Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Nowy Świat Czarownic, cz. 14

Zgodnie z zapowiedzią księżnej, podróż trwała jeszcze niecałe dwa dni. Marcus z niecierpliwością wyglądał teraz Złotej Bramy, doświadczając lodowatej uprzejmości Lady Berengarii. Nie zniżyła się do okazywania jawnej wrogości, traktowała jednak młodzieńca niczym powietrze i nie zaszczycała rozmową, ograniczając się do nielicznych, wymuszanych koniecznością słów. Nie spodziewał się też, by zechciała jeszcze kiedykolwiek uwolnić jego przyrodzenie i pozwolić na swobodną galopadę na grzbiecie Demona. Nawet za cenę pozyskania mocy, którą jakoby posiadał i mógł obdarzyć nią damę szlachetnego rodu. Czy rzeczywiście mógł? W przypadku pani Siedmiu Bram miał obecnie co do tego niejakie wątpliwości. Na myśl o jej osobie, o fałszywej urodzie, którą tak skutecznie mamiła jego zmysły, odczuwał tylko obrzydzenie. Nie próbował wyobrażać sobie, jak wygląda naprawdę. Znając już próżność szlachetnej pani podejrzewał, że od dawna nikomu nie ukazuje się w swojej rzeczywistej postaci. Miałby nadal służyć jej w łożu, nadal tryskać nasieniem i mocą pod dotykiem jej dłoni, nadal pobudzać się pieszczotami wiedźmy, zapewne obleśnej staruchy? Nigdy! Prędzej już podnieciłby się widokiem leśnego gnoma albo jaskiniowego goblina z ludowych bajań, z upodobaniem powtarzanych przez głupie dziewki i parobków. O ile znalazłyby się żeńskie przedstawicielki tych baśniowych stworzeń.

Oddając się takim rozważaniom nie mógł jednak uciec przed myślą, że obecnie, gdy raz na zawsze odrzucił łaski władczyni Siedmiu Bram, tym ważniejsze stawało się spotkanie z jej córką, a jego prawowicie poślubioną panią i małżonką. Jaka jest ta cała Berenika? Podobno młoda i urodziwa, jak zapewniała margrabina i jak wołała w gniewie sama Lady Berengaria. Tak też ukazywał księżniczkę otrzymany portret. Czy to jednak jej prawdziwa postać, skoro księżna potrafiła posunąć się do zdemaskowanego właśnie oszustwa? Może i prawdziwa... Przecież Berenika nie miała jeszcze męża, on sam został jej pierwszym poślubionym małżonkiem. Skąd wzięłaby więc moc, by zwodzić świat fałszywą urodą?

Pocieszywszy się tym spostrzeżeniem, zrozumiał jednak szybko, że jej wygląd nie jest przecież najważniejszy. Jaki ma charakter? Jak przyjmie i potraktuje małżonka? Czy zna, albo domyśla się prawdy o intrygach matki? Czy Lady Berengaria realizowała swoje plany za wiedzą księżniczki? A może nie przejmowała się wcale opinią, jaką mogłaby i powinna wyrazić w tej sprawie własna córka? A jeżeli zdanie Bereniki w ogóle się nie liczyło i dziewczyna miała na dworze matki równie mało do powiedzenia, jak i on sam w zamku margrabiny? Czy powinien ujawnić przed nią to, co zaszło podczas podróży? Czy księżna zamierzała to ukrywać? Ludzi zabrała ze sobą niewielu, niewątpliwie najpewniejszych, co chyba o czymś świadczyło... I czy on sam zdoła zdobyć przychylność pani i małżonki?

Gryząc się tymi rozważaniami, gubiąc się w przypuszczeniach, znalazł tylko jedną osobę, z którą mógłby porozmawiać, z którą mógłby podzielić się obawami. Sudrun. Gwardzistka zasługiwała, by poznać prawdę, a zresztą i tak sporo już wiedziała o tajemnicach wspólnej podróży.

- Musisz za wszelką ceną zdobyć przychylność tej Bereniki – podsumowała, gdy trafiła się okazja, by zdać jej relację z wydarzeń poprzedniej nocy. - Nieważne, wie o wszystkim czy też nie. Jej życzliwość zawsze się przyda.

- Ale w jaki sposób? Jeżeli okaże się podobna do matki...

- Z pewnością jest młoda i urodziwa. Własną, prawdziwą urodą. Słysząc, co wyprawia księżna, nie wierzę, by pozwoliła córce korzystać z mocy któregoś ze swoich małżonków.

- O czym ty mówisz? Czy myślisz, że... - Wspomniał jednak, jak Lady Berengaria rzuciła niegdyś przypuszczenie, iż on sam mógłby oddawać nasienie Mirelli, własnej siostrze. Czy miałaby opory przed tym, co sugerowała Sudrun?

- W Siedmiu Bramach wszystko jest możliwe, różnie mówią o tym dworze... - Gwardzistka zdawała się potwierdzać przypuszczenia Marcusa. - Ale to mało prawdopodobne. Pani Siedmiu Bram za bardzo pożąda tej potęgi, by dzielić się nią z kimkolwiek. Charakteru księżniczki nie znamy, jeżeli jednak chociaż w części jest prawdziwą kobietą, młodą dziewczyną, to nie zdoła oprzeć się twojemu urokowi, książę.

- Co ty wygadujesz, Sudrun?

- A to, że wszystkie służki na naszym zamku, a i gwardzistki zresztą też, chętnie oddawały się igraszkom z tobą i jeszcze chętniej uczyły cię sztuki miłosnej. Myślisz może teraz, że czyniłyśmy to na rozkaz dostojnej margrabiny, ale to nieprawda. A przynajmniej nie cała prawda. I przecież nie wyruszyłam z tobą tylko dla Demona...

- Sudrun, ja...

- Nie czas teraz jednak na takie rozmowy, Marcusie. Teraz najważniejsza jest Berenika. Bądź sobą, zachowuj się jak zawsze, a na pewno zyskasz jej życzliwość. A myślę, że nawet coś więcej...

- Chyba, że wdała się w matkę, jest zimna, ambitna, wyrachowana i bezwzględna...

- Może i tak... Ale nawet wtedy powinna pojąć, że stanowisz dla niej klucz do mocy i potęgi. I najlepiej, gdybyś oddawał tę moc z własnej woli oraz własnej ochoty. Przecież czegoś takiego pragnęła również lady Berengaria. I chyba obawiała się sprzeciwu córki, Berenika nie może więc być zwykłą kukłą w jej ręku.

- Nasze małżeństwo, chociaż prawowite, nie zostało jeszcze skonsumowane. Myślę, że księżniczka zechce uczynić to jak najszybciej...

- Byłoby dziwne, gdyby nie chciała, Marcusie. Ja chciałabym na jej miejscu z całą pewnością, gdy tylko ujrzałabym cię na własne oczy. A tutaj w grę wchodzi jeszcze twoja moc, którą ona potrafi przecież przejąć i wykorzystać... Musisz się tylko postarać, wiem, że to potrafisz, że zadowolisz małżonkę pod każdym względem. Nieważne, czy bardziej pragnie tego jako młoda kobieta, czy jako władczyni, pożądająca magicznej siły i potęgi.

- Skoro tak mówisz... Mam nadzieję...

- Musisz jednak okazać zrozumienie i delikatność... To może być jej pierwszy raz.

- Jeżeli nawet, to co z tego? Poradzę sobie, jak sama powiedziałaś.

- Oj, piękny książę... Ty chyba niewiele wiesz o kobietach, pomimo wszystkich twoich doświadczeń... Zresztą, to nawet nie może dziwić. Margrabina z pewnością nie rozmawiała z tobą o podobnych sprawach, skoro nałożenie ochraniacza okazało się takim zaskoczeniem. A dziewczęta w zamku... I przecież ja sama również...

- O czym ty mówisz?

- Dobierano nas do służby przy twojej osobie bardzo starannie. I nie tylko pod względem urody... Żadna z nas nie była... no, dla żadnej z nas nie był to pierwszy raz.

- To ma jakieś znaczenie?

- Och, nigdy nie miałeś okazji zająć się dziewicą, dziewczyną, dla której byłbyś pierwszym mężczyzną, pierwszym kochankiem. Taki pierwszy raz potrafi okazać się dla kobiety bolesny, pojmujesz? Jeżeli chłopak nie okaże delikatności... Tak czy inaczej, musi wtedy rozerwać swoją włócznią błonę, którą każda dziewczyna ma w swym najtajniejszym miejscu... Niekiedy trzeba użyć siły, pchnąć mocno... Jeżeli postąpisz tak z Bereniką nie zachowując ostrożności, jeżeli nie wzbudzisz w niej chęci i uczucia, jeżeli poczuje ból i strach, jeżeli zrazi się do ciebie... Musisz uważać, książę...

- Myślisz, że ona jeszcze nigdy? Ale dlaczego? Czyż nie powinna wprawiać się w sztuce miłosnej, tak jak i mnie uczono, co sama przyznajesz?

- W sumie, powinna. To z pewnością by jej nie zaszkodziło. Potrafiłaby teraz lepiej i z prawdziwą ochotą przejmować moc szlachetnie urodzonego małżonka. Ale czy księżnej mogło zależeć na takiej nauce córki? Sądząc po tym, jak sama chciała cię wykorzystać? Może pragnie wręcz, by Berenika zraziła się do męża, zraziła się do ciebie, Marcusie. By niechętnie myślała o przejmowaniu twojej mocy? Wtedy więcej zostałoby dla samej Lady Berengarii.

- Ale przecież ochraniacz...

- Z pewnością coś by wymyśliła... A w tej chwili nadal nosisz przyrząd nałożony jej dłonią...

- To nie ma znaczenia, teraz chyba nie potrafiłbym... Nie zdołałbym... Na samą myśl o pani Siedmiu Bram ogarnia mnie obrzydzenie.

- Może to i lepiej, książę, ale postaraj się nie okazywać tego w zbyt jawny sposób. I pamiętaj, co ci tu mówiłam. Na pewno poznasz, czy jesteś pierwszym kochankiem Bereniki. Jeżeli nawet nie po jej zachowaniu, to poczujesz opór tej błony. I czasami pojawia się krew. Postępuj wtedy delikatnie i ostrożnie, pozbaw ją dziewictwa nie sprawiając niepotrzebnego bólu, a wszystko ułoży się dobrze.

Złotą Bramę ujrzeli w blasku nisko już stojącego słońca. Obdarzało ono powodzią światła wysokie mury i wyniosłe baszty, wyłożone dachówkami oraz miedzią spadziste dachy, błyszczące wśród kamieni szyby okien. Wznosząca się na wzgórzu panującym nad szeroką, łagodną przełęczą forteca wydawała się potężna, o wiele silniej ufortyfikowana i rozleglejsza niż zamek margrabiny, niż rodzinny zamek Marcusa. Nic dziwnego, nie raz stawiała przecież czoła najeźdźcom z północy, którzy docierali podobno aż tutaj. Co prawda, działo się tak w dawnych czasach, obecnie potęga Lady Berengarii trzymała wrogów w ryzach. Oblana jasnością, z łopoczącymi na wietrze chorągwiami przedstawiającymi herb księstwa – bramę z na wpół uniesioną, zębatą kratą - twierdza nie prezentowała się jednak ponuro, przeciwnie, przywodziła na myśl raczej siedzibę bajkowej księżniczki-czarodziejki, a nie groźne narzędzie wojny i władzy.

„Może to zresztą i prawda?” - Pomyślał Marcus. - „Oby tak się stało.”

Otuchy dodał mu widok kilku pomniejszych sztandarów ze znakiem Łabędzia, godłem Międzyrzecza. Powiewały wprawdzie na szczytach niższych wież, ale zawsze był to miły gest ze strony pani zamku. Tylko której? Lady Berengaria z pewnością zdążyła już zawiadomić przez wysłanego przodem posłańca o swoim powrocie, wątpił jednak, by obecnie dbała o takie uprzejmości. Czy to może sama księżniczka Berenika, jego pani i małżonka, poleciła wywiesić te chorągwie?

Na spotkanie wyruszył im z zamkowych wrót niewielki orszak, pod sztandarem ze znakiem Bramy. Zbliżał się szybko, prowadzony przez wyrywającego się do przodu jeźdźca. Marcus wytężył wzrok, nagrodzony widokiem zgrabnej, pewnie dosiadającej siwego konia dziewczyny o złocistorudych włosach. Nie mógł się mylić, to musiała być księżniczka we własnej osobie! Po chwili rozpoznał twarz pędzącej śmiało amazonki, bardzo podobną do tej z portretu. Najwidoczniej wyjechała naprzeciw matce, a może i świeżo poślubionemu, pierwszemu małżonkowi? Zapewne nie przystawało to damie szlachetnego rodu, która powinna oficjalnie powitać męża w sali audiencjonalnej, stosownie odziana i przyozdobiona, zamiast galopować na jego spotkanie w stroju łowczyni i wojowniczki, natychmiast poczuł jednak wobec Bereniki nić sympatii i zrozumienia. Na jej miejscu też rozpierałaby go ciekawość. Na swoim własnym także zresztą takową odczuwał!

- Witaj, szlachetna pani i matko – zwołała dziewczyna, wyhamowując konia

Zauważył, jak zręcznie powodowała wierzchowcem. Nie dorównywał wprawdzie jego Demonowi, ale obecnie i tak nie miał co marzyć o galopadzie na grzbiecie przyjaciela. Poczuł się za to nieswojo w męskim siodle, dosiadając niemrawej chabety. Co ona sobie o nim pomyśli? Weźmie męża za niedołęgę?

- Ufam, że podróż upłynęła bez przeszkód? - kontynuowała Berenika.

- A tak, dziękuję. Lawina zasypała wschodnią przełęcz i musiałam użyć nieco mocy, by przebić drogę, ale poradziliśmy sobie. W przeciwnym razie jechalibyśmy jeszcze kilka dni. Ja z kolei mam nadzieję, że i tutaj wszystko w najlepszym porządku?

- Barbarzyńcy siedzą na razie cicho, ale nadchodzi wiosna i z pewnością nie potrwa to długo. Teraz i ja będę mogła przydać się na coś więcej, niż tylko rażenie ich strzałami i oszczepem!

Zwracała się do pani Siedmiu Bram, ale jej wzrok kierował się ciekawie ku Marcusowi. Nie uszło to uwadze Lady Berengarii.

- Radziłaś sobie dotąd znakomicie, ja również. I oby tak zostało. A czy dama twojej rangi nie powinna raczej oczekiwać przybycia małżonka w Wielkiej Sali? - zauważyła cokolwiek kwaśno księżna.

- Wyjechałam na spotkanie z tobą, matko i pani.

- Czyżby? Ale skoro już tu jesteś, wypada, byś przywitała sir Marcusa. A raczej, by to on powitał ciebie. Pamiętaj, że w Międzyrzeczu hołduje się obyczajom bardziej dwornym i wyszukanym niż w naszej dziczy. Twój mąż z pewnością nie przywykł do takiego braku manier. Nie przynoś nam wstydu wobec szlachetnie urodzonego pana!

Lady Berengaria kiwnęła dłonią na chłopaka, który istotnie poinstruowany został swego czasu przez mistrza Matteo, jak zachować się podczas pierwszego spotkania ze swoją panią i małżonką, ale przecież miało ono nastąpić podczas uroczystej audiencji, a nie na błoniach pod zamkiem. Nie miał nawet na głowie beretu, by skłonić się w odpowiednio wytworny sposób! Przynaglony kolejnym gestem księżnej zeskoczył niezgrabnie z siodła i podszedł niepewnie do wierzchowca Bereniki.

- Witaj, piękna i szlachetna pani. Mam nadzieję, że zadowolą cię moje służby. - Bez nakrycia głowy ukłon wypadł raczej nijako, ale przynajmniej słowa zapamiętał dobrze.

Berenika spojrzała nań z pewnym zdziwieniem, wyciągnęła powoli rękę. Powinien teraz przyklęknąć i ucałować dłoń małżonki, wypowiadając jakiś stosowny komplement dotyczący jej urody, zapewnić o własnym oszołomieniu, oddaniu i posłuszeństwie. Tak nakazywały dworne obyczaje. Ponieważ jednak księżniczka nie zasiadała na ozdobnym tronie, lecz tkwiła w siodle, padając na kolana nie zdołałby złożyć pocałunku. Poprzestał więc tylko na muśnięciu wargami jej okrytych skórzaną rękawiczką palców. Układna przemowa zamarła mu w ustach, gdy unosząc wzrok dostrzegł chłód w oczach dziewczyny. I nic dziwnego, przecież zachowywał się jak ostatni dupek! Ona wyjechała mu naprzeciw, narażając się na kąśliwe uwagi matki, a on odgrywał tu przedstawienie godne Jasona! Wspomniał słowa Sudrun i bez zastanowienia powiedział to, co poczuł w sercu, gdy tylko ją ujrzał.

- Świetnie jeździsz konno, pani. Ale i tak bym cię wyprzedził, jeżeli miałabyś ochotę na wyścigi!

- Takiś pewny siebie, sir Marcusie? Mnie nikt nie dogoni! - żachnęła się, ale zima ustąpiła z jej spojrzenia, zastąpiona żywym błyskiem dumy.

- Masz dobrego konia, ale mój Demon jest lepszy od wszystkich. - Wskazał głową na wierzchowca, gdyż nadal nie puszczał jej dłoni. - Sama się przekonasz!

Zwróciła spojrzenie w kierunku ogiera, oboje oceniali i porównywali swoje rumaki.

- Ma zbyt delikatne pęciny, jak na nasze górskie bezdroża. Pewnie okażą się za miękkie. Mój Orzeł nie da mu żadnych szans!

- Są wysokie, ale chyba nie doceniasz koni z Międzyrzecza. My też jeździmy po górach. Demon ma silne nogi i duże kopyta, chodzi bardzo pewnie. Może jest lżejszy od Orła, ale dzięki temu szybszy.

- Ale jak długo utrzyma tę szybkość? Tutaj bardziej cenimy wytrzymałość. - A jednak, choćby pośrednio i może nieświadomie, przyznała mu rację w jednej przynajmniej sprawie.

- O tym też możemy się przekonać, jeżeli tylko zechcesz.

- Dlaczego nie, Marcusie? Choćby i teraz. Bierz swojego Demona, wskakuj na siodło i ruszajmy do zamku!

Zaaferowana dyskusją, zapomniała o chłodnej rezerwie. Nie cofała też dłoni.

- Bereniko, sir Marcusie. Szlachetnie urodzeni panowie nie ścigają się konno. Istnieją ku temu ważne powody, przecież o tym wiesz, moja córko. - To Lady Berengaria przypomniała o swojej obecności. - I obiecałeś Demona Sudrun. - Ostatnie słowa skierowała do chłopaka.

- Jakiej znowu Sudrun? - Księżniczka teraz dopiero zdawała się zauważyć dosiadającą rumaka wojowniczkę.

- Zgodziłam się zabrać tę dziewczynę z Międzyrzecza, to gwardzistka margrabiny, Lady Mirandy. Sir Marcus obiecał podarować jej tego konia, a ja ofiarowałam się wstawić w tej sprawie u ciebie, bo przecież stanowi on obecnie twoją własność, jak wszystko, co twój małżonek otrzymał w posagu. Bardzo mu na tym zależało i nie chciałam odmawiać jego prośbom.

- Kim jest ta Sudrun? - Berenika cofnęła rękę.

- Opiekuje się Demonem, zna go i bardzo dobrze jeździ konno. I rzeczywiście, przyrzekłem, że dam jej konia, jeżeli pojedzie tutaj ze mną. W zamku mojej matki tylko by się zmarnował.

- Może powinieneś poprosić najpierw mnie, zamiast dostojną panią Siedmiu Bram? Ja nie posiadam wprawdzie takiej władzy jak ona, ale sama przyznała, że akurat ten ogier, a i ty również, należycie teraz do mnie.

- Zamierzałem to uczynić, gdy tylko nadarzy się okazja.

- I nadarzyła się szybciej, niż się spodziewałeś, sir Marcusie. Ale dałeś się wyprzedzić.

- To nie tak, chciałem tylko...

- Chciałeś się ścigać, ale i w tym matka ma rację, błękitnokrwiści panowie nie biorą udziału w wyścigach. Może powinnam raczej stanąć w zawody z tą Sudrun?

- Szlachetna pani, księżniczko...

- Skoro przypominasz o naszych tytułach i rangach, to właściwe miejsce twojej pani i małżonki jest teraz na zamku. Muszę przygotować się na odpowiednio uroczyste powitanie pierwszego męża. Sam wiesz, w Wielkiej Sali, na tronie, z padaniem na kolana, całowaniem dłoni i wygłaszaniem tych wszystkich pięknych słów na temat mojej urody i twego oczarowania. Możesz po drodze odświeżyć sobie tę mowę, którą z pewnością przygotowałeś. Jak widzisz, nie jesteśmy tu zupełnymi barbarzyńcami i znamy dworne obyczaje, chociaż zapewne nie tak dobrze, jak w Międzyrzeczu. Dałam już dzisiaj wystarczająco wiele dowodów tych braków ogłady, ale żyjemy tu na pograniczu i będziesz musiał mi to wybaczyć, sir Marcusie!

Zawróciła konia i poderwała go do galopu, nie oglądając się na matkę oraz świeżo poznanego małżonka.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik 7 miesięcy temu
    Dodam komentarz później
  • Kapelusznik 7 miesięcy temu
    Zaskoczyłeś mnie
    Dziewczyna okazała się znacznie bardziej... młodociana? Sam nie wiem jak to określić, więc podam synonimy: niedojrzała, emocjonalna, porywcza, pyszna, arogancka, gadatliwa, niepochamowana, niewychowana itd.
    Nie takiego charakteru się spodziewałem po księżniczce z... WOJSKOWEGO rodu z wojskowymi tradycjami.
    Spodziewałem się dziewczyny dumnej, ale bardzo opanowanej - nie tego... bałaganu
    Dalej zdziwiłem się, że marcusowi aż tak źle poszło.
    Jestem zainteresowany - co dalej?
    Nadal czekam na jakieś miłe zeskocznie - albo w postaci Merlina, albo cegły która radośnie rozbije czaszkę Lady Berengaria.
    Oraz barbarzyńców... jestem szczerze ciekawy jak bardzo barbarzyńscy będą barbarzyńcy
    Zastanawiam się też czemu wcześniej nie zauważyłem jak bardzo clishe jest prowincja obronna i barbarzyńcy na północy, ale hej, na razie nieźle ci idzie... więc nie będę zbyt wredny.
    Jak na razie 5, ale zaczynam się obawiać groźnych clishe z innych uniwersów
    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • Nefer 7 miesięcy temu
    Cóż, to dorastająca, ambitna panna, której jednak matka do wielu rzeczy nie dopuszcza. W szczególności do wszystkiego, co pachnie władzą i odpowiedzialnością. Można więc zrozumieć frustrację oraz objawy niezadowolenia. A Marcus padł ofiarą działań księżnej, która nadal ze swoich planów nie rezygnuje. Pozdrawiam
  • AnonimS 7 miesięcy temu
    Berengaria jest mistrzynią intryg. Najpierw podpuściła Marcusa żeby witając ceremonialnie Berenika okazał się sztywniakiem a kiedy nawiązał nić porozumienia z małżonką, szybko to zniweczyła .ma chłopak nie ciekawą sytuację, ciekaw jak z tego wybrnie. Pozdrawiam
  • Nefer 7 miesięcy temu
    Słuszne spostrzeżenie. Księżna ze swoich planów wcale nie zrezygnowała. Marcus będzie musiał sobie w jakiś sposób poradzić. Na szczęście ma obok dwójkę przyjaciół.
  • Pontàrú 3 miesiące temu
    Czyli jednak Berenika istnieje. Moja teoria legła w gruzach.
    Sama księżniczka jest strasznie niestała emocjonalnie. Co chwila zmienia swoje zachowanie a poza tym wydaje się zazdrosna o Sudrun. No zobaczymy jak to będzie dalej
    Ode mnie ⚄
  • Nefer 3 miesiące temu
    Tak, istnieje. Ale był to bardzo logiczny domysł, tyle, że Berenika ma do odegrania istotną rolę w tej opowieści i nie chciałem z niej zrezygnować. Tymczasem ulega manipulacjom ze strony matki, która stara się skłócić ją z Marcusem. Oczywiście, dla własnych korzyści. Sudrun była księżnej do czegoś potrzebna, to dlatego zgodziła się zabrać ją w swoim orszaku. Skoro Marcus odrzucił względy pani Siedmiu Bram, ta posłużyła się gwardzistką. Co dalej w tym nowym gnieździe intryg? Zapraszam.
  • krajew34 2 tygodnie temu
    Czyli jednak istnieje, fajnie, ponieważ wygląda na ciekawą postać, zupełnie odmienną od matki. Ale patrząc na to, co wcześniej przeczytałem, pozory mogą mylić. Czytam dalej.
  • Nefer ponad tydzień temu
    Berenika ma do odegrania ważną role w tej opowiesci.
    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania