłopotów z tym, by usłużyć pięknej pani. Jej córce z pewnością także, gdy przyjdzie na to pora. Opadła ponownie na posłanie i kiwnęła dłonią.

- Napij się wina i teraz ty pomóż mi się rozebrać.

Pierwsze polecenie wykonał z ochotą, przy drugim okazało się, że księżna życzy sobie tylko, by ściągnął jej wysokie buty oraz jeździeckie spodnie. Unosiła nogi, a on, odwrócony plecami ujmował dłońmi czubki i obcasy, szarpiąc gwałtownymi ruchami. Szło to opornie i musiała mu pomóc, wspierając kolejno wolną stopę o plecy młodzieńca. Spodnie ustąpiły bez problemu, gdy tylko pozwoliła rozpiąć klamrę pasa. O dziwo, chroniącą najbardziej intymne fragmenty ciała wełnianą bieliznę zdjęła sama. Nie zamierzała też pozbywać się górnej części odzienia. Przeciwnie, uniósłszy dłonie do oczu, nałożyła po chwili rękawiczki. Czyżby odczuwała zimno? Wieczorny chłód mógł wprawdzie doskwierać, ale Marcus i tak doznawał uderzeń gorąca. Zmrok zapadał coraz szybciej i widział już tylko zarys postaci księżnej, twarz ginęła w ciemności. Nadal nie zapalała przygotowanej w namiocie lampy. Nie przeszkadzało to chłopakowi, chociaż zazwyczaj z przyjemnością podziwiał w takich chwilach urodę pani Siedmiu Bram, a ona nie skąpiła mu podobnych wrażeń. Przysunął się, pragnąc pocałunku. Odepchnęła go lekko.

- Nie, zrób jak najszybciej to, co trzeba.

Wobec takiej odprawy pochylił się i zamierzał poszukać ustami innych warg pięknej pani. Sprzeciwiła się ponownie.

- Nie teraz, książę. Nie po tym, gdy spędziłam cały dzień na koniu...

- Ja także, Milady. Dotąd w niczym ci to nie przeszkadzało, mnie również, zapewniam...

- Wolę jednak nie... Wybacz... Chcę zająć się tym... Tylko stań wreszcie spokojnie...

Ona sama raz jeszcze uniosła się do pozycji siedzącej i pochwyciła wyprężoną męskość młodzieńca. Kilka zręcznych ruchów dłoni i wzwód przybrał jeszcze większe rozmiary, a gdzieś w głębi zrodziła się i zaczęła narastać kula ognia... Księżna przyglądała się z fascynacją efektom pracy swych palców, pochylając przy tym głowę, może z powodu słabego światła.

- Połóż się, szybko. - Wydyszała chrapliwie.

Gdy wykonał to polecenie, usiadła okrakiem, zwracając jednak twarz ku stopom chłopaka. Wsunęła sterczącego fallusa we własny otwór i opadła całym ciężarem. Odczuł bolesny opór. Zaskoczony, nie zdołał powstrzymać okrzyku.

- Pchaj, nie przestawaj! - rozkazała.

Wyprężył się, unosząc biodra. Penis przedzierał się do głębin tajemnego otworu rozkoszy Lady Berengarii z wyraźnym trudem. Nigdy dotąd nie doświadczył czegoś takiego, ani z żadną z dziewek czy gwardzistek, ani też z samą panią Siedmiu Bram. Ona również musiała doznać bólu, posłyszał bowiem cichy jęk.

- Pani, dlaczego tak? Może spróbujemy inaczej.

- Bo tak chcę i tak trzeba! Pchaj mocniej!

Zacisnął zęby i po chwili fallus przedarł się wreszcie do stawiającego opór wnętrza szlachetnej pani. Oboje przyjęli to kolejnymi westchnieniami, tym razem westchnieniami ulgi. Bo istotnie, ból ustał, a przynajmniej znacząco się zmniejszył.

- Teraz, ruszaj się! - zadysponowała, wspierając dłonie o kolana młodzieńca i odrzucając głowę w tył.

Z każdym kolejnym pchnięciem drażniące uczucie tarcia stawało się coraz mniej dokuczliwe i zaczęło nawet dostarczać swego rodzaju podniety. Ognista kula, która zdążyła nieco ostygnąć w trakcie niezbyt przyjemnych dla obojga chwil, teraz na nowo buchnęła żarem. Rozrastała się też i unosiła ku górze, ku wyzwoleniu. Księżna odchyliła się jeszcze głębiej. Widział tylko jej okryte jeździecką kurtą plecy, nienaturalnie wygięte. Uniósł ręce, pragnąc obdarzyć pieszczotą dłoni szyję kochanki. Poczuł pod palcami dziwną szorstkość skóry oraz twardość kości. Rzuciła gwałtownie głową, uwalniając się od dotyku chłopaka. Wiążący włosy węzeł nie wytrzymał i długie loki rozsypały się na karku Lady Berengarii, sięgając niemal twarzy młodzieńca. Pochwycił ustami jeden z kosmyków, szarpnął w narastającej ekstazie. W tejże chwili gorąca fala osiągnęła swoje spełnienie i rozlała się w spragnionym wnętrzu pani Siedmiu Bram. Spragnionym, gdyż powtórzyły się znane już Marcusowi doznania, przypominające ssanie. Nasienie i związana z nim moc znajdowały nową właścicielkę. Tym razem trwało to dłużej i z większą jeszcze intensywnością niż przy poprzednich okazjach. Nie, żeby mu to w jakikolwiek sposób przeszkadzało, ale odczuł też dużo silniejsze osłabienie. Podczas gdy leżał wyczerpany na posłaniu, księżna przeciwnie, zdawała się odzyskiwać z każdą chwilą wigor oraz ochotę do życia. Po pewnym czasie, nie ruszając się przy tym z miejsca, rozpaliła płomień lampy. Podeszła potem do pozostawionych przez chłopaka bukłaka z winem oraz miski gulaszu. Powróciła po chwili, zmieniając teraz dosiad i zwracając się ku młodzieńcowi. Powolnymi, zmysłowymi ruchami zdjęła skórzaną kurtę i wszystko, co miała pod spodem. Mógł obecnie do woli podziwiać urodę pięknej pani. Z zadowoleniem pochyliła głowę i omiotła twarz kochanka włosami.

- Doskonale się spisałeś, książę. Jak zawsze zresztą. W tej chwili rzeczywiście mogłabym rozbić mury każdego zamku. Lepiej więc uważaj i nie wzbudzaj mojego gniewu! - Zaśmiała się, dając poznać, że w istocie żartuje. - Myślę, że tobie bardziej przyda się teraz to wino oraz jedzenie. Pozwól, że cię nakarmię.

Przysunęła bukłak do warg Marcusa. Przełknął chciwie kilka łyków. Coś przeszkadzało jednak w smakowaniu trunku. Sięgnął ku ustom i wyciągnął kilka długich, splątanych ze sobą włosów. Wcześniej nie poczuł nawet, że tkwią pod językiem. Musiały tam trafić, gdy w miłosnym uniesieniu szarpał zębami długie pukle pani Siedmiu Bram i najwidoczniej przy tej okazji je wyrwał.

- Przepraszam, nie chciałem...

- Nie szkodzi, odrosną. – Księżna zbyła sprawę machnięciem ręki, ale równocześnie przyjrzała się swoim włosom z niezwykłą uwagą.

- Zachowam je może na pamiątkę...

- Lepiej nie, mój książę.

Chciała łagodnie wyjąć kosmyk z dłoni Marcusa, ale ten zacisnął palce. Teraz, w lepszym świetle, dostrzegł bowiem coś niezwykłego.

- Pani, twoje włosy... Bo muszą być przecież twoje... One są siwe... - Przyłożył swoją zdobycz do złocistorudej fali spływającej z głowy władczyni Siedmiu Bram. - Jak to możliwe?

- To pewnie gra światła. Napij się jeszcze wina, a potem...

- Nie, ten kosmyk wyrwałem w chwili, gdy za kilka uderzeń serca miałem wytrysnąć w twoim wnętrzu... A teraz masz inne włosy, wyraźnie różnią się kolorem. Możemy sprawdzić to rano, ale na pewno się nie mylę. Co to znaczy?

- To takie kobiece sztuczki, mój książę. Bywa, że damy farbują sobie włosy i nadają im nowy kolor. Nie tylko damy zresztą.

- Ale w jaki sposób tak nagle... - Wreszcie zrozumiał. - Zmieniasz ich barwę przy użyciu mocy? Czyż nie tak?

- Skoro już się tego domyśliłeś, to nie ma sensu zaprzeczać. Tak jest o wiele szybciej i łatwiej. I daje dużo lepszy skutek.

- Robisz to po to, by uczynić się piękną? Tak postępują podobno prawie wszystkie wysoko urodzone damy, potrafiące posługiwać się mocą.

- Nikt nie powinien brać im tego za złe, książę. Każda kobieta pragnie być urodziwą, zwłaszcza w oczach mężczyzn. - Próbowała objąć chłopaka i obdarzyć go pocałunkiem.

- Ale dzisiaj zużyłaś prawie całą moc na rozbicie tego zawału. Nie zdołałaś utrzymać fałszywego piękna, którym mnie teraz zwodzisz... Teraz, gdy na nowo odzyskałaś siłę... Te włosy... Wypadły w chwili, zanim jeszcze zdążyłaś się odmłodzić. I dlatego są siwe. Prawie nie pozwoliłaś mi się dotknąć, nie zdjęłaś ubrania, nie zapaliłaś lampy, ukrywałaś się w mroku... Odwracałaś na wszelkie sposoby moją uwagę i żądałaś jak najszybszego spełnienia. Dopiero po wszystkim objawiasz się w pełni urody. Jak wyglądasz naprawdę, piękna pani?

- Po ci to wiedzieć? Wyglądam tak, jak zechcę. Czyż nie uważasz mnie w tej chwili za urodziwą? Zresztą, jeżeli tego zapragniesz, mogę zmienić ten czy inny szczegół, gdy jesteśmy sami. Wymaga to więcej mocy i trudu, ale zrobię to dla ciebie. Twoja siła wynagrodzi wszystkie starania. I jeszcze podziw, pożądanie w twoich oczach, piękny książę.

- Nie pragnę takich oszukańczych sztuczek! Napawają mnie obrzydzeniem! Mówią o tobie, ze jesteś prawdziwą wiedźmą! I mają rację, chociaż okazujesz piękne oblicze, chociaż okłamujesz wszystkich. Powiedz prawdę, ukrywasz haczykowaty nos i garb na plecach?

- To nie twoja sprawa, książę. Korzystaj z tego, co los ci ofiarowuje i nie szukaj dziury w całym. Nie szukaj kłopotów. Ciesz się, że damy pragną jawić się pięknymi w oczach swoich kawalerów, że potrafią się takimi uczynić! I ja także to potrafię, chyba nie zaprzeczysz? Czyż tak nie jest lepiej dla nas wszystkich? Czyż nie wolisz mnie właśnie taką?

- Milady, takich wdzięków ani nie potrzebuję, ani nie pożądam! I przysięgałem wierność twojej córce, księżniczce Berenice, mojej pani i małżonce.

- Trochę późno sobie o tym przypomniałeś, książę.

- Jeżeli ona choć odrobinę cię zna, tak jak i ja zdążyłem poznać, to zrozumie i wybaczy. Pojmuję wreszcie, dlaczego przybyłaś do Międzyrzecza sama, z niewielką świtą, nie zabrałaś narzeczonej ani mężów. Wszystko po to, żeby uwodzić mnie bez niepożądanych świadków. I kraść moc należną komuś innemu! Własnej córce! Nie wierzę, by Berenika się na to godziła i abyś chciała jej o tym powiedzieć.

- A więc dobrze, książę. Skoro tak wybierasz, to idź. Idź w ramiona młodej i pięknej księżniczki. Może tam znajdziesz to, czego szukasz. Ale bardzo w to wątpię! A teraz zechciej przyjąć swój ochraniacz, skoro tak nagle postanowiłeś przestrzegać małżeńskiej przysięgi i dotrzymać obietnicy wierności. Przyjmij ochraniacz i zejdź mi z oczu. Tylko nie zapomnij się przedtem ubrać!

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik 7 miesięcy temu
    Wyśmienicie!
    To się nazywa dobry odcinek
    Marcus, Marcus - nie jest takim idiotą na jakiego wyglądał
    Szybko się uczy jak na (cipkowatego) panicza!
    Cieszy mnie rozwój zasad działania uniwersum - w odniesieniu oczywiście do magii
    Ciekawe - nie spodziewałem się że magia bitewna będzie miała aż takie ograniczenia, ale z drugiej strony
    Daje to znaczący sens, czemu mężczyźni tak dobrze jej używali w przeszłości
    Faceci z zasady nie zajmują się utrzymywaniem swojego piękna, ewentualnie tężyzny fizycznej - co wskazuje że mężczyźni, mają znacznie większy potencjał bojowy, jeśli chodzi o magię
    Jestem szczerze zaciekawiony co dalej
    Księżna nie będzie zadowolona faktem stracenia marionetki
    A podejrzewając że nie mają z córką... najlepszych relacji - a przynajmniej nie będą mieli po tej wyprawie
    Będzie WOJNA! A przynajmniej mam nadzieję że przynajmniej jakiś spisek
    Czekam też na barbarzyńców i jakiegoś superstarego - Merlina/maga - który pokaże wszystkim definicję magii wojennej
    Ponowna serdeczna 5
    Pozdrawiam i kłaniam się nisko
    Kapelusznik
  • Nefer 7 miesięcy temu
    Marcus nie jest głupi, co staram się pokazać, ale to nie wystarczy by wywalczyć sobie samodzielność. Potrzeba do tego jeszcze siły charakteru, a tej mu brakuje. Może do jej zdobycia zmuszą go okoliczności i wyzwania, przed którymi stanie? Ale droga przed nim daleka, a dojrzewanie nigdy nie jest łatwe. Księżna z pewnością nie zrezygnuje, bardzo bowiem Marcusa oraz jego mocy potrzebuje. Pewnie siegnie po jakis sposób... Trafnie przewidujesz, że może przy tej okazji popaść w konflikt z własną córką, a to szansa dla naszego bohatera. Dałeś ciekawe spostrzeżenie odnośnie siły i potencjału magów-mężczyzn. Prawda, mężczyźni tradycyjnie przywiązują mniejszą wagę do własnego wyglądu i pewnie nie poświęcaliby na to mocy. Kobiety, to zupełnie inna sprawa. I przy tym uroda pomagałaby im w zdobywaniu mocy. Z drugiej strony, na magów płci męskiej czyhają inne niebezpieczeństwa, każdy intymny stosunekz kobietą (czy zresztą jakikolwiek) inny pozbawia ich mocy, stają się wówczas bezbronni). marcus też jeszcze sie o tym przekona. A odmawianie sobie seksu zaburza psychikę oraz prowadzi do szaleństwa. Tutaj damy-czarodzziejki maja przewagę, bo jedno łaczą z drugim. Zapraszam do dalszej lektury i pozdrawiam.
  • Francis - Gorzalka 7 miesięcy temu
    Przeczytałam z wypiekami na twarzy! Dzieje się i mam nadzieję, że będzie się działo jeszcze więcej.
    Gdzieś mi tam w dialogu mignęło"wydyszenie" z wielkiej litery ;)
    Super!
  • Nefer 7 miesięcy temu
    Zapraszam, oczywiście. Intryg nie zabraknie. Warto tylko pamiętać, że to dłuższa opowieść i stosuję pewną arytmię tempa, rozdziały "burzliwe" przeplatają się z "przygotowawczymi". Dzięki za wpis i pozdrawiam.
    PS. Kwestia słowa "wydyszała". Poszedłem tutaj za wskazówkami Słownika języka polskiego PWN, podającego zasady stosowania didaskaliów przy zapisie dialogów. Otóż bez kropki po wypowiedzi i z małej litery po myślniku piszemy wtedy, gdy pierwsze słowo po tejże wypowiedzi jednoznacznie odnosi sie do mowy ludzkiej. Przykładowo: powiedział, zawołał, wyszeptał itp. Gdy takiej jednoznacznej pewności nie ma, np. westchnęła, zaśmiał się, itp. wtedy dajemy kropkę po wypowiedzi, a po myślniku zaczynamy z dużej litery. Moim zdaniem słowo "wydyszała" nie odnosi sie jednoznacznie do mowy ludzkiej, bo dyszeć może np. lokomotywa, jak w wierszu Tuwima :-). Wybacz ten wykład, zdecydowałem sie na to wyjaśnienie, bo zauważyłem, że ludzie przywiązują tutaj dużą wagę do kwestii językowych. I dobrze zresztą, bo o język należy dbać na portalu literackim. Raz jeszcze pozdrawiam.
  • Francis - Gorzalka 7 miesięcy temu
    Nefer W kestii "wydyszała":
    - Połóż się, szybko. - Wydyszała chrapliwie. - a więc słowa wydyszała chrapliwie.
    Jeśli Twoim zamiarem było zaznaczyć czynność inną niż wypowiedzenie tych słów, to może warto byłoby zmienić formę zapisu, np:
    - Półóż się, szybko. - Dyszała chrapliwie.
    p.s. Śledzę od dawna mistrzowsko prowadzone intrygi i nie wątpię, że nie zabraknie wielu burz, oraz rozpogodzeń ;)
  • Nefer 7 miesięcy temu
    Francis - Gorzalka Ok. przymiotnik "chraliwie" niekoniecznie zawsze, ale jednak najczęściej odnosi się do głosu ludzkiego. Czyli chrapliwie dyszą ludzie, co można zrozumieć jako wypowiadanie takich czy innych słów. Przyznaję Ci więc rację. Gdyby księżna po prostu dyszała bezprzymiotnikowo, czyniłaby to z dużej litery. Dysząc chrapliwie robiła to raczej z litery małej. Mój błąd, że nie odniosłem się do tego przymiotnika.
  • pasja 7 miesięcy temu
    Witam
    No i wyszły ciemne strony księżnej. Marcus zobaczył jak wielka jest moc jego nasienia i wypowiedział wierność swojej żonie. Czy wiedźma potrafi pogodzić się z taką decyzją. Jak każda kobieta walczy z upływem czasu i starzeniem się i pewnie tak szybko nie odpuści. W scenie erotycznej widzimy oznaki tego starzenia, chociażby z wejściem penisa do jej pochwy. Nic nie wiemy o jej małżonkach, przecież oni się też starzeją i pewnie mają coraz mniej nasienia. Podoba i się stanowcza decyzja Marcusa i rzucenie rękawicy księżnej. Wreszcie zaczyna myśleć, a to świadczy o jego elokwencji.
    Bardzo dobra część.
    Pozdrawiam serdecznie
  • Nefer 7 miesięcy temu
    Z pewnością się nie pogodzi, zachowanie urody to tylko jeden z jej celów, a mocy wielce potrzebuje. Bardzo trafnie bowiem zauważyłaś, że jej mężowie też nie mogą być najmłodsi i tym samym dostarczają mniejszą ilość magicznej siły. Doświadczona i zdeterminowana intrygantka poszuka różnych sposobów. Czy Marcus zdoła się jej przeciwstawić, czas pokaże. Oprócz inteligencji potrzebuje do tego siły charakteru, a tej tymczasem mu brakuje. Pozdrawiam.
  • Trening Wyobraźni 7 miesięcy temu
    Dzień dobry :)
    Przypominamy, że czas na pisanie TW #04 mija 24 marca (niedziela) godz. 19.00.
    Trzymamy kciuki!
  • AnonimS 7 miesięcy temu
    Marcus wyrwany spod władzy i opieki matki zaczyna szybko dorastać. Wypowiedzenie posłuszeństwa teściowej jest ryzykowne ( ci co mają teściowe, to wiedzą ????), a oglądanie i porównywanie kolorów włosów jest jak obelgi. Młody bardzo naraża się świetnie.
  • Nefer 7 miesięcy temu
    Jest młody, porywczy i niedoświadczony. Do wielu spraw musi dojrzeć, ale ta młodzieńcza fantazja nie pozwala mu milczeć. dzięki za wpis i pozdrawiam.
  • Pontàrú 3 miesiące temu
    W końcu mam trochę wolnego czasu i teraz zobaczysz mnie pod swoimi tekstami trochę regularniej.
    Za ten odcinek standardowo 5. W końcu jasno poznajemy sekrety pani Siedmiu Bram. Jak zareaguje jej córka na wieść o wykorzystaniu mocy przeznaczonej dla niej? Czy ona wie o tajnych sztuczkach matki? A Marcus w końcu stał się bardziej domyślny :)
  • Nefer 3 miesiące temu
    Tak, wygląda mna to, że małżeństwo zostało zaaranżowane w bardzo konkretnym celu. Pani Siedmiu Bram potrzebuje mocy i nie cofnie się przed niczym, by ją zdobyć. Marcus przejżał jej zamiar, ale czy zdoła się przeciwstawić? I co na to wszystko prawowita małżonka? Okaże się to już wkrótce.
    Pozdrawiam.
  • krajew34 2 tygodnie temu
    Księżna coraz mniej mi się podoba, wydaje się, że posiada większą ambicje, niż można, by stwierdzić na pierwszy rzut oka. Ambitni ludzie to niebezpieczni ludzie, szczególnie gdy mają przy sobie źródło mocy.
  • Nefer ponad tydzień temu
    Bardzo trafna uwaga. Mozna zadać sobie pytanie, w jakim celu zaaranżowala malzenstwo swojej córki z Marcusem. 🤔

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania