Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Nowy Świat Czarownic, cz. 19

19

 

Upłynęły kolejne dwa dni, a raczej wieczory jego służby. Pani i małżonka wzywała Marcusa codziennie. Stawiał się bez entuzjazmu, ale sumiennie wykonywał swoje obowiązki, nie miał zresztą innego wyjścia. Ochraniacz oraz powodowane przez ten przeklęty przyrząd pobudzenie robiły swoje, gdy tylko Berenika zdejmowała pierścienie. Praktycznie nie rozmawiali ze sobą, ledwie wymieniając zdawkowe słowa powitania. Nie mieli zresztą o czym rozmawiać, a po odrzuceniu swojej rozpaczliwej oferty Marcus zawziął się w milczeniu, nawet Sudrun nie opowiedział o tym, jak małżonka potraktowała jego poświęcenie. Tym bardziej nie przejawiał ochoty do konwersacji z samą księżniczką. Ona zaś wydawała się to obojętna, to zadowolona z tego stanu rzeczy. Trzeciego dnia, gdy usłużył jej już swoją mocą i spodziewał się tylko nałożenia ochraniacza oraz odprawy, nie wytrzymał. On również pragnął sprawić Berenice ból.

- Wykorzystujesz mnie tutaj niczym ogiera, szlachetna pani i małżonko. Przynajmniej w tej materii przyjmujesz moją pomoc i odnosisz pełen sukces. Mam jednak wrażenie, że nie ze wszystkim idzie ci równie dobrze.

- O czym ty mówisz, sir Marcusie?

- O tym, że nadal nie poskromiłaś Demona, chociaż przechwalałaś się, że uczynisz to bez żadnych trudności.

- Bo tak też zrobię! - Wbrew dumnym słowom gwałtowny ton ujawniał niejaką niepewność.

- Wybacz, ale nie życzę ci powodzenia, skoro nie zechciałaś przyjąć mojej pomocy.

- Jakiej znowu pomocy?

- Zaoferowałem ją kilka dni temu, w tej komnacie. Odrzuciłaś mnie i moją prośbę, to radź sobie sama! Albo raczej nie radź sobie wcale.

- Ach tak, rzeczywiście. Wybacz, ale nie muszę pamiętać o wszystkich twoich życzeniach. Skoro wróciłeś już jednak do tego tematu, to powiedz, dlaczego chciałeś mi pomóc?

- Bo marnujesz tego konia, trzymając w stajniach! Nie potrafisz dosiąść Demona, nie pozwalasz jeździć na nim Sudrun, a ja i tak nie mogę...

- Wiem już, co niedawno uczyniłeś, by zyskać to prawo!

- A ty rewanżujesz się w równie podły sposób, krzywdząc i narowiąc takiego wierzchowca!

- Dość już tego, Marcusie! Nie chcę teraz o tym mówić, trzeba natychmiast nałożyć twój ochraniacz, a potem wracaj do swoich apartamentów!

Wybiegła niemal z komnaty, zamierzając zapewne przynieść przeklęty przyrząd, który często usuwała z sypialni na czas ich mało namiętnych zbliżeń. Akurat tego jednego nie miał jej za złe. Pomimo okazywanego uprzednio pośpiechu, nieobecność Bereniki trochę się przeciągnęła. Zapewne starała się opanować targające nią emocje, co częściowo się jej udało. Wróciła znacznie już spokojniejsza, chociaż nadal dało się zauważyć pewne ślady wzburzenia. Z nabytą wprawą zniewoliła przyrodzenie małżonka.

- Rozkazałam ci wtedy, żebyś nie wracał do tego tematu, sir Marcusie - powiedziała cichym, nabrzmiałym jednak niezadowoleniem głosem. - Nie zastosowałeś się do moich poleceń. Mogłabym cię za to ukarać, dzisiaj okażę jeszcze pobłażliwość. Pamiętaj jednak, że za twoje wybryki konsekwencje możesz ponieść nie tylko ty sam.

- Co masz na myśli, pani?

- Nie mam teraz ochoty z tobą rozmawiać. Idź do swoich komnat i nie opuszczaj ich przez dwa następne dni. Niech to nauczy cię posłuszeństwa..

- Nie zamierzasz korzystać jutro z moich usług, szlachetna pani? Może uznajesz to za dodatkową karę?

- Ruszaj wreszcie.

Ukłonił się niczym podczas oficjalnej audiencji, zamiatając podłogę wyimaginowanym beretem i opuścił sypialnię małżonki.

Wreszcie poczuł zadowolenie! Dopiekł jej do żywego, godząc w dumę zawołanej amazonki. Wzburzenie Bereniki dowodziło tego w aż nadto wyraźny sposób. Rozkazała mu nie opuszczać przydzielonych komnat. Też mi kara! I tak nie miał ochoty włóczyć się po zamku! A i bez wieczornego spotkania doskonale się obejdzie... Przynajmniej przez jeden albo dwa dni. Rozpamiętując swoje zwycięstwo, długo nie mógł zasnąć i ostatecznie obudził się późnym rankiem. W niczym to jednak nie powinno przeszkodzić, skoro czekało go tylko niezakłócone oddawanie się ulubionemu ostatnio zajęciu, czyli śledzeniu przepływających po niebie chmur. Wstał z łoża i ubrał się z przyzwyczajenia, rezygnując z przesadnej elegancji. Spodziewał się, że pani i małżonka nie odmówi mu prawa do śniadania i nie zamierzał paradować nago w obecności kolejnych dziewek służebnych. Co prawda, nie czyniło to w istocie większej różnicy, pozwalało jednak zachować resztki godności.

Istotnie, spóźniony poranny posiłek dostarczono wkrótce po tym, gdy zakończył toaletę. Zupełnie, jak gdyby ktoś nasłuchiwał pod drzwiami. Czego zresztą wcale nie dawało się wykluczyć. Na deser podano kilka jabłek, trochę zasuszonych po zimie, ale smacznych. Takich, jakie akurat najbardziej lubił Demon. Zastanawiał się nad przyczynami tej hojności, o tej porze roku owoce stanowiły pożądane urozmaicenie, może Berenika chciała go w ten sposób dodatkowo upokorzyć?

Pogryzał właśnie od niechcenia jedno z jabłek, gapiąc się przez okno, gdy posłyszał pukanie do drzwi. Pewnie służka zamierzała uprzątnąć stół

- Przyjdź później! Jeszcze nie skończyłem – rzucił niecierpliwie.

Z zaskoczeniem i niezadowoleniem przyjął skrzypienie zawiasów oraz odgłos kroków.

- Powiedziałem, żebyś nie przeszkadzała i przyszła później! - powtórzył gniewnie.

- Gdzie się podziały twoje maniery, Marcusie? Czyżbyś zamierzał wyrzucić własną panią i małżonkę?

- Co takiego? - Teraz dopiero odwrócił się od okna i ujrzał stojącą przy drzwiach Berenikę, odzianą w strój jeździecki. - Co tutaj robisz, pani? Przyszłaś sprawdzić, czy stosuję się do twoich rozkazów?

- Moich rozkazów?

- Poleciłaś, żebym nie opuszczał tych komnat. Jak widzisz, okazuję należne posłuszeństwo. - Ukłonił się zimno i oficjalnie.

- Nie miałam takiego zamiaru, Marcusie.

- Zamierzałaś więc towarzyszyć mi podczas śniadania? Jeżeli tak, to spóźniłaś się, pani.

- Przyszłam tu w ważnej sprawie i nie próbuj wyprowadzać mnie z równowagi!

- Jakaż to sprawa, pani i żono?

Odetchnęła kilka razy, starając się odzyskać panowanie nad sobą.

- Dobrze. Zacznę jeszcze raz, a i ty zechciej uczynić to samo, Marcusie.

- Jak sobie życzysz... To znaczy, proszę, zacznijmy jeszcze raz. Wybacz, wziąłem cię za służącą.

- I chciałeś wyładować na tej biednej dziewczynie złość, którą odczuwasz wobec mnie? Całkiem dobrze ci to wyszło. – Roześmiała się niespodziewanie. - Ale obiecałam zacząć tę rozmowę od nowa. Powiedziałeś, że byłbyś gotowy zapoznać mnie z Demonem. Dlaczego? Przyszłam po to, by zadać ci to pytanie, Marcusie. Wczoraj wieczorem okoliczności nie sprzyjały poruszaniu tej kwestii.

- Mówiłem już, że nie chcę, żebyś zmarnowała konia trzymając go w stajni. On jest wyjątkowy.

- Powiedziałeś też, że narowię Demona... To nieprawda... Nigdy nie użyłam ostrego wędzidła, gdybym to zrobiła, dawno byłby posłuszny. Ale nie o to przecież chodzi.

- Wiem, że tego nie zrobiłaś, lady Bereniko. Powiedziałem to w gniewie. Przepraszam.

Ostatnie słowa przyszły mu z trudem, ale w tej akurat sprawie miała rację. I nie chciał, żeby to Demon zapłacił za jego własny upór.

- Czy zaproponowałeś swoją pomoc tylko ze względu na konia?

Miał już na ustach gniewne potwierdzenie, powstrzymało go jednak dziwne napięcie w głosie księżniczki oraz jej niezwykłe zachowanie podczas całej tej wizyty, też zresztą niecodziennej.

- Nie, nie tylko...

- A jaki był ten drugi powód?

Nie odpowiedział, nie pozwoliła mu duma. Niech sama się domyśli, jeżeli zależy jej na tej wiedzy.

- Dobrze, nie musisz nic mówić. - Zdawała się czytać w jego myślach. - Otóż skoro zdobyłeś się na podobną propozycję, niezależnie od powodów jej złożenia, postanowiłam z niej skorzystać. Skorzystać z wdzięcznością.

- Ale dlaczego dopiero teraz? Dlaczego wtedy odrzuciłaś mnie z takim chłodem?

Musiał o to zapytać, ryzykując zerwanie wątłej nici porozumienia, która zdawała się połączyć ich przed niedługą chwilą. Obawy nie były bezpodstawne, Berenika zmarszczyła bowiem brwi, a przez jej oczy przemknął wyraz prawdziwego gniewu.

- Niech ci wystarczy, że obecnie zmieniłam zdanie. Podobno damy często tak czynią. Powinieneś coś o tym wiedzieć, skoro pochodzisz z jednego z najbardziej wytwornych dworów Królestwa, a ja jestem nieobytą prowincjuszką.

- Oj, masz pełną rację, Bereniko. - Roześmiał się mimo woli. - Przynajmniej, gdy chodzi o kwestie tak ważne, jak dobór strojów albo fryzury. - Przypomniał sobie zaaferowanie oraz gorączkowe, zazwyczaj niezbyt w tych kwestiach udane zabiegi siostry, Lady Mirelli.

- My tutaj, na pograniczu, nie mamy takich problemów, może zdążyłeś to zauważyć. - Uśmiechnęła się lekko.

- Wcale mi to nie przeszkadza, pani i małżonko.

- Skoro już to sobie wyjaśniliśmy, to nie traćmy czasu. Zabieram cię do stajni, żebyś dotrzymał złożonej obietnicy. Jesteś nawet odpowiednio ubrany.

- Ale przecież zabroniłaś mi opuszczania tych komnat. To miała być kara...

- Mam chyba prawo odwołać własne rozkazy? - Odpowiedziała z nagłą złością, szybko jednak zmieniła ton, powracając do żartobliwej nuty rozmowy. - Damy zmieniają zdanie, zwłaszcza w najbardziej istotnych sprawach, pamiętasz? Poczuj się ułaskawionym, sir Marcusie z Siedmiu Bram.

- Jak rozkażesz, Bereniko, to znaczy pani i małżonko.

- W stajniach wystarczy Bereniko, może zresztą nie tylko tam. Zobaczymy. A teraz chodźmy, mamy naprawdę piękny dzień. I nie zapomnij zabrać tych jabłek. Czy myślisz, że wszystkie przeznaczono dla ciebie?

Istotnie, słońce przygrzewało prawdziwie wiosennie, nawet w dzikie, północne ostępy docierała nowa pora roku. Pomyślał, że spokój tej krainy jest jednak pozorny, wiele razy słyszał o nadchodzącej porze działań wojennych. Zagadnął o to księżniczkę, która potwierdziła jego przypuszczenia.

- Tak, to prawda. Matka pojechała dzisiaj na inspekcję jednego z wysuniętych garnizonów. Wróci jutro, musimy być gotowi.

- A jak twoje ćwiczenia, pani i małżonko, to znaczy Lady Bereniko?

- Posuwają się do przodu i niech to ci wystarczy. To nie twoja sprawa. - Znowu okazała niezadowolenie. - Chodźmy, Demon czeka, Marcusie – dodała innym tonem, jak gdyby przypominając sobie z trudem o świeżo zawartym porozumieniu.

Na widok przyjaciela chłopakowi zwilgotniały z radości oczy, a bardziej może jeszcze z powodu zadowolenia okazywanego przez ogiera, który delikatnie szczypał wargami dłonie i twarz Marcusa, nie omieszkując zresztą spałaszować dwóch posuniętych mu jabłek. Berenika przyglądała się bez słowa tym objawom czułości, nie zamierzając psuć radości spotkania. W końcu przypomniał sobie o jej obecności.

- Chodź, podaj mu jabłko – zaprosił małżonkę.

- Nigdy nie chciał przyjąć ode mnie żadnych smakołyków – przyznała niechętnie.

- Teraz weźmie, zobaczysz. Poproszę go.

Objął ramionami szyję przyjaciela, przytulił twarz do łba konia, pozwolił mu wdychać własny zapach, poklepywał uspokajająco. Berenika z pewną obawą podsunęła jabłko, bała się pewnie nie tyle gwałtownej reakcji konia, co wstydu i zawodu odrzucenia. Musiała mieć niedobre doświadczenia. Biorąc wszystko pod uwagę, Marcus nie mógł do tego dopuścić. Wzmocnił pieszczoty dłoni, podstawił włosy pod chrapy zwierzęcia, chcąc, by poczuło jego zapach. Znajomy zapach przyjaciela. Pomogło! Bo przecież nie mogło chodzić o samo jabłko. Demon, ostrożnie i z pewnym wahaniem, pochwycił ostatecznie przysmak. Pochwycił i zjadł z widocznym już zadowoleniem. Po czym wyciągnął pysk po dokładkę. Berenika nie poskąpiła kolejnego owocu.

- Nie za dużo naraz. Na więcej musi zasłużyć. Nie rozpuszczaj mi tego konia, jeżeli zamierzasz na nim jeździć. - Odruchowo upomniał księżniczkę, zapominając o własnej, niepewnej sytuacji. - Chodź, niech poczuje twój zapach. Twój zapach zmieszany z moim.

Pochylili oboje głowy, pozwalając, by Demon chłonął chrapami woń ich włosów. Przy tej okazji sam pomyślał, że Berenika pachnie bardzo przyjemnie, chociaż nie użyła dzisiaj żadnych wyszukanych perfum. Bardzo rozsądnie zresztą z jej strony, w takich sytuacjach naturalna świeżość jest zawsze najlepsza. Ogier pomyślał chyba tak samo, gdyż chciwie wciągał powietrze. A może to perspektywa obżarstwa skłoniła go do takiej reakcji? Podtrzymując to przyjazne nastawienie, księżniczka podsunęła jeszcze jedno, przyjęte z zadowoleniem jabłko.

- Mówiłem, że zepsujesz i znarowisz tego łakomczucha – zażartował.

- Możesz teraz sam się przekonać, że mówiłam prawdę. Nie znajdziesz żadnych śladów w pysku, podobnie jak i znaków po ostrogach czy szpicrucie – odparła poważnie.

- Przepraszam. - Pomyślał, że ślady takich urazów nosi on sam, może niekoniecznie na skórze, ale za to o wiele głębiej, w duszy. Nie był to jednak czas, by rozpamiętywać podobne sprawy.

Po przełamaniu pierwszych lodów poszło już łatwiej. Spędzili z Demonem całe długie popołudnie, obsypując go pieszczotami, rozczesując sierść, przeprowadzając po wybiegu, bezwstydnie psując przysmakami. Berenika posłała nawet w tym celu po więcej jabłek, a Demon pożarł je wszystkie. W zamian pozwolił się osiodłać, co księżniczka uczyniła osobiście, podczas gdy Marcus przytrzymywał i uspokajał wierzchowca. Raz czy drugi ich palce oraz dłonie zetknęły się ze sobą i to wcale nie okazało się takie przykre. Gdy już rumak stał pod siodłem, Berenika w nieuchronny sposób wyraziła życzenie, by go dosiąść. Z trudem odwiódł ją od tego zamiaru.

- Jeszcze za wcześnie, mógłby się spłoszyć i wszystko poszłoby na marne. I tak osiągnęłaś już o wiele więcej, niż kiedykolwiek przedtem.

- To prawda. Ale dzisiaj nie ma tu księżnej. Chciałabym, bardzo bym chciała powitać ją na grzbiecie tego rumaka, gdy wróci jutro z inspekcji. Nie wierzyła, że kiedykolwiek uda mi się dosiąść Demona, skoro nie zamierzam poskramiać konia wędzidłem i szpicrutą.

- A więc Lady Berengaria wraca dopiero jutro?

- Tak, zatrzyma się na noc w tamtym garnizonie.

- To mamy jeszcze trochę czasu, cały poranek i przedpołudnie, a może nawet więcej. Wtedy spróbujemy, tak będzie najlepiej.

- Może to i racja. Matka zawsze powtarza, że chcę wszystkiego zbyt wiele i zbyt szybko. Ale łatwo jej mówić. Ona nie musi na nic czekać, o nic prosić, o nic zabiegać. Może tylko o tę całą przeklętą moc!

- Ty też jej pożądasz, temu przecież nie zaprzeczysz, Bereniko.

- To mój obowiązek wynikający z urodzenia, obowiązek wobec całego Królestwa, naszego księstwa i wszystkich poddanych.

Z takimi argumentami wolał nie dyskutować. Zamiast tego zapytał o coś innego.

- Czy w takim razie zaprosisz mnie dzisiaj do siebie? Wiedz, że przyjdę bez przykrości.

- Nie... - Sprawiała wrażenie zmieszanej. - Dzisiaj nie mogę.

- Dlaczego?

- Mam swoje powody, jeśli wiesz o co chodzi.

- Dostałaś od wczoraj comiesięcznego krwawienia? - O tej przypadłości dam i dziewek zdążył się już dowiedzieć. Wyjaśniałoby to może niedawną drażliwość Bereniki.

- Tak, właśnie tak – odparła skwapliwie.

- Czy to przeszkadza w pozyskiwaniu mocy?

- Tak... Nie... Nie wiem. W każdym razie, jest nieprzyjemne.

- Mogłaś powiedzieć o tym wcześniej, wiesz przecież, że konie są bardzo wrażliwe na zapachy i coś takiego może przeszkodzić w zaprzyjaźnieniu się z Demonem.

- Nie pomyślałam... Ale wszystko poszło dobrze, nawet bardzo dobrze.

- Miejmy nadzieję, że jutro pójdzie jeszcze lepiej.

- Tak, bardzo bym tego chciała. A co do tej drugiej sprawy, musimy teraz kilka dni odczekać.

- Jak sobie życzysz, Bereniko – zgodził się z lekkim rozczarowaniem.

Przynajmniej obawy, że Demon źle przyjmie szczególny stan księżniczki nie sprawdziły się. Gdy następnego dnia kontynuowali swoje starania, okazał się zadziwiająco przyjazny. Dziewczyna ponownie osiodłała go bez większego trudu, potem przez jakiś czas przyzwyczajali jeszcze konia do jej zapachu i przekupywali pieszczotami oraz jabłkami. Wczesnym popołudniem nadeszła wreszcie chwila, gdy Bereniki nie dało się już odwieść od zamiaru przejażdżki. Wymógł tylko obietnicę, że na początku pozwoli mu przytrzymać Demona za kantar. Wędzidła nadal nie zamierzali używać. Podczas gdy uspokajał konia słowami i pieszczotą dłoni, księżniczka zręcznie wskoczyła na siodło. O dziwo, Demon przyjął to bez oporu. Zrobili kilka kroków, w trakcie których wciąż panował nad zwierzęciem. Berenice wcale to, rzecz jasna, nie wystarczało

- Puść, Marcusie!

- Ale...

- Puść, mówię! Proszę, dam sobie radę.

- Uważaj, jeszcze nie zwyciężyłaś.

- To się zaraz okaże! Puszczaj wreszcie!

Nie pozostało mu nic innego, jak wykonać tę prośbę czy rozkaz. Ostrzegał ją w najlepszej intencji, Demon znał różne sztuczki, a Marcus wcale nie miał pewności, czy zaakceptował już dosiadającą go amazonkę. Pokłusowali niespiesznie wzdłuż ogrodzenia, zrobili kilka okrążeń. Odetchnął z ulgą, Berenika pewnie powodowała koniem, a ten nie zdradzał ochoty do żadnej samowoli.

- Otwórz bramę, chcę pogalopować po łąkach.

- Ale Demon jest niewybiegany, jak słyszałem.

- Właśnie dlatego zamierzam go teraz przejechać!

- To nie najlepszy pomysł.

- Otwieraj! Jeżeli tego nie zrobisz, będę musiała spróbować skoku. A to z pewnością uznasz za pomysł jeszcze gorszy!

- Ty chyba oszalałaś!

- Nie, jeszcze nie. Chyba, że będziesz dalej ociągał się z tą bramą!

Przerażony determinacją w głosie Bereniki, pospiesznie uwolnił przywiązany do solidnego słupa zewnętrzny palik drewnianych wrót i odciągnął w bok zagradzającą wyjazd konstrukcję. Nie zwlekając ani chwili, dziewczyna wpadła w otwarte przejście, pognała na rozległe, otaczające zamek błonia. Musiał przyznać, że znakomicie sobie radzi i doskonale panuje nad wierzchowcem. Oto przeszli w szybki galop i oddalali się od zagrody. Demon nie byłby jednak sobą, gdyby nie spróbował czegoś z nowym jeźdźcem. Zwolnił, przystanął niemal w miejscu, wybił się nagle mocniej tylnymi nogami i wierzgnął zadem, pochylając jednocześnie głowę. Na szczęście nie zaskoczył Bereniki, która musiała chyba liczyć się z podobną niespodzianką. Uchwyciwszy mocniej wodze poderwała w porę łeb rumaka, odchyliła się lekko w tył i wzmocniła uchwyt nóg, utrzymując się w siodle. Nie osiągnąwszy swego celu, Demon przeszedł teraz w cwał, gnając na złamanie karku chciał przestraszyć i zmęczyć amazonkę. Marcus dobrze pamiętał własne, podobne doświadczenia. Czy księżniczka poradzi sobie bez wędzidła? Było już zdecydowanie za późno, by wzywać kogoś na pomoc. Zajmowali się koniem tylko we dwójkę, któż zresztą zdołałby dogonić Demona? Okazało się, że wątpił w umiejętności swojej pani i małżonki całkowicie bezpodstawnie. Nie mogąc wymusić posłuszeństwa przy pomocy tkwiącego w ustach kawałka metalu, co zresztą zawsze dotkliwie raniło wargi, sprawiało ból i na dłuższą metę narowiło każdego konia, uczepiła się jednak wodzy z prawej strony, odwracając głowę Demona. Wymagało to sporo siły, ale udało się. Chcąc nie chcąc, rumak skręcił w tym samym kierunku. A ponieważ Berenika nie zmieniła uchwytu, koń kontynuował bieg po łuku, zataczając obszerny krąg. Po chwili przeszedł do następnego, wyraźnie już ciaśniejszego. W taki sposób nie mógł utrzymać prędkości i zmuszony był stopniowo zwalniać. Jeszcze jedno kółko i stanął w miejscu, zwieszając głowę. Nie uznał się wcale za pokonanego, po prostu docenił klasę i umiejętności jeźdźca, którego wypróbował. Okazywał posłuszeństwo tylko tym, którzy na to zasługiwali.

Dziewczyna poklepała wierzchowca po szyi. Ona też doskonale zdawała sobie sprawę, że poddana została próbie, z której wyszła zwycięsko. Z dumnym uśmiechem pokłusowała powoli w stronę zagrody.

- Ostrzegałem! Mógł cię łatwo zrzucić!

- Ale nie udało mu się, prawda? I teraz nie będziesz się już buntował, czyż nie, Demonie? A księżna zzielenieje, gdy wyjadę jej dzisiaj naprzeciw! Przepowiadała, że nic nie wskóram z tym koniem i oto myliła się! Tak samo, jak myli się w wielu innych sprawach, na przykład odsuwając mnie od udziału w prawdziwej walce!

- Bereniko...

- Tak, wiem, zawdzięczam to zwycięstwo tobie, przynajmniej w jakiejś części.

- Bereniko, pani i małżonko...

- O co chodzi, Marcusie?

- Powiedziałaś kiedyś, że powinienem był poprosić o Demona ciebie... - Zauważył, że spochmurniała, ale brnął dalej. W końcu w jakimś celu złożył tę ofiarę. - Miałaś w tym całkowitą rację, przyznaję ze wstydem. Dlatego proszę teraz, może za późno, ale szczerze. Pozwól mi przejechać się na tym koniu. Wystarczy, że zdejmiesz na chwilę ten przeklęty ochraniacz.

- Nie. Marcusie... Nie mogę tego zrobić.

- Ależ możesz, księżna nie wróci pewnie jeszcze przez jakiś czas. Zdążymy, obiecuję. Zresztą Demon jest trochę zmęczony i nie będę go długo forsował.

- Mylisz się, matka może pojawić się w każdej chwili. A jeśli nawet nie, ktoś ją na pewno powiadomi.

- I co z tego? W końcu to ty jesteś moją panią i małżonką. Możesz zdjąć ten ochraniacz kiedy zechcesz, to twoja wola i twoje prawo.

- Nie, Marcusie. Wiem, że bardzo mi pomogłeś, ale nie mogę.

- Bereniko, proszę...

- Nie! Nie rozumiesz, co do ciebie mówię, sir Marcusie? Muszę odmówić i odmawiam! Pojmujesz wreszcie? Odmawiam! Gdy tylko będę mogła, postaram ci się to wynagrodzić, wiesz w jaki sposób, ale teraz nie mogę.

- Aż tak bardzo boisz się matki?

- Nikogo się nie boję, kiedyś jeszcze się o tym przekonasz! Ale teraz skończmy tę rozmowę. Będzie najlepiej, gdy wrócisz do swoich komnat.

- Jak sobie życzysz, pani i małżonko. - Wykonał formalny ukłon i odwrócił się na pięcie.

- Marcusie... - Przystanął, niespodziewanie słysząc w jej głosie coś w rodzaju drżenia. - Dziękuję ci. Wybacz, jeśli zdołasz.

Nie uznał za potrzebne odpowiedzieć, czy choćby spojrzeć Lady Berenice w oczy. Bez słowa podjął marsz i ruszył w swoją stronę.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik 3 miesiące temu
    Genialny odcinek!
    Trochę krzyków i wyrzucenia negatywnych emocji - i już trochę pary upuścili - Super!

    Dwa wielkie plusy:
    1 - sprawa miesiączki - niby nic - ale fajny szczególik
    2 - sposób zwalniania rozpędzonego konia - tak kręci się nim coraz mniejsze kółka - wiem z doświadczenia

    Czekam na kolejne odcinki z niecierpliwością
    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • Nefer 3 miesiące temu
    Racja, widać początki przełamywania lodów, ale nadal coś ich dzieli i przeszkadza. Co takiego, okaże się z czasem. Co do koni. Trudno pisać "klasyczną" fantasy bez poruszania tematu jazdy konnej. Zwłaszcza tutaj, gdy Demon odgrywa wielką rolę w opowieści. Staram się więc uzupełniać wiedzę w tej materii, korzystając z pomocy osób o wiele bardziej doświadczonych. Trzymanie się realiów to ich zasługa, ewentualne błędy biorę na siebie.
    Pozdrawiam
  • Pontàrú 5 dni temu
    Noooo, w końcu ocieplenie stosunków! Może w końcu wszystko zacznie się układać. Odnoszę wrażenie jakoby Berenika faktycznie bała się matki. Jednak, przy pomocy Marcusa, może się okazać, iż zmieni się jej nastawienie. Bardzo na to liczę i może to głupie, ale czytając ten tekst na prawdę ucieszył mnie fragment, w którym to księżna wchodzi do komnaty z bardziej pozytywnym nastawieniem ;)

    Ocena oczywiście 5
  • Nefer 5 dni temu
    Oboje wobec siebie zawinili, ale moze przełamią lody. Tylko co na to księżna, ktora dla wlasnych celów probuje ich skłócić? Na pewno cos wymyśli. Pozdrawiam serdecznie.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania